dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna
Felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005
2005 2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016

Rok 2008


Felieton w Radio Maryja, 4 stycznia 2008


Szczęść Boże!

Medycyna środowiskowa zajmuje się zapobieganiem następstwom skażenia środowiska, ich rozpoznawaniem i leczeniem. Wśród następstw skażenia środowiska może pojawić się choroba, jednostka nozologiczna wyodrębniona w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10 (International Classification of Diseases). Według Annales Academiae Medicae Silesiensis najnowsza definicja choroby brzmi następująco: “choroba jest takim stanem organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktury organizmu lub zaburzeń regulacji funkcji narządów.”

Co oczywiste, przepaść pomiędzy definicją choroby wychodzącą z jej poczucia a sklasyfikowaną w ICD-10 można po części zasypać tylko poprzez zastosowanie wysokosprawnych metod diagnostycznych, o ile takie istnieją, zważywszy na powszechne błędy systemowe diagnostyki wynikające z niedostatecznie wysokiej czułości i swoistości użytych metod, niezależnie od pochłanianych przez nie kosztów.

Nie wolno też zapominać – jak to czyni Narodowy Fundusz Zdrowia – że choroba jest procesem rozwijającym się w czasie. Historia naturalna choroby, czyli następstwo kolejnych etapów od najwcześniejszych zmian patologicznych do wyzdrowienia lub zgonu musi być rozpatrywana jako podstawowy element budowy rzeczywistego koszyka świadczeń zdrowotnych, a nie jakiejś jego propagandowej namiastki. Postęp choroby w czasie dzieli się na cztery etapy

1. etap podatności
2. etap przedkliniczny
3. etap kliniczny
4. wyzdrowienie, niepełnosprawność, zgon

Przyjęło się mówić, że choroba jest zaprzeczeniem zdrowia.

Definiowanie choroby jako odwrotności zdrowia spotyka się obecnie z krytyką. Nic dziwnego, skoro według Światowej Organizacji Zdrowia, WHO, “zdrowie jest pełnym dobrostanem fizycznym, psychicznym i społecznym a nie wyłącznie brakiem choroby lub niedomagania”. W moim przekonaniu utopijna i wewnętrznie sprzeczna definicja WHO powinna być zastąpiona przez następującą: “zdrowie społeczeństwa ludzkiego jest to nie tylko brak choroby oraz dobry stan zdrowia fizycznego, psychicznego i społecznego jednostek składających się na dane społeczeństwo, ale również harmonijny rozwój naturalny ludności oraz takie warunki otoczenia, które sprzyjają zdrowiu ludności.” Autorem tej definicji zdrowia jest twórca polskiej szkoły epidemiologii lekarskiej prof. zwycz. dr hab. med. Jan Kostrzewski, zmarły w 2005r.

Zdrowie i choroba rozpatrywane w perspektywie populacyjnej pozwalają uniknąć kompromitujących współczesną medycynę pułapek nastawianych na ludzi przez biznesmenów i polityków, często występujących w jednej osobie. Warto więc przypomnieć obowiązującą definicję epidemiologii, której autorem jest prof. John M. Last: “epidemiologia jest nauką o występowaniu i uwarunkowaniach chorób, zaburzeń zdrowia i zjawisk zdrowotnych w określonych populacjach ludzkich oraz systemem działań wykorzystujących uzyskane informacje do zmniejszenia rozpoznanych problemów zdrowotnych w populacji.” Triada epidemiologiczna, czyli trójkąt epidemiologiczny, wyjaśnia zależność pomiędzy stanem zdrowia a czynnikami chorobotwórczymi, cechami gospodarza i środowiskiem. Dla zrozumienia naturalnej historii choroby niezbędna jest analiza udziału wszystkich elementów, bowiem zmiana jednego z elementów prowadzi do zachwiania równowagi i zwiększania lub zmniejszania szansy pojawienia się choroby.

Dwaj wybitni amerykańscy epidemiolodzy Milton Terris i Victor Schoenbach określili następujące funkcje epidemiologii lekarskiej:

1. Wykryć wpływające na zdrowie swoiste czynniki chorobotwórcze, czynniki gospodarza i czynniki środowiskowe, aby dostarczyć naukowych podstaw zapobiegania chorobom i urazom oraz promocji zdrowia

2. Określić względne znaczenie przyczyn choroby, niepełnosprawności i zgonu, aby ustalić priorytety badań i działań

3. Zidentyfikować te segmenty populacji, które ponoszą największe ryzyko specyficznych przyczyn złego stanu zdrowia [i odnoszą największe korzyści ze specyficznych interwencji], aby wskazane działanie mogło być właściwie ukierunkowane (działanie celowe)

4. Oceniać skuteczność zapobiegawczych i leczniczych programów i świadczeń na rzecz poprawy zdrowia populacji

5. Badać historię naturalną choroby od stadium przedklinicznego do jej objawów w stadium klinicznym

6. Prowadzić obserwację występowania choroby i urazu w populacjach oraz poziomów czynników ryzyka w sposób bierny – przez rejestrację zgłoszeń oraz w sposób czynny – przez gromadzenie opinii lekarzy i/lub prowadzenie badań terenowych

7. Podejmować dochodzenia w ogniskach epidemicznych, jak zakażenia szpitalne, skupiska chorób, zakażenia pokarmowe, zakażenia wodno pochodne, aby wykryć ich źródło i zwalczać epidemie (n. p. odry, różyczki, choroby wieńcowej serca, nadwagi)

Za przyczynę choroby uznaje się wydarzenie lub stan, które albo w pojedynkę, albo w powiązaniu z innymi czynnikami zapoczątkowują łańcuch pewnych zmian patologicznych wywołujących chorobę.

Na koniec warto podać definicję zdrowia środowiskowego według WHO: “Aspekty zdrowia człowieka, w tym jakość życia, warunkowane przez czynniki biologiczne, chemiczne, fizyczne, psychiczne i społeczne środowiska. Pojęcie to obejmuje także teorię i praktykę oceny, naprawy, kontroli i zapobiegania w odniesieniu do tych czynników środowiska, które mogą szkodliwie wpływać na zdrowie obecnego i przyszłych pokoleń.

Zgodnie z prawem w naszym kraju obowiązującym a niewykonywanym, inicjowanie przedsięwzięć oraz prac badawczych w dziedzinie zapobiegania negatywnym wpływom czynników i zjawisk fizycznych, chemicznych i biologicznych na zdrowie ludzi należy do zakresu działania Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 11 stycznia 2008

Szczęść Boże!

Używanie tytoniu to pojedyncza przyczyna zgonów, której najłatwiej zapobiec.

Tytoń zabija mniej więcej co drugiego spośród wieloletnich użytkowników. W swoim najnowszym raporcie Amerykańskie Towarzystwo Walki z Rakiem (American Cancer Society) przytacza ostatnie dostępne wyliczenia obwiniające tytoń o śmierć jednego na ośmiu dorosłych przedwcześnie zmarłych. Spośród ofiar tytoniu niemal co trzecia osoba zmarła na raka, w większości przypadków na raka płuc.

Ogółem w XX wieku na całym świecie tytoń zabił 100 milionów ludzi i jest w głównej mierze odpowiedzialny za epidemię raka szerzącą się pod koniec ubiegłego stulecia w krajach uprzemysłowionych. Jeżeli palenie tytoniu nie ulegnie ograniczeniu, w XXI w. tytoń pochłonie jeden miliard istnień ludzkich, przede wszystkim w krajach rozwijających się. Obecnie pali tytoń około 1/3 ludności świata w wieku lat 15 i więcej, z czego 84% to mieszkańcy krajów rozwijających się i o gospodarce w okresie przejściowym. Do tych ostatnich zaliczana jest też Polska. Według prognoz ONZ spożycie tytoniu bardzo wzrośnie w krajach rozwijających się, ale spadnie w krajach najbogatszych, jak Wielka Brytania, Kanada, USA, Australia i Skandynawia.

Nie istnieje żadna bezpieczna dla zdrowia i życia forma używania tytoniu. Palenie tytoniu, jego żucie, wciąganie przez nos w postaci tabaki, czy też mieszanie z innymi składnikami, zawsze jest obciążone poważnym ryzykiem ciężkiej choroby i przedwczesnej śmierci. Narastająca w Europie i Stanach Zjednoczonych popularność fajek wodnych (zwanych huka, szisza, lub nargile) budzi przerażenie epidemiologów, bo podstępnie, pod przykrywką egzotycznej przygody, wciąga w śmiertelny nałóg szukających nowości młodych ludzi, zwłaszcza studentów.

Im wcześniej człowiek jest narażony na działanie tytoniu, tym cięższe ponosi następstwa. Obok dobrze już znanych, nauka przedstawia coraz to nowe dowody. Substancja biała mózgu, stanowiąca skupiska wypustek nerwowych (dendrytów i aksonów), ulega uszkodzeniu zarówno u dziecka w łonie używającej tytoń matki, jak i u narażonego na nikotynę nastolatka, którego rozwijający się mózg jest szczególnie podatny na uszkodzenie dojrzewających struktur przenoszenia impulsów nerwowych. Nikotyna wiąże się z tymi receptorami mózgu, które decydują o rozwoju neuronów. W efekcie młodzi ludzie nie potrafią skupić uwagi na wypowiadanych do nich słowach.

Nawet nie znając najnowszych doniesień naukowych, każdy zdaje sobie sprawę, że tytoń szkodzi, np. osobom palącym papierosy. Kaszel, chrypka, częste przeziębienia, zepsute zęby, niezdrowa cera, nasilające się dolegliwości różnych narządów, wreszcie jedna po drugiej choroba rozpoznana przez lekarza, coraz trudniej poddająca się leczeniu, wreszcie bardzo poważna diagnoza, której każdy palacz papierosów prędzej czy później się spodziewa, ale nie chce o niej myśleć, a tym bardziej o niej rozmawiać.

Nie ma co ukrywać – używanie tytoniu jest przejawem autodestrukcji, samozniszczenia. Ta od dawna wysuwana hipoteza znalazła potwierdzenie w opublikowanych ostatnio wynikach trwających cztery lata badań kilku tysięcy młodych mieszkańców Monachium w Bawarii. Wyższe odsetki młodych ludzi cierpiących na myśli samobójcze i podejmujących próby samobójstwa obserwowano wśród palących tytoń, co objaśnia się przede wszystkim wpływem nikotyny na obniżenie poziomu serotoniny w mózgu. Inne badania wykazały, że podobne cechy osobowości, jak impulsywność, agresywność i chwiejność emocjonalna, predysponują zarówno do palenia tytoniu, jak i do tendencji samobójczych.

Autoagresji towarzyszy postawa agresywna wobec otoczenia. Każda osoba paląca tytoń jest źródłem emisji dymu tytoniowego o udowodnionej bezspornie szkodliwości dla osób na ten dym narażonych. Uzasadniając w ostatnich dniach zakaz palenia tytoniu w samochodach osobowych w obecności osób poniżej 18 roku życia, minister zdrowia Tasmanii, pani Lara Giddings stwierdziła, że dzieci narażone na dym tytoniowy w samochodach ponoszą większe ryzyko astmy, zapalenia płuc, zapalenia oskrzeli, kaszlu, świstów w klatce piersiowej, zapalenia ucha środkowego i zakażeń menigokokowych. Podobny zakaz wprowadza Kalifornia, dowodząc, że skażone dymem tytoniowym powietrze w samochodzie może być od 10 do 30 razy bardziej trujące niż najbardziej zanieczyszczone powietrze na ulicy. W efekcie dzieci chorują na astmę, zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc i ucha środkowego. Świat broni niepalących przed agresją palaczy. Na samym początku 2008r. parlament Turcji uchwalił zakaz palenia tytoniu w obiektach publicznych. Kierując się najlepiej pojętym interesem swoich wyborców, nie ustępując przed protestami, nieraz sterowanymi przez koncerny tytoniowe, parlamentarzyści tureccy odważnie stanęli w obronie zdrowia publicznego, nie zważając na to, a może właśnie dlatego, że tytoń pali 40% dorosłych Turków – 25 milionów ludzi niszczących zdrowie swoje i otoczenia.

Zakazy palenia wewnątrz obiektów publicznych, łącznie z restauracjami, kawiarniami, hotelami stają się normą cywilizacyjną, a w wielu krajach, nawet bardzo egzotycznych coraz częściej wprowadzane są zakazy palenia tytoniu w miejscach publicznych pod gołym niebem, na ulicy, na przystankach autobusowych i tramwajowych, w parkach itp. miejscach przebywania wielu ludzi, w tym dzieci i innych osób szczególnie wrażliwych na dym tytoniowy.

Agresji palaczy wszędzie stawiana jest tama.

W Polsce obowiązuje ustawa z dnia 9 listopada 1995 r. o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Nie dość, że przestarzała, nie dotrzymująca kroku rozwojowi cywilizacyjnemu całego świata, to jeszcze słabo egzekwowana. Efekt jej stosowania czyni z naszego kraju pośmiewisko w skali międzynarodowej. Palacze z Niemiec przekraczają Odrę i Nysę, aby w spokoju popalić w polskiej kawiarni. To brzmi, jak złośliwy dowcip o Polakach – Polish joke. Wystarczy przejść się po ulicy Marszałkowskiej, aby zadusić się dymem tytoniowym dmuchanym przez setki przechodniów prosto w twarz. Dym w restauracji, kawiarni, nie mówiąc o pubie czy dyskotece, też może zadusić. Nawet wchodząc do szpitala, trzeba przemknąć poprzez szpaler emitorów cuchnącego dymu tytoniowego, owszem stojących pod chmurką, ale zbyt blisko wejścia. To samo dotyczy wszelkich przystanków, kiosków itp. miejsc wysokiej koncentracji dymu tytoniowego. Przestrzeganie ustawy w szkołach dla ochrony najmłodszych i najbardziej wrażliwych na skutki palenia tytoniu, to naigrywanie się z prawa i strasznego losu tych ludzi, którzy już niedługo będą mieli uzasadnione pretensje o zaniedbanie opieki. Z ekranów telewizyjnych i kinowych nie schodzą idole z przyklejonymi do warg papierosami, jak Bogart w filmach z lat czterdziestych, zaś rozmaite autorytety, zwłaszcza te uparcie nam narzucane, bez papierosa nie mogą stanąć przed kamerą. Według ustawowej definicji jest to forma publicznego zachęcania do nabywania lub używania wyrobów tytoniowych.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 18 stycznia 2008

Szczęść Boże!

Wybór pieniądze albo życie został dokonany już we wczesnych latach 90-tych. Jeszcze w roku 1991 na ochronę zdrowia przydzielono 18,4% dochodu budżetu państwa, a na finanse 8,4%. Rok później oba te działy niemal zrównano, a w 1993 r. rozdział dochodów budżetu państwa na finanse był już wyższy niż na ochronę zdrowia. W następnych latach nożyce rozwierały się coraz szerzej, gdyż pełnię władzy zagarnęli ludzie finansów, tworzący wokół siebie aurę nieomylności, przybierając pozy zbawców Ojczyzny, wręcz mężów opatrznościowych. Ich poglądy były najciekawsze, pomysły najmądrzejsze, a decyzje niepodważalne. Geniuszom od finansów należały się niebotyczne zarobki i wszechmocne wpływy w każdej dziedzinie. Blask ich wiedzy przyćmiewał wszelkie inne, zagłuszał każdą opinię odwołującą się do wartości innych niż mamona. Głównym aktorom warto było się trudzić. Obsadzając najwyższe stanowiska państwowe, pobierali odpowiednie pensje i premie. Pojedyncze nagrody przekraczały roczny dochód przeważającej części Polaków. Pod koniec kadencji najbardziej zasłużeni ruszali w turnee po luksusowe posady w ponadnarodowych instytucjach finansowych, których wdzięczności za wierną służbę mogli i powinni się spodziewać. Przecież wobec narastającego deficytu budżetowego część wydatków pokrywano z pożyczek krajowych, ale już w 1995r. również z zagranicznych. W roku 2006 wydatki na obsługę długu publicznego oraz wydatki jednostek budżetowych związane z tą obsługą wśród wydatków budżetu państwa znalazły się na drugiej pozycji za obowiązkowymi ubezpieczeniami społecznymi i sięgnęły 12,5%. W tym samym roku wydatki budżetu państwa na ochronę zdrowia wyniosły 1,7% – siedem razy mniej niż na obsługę długu publicznego. Nadal każdy zatrudniony w finansach może liczyć na wynagrodzenie znacznie, w licznych przypadkach – wielokrotnie – przekraczające średnią, nawet w przedsiębiorstwach, nie mówiąc o budżetówce. Deklarowane przyczyny nieproporcjonalnie wysokich wynagrodzeń są rozmaite, na czele ze zdroworozsądkowymi w rodzaju wynagradzamy uczciwość na bank, ale głownie ciche – jak tu nie dać zarobić rodzinie i znajomym, kiedy budżet państwa albo jakiejś instytucji finansowej jest dla ich obsługi prostu workiem bez dna. Dla nas wystarczy, reszta nas nie obchodzi. W kapitalizmie to my, finansiści decydujemy o tym co jest ważne, a co nie warte funta kłaków. Każdy głos sprzeciwu będzie bezwzględnie tępiony, krzyk ofiar finansowych oszustw i bezczelnych nadużyć zagłuszą medialne nagonki i mury więzień. Mając pieniądze, można wynająć nie tylko pojedynczego dziennikarza, ale i całą redakcję, nie tylko pojedynczego funkcjonariusza aparatu państwowego, ale i cały pion władzy państwowej. Ludziom, którzy domagają się wynagrodzeń proporcjonalnych do ponoszonych kosztów pracy – w tym wykształcenia, zagrożeń i odpowiedzialności, np. lekarzom, pielęgniarkom i górnikom, można odpowiedzieć: finansiści muszą znacznie więcej zarabiać, bo trzeba opłacić ich mądrość, przezorność, uczciwość i niemałe ryzyko zawodowe związane z przebywaniem w klimatyzowanym wnętrzu biurowców i limuzyn. Co tam ochrona zdrowia, co tam fedrunek. Najcięższa, najbardziej odpowiedzialna i niebezpieczna praca jest przy pieniądzach. I musi być odpowiednio wynagradzana.

No cóż. Bywa i tak, że i za doczesnego życia można doczekać się sprawiedliwego osądu. Wyłącznie dzięki mobilizacji lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia doszło w Polsce do dyskusji i pierwszych kroków w kierunku wyzwolenia tych zawodów spod haniebnej niewoli. Kasta partyjniaków do dzisiaj nie może się otrząsnąć z szoku wywołanego żądaniem sprawiedliwego wynagrodzenia za wykonywaną pracę. Bo słupki się nie zgadzają. Słupki w rachunkach geniuszów finansowych się nie zgadzają, ponieważ każda zmiana systemu opieki zdrowotnej zaszkodziłaby tymże geniuszom, musieliby nieco stracić, aby inni mogli dużo zyskać. Perspektywa obsługi zysków z odebrania Polakom szpitali i przychodni wraz z wyposażeniem i rozkwitającym masą seniorów rynkiem świadczeń zdrowotnych jest oszałamiająca i znacznie przekracza dotychczasowe, jakże owocne dokonania prywatyzacyjne w zakresie bankowości, przemysłu i handlu. A ile będzie można zarobić na obsłudze zysków z odebrania Polakom nieruchomości – mieszkań, domów i ziemi? Już banki przygotowały dożywotnią rentę w zamian za posiadaną własność. Kto spośród osób skazanych na głodowe emerytury nie skorzysta z tej oferty, kiedy nie wystarczy na prąd, gaz, wodę i wywóz śmieci? I tak wszystko się straci za zaleganie ze stałymi opłatami. A ile pochłaniają leki? A co będzie, kiedy wprowadzą dopłaty za wizytę u lekarza i pobyt w szpitalu? Jak nie kijem go, to pałką. Np. pałką podatków od nieruchomości. I trzymaną w zanadrzu maczugą podatku katastralnego. Początkowo 0,5%, potem 1, 2 i więcej procent wartości mieszkania, domu, ziemi co roku przyjdzie zapłacić za to, co raz kiedyś już się kupiło, albo odziedziczyło. Jakaż to fantastyczna okazja zarobku dla finansistów ciężko pracujących przy odbieraniu ludziom dorobku wielu pokoleń. Polska wykształcona młodzież i tak myje gary w Londynie i sprząta w Irlandii, więc jej pewnie nie zależy na rodzinnym majątku, który dziadkom i rodzicom zabierze bank. W wielu domach pamięć rodzinna sięga nawet czasów Odsieczy Wiedeńskiej, co najmniej czasu zaborów. Kto wie ile poświęcenia wymagało utrzymanie domu i ziemi za Niemca i Moskala, niech nie lekceważy prawa do swojego dziedzictwa, niech pomaga dziadkom i rodzicom utrzymać rodzinne nieruchomości. Niech broni wspólnego dobra. Ale nawet wydatna pomoc okaże się niewystarczająca, kiedy nadejdzie ciężka choroba, której kosztów leczenia nie zechce pokryć Narodowy Fundusz Zdrowia, bowiem choroba ta znajdzie się w negatywnym koszyku świadczeń zdrowotnych, albo też chronicznie wadliwy system opieki zdrowotnej odmówi pomocy w potrzebie. Człowiek w potrzebie stanie przed wyborem: pieniądze albo życie. I znowu okazja dla finansistów – zarobić wielkie pieniądze na szybkiej sprzedaży mieszkania, domu, ziemi oddawanych za bezcen z powodu braku pieniędzy na leczenie.

A może by tak sięgnąć do gwarantowanych zysków z inwestycji dokonywanych za namową finansistów? Oszczędzanie na starość, odkładanie na korzystny procent w banku, perspektywy dobrej emerytury z funduszy inwestycyjnych jako gwarancje spokojnej jesieni życia właśnie biorą w łeb. Rosnące koszty utrzymania napędzają inflację. Notowania giełdowe przerażają. Podobno około trzech milionów Polaków powierzyło funduszom znacznie ponad 100 miliardów złotych. Obecny krach na giełdzie spowodował, że dużej części tych pieniędzy już nie ma. Po prostu znikły. Finansiści uspokajają i edukują inwestorów giełdowych, którzy powinni byli wiedzieć, że na giełdzie można i zarobić i stracić, a pewność zarobku jest tylko w dłuższej perspektywie. Pewnie mają rację. Przeczekają i jeszcze dobrze na tym wszystkim zarobią. Zwykłym ludziom pozostaje chronić swoje zdrowie i resztki majątku.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 25 stycznia 2008

Szczęść Boże!

Polska – kraj wolny od atomu, kraj wolny od gmo, kraj dla wolnych. (Poland – gmo free land, nukes free land, land for the free.) Tak zdefiniowanej marki naszego kraju nie dziedziczymy po przodkach, ale pożyczamy od następnych pokoleń. Moc marki POLSKA już przed tysiącem lat sprowadzała pod opiekę polskich katolików ludzi uchodzących z innych krajów przed ograniczeniami wolności. W naszych czasach moc marki POLSKA przyciągnie turystów, studentów i inwestorów szukających azylu od zmartwień o skażenie środowiska radioaktywnymi izotopami i organizmami genetycznie modyfikowanymi (gmo). O mocy marki POLSKA zadecyduje postrzegana przez konsumentów jako wyróżniająca jakość zdrowotna płodów naszej ziemi, wolnych od skażeń radioaktywnych i genetycznych.

Takie były nadzieje. Tak mogło być.

Ale tak nie będzie. Nie będzie dlatego, że zmienił się rząd.

Poprzedni rząd też nie wykazał się spójnym, jednoznacznym działaniem na rzecz wspólnego dobra Polaków. Plany, deklaracje i faktyczne dokonania w obszarze szerokiego spektrum ochrony zdrowia – od zdrowia środowiskowego do opieki zdrowotnej – nie mogły znaleźć uznania w oczach wyborców i były ważną przyczyną przegrania ostatnich wyborów z powodu niewystarczającego do pokonania konkurencji przyrostu liczby zwolenników. Trudno się dziwić. Miliony mieszkańców, konsumentów i pracowników były świadkami bezczynność niemrawych inspektorów i nadzorujących ich ministrów. Bezczynności karygodnej, ale nie ukaranej. Kara za brak społecznego oporu spadała za to na tysiące rodzin nagle zmuszonych do stawienia czoła katastrofie w postaci choroby, której politycy i obsadzeni przez nich funkcjonariusze państwowi zapobiec nie chcieli i której leczenia zorganizować nie umieli. Nie chcieli i nie umieli, ale pieniądze brali. Pomylili wysokie uposażenia i przywileje władzy z aktorską gażą za igrzyska oferowane ludowi, który chleba musiał szukać zagranicą. Błazenada wielu pozerów sięgnęła bruku, bigoteria i załganie wołały o wielkie pióra z czasów złotego wieku polskiej literatury, a prywata i egoizm szczurów uciekających z pokładu partii dla nich zbyt ludowej, obrażały pamięć polskiej inteligencji, tej prawdziwej awangardy ludu – narodu, rozwojowi tego ludu poświęcającej swoją wiedzę, umiejętności i serca. Żaden tytuł zawodowy, żaden tytuł naukowy nie wystarczy, aby ktoś, kto gardzi ludem, zaliczał się do polskiej inteligencji. Nawet jeśli posługuje się polszczyzną na poziomie niekompromitującym.

A jednak nadchodzą jeszcze gorsze czasy. Za ich motto można uznać oświadczenie Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej z 2. stycznia 2008r. : “to społeczeństwo rządzi regułami wolności jednostek i współżycia” (la “sociedad la que ordena los principios de libertad individual y de convivencia”). W myśl tej doktryny osoba ludzka, persona humana, traci przyrodzoną wolność, staje się niewolnikiem społeczeństwa. Na śmietnik historii wysyłany jest nawet dorobek rewolucji francuskiej w postaci przyjętej w dniu 26 sierpnia 1789 r., Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, której art. 4 rozpoczyna się od słów: “Wolno robić wszystko, co nie szkodzi innym” (Déclaration des Droits de l”homme et du citoyen du 26 aout 1789: La liberté consiste a pouvoir faire tout ce qui ne nuit pas a autrui), opierając się o przekonanie, że “moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka”. O Dekalogu lepiej nie wspominać, bo można wywołać gwałtowną reakcję alergiczną zawodowych wrogów Pana Boga. Przecież w myśl współczesnej socjalistycznej doktryny rządzącej Unią Europejską człowiekowi wolność nie należy się dlatego, że otrzymał ją od samego Boga. O wolności jednostki decyduje społeczeństwo, a tak naprawdę mający swoje interesy doktrynerzy, propagandyści i wodzowie. Dzisiaj społeczeństwo zarządzi zamknięcie ust protestującym, jutro śmierć słabych i bezbronnych. Dzisiaj masowe pranie mózgu, jutro oporne jednostki za kraty, do łagru albo obozu koncentracyjnego. Tego rodzaju społeczeństwo, które rządzi regułami wolności jednostek i współżycia w Unii Europejskiej raz po raz wyciąga łapy i po naszą wolność. Zagrożona jest nawet góralska śleboda, ten wzór swobody dla każdego Polaka. Według relacji pana Wojciecha Bonowicza ks. Józef Tischner w sierpniu 1981r. na Polanie Rusnakowej pod Turbaczem w Gorcach, tak powiedział: – “Moi drodzy, kiedy się tutaj jest, to się widzi, co znaczy to słowo “śleboda” – Śleboda, moi drodzy, to jest coś takiego, co czuje gospodarz w swoim gospodarstwie. To jest coś różnego od swawoli. Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże… Śleboda jest mądra. Śleboda umie po gospodarsku zadbać, po gospodarsku umie tę ziemię uprawić. Las chroni, żeby był lasem. A z człowieka ta śleboda potrafi wydobyć to, co w człowieku najlepsze.”

Wąskie zagony Podhala i całej Małopolski, różnokolorowe mozaiki poletek bez miedzy na Podgórzu Beskidów i Sudetów jak wy sobie poradzicie z narzuconą Polsce swawolą? “Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Jak uratujecie dobrą markę swoich płodów, kiedy obcy wprowadzą między was genetyczne mutanty i zasypią chemią niszczącą wszystko co żyje z wyjątkiem tych mutantów? Jak wydacie żywność ekologiczną, jeżeli pyłek mutantów rozniesie się z wiatrem po całej okolicy? Jak będziecie rodzić zboża, owoce i warzywa, kiedy z powodu mutantów wyginą pszczoły? Kto zechce przyjechać do gospodarstwa agroturystycznego ze skażonym powietrzem i zatrutą wodą, gdzie zamiast miodu z własnej pasieki, gospodarze postawią na stole przemysłowy produkt z supermarketu? “Trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Może kapusta z wirusem szczepionkowym, albo sałata z silnym lekiem na serce? Może kukurydza ze środkiem poronnym? A może szpinak z genem świni? A może karp z genem człowieka? A właściwie, to kiedy zaczyna się kanibalizm? Ile człowieka musi zawierać istota z pozoru roślinna albo zwierzęca, aby uznać ją za na tyle ludzką, że nie wolno jej jeść bez obawy, że zjada się człowieka? Hinduiści wygrali proces z McDonald’s-em o obrazę uczuć religijnych poprzez ukrywanie dodatku krowiego łoju do frytek. Zatajenie składników wieprzowych żywności, mogłoby wywołać gwałtowne reakcje wyznawców kilku głównych religii, a nawet doprowadzić do wojen. A człowieka to wolno jeść?

Kupując jakikolwiek produkt, nabywca zwraca uwagę na cenę, rozważa ewentualne zagrożenia zdrowia związane ze zgodnym z przeznaczeniem użytkowaniem tego produktu, kieruje się informacją o kraju lub regionie pochodzenia. Na decyzję o zakupie bądź odrzuceniu oferty coraz częściej wpływa wiedza klienta o sposobie produkcji. Sumienie nie pozwala przyczyniać się do epidemii nieuleczalnych chorób, katowania zwierząt w fabrykach mięsa przerabiających genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce, zatruwania powietrza, wody i gleby po to, aby kosztem ludzi, zwierząt i środowiska ktoś obwieścił zwycięstwo w walce z wolnością.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 1 lutego 2008

Szczęść Boże!

Nie godząc się na zło, można przed złem uciec, albo ze złem walczyć. Większość ludzi za zło uznaje nędzę i niewolę. Nie widząc szans na poprawę swojego losu, kto może ucieka od nędzy i prześladowań religijnych, narodowych i wszelkich innych narzuconych przez rozmaite formy totalitaryzmu. Wobec braku możliwości ucieczki, wobec przyparcia do muru, wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są zmuszeni o przeżycie walczyć.

Wrota do ucieczki otwarto szeroko. Pracowici, solidni, dobrze wychowani i wykształceni Polacy są potrzebni wszędzie. Ekonomiczni emigranci uciekli przynajmniej od narzuconej Polsce nędzy, realizując w istocie podstawowy punkt programu ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej poprzez wyludnienie położnego na wschód od Niemiec terytorium Unii Europejskiej.

Są też tacy, którzy wyjechać nie mogli i jeszcze żyją, albo tacy, którzy wyjechać nie chcą. Nie chcą z wielu powodów. Na przykład tych, dla których Józef Ślimak trzymał się placówki. Warto przypomnieć sobie lektury szkolne, zanim zostaną zepchnięte do drugiego obiegu. Tych, co nie chcą lub nie mogą wyjechać, zostało w Polsce jeszcze kilkadziesiąt milionów. Części tej ogromnej rzeszy ludzi powodzi się dobrze. Według wyliczeń ministerstwa zdrowia 7% Polaków stać na kupno biletu za rzeczywisty dostęp do opieki zdrowotnej. Bilet miesięczny w cenie od 600 do 1 500 zł pozwoli wybrańcom losu korzystać bez kolejki ze świadczeń, na które złożą się składki wszystkich płacących na Narodowy Fundusz Zdrowia. Reszta będzie czekać w kolejce może i do śmierci z nieznanego, bo niezdiagnozowanego powodu. W karcie zgonu jako przyczyna bezpośrednia zgonu pojawi się “ostra niewydolność krążenia”, albo “niewydolność oddechowa”, bez informacji o przyczynie zgonu wyjściowej czy wtórnej. W końcu każda śmierć to ustanie akcji serca i oddechu… Brak dostępu do świadczeń zdrowotnych opłacanych regularnie, przez całe pracowite życie, może mieć też – w cudzysłowie “dobre” strony. Na przykład pozwoli niedoszłym pacjentom uniknąć wirusa zapalenia wątroby typu B, typu C, AIDS i szeregu innych zakażeń przenoszonych przez skażony sprzęt medyczny. O tym, że w wyniku planowanego dopiero uszczelnienia systemu opieki zdrowotnej szpitale i przychodnie musiałyby stosować sprzęt jednorazowego użytku powiedział do kamery publicznej telewizji 30. stycznia 2008r. pan Marek Balicki, lider LiD i poseł obecnej kadencji, w latach 1992-93 z ramienia lewego skrzydła Unii Wolności sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia kierowanym przez pana ministra Andrzeja Wojtyłę, potem minister zdrowia w rządach panów Leszka Millera i Marka Belki, w wolnych chwilach dyrektor szpitala w Ząbkach, Szpitala Bielańskiego, a ostatnio Wolskiego w Warszawie. Bezspornie kompetentne świadectwo pana posła Balickiego z wielu powodów musi zainteresować prokuraturę i liczne ofiary oszczędności na sprzęcie jednorazowego użytku, nie tylko w szpitalu w Ząbkach, Bielańskim i Wolskim. Wirusowego zapalenia wątroby typu C, pacjent nie uniknie za żadne pieniądze, jeśli szpital czy przychodnia lekceważy wymogi prawa sanitarnego. A do szpitala można trafić w następstwie narażenia na liczne szkodliwe czynniki w żywności, w wodzie z kranu lub studni, w powietrzu, przez władze lekceważone, gdyż od wielu lat zanika działalność kontrolna inspekcji pilnujących naszego zdrowia. Do tego ministerstwo środowiska informuje opinię publiczną, że nie jest w stanie dopilnować nielegalnego importu odpadów. Warto dodać, że Niemcy zwożą odpady szczególnie niebezpieczne z całego świata, celem spalenia w swoich – jak zapewniają – wysokosprawnych spalarniach, zaś do Francji mają trafić odpady radioaktywne z elektrowni atomowych Tajwanu. Wystarczy spojrzeć na góry importowanych opon wyrastające na polskich polach, aby zdać sobie sprawę z faktu, że ludzie doprowadzeni do nędzy chętnie przyjmą każdy zarobek, nie oglądając się na skutki doraźne, a tym bardziej rozciągnięte w czasie. Zwłaszcza tam, gdzie inspektorom egzekwowanie obowiązującego prawa wydaje się zajęciem niepotrzebnym, odrywającym od organizowania konferencji na dowolny temat lub udziału w kryptoreklamie połączonej z autoreklamą. Nielegalny import odpadów dołoży nam nieszczęść związanych z ich importem legalnym – w postaci wraków samochodowych. Ale tłem całego obrazu i tak pozostanie masowe zagrożenie azbestem lekceważone przez władze wszystkich opcji.

Wobec braku możliwości ucieczki, wobec przyparcia do muru, wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku ludzie są zmuszeni walczyć o przeżycie. Jak to zrobić? Wybrać posła, który nas obroni? Nie te czasy. Kiedyś owszem i to nawet w zaborze pruskim jeden śląski poseł Wojciech Korfanty potrafił wstrząsnąć systemem ówczesnej europejskiej opresji Polaków. Dzisiaj brytyjski konserwatywny poseł do parlamentu europejskiego pan Daniel Hannan w wypowiedzi pt. “Despotyzm w parlamencie europejskim” w the Telegraph z 25. stycznia 2008r. w takich słowach odnosi się do sposobu w jaki dzień wcześniej przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Poettering zamknął usta posłom domagającym się referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego, będącego w istocie Konstytucją Europejską: “Cała ta sprawa jest oburzająca. Mógłbym to porównać z nazistowskim Ermaechtigungsgesetz, Ustawą o uprawnieniu z 1933r., która pozwoliła Hitlerowi rządzić bez oglądania się na parlament i konstytucję.” Dalej poseł Hannan pisze “Ale tego nie zrobię, ponieważ a) byłoby to nieproporcjonalne i b) byłoby to okropnie niegrzeczne w stosunku do Hansa-Gerta [Poetteringa], który stracił ojca na wojnie i który, pomimo że zachowuje się w tej sytuacji w sposób bulwersujący, jest przyzwoitym człowiekiem i demokratą. Właśnie dlatego tak bardzo mnie rozczarował. Bardziej od innych powinien być świadomy zagrożeń wynikających z zagarnięcia uprawnień do stronniczego rozjeżdżania prawa buldożerem.”

Prawo łamie nie tylko przewodniczący Parlamentu Europejskiego. A czym jest regularny atak na polskie prawo ze strony Komisji Europejskiej? Zdarzają się interwencje uzasadnione, ale na pewno nie należą do nich próby zmuszenia Polski do zaakceptowania zagrożeń zdrowia ludzi, zwierząt i środowiska tylko dlatego, że wpływowe grupy interesu zagarnęły uprawnienia do rozjeżdżania polskiego prawa buldożerem.

O tym jak wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku mimo wszystko walczyć o przeżycie powiem już za tydzień. Kto zna melodię Franciszka Schuberta, niech się przez ten czas sam zastanawia, nucąc “Choć burza huczy wkoło nas, Do góry wznieśmy skroń!”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 8 lutego 2008

Szczęść Boże!

Skuteczna walka o przeżycie to polska specjalność. Po pierwsze Opatrzność czuwa i znaczy nasze losy kolejnymi cudami. Po drugie wobec zagrożenia rodziny, życia, zdrowia i majątku Polacy energicznie walczą o przeżycie za pomocą najbardziej skutecznego oręża. Orężem najbardziej skutecznym jest jasne wyrażenie własnej opinii i przekazanie jej w formie prośby do Pana Boga oraz w formie żądania kierowanego do władz. Jednak ludzie nie korzystają z zachęty Chrystusa: proście a będzie wam dane, a także rezygnują z politycznych narzędzi wpływu na własny los. Chcą wejść, ale nie pukają do drzwi i dziwią się, że nikt im nie otwiera. Niechby wzięli przykład z tych, którzy wierzą, że każdy kto prosi, ten otrzymuje. Może są jeszcze za młodzi i za mało doświadczeni. Za to na pewno umieją korzystać z internetu. Warto im uzmysłowić, że modlitwą można się komunikować jeszcze łatwiej niż za pomocą internetu i to w sprawach najważniejszych. W ramach wymiany doświadczeń od osób biegle korzystających z internetu można za to uzyskać pomoc w szybkim i skutecznym przesyłaniu swoich żądań do polityków. Ten sposób wywierania nacisku na władze muszą poznać dziesiątki milionów Polaków lżonych, prześladowanych i dyskryminowanych z pobudek rasistowskich i religijnych, regularnie oszukiwanych podczas kampanii wyborczych i porzucanych po wyborach. Szybkie i skuteczne przesyłanie swoich żądań do polityków eliminuje koszty pośrednictwa. Nie trzeba ponosić kosztów pośrednictwa. Nie trzeba zawracać sobie głowy bełkotem megalomanów o ewidentnie paranoidalnych i psychopatycznych cechach osobowości. Nie trzeba ulegać wpływowi profesjonalnych projektów lobbingowych, których celem jest łatwy zarobek klienta, narzędziem – aktor obsadzony w roli polityka, urzędnika, eksperta lub dziennikarza, a polem działania – każda dziedzina obiecująca zysk, od importu pasz po ochronę zdrowia, od wymuszenia nieruchomości po rewizję granic. Z podatków nie trzeba politykowi płacić na utrzymanie pałacu w postaci stale zamkniętego biura poselskiego i dworu zapewniającego dobre zarobki rodzinie posła i autorom stronniczych ekspertyz. Nie trzeba płacić składek na utrzymanie rosnącej liczby krzykaczy, którzy chętnie stają na czele grup pokrzywdzonych, z pozorowanej reprezentacji czerpią wielkie zyski, a przy nadarzającej się okazji jeszcze lepszego zarobku przechodzą na przeciwną stronę. Nie trzeba opłacać adwokatów i pokrywać kosztów przegranych przez nich spraw sądowych. Nie trzeba ślęczeć nad przepisami prawa, tak formułowanymi, aby umocnić władzę megalomanów, zleceniodawców projektów lobbingowych, polityków, prawników i stronniczych ekspertów. Nie warto zwracać się do władz, które – pomimo konstytucyjnych obowiązków wobec własnej ojczyzny – wyrzekają się jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane decyzje lub za zaniechanie podjęcia decyzji, wykręcając się brakiem kompetencji oddanych rzekomo Brukseli, w czym daleko prześcigają serwilizm władz PRL wobec Moskwy. Jak w takim razie można szybko i skutecznie przesyłać swoje żądania do wskazywanego przez polskich polityków jako kompetentny Parlamentu Europejskiego? Każdy obywatel Unii Europejskiej, działając indywidualnie lub łącznie z innymi osobami, może w dowolnym czasie skorzystać z przysługującego mu prawa do złożenia petycji do Parlamentu Europejskiego w sprawie, która wchodzi w zakres działalności Unii Europejskiej oraz dotyczy bezpośrednio tej osoby lub osób. Prawo do złożenia petycji, zagwarantowane traktatem, przysługuje także przedsiębiorstwom, organizacjom i stowarzyszeniom, które posiadają siedzibę na terenie Unii Europejskiej. Petycja może mieć formę skargi lub wniosku i może dotyczyć spraw leżących w interesie publicznym lub prywatnym. Petycja może zawierać indywidualny wniosek, skargę lub komentarz dotyczący stosowania wspólnotowego prawa, lub też wezwanie Parlamentu Europejskiego do przyjęcia stanowiska w danej sprawie. Petycje te umożliwiają Parlamentowi Europejskiemu zwrócenie uwagi na wszelkie przypadki naruszenia praw obywateli Unii Europejskiej przez państwo członkowskie, władze lokalne lub instytucję. Przedmiot petycji musi odnosić się zagadnień takich jak:

* prawa obywatelskie,
* ochrona środowiska naturalnego,
* ochrona konsumentów,
* swobodny przepływ osób, towarów i usług oraz rynek wewnętrzny,
* zatrudnienie i polityka społeczna,
* wzajemne uznawanie kwalifikacji zawodowych,
* inne problemy związane z wprowadzaniem w życie prawa UE.

Petycja musi być sporządzona w jednym z języków urzędowych Unii Europejskiej, w tym polskim. Istnieją dwa sposoby złożenia petycji: za pośrednictwem poczty, i drogą elektroniczną (formularz elektroniczny). Petycja powinna zawierać fakty istotne dla przedstawianego problemu, należy jednak unikać podawania zbędnych szczegółów. Powinna ona być napisana w jasny i czytelny sposób. Należy krótko i dosadnie sformułować tytuł petycji. Petycja musi zawierać imię i nazwisko, narodowość oraz adres pocztowy (ulica, nr domu i mieszkania, kod pocztowy, miasto, kraj). Może też zawierać adres e-mail. Dostęp opinii publicznej do postępowania z Państwa petycją umożliwi udzielenie odpowiedzi twierdzącej na dwa pytania: Czy w wypadku uznania Państwa petycji przez Komisję Petycji za dopuszczalną zgadzają się Państwo na rozpatrywanie jej jawnie? Czy zgadzają się Państwo na rejestrację Państwa nazwiska w rejestrze publicznym, dostępnym w internecie?

Zamiast chodzić na pocztę i wydawać pieniądze na znaczki warto skorzystać z internetu, choćby w kawiarence internetowej, albo poprosić kogoś przyjaznego o pomoc w wysłaniu internetem formularza petycji ze strony Parlament Europejski Petycje, którą łatwo znaleźć za pomocą wyszukiwarki internetowej.

Przykładowe tematy petycji dotyczyć mogą łamania następujących praw człowieka:

Każdy pracujący ma prawo do odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia, zapewniającego jemu i jego rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej i uzupełnianego w razie potrzeby innymi środkami pomocy społecznej.

Każdy człowiek ma prawo do tworzenia związków zawodowych i do przystępowania do związków zawodowych dla ochrony swych interesów. Każdy człowiek ma prawo do urlopu i wypoczynku, włączając w to rozsądne ograniczenie godzin pracy i okresowe płatne urlopy.

Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne świadczenia socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny. Matka i dziecko mają prawo do specjalnej opieki i pomocy.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 15 lutego 2008

Szczęść Boże!

Prawa człowieka Polak wysysa z mlekiem matki. Tak było, jest i będzie, a kto ma co do tego jakieś wątpliwości, niech porówna realia życia w niepodległej Polsce i w innych państwach świata od zamierzchłej przeszłości do chwili obecnej. Niech zapozna się z żywotami świętych w dziejach Narodu Polskiego, dokonaniami polskich królów w obronie słowiańskich i bałtyckich ludów Europy przed teutońską furią ludobójstwa, a całej Europy – przed ottomańską niewolą, z legendą Tadeusza Kościuszki po obu stronach Atlantyku i w Australii i z dorobkiem Jana Pawła II. Za wolność waszą i naszą oddali życie piastowski władca Henryk II Pobożny, król Władysław Warneńczyk, Polak z wyboru książę Józef Poniatowski, polski szlachcic – działacz rosyjskiej organizacji Narodna Wola Ignacy Hryniewiecki, zabójca cara Aleksandra II, setki tysięcy znanych i dziesiątki milionów nieznanych z imienia bohaterów wyzwoleńczych wojen, powstań, partyzantek i niezbrojnego polskiego podziemia, do którego spychali nas zaborcy i okupanci do końca XX wieku, jak na razie. Tym bardziej nieznośne staje się wysłuchiwanie ataków zarzucających Polakom urojoną odpowiedzialność za cudze zbrodnie. Zwłaszcza, że zarzuty te płyną z państw, nad którymi jeszcze nie przebrzmiał brzęk łańcuchów kolonialnego i okupacyjnego niewolnictwa będącego źródłem dobrobytu najeźdźców, a znad których nadal nieustannie dobiega jęk ofiar tortur, pobić i zabójstw na tle rasowym i religijnym, swąd podpalonych świątyń, spalonych domów i ciał ich mieszkańców, w których rozkwita poniewierka kobiet i młodzieży oraz mniejszości narodowych i językowych. Notoryczni agresorzy i zbrodniarze chcą uczyć Polaków demokracji!

W bieżącym roku przypada 60 rocznica przyjęcia przez Organizację Narodów Zjednoczonych Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Do cytowanych przed tygodniem jej postanowień dotyczących praw, których łamanie powinno być przedmiotem petycji przez każdego Polaka bezpośrednio kierowanych do Parlamentu Europejskiego, należy dodać następujące:

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni postępować wobec innych w duchu braterstwa. Każdy człowiek posiada wszystkie prawa i wolności zawarte w Deklaracji bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, koloru, płci, języka, wyznania, poglądów politycznych i innych, narodowości, pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub jakiegokolwiek innego stanu. Nie wolno ponadto czynić żadnej różnicy w zależności od sytuacji politycznej, prawnej lub międzynarodowej kraju lub obszaru, do którego dana osoba przynależy, bez względu na to, czy dany kraj jest niepodległy, czy też nie rządzi się samodzielnie lub jest w jakikolwiek sposób ograniczony w swej niepodległości. Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby. Nie wolno nikogo czynić niewolnikiem ani nakładać na nikogo służebności. Nie wolno nikogo torturować ani karać lub traktować w sposób okrutny, nieludzki lub poniżający. Wszyscy mają prawo do jednakowej ochrony przed jakąkolwiek dyskryminacją, będącą pogwałceniem Deklaracji, i przed jakimkolwiek narażeniem na taką dyskryminację. Nie wolno ingerować samowolnie w czyjekolwiek życie prywatne, rodzinne, domowe, ani w jego korespondencję, ani też uwłaczać jego honorowi lub dobremu imieniu. Każdy człowiek ma prawo do ochrony prawnej przeciwko takiej ingerencji lub uwłaczaniu. Rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i Państwa. Każdy człowiek, zarówno sam jak i wespół z innymi, ma prawo do posiadania własności. Nie wolno nikogo samowolnie pozbawiać jego własności. Każdy człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania; prawo to obejmuje swobodę zmiany wyznania lub wiary oraz swobodę głoszenia swego wyznania lub wiary bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi, publicznie i prywatnie, poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i przestrzeganie obyczajów. Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Każdy człowiek ma prawo spokojnego zgromadzania i stowarzyszania się. Każdy człowiek ma prawo do uczestniczenia w rządzeniu swym krajem bezpośrednio lub poprzez swobodnie wybranych przedstawicieli. Każdy człowiek ma prawo równego dostępu do służby publicznej w swym kraju. Każdy człowiek ma jako członek społeczeństwa prawo do ubezpieczeń społecznych; ma również prawo do urzeczywistniania – poprzez wysiłek narodowy i współpracę międzynarodową oraz zgodnie z organizacją i zasobami każdego Państwa – swych praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych, niezbędnych dla jego godności i swobodnego rozwoju jego osobowości. Każdy człowiek ma prawo do pracy, do swobodnego wyboru pracy, do odpowiednich i zadowalających warunków pracy oraz do ochrony przed bezrobociem. Każdy człowiek, bez względu na jakiekolwiek różnice, ma prawo do równej płacy za równą pracę. Każdy człowiek ma prawo do nauki. Nauka jest bezpłatna, przynajmniej na stopniu podstawowym. Rodzice mają prawo pierwszeństwa w wyborze nauczania, które ma być dane ich dzieciom. Każdy człowiek ma prawo do ochrony moralnych i materialnych korzyści wynikających z jakiejkolwiek jego działalności naukowej, literackiej lub artystycznej. Każdy człowiek ma prawo do takiego porządku społecznego i międzynarodowego, w którym prawa i wolności zawarte w niniejszej Deklaracji byłyby w pełni realizowane. Każdy człowiek ma obowiązki wobec społeczeństwa, bez którego niemożliwy jest swobodny i pełny rozwój jego osobowości. W korzystaniu ze swych praw i wolności każdy człowiek podlega jedynie takim ograniczeniom, które są ustalone przez prawo wyłącznie w celu zapewnienia odpowiedniego uznania i poszanowania praw i wolności innych i w celu uczynienia zadość słusznym wymogom moralności, porządku publicznego i powszechnego dobrobytu demokratycznego społeczeństwa. Żadnego z postanowień niniejszej Deklaracji nie można rozumieć jako udzielającego jakiemukolwiek Państwu, grupie lub osobie jakiegokolwiek prawa do podejmowania działalności lub wydawania aktów zmierzających do obalenia któregokolwiek z praw i wolności zawartych w niniejszej Deklaracji.

Według Jana Pawła II Powszechna Deklaracja Praw Człowieka to ” jedna z najwznioślejszych wypowiedzi ludzkiego sumienia naszych czasów”.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 22 lutego 2008

Szczęść Boże!

Przestępstwa przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej definiuje Rozdział XVII Kodeksu Karnego.

Art. 127. k. k. głosi, co następuje:

§ 1. Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

§ 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

W dniu secesji Kosowa 17. lutego 2008 r. z Telewizji Polskiej TVP INFO (dawniej TVP 3) wielokrotnie popłynęło ostrzeżenie dla Polaków. Red. Dominika Ćosić, korespondentka tygodnika “Wprost” z Brukseli,
 była obserwatorka OBWE na Bałkanach, tak skomentowała rozpacz Serbów po utracie kolebki ich państwowości na rzecz ludności napływowej:
“…gdyby Śląsk oderwał się od Polski z powodu dążeń mniejszości niemieckiej
 podejrzewam, że Polacy również nie byliby szczęśliwi…”. powiedziała red. Ćosić.

Czym dla Serbów Kosowo, tym dla Polaków Wielkopolska i Śląsk. Za ostrzeżenie – choć nie za żałosną jego formę – należy podziękować. Red. Ćosić są zapewne nieobce plany Brukseli względem Słowian. Co na to polskie władze – prezydent, premier i parlamentarzyści? Jakie działania podejmują odpowiednie służby, aby zapobiec zbrodni przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej z Art. 127. Kodeksu karnego polegającej na sygnalizowanych przez red. Ćosić przygotowaniach do oderwania części obszaru Rzeczypospolitej Polskiej?

Wielu osobom wypowiadającym się na temat rewindykacji terytorialnych myli się nie tylko większość z mniejszością, ale i własność z łupem. Ziemia należy się temu narodowi, który z niej wyrósł a nie napływowym kolonistom, którym drogę torowały zbrodnie, czystki etniczne i oszukańcze traktaty. Swojej własności coraz dobitniej domagają się rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, Australii i Syberii, naród kurdyjski, szkocki i wiele innych. Dlaczego dla równowagi nie powstaje słowiańskie państwo serbołużyckie? Przecież 30 stycznia 1018r. cesarz Niemiec Henryk II Święty w traktacie pokojowym w Budziszynie potwierdził, że najdalej wysuniętym na zachód obszarem Państwa Polskiego są położone na zachód od Śląska terytoria Słowian Zachodnich: Milsko (dzisiaj Górne Łużyce, czyli Hornja Łužica, Górna Łužyca, Lusatia Superior, Oberlausitz) i Łużyce Dolne (Dolna Łužyca, Delnja Łužica, Lusatia Inferior, Niederlausitz). Skoro Unia Europejska planuje utrzymywać mieszkańców Kosowa, równie dobrze może rozwiązać problemy bezrobocia i braku perspektyw na Łużycach, triumfalnie tworząc i biorąc na swoje utrzymanie nowe Państwo Serbołużyckie. Dla ochrony przed germanizacją Polska mogłaby tam wysłać policjantów i niektórych prawników. Nadszedł ostatni moment na zachowanie przy życiu Serbów Łużyckich – naszych pasierbów, od pierwotnego znaczenia słowa pasierb – współplemieniec, ten, który ssał mleko tej samej matki. Zostało ich kilkadziesiąt tysięcy. Czego nie udało się osiągnąć Hitlerowi i Honeckerowi, właśnie odbywa się w ramach miłującej mniejszości Unii Europejskiej – zamyka się księga życia Słowian pomiędzy Łabą i Soławą a Odrą.

Wobec tak drastycznych wydarzeń stanowiących widoczny znak skutków utraty suwerenności warto przytoczyć kolejne artykuły kodeksu karnego.

Art. 129. k. k. głosi, co następuje: Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Najbardziej zbrodnicze i zagrożone najwyższą karą działanie na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej to nic innego, jak wspomniane wyżej podejmowanie w porozumieniu z innymi osobami działalności zmierzającej bezpośrednio do pozbawienia niepodległości lub zmiany przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej.

Działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, kto występuje przeciwko postanowieniom Konstytucji uchwalonej w dniu 2 kwietnia 1997 r. przez Zgromadzenie Narodowe, zawartym w Art. 3. – Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym, w Art. 5. – Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium,(…)strzeże dziedzictwa narodowego(…)oraz w Art. 82. – Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne.

Obowiązek ten wypełniają dziesiątki milionów Polaków żyjących w kraju i na obczyźnie. Nawet jeśli mają podwójne obywatelstwo, na wiele sposobów wypełniają obowiązek wierności Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety, nie wszyscy. Są i tacy, którzy z powodów sobie znanych, a dla wszystkich oczywistych, łamią nie tylko nasze prawa zawarte w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, ale i bezkarnie dopuszczają się przestępstw ściśle zdefiniowanych przez obowiązujący Kodeks Karny. Defamacja Narodu Polskiego jest przestępstwem, a organy Państwa Polskiego mają obowiązek niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego niezależnie od tego czy mają do czynienia z obywatelem polskim, obcym, czy też z osobą o obywatelstwie podwójnym. Gdy organy państwa od działania się powstrzymują, odpowiadają za przestępstwo w formie pomocnictwa.

Art. 132a k. k. głosi, co następuje:

Kto publicznie pomawia Naród Polski o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, zaś Art. 133. – Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Do form popełnienia przestępstwa Kodeks Karny zalicza pomocnictwo. Zgodnie z Art. 18. odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie.

Im większa władza, tym większa odpowiedzialność za zdradę ojczyzny.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 29 lutego 2008

Szczęść Boże!

Barany prowadzone na rzeź przez wilka w owczej skórze. Szare myszki wabione zapachem słoniny wyłożonej na desce. Dorosłe dzieciaki o buziach rozpromienionych radością na widok zabawnego pajaca. Cieszcie się, póki można. Beczcie chórem pochwały wilkowi, sięgajcie śmiało po przynętę, zaśmiewajcie się do rozpuku z wygłupów błazna. Nic nowego pod słońcem. Gdyby wilk zdjął owczą skórę, rozszarpałby zaledwie kilka baranów, reszta by uciekła. Gdyby myszki znały konstrukcję pułapki, omijałyby ją z daleka. Gdyby fikającemu kozły pajacowi nagle spadła maska, widownię wypełniłyby krzyki przerażenia na widok piętna prywaty. Na pamiątkę po baranach zostaną rogi, o szarych myszkach wszelki ślad szybko zaginie. Zdziecinniali dorośli nieoczekiwanie dla siebie samych staną się niedołężni i bezbronni.

Siedząc przy świeczce w nieogrzewanej norze i schorowanymi palcami krusząc znalezioną w śmietniku kromkę chleba do kubka wody nabranej z rzeki, będą mieli czas żałować łatwowierności i bezczynności, kiedy jeszcze byli w stanie wpłynąć na swoją przyszłość. Energia i entuzjazm młodości wzbogacone doświadczeniem owocują nieograniczonymi wprost możliwościami w sile wieku i mądrością na starość. Zabezpieczona na wypadek choroby, nędzy i braku bliskich złota jesień życia bywa długa i pogodna, a mądrość osób w podeszłym wieku to niewyczerpywalny zasób naturalny każdej rodziny, społeczności lokalnej i całego narodu. Godna przyszłość jest najpoważniejszą inwestycją na tej ziemi. Kto w młodości z własnej woli rezygnuje z walki o przyszłość własną, swojej rodziny i narodu, niech ma pretensje tylko do siebie, kiedy już dołączy do grona ofiar losu przestrzegającego niedowiarków znanym powiedzeniem: młodość nie wieczność, starość nie radość.

O przyszłości Polski i Polaków wiele można powiedzieć, obserwując naszą teraźniejszość w naszym kraju i słuchając prognoz polityków. Trzeba jednak sięgnąć do doświadczeń przeszłości. Obwieszczenia, gadzinowa prasa, dudniące megafony głosiły kłamstwa stanowczo i wytrwale. A jednak tylko do czasu upadku kłamców. Seniorom i ludziom w sile wieku nieobce jest odczytywanie komunikatów władzy raczej au rebour niż wprost. Warto więc posłuchać rady płynącej z bolesnych doświadczeń, zanim weźmie się kredyt, zainwestuje w unijny projekt, a tym bardziej – zanim poprze się jakiegoś polityka. Może to wilk w owczej skórze, pajacujący karierowicz, a może przebrany za bożą krówkę kleszcz, który odpadnie dopiero wtedy, kiedy naje się do syta. Wilki, pajace i kleszcze wypełniają haniebne role na skalę nie spotykaną w kraju, który nie wydał z siebie Quislinga, z gorliwością przekraczającą oddanie Związku Patriotów Polskich sprawie światowego komunizmu.

Żeby chociaż ludziom spadały resztki z pańskich stołów. Niedawno ujawniona nędza, w tym głodowa bieda co czwartego dziecka, pokazuje dowodnie, że nawet najmłodszym Polakom dzieje się krzywda od urodzenia. Jest to szkoła przeżycia w kraju głodowych pensji i lawinowych podwyżek kosztów utrzymania, lekceważenia masowych zagrożeń zdrowia i braku dostępu do opieki zdrowotnej, rujnujących składek ubezpieczeniowych i rychłego załamania się systemu emerytalnego o bez porównania gorszych następstwach dla zwykłych ludzi niż obecny krach na giełdzie i wysoka inflacja. To wszystko odbywa się przy akompaniamencie intensywnych działań lub zaniechań niszczących wizerunek Polski w świecie, a nawet dobrą markę płodów polskiej ziemi. W oczach naszych najlepszych klientów – sąsiadów zza Odry i Nysy Łużyckiej – Polska jako kraj wolny od gmo ma tym lepszą pozycję, im bardziej świat jest zalany produktami inżynierii genetycznej. 1 lutego bieżącego roku Bundestag uchwalił możliwość znakowania żywności pochodzenia zwierzęcego tj.: jaj, mleka, mięsa i przetworów informacją, że do ich wytworzenia nie stosowano pasz z roślin genetycznie modyfikowanych – OHNE GENTECHNIK. 15 lutego prawo to zatwierdził Bundesrat. W związku z tym niemiecki odbiorca naszych płodów rolnych, najbardziej spośród wszystkich importerów szanujący polską żywność, będzie miał prawo żądać na produktach żywnościowych pochodzenia zwierzęcego informacji, że powstały one bez użycia pasz genetycznie modyfikowanych. Biada temu, kto skłamie!

Pan red. Jacek Sądej z tygodnika NASZA POLSKA zapytał mnie w jaki sposób przysłowiowy Jan Kowalski może się obronić przez taką żywnością? Odpowiedziałem, że Kowalski nie będzie zakładał laboratorium w swojej kuchni ani łazience. Nie będzie też wiedział, kiedy na sklepowej półce pojawi się ryż genetycznie modyfikowany. Jesienią 2006 roku nie sanepid a Greenpeace wykrył w supermarketach ryż transgeniczny. Nie wiedzieli co mają mówić. Pokazano panią rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego, która powiedziała, że się nie boi i ona to zje. To jest bicie podatników polskich po twarzy. Jeżeli ktoś uważa, że pada deszcz a nie, że plują mu w twarz to niech się z tym pogodzi. Ja uważam, że trzeba z bezprawiem walczyć. Jeżeli mamy przepis, który nakazuje znakować żywność genetycznie modyfikowaną, to musimy go egzekwować. To nie jest sprawa bagatelna. Jedynym wyjściem jest zmuszenie władz do egzekwowania obowiązującego prawa. To samo dotyczy konieczności natychmiastowej likwidacji 350 hektarów kukurydzy gmo, uprawianej bez zachowania wymogów bezpieczeństwa środowiska i żywności, prezentowanej jako triumf nad polskim prawem. W istocie jest to arogancja kolonizatorów chełpiących się skutecznością wobec słabości władz podbijanego kraju.

Red. Sądej stwierdził, że uprawa roślin transgenicznych postępuje, a zwolennicy przymykają oczy na zagrożenia i zapytał skąd bierze się przyzwolenie na to ze strony różnych naukowców i ekspertów? W odpowiedzi usłyszał, że medycyna, a zwłaszcza epidemiologia, posługuje się dowodami naukowymi. Marketing, lobbing i reklama oczywiście też, ale cel i kodeks etyki jest tu skrajnie odmienny. To są dwa różne podejścia. Jeżeli narasta przekonanie że modyfikowane genetycznie środki spożywcze i pasze są związane przyczynowo z narastają pandemią otyłości, cukrzycy i innych chorób metabolicznych, powietrze skażone transgenicznym pyłkiem grozi zaduszeniem, a woda podziemna skażona plazmidami opornością na antybiotyki, to epidemiolog alarmuje, a lobbista uspokaja. W moim przekonaniu, którym podzieliłem się z uczestnikami zeszłorocznego briefingu dla Parlamentu Europejskiego pod nazwą „Członkowie Parlamentu Europejskiego i naukowcy na rzecz Europy wolnej od gmo” mamy do czynienia z bronią masowego rażenia. Zapraszam na stronę internetową www.halat.pl i zachęcam do samodzielnej krytycznej oceny naukowych faktów i lobbingowych mitów.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 7 marca 2008
tylko audio

Felieton w Radio Maryja, 14 marca 2008

Szczęść Boże!

Pan Bogdan Czajkowski reprezentuje milczącą większość Polaków. Wprawdzie na arenę dziejów ponownie wkroczył w Pałacu Namiestnikowskim, do niedawna zwanym magistratem, ale za to w jakim stylu! Kto w latach pierwszej Solidarności, zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego, nosił w klapie opornik, ten wie co to znaczy. Wierność ideałom, których Polakom tłumaczyć nie trzeba, była powodem bytowej klęski pana Czajkowskiego. Nie sprzedał swojego kombatanctwa, nie został prezydentem, parlamentarzystą, ministrem, dobrze opłacanym urzędnikiem państwowym lub samorządowym ani też biznesmenem żerującym na budżecie. Pozostał sobą i w marcu 2008 r. po czterdziestu latach, pokazał światu, że lepiej być niż mieć.

Ci, którym na polityce wyszły najlepsze interesy życia, mają trudny orzech do zgryzienia. Pan Czajkowski jak romantyczne czy młodopolskie widmo wyłania się z niebytu i nie tylko cichym szeptem potrafi zakłócić huczną biesiadę, ale i pokrzyżować plany, które biesiadnicy uznali za już zrealizowane. Reytan, Kukliński i Czajkowski, ten Czajkowski, każdy w swojej epoce, w pojedynkę stoczyli swoją walkę o Polskę. Kto w XVIII wiecznej Polsce słyszał o istnieniu Reytana? Komu spośród uratowanych przed atomową zagładą znane jest bohaterstwo i najcięższa ofiara pułkownika Kuklińskiego, którego żaden prezydent nie raczył dotychczas ani awansować do stopnia generała, ani uhonorować orderem Orła Białego, nawet pośmiertnie. Ale pan Bogdan Czajkowski zaistniał właśnie teraz, jest znany każdemu, promieniuje energią, a najgorsze ma już za sobą, daj Boże. Jeżeli sam jeszcze nie ma ambicji politycznych, to bez wątpienia jest dobrą ikoną oporu przeciwko rozstrzygnięciom ponad głowami Polaków. Mało tego. Zmanipulowane, przycięte, dosłownie sfałszowane medialne preparaty z wypowiedzi pana Bogdana Czajkowskiego, trzeba uznać za żywą skamielinę, na której przykładzie studenci dziennikarstwa powinni uczyć się jak działała bezpieka w PRLu, nie po to, aby ją naśladować, ale po to, aby umieć rozpoznać jawnie esbeckie metody zakłamywania rzeczywistości.

Kompromitacja polityczno-finansowego establishmentu nie jest jednak serialem telewizyjnym. Wystarczy wyłączyć telewizor, aby w porze posiłku nie oglądać w telewizji publicznej reklam odnoszących się do fekaliów, bądź za własne abonamentowe pieniądze nie słuchać równie odrażającego ataku na swoje wartości w skrajnie stronniczych i niczym nie równoważonych programach. Prawdziwa kompromitacja rządzących odbywa się przy domowych rachunkach w każdym domu polskich wyborców, nie wybrańców. Kładziemy na stół dochody wszystkich domowników i dzielimy na niezbędne wydatki. Musimy zapłacić za prąd, bo nam wyłączą, za gaz, bo nam odetną, za ogrzewanie, bo zamarzniemy, poza tym za wodę, za wywóz śmieci, za czynsz, spłacić kredyty. Jeśli nie zapłacimy, to przyjdzie komornik i zabierze nam wszystko na co pracowaliśmy całe życie, albo co zostawili nam rodzice. Kto nie płaci, idzie pod most, a tam już ciasno. Żeby dojechać do pracy i zarobić na chleb, trzeba mieć na bilet, albo na paliwo. Dzieci też jakoś muszą dojechać do szkoły i na uczelnię. Z czasem ubrania się drą, buty rozpadają, dzieci wyrastają z odzieży i obuwia, nieraz bardzo szybko. Mundurki chcą zabrać, a tak dobrze pozwalały ukryć biedę w tej fazie życia, kiedy człowieka najłatwiej skrzywdzić słowem i spojrzeniem. Na książki do nauki trzeba pożyczyć. W spożywczym ceny jak z księżyca, droższe niż na zachodzie. Na nic nie wystarczy, choć kto może, to bierze każdą pracę. Głodowe pensje, emerytury, renty i zasiłki zżarła drożyzna, a jeszcze mówią o podwyżkach cen prądu, gazu, wody, wywozu śmieci, bo w Unii Europejskiej jest drożej.

Owszem, bywa drożej, bowiem ludzie tam więcej zarabiają i mają większą siłę nabywczą. Opublikowane 19. lutego dane Eurostatu, pozwalają uszeregować 271 tak zwanych regionów europejskich, w tym 16 naszych województw według stopnia zamożności ich mieszkańców mierzonego parytetem siły nabywczej w stosunku do średniej wszystkich państw Wspólnot Europejskich. W podsumowaniu roku 2005 pierwsze w kolejności polskie województwo znalazło się na pozycji 187 na 271 regionów, było to województwo mazowieckie osiągające 81% średniej europejskiej. Kolejne województwo to śląskie na pozycji 235 – 55,3% i zaraz za nim wielkopolskie – 54,8%. Dalej pojawia się cała Litwa jako region, a za nią województwo dolnośląskie na pozycji 238 – 53% średniej europejskiej, dalej jest jeden z regionów bułgarskich i Gujana Francuska. Za regionem z Trzeciego Świata na pozycji 241 plasuje się województwo pomorskie – 50,4% średniej europejskiej, potem cała Łotwa i ostatnie trzydzieści najbiedniejszych regionów europejskich, w których siła nabywcza mieszkańca nie osiąga nawet połowy wartości unijnej. Na pozycji 243 znajduje się zachodniopomorskie, za nim łódzkie, lubuskie, kujawsko-pomorskie, małopolskie, opolskie, warmińsko mazurskie, świętokrzyskie, podlaskie, podkarpackie i lubelskie rozdzielone kilkoma regionami słowackimi, węgierskimi i rumuńskimi. Za ostatnim z polskich województw, którym jest właśnie lubelskie na pozycji 261 osiągające zaledwie 35% średniej europejskiej, do końca listy mieści się jeszcze dziesięć najbiedniejszy z biednych regionów Europy należących do Bułgarii i Rumunii. Życząc jak najlepiej naszym przyjaciołom z Bałkanów, nie można powstrzymać się od uzasadnionej własnymi obserwacjami uwagi, że o ile Słowacja, Węgry, Rumunia i Bułgaria wychodzą z nadzwyczaj wielkiej biedy, to Polska stacza się w przepaść. Ograbiona z dorobku uprzemysłowienia ze sztandarowymi inwestycjami II Rzeczypospolitej w Centralnym Okręgu Przemysłowym, Gdyni i na Śląsku, okradziona z fabryk powstałych po II wojnie światowej, których marki były rozpoznawalne na całym świecie, dzisiaj nie potrafi wytworzyć nawet paszy dla zwierząt hodowlanych. Zburzyć i zalesić, majątki odebrać, ludzi wysłać na poniewierkę, niech służą innym, skoro sami tego chcą. Na razie obiecać, że jak Unia da, to będzie lepiej. No właśnie. Pomiędzy rokiem 2004 a 2005, już jako członek Wspólnot Europejskich, odnotowaliśmy wątpliwy postęp. Oto Polska z 46,8% dokonała skoku cywilizacyjnego o 0,2%. Dzięki wspaniałomyślności unijnych i domorosłych wielkorządców siła nabywcza Polaka w 2005 roku osiągnęła 47% średniej unijnej, a przyrost był najwyższy tam, gdzie dzielą pieniądze – w Warszawie. Mazowieckie z 77,3% skoczyło do 81,2% średniej europejskiej, co daje przyrost względny 5,1%. Swoją pozycję w Unii poprawiło jeszcze tylko 8 województw. Podkarpackie zatrzymało się na poziomie roku 2004, ale 6 województw odnotowało względny spadek siły nabywczej mieszkańców, średnio o 1,6%, w tym najwięcej śląskie, opolskie, świętokrzyskie, kujawsko-pomorskie i należące do najbiedniejszych w całej Europie – warmińsko-mazurskie i lubelskie.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 4 kwietnia 2008

Szczęść Boże!

W systemie zwanym demokracją przycisk do głosowania stał się narzędziem zbrodni. Na miejscu zbrodni parlamentarnej złoczyńca zostawia swoją wizytówkę. W Narodowym Programie Zdrowia na lata 2007-2015 można przeczytać: “W ostatnich latach konsumpcja alkoholu wysokoprocentowego w Polsce wzrosła, co było spowodowane głównie obniżeniem akcyzy na napoje spirytusowe w 2002 roku. W latach 2002-2004 nastąpił 15-procentowy wzrost konsumpcji rejestrowanej przez statystykę sprzedaży z ok. 7 do 8 l czystego alkoholu na jednego mieszkańca. Badania ankietowe zrealizowane na zlecenie PARPA pokazują, że w latach 2003-2005 konsumpcja zwiększyła się o 30%. (…) W referencyjnych latach 1994/95 spożycie rejestrowane wynosiło odpowiednio 6,5 i 6,3 litra etanolu na jednego mieszkańca i utrzymywało się w tych granicach do roku 2002. W roku 2003, w następstwie obniżki akcyzy na napoje spirytusowe, statystyki odnotowały 40% wzrost sprzedaży wódek. Wzrosła też o ponad 5% sprzedaż piwa. W rezultacie, konsumpcja rejestrowana zwiększyła się prawie o litr i po raz pierwszy od 15 lat przekroczyła poziom 7 litrów etanolu na jednego mieszkańca. Spożycie rzeczywiste, uwzględniające zarówno dane rejestrowane przez statystyki sprzedaży jak i te, które wymykają się z oficjalnych rejestrów w roku 2003, zbliżyło się ponownie do pułapu z lat 1995/96 a więc do 11 litrów etanolu na jednego mieszkańca.

W pijanym widzie podejmowane są błędne decyzje Według danych AC Nielsen w samym 2007r. spożycie piwa wzrosło o 10,6%, wina – o 6,6%, a wódki – o 15%, Można mieć obawy graniczące z pewnością, że proweniencja niektórych osób stojących obecnie u steru nawy państwowej, zwłaszcza tych, których wrzask z tuby władzy jest najbardziej ordynarny, zapewni Polakom rychły powrót do rynsztoka, z którego mozolnie wydobywali się w latach 90. ubiegłego wieku. Szczególna rola przypada tu piwu, torującemu dzieciom drogę do pijaństwa i narkomanii, a przy tym fałszywie prezentowanemu jako mało szkodliwe.

Maksymalna dzienna dawka alkoholu średnio u dorosłych mężczyzn wynosi 60 g, u kobiet – 20 g, przy czym przewlekłe zatrucie z objawami uszkodzenia wątroby i mózgu na czele u wielu osób może pojawić się przy dawkach znacznie niższych i bardzo wcześnie. Zero tolerancji dla spożycia alkoholu podczas ciąży i karmienia piersią chroni dziecko przed trwałym uszkodzeniem, czy to w formie dyskretnych zmian psychosomatycznych, czy też w postaci plejady ciężkich chorób i niepełnosprawności. Zabici i ranni w wypadkach drogowych, są łatwo rozpoznawani jako ofiary zamroczenia alkoholem, co nie oznacza, że ich liczba jest większa od liczby ofiar “cichych”, w szczególności dzieci spłodzonych w upojeniu alkoholowym, bądź też ludzi zapadających na bezobjawowe zakażenia i choroby weneryczne, w tym wirusowe zapalenie wątroby typu B i C, HIV/AIDS, prowadzące do bezpłodności chlamydiozę i rzeżączkę, a do raka szyjki macicy – wirusy brodawczaka ludzkiego. Wymaga przypomnienia, zwłaszcza wśród młodzieży odurzającej się piwem, stary slogan oświaty zdrowotnej – ALKOHOL STRĘCZYCIELEM CHORÓB WENERYCZNYCH.

Na początku 2005r. The Lancet opublikował artykuł pt. “Alkohol a zdrowie publiczne” zawierający ranking głównych zabójców ludzkości: nadciśnienie tętnicze – 4,4%, tytoń – 4,1%, alkohol – 4,0%. Ryzyko raka przypisane alkoholowi oszacowano zależnie od lokalizacji – od 37% w przypadku raka przełyku u mężczyzn do 7% raka piersi u kobiet. Alkohol jest też przyczyną 32% przypadków marskości wątroby. W cywilizowanym świecie artykuł wywołał poważną debatę publiczną.

Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) od dawna uznaje alkohol etylowy za bezsporny czynnik rakotwórczy. Opublikowany z końcem 2007r. Drugi Raport Światowego Funduszu Badań nad Rakiem i Amerykańskiego Instytutu Badań nad Rakiem p.t. “Żywność, Żywienie, Aktywność Fizyczna i Prewencja Raka w Perspektywie Globalnej” uwzględnił liczne badania epidemiologiczne dotyczące związku pomiędzy spożywaniem napojów alkoholowych a rakiem o różnej lokalizacji. Siłę dowodów na ryzyko raka jamy ustnej, gardła i krtani, przełyku, jelita grubego u mężczyzn oraz raka piersi u kobiet w następstwie spożywania napojów alkoholowych, panel badaczy uznał za przekonującą. Siłę dowodów na ryzyko raka wątroby oraz jelita grubego u kobiet w następstwie spożywania napojów alkoholowych panel badaczy uznał za prawdopodobną. W oparciu o bezsporne dowody z badań epidemiologicznych zalecono ograniczyć spożycie alkoholu przez osoby pijące napoje alkoholowe do nie więcej niż dwóch porcji dziennie dla mężczyzn i jednej porcji dziennie dla kobiet. Jedna porcja zawiera ok. 10 – 15 gramów alkoholu etylowego. Spośród wszystkich chorób układu krążenia jedynie prawdopodobny efekt ochronny przed chorobą wieńcową serca daje medyczne postawy dopuszczenia alkoholu do spożycia w powyższych dawkach dziennych, przy czym osoby, które piją napoje alkoholowe, mogą to robić tylko podczas posiłków. Gdyby nie to, ze względu na dowiedzioną rakotwórczość alkoholu, dla populacji generalnej wyznaczony byłby taki sam próg bezpieczeństwa jak dla kobiet w ciąży i dzieci – zero tolerancji. Dla alkoholu jako prawdopodobnej przyczyny raka wątroby dawki progowej nie ustalono, rakiem zagraża nawet najmniejsza jego ilość.

Rak wątroby z reguły jest następstwem marskości wątroby wywołanej czy to wirusami, czy też substancjami chemicznymi. Już umiarkowane ilości alkoholu zwiększają ilości RNA wirusa zapalenia wątroby typu C krążącego we krwi jego nosicieli, z definicji bezobjawowych. Zakażenie wirusem wzw typu C występuje u 3% populacji świata, jest wyższe w krajach rozwiniętych, w 80% przechodzi w postać przewlekłą, z czego 15 – 20% przekształca się w marskość wątroby, a ta zaś u 1 – 4% na rok prowadzi do raka wątroby. Alkohol działa jako rozpuszczalnik ułatwiający penetrację do komórek innych kancerogenów, w szczególności pochodzących z dymu tytoniowego, żywności i napojów. Zaburza procesy syntezy, naprawy i metylacji DNA. Za czynnik rakotwórczy uznaje się aldehyd octowy powstający w wyniku metabolizmu alkoholu. Bakterie zasiedlające jelito grube charakteryzują się wysoką aktywnością dehydrogenazy, która utleniając alkohol w ścianie jelita prowadzi do pojawienia się w niej aldehydu octowego na poziomie 1 000 razy wyższym niż we krwi. Zanim będzie za późno, nie wolno przeoczyć obecności krwi w stolcu, ani zlekceważyć zmiany rytmu wypróżnień u osoby z dotychczasowym prawidłowym rytmem. Pijący alkohol muszą pamiętać, że cofanie się treści żołądkowej 40-krotnie zwiększa ryzyko raka przełyku. Reszta w ręku lekarzy.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 11 kwietnia 2008

Szczęść Boże!

Kiedy to Polacy chronią się na Jasnej Górze? Kiedy opatrują bramy, umacniają klasztorne wały, a przede wszystkim padają na kolana przed Królową Polski, niezawodną orędowniczką narodu w potrzebie? Znakomita większość ludzi mówiących po polsku dobrze wie, kiedy Polacy uciekają się do Matki Boskiej Częstochowskiej. Tym, którzy nie wiedza lub zapomnieli, trzeba cierpliwie tłumaczyć, czym jest rdzeń polskości, czym Polska zasłużyła na cierniową koronę Mesjasza Narodów, na zaszczytny tytuł Przedmurza Chrześcijaństwa, na serdeczna matkę wszystkich wzajemnie lojalnych i wiernych ojczyźnie katolików, prawosławnych, protestantów, żydów i muzułmanów. Uduchowienie, miłość bliźniego, poczucie osobistej wolności czyni z Polaków niedościgniony przez inne narody wzorzec ludzi wartości w świecie opanowanym przez chciwość, nienawiść i zniewolenie. W XXI w. Polska jest ta sama jak od tysiąca lat. Przytula do piersi wszystkie swoje dzieci, modli się z nimi w kościołach, cerkwiach, zborach, meczetach i synagogach, cieszy się radością odwiedzających ją Chasydów i prosi o nie mniejszy szacunek dla religijnej wolności katolików. Wydawałoby się, że fundamentalizm członków Kościoła rzymskokatolickiego ma takie samo prawo do istnienia jak fundamentalizm Chasydów. Przecież każdy człowiek posiada wszystkie prawa i wolności bez względu na jakiekolwiek różnice rasy i wyznania. Tymczasem katolicy w Polsce są prześladowani z pobudek rasowych i religijnych w ramach planowej, coraz bardziej agresywnej kampanii propagandowej połączonej z poniżaniem i lżeniem księży i zakonników, ingerowaniem w wewnętrzne sprawy kościoła, kneblowaniem katolikom ust i wprowadzaniem zakazu pracy, Berufsverbot, już nie tylko w sektorze prywatnym o wiadomych źródłach kapitału, ale i w publicznym, gdzie katolicka większość ma składać daniny na utrzymanie prześladowców bez prawa skutecznego ubiegania się o pracę we własnej ojczyźnie.

Na szczęście spektakl p. t. “Dobry i zły glina” właśnie się zakończył i każdy mógł poznać skutki wybierania rzekomo mniejszego zła. Warto dobrze zapamiętać ten obrzydliwy festiwal kluczenia, półprawd i kłamstw, aby już nigdy więcej nie dać się oszukać. A czy jest za późno, czy nadeszła chwila narodowej żałoby i lamentu? W żadnym razie! Przecież pod Twoja obronę uciekamy się Święta Boża Rodzicielko!

***

Niestrudzona pani Jadwiga Łopata serdecznie zaprasza na Jasną Górę 24 kwietnia (czwartek) na spotkanie modlitewne połączone z konferencją pt. “Polska wolna od GMO. Etyczny Aspekt Wprowadzania GMO do Polskiego Rolnictwa.”

Konferencji przewodniczy Ojciec Stanisław Jaromi, dr filozofii, franciszkanin, Przewodniczący Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu (REFA).

Konferencję otworzy o godz. 11.00 Msza Święta w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Boskiej. Msza będzie w intencji Polski wolnej od GMO; będziemy prosić Matkę Boską o wstawiennictwo we wszystkich działaniach, jakie podejmuje KOALICJA POLSKA WOLNA OD GMO w trosce o człowieka i przyrodę.

Po Mszy przeniesiemy się do Sali Papieskiej, gdzie o godz. 12:15 w imieniu KOALICJI POLSKA WOLNA OD GMO powita gości pan Marek Kubara.

Program przewiduje następujące wystąpienia:

“Czyńcie sobie ziemię poddaną – jak etycznie zagospodarowywać Ziemię.” – Ojciec dr Jerzy Kielech, Klasztor na Jasnej Górze;
“Dlaczego NIE dla GMO w środowisku rolniczym” – Prof. Magdalena Jaworska, Kierownik Katedry Ochrony Środowiska Rolniczego, Akademia Rolnicza, Kraków;

“Organizmy genetycznie modyfikowane (GMO) zagrażają zdrowiu i życiu.” – dr Zbigniew Hałat, lekarz medycyny specjalista epidemiolog, Medyczne Centrum Konsumenta;

“Samorządy wobec zagrożenia GMO” – pani Maria Malinowska – radna Sejmiku Małopolskiego;

Przerwę okrasi poczęstunek daniami tradycyjnymi i ekologicznymi od rolników.

W sesji popołudniowej:

“Manipulacje genetyczne – nowy grzech?” – O. dr Stanisław Jaromi, Przewodniczący Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu (REFA)

“GMO poważny problem etyczny w historii nauki” – Prof. Stanisław Wiąckowski

“Zagrożenia ze strony GMO dla rolnika tradycyjnego i jego rodziny” – pani Edyta Jaroszewska, rolnik, EKOLAND i pani Danuta Pilarska prezes Krajowego Związku Zawodowego Rolników Ekologicznych św. Franciszka “serceEKOziemi”;
Następnie Koronka do Miłosierdzia Bożego, którą poprowadzi pan Waldemar Caboń, wiceprezes KZZRE św.Franciszka “serceEKOziemi”.

I kolejne wystąpienia:

“Nasiona genetycznie modyfikowane (GMO). Globalne zagrożenie dla niezależności rolników.” – Sir Julian Rose, rolnik, prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC (z tłumaczeniem)

“Polska Wolna od GMO wyzwania i perspektywy. Apel/list otwarty” pan Paweł Połanecki, niezależny ekspert KOALICJI POLSKA WOLNA OD GMO Ponowienie propozycji wprowadzenia 10 letniego MORATORIUM na GMO

w Polsce i całej Unii Europejskiej. Dyskusja. – prowadzenie pani Jadwiga Łopata, Laureat Nagrody Goldmana (ekologiczny Nobel), ICPPC i dr Marek Kryda KOALICJA POLSKA WOLNA OD GMO

Na zakończenie – przed 17.00 – modlitwa, którą poprowadzi Ojciec Stanisław Jaromi OFMConv

Pan Jurek Duszyński właśnie dostarczył drogą elektroniczną wszystkim odbiorcom swoich niezwykle ważnych materiałów list księdza Biskupa Elbląskiego Jana Styrny do Koalicji Polski Wolnej od GMO. Krajowy Duszpasterz Rolników w tych słowach zwraca się do pani Jadwigi Łopaty:

(…) proszę przyjąć wyrazy mojej łączności w modlitwie, solidarności w podejmowaniu tak ważnej tematyki i serdeczne życzenia błogosławionych owoców spotkania modlitewno-konferencyjnego na Jasnej Górze.
 Ze swojej strony widzę wielką potrzebę:

- prowadzenia solidnych badań naukowych rozpoznających w możliwie szerokim zakresie rzeczywiste skutki produkcji dopuszczającej GMO;
- na obecnym etapie wiedzy, wskazującej na możliwość różnorakich zagrożeń, i to trudnych do odwrócenia, jest nieetyczna akceptacja produkcji dopuszczającej GMO;
- utrzymywanie przez państwo polskie zdecydowanej bariery prawnej, co do dopuszczenia produkcji z GMO;

- rozwijanie i wspieranie takiej produkcji rolnej w Polsce, zwłaszcza w dziedzinie pasz, aby polskie rolnictwo mogło osiągnąć należyte zyski i nie
 ulegało presji finansowej potężnych koncernów zagranicznych i pozaeuropejskich produkujących masowo organizmy genetycznie modyfikowane i czerpiących z tego ogromne korzyści.
 Wszystkim Uczestnikom Spotkania i rolnictwu polskiemu oraz całej naszej Ojczyźnie życzę opieki Maryi Królowej Polski i łączę się w modlitwie.”

Były to obszerne fragmenty listu Krajowego Duszpasterza Rolników ks. Biskupa Jana Styrny skierowane do pani Jadwigi Łopaty w związku z organizowanym przez KOALICJĘ POLSKA WOLNA OD GMO jasnogórskim spotkaniem modlitewnym połączonym z konferencją pt. “Polska wolna od GMO. Etyczny Aspekt Wprowadzania GMO do Polskiego Rolnictwa.”

Przybywajcie!

Proście, a będziecie wysłuchani!

Przypominam: czwartek, 24. kwietnia od 11 do 17, Jasna Góra.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 18 kwietnia 2008

Szczęść Boże!

Stan zdrowia publicznego w Polsce jest katastrofalny. Nie mogąc uzyskać skutecznej pomocy w przypadku nagłego zachorowania – nawet małego dziecka, czy ciężkiej choroby – nawet nowotworowej, Polacy powinni ściśle przestrzegać zasad prewencji chorób, niepełnosprawności i przedwczesnych zgonów. Także tych zasad, który owoce będą dostrzegalne dopiero za kilkadziesiąt lat, aby nie liczyć na wyborcze obietnice oszustów i nie znaleźć się pod przymusem wyrażenia zgody na podsuwaną z szyderczym uśmiechem eutanazję. Nie trzeba mieć wątpliwości, że ci, którzy chcą nas wszystkich pozabijać – począwszy od naszych najmłodszych, dopiero co powstałych, dopiero co obdarzonych duszą, do starych, chorych i niedołężnych – sami zadbają o zdrowie swoje i swoich rodzin i w ten sposób w białych rękawiczkach dokonają czystki etnicznej. Bez wypowiedzenia wojny, bez jednego wystrzału, bez oskarżeń o ludobójstwo po prostu pozbędą się nas z tej niezwykle atrakcyjnie położonej deweloperskiej działki zwanej Polską. Jaki los gotuje nam globalna dyktatura i jej delegowani do Polski najemnicy otoczeni tubylczą służbą? Młodych przeznaczy się do podłych prac póki starczy im sił i fizycznej atrakcyjności, a jak będą już bezużyteczni, to się ich wypędzi kosztami utrzymania z własnych domów, zagłodzi niskimi płacami, emeryturami i rentami, zabije brakiem dostępu do pomocy lekarskiej. Pozostanie rzadko zaludniona, piękna, gościnna ludziom ziemia. Aby jak najpóźniej dołączyć do żałobnego konduktu sierot wlokących się za trumną Ojczyzny, aby w ogóle nie dopuścić do złożenia Polski w trumnie, trzeba o Ojczyznę walczyć. Przecież to jest napad w ciemnej bramie! Jednak zza uchylonych drzwi widać tłum przechodniów. Trzeba głośno krzyczeć i oczekiwać ratunku..

Kto przeżyje obecny okropny czas pogardy dla zdrowia i życia, ten będzie chciał w przyszłości cieszyć się jak najdłużej życiem w zdrowiu. Nie będzie to łatwe z uwagi na szerzący się analfabetyzm sanitarny, którego straszne skutki muszą odbić się na zdrowiu obecnego i przyszłych pokoleń jak Polska długa i szeroka. Od Sobięcina, przez Krzesiny, po Wiślinkę, od terenów zagrożonych radonem, przez strefy opadu pyłów obładowanych dioksynami, po obszary zaopatrzenia w wodę niosącą śmierć. Nasz kraj stał się izolowaną od cywilizowanego świata wyspą powszechnej ignorancji w sprawach zagrożeń zdrowia. Ludzie nie zdają sobie sprawy z ryzyka zawinionego przez siebie samych, innych współobywateli, a zwłaszcza przez władze publiczne. Jeszcze gorzej jest w przypadku bezpieczeństwa produktów, zwłaszcza żywności, kosmetyków, procedur medycznych, leków i szczepionek. Tu najważniejsza rola edukacyjna przypada telewizji publicznej. Nie jakimś fundacjom stowarzyszeniom, czy innym realizacjom pomysłu na zarobek bez odpowiedzialności. Jednak programy misyjne telewizji publicznej wprawdzie roją się od misjonarzy, ale są to misjonarze posłani przez działające w skali globalnej koncerny, właścicieli patentów i marek, którzy gardłują na przemian z misjonarzami mającymi na celu wyprać Polaków z polskości, katolików z Katolicyzmu i w ogóle wyzwolić nasz kraj z przypadkowego społeczeństwa.

W każdym cywilizowanym państwie musi działać, nie tylko istnieć, ale i energicznie działać, niezależne centrum obrony ludności przed zagrożeniami zdrowia. W Polsce od czasu odzyskania niepodległości po zaborach takim centrum był Państwowy Zakład Higieny, obecnie Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego.

Do szczegółowych zadań NIZP – PZH należy:

1) projektowanie, organizowanie i prowadzenie badań oraz opracowywanie naukowych podstaw działania w dziedzinie: epidemiologii, statystyki medycznej, bakteriologii, wirusologii, immunopatologii, parazytologii, zakażeń, entomologii lekarskiej, jakości biopreparatów, metod kontroli skażeń środowiska zewnętrznego, higieny komunalnej, higieny szkolnej, zdrowotnej jakości żywności, naturalnych tworzyw uzdrowiskowych, przedmiotów użytku, toksykologii środowiskowej, ochrony radiologicznej i radiobiologii, oświaty i wychowania zdrowotnego i innych specjalności medycyny zapobiegawczej oraz

dla celów promocji zdrowia a ponadto prowadzenia badań związanych z zapobieganiem chorobom będącym następstwem zmian w środowisku człowieka,

2) współdziałanie w realizacji powyższych prac prowadzonych przez inne jednostki;

3) opracowywanie analiz i ocen działalności służby zdrowia oraz stanu i rozwoju nauki w dziedzinach objętych problematyką PZH;

4) projektowanie działalności w zakresie doskonalenia metod prowadzenia badań naukowych i prac badawczo-rozwojowych, a w szczególności śledzenie rozwoju nauk będących przedmiotem zainteresowania PZH oraz inicjowanie prac mających za cel przystosowanie najnowszych zdobyczy wiedzy do potrzeb ochrony zdrowia publicznego;

5) udział i pomoc przy wprowadzaniu osiągnięć do praktycznej działalności służby zdrowia;

6) podnoszenie naukowych i zawodowych kwalifikacji pracowników PZH, służby sanitarno-epidemiologicznej i innych instytucji poprzez szkolenie podyplomowe oraz współdziałanie w szkoleniu prowadzonym przez inne placówki w zakresie statutowych zadań PZH;

7) prowadzenie badawczej i usługowej działalności diagnostycznej oraz profilaktycznej na rzecz ochrony zdrowia, a zwłaszcza:
a) diagnostyki bakteriologicznej, wirusologicznej, parazytologicznej,
patomorfologicznej i immunologicznej,
b) zapobiegania i zwalczania zakażeń,
c) diagnostyki skażeń środowiska zewnętrznego,
d) badań odwoławczych i specjalistycznych,
e) oceny naturalnych tworzyw uzdrowiskowych przeznaczonych do celów profilaktycznych i leczniczych,
f) oceny środków spożywczych, a w szczególnych przypadkach także ich produkcji i stosowanych technologii oraz dopuszczenie do obrotu przedmiotów użytku, naturalnych tworzyw uzdrowiskowych i ich produktów pochodnych,
g) kontroli jakości biopreparatów stosowanych przy rozpoznawaniu, zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi,
h) oceny środków ochrony roślin oraz środków stosowanych do dezynfekcji, dezynsekcji, sterylizacji i deratyzacji,
i) oceny materiałów budowlanych,
j) analizy stanu zdrowia;

8) sprawowanie specjalistycznego nadzoru w dziedzinie higieny, epidemiologii i mikrobiologii sanitarnej, a zwłaszcza:
a) opracowywanie, doskonalenie i ujednolicanie metod stosowanych w jednostkach organizacyjnych służby sanitarno-epidemiologicznej i w zakładach uzdrowiskowych,
b) sporządzanie opinii, ekspertyz i udzielanie konsultacji w sytuacjach zagrożeń zdrowia,
c) inicjowanie i konsultowanie aktów prawnych z dziedziny higieny i epidemiologii;
9) określanie kierunków i zakresu działalności oświaty i wychowania zdrowotnego, opracowywanie założeń programów oświaty zdrowotnej oraz konsultowanie wydawnictw i materiałów z tej dziedziny;
10) upowszechnianie wyników badań naukowych i prac rozwojowych
11) prowadzenie prac normalizacyjnych i unifikacyjnych

Państwowy Zakład Higieny podlega ministrowi zdrowia i pod zarządem spadochroniarzy działa tak, jak cały pion zdrowia publicznego w Polsce.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 25 kwietnia 2008
tylko audio

Felieton w Radio Maryja, 2 maja 2008

Szczęść Boże!

W trosce o zdrowie młodych Polaków premier Donald Tusk zapowiedział w sejmowym expose zbudowanie w każdej gminie boiska ze sztuczną trawą. Jak obiecał, tak zrobi. Toż to prawdziwy cud! Raz położona sztuczna trawa jest pięknie zielona, równo przystrzyżona i wprost zaprasza do uprawiania sportu. A sport to zdrowie. Sztuczna trawa powstaje ze zmielonych opon samochodowych. Przekształcanie tych uciążliwych odpadów w pokrycie boisk sportowych zawiera uwielbianą przez polityków nutkę popisowej odkrywczości: patrzcie, jak ja kocham ekologię i sport, jak ja to umiem pogodzić. Wolnego. Nie dajmy się ponieść fantazjom. Eksperymenty z organizmami genetycznie modyfikowanymi i biopaliwami, które doprowadziły do głodu na świecie, aż nadto wystarczą do otrzeźwienia. Badania przeprowadzone w 2007. przez Environment & Human Health, Inc. (EHHI) z North Haven w stanie Connecticut, wykazały w sąsiedztwie boisk ze sztuczną trawą skażenie wód podziemnych takimi samymi substancjami chemicznymi, jakie stwierdza się w wyniku oddziaływani składowisk opon. Wskazano na poważne zagrożenia zdrowia ludzi związane z użytkowaniem sztucznej trawy: ostre i przewlekłe oddziaływanie drażniące na płuca, oczy i skórę oraz podkreślono konieczność dalszych badań nad oddziaływaniem połlotnych chemikaliów na nerki, układ hormonalny, nerwowy, krążenia, odpornościowy, oceną wpływu na rozwój i potencjał rakotwórczy. W sztucznej trawie powstałej ze zmielonych opon wykryto arsen, aceton, kadm, chrom, kobalt, wanad i ołów. New England Journal of Medicine z 2005r. przedstawia badania, które wykazały, że w kontakcie ze sztuczną trawą łatwo dochodzi do zakażenia gronkowcem złocistym opornym na metycylinę. Boisko pokryte naturalną trawą bez trudu samo unieszkodliwi krew, pot i ślinę. Sztuczną trawę trzeba odkazić, zmyć detergentem i wytrzeć. Rozgrzewające się w upale do 70 st. C plastikowe powierzchnie nie tylko sprzyjają namnażaniu się zarazków, ale też emitują produkty rozpadu tworzyw sztucznych wchodzących w skład sztucznej trawy, jak: poliamid, ang. polyamide (nylon) – PA, polipropylen, ang. polypropylene – PP i poli(tereftalan etylenu), ang. poly(ethylene terephthalate) – PET. Wygląda na to, że rządowy program “Orlik” wylągł się w gnieździe “Orlenu” i przyczyni się do zasypania na wieki Polski gumą i plastikiem za pieniądze, które to nam, właśnie nam, są odbierane w postaci podatków. Wymiana sztucznej trawy co 8 – 12 lat, to kolejne obok azbestu masowe obciążenie już od dawna przepełnionych wysypisk odpadów szkodliwych dla środowiska.

Miłośnikom Monsanto polecam uwadze fakt, że właśnie temu koncernowi ludzkość zawdzięcza pierwszą namiastkę trawy, zwaną Astroturf, która pokryła płytę stadionu w stanie Indiana już w 1967r. Od tamtej pory wścibscy prześladowcy koncernu, który dał światu takie dobrodziejstwa, jak polichlorowane bifenyle, aspartam, napalm i organizmy genetycznie modyfikowane, pomawiają sztuczną trawę o wywoływanie niezliczonych chorób ostrych, przewlekłych i pojawiających się u potomstwa użytkowników. Zaślepienie wrogów nowoczesności doprowadziło nawet do zamknięcia dwóch stadionów w stanie New Jersey, gdzie odpowiednik naszego san-epidu stwierdził, że sztuczna trawa jest źródłem nieoczekiwanie wysokich poziomów ołowiu, dziesięciokrotnie przekraczających dopuszczalne skażenie gleby na terenach poprzemysłowych. Dochodzenie w sprawie zagrożenia zdrowia ołowiem uwalniającym się ze sztucznej trawy rozpoczęła we wszystkich stanach USA Amerykańska Komisja ds. Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich. Doprawdy, o co ten cały krzyk? A ciężar ołowiu to się nie liczy? Ociężałość umysłowa objawiająca się mniej lub bardziej dyskretnymi zaburzeniami komunikacji i nieprowokowaną agresywnością pozwala przekroczyć najwyższe progi w naszym domu bez klamek, zająć najbardziej wygodne fotele w parlamencie.

W spisku przeciwko sztucznej trawie uczestniczą nawet jej wieloletni użytkownicy. Opublikowany w 2007r, raport National Football League Players Association stwierdza, że wyraźna większość amerykańskich sportowców negatywnie ocenia sztuczną trawę, gdyż jest ona powodem częstych urazów i skraca sportową karierę.

28. października 2007r., na trzy tygodnie przed expose premiera Donalda Tuska, New York Times opublikował artykuł rozpoczynający się od narzekań pani Patrycji Taylor. Mama dwunastoletniego syna miała już dość sproszkowanej sztucznej trawy roznoszonej po domu z ubrania i włosów młodego piłkarza. Podkreślając, że jej zadaniem jest chronić syna, pani Taylor uznała, że skoro są dowody na uwalnianie się gazów ze sztucznej trawy, nie będzie narażać swojego dziecka, dopóki nie pojawią się dowody, że takie boiska są bezpieczne. Prof. Philip Landrigan, pediatra zajmujący się medycyną prewencyjną, poparł żądanie moratorium na budowę nowych boisk ze sztuczną trawą i zaproponował badania skóry, krwi i moczu dzieci przed i po zajęciach na boisku pokrytym sztuczną trawą.

Pomysł zasłania Polski sztuczną trawą to idée fix wybrańców narodu. Do jego ojcostwa przyznają się politycy Prawa i Sprawiedliwości. Zarzucają swoim konkurentom Plagiat i Spowolnienie w realizacji genialnego pomysłu.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 9 maja 2008

Szczęść Boże!

Jak odróżnić żywność bezpieczną od niebezpiecznej? Po czym poznać, że coś zaszkodzi tuż po spożyciu, za godzinę, po dwóch dniach, po tygodniu, za miesiąc, za dziesięć – dwadzieścia lat, w następnych pokoleniach? Jak uchronić przed skutkami spożywania niebezpiecznej żywności dziecko w łonie matki, niemowlę karmione piersią, dziecko żywione artykułami spożywczymi kupowanymi początkowo przez rodziców, a wkrótce – już w młodszych klasach szkoły podstawowej – samo wybierające przekąski i napoje z półki szkolnego sklepiku? Te pytania słyszę codziennie i zawsze udzielam tej samej odpowiedzi. Tym razem nieco ją rozbuduję.

Na wstępie zła wiadomość. Człowiek sam nie dysponuje żadnymi możliwościami wykrycia niebezpiecznych składników żywności. Nawet nasz pies wie od nas więcej o tym, co można zjeść. Pies kieruje się wyostrzonymi zmysłami i instynktem samozachowawczym, co w znacznym zakresie chroni go przed niebezpieczną karmą. W zakresie znacznym, ale w żadnym razie nie wystarczającym, o czym świadczy śmiertelne żniwo, jakie nie tak dawno zebrała karma dla psów sprzedawana w USA. U człowieka zdolność wykrywania zagrożeń wzrokiem, węchem, smakiem i/lub dotykiem jest aż tak bardzo ograniczona, a że tylko w sytuacjach zupełnie wyjątkowych można na niej polegać. Gołym okiem nie wykryje się larw włośnia, a co dopiero bakterii, wirusów, a tym bardziej prionów. Węch nie ostrzeże przed uranem, radem i radonem, smak nie pozwoli wykryć alergenów, a wzrokiem nie zbadamy stężenia ołowiu, dioksyn i innych toksycznych chemikaliów. Pełnoprofilowego laboratorium w kuchni nie założymy.

Kupując żywność, musimy więc zaufać jej sprzedawcy i producentowi, że ani nieumyślnie, ani tym bardziej umyślnie – nam nie zaszkodzą.

Ostatecznym wentylem bezpieczeństwa naszej żywności są jednak państwowe służby nadzoru i kontroli. W imieniu konsumentów – w naszym imieniu, w celu ochrony zdrowia publicznego – naszego zdrowia, wkraczają tam, gdzie nam wstęp jest wzbroniony: do zakładów produkcyjnych, przetwórczych, hurtowni, na zaplecze restauracji, barów, supermarketów i drobnych sklepików. Kontrolerzy sanitarni oceniają stan sanitarno-techniczny i w zakresie porządku i czystości, sprawdzają atesty sprzętu i materiałów przeznaczonych do kontaktu z żywnością, wyniki badania wody, oceniają stan zdrowia i kwalifikacje pracowników, dokonują pomiarów, pobierają próby surowców i produktów gotowych do spożycia, aby poddać je badaniom w laboratorium mikrobiologicznym, chemicznym i radiologicznym. Niezwykle ważnym aspektem kontroli sanitarnej jest sprawdzenie czy treść etykiety odpowiada prawdzie. Rozbudowane przepisy o znakowaniu żywności mają celu zagwarantować konsumentowi realizację jego podstawowego prawa – prawa wyboru. Gdy państwowe służby nadzoru i kontroli zgodności etykiet z obowiązującym prawem i stanem faktycznym nie sprawdzają, dochodzi do łamania podstawowego prawa konsumenta na masową skalę. Kierując się posiadaną wiedzą i zdrowym rozsądkiem konsument wydaje pieniądze na produkt, którego nigdy by nie kupił, gdyby nie został wprowadzony w błąd kłamliwą deklaracją producenta. Wyłudzający zakup oszust doprowadza konsumentów do niekorzystnego i niezgodnego z własnym wyborem rozporządzenia ich pieniędzmi. Proceder ten może trwać latami, może uchodzić zupełnie bezkarnie, pomimo wielorakich strat ponoszonych przez konsumentów, włącznie z utratą zdrowia i życia, a także ponoszonych przez tych producentów, którzy nie oszukując, tracą należny im zarobek. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy państwowe służby nadzoru i kontroli nie wykonują swoich ustawowych i opłacanych przez podatników obowiązków. Jak z tego wybrnąć? I tu jest dobra wiadomość.

Recepta jest gotowa i do tego bezpłatna. Oto ona. Proporcjonalnie do ich udziału w rynku markowe i niemarkowe artykuły spożywcze należy losowo wybierać z półek sklepowych, wybranych też reprezentatywnie – zależnie od obrotów obiektu handlowego, dowieźć do laboratorium zdolnego do wydania wiarygodnego i miarodajnego orzeczenia i w przypadku stwierdzenia oszustwa polegającego na niezgodności etykiety z obowiązującym prawem i stanem faktycznym, publicznie ujawnić sprawę i sprawcę. Konsumenci chętnie dowiedzą się, kto żeruje na ich naiwnym zaufaniu w uczciwość przedsiębiorców działających na jednolitym wspólnym europejskim rynku pasz i żywności. Z ulgą odetchną ci przedsiębiorcy, których uczciwość będzie potwierdzona przez niezależne państwowe służby kontroli i nadzoru. Wreszcie pozbędą się nieuczciwej konkurencji. Trzeba jednak działać szybko. Lawinowe tempo wzrostu cen żywności stwarza tyle pokus, że bezkarne oszustwa na koszt kieszeni i zdrowia konsumentów mogą zupełnie i na długo wymknąć się spod kontroli o ile najwyższe władze państwowe nie obudzą się i nie przyjrzą działaniom urzędów centralnych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności. Wyniki badań opinii publicznej wskazują na zaufanie, jakim obywatele darzą Platformę Obywatelską. Do roboty, więc, do roboty Platformo na rzecz ochrony obywateli przed bezkarnie dotychczas panoszącym się bezprawiem. Minęło już pięć miesięcy od czasu, kiedy Prezes Rady Ministrów Donald Tusk powołał – z dniem 5 grudnia 2007 r. – panią Julię Piterę, sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, na stanowisko Pełnomocnika Rządu do Spraw Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych. Obywatele, w tym zwolennicy Platformy Obywatelskiej, z rosnącą niecierpliwością czekają nie tyle na sam program, bo – jak wiadomo – papier wszystko zniesie, ale przede wszystkim na efekty postępowania organów państwa na rzecz zapewnienia nam bezpiecznej żywności. Pierwszy z brzegu przykład sam głośno woła o zainteresowanie organów ścigania parlamentarzystami, wysokimi urzędnikami państwowymi i ich tzw. “ekspertami” napiętnowanymi stronniczym antykonsumenckim, antyrolnicznym i antyekologicznym stosunkiem do organizmów genetycznie modyfikowanych. Kolejne przykłady za tydzień.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 16 maja 2008

Szczęść Boże!

O zdrowiu wszystkich decyduje zarobek nielicznych. W sytuacjach kontrowersyjnych, w przypadku pojawienia się sporu co do tego czy coś szkodzi, czy też nie, ostateczną decyzję podejmują władze państwowe w oparciu o opinie naukowców, a jakże. Opinie oparte o analizę tych samych materiałów, ba – nawet dowodów, mogą jednak skrajnie się różnić. Myli się ten, kto w celu rozstrzygnięcia dylematu: którą to z biegunowo różnych opinii należy wybrać, powoła trzeciego eksperta. Ten trzeci, dziesiąty, setny i tysięczny wcale nie musi mieć bezspornej racji. Jeszcze mniejszy sens ma powoływanie komitetów i komisji podejmujących rozstrzygnięcia sporów drogą głosowania. Czy można przegłosować, że białe jest czarne? Czy można podpisać się pod decyzją, że czarne jest białe? Oczywiście, że można. A za odpowiednim wynagrodzeniem, to i nawet trzeba. Dla wielu prominentów i ich zaplecza eksperckiego jest to tak oczywiste, że nawet nie warto tego ukrywać. Ale kiedyś do władzy przyjdą konkurenci, a jak zaczną grzebać to albo znajdą haka, albo go sfabrykują. W tej sytuacji przed decydentem pojawia się widmo więziennej kraty. Czym by tu się zabezpieczyć przed posądzeniem o stronniczość w podejmowaniu decyzji? Przecież wystarczy krótka wzmianka w tych gazetach, programach telewizyjnych lub radiowych, które rządzą polskimi organami ścigania, aby decydent znalazł się za kratami, albo co najmniej w roli podejrzanego lub świadka zamienił dotychczasowy tryb życia z wyboru w niekończące się pasmo przesłuchań i rozpraw sądowych urozmaicanych dojazdami na wezwanie stawiennictwa pod groźbą kary. Na tym pożałowania godnym świecie nieraz bardzo trudno udowodnić, że nie jest się wielbłądem. Zbyt wielu uważa, że skłamać, poświadczyć nieprawdę można, a nawet trzeba, gdy da to konkretną korzyść. Za mało jest tych, którym nie wolno, choć można i trzeba. Nie wolno z powodu systemu wartości przynajmniej zbliżonego do Dekalogu, obowiązującego prawa, tego czy innego kodeksu etyki. Można i trzeba, ale nie wolno. Przekraczając granice tego co wolno, należy oczekiwać kary, której w żadnym razie nie zrównoważą korzyści uzyskane drogą zabronionego czynu. Kara spada też na krzewicieli zła, niesłusznie obwinionych przez sobie podobnych. Ten dobrze znany fenomen pożerania własnych dzieci przez zło relatywizmu jest stary jak ludzkość i prawdopodobnie od jej początków każdy, osiągając pewien wiek, dochodzi do przekonania, że jest coraz gorzej, a żyjąc jeszcze dłużej sam często widzi jak kończą się osobiste i grupowe kariery ludzi przekonanych, że im wszystko wolno. Nawet potężne szajki zwane obecnie partiami politycznymi spotyka zasłużona pogarda, a niekiedy kara. Zbyt rzadko jednak ujawniane są biznesowe powiązania partyjnych wodzów, pomniejszych prominentów i pozornie szarych członków z przedsiębiorcami rozmaitej skali: od światowych koncernów po małe firmy o lokalnej skali. A jest co dokumentować i interpretować. Wszystko zaczyna się od kampanii wyborczych prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych. Postawić na kandydata i umieścić go w pożądanym organie decyzyjnym to inwestycja w kopalnię złota. Nie wdając się w zawiłości innych dziedzin, jak np. sukcesy gospodarki, które z Polski uczyniły importera pasz dla zwierząt, cukru i węgla, kolonię obcych sieci handlowych i energetycznych, co oczywiście ma też niezwykle istotny wpływ na zdrowie publiczne, gdyż pogłębia ocean ubóstwa w naszym kraju, warto postawić pytanie związane ściśle z bezpieczeństwem konsumenta i to tego najmłodszego. Dlaczego w Polsce nie obowiązuje zakaz stosowania niektórych barwników i konserwantów, w szczególności benzoesanu sodu, w produktach spożywczych? Oto brytyjski odpowiednik zespołu ekspertów polskiego Głównego Inspektora Sanitarnego zwrócił się do rządu Jej Królewskiej Mości o wprowadzenie zakazu stosowania mieszanek farb do środków spożywczych, zwłaszcza napojów, gdyż te dodatki do żywności wraz z konserwantem benzoesanem sodu mają udowodniony szkodliwy wpływ na zdrowie dzieci. W ten sposób w Wielkiej Brytanii zakończyła się energiczna wymiana zdań pomiędzy stowarzyszeniami działającymi na rzecz ochrony zdrowia konsumentów a władzami sanitarnymi. Te ostatnie oskarżane były o bezczynność i uleganie wpływom lobby przemysłu agrochemicznego, w szczególności wielkich korporacji ponadnarodowych. Ugrupowania rodziców dzieci cierpiących na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) domagały się natychmiastowego wprowadzenia zakazu użycia niektórych substancji dodatkowych żywności, w tym benzoesanów, wycofania produktów je zawierających ze sklepików szkolnych i zamieszczania wyraźnych ostrzeżeń zdrowotnych na opakowaniach jednostkowych szkodliwych artykułów spożywczych.

W związku z powyższym czuję się upoważniony do przytoczenia fragmentu swojego felietonu sprzed roku, tj. z 11. maja 2007: “Od kilku dni brytyjskie media szeroko komentują najnowsze doniesienia naukowe o skutkach spożywania chemikaliów dodawanych do artykułów spożywczych. Polskie środki masowego przekazu, łącznie z publicznym radiem i telewizją, mającymi za podatki i abonament realizować misję społeczną, milczą – jak zwykle – w takiej sprawie, nie chcąc narażać się reklamodawcom. A sprawa jest pierwszorzędnej wagi i do tego pochodzi z miarodajnego źródła. Oto Uniwersytet Southampton na zlecenie Food Standards Agency, czyli Agencji ds Standardów Żywności brytyjskiego rządu, przeprowadził badania dzieci w wieku od trzech do dziewięciu lat, w których pożywieniu znalazły się artykuły spożywcze, zawierające takie barwniki, jak: tartrazyna – E 102, czerwień koszenilowa – E 124, żółcień pomarańczowa S – E 110, azorubina – E 122, żółcień chinolinowa E 104 i czerwień allura AC – E 129. Badania dotyczyły również najbardziej niebezpiecznego konserwantu, jakim jest benzoesan sodu E 211. Przeprowadzono pomiary przeciętnego spożycia tych dodatków do żywności oraz ich wpływ na zachowanie małych konsumentów. Potwierdziły się wcześniejsze doniesienia, że dzieci narażone na chemikalia dodawane do żywności i napojów wykazują nadmierną pobudliwość ruchową, trudności z koncentracją, napady złego zachowania i reakcje alergiczne. Wchodzący w skład Agencji ds Standardów Żywności Komitet ds. Toksyczności chemikaliów w środkach spożywczych uznał, że wyniki badań mają ważne znaczenie dla zdrowia publicznego. Ze swej strony muszę dodać, że związek wielu dodatków do żywności z chorobami alergicznymi skóry, zwłaszcza z pokrzywką czy atopowym zapaleniem skóry jest znany lekarzom od dziesiątków lat, ale skoro obecnie w Polsce lekarzy ubywa, to i nie ma kto ostrzegać konsumentów przed masowym i bezkrytycznym poddawaniem się presji reklam napojów i innych artykułów spożywczych pełnych szkodliwych chemikaliów.”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 31 maja 2008

Szczęść Boże!

Naszym dzieciom pragniemy przychylić nieba. Chętnie ulegamy prośbom zaczynającym się od słów: “a kupisz mi…?”, a później “a dasz mi na…?” i kończących się lawiną produktów, które naszemu dziecku są natychmiast potrzebne. Poddając się presji skrzywionej w podkówkę buzi, nawet nie próbujemy podjąć ryzyka odmowy spełnienia jakiejkolwiek zachcianki. Po krótkim czasie w wyniku efektu kuli śniegowej liczba i wartość już nie próśb a żądań wzrasta bez umiaru i dziecko zaczyna rządzić domowym budżetem. Reklama, kryptoreklama, partnerstwo publiczno-prywatne i outsourcing w ochronie zdrowia, zwłaszcza w pseudooświacie zdrowotnej, powodują, że dziecko zasypuje nas opłaconymi przez producentów tekstami zasłyszanymi w telewizji, w szkole i podczas rozmaitych zajęć pozaszkolnych, których głównym celem jest osaczyć dziecko niemal od kołyski i Homo sapiens, człowieka myślącego, przekształcić w bezrozumnego konsumenta. Wobec obecnej katastrofy finansowej wielu rodzin, ci, którzy zaciągnęli kredyty pod wpływem reklamy, pokazywanej również w telewizji publicznej, w której to dzieci namawiały rodziców do zaciągnięcia długu w banku, niech nie mają do swoich pociech pretensji o to, że sami zachowali się, jak dzieci nie zdające sobie sprawy z okrutnego faktu, że długi należy spłacać. Dziecko ma prawo żyć chwilą, dorosły musi umieć przewidzieć odległe skutki podejmowanych decyzji. Zdziecinnienie pod wpływem własnego dziecka nikogo nie usprawiedliwia, nie jest okolicznością łagodzącą przed żadnym sądem i przed komornikiem nie uchroni.

Kiedy pod wpływem benzoesanu sodu stosowanego jako konserwant żywności i napojów oraz farb syntetycznych spożywanych w dużych ilościach właśnie w napojach, nasze dziecko dostaje napadów złości, wszczyna awantury o byle co, na niczym nie może się skupić i chce więcej, coraz to więcej wody zafarbowanej na wściekły kolor i osłodzonej syropem glukozowo-fruktozowym, albo co gorsza – aspartamem, ulegając gwałtownie wyrażanym żądaniom, pogłębiamy tylko dziecka i swoje nieszczęście. Tutaj odstęp czasu pomiędzy zadziałaniem czynnika sprawczego a skutkiem zdrowotnym jest na tyle krótki, że wystarczy zacisnąć zęby i serdecznie, ale bardzo stanowczo nie poddawać się presji przez niewiele tygodni, i w wyniku odstawienia szkodliwych substancji uzyskać radykalną poprawę zdrowia.

Co innego w przypadku czynników szkodliwych oddziałujących na nasze dzieci od najmłodszych lat po urodzeniu, których tragiczne skutki ujawniają się dopiero po latach kilkudziesięciu, w postaci nowotworów złośliwych i ciężkich zaburzeń hormonalnych. Podając niemowlęciu ftalanową zabawkę lub pojąc z buteleczki uwalniającej bisfenol A, jesteśmy w najszczęśliwszym etapie życia, ale też nieświadomie pozbawiamy nasze dziecko takiej samej radości rodzicielstwa za 20 – 30 lat. Skazujemy je też na podwyższone ryzyko raka o różnorodnej lokalizacji.

Spośród przejawów zupełnego braku wiedzy o zagrożeniach zdrowia czynnikami rakotwórczymi, bądź też karygodnej nieodpowiedzialności rodzicielskiej, na pierwszy plan wysuwa się tragiczna w przyszłych skutkach moda na solarium. Powiem bez ogródek. Rodziców kompromituje zdobiąca ich dziecko opalenizna uzyskana w wyniku naświetlania lampami emitującymi promieniowanie inicjujące proces nowotworowy, który po kilkunastu – kilkudziesięciu latach kończy się czerniakiem złośliwym, niezwykle niebezpiecznym rakiem skóry, z uwagi przerzuty szybkie i podstępne. W oparciu o ewidencję epidemiologiczną w wielu krajach wprowadzono lub wprowadza się zakaz korzystania z łóżek opalających przez osoby, które nie ukończyły 20. roku życia. Solarium do 20. roku zwiększa ryzyko raka skóry.

W miarę dorastania naszego dziecka zbieramy owoce jego wychowania i dawanego mu przykładu. Szybko tracimy kontrolę nad tym co nasze dziecko kupuje. Ponieważ pierwsze kroki mały konsument kieruje do szkolnego sklepiku, nie mogąc liczyć na żadne władze rządowe i samorządowe, sami powinniśmy zadbać o nieszkodliwą dla zdrowia ofertę handlową pod szkolnym dachem, poprzez komitet rodzicielski albo bezpośrednie rozmowy z zarządem szkoły. Podobnie jak najbardziej pożądana jest zmowa rodziców w stosunku do osiedlowego kiosku czy wiejskiego sklepiku.

Na wydawanie przez nastoletnie latorośle kieszonkowego, a tym bardziej osobiście przez nie zarobionych pieniędzy (oby bez ryzyka), mamy gwałtownie malejący wpływ i możemy tylko liczyć na to, że nasza cierpliwość, otwartość i stała gotowość do pomocy pozwoli naszemu dorastającemu dziecku ominąć rafy braku wiedzy i doświadczenia. A nieraz musimy stanąć do walki w bardzo nierównej konkurencji z wielobarwnym środowiskiem rówieśniczym, w którym niezwykle trudno ujawnić handlarzy śmiercią i żywym towarem płci obojga. Telewizja, w tym publiczna, ta misyjna, reklamy i pokazy w przestrzeni publicznej, prasa, kino, koncerty, niosą jeden i ten sam przekaz odbierający młodość młodym ludziom, z obdarzonej podmiotowością osoby ludzkiej czyniących przedmiot bezwolnie poddający się każdej manipulacji i bezwzględnej eksploatacji. Na początek młodych ludzi, którzy mają jeszcze jakieś skrupuły, odurza się, zaczynając od piwa i marihuany. Kiedy znieczulenie alkoholem lub narkotykami nie jest wystarczające, oddaleniu wszelkich obaw służą szeroko reklamowane rozmaite zabezpieczenia, a przy ich braku, rozdawanie tabletek wczesnoporonnych już dwunastoletnim dzieciom, co miało miejsce w brytyjskiej sieci supermarketów Tesco, albo też szczepionka mająca chronić przed rakiem szyjki macicy, na co obecnie wydawane są bardzo duże pieniądze oddane przez polskich podatników do dyspozycji władzom samorządowym.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 13 czerwca 2008

Szczęść Boże!

Zarządzanie ryzykiem zdrowotnym nie może pomijać żadnego z czynników uznanych za zagrożenie zdrowia. Uznanych przez specjalistów w zakresie medycyny a nie ekonomii, inżynierii, rolnictwa, socjologii, marketingu, reklamy i szeregu innych, niezwykle ważnych obszarów wiedzy, bez których ludzkość obecnie nie może się obejść. Pilnuj szewcze kopyta, chciałoby się rzec, podziwiając wywody inżynierów rozmaitych branż, którzy bez zająknienia oddalają obawy milionów ludzi zainteresowanych wpływem rozmaitych czynników na zdrowie swoich dzieci i własne. Co upoważnia absolwenta politechniki do bagatelizowania wpływu kruszących się rur azbestowo-cementowych na zdrowie konsumentów zaopatrywanych przez rozpadający się wodociąg? Czy to on będzie w przyszłości patrzył w oczy ludziom, którzy nie potrafili zahamować procesu kancerogenezy i poprzez etap polipów doszli do raka jelita grubego? Jaki to tytuł naukowy pozwala inżynierowi autorytatywnie wypowiadać się na temat wpływu organizmów genetycznie modyfikowanych na zdrowie człowieka? Szanując własny obszar ekspertyzy, nie można kompromitować się znachorskimi popisami na poziomie podwórkowej edukacji. W ramach festiwali nauki czas za to najwyższy zacząć demonstrować arcyciekawe zjawisko wykorzystania promieniowania niejonizującego związanego z telefonią komórkową do prażenia kukurydzy. Tak, tak. Kto nie wierzy, niech zajrzy na stronę internetową www.halat.pl/telefony.html i tam znajdzie odnośnik do filmów pokazujących jak za pomocą telefonów komórkowych uzyskuje się popcorn. Może ten fenomen przekona młodzież i jej rodziców do poważnego traktowania ostrzeżeń przed skutkami prażenia mózgu, zwłaszcza rozwijającego się. Trudno jednak powiedzieć, czy to wystarczy, aby przekonać inżynierów, że stacje bazowe telefonii komórkowej, czy tzw. maszty, nie powinny oddziaływać na mieszkańców, pracowników i/lub pacjentów, gdyż grozi to powtórzeniem licznych doświadczeń na ludziach, którzy już zdążyli ponieść tragiczne skutki lekceważenia ich prawa do zdrowia i życia.

O ile informacje sygnalne pochodzące z mniej lub bardziej wiarygodnych obserwacji laboratoryjnych, klinicznych i populacyjnych powinny podlegać profesjonalnej analizie, a w razie utrzymywania się wątpliwości – otworzyć ewentualnie drogę do prawidłowo zaprojektowanych i przeprowadzonych badań epidemiologicznych, o tyle rozstrzygnięcia zapisane w postaci norm sanitarnych wymagają bezwarunkowego stosowania. Tu sprawy są już bezdyskusyjne i ich zapisaniem w postaci obowiązującego prawa i wyegzekwowaniem muszą zając się wyspecjalizowane organy państwa. Niestety, im bardziej państwo skorumpowane, tym mniej zainteresowane eliminacją czynników zagrażających zdrowiu i życiu człowieka. Żabom, ptakom, mchom i porostom należy się ochrona, ludziom – nie. A wszystko przez rozpasanie rzeczników zysku za wszelką cenę, choćby po trupach.

Aby spełnić wszystkie wymagania higieniczne i zdrowotne trzeba nieraz ponieść ogromne koszty dostosowawcze, a potem dzień i noc pilnować wszystkich elementów systemu, wśród których czynnik ludzki wcale nie jest najbardziej zawodny. W każdej chwili może dojść do katastrofy w postaci ujawnienia tych niepożądanych cech produktu, które dotychczas, nieraz bardzo długo, udawało się ukrywać tylko “dzięki” udziałowi w układzie zapewniającym bezkarność. Układ zadba o wygodne przepisy prawne i rozgrzeszy z ich nieprzestrzegania. W razie konieczności tak skroi garnitur wymagań sanitarnych, aby nigdzie nie uwierał, zwłaszcza te ryby najbardziej tłuste. W razie potrzeby nie skontroluje, a kiedy ktoś ujawni przestępstwo, układ obróci się przeciwko niemu, nie przestępcy. Znakiem przynależności do układu jest posiadanie jakiegoś niezwykle prestiżowego wyróżnienia, wszem i wobec głoszącego: nas nie ruszaj, bo pożałujesz. Za takim wyróżnieniem kryją się przecież wybitne autorytety, niezwykle niezależni eksperci, którzy przecież nie za pieniądze, a z czystej pasji naukowej polecają przebadane na wylot najlepsze w świecie produkty. Na przykład wędliny wytworzone z surowca wyprodukowanego w fabrykach mięsa, gdzie organizmy genetycznie modyfikowane przetwarza się na tkankę zwierzęcą, bądź powstałe z dużym udziałem izolatów białka soi genetycznie modyfikowanej. Albo nabiał i ryby tak nasycone dioksynami, że powinny być natychmiast wycofane z obrotu przez służby sanitarne. Albo naturalną wodę mineralną, tyleż pyszną, co radioaktywną.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 20 czerwca 2008

Szczęść Boże!

Woda to podstawowy warunek ludzkiej egzystencji. Najłatwiej przychodzi o tym się dowiedzieć, kiedy wody zabraknie. Z różnych przyczyn, czy to z powodu krótko- lub długotrwałej suszy, czy też w wyniku tak znaczącego pogorszenia się parametrów wody, że może ona zagrażać życiu i zdrowiu konsumentów jej samej lub też produktów wytworzonych z jej udziałem. Im mniej wody, tym mniejsze rozcieńczenie szkodliwych czynników biologicznych, chemicznych i fizycznych, w tym radioaktywnych. Jest zupełnie oczywiste, że im mniej wody, tym bardziej stężenie zanieczyszczeń pochodzenia przyrodniczego, komunalnego i przemysłowego osiąga poziomy przekraczające wydolność stacji uzdatniania wody. Każdy proces technologiczny ma przecież ściśle sprecyzowane warunki efektywności i jeżeli woda pobierania do uzdatnienia jest za brudna, nie można oczekiwać, że do wodociągów trafi woda spełniająca wymagania sanitarne. W celu ochrony zasobów wody, będących coraz cenniejszym skarbem każdego narodu, należy starannie zinwentaryzować i – tam gdzie to możliwe – wyeliminować wszystkie źródła zanieczyszczeń wód powierzchniowych i podziemnych. Jeśli tego się nie uczyni, pozostaje czekać na opłakane skutki własnych zaniedbań.

Nie są one jednak tak oczywiste, jak jawne dla wszystkich zabicie człowieka z premedytacją. Z uwagi na złożoność zagadnienia, daleko wykraczającą poza możliwość indywidualnej obserwacji, dla wykazania związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy skażeniem wody a utratą zdrowia i życia należy sięgnąć do wnioskowania epidemiologicznego.

W tym zakresie Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące jakości wody do picia, PIERWSZY DODATEK DO WYDANIA TRZECIEGO, Tom 1, Zalecenia, definiują referencyjny poziom ryzyka: “Opisy “referencyjnego poziomu ryzyka” w odniesieniu do wody są zwykle wyrażane w terminach określonych następstw zdrowotnych – n. p. najwyższa częstość chorób biegunkowych lub zapadalności na raka lub maksymalna częstość zakażeń (ale niekoniecznie chorób) wywołanych określonym czynnikiem chorobotwórczym. Istnieje szereg związanych z wodą chorób o rozmaitej ciężkości, włącznie z ostrymi, opóźnionymi i przewlekłymi następstwami zarówno w postaci chorobowości jak i śmiertelności. Następstwa mogą być tak różnorodne jak problemy ujawniane po porodzie, rak, cholera, czerwonka, zakaźne zapalenie wątroby, robaki jelitowe, fluoroza szkieletu, dur brzuszny i zespół Guillain-Barré. Decyzje co do pogodzenia się z ryzykiem są bardzo skomplikowane i wymagają uwzględnienia rozmaitych wymiarów ryzyka. W dodatku do wymiarów “obiektywnych”, jak prawdopodobieństwo, ciężkość i długość trwania skutku, pojawiają się ważne wymiary środowiskowe, społeczne, kulturowe, ekonomiczne i polityczne, które odgrywają ważną rolę w podejmowaniu decyzji.

W tych procesach ważną rolę odgrywają negocjacje, a każda sytuacja może przynieść zupełnie wyjątkowe zakończenie. Niezależnie od złożoności decyzji co do ryzyka istnieje zapotrzebowanie na podstawowe definicje ryzyka dającego się znieść (ang. tolerable risk – ryzyko które jest akceptowane społecznie w określonym miejscu, czasie i sytuacji, n.p. ze względu na duże koszty redukcji ryzyka) w celu opracowania Wytycznych dotyczących jakości wody do picia i jako punkt wyjścia dla podejmowania decyzji w określonych sytuacjach.

Referencyjny poziom ryzyka pozwala porównać ze sobą choroby związane z wodą i zapewnić jednolite podejście do postępowania z każdym zagrożeniem. Dla potrzeb obecnych Wytycznych referencyjny poziom ryzyka jest wykorzystany dla szerokiego zrównoważenia poziomów ochrony, na które można sobie pozwolić w przypadku toksycznych chemikaliów z jednej strony, a z drugiej – mikrobiologicznych czynników chorobotwórczych. W tym celu brane są pod uwagę tylko zdrowotne następstwa chorób wodnopochodnych.

Referencyjny poziom ryzyka wynosi 10-6 lat skorygowanych niepełnosprawnością (DALY – Disability Adjusted Life Years – lata życia skorygowane niepełnosprawnością. Jest to wskaźnik lat życia przeżytych w niepełnosprawności i czasu straconego na skutek przedwczesnej śmierci) na osobę na rok, co jest odpowiednikiem w przybliżeniu nadmiernego ryzyka raka w skali całego życia 10-5 (t. j. 1 dodatkowy przypadek raka na 100 000 mieszkańców spożywających przez całe życie wodę pitną zawierającą substancje w stężeniu normowanym przez Wytyczne). Dla czynników chorobotwórczych wywołujących wodniste biegunki z niska śmiertelnością chorych (n. p. 1 na 100 000) referencyjny poziom ryzyka będzie odpowiednikiem 1/1000 corocznego ryzyka choroby dla pojedynczej osoby (około 1/10 w skali całego życia).

Referencyjny poziom ryzyka może być adaptowany do miejscowych okoliczności na bazie podejścia polegającego na zbilansowaniu ryzyka i korzyści. W szczególności należy policzyć tę część obciążenia jakąś chorobą, którą prawdopodobnie można przypisać wodzie pitnej. Ustalenia priorytetów zdrowia publicznego powinny zwykle wskazać na te główne czynniki, które wpływają na sytuację i z którymi przede wszystkim trzeba się uporać, uwzględniając koszty i oddziaływanie potencjalnych interwencji. Tu jest także uzasadnienie leżące u podstaw stopniowego rozwoju i stosowania standardów. Użycie DALY dla ustalenia referencyjnego poziomu ryzyka jest podejściem nowym i rozwijającym się. Szczególnym wyzwaniem jest zdefiniowanie skutków dla zdrowia ludzi związanych z ekspozycją chemikaliów nieprogowych.”

Kto nie chce paść ofiarą negocjacji, w których nikt go nie pyta o zdanie, musi zaopatrzyć się w domowe urządzenie doczyszczania wody wodociągowej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 3 października 2008

Nauka bez właściwej etyki jest groźniejsza niż polityka bez właściwej etyki.

Ktoś spyta: a jaka to etyka jest właściwa? Kto inny powie: żadna etyka nie jest właściwa, bowiem każdy ma własną etykę. Wiadomo! Nie nam to mówić! Ten, kto strzegł jak źrenicy oka utopijnego socjalizmu właśnie doczekał upadku utopijnego kapitalizmu i niechby żył jak najdłużej, aby nie bez satysfakcji mógł posunąć się nieco na ławie oskarżonych i zrobić miejsce następnym doktrynerom kierującym się własną etyką. A jaką etyką kierować się będą sędziowie orzekający winę i nakładający karę za zbrodnie ikon utopijnych doktryn? Przecież nawet najbardziej precyzyjne sformułowanie prawne można zupełnie dowolnie zinterpretować zależnie od etyki interpretatora. I z tego prostego powodu politycy będący sprawcami zmarnowanych życiorysów milionów przed ludzi przed i po roku 1989 unikną potępienia i swoim przykładem po raz kolejny udowodnią, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Skoro tak, to nawet pozbawieni wszelkich zasad najwięksi cynicy powinni na wypadek własnej krzywdy szukać jakiejś wspólnej etyki, do której w razie potrzeby mogliby się odwołać.

Powyższe dotyczy polityki, na której każdy się zna, przynajmniej na poziomie rozmówców Stańczyka udzielających mu pseudolekarskich porad.

Nauka w odróżnieniu od polityki otacza się nimbem elitarności, a przybliżanie jej osiągnięć za pieniądze koncernów zainteresowanych bezproblemowym zbytem opatentowanych technologii, n. p. podczas tzw. festiwali nauki, jest zwykłą reklamą, tyle że z naukawym zadęciem. Jednak im większe ze strony badań i wdrożeń naukowych ryzyko dla ludzi, zwierząt i środowiska, tym większa potrzeba oceny etycznej postępowania garstki osób, być może kierujących się własną etyką, które chcą decydować za wszystkich.

Inżynieria genetyczna jest tą dziedziną nauki, która wymaga stanowczej i jednoznacznej oceny etycznej przeprowadzonej według kryteriów etyki wspólnej dla ponad jednej szóstej ludności świata, z którą inni mogą się nie zgadzać, ale nie mogą jej pomijać, gdyż jest najczęściej deklarowaną na całym świecie.

Oto aktualny komunikat:

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego
Adam Bielan 
oraz
 Rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie
prof. dr hab. Jan Maciej Dyduch

mają zaszczyt zaprosić na Konferencję

Organizmy genetycznie modyfikowane
 – GMO szansą czy zagrożeniem w Unii Europejskiej

pod patronatem Metropolity Krakowskiego ks. kard. Stanisława Dziwisza,

która odbędzie się

w sobotę, 4 października 2008 r., w godz. 10.00 – 14.00
 w auli Centrum Resurrectionis Księży Zmartwychwstańców
 ul. ks. Pawlickiego 1 w Krakowie

PROGRAM KONFERENCJI:

9.30 Emisja filmu dokumentalnego nt. GMO – “Życie wymyka się spod kontroli”
10.00 – 10.20 Otwarcie konferencji – wiceprzewodniczący PE Adam Bielan, rektor PAT, ks. prof. dr hab. Jan Maciej Dyduch
 10.20 – 10.50 dr Zbigniew Hałat – prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów – “Zagrożenie zdrowia człowieka ze strony organizmów genetycznie modyfikowanych”
10.50 – 11.30 prof. dr hab. Stanisław Wiąckowski – kierownik Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska Akademii Świętokrzyskiej – “Zagrożenie związane z wprowadzaniem genetycznie modyfikowanych organizmów”
11.30 – 12.00 poseł do PE Janusz Wojciechowski – “Sprawa GMO w Parlamencie Europejskim”
12.00 – 12.30 Przerwa kawowa
 12.30 – 12.50 Jadwiga Łopata ICPPC – Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi, KOALICJA POLSKA WOLNA OD GMO, laureatka ekologicznego Nobla – “Deklaracja z Jasnej Góry dla Polski i Europy wolnej od GMO”
12.50 – 13.10 radna województwa małopolskiego Maria Malinowska – “Stanowisko samorządu Województwa Małopolskiego w sprawie GMO”
13.10 – 13.40 ks. dr Andrzej Muszala – Papieska Akademia Teologiczna – “Chimery, hybrydy i GMO. Bioetyczne aspekty genetycznych modyfikacji roślin i zwierząt”
13.40 – 14.00 Dyskusja panelowa
 ok. 14.00 Zamknięcie konferencji

***
 Prosimy o potwierdzenie przybycia.

E-mail: biuro@bielan.pl
 lub
 tel. 693 74 00 75

Biuro Wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego
 Adama Bielana
 ul. Łobzowska 35/7, PL 31-139 Kraków
 tel. +48 12 630 99 76 , fax 75

Podając powyższe do wiadomości, podkreślam wagę tego spotkania wobec naporu właścicieli technologii gmo na nasz kraj.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 10 października 2008

Szczęść Boże!

Nie są w stanie tego zrozumieć mentalni spadkobiercy opartego o niewolnictwo Imperium Rzymskiego, którego granice sięgnęły zaledwie skrawków ziem Słowian Zachodnich. Także miłośnicy tradycji zaborczych i okupacyjnych cesarstw, rzesz i sojuzów nie mogą pojąć, jak to jest możliwe, że Polacy domagają się tych samych praw, które przysługują innym. To samo dotyczy obecnej naszej pozycji w Unii Europejskiej, której narzędzia nie są używane do roztrąbionego wyrównywania różnic a służą bezczelnej walce konkurencyjnej z resztkami polskiej własności w gospodarce, a wkrótce po tym – co oczywiste – będą bez pardonu wykorzystane do odebrania zubożałym Polakom zadłużonych nieruchomości. Do zadłużenia każdej rodziny łatwo doprowadzi choroba choćby jednego z jej członków. Stąd niezwykłej wagi dla bytu naszego narodu nabiera walka o konstytucyjny kształt opartego o zasadę solidaryzmu narodowego prawa do ochrony zdrowia.

Tymczasem dramatycznie nieporadne zarządzanie systemem ochrony zdrowia stanowi zdaniem winowajców argument na rzecz komercjalizacji, prywatyzacji czy innej formy zawłaszczenia wspólnego dobra przez nich samych. Tą samą metodą zawłaszczono w minionej dekadzie wielkie zakłady produkcyjne sławne w świecie polską marką, całe gałęzie gospodarki oddano w obce ręce lub po prostu zlikwidowano pod pozorem nieopłacalności. Za sztandarową aktywność w tym obszarze w postaci zatopienia 28 kopalń węgla nagrodą są europejskie posady, a nawet dożywotnie immunitety. Źle zarządzać, nie kontrolować, dopuścić do upadku i wtedy rozłożyć ręce: nooo, widzicie sami – tego bagna to już nie da się uratować! Po rękach musimy całować każdego, kto zechce przejąć te nie wiadomo skąd narosłe zobowiązania, a przy okazji cały majątek – drogie budynki, atrakcyjne działki i niezwykle kosztowny sprzęt. A miejsca pracy? Nie ma problemu! Po pracownikach wkrótce nie będzie ani śladu, pójdą na bezrobocie, kto będzie mógł, wyjedzie w poszukiwaniu pracy, rozbije rodzinę, pozostawi za sobą eurosieroty. Nie warto byle czym się przejmować!

A co z korzystającymi ze świadczeń zdrowotnych? Co z pacjentami? Pacjenci tym się różnią od klientów, że klient może zrezygnować z kupna jakiejś rzeczy lub usługi, kiedy go nie stać na zakup, a pacjent zrezygnować ze świadczenia zdrowotnego nie może, bo albo umrze, albo utrwali lub pogorszy zły stan swojego zdrowia. Będąc w tak krytycznej sytuacji sam pacjent lub jego rodzina będą gotowi sprzedać wszystko, łącznie z domem, ziemią, w najlepszym przypadku wziąć na leczenie kredyt hipoteczny, na wymuszonych nagłą potrzebą warunkach na tyle niekorzystnych, aby bank mógł bez zbędnych ceregieli zgarnąć mienie niewypłacalnego dłużnika. W stanach najwyższego napięcia emocji, kiedy np. zagrożone jest życie i zdrowie dziecka, rodzicom niezwykle łatwo przyjdzie zaakceptować propozycję pokrycia wydatków na kosztowne procedury lub leki złożoną przez przedstawiciela firmy, której statutowym celem jest zysk finansowy osiągany poprzez sprzedaż świadczeń zdrowotnych, a nie zapewnienie świadczeń zdrowotnych dla ludności. Powiązanie biznesowe, a nawet kapitałowe właściciela zakładu opieki zdrowotnej z firmami sprzedającymi leki i sprzęt medyczny jest opcją niezwykle atrakcyjną dla wszystkich stron. Dla wszystkich z wyjątkiem tej najsłabszej – pacjenta zdanego na łaskę i niełaskę systemu zaprojektowanego dla osiągania dochodów. Opowiadania o jakichś etycznych czy urzędowych gwarancjach bezpieczeństwa pacjenta w skomercjalizowanych – sprywatyzowanych zakładach opieki zdrowotnej należy włożyć między bajki. Wystarczy przypomnieć opinie wybitnych polskich onkologów o wykrywalności raka przez lekarzy pierwszego kontaktu i unieważnione badania mammograficzne wykonane za pomocą wadliwego sprzętu. Narodowy Fundusz Zdrowia potrafi z kamienia wycisnąć dziesięcinę, zapłacić z niej krocie zastępom swoich urzędników, ale nie jest w stanie wysłać ich na kontrolę w teren, aby przyjrzeli się wołającej o pomstę do nieba poniewierce płatników. Nadzór ministra zdrowia nad Narodowym Funduszem Zdrowia jest notorycznie nieskuteczny i twardej ręki potrzebnej do sprawowania nadzoru i kontroli nad wydatkowaniem dziesiątków miliardów złotych na zaspokojenie podstawowych potrzeb społecznych nie zastąpią teatralne przedstawienia przed kamerami, skoro ludzie płacą za rzetelne świadczenia zdrowotne a nie za polityczną hucpę.

Upadek ochrony zdrowia to w przekonaniu obecnie rządzących argument na rzecz komercjalizacji – prywatyzacji. To już zakrawa na kpinę z wyborców. Każdy z płatników Narodowego Funduszu Zdrowia ma prawo spytać jako wyborca: co triumfatorzy ostatnich wyborów zrobili, aby ochronę zdrowia naprawić, zanim doszli do przekonania, że trzeba mieć problem z głowy i po prostu wylać dziecko z kąpielą.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 17 października 2008
tylko audio

Felieton w Radio Maryja, 24 października 2008

Szczęść Boże!

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
NIE BĄDŹ BEZPIECZNY. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Powyższy fragment wiersza Czesława Miłosza, laureata literackiej nagrody Nobla 1980, widnieje na pomniku Poległych Stoczniowców 1970 odsłoniętym 16. grudnia 1980 r. w X rocznicę wydarzeń grudnia 70 w Gdańsku na pl. Solidarności.

Wiersz powstał w 1950 r. w Waszyngtonie, gdzie Czesław Miłosz jako wysoki urzędnik ambasady PRL reprezentował jeden z dwóch najbardziej jawnie odrażających i krwiożerczych totalitaryzmów znanych ludzkości. Od przedwojnia lewicowe i antypolskie manifestacje Miłosza nie mogły ujść uwadze KGB, stąd i pełnia zaufania, która musiała być warunkiem obsadzenia go przez Moskwę w stolicy wrogiego mocarstwa.

A jednak…A jednak…

W roku 1980 Nobel dla Miłosza i przesłanie laureata zawarte w słowach “Który skrzywdziłeś człowieka prostego” były jasnym i oczywistym dla każdego kierunkowskazem do Polski Suwerennej i Solidarnej. Jednym otwierały oczy, innym budziły sumienia, jeszcze innych napawały panicznym strachem. Nikt nie zaglądał poecie do życiorysu, bo nie było jak i po co. Wiał wiatr historii. W gablotach NSZZ Solidarność, w gazetkach i ulotkach, sam zamieszczałem fragment “Ballady o trzęsących się portkach” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego:

Gdy wieje wiatr historii,
Ludziom jak pięknym ptakom
Rosną skrzydła, natomiast
Trzęsą się portki pętakom.

I temu poecie nikt nie zaglądał do życiorysu, bo też nie było jak i po co. Wyrwany z całości fragment utworu powstałego pod naciskiem pogrobowców Stalina w roku śmierci megazbrodniarza i - zdaniem znawców wymierzonego przeciwko szeroko pojętej prawicy – miał za zadanie obudzić w Polakach ducha walki o Polskę Suwerenną i Solidarną. Rzeczywiście w krótkim czasie prawdziwej Solidarności, Solidarności 80, ludziom jak pięknym ptakom rosły skrzydła. Rzeczywiście, trzęsły się portki pętakom. Zamiast dołączyć do uskrzydlonych ludzi, wybrali oni drogę zbrodni, użyli brutalnej siły, ale skrzydeł połamać nie zdołali.

Skrzydła połamali ludziom dopiero wiarołomni politycy sprawujący władzę po 1989 r. Pod koniec roku 2008 na ogromną większość Polaków spadają plagi, w przeszłości niewyobrażalne i w nasileniu wcześniej niespotykanym. Człowiek prosty, ten, który nie ma żadnego wpływu na swój los i może liczyć wyłącznie na zmiłowanie kasty politycznej opętanej demonami prywaty i agentury, człowiek prosty, któremu nieludzki system nie pozwala spokojnie przyjść na świat, przepędzając rodzącą go matkę ze szpitala do szpitala, a potem odcina mu dostęp do lekarza, człowiek prosty, któremu nieludzki system nie pozwala sprzedać płodów polskiej ziemi, człowiek prosty, na którego nieludzki system nakłada koszty utrzymania przekraczające dochody, człowiek prosty, któremu odbiera się pracę, rodzinę i Ojczyznę, ten człowiek prosty ponownie zwraca się do was, rządzący Polską, słowami polskiego noblisty:

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
 Gromadę błaznów koło siebie mając
 Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
 Cnotę i mądrość tobie przypisując,
 Złote medale na twoją cześć kując,
 Radzi, że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
 Możesz go zabić – narodzi się nowy.
 Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
 I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 31 października 2008

Szczęść Boże!

Kartka z napisem ZGON wręczania pacjentom wyrzucanym ze szpitala jest symbolem naszych czasów.

Człowiek cierpiący, oczekujący profesjonalnej pomocy, współczucia, pociechy, a wreszcie – świadczenia zdrowotnego, na które składał pieniądze całe swoje życie, nagle ze szpitalnego łóżka jest przenoszony do karetki, trzymając w ręce przeznaczoną dla niego samego przywieszkę z pustą na razie rubryką dotyczącą miejsca, daty i godziny zgonu. Być może czując zbliżającą się śmierć, sam powinien wypełnić te rubryki i nie fatygować nikogo do potwierdzenia oczywistych skutków ewakuacji ciężko chorych ludzi ze szpitala. Być może ministerstwo zdrowia wyda stosowną instrukcję napisaną prostym językiem, znanym z prasowych konferencji i parlamentarnych wystąpień, pouczającą pacjentów jak sobie wypełnić rubrykę dotyczącą przyczyny zgonu.

Okrzyki “Hańba, hańba!” oceniające dokonania sejmowej większości w zakresie likwidowania dorobku cywilizacyjnego Polaków powinny być dobrze wysłuchane przez wszystkich. Nadstawcie ucha młodzi, zdrowi i bogaci.

Zdrowie przeminie tak szybko jak młodość, oby nie szybciej, a posiadane przez was pieniądze już okazały się bańką mydlaną, wydmuszką reklamy pomieszanej z polityczną propagandą, grą komputerową. A nadchodzące nieubłaganie choroby nie są wirtualne. Kiedy trochę boli, można dać się omamić reklamom leków przeciwbólowych, które ze względu na zło, jakie wyrządzają powinny być natychmiast zakazane. Kiedy ból nie ustępuje, kiedy staje się nie do zniesienia, kiedy nie można się poruszać, jeść, trawić, widzieć, słyszeć, myśleć, trzeba szukać pomocy. Właśnie, myśleć. Już teraz powinni szukać pomocy ci, którzy nie potrafią myśleć racjonalnie i z dziecięcą naiwnością sięgają swoją wyobraźnią najdalej do prezentów pod choinką, ferii i wakacji.

Moi drodzy! To, że reklamodawcy narzucają wam wizję świata w rodzaju dziecięcych marzeń, narzucają wam dziecięcą logikę brania kredytów w rodzaju “kiedy pożyczę na zabawki, będzie mi wesoło, a o spłatę martwią się tylko ponuraki”, nie oznacza, że nadal jesteście dziećmi. Kto nie wierzy, niech założy krótkie spodenki i pogaworzy z komornikiem.

To samo ze zdrowiem. Nawet jeśli dzisiaj czujecie się świetnie, jutro możecie leżeć na OIOMie, albo usłyszeć, że wasz ojciec ma zawał, matka wylew, czy dziecko białaczkę. Szok, tak – szok. Pozbieracie myśli, dostosujecie się jakoś do nowej sytuacji i czekacie na szybką i skuteczną pomoc. A ta nie nadchodzi. Co najwyżej ktoś wam, albo waszym najbliższym, wręczy przywieszkę z napisem ZGON, z pustymi kratkami, tak na wszelki wypadek, gdyby czas dojazdu do najbliższego szpitala, w którym jeszcze ktoś pracuje, przekroczył wytrzymałość chorego. Czy nie widzicie co z nami wyprawiają? Czy nie domyślacie się, jaki los nam gotują?

I jeszcze jedno. Porównywanie etyki dygnitarzy odpowiedzialnych za ochronę zdrowia w Polsce i w krajach Trzeciego Świata uwłacza tym ostatnim. Tam ludziom nawet najuboższym żaden polityk nie ośmieliłby się urągać prosto w twarz.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 7 listopada 2008

Szczęść Boże!

Duża medycyna, medycyna prewencyjna, im bardziej zaniedbana, tym bardziej głośno daje o sobie znać. Jej znaczenia nie doceniają zwykle niedopieczeni politycy, którym się wydaje, że przez okres sprawowania władzy nie potkną się o skutki własnej arogancji i ignorancji. Ludzie narażeni na agresję tych polityków muszą się bronić, wykorzystując twarde fakty. Oto one.

W latach 2000 – 2006 stwierdzono w Polsce 32 941 chorób zawodowych. Ponad połowa z nich dotyczyła pracowników zaliczonych do dwóch sekcji Polskiej Klasyfikacji Działalności PKD – Przetwórstwo Przemysłowe i Edukacja. W Przetwórstwie Przemysłowym stwierdzono 8 598 chorób zawodowych, w Edukacji 8 229 chorób zawodowych, co stanowi odpowiednio 26 i 25% wszystkich chorób zawodowych stwierdzonych w latach 2000 -2006.

Spośród 3 129 wszystkich chorób zawodowych stwierdzonych w roku 2006 na pierwszym miejscu znalazły się przewlekłe choroby narządu głosu spowodowane nadmiernym wysiłkiem głosowym – 762 przypadki. Miejsce drugie zajęły pylice płuc – 667 przypadków. Współczynnik chorób zawodowych stwierdzonych na 100 000 zatrudnionych w roku 2006 ogółem wynosił 32,8. Ten sam współczynnik był najwyższy dla grupy przewlekłe choroby narządu głosu spowodowane nadmiernym wysiłkiem głosowym – 8 przypadków na 100 000 zatrudnionych i grupy pylice płuc – 7 przypadków na 100 000 zatrudnionych.

Jak wynika z materiału pod nazwą STAN SANITARNY KRAJU 2007 opublikowanego przez Główny Inspektorat Sanitarny w wyniku przeprowadzonych w 2007 roku postępowań wyjaśniających, organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej wydały 3 293 decyzje o stwierdzeniu choroby zawodowej oraz 3 875 decyzji o braku podstaw do stwierdzenia choroby zawodowej. Uwzględniając postępowanie odwoławcze, w wyniku uprawomocnienia się decyzji o stwierdzeniu choroby zawodowej w 2007 roku stwierdzono 3 276 chorób zawodowych. Liczba stwierdzonych chorób zawodowych w porównaniu do roku 2006 r. uległa zwiększeniu o 147 przypadków. Wśród stwierdzonych w 2007 r. chorób zawodowych dominowały przede wszystkim: przewlekłe choroby narządu głosu, spowodowane nadmiernym wysiłkiem głosowym, trwającym co najmniej 15 lat – 796 przypadków (w 2006 r. – po korekcie 760) i pylice płuc – 700 przypadków (w 2006 r. – 667).

Postępowanie administracyjne w sprawie występowania chorób zawodowych prowadzi Państwowa Inspekcja Sanitarna, realizując zadania dotyczące nadzoru nad warunkami pracy. W toku postępowania właściwy państwowy inspektor sanitarny wydaje imienną decyzję o stwierdzeniu choroby zawodowej, bądź o braku podstaw do stwierdzenia choroby zawodowej. Do celów ustalenia orzeczenia w sprawie rozpoznania choroby zawodowej przez uprawnione placówki medyczne, pracownicy Państwowej Inspekcji Sanitarnej sporządzają oceny narażenia zawodowego u pracowników występujących o stwierdzenie choroby zawodowej, w oparciu o informacje dotyczące całkowitego przebiegu zatrudnienia w narażeniu na czynnik szkodliwy dla zdrowia, który może być przyczyną zaistnienia choroby zawodowej, bądź też w związku ze sposobem wykonywania pracy (nadmierny wysiłek głosowy, nadmierne przeciążenie układu ruchu itd.).

Szczegółowe dane dotyczące stwierdzonych chorób zawodowych opracowywane są przez Instytut Medycyny Pracy w Łodzi w ramach Centralnego Rejestru Chorób Zawodowych. Rejestr prowadzi Zakład Epidemiologii Środowiskowej Celem Rejestru jest zbieranie i przetwarzanie danych dotyczących stwierdzonych chorób zawodowych oraz analiza epidemiologiczna sytuacji w tym zakresie. Dokumentem źródłowym jest “Karta stwierdzenia choroby zawodowej”, wypełniana i przesyłana do Instytutu Medycyny Pracy przez państwowych wojewódzkich inspektorów sanitarnych, po uprawomocnieniu się decyzji o stwierdzeniu choroby zawodowej.

Jak podaje Instytut Medycyny Pracy w Łodzi aktualnie w Rejestrze zgromadzonych jest ponad 298 000 przypadków chorób zawodowych.. Od 2003 roku polskie dane o chorobach zawodowych zostały włączone do statystyki europejskiej i corocznie przesyłane są do EUROSTAT-u zgodnie z obowiązującą w tym systemie metodyką opracowania danych.

Corocznie wydawane jest opracowanie “Choroby zawodowe w Polsce …” autorstwa zespołu, którym kieruje pani prof. .Neonila Szeszenia-Dąbrowska, zawierające aktualne dane o zapadalności z uwzględnieniem jednostek chorobowych, rodzaju działalności (wg Polskiej Klasyfikacji Działalności), województw, płci). W roku 2007 ukazała się też publikacja “Choroby zawodowe w Polsce – statystyka i epidemiologia”, która jest pierwszym w Polsce zwartym wydawnictwem zawierającym dane statystyczne dotyczące zapadalności na choroby zawodowe od 1971 roku, tj. od rozpoczęcia gromadzenia danych przez Instytut Medycyny Pracy w Łodzi do 2005 roku. W opracowaniu podjęto próbę określenia czynników wpływających na występowanie chorób zawodowych wraz ze wskazaniem ich wpływu na kształtowanie się zapadalności na choroby zawodowe w różnych okresach. Zamieszczono także akty prawne zawierające listy chorób zawodowych od roku 1928 do roku 2002, tj. poczynając od pierwszej od odzyskania niepodległości do listy aktualnie obowiązującej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 14 listopada 2008

Szczęść Boże!

Tak w przeszłości, jak i za naszego życia, najwyższa realna siła dawała o sobie znać niezliczoną ilość razy, na miarę biblijną wprost ingerując w życie pojedynczych osób, losy rodzin i historię całego narodu. Stworzeni na wzór i podobieństwo najwyższej realnej siły jesteśmy przez nią taktowani jak równoprawni partnerzy, z pełnym szacunkiem dla naszej wolności. Obdarowanie pełnią wolności własnego stworzenia oraz wyrozumiałość i miłosierdzie okazywane własnemu stworzeniu dowodzą, że najwyższa realna siła to uosobione Dobro. Jednak wolność to wolny wybór. Aby wolny wybór mógł być dokonany, konieczne jest zagwarantowanie wybierającym dostępu do konkurencyjnej oferty. Tu pojawia się kolejny dowód na potęgę uosobionego Dobra. Najwyższa Realna Siła pozwala na istnienie innej realnej siły, siły uosobionego Zła. Ta to już nie przebiera w środkach walki konkurencyjnej. “Śmieszy, tumani, przestrasza” według słów, którymi posłużył się nasz wieszcz, opisując sztuczki człowieka, który świadomie, za realne korzyści, zgodził się na współpracę z uosobionym Złem. Balladę PANI TWARDOWSKA Adam Mickiewicz kończy happy end. Ten, który za konkretne korzyści sprzedał duszę diabłu, na jakiś czas wyłgał się od odpowiedzialności za dane słowo i uratował własną skórę. Ale nie wiemy, jakie straty ponieśli ci, których pan Twardowski, sygnatariusz paktu z diabłem, rozśmieszył, otumanił i przestraszył.

Wiemy za to, jakie straty ponieśliśmy my, których nie bajkowi a prawdziwi Twardowscy rozśmieszali, tumanili i straszyli w przeszłości i czynią to nadal.

Dr Beniamin Spock, amerykański pediatra, dał światu dzieło p. t. BABY AND CHILD CARE, wydane także po polsku pod tytułem DZIECKO PIELEGNACJA I WYCHOWANIE. W pierwszym wydaniu z 1946 r. tak skutecznie wyłożył racje bezstressowego wychowywania dzieci, że stał się duchowym ojcem wychowanych bezstressowo “pokoleń Spocka” należących do powojennego wyżu demograficznego, a nawet ich dzieci i wnuków. Już po dziesięciu latach w liście do czytelników drugiego wydania z 1957 r. dr Spock przyznał, że wychowanie bezstressowe może przynieść więcej strat niż korzyści i przedstawił bardziej zrównoważone poglądy, niż te które przez dekady druzgotały i nadal niszczą życie milionów, jeśli nie miliardów ludzi na całym świecie.

Kolejny guru na skalę globalną, tym razem w dziedzinie ekonomii, twórca właśnie rozpadającego się na naszych oczach światowego systemu finansowego – Alan Greenspan podczas przesłuchania przed Kongresem USA 24. października 2008 r. przyznał, że to jego błędy mogły przyczynić się do kryzysu finansowego pożerającego pieniężne podstawy naszej teraźniejszości i przyszłości. “Wolny rynek załamał się. To mnie zaszokowało. Do dziś nie mogę zrozumieć, co się stało” – powiedział Greenspan.

Obydwaj panowie, Spock i Greenspan, działali zapewne w dobrej wierze, dysponowali specjalistyczną wiedzą, wybitnymi talentami i charyzmą, Pociągnęli za sobą innych, stali się twarzami ideologii dominujących w zglobalizowanym świecie, przekonali swoją argumentacją niezliczonych zwolenników, ale też dorobili się niezliczonych doktrynerów bezrefleksyjnie powtarzających ich słowa. Ci przekuli głoszone przez nich idee w obowiązujące prawo i praktykę postępowania w podstawowych dziedzinach życia publicznego. Miliardy ludzi na świecie mogą na własnej skórze odczuć skutki realnej siły wyrosłej na glebie bezstressowego wychowania Spocka i polityki monetarnej Greenspana. W szerokim zakresie możliwości. Od pobicia przez zatrutych piwem młodych, którym powiedziano “róbta, co chceta”, po utratę środków utrzymania, łącznie z emeryturą, w wyniku krachu na giełdzie.

 Realną siłą nagminnie i brutalnie posługują się rozliczne totalitaryzmy poukrywane najczęściej za niezbyt dopasowanymi maskami, a to dobra ludzkości, a to wyzwolenia uciskanych. Każde pokolenie Polaków bezradnie zaciskało pięści, stając w obliczu realnej siły. Obce interesy załatwiane przez mniej lub bardziej jawnych kolaborantów, czy agentów, za pomocą realnej siły opartej o pierwszą z brzegu argumentację i oprzyrządowanie prawne zawsze miały na celu ostatecznie rozwiązać kwestię polską w Polsce. Odebrać Polakom życie i własność, kiedyś brutalnie, dzisiaj po cichu, krok po kroku, pod przykrywką jakich wyssanych z palca argumentów i skompromitowanych doktryn, to pozbyć się problemu rozsadzającego misternie układane konstrukcje panowania realnej siły uosobionego Zła nad światem.

Dzięki Bogu realna siła tkwi w także w nas. Jeszcze większa w naszej solidarności. W naszej walce o przeżycie i solidarnym poparciu dla tych, którzy na pierwszej linii frontu występują w obronie wspólnych interesów, którzy nie szepczą, kiedy trzeba krzyczeć, którzy nie żałują groszy, kiedy tracą setki złotych, którzy nie narzekają na zmęczenie, kiedy zagraża im przedwczesna śmierć.

Realna siła każdego z nas z osobna to moc, z której każdy z nas musi skorzystać w obronie zdrowia, życia i majątku własnego i własnej rodziny.
 Realna siła nas wszystkich razem to potęga, z której musimy skorzystać w obronie narodowego dobra – naszej Ojczyzny i każdego z naszych rodaków.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 21 listopada 2008
tylko audio

Felieton w Radio Maryja, 28 listopada 2008

Szczęść Boże!

1 grudnia 2008 r. przypada dwudziesty Światowy Dzień AIDS (1988-2008).

Krajowe Centrum ds. AIDS (ul. Samsonowska 1, 02-829 Warszawa tel. +48.(022) 331 77 77) informuje, że “materały promocyjne (plakaty, pocztówki, ulotki, itp.) przygotowane przez World AIDS Campaign, UNAIDS i Fundację FORDA dostępne są na stronie internetowej. Z materiałów można korzystać przy przygotowywaniu lokalnych obchodów 20. Światowego Dnia AIDS oraz przez cały rok, zgodnie z potrzebami małych społeczności na całym świecie. Wszystkie materiały nie są ograniczone prawami autorskimi, dlatego można z nich korzystać w sposób nieograniczony.

Autorzy zachęcają do dzielenia się własnymi twórczymi pomysłami dotyczącymi przygotowania tegorocznej kampanii i nadsyłania ich na adres: worldaidsday@worldaidscampaign.org . Najciekawsze z nich zostaną umieszczone na stronie http://www.worldaidscampaign.org/

Materiały dostępne online zostały przygotowane w czterech językach: angielskim, francuskim, rosyjskim oraz hiszpańskim (plakaty dodatkowo w języku niemieckim) i są opatrzone wspólnym hasłem: Zatrzymaj AIDS. Dochowaj obietnicy, przyjętym na lata 2005 – 2010

W 2008 r. materiały podzielono na trzy części tematyczne i opatrzono następującymi hasłami: LEAD-EMPOWER-DELIVER PROWADŹ-UMOCNIJ-UDOSTĘPNIJ

PROWADŹ (LEAD) W czasie Światowego Dnia AIDS ludzie z całego świata mobilizują się do rzucenia wyzwania AIDS. Każdy z nas może zostać przywódcą w walce z AIDS.

UMOCNIJ (EMPOWER) Sukces przeciwstawienia się AIDS zależy od siły pojedynczych ludzi i całych społeczności, dlatego tak ważne jest, aby znieść nierówności społeczne i ekonomiczne, a przede wszystkim niesprawiedliwość, która te nierówności rodzi. Aby dobrze pracować, ludzie muszą się czuć upoważnieni (umocnieni) do prowadzenia działań.

UDOSTĘPNIJ (DELIVER) Przywódcy (czyli każdy z nas, organizacje, rządy) wzywani są do znacznego podniesienia globalnego dostępu do programów profilaktycznych, leczenia, opieki i wsparcia do roku 2010.

Dlaczego właśnie hasła: PROWADŹ-UMOCNIJ-UDOSTĘPNJ? Te słowa klucze związane są z głównym tematem Światowych Dni AIDS od 2005 r., przebiegających pod hasłem: Przywództwo i propagowanych poprzez slogan: Zatrzymaj AIDS. Dochowaj obietnicy.

Hasło Przywództwo zachęca liderów na wszystkich poziomach do zatrzymania AIDS. Wychodząc od tematu Odpowiedzialności promowanego w roku 2006, Przywództwo ukazuje rozbieżność pomiędzy deklarowanymi zobowiązaniami, które podjęto, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się AIDS, a konkretnymi działaniami wprowadzonymi w życie. Przywództwo upoważnia każdego z osobna, organizacje i rządy do podjęcia walki z AIDS.

W roku 2007, na całym świecie zachęcano do przewodzenia w zatrzymaniu epidemii AIDS. Kampanie przybrały formę marszów, dyskusji, wydarzeń podnoszących świadomość społeczną i obietnic składanych przez liderów.

Dzięki tym akcjom ludzie zgłosili gotowość do swojego przywództwa, teraz przyszedł czas na rozliczenie się z konkretnych działań. Obietnice muszą zostać dotrzymane, a ludzie aby działać efektywnie muszą czuć się upoważnieni do działania.”

Sprowadzając powyższe szczytne hasła na ziemię, polską ziemię, nie sposób pominąć coraz to wyższej fali dowodów na prosty fakt, że nieobecni w debacie publicznej nie mają racji. Nieobecni w debacie publicznej katolicy też nie mają racji, tylko dlatego, że sami rezygnują z zabrania głosu w najbardziej nawet istotnych sprawach, w tym walki z selekcyjną pandemią AIDS. Praktykowanie kanonów wiary katolickiej w sposób oczywisty zatrzyma AIDS, pod warunkiem, że wobec katolików nie będzie zastosowana przemoc czy to w sferze publicznej, czy to indywidualnej. Ergo Światowy Dzień Walki z AIDS należy wykorzystać do promocji kanonów wiary katolickiej i głośnego występowania przeciwko przemocy skierowanej przeciwko katolikom, która to przemoc rozprzestrzenia AIDS w Polsce i na całym świecie.

Na czele faktów o AIDS lansowanych w ramach tegorocznej międzynarodowej kampanii przeciw AIDS znajdują wyniki najnowszych badań naukowych, bardzo praktycznie przydatne każdemu, kto zaryzykował zarazić się AIDS. W ciągu kilku dni od chwili zakażenia u 7 – 9 osób na 10 zakażonych pojawiają się łącznie trzy objawy, które wprawdzie ustępują po dwóch – trzech tygodniach, ale zawsze powinny być rozpatrywane jako wskazujące na zakażenie wirusem wywołującym AIDS. Są to: gorączka, wysypka i silny ból gardła.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 5 grudnia 2008

Szczęść Boże!

Polska stała w obliczu zagłady też przed siedemdziesięciu laty. W innych granicach geograficznych, inni niż dzisiaj Polacy starali się złożyć z rozproszonych fragmentów mozaikę swojej przyszłości, która już wkrótce miała utonąć w czerwonej jak krew barwie, choć odróżniającej się emblematami, totalitarnej przemocy rządzącej u sąsiadów. W roku 1938 w Zamościu, nakładem OO. Redemptorystów, czcionkami Drukarni Toruńskiej S. A. Toruń, o. Leon Pyżalski, redemptorysta, wydał niewielką książeczkę p. t. WROGOWIE LUDU. PRAWDZIWI I MNIEMANI.

W Zagajeniu o. Pyżalski pisze:

“Do kogo zwraca się niniejsza książeczka? Do was, bracia, chłopi i robotnicy, którzy pragniecie się dowiedzieć, kto prawdziwie dobrze wam życzy, a kto jest waszym wrogiem”

Z perspektywy minionych 17 lat tej działalności oo. redemptorystów w Polsce i na świecie, której sami byliśmy świadkami, nie może nas dziwić, że pierwszy rozdział pracy o. Leona Pyżalskiego nosi tytuł “Zła książka, złe pismo” i zawiera kryteria wartościowania treści w najbardziej wówczas dostępnych środkach masowego przekazu, na krótko przed kataklizmem, którego skutki trwają do naszych dni, a ostatnio zaczęły lawinowo narastać. Jakie czasy, taki język, z czego warto zdać sobie sprawę, kiedy poprawność polityczna z jednej strony i umyślne szkodnictwo z drugiej strony paraliżują samoobronę Polaków. Polaków a nie mieszkańców Polski, jakim to terminem jesteśmy określani przez sprawujących najwyższe władze panujące w Polsce w roku 2008. Jest to bardzo niepokojące zważywszy na fakt, że władze wszystkich, ale to wszystkich, krajów bezwzględnie dbają o interesy swoich narodów a nie mieszkańców swoich krajów.

Tak pisał przed siedemdziesięciu laty redemptorysta o. Pyżalski:

“Czy rozumne jest hasło “Czytajcie, czytajcie jak najwięcej? “

I tak i nie!

Czytanie głupstw, oszczerstw, kłamstw, brudów i innych bezecności, od których aż roi się we współczesnym piśmiennictwie, działa jak trucizna na ducha ludzkiego. Lepiej, stokroć lepiej nie znać abecadła, niż używać znajomości czytania do karmienia się tym, co podłe…

Hasło nasze zatem powinno brzmieć: “Czytajcie dobre książki i pisma”…

Ba! – powiesz na to. A które książki i pisma są dobre, a które złe? “przecież każdy wydawca zachwala swoje książki, jako dobre, bardzo dobre, najlepsze…

Istotnie!.. Ale, ty, bracie, masz zdrowy chłopski rozum, masz sumienie, masz Boga w sercu. Jeżeli chcesz iść z głosem rozumu i sumienia, to prawie zawsze doznasz niepokoju, gdy wpadnie ci do rąk książka zła… Jak bez trudności odróżnia się w życiu cnotę od występku, miłość od nienawiści, czystość od brudu, tak i wśród czytania człowiek dobrej woli spostrzega się, czy książka zachęca go do dobrego czy złego”

Pamiętamy, że tuż przed wojną nawet radio należało do rzadkości. Jakie byłyby refleksje o. Pyżalskiego nad przekazem, którym nadawcy telewizji atakują nawet małe dzieci? Dalej czytamy:

“Powiadasz, że między pismami i książkami zakazanymi jest wiele bardzo ciekawych…

Oczywiście…to co zakazane , zawsze wydaje się bardzo ciekawe.

Tymczasem złe wydawnictwa nie są tak ciekawe jak sądzisz. .. Najczęściej powtarzają one w kółko te same bzdury i niedorzeczności, które już po niezliczone razy zostały zbite, odrzucone i napiętnowane przez ludzi mądrych i dobrą ożywionych wolą.

Trochę ciekawe bywają złe książki i pisma dlatego, że często używają języka podłego, chamskiego…Wyzywają i bezczeszczą najordynarniejszymi wyrazami wszystko i wszystkich, którzy im są niemili i niewygodni. Ty, bracie, chyba nie jesteś z liczby takich, co to się lubują we wszelakim chamstwie…”

I dalej tak pisze redemptorysta w 1938 roku:

” A czy to nie jest również ważną rzeczą, że kupując jakiekolwiek pismo złe, popierasz takowe materialnie?.. Jeżeli mało kto będzie nabywał takie wydawnictwa, przestaną one wychodzić i zatruwać dusze. Niestety, wielka liczba ludzi dobrej woli nieopatrznie groszem swoim podtrzymuje złe pisma i książki. .. A przecież za to na sądzie Bożym odpowiadać będą.”

” A już w żadnym razie nie czytaj wydawnictw rozrzucanych po świecie prze nieprzyjaciół Boga, religii i Kościoła świętego. Kto sam żyje bez Boga, nie może tego znieść, że inni Boga mają w sercu. Więc każdy bezbożnik pismami swymi usiłuje innych oderwać od Boga.

Kto w duszy ma nienawiść do rzeczy Boskich, ten prawie w każdym piśmie swoim ów jad szatański będzie wyrzucał na zewnątrz, zarażając innych.

Kto zrzucił z siebie jarzmo moralności chrześcijańskiej i żyje jak bydlę, ten błotem i cuchnącą zgnilizną bryzga na wszystkie strony, by wszyscy wokoło stali się do niego podobni.

Trzymaj się zatem, bracie drogi, z dala od wszelkich książek i czasopism, jakie wydają zdecydowani bezbożnicy, wolnomyśliciele, komuniści, socjaliści, rozmaici niby to obrońcy ludu, którzy dawno pożegnali się z wszelką religijnością.

Choćby nie zawsze i nie w każdym słowie rzucali się na wiarę i Kościół, Nie ufaj im! Udawać oni umieją ludzi szlachetnych i niewinne baranki, lec pozyskawszy twe zaufanie, wstrzykiwać ci będą coraz silniejszymi dawkami jad obojętności religijnej, a w końcu i nienawiści ku wszystkiemu, co Boże… Pod ich wpływem pozostając ani się nie spostrzeżesz, jak staniesz się bezbożnikiem.

Tak, to pewne!

Najstraszniejszym wrogiem twego szczęścia doczesnego i wiecznego jest zła książka i złe pismo!

Wydawnictwo odwracające cię od religii jest twoim szatanem.

Więc bardziej niż zarazy i śmierci, wystrzegaj się złego czytania!”

Wprost i bez owijania w bawełnę głosił prawdę dzielny redemptorysta także przed siedemdziesięciu laty.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 12 grudnia 2008

Szczęść Boże!

Podłożenie Irlandii świni nafaszerowanej dioksynami dziwnym trafem ujawniono z wycyzelowanym opóźnieniem nie tylko po to, aby obrzydzić ludziom Święta Bożego Narodzenia, do czego chrześcijanie zdążyli się już chyba przyzwyczaić, ale i by rzucić na kolana niepokornych Irlandczyków. Nie dość, że nie chcą zrezygnować z suwerenności, to jeszcze trują całą Europę. Kto z telewizyjnych przekazów pamięta widok potwornie uszkodzonej skóry twarzy kandydata na prezydenta Ukrainy, ten dokładnie wie, czego można się spodziewać po spożyciu dioksyn zawartych w jednym tylko talerzu zupy.

No cóż. Żyjemy w kraju, w którym z ekranów telewizji publicznej, a więc i misyjnej, płynie przekaz reklamowy o tym, jak to za jedyne 99 złotych pozbyć się można metali ciężkich, wirusów, bakterii, a nawet pasożytów, przyklejając na noc uzdrowicielskie plastry do stóp. Budzimy się rano, a tu na prześcieradle kłębi się 10 metrów tasiemca. Oby tylko nie był uzbrojony! Reklama nie wspomina jednak o zdolności plastrów do wyciągania dioksyn z organizmu człowieka. Nic więc dziwnego, że na trop irlandzkich boczków i pasztetów rzucono wszystkie siły gwarantujące nam bezpieczeństwo żywności. Skoro nie można leczyć, plastrami – oczywiście, to trzeba zapobiegać. Sprawnie przeprowadzona akcja pod kryptonimem “Irlandzka świnia”, a bo to zatruta dioksynami, a bo nie chce do chlewa, w którym usłyszy “du Schweine”, wykazała przede wszystkim ogrom importu mięsa zalewającego polski rynek z kierunków, jak zwykle nieprzewidywalnych. Nie od dzisiaj wiadomo, że kawałek mięsa, nawet półtusza, zdjęcia w paszporcie nie ma i identyfikacja kraju pochodzenia jest co najwyżej kwestią wiary w mniej lub bardziej prawdziwe dokumenty. Oczywiście im bliższe związki importera ze służbami kontrolnymi, tym łatwiej służbom uwierzyć w dokumenty na odległość cuchnące fałszerstwem. Biorąc pod uwagę monopol znanej grupy polityczno – biznesowej na zyskowny obrót płodami rolnymi, od jej członków należy uzyskiwać informacje, za pomocą wywiadów prasowych lub przesłuchań, skąd pochodzi i jaka jest żywność lądująca na naszych stołach. Kupić tanio, sprzedać drogo, odpalić za kryszę, a czysty zysk zainwestować mądrze i bezśladowo, to rutyna o wieloletniej, niczym niezakłóconej tradycji. A tanio można kupić produkt niepełnowartościowy, a najtaniej – szkodliwy dla zdrowia konsumentów. Tu jest największy zysk. Wystarczy przypomnieć dokonany w minionej dekadzie import do Polski prionów wywołujący u ludzi nowy wariant choroby Creutzfeldta – Jakoba , a u bydła tzw. chorobę szalonych krów.

Do 1986 r., zanim odkryto, że krowy chorują na BSE, na spożycie przez ludzi w Wlk. Brytanii przeznaczono 54 000, a do 1989 r. – 446 000 sztuk bydła dotkniętego BSE. Dopiero w 1989 r. specjalnie powołany komitet doradczy rządu Wlk. Brytanii zalecił wycofać ze sprzedaży mózg, śledzionę, grasicę, migdałki i jelita oraz nakazał spalenie lub zakopanie zwłok zwierząt chorych na BSE. Jednak nakazy nie były ściśle egzekwowane, więc przyjmuje się, że w latach 1989-1995 aż 282 000 sztuk zakażonego bydła zostało przeznaczonych do spożycia przez ludzi. Ogółem uważa się, że zakażonych BSE było 3-5% zwierząt, które weszły do łańcucha pokarmowego człowieka. Zaraza mogła szerzyć się bez przeszkód nie tylko w ramach jednolitego wspólnego rynku europejskiego, lecz także poza nim. Oto w latach 1993-1994 z obszaru Unii Europejskiej pozbyto się 710 000 ton zapasów wołowiny, oferując ją po konkurencyjnej cenie 0,8-0,9 dolara za kilogram. Na tej ofercie zarobiły też firmy importujące mięso do Polski. Tylko w 1994 r. sprowadzono do nas około 25 tys. ton wołowiny i 22 tys. ton (licząc w wadze mięsa) żywca wołowego, co stanowiło ok. 10% krajowej produkcji wołowiny i miało – w opinii polskiego resortu rolnictwa – zrównoważyć spadek produkcji krajowej. Według ministerstwa rolnictwa, w latach 1994-1999 do Polski przywieziono 30 000 krów z krajów, w których stwierdzono BSE. Dopiero z początkiem 2000 r. władze wprowadziły zakaz importu bydła, mięsa, przetworów, jelit, a także mączki mięsnej z krajów, w których występuje BSE.

Wracając do dioksyn należy przypomnieć ich definicję. Zgodnie z Rozporządzeniem Komisji (WE)Nr 199/2006 z dnia 3 lutego 2006 r. zmieniającym rozporządzenie (WE) nr 466/2001 ustalającym najwyższe dopuszczalne poziomy dla niektórych zanieczyszczeń w środkach spożywczych w odniesieniu do dioksyn i dioksynopodobnych PCB, Temin “dioksyny” obejmuje grupę 75 polichlorowanych dibenzo-p-dioksyn (“PCDD”) oraz grupę 135 polichlorowanych dibenzofuranów (“PCDF”), z których 17 ma działanie toksyczne. Polichlorowane bifenyle (“PCB”) stanowią grupę 209 różnych kongenerów, które mogą być podzielone, ze względu na swoje właściwości toksykologiczne, na dwie grupy: niewielka ich liczba wykazuje własności toksykologiczne podobne do dioksyn i dlatego są one nazywane “dioksynopodobnymi PCB”. Większość z nich nie wykazuje toksyczności “dioksynopodobnej”, lecz ma inny profil toksykologiczny. Każdy kongener dioksyn lub dioksynopodobnych PCB prezentuje inny poziom toksyczności. Aby móc podsumować toksyczność tych różnych kongenerów, w celu ułatwienia oceny ryzyka i kontroli regulacyjnej wprowadzona została koncepcja współczynników równoważności toksycznej (“TEF”). Oznacza to, że wyniki analizy odnoszące się do poszczególnych kongenerów dioksyn i dioksynopodobnych PCB są wyrażone w postaci jednej jednostki wartościującej: “Równoważnik toksyczny TCDD” (“TEQ”). W 2001 r. Komitet Naukowy ds. Żywności (SCF) wydał opinię w sprawie oceny ryzyka dioksyn i dioksynopodobnych PCB w żywności, aktualizując swoją opinię w tej sprawie z 2000 r. w oparciu o nowe informacje naukowe dostępne od czasu wydania poprzedniej opinii. SCF ustalił dopuszczalną tygodniową dawkę (“TWI”) dla dioksyn i dioksynopodobnych PCB na 14 pg WHOTEQ/ kg masy ciała. Szacunki dotyczące narażenia wskazują, że u znacznej części populacji Wspólnoty w pokarmie przekraczana jest dopuszczalna tygodniowa dawka. Dla pewnych grup ludności w niektórych krajach ryzyko może być większe ze względu na szczególne nawyki jedzeniowe.

W moim, od dawna głoszonym, przekonaniu w warunkach naszego kraju głównym źródłem zagrożenia ludzi dioksynami, obok przemysłowych źródeł skażenia powietrza, jest spalanie śmieci w domach. Latem z wielu kominów wydobywa się ledwo widoczna smużka. Za to zimą, zwłaszcza w nocy, wąwozy ulic, kotlinki i doliny zapełnia dym. Drobny pył ląduje na łąkach, polach i stawach. Jest głównym nośnikiem kancero- i teratogennych dioksyn. Wypasane w okolicy kurki, świnki, czy krówki a także karpie z pobliskiej sadzawki odkładają dioksyny w swoim tłuszczu. Odkładają je dla nas – konsumentów. Wytyczne Unii Europejskiej z lipca 2004 przewidują wstrzymanie produkcji mleka, jaj, mięsa i ryb w gospodarstwie, z którego pochodzą skażone dioksynami produkty, ich zniszczenie lub odpowiednie przetworzenie (np. odtłuszczenie) w przypadku mleka.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 19 grudnia 2008

Szczęść Boże!

Jakże polski to symbol wszelkiego wyobrażalnego dobra. Jakże niepolskie jego pochodzenie. Powściągliwie umiarkowane O Tannenbaum, o Tannenbaum, wie gruen sind deine Blaetter opuściło domy chrześcijańskich przybyszów z Zachodu, aby pięknie rozkwitnąć żywiołem kolęd rozpoznawanych jako kwintesencja polskiej tradycji. Tak polskiej jak polskość dwóch braci Goetlów, których ojciec, Niemiec, pisał się przez dwa t – Goettel. Ferdynanda Goetel w latach 1926-1933 był prezesem polskiego PEN Clubu, a później, do wybuchu wojny, prezesem Związku Zawodowego Literatów Polskich. Podczas obrony Warszawy we wrześniu 1939 r. był kierownikiem sekcji propagandy Obywatelskiego Komitetu Pomocy Ludności Warszawy. Sławne przemówienia radiowe prezydenta bohaterskiej Warszawy Stefana Starzyńskiego wyszły spod pióra Ferdynanda Goetla. Od 5 lat prochy pisarza spoczywają na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Jego brat, Walery Goetel był wielkim polskim geologiem, ekologiem i paleontologiem. W 1965 r. wprowadził termin sozologia. Sozologia jest nauką o czynnej ochronie środowiska naturalnego, zajmuje się przyczynami i następstwami niekorzystnych zmian w strukturze i funkcjonowaniu układów przyrodniczych, zwłaszcza zmian wynikających z rozwoju cywilizacji oraz sposobami zapobiegania im i łagodzenia ich skutków. Sozologia poszukuje skutecznych sposobów zapobiegania degradacji środowiska, w zakresie środowiska wodnego zajmuje się jego ochroną przed zanieczyszczeniem, eutrofizacją i degradacją wód. W ramach sozologii są opracowywane praktyczne metody działania zmierzające do zapobiegania lub łagodzenia skutków niekorzystnych zmian środowiska. Sozologia jest nauką interdyscyplinarną, związaną z ekologią, geologią i geografią, wykorzystuje wiedzę z różnych nauk technicznych, ekonomicznych, humanistycznych i medycznych. W ramach nauk medycznych do sozologii można zaliczyć medycynę zajmującą się wpływem środowiska zamieszkania, nauki, pracy i wypoczynku na zdrowie człowieka, przede wszystkim z punktu widzenia noksologii, a więc nauki o czynnikach szkodliwych dla zdrowia, choć nie tylko.

Bliski członek rodziny obydwu braci Goetlów, bodajże bratanek, zawitał do gospodarstwa moich dziadków ze strony ojca Mieczysława jako treuhaender, a więc zarządca w imieniu Trzeciej Rzeszy tych gospodarstw, które wkrótce po wybuchu wojny jeszcze były pod w rękach Polaków. Niemiec a pracował i jadł razem z Polakami, a nawet nie chciał pieniędzy ze sprzedaży płodów rolnych. To są wasze pieniądze, z waszego gospodarstwa i wam się należą, mówił dziadkowi. W pierwszej fazie okupacji terenów wcielonych do Rzeszy Polaków wywożono m. in do Potulic. Przed wywózką uchronił dziadków i ich trzech synów, Niemiec Gustaw Schlaeihert, ostrzegając na czas przed zagrożeniem…

Kiedy nadejdzie czas kolędowania i popłynie Stille Nacht, Heilige Nacht czy to w wersji polskiej, czy angielskiej, warto wesprzeć serdeczną myślą Ojca Świętego Benedykta XVI w jego wysiłkach na rzecz wspólnego dobra w naszej części świata.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


dr Zbigniew Hałat Felietony w Radio Maryja 2005 -2016 halat.pl
dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna, felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005.
Rok:
 
2005 2006 2007 2008 2009 2010
 2011 2012 2013 2014 2015 2016



ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL

DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
http://halat.pl/spis.html
tel. kom. / mobile: +48 536 608 999