dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna
Felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005
2005 2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016

Rok 2010


Felieton w Radio Maryja, 1 stycznia 2010


Szczęść Boże!

Jakże szczęśliwi są Polacy! Jak nigdy dotychczas. Zaświadcza to swoim i swoich uczelni autorytetem prof. Janusz Czapiński z Uniwersytetu Warszawskiego i z niepublicznej Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie. Ta ostatnia pod szyldem finansów i zarządzania potrafiła pomieścić kierunek psychologii, a w nim takie specjalności, jak: neuropsychologia kliniczna, psychologia kliniczna, psychologia mediów, psychologia przedsiębiorczości i zarządzania, psychologia sądowo -penitencjarna, psychologia zdrowia i psychoterapia, seksuologia kliniczna i sądowa, oraz stosowana psychologia społeczna.

Zgodnie z ofertą Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie, osoba, która ukończy specjalność stosowana psychologia społeczna, będzie mogła pracować jako psycholog praktycznie w każdej instytucji, organizacji czy przedsiębiorstwie, w których mamy do czynienia z szeroko rozumianym oddziaływaniem na ludzi. Nie ma wątpliwości, że najszersze oddziaływanie na ludzi zapewnia praca w układzie unijno-partyjnej propagandy. Warto więc wiedzieć, że projekt pod tytułem “Diagnoza społeczna – 2009-2013″ jest współfinansowany z Unii Europejskiej na zlecenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej. Tym samym zbieżność wyników “Diagnozy 2009″ z celami unijno-partyjnej propagandy nie powinna nikogo dziwić. To nic, że oszałamiające szczęście Polaków zaiste wielu zwaliło z nóg, a innych rzuciło na kolana, z których nie mogą się podnieść. W ramach przyjętej konwencji nawet seksuologia kliniczna i sądowa to nic innego jak finanse i zarządzanie. W skrócie: pieniądz rządzi światem, co lepiej brzmi po niemiecku – Geld regiert die Welt. Interesujące jest, że byle doniesienie w medycznej prasie naukowej wymaga deklaracji autora o braku konfliktu interesów, łącznie z drobnymi honorariami za wykłady opłacone przez zainteresowane podmioty gospodarcze, a równocześnie przyjmuje się na wiarę produkt wielkiej operacji psychologicznej (PSYOP) dowodzącej, że czarne jest białe.

W dążeniu do poznania obiektywnej prawdy o nas samych i otaczającym nas świecie, do rzetelnej interpretacji społecznych zjawisk i trendów, do wyjaśniania związków przyczynowo-skutkowych w gmatwaninie czynników wzajemnie się zakłócających, zazwyczaj polegamy na nauce i naukowcach. Niestety – co dobitnie ujawniły wydarzenia mijającej dekady, a zwłaszcza roku 2009 – nauka coraz częściej i na coraz to większą skalę z pozycji punktu odniesienia przechodzi do roli pionka na szachownicy rozgrywek uzurpatorów dyktatorskiej władzy nad ludzkością. Luminarze tego rodzaju przedsięwzięć powinni poważnie liczyć się z tym, że poszczególni ludzie, społeczności, mniejsze i większe narody dostrzegą zagrożenie płynące z fetyszyzowania sprzedajnej nauki i naukowcy podzielą los powszechnie pogardzanych polityków. Owczy pęd zazwyczaj kończy się, kiedy owce ku swemu wielkiemu zdumieniu i przerażeniu zauważają, że ich przewodnikiem nie jest baran a wilk w owczej skórze.

Czy jednak ludzie mogą obejść się bez polityki i nauki? Czy kres tym dziedzinom przyniosą politycy i naukowcy bezpardonowo wpychający się na ołtarze i domagający się zawierzenia ich słowom nie potwierdzonym żadnymi faktami a nawet pozostającym w oczywistej dla każdego z tymi faktami sprzeczności? Ci sami politycy i naukowcy, którzy nie tylko zadekretowali ateizm, ale i skutecznie przyczynili się do tego, że niemała część ludzi może obejść się bez religii, powinni wiedzieć, że w ślad za sukcesami walki z religią przyjdą sukcesy walki z polityką i walki z nauką z tym samym oczywiście skutkiem: upodleniem człowieczeństwa na wcześniej nie spotykaną skalę. Totalitarna dyktatura samozwańczych elit już jest realizowana w sposób bezwzględny i – co podnoszone jest w zachodniej publicystyce – bez możliwości przed nią ucieczki do jakiegokolwiek miejsca na świecie, gdzie można byłoby uzyskać azyl dla swojej wolności. Pojęcie i praktyka dyktatury nie pozwalają jej na koegzystencję z religią, uczciwą polityką i niezmanipulowaną nauką, tak jak organizmy genetycznie modyfikowane nie mogą koegzystować z naturalnymi. Antyteizm był, jest i będzie źródłem korupcji w polityce i nauce wyzwolonej, wyzwolonej spod kontroli ukształtowanego przez religię sumienia każdego z polityków i naukowców. Wybujała na tej glebie dyktatura po okresie bezmiaru cierpień sprowadzonych na zwykłych ludzi poprzez bezprawie i niesprawiedliwość i tak pożre własne dzieci, bo żaden dyktator nie dopilnuje swojego interesu na tyle dobrze, aby zwalczyć każde konkurencyjne myślenie. A właśnie prawdziwie wolna konkurencja jest szansą dla wszystkich. Prawdziwie wolna, to znaczy taka, która w wyniku fałszywego zastosowania tego terminu nie stanowi przykrywki dla neokolonialnych wyczynów hegemona, jego agentów i klientów.

Konkurencja to źrenica wolności. Pisząc te słowa w języku narodu, któremu wielu prawdziwie wolnych przyznawało palmę pierwszeństwa w umiłowaniu wolności, muszę odnieść się nie tylko do zagrażających nam skutków ograniczania naszej wolności i tępienia konkurencji, lecz także do szans, jakie stwarza nam obecna sytuacja.

Po pierwsze, znakomita większość Polaków miała i ma na tyle silny związek z Kościołem rzymskokatolickim, że nawet przejściowo od niego odchodząc, pozostaje wierna danemu nam przez samego Boga przekonaniu o pełni wolności wyboru. Wybierając zło i otrzymując za to z łaski Boskiej baty za życia, uczymy się rozumu właściwie za darmo. Za naukę trzeba płacić. A tu zapłata jest niewielka, na tle wieczności – żadna.

Po drugie, pomimo wybitnego indywidualizmu prowadzącego – w wyniku rozproszenia sił i usprawiedliwiania sprzedawczykostwa – wprost do kapitulacji przed wrogim naporem, Polacy przyparci do muru i mając nóż na gardle potrafią się porozumieć i wyraźniej dostrzec wspólnotę interesów. Skoro ludziom w Polsce nie przeszkadzają autostrady przebiegające tuż pod ich oknami, wieże elektrowni wiatrowych stojące za płotem, szambo w kranie, odpady w żywności, trucizny i odory w powietrzu, dramaty ludzi i rodzin uzależnionych od alkoholu, tytoniu, narkotyków, hazardu i  prostytucji, brak dostępu do leczenia i transportu, a nawet oczywisty ostatnio związek pomiędzy bezrobociem, bezdomnością i śmiercią z wyziębienia, to znaczy, że jeszcze nie jest aż tak źle, ażeby nie mogło być gorzej…

Po trzecie, ukształtowani przez bogactwo biologicznego dziedzictwa różnych ludów, którym zawdzięczamy swój garnitur genetyczny, potrafimy przystosować się do każdych warunków i kompatybilnie współpracować z każdym systemem. Jesteśmy zdolni do czynów zadziwiających cały świat, byleśmy tylko zachowali tożsamość narodową i lojalność w stosunku do Ojczyzny. Najsławniejsi Polacy – Mikołaj Kopernik, Jan III Sobieski i Jan Paweł II mieli decydujący wpływ na kierunek rozwoju całej ludzkości. Wsparci umiłowaniem Boga, Wolności i Ojczyzny oraz talentem niezmarnowanym dlatego, że każdy na swoim polu działania – naukowej rewolucji, teatru wojny i przywództwa duchowego – był zdolny pokonać bariery dostosowawcze i udowodnić światu, że ma rację. Z zachowaniem wszelkich proporcji tego samego w Nowym Roku życzę wszystkim słuchaczom Radia Maryja.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 8 stycznia 2010

Szczęść Boże!

Polska Medycyna Integracyjna to szansa na przeżycie. Szansa oparta o zdrowy rozsądek, oczywista dla wszystkich, prosta w wykonaniu. Byle tylko ją podjąć i z niej korzystać. O medycynie obecnie w Polsce obserwowanej, nas poniżającej, rujnującej i w sposób ewidentnie wymierny dla naszego zdrowia i życia szkodliwej można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest integracyjna. Medycyna w Polsce roku 2010 jest dezintegracyjna do stopnia prawdopodobnie nieznanego dotychczas ludzkości. Jest dezintegracyjna z założenia, w teorii i praktyce,. Od zarania dziejów człowiek zawsze starał się leczyć siebie i swoich bliskich. Na miarę swoich możliwości zawsze walczył z cierpieniem, chorobą, przedwczesnym zgonem. Na kolejnych etapach rozwoju każda cywilizacja dysponowała również swoim systemem prewencji oraz profilaktyki chorób i niepełnosprawności. Człowiek nigdy nie rezygnował z ratowania zdrowia i zapobiegania chorobom. Od czasów jaskiniowych w razie potrzeby albo stosował właśnie jaskiniowe, a później domowe środki lecznicze i zapobiegawcze, albo zwracał się o pomoc do osoby pełniącej społeczną funkcję lekarza. W celach troski o zdrowie i walki z bólem niewiele różnimy się od zwierząt, które również nie rezygnują z dostępnych sobie środków, czy to na wolności, czy też w warunkach udomowienia. U wielu zwierząt można zaobserwować także rodzinną, a nawet grupową solidarność z osobnikami wymagającymi pomocy, rannymi i chorymi. Zadziwia więc brak refleksji nad upadkiem medycyny w Polsce ze strony darwinistów społecznych, którzy potrafią zdeformować umysły studentów, ale nie umieją dostrzec, że prawo dżungli miewa jednak wyjątki, a pomoc choremu w potrzebie gwarantuje instynkt stadny wyjątkowo wysoko rozwinięty u nagich małp, do których zaliczają i siebie i całą resztę gatunku Homo sapiens animatus, który wie, że jest uprzywilejowany obdarzeniem duszą. Jak dotychczas z pracowni inżynierów genetycznych nie wydobywają się okrzyki eureka! głoszące światu spreparowanie pozbawionego duszy mutanta Homo sapiens inanimatus o fenotypie człowieka myślącego tak “wzbogaconym” genami hieny, szakala i kameleona, jak “wzbogacona” o wbudowane w nią pestycydy jest genetycznie modyfikowana roślina oraz żywność z niej wyprodukowana. Być może tego rodzaju bezduszne istoty myślące zostały już pomiędzy nas wprowadzone, a nawet zdobyły władzę w naszym kraju. Ciekawe z jakiegoż to zwierzęcia przeszczepione geny determinują niepohamowaną kleptomanię i paranoiczną megalomanię.

Odkładając żałosne dowcipy na bok, warto wspomnieć rolę niesfałszowanej nauki, jako punktu odniesienia, wszystkich działań w obszarze ochrony zdrowia. Trzymając się tematu gmo, trzeba podkreślić, że pod ciosami topora rzetelnej ewidencji naukowej padają powtarzane przez sprzedajnych polityków i ekspertów reklamowo-lobbingowe zapewnienia handlarzy genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy i soi, o tym, że produkty inżynierii genetycznej ludziom nie szkodzą. Po spektakularnej kompromitacji ekodemagogów zarabiających na rtęciowych świetlówkach i bujdzie o decydującym wpływie człowieka na klimat, wydaje się, że nadchodzą czasy kolejnych Waterloo, a raczej Kopenhagi dla Gore’a i jemu podobnych. Prędzej czy później runą także mity głównego nurtu współczesnej medycyny kreowane przez bezwzględnie żerujących na nieszczęściu ludzkim głównych graczy na rynku ochrony zdrowia. Im chorzy młodsi, tym rynek głębszy. Im chorych więcej, tym rynek szerszy. Im woda, żywność, powietrze i zachowania bardziej skażone, tym rynek i głębszy i szerszy. W rynek zdrowia, jak to w biznesie, inwestować warto tylko wtedy, kiedy uzyska się wystarczająco wysoką stopę wzrostu. Stąd ludzi w pewnym wieku i z ciężkimi chorobami leczyć już nie warto. Warto za to zaproponować im eutanazję. Na ostatni zastrzyk jeszcze będzie ich stać.

Nauka podporządkowana wyłącznie zyskom z rynku ochrony zdrowia jest dla nas wszystkich śmiertelnym zagrożeniem. Trudno to sobie wyobrazić, ale w najnowszym numerze czasopisma Acta Obstestricia et Gynecologica Scandinavica pojawił się artykuł dowodzący, że karmienie piersią nie jest wcale lepsze od karmienia butelką. Autorem wywodu jest prof. Sven Carlsen z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Trondheim. Niewątpliwie firmy sprzedające zamienniki mleka matki zacierają ręce i już przygotowują kolejne kampanie reklamowe adresowane do młodych rodziców. Podobnie w roku 2005 Monica Christiansson, była pielęgniarka na położnictwie i Carola Eriksson, doktorantka na uniwersytecie Umea w Szwecji, wspólnie ogłosiły, że zgodnie z własnym przeglądem literatury medycznej i praktycznym doświadczeniem, błonę dziewiczą należy uznać za społeczny i kulturowy mit, oparty o głęboko zakorzenione stereotypy roli kobiet w ich płciowych relacjach z mężczyznami. Zapewne obie wyzwolone (tylko od czego?) uczone nie dotarły do obszernej literatury medycznej wskazującej na fakt, że wrodzony brak przedmiotowego narządu zdarza się wyjątkowo rzadko i to w ramach ciężkich wad rozwojowych układu moczo-płciowego skategoryzowanych w międzynarodowej klasyfikacji chorób problemów zdrowotnych ICD-10 w pozycji Q52.0 i Q52.7. Podpieranie się nauką dla zaprzeczenia istnieniu widzialnego organu ciała i zgodnych ze zdrowym rozsądkiem zdrowotno-psychologicznych korzyści z karmienia piersią, przypomina antyreligijne kampanie “naukowo” dowodzące nieistnienia duszy, bo jej neurochirurdzy nigdy nie widzieli. Za pomocą tego rodzaju pseudonaukowych nonsensów przygotowywane są globalne przedsięwzięcia marketingowe w sposób bezpardonowy atakujące fizyczną, moralną i psychologiczną integralność osoby ludzkiej. Naprzód czyni się z ludzi narzędzie czyjejś perwersyjnej rozrywki, uzależnia od ich własnych słabości, proponuje zakup drogiej szczepionki o wątpliwej skuteczności i niepewnym bezpieczeństwie, aż wreszcie przymusza do badań wykrywających raka, aby po jego rozpoznaniu, w warunkach polskiego systemu ochrony zdrowia odmówić im leczenia. To jest właśnie przykład polskiej medycyny dezintegracyjnej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 15 stycznia 2010

Szczęść Boże!

Ciemne mroki zabobonnej nocy spowiły świat. Nasz świat. Świat przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia po narodzeniu Chrystusa. Rozmaitym wróżbitom strojącym się w piórka nieomylności sądów najlepiej wychodzi bobonienie, czyli niewyraźne, bełkotliwe przepowiadanie przyszłości. Posługując się sfałszowanymi wynikami badań, naciąganą interpretacją niesprawdzalnych obserwacji, a nadto chorą wyobraźnią, dogmatycy mruczą zaklęcia o demokracji i nauce jakoby mającym przynieść ludziom długie życie w zdrowiu i szczęściu. Zapominają dodać, że bobonią za pieniądze a ci, którzy im płacą mają własne elitarne cele, ujawnianie z rzadka, najczęściej przez przypadek. Jednak głównym, najbardziej wyraziście jawiącym się celem jest prosta chęć zysku. Stąd boboniąc za pieniądze, tak zwani eksperci po prostu realizują projekty marketingowe zleceniodawców. Wydawałoby się, że oparte o podstawy z zakresu fizyki, chemii i biologii nauki przyrodnicze ustrzegą się od zabobonnej wiary w wyssane z palca dogmaty. Tak jednak nie jest. Nawet w medycynie. Bez protestu pokrzywdzonych, poza wszelkimi zasadami trzeźwego myśli i wbrew zdrowemu rozsądkowi światu podaje się do wierzenia coraz to bardziej bezsensowne pomysły. Niemal nie słychać głosów sprzeciwu. Chcąc nie chcąc, każdy zatrudniony w systemie pracy najemnej i każdy zleceniobiorca musi podporządkować się aktualnie obowiązującym dogmatom. Globalna dyktatura ma swoje sposoby wymuszania posłuszeństwa wykreowanym przez siebie doktrynom czy to poprawności politycznej, czy też głównego nurtu nauki. Powstaje samonakręcająca się spirala. Każdy wykonuje swoje zadania, nawet z poświęceniem i oddaniem sprawie, ale jest tylko nieświadomym trybikiem wielkiej machiny kłamstwa. Nieświadomym, bo nie znającym początku i końca spirali, której rozbudowie tak się poświęca. Tymczasem stającą u początku owej spirali banalną obserwację, odkrycie lub wynalazek biorą w ręce specjaliści od wyciągania ludziom pieniędzy z kieszeni i posługując się środkami masowego przekazu, lobbingiem, reklamą i prostym przekupstwem, czynią z wykreowanego straszaka podstawowy problem ludzkości, któremu można stawić czoła wyłącznie poprzez zapłacenie straszącemu i jego wspólnikom odpowiedniej kwoty czy to z własnej kieszeni, czy też pośrednio, z podatków, czyli pieniędzy zabieranych ludziom pod przymusem. Zabieranych dla ich własnego dobra, naturalnie. Nie dla dobra n. p. zarządu Unii Europejskiej, w którym pensja sięga 24 tysięcy euro za miesiąc ciężkiej pracy na rzecz niewdzięcznych i wiecznie niezadowolonych poddanych. I też nie dla dobra firm farmaceutycznych, które przecież ponoszą wielkie wydatki na utrzymanie rządowych ekspertów, jakże niezależnych. Jak dotychczas nie poznaliśmy wydatków koncernów farmaceutycznych na utrzymanie ekspertów polskiego rządu. Za to światowa opinia publiczna pasjonuje się ujawnionymi w ostatnich dniach wypłatami koncernów GlaxoSmithKline, Baxter i Roche na ręce 11 spośród 20 członków brytyjskiego odpowiednika naszego Komitetu Pandemicznego, jak to fantazyjnie nazwano organ premiera Tuska do walki z pozornie świńską grypą. Inwestycja w finansowanie tzw. niezależnych ekspertów naukowych sowicie opłaciła się producentom szczepionek przeciwko grypie A/H1N1 oraz leków przeciwgrypowych Tamiflu i Relenza, gdyż mogą oni podzielić się niebagatelną kwotą 1,5 miliarda funtów brytyjskich, na które rząd Jej Królewskiej Mości zawarł kontrakty pod presją uczonych prognoz zapowiadających liczbę do 65 000 zgonów, 350 dziennie w szczycie epidemii. Dotychczas zliczono wszystkich 251 zgonów, a władze brytyjskie szukają w swoich byłych koloniach chętnych na gorący kartofel niechcianych a przy tym tracących ważność szczepionek wart cały jeden miliard funtów.

Przeprowadzony z zyskiem dla złodziei kryzys finansowy, przyjęty z pogardą dla demokracji Traktat Lizboński, hucpa z próbą wykorzystania bujdy o wpływie człowieka na zmianę klimatu dla zrujnowania wielu gospodarek, tym polskiej, kompromitacja projektu zarobienia na szczepieniach uzupełniających jak zwykle ostatnich latach nietrafiony skład szczepionki przeciw grypie sezonowej, to najbardziej poważne spośród ujawnionych dotychczas dowodów na poniżające traktowanie zwykłych ludzi przez uzurpatorów absolutnej nad nami władzy sprawowanej przeciwko nam za nasze własne pieniądze. Warunkiem pełnego zniewolenia jest zgoda zniewolonych. Dlatego tak usilnie i na szeroką skalę zakrojone są programy slutyfikacji dzieci i młodzieży, nie tylko po to, by powiększyć plac zabaw pedofilom, lecz także, by uzależnić nowe pokolenia bez reszty od wszystkiego, co tylko można im sprzedać. Bezrefleksyjny konsument, który sprzeda się sam, żeby zaspokoić podsunięte mu uzależnienie, to ideał niewolnika naszych czasów spowitych w ciemne mroki zabobonnej nocy. Polacy zawsze walczyli pod sztandarem z napisem “Za wolność waszą i naszą”. Ale nawet w Polsce słychać sygnały do ataku na źrenicę wolności obywatelskich, jaką jest wolność sumienia i wyznania, prawo wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami rodziców i wreszcie podstawowe prawo człowieka – prawo do życia.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 22 stycznia 2010

Szczęść Boże!

Jak każda sfera myśli ludzkiej epidemiologia lekarska ma swoje pomnikowe postaci. Miejsce pierwsze wśród pierwszych zajmuje Hipokrates, oczywiście. Ojciec medycyny i etyki medycznej pozostawił swoim uczniom kodeks postępowania sformułowany na tysiąclecia w przysiędze Hipokratesa, m. in. w słowach:

- zdrowy tryb życia i sposób odżywiania się zalecał będę wedle swoich sił i osądu, mając na względzie pożytek cierpiących, chroniąc ich zaś przed szkodą i krzywdą.
- nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie dopochwowego środka poronnego.

O ile pierwsza z przytoczonych zasad zależy od osądu lekarza, o tyle druga, zakazująca udziału w zabójstwie człowieka od poczęcia aż do śmierci stała się bezwzględnie obowiązującym wyróżnikiem powołania lekarskiego już od czasów Hipokratesa, a więc na cztery wieki przed narodzeniem Chrystusa. Lekarz, który wie, że jakiś środek jest zabójczy, a mimo to ten środek podaje, nawet na żądanie kogoś, kogo ten środek może zabić, albo udziela w tym względzie rady, łamie podstawową zasadę etyki lekarskiej i w ramach oczyszczania zawodu z osób, które zawód lekarski kompromitują, powinien być z tegoż zawodu usunięty.

Osąd lekarza wynika zarówno z wiedzy nabytej od jego nauczycieli, z własnej praktyki oraz z postępu medycyny za życia lekarza. Doświadczenia z własnej praktyki lekarskiej to kropla w oceanie obserwacji wszystkich osób zajmujących się medycyną w dziejach człowieka, stąd i potrzeba trzymania się tzw. głównego nurtu medycyny, określającego aktualne standardy postępowania lekarskiego. Standardy te, w miarę rozwoju medycyny i jej nauk podstawowych, w szczególności fizyki, chemii i biologii, z czasem zmieniają się i każde kolejne pokolenie lekarzy z podziwem, ale i z rozczuleniem przygląda się wysiłkom swoich poprzedników. Z natury rzeczy aktualne standardy postępowania lekarskiego mogą stawiać tamę postępowi medycyny, a nawet sprowadzać na pacjentów dodatkowe nieszczęścia w postaci jatrogennych, czyli wynikających z działania lekarza, chorób, niepełnosprawności i przedwczesnych zgonów. Przykładów z przeszłości i z naszych czasów można mnożyć bez liku i wielu zastanawia podstawowy problem relacji lekarz – pacjent a odnoszący się do faktycznej skuteczności i bezpieczeństwa stosowanych przez lekarza procedur. Jeszcze większym problemem dla pacjenta i jego bliskich jest odgadnięcie prawdziwego celu proponowanego przez lekarza postępowania. Bezradni, złożeni niemocą, w rozpaczy z obawy o los najbliższych, zdani na łaskę – niełaskę otoczenia, ludzie gotowi są oddać wszystko dla ratowania zdrowia i życia. Niekiedy jednak muszą stanąć twarzą w twarz z sytuacją, która zdecydowanie przerasta ich zdolności zrozumienia. Oto lekarz, którego kodeks postępowania wyznacza wiele tysięcy lat tradycji przysięgi hipokratejskiej, okazuje się oszustem, naciągaczem, czy też akwizytorem w białym fartuchu. Zamiast kierować się dobrem pacjenta, zamiast ulżyć cierpieniom, zamiast ratować zdrowie i życie człowieka, taki akwizytor w białym fartuchu po prostu nagania klientów producentom szkodliwych środków farmaceutycznych, niepotrzebnego sprzętu medycznego, całym sieciom chciwych zysków hurtowników i detalistów, rozmaitym usługodawcom od zabiegów tyleż kosztownych, co zbędnych. Wszystko to w atmosferze “głębokiej naukowości nieomylnych sądów”. Sądów wyczytanych z reklamowych broszur i sponsorowanych po cichu publikacji z pism o wysokim impact factor, zasłyszanych pod palmą na bardzo naukowych kongresach i podczas kolacji w najdroższych restauracjach i wreszcie zawartych w obowiązującym prawie: od ustaw pisanych przez lobbystów, przez rozporządzenia przesyłane ministrom pocztą elektroniczną do przepchnięcia przez rząd, po wytyczne, wskazówki oraz standardy kształcenia i postępowania i tym podobne normy prawa zwanego niegdyś powielaczowym. W efekcie omotania przez pajęczynę medycznego biznesu, nawet pełen najlepszej woli i natchniony najszczerszym powołaniem młody adept medycyny staje się bezwolnym narzędziem realizacji wielkich interesów finansowych, z oczywistą stratą dla zdrowia i majątku pacjentów i z uszczerbkiem dla siebie samego, gdyż przecież nie po to studiował medycynę, żeby bezmyślnie wykonywać plany finansowe tego czy innego koncernu, takiego czy innego ministra, funduszu, czy ubezpieczyciela.

Należy uczynić wszystko, aby w skali globalnej wydobyć współczesną medycynę z drapieżnych szponów bezwzględnej chciwości. Na ratunek powinien nam przyjść zdrowy rozsądek. Pionierem zastosowania współczesnych metod epidemiologicznych jest brytyjski lekarz dr John Snow. Jemu właśnie epidemiologia lekarska stawia zasłużony pomnik. Kierując się zdrowym rozsądkiem, dr John Snow zakazał korzystania z zanieczyszczonej wody dostarczanej przez jedno z przedsiębiorstw wodociągowych. Dzięki temu uchronił wielu mieszkańców Londynu przed epidemią cholery. Podczas ostatniej wielkiej epidemii cholery w Londynie w 1854r. doktor John Snow naniósł przypadki zgonów na mapę zaopatrzenia w wodę pobieraną z Tamizy przez dwa konkurujące między sobą przedsiębiorstwa wodociągowe. Jedno z nich pobierało wodę poniżej ujścia ścieków. Dr Snow wykazał, że wśród osób zaopatrywanych właśnie przez to przedsiębiorstwo zgony występowały znacznie częściej niż wśród osób korzystających z sieci drugiej firmy – rozprowadzającej wodę pobieraną powyżej ujścia ścieków do Tamizy. W tamtych czasach nie łączono jeszcze zachorowań na cholerę z zanieczyszczeniem wody do picia odchodami ludzkimi, a bakteryjna przyczyna cholery została wykryta dopiero ok. 40 lat później. W takich okolicznościach dr Snow podjął decyzję, która zapewniła mu trwałe miejsce w historii medycyny: w oparciu o wyniki analizy danych nakazał zdjąć uchwyt z pompy ulicznej, do której wodociąg doprowadzał wodę zanieczyszczoną ściekami. Od tej pory epidemia cholery zaczęła wygasać. Odważna decyzja pierwszego lekarza, który skutecznie wykorzystał analizę epidemiologiczną do ratowania zdrowia i życia ludzi, stała się często przywoływanym przykładem zdroworozsądkowych rozwiązań problemów zdrowia publicznego.

Współczesnym kandydatem na piedestał epidemiologii lekarskiej jawi się przewodniczący Podkomisji Zdrowia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy dr med. Wolfgang Wodarg, internista pulmonolog, specjalista w zakresie zdrowia publicznego, higieny i medycyny środowiskowej, szkolony w zakresie epidemiologii w Uniwersytecie Johna Hopkinsa, Baltimore, USA.

Nagłaśniane od sierpnia 2009r. stanowisko dr. Wodarga wobec szczepionek firmy Novartis przeciwko grypie A/H1N1, które – w jego opinii – miały zwiększać ryzyko raka wśród zaszczepionych, walnie przyczyniło się do upadku w skali globalnej programu szczepień przeciwko tzw. swińskiej grypie. Od grudnia 2009 r. dr Wodarg domaga się wszczęcia dochodzenia w strefie międzynarodowej i poszczególnych państw, w sprawie mechanizmów, które przyniosły wielkie zyski firmom farmaceutycznym w wyniku wywołania nieuzasadnionej paniki skutkującej zakupem niedostatecznie zbadanych szczepionek, co doprowadziło do niepotrzebnego narażenia zdrowych ludzi na ryzyko nieznanej liczby reakcji niepożądanych.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 29 stycznia 2010

Szczęść Boże!

Leczenie nakłuciami przypisuje się cywilizacjom Dalekiego Wschodu. Miarą długości używaną w zabiegu akupunktury jest szerokość kciuka pacjenta, zwana cun w uproszczonym języku chińskim (czyli pinyin), a pisana tym samym znakiem w języku chińskim, japońskim i koreańskim. Po obróceniu znaku cun o -45 stopni i odcięciu jego dolnej części uzyskujemy obraz krzyża diagonalnego doskonale znanego miłośnikom cywilizacji słowiańskiej odwiedzającym świętą górę Prasłowian – Ślężę. Krzyż diagonalny rozpoznawany jako średniowieczny znak graniczny, czy też zobrazowanie dwóch patyków służących do niecenia ognia przez czcicieli słońca, równie dobrze może przedstawiać dwa ostro zakończone drewienka mające zastosowanie w akuterapii ślężańskiej.

Ślęża, słowiański Olimp, góruje nad żyzną równiną rozciągającą się pomiędzy Wrocławiem a Świdnicą, jest najwyższym szczytem od Sudetów po Ural na wschodzie, a nadto znajduje się na obszarze najstarszej cywilizacji Europy sięgającej w kierunku zachodnim do miejscowości Gosiek nad Soławą w krainie Serbów, czyli Regio Surbi zgodnie z nazewnictwem pierwszych opisów historycznych Geografa Bawarskiego (obecnie Goseck an der Saale in Sachsen-Anhalt, Bundesrepublik Deutchschland, czyli w obowiązujących prawnie językach autochtonicznej ludności serbołużyckiej – hornjoserbsce: Saksko-Anhaltska, Zwězkowa republika Nimska, dolnoserbski: Sakska-Anhaltska, Zwjazkowa republika Němska). Limes sorabicus, przez samych Germanów wyznaczona granica Słowian, po stronie Słowian pozostawiała Gosiek oraz inne lokalizacje najstarszej cywilizacji Europy, jak Ajtra (Aythra) w mieście Lipsk (niem. Leipzig) i Nikur (Nickern) w mieście Drezno (hornjoserb. Drježdźany, obecnie niem. Dresden). W roku 1991 zdjęcia lotnicze okolic Gosieku pozwoliły wykryć na tamtejszym niewielkim wzniesieniu pogórza Harzu pozostałości kolistego obiektu otoczonego rowem o średnicy 75 m. Po rekonstrukcji wykopalisk wykazano, że było to obserwatorium astronomiczne najstarsze na świecie z dotychczas odkopanych. Powstałe ok. 5 000 lat przed narodzeniem Chrystusa obserwatorium astronomiczne w Gosieku jest starsze o 4 300 lat od Polskich Pompejów – Biskupina, grodu prasłowiańskiej kultury łużyckiej i o 2 000 lat od brytyjskiego Stonehenge. Obserwatorium składało się z czterech koncentrycznych budowli: wału, rowu i dwóch drewnianych palisad wysokości człowieka. W palisadach istniały trzy pary bramy: północna, południowo-wschodnia i południowo-zachodnia. W dniu przesilenia zimowego (najkrótszy dzień roku 21 – 22 grudnia, po którym następuje prasłowiańskie Godowe Święto, Szczodre Gody, Święto Zimowego Staniasłońca) człowiek stojący w środku obserwatorium mógł obserwować wschód Słońca przez bramę południowo-wschodnią i zachód Słońca przez bramę południowo-zachodnią. Obie te bramy wobec siebie są zlokalizowane pod kątem ok. 100 stopni. W 2001r. wyrwano z rąk złodziei miedziany dysk ze złotymi intarsjami przedstawiającymi ciała niebieskie: słońce, księżyc i gwiazdy oraz dwa przeciwstawne łuki na brzegach dysku. Kąt pomiędzy najniższymi punktami obydwu łuków wynosi 97,5 stopnia i odpowiada położeniu Słońca w epoce brązu w czasie przesilenia zimowego na 51 stopniu szerokości geograficznej północnej. Dysk ten znaleźli złodzieje wykopalisk w 1999r. na terenie eksploracji archeologicznej otaczającym koncentrycznie szczyt wysokiej na 252 m n. p. m. Góry Środkowej (niem. Mittelberg, Ziegelroda Forst) na 51 stopniu szerokości geograficznej północnej pod miasteczkiem Nebra. Miejscowości Gosiek i Nebra dzieli odległość ok. 25 kilometrów. Obrazujący niebo dysk z Nebry (Nebra sky disk, Himmelsscheibe von Nebra) pochodzi z XVI wieku przed narodzeniem Chrystusa, jest dziełem kultury unietyckiej bezpośredniej pooprzedniczki kultury przedłużyckiej, z której to powstała kultura łużycka Prasłowian. Odstęp czasu pomiędzy założeniem najstarszego z dotychczas odkrytych na świecie obserwatorium astronomicznego a wykonaniem klucza do obserwacji ruchu ciał niebieskich w postaci obrazującego niebo dysku z Nebry sięga 3,5 tysiąca lat i dowodzi ciągłości i wyjątkowego zawansowania autochtonicznej kultury łużyckiej.

Ok. 300 km na wschód od najstarszego na świecie obserwatorium astronomicznego znajduje się najbardziej wybitna wyniosłość Przedgórza Sudetów, jaką jest Grupa Ślęży (Masyw Ślęży), w której skład wchodzi Ślęża (719 m n. p. m.), Radunia (573 m n. p. m.) i Wieżyca, czyli Góra Kościuszki (415 m). Wysokość bezwzględna Ślęży od strony równinnego otoczenia przekracza 500 m. Stożkowaty szczyt Ślęży wznoszący się ponad pół kilometra ponad żyzne doliny Odry i jej lewobrzeżnych dopływów pod każdym względem lepiej nadawał się na lokalizację obserwatorium astronomicznego ludu kultury łużyckiej i ją poprzedzających niż niziutka Góra Środkowa w Nebrze, leżąca przy tym niemal na tej samej szerokości geograficznej, co Ślęża. Koncentryczne wały kultowe na szczytach Grupy Ślęży, choć lepiej zachowane niż w Gosieku, jednak nie doczekały się do dzisiaj równie pieczołowitej rekonstrukcji. I to pomimo wyjątkowej w Polsce pozycji Ślęży jako najstarszego miejsca potężnego kultu przedchrześcijańskiego w kolebce naszej państwowości. Znane jest za to turystom bogactwo minerałów ślężańskich już w neolicie będących wdzięcznym surowcem do masowej produkcji wyrobów kamiennych takich, jak toporki ślężańskie, czy żarna znajdowane w odległych miejscach Europy. Jednak największe wrażenie wywierają ślężańskie rzeźby kultowe opatrzone znakiem krzyża diagonalnego. Kolejne bogactwa Ślęży do jej zasoby wodne i leśne. Do dzisiaj leśne źródło i miejsce podmokłe, czyli ślęg, łatwo spotkać w ślężańskich ostępach. Woda jako żywioł i główny składnik istot żywych nie znajduje sobie równych na tej ziemi. Naszym najbardziej imponującym pomnikiem wody jest nazwa Śląska pochodząca od świętej góry Prasłowian – Ślęży, czyli mokrej. Wybitny znawca archeologii Ślęży, prof. Grzegorz Domański, zwraca uwagę na możliwość łączenia nazwy góry związanej z wodą, sławnej rzeźby postaci z rybą i odkrytego w 1993r. grodu na wschodnich zboczach prawdopodobnie poświęconego Ślężowi (Slenzowi) – słowiańskiemu bóstwu wody. Prof. Witold Hensel w dziele “Polska Starożytna” podaje, że różne znaleziska ze Śląska dowodzą, iż kult źródeł wodnych utrzymywał się tam poczynając od neolitu. Podkreśla, że badania w Biskupinie ujawniły oddawanie przez jego mieszkańców czci źródłom wody, “którzy wody w jeziorze mieli w bród, zdawali sobie sprawę z wartości pitnej czystej wody źródlanej. W tej materii kontynuowano niewątpliwie wcześniejsze tradycje.(…)Kult wody (jezior, rzek oraz źródeł) istniał i później na ziemiach polskich.” Gdzie kult, tam i kapłani. Od zarania dziejów kapłani pełnili funkcje lekarzy i medycyna zawsze rozwijała się w obrębie konkretnej kultury ukształtowanej przez warunki naturalne bytowania.

Nasuwa się przypuszczenie graniczące z pewnością, że ślężańscy kapłani stosowali wodolecznictwo na znacznie większą skalę niż strażnicy tak znanych celów wypraw po zdrową wodę, jak trudnodostępne źródła Łaby, sławne (od neolitu!) źródło św. Anny na zboczu Grabowca nad Karpaczem lub liczące kilka tysięcy lat udokumentowanej przeszłości uzdrowisko w Szczawnie Zdroju. Widoczna z odległości kilku dni drogi Góra Ślęża obiecywała powrót do zdrowia przybywającym w potrzebie. Stąd hydroterapia wymagała uzupełnienia zabiegami akuterapii, metody leczniczej o nieporównywalnie wyższej skuteczności i znacznie większym zakresie zastosowań niż wodolecznictwo w formie balneoterapii, czy też krenoterapii. Z natury rzeczy prasłowiańscy kapłani ze Ślęży traktowali swoich pacjentów jako całość, mówiąc dzisiejszym językiem jako integrum fizyczne, psychologiczne i moralne. Tym samym ośrodek medycyny ślężańskiej można uznać za najstarszy fundament wielotysięcznej tradycji polskiej medycyny integracyjnej i mieć nadzieję, że akuterapia ślężańska, której postulowanym symbolem są jej narzędzia w postaci krzyży diagonalnych wyrytych w kamiennych rzeźbach kultowych, ma szanse pełnego odrodzenia z korzyścią dla wszystkich.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 5 lutego 2010

Szczęść Boże!

Raport “Stan Sanitarny Kraju w 2008 roku” Główny Inspektor Sanitarny udostępnił opinii publicznej dopiero w dniu 12. stycznia 2010r. Wkrótce potem ukazała się “Informacja Najwyższej Izby Kontroli o wynikach kontroli stanu technicznego obiektów użytkowanych przez publiczne zakłady opieki zdrowotnej”, którą Prezes NIK pan Jacek Jezierski zatwierdził 18. grudnia 2009r.

W Raporcie Głównego Inspektora Sanitarnego można przeczytać, że “szpitale należały do obiektów, które były objęte przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej wzmożonym nadzorem sanitarnym. W 2008 r. kontrolę stanu sanitarnego przeprowadzono ogółem w 802 szpitalach spośród 807 wykazanych w ewidencji (99,2 %), a więc kontroli poddano prawie wszystkie placówki. Za niedostateczny uznano stan sanitarny 163 skontrolowanych obiektów, co stanowiło 20,3 % objętych kontrolą. Oznacza to zwiększenie się liczby takich placówek w porównaniu z rokiem 2007, kiedy negatywna ocena sanitarna dotyczyła 137 placówek (17,2 % ogółu skontrolowanych). Mimo prowadzonych w wielu obiektach szpitalnych prac remontowych, zastrzeżenia dotyczące ich stanu sanitarno-technicznego były bardzo liczne i stanowiły przedmiot negatywnej oceny sanitarnej. Do najczęściej odnotowanych uchybień w tym zakresie należały: niewłaściwy stan techniczny ścian, sufitów i podłóg w salach chorych, korytarzach, blokach operacyjnych, laboratoriach, pomieszczeniach pralni, ubytki w okładzinach ceramicznych na ścianach i w posadzkach, brak cokołów przy podłogach, ściany przy umywalkach nie pokryte materiałem zmywalnym i nienasiąkliwym do wymaganej wysokości, brak pojemników z mydłem i ręczników jednorazowych przy umywalkach, zniszczona stolarka drzwiowa i okienna, brak węzłów sanitarnych przy salach chorych, zbyt mała powierzchnia sal chorych, zniszczone łóżka w salach chorych, niedostosowanie pomieszczeń do potrzeb osób niepełnosprawnych, zniszczona armatura sanitarna, uszkodzone grzejniki ze śladami rdzy, niewłaściwie zamontowane grzejniki utrudniające ich prawidłowe czyszczenie, brak wydzielonych brudowników i składzików porządkowych lub niewłaściwe ich wyposażenie, brak lub niewystarczająca ilość wózków z zamykaną przestrzenią załadunkową do przewożenia brudnej bielizny i odpadów medycznych, zły stan pomieszczeń do przechowywania odpadów medycznych (brak doprowadzenia wody, ubytki w powierzchni ścian, sufitów i posadzek, niesprawna wentylacja), niewystarczająca ilość urządzeń dźwigowych, brak podjazdów dla karetek, brak wydzielonych pomieszczeń sanitarnych dla personelu. Ponadto zastrzeżenia dotyczyły zbyt małej powierzchni pomieszczeń, braku oddzielnych dróg transportu materiałów czystych i brudnych oraz odpadów medycznych, zwłaszcza w pralniach, ciągach komunikacyjnych, braku klimatyzacji, braku wentylacji mechanicznej, braku filtrów powietrza, braku antyelektrostatycznych wykładzin podłogowych, braku rezerwowego źródła zaopatrzenia w wodę lub nieodpowiedniej jakości wody z tego ujęcia, braku właściwego połączenia styku cokołów z podłogą w pomieszczeniach wymagających zachowania aseptyki, braku lub zbyt małej ilości śluz fartuchowo-umywalkowych, braku węzłów sanitarnych dla personelu bloków operacyjnych, wyeksploatowanego lub nieodpowiedniego wyposażenia sal operacyjnych i gabinetów zabiegowych”. Zgrozę budzi również gospodarka bielizną szpitalną i pralnictwo.

Nic dziwnego, że w roku 2008 w stosunku do roku poprzedniego “wyraźnie wzrosła liczba zakażeń bakteryjnych wywołanych przez typowe drobnoustroje szpitalne, dysponujące wieloma mechanizmami lekooporności: m.in. Staphylococcus aureus MRSA [Gronkowiec złocisty oporny na metycylinę] – 17 (7,4 % ognisk), Acinetobacter baumanii – 16 (7 % ognisk), Staphylococcus aureus MSSA [Gronkowiec złocisty wrażliwy na metycylinę]- 9 (4 % ognisk), pałeczki Klebsiella spp. ESBL(+) [wytwarzające beta laktamazy o szerszym spektrum] – 4 (1,7 % ognisk), Enterococcus faecium VRE [oporne na wankomycynę] – 3 (1,3 % ognisk), Clostridium difficille – 3 (1,3 % ognisk)”. W przypadku aż 22% ognisk epidemicznych w szpitalach na terenie kraju w 2008 roku czynnika etiologicznego nie ustalono.

Najwyższa Izba Kontroli badaniami kontrolnymi objęła lata 2006 – 2008, a czynności kontrolne przeprowadziła w okresie od 1 kwietnia do 31 lipca 2009 r. W dosłownym brzmieniu sformułowań “W kontroli, na zlecenie NIK, uczestniczyły na podstawie art. 12 pkt 3 ustawy o NIK powiatowe inspektoraty nadzoru budowlanego – w zakresie oceny stanu technicznego obiektów budowlanych, państwowa straż pożarna – w zakresie oceny stanu zabezpieczenia przeciwpożarowego szpitali oraz państwowe powiatowe inspektoraty sanitarne – w zakresie oceny pomieszczeń szpitali pod względem higieniczno-sanitarnym.” Najwyższa Izba Kontroli po raz kolejny od 1989r. wykazuje brak kompetencji w obszarze nadzoru sanitarno-przeciwepidemicznego, wymieniając nie tylko nazwę nieistniejących organów państwa polskiego, lecz także marginalizując obowiązujące, choć nie egzekwowane z powodu indolencji, korupcji politycznej i niedostatku etyki lekarskiej inspektorów prawo sanitarne, którego kręgosłupem jest ustawa o Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Stwierdzenie NIK, iż jakoby “bezpieczeństwo higieniczno-sanitarne, utrzymanie porządku i estetykę pomieszczeń zapewniono w stopniu zadowalającym w 92% skontrolowanych szpitali” wymaga ostrej reakcji i odwołania się do opinii publicznej.

Zapraszam do udziału w Rozmowach Niedokończonych w dniu 7. lutego 2010r., w niedzielę, w Telewizji TRWAM godz. 18.10 – 19.30 i w Radio Maryja godz. 21.40 – 23.50. Temat rozmów: “Epidemiologia lekarska a stan szpitali według raportów Najwyższej Izby Kontroli”.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 12 lutego 2010

Szczęść Boże!

Światowy Dzień Chorego 2010 poprzedziło ujawnienie kolejnego raportu Najwyższej Izby Kontroli w sprawie zagrożeń zdrowia i życia pacjentów oraz pracowników polskich szpitali. “Informacja o wynikach kontroli wykorzystania specjalistycznej aparatury medycznej w procesie realizacji usług medycznych, finansowanych ze środków publicznych w latach 2006-2008 (I półrocze), to jeden z najważniejszych dokumentów dokonań III RP, który Prezes Najwyższej Izby Kontroli, pan Jacek Jezierski 7. stycznia 2010r. zatwierdził , a 10. lutego 2010r. ujawnił opinii publicznej.

NIK tak dokumentuje zapewnienie warunków bezpiecznego stosowania promieniowania jonizującego w badaniach rentgenodiagnostycznych:

“Aż 88,7% zakładów realizujących świadczenia rentgenodiagnostyczne nie gwarantowało warunków bezpiecznego stosowania tych urządzeń oraz ochrony pracowników i pacjentów przed zagrożeniami wynikającymi ze stosowania promieniowania jonizującego.

Prawie dwie trzecie (61,5%) jednostek nie przestrzegało ustawowego obowiązku wykonywania badań wyłącznie sprzętem sprawdzonym pod kątem spełniania wymogów bezpiecznego użytkowania.

Stwierdzono nawet przypadki użytkowania urządzeń, o których było wiadomo, że nie spełniają norm radiologicznych i narażają pacjentów i obsługę na nadmierną dawkę promieniowania rentgenowskiego.

Jedna trzecia (34%) jednostek nie opracowała programu bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej, który winien zawierać co najmniej opis urządzeń i procedur mających na celu ochronę pracownika i pacjenta przed zagrożeniem.
W 9,4% zakładów nie powołano, lub powołano ze znacznym opóźnieniem, inspektora ochrony radiologicznej, sprawującego nadzór nad przestrzeganiem wymagań bezpieczeństwa jądrowego i ochrony.

W 7,5% jednostek pracownie, w których stosowano aparaty rentgenowskie, nie miały zezwolenia na ich uruchomienie lub zgody na udzielanie świadczeń zdrowotnych z zakresu m.in. badań rentgenodiagnostycznych i badań diagnostycznych.
W niemal jednej piątej (18,9%) zakładów stwierdzono przypadki stosowania aparatów rentgenowskich bez wymaganego zezwolenia na ich uruchomienie i stosowanie.
W prawie co czwartym (22,6%) zakładzie badania rentgenodiagnostyczne wykonywał personel, w tym lekarze, nieposiadający wymaganych specjalizacji z radiologii i diagnostyki obrazowej lub certyfikatu ukończenia szkolenia w dziedzinie ochrony radiologicznej pacjenta.

W co szóstym (17%) zakładzie nie przestrzegano warunków bezpiecznej pracy z urządzeniami radiologicznymi.

W 9,4% jednostek nie wszyscy pracownicy zatrudnieni w warunkach narażenia na promieniowanie jonizujące posiadali orzeczenie lekarskie (wydane przez uprawnionego lekarza) o braku przeciwwskazań do takiego zatrudnienia.
W 7,5% zakładów nie przeprowadzano regularnych kontrolnych pomiarów dawek indywidualnych lub pomiarów dozymetrycznych dla oceny narażenia pracowników.
W niemal połowie (45,3%) zakładów pracownie rentgenowskie nie miały pełnej dokumentacji, w tym m.in.: zezwoleń na uruchomienie i stosowanie aparatów rentgenowskich i uruchomienie pracowni, protokołów pomiarów dozymetrycznych, dawek otrzymanych przez pracowników, dokumentów programu bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej.

Stwierdzono przypadki użytkowania urządzeń pomimo posiadania wiedzy o narażaniu pacjentów i personelu medycznego na nadmiar pochłanianej dawki promieniowania rentgenowskiego, z powodu niespełniania przez te urządzenia norm radiologicznych.

Szpital Uniwersytecki w Bydgoszczy niedopełnił obowiązku corocznego wykonania testów specjalistycznych m.in. 11-letniego mammografu i trzech 21-letnich aparatów rtg. Wykonując badania diagnostyczne przy użyciu tych urządzeń Szpital posiadał wiedzę o narażaniu pacjentów i obsługi na nadmiar pochłanianej dawki promieniowania X. Użytkowanie tych aparatów, także ze względu na stare konstrukcje, zagrażało bezpieczeństwu.

Użytkowany w ZOZ Poznań-Jeżyce aparat rentgenowski z 1993 r. nie spełniał od stycznia 2005 r. obowiązujących wymogów technicznych, nie miał atestu pracy, nie był obejmowany konserwacjami i przeglądami technicznymi. Z przeprowadzonego w lutym 2008 r. testu specjalistycznego wynikało, że nie był on bezpieczny dla pacjentów i personelu medycznego, co oznaczało, że nie powinien być wykorzystywany do diagnostyki. Według wyjaśnień dyrektora Zakładu, aparat ten wykorzystywany był do usług medycznych w sytuacjach awaryjnych.

Szpital Praski w Warszawie użytkował aparat rtg przez 10 m-cy po stwierdzonej (podczas testu specjalistycznego) niezgodności badanych parametrów z wymaganymi.

Szpital Powiatowy w Chrzanowie nie podjął stosownych działań w 53,8% przypadków pomiarów jakościowych wykonanych przez PWIS, który nie akceptował od 4,5 do 25% wyników parametrów badań wykonanych na 4 aparatach rtg i na 1 mammografie.

Mimo upływu ponad roku od otrzymania negatywnego wyniku kontroli parametrów fizycznych aparatu rentgenowskiego zębowego Optident, ZOZ w Węgrowie nie podjął działań mających na celu usunięcie stwierdzonych nieprawidłowości. W odpowiedzi na wnioski pokontrolne, kierownik jednostki poinformował NIK o podjętej decyzji kasacji aparatu ze względu na jego wiek i zużycie techniczne.”

W podsumowaniu powyższego materiału dowodowego w sprawach karnych i cywilnych do kamer telewizji publicznej w dniu 10. lutego 2010r. wypowiedzieli się m. in.

-prezes NIK, pan Jacek Jezierski: “Naraża to pacjentów na niebezpieczeństwo, a ponadto nie gwarantuje jakości badań”

-kierownik I Zakładu Radiologii Klinicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego mieszczącego się w Centralnym Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha w Warszawie, Konsultant Krajowy w Dziedzinie Radiologii i Diagnostyki Obrazowej, prof. dr hab. n. med. Olgierd Rowiński: “To oczywiście może również prowadzić do wygenerowania – przy dużych dawkach promieniowania – choroby nowotworowej”

-doradca Ministra Zdrowia, pełniący funkcję rzecznika prasowego Ministra Zdrowia, pan Piotr Olechno: “Jeżeli takie są jednostki, czy placówki, gdzie faktycznie to życie pacjenta może być zagrożone to powinny być albo szybko dofinansowane, albo nawet zamknięte.”

-występujący w imieniu Narodowego Funduszu Zdrowia, choć niewyszukiwalny w Biuletynie Informacji Publicznej tegoż Funduszu (co stanowi kolejne złamanie obowiązującego prawa), pan Andrzej Troszyński: “Środki , jakie ma Narodowy Fundusz Zdrowia na kontrole, nie pozwalają na skontrolowanie wszystkiej aparatury w 800 szpitalach i kilkudziesięciu tysiącach ambulatoriów. To jest po prostu nie możliwe.”

-p.o. dyrektora Biuro Promocji zdrowia, Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, pan Dariusz Hajdukiewicz : “Zostanie przeprowadzona tak rekontrola, już przez nas zorganizowana, sprawdzimy na ile uwagi zawarte w protokole NIKu są na dziś aktualne”.

Ze swoje strony muszę dodać, że ze względu na rozbieżność wyników kontroli NIK i danych zawartych w dokumencie udostępnionym opinii publicznej przez Głównego Inspektora Sanitarnego w dniu 12 stycznia 2010 “Stan Sanitarny Kraju w 2008 roku, dział Higiena radiacyjna”, ten drugi dokument oraz materiały źródłowe do niego powinien być natychmiast objęty dochodzeniem prokuratury. W przeciwnym razie osoby, u których doszło , czy też dochodzi do wygenerowania choroby nowotworowej w wyniku narażenia ich na niebezpieczeństwo w związku ze stosowaniem promieniowania jonizującego w badaniach rentgenodiagnostycznych, nie znajdą potwierdzenia swoich słusznych roszczeń o zadośćuczynienie cierpień fizycznych i psychicznych, odszkodowanie lub rentę.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 19 lutego 2010

Szczęść Boże!

Jak wiadomo z ostatnio upublicznionych wyników kontroli NIK, demontaż Państwowej Inspekcji Sanitarnej sprowadza bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia na pacjentów i pracowników polskich szpitali. Oczywiście do wygenerowania choroby nowotworowej w wyniku narażenia na niebezpieczeństwo w związku ze stosowaniem promieniowania jonizującego w badaniach rentgenodiagnostycznych dochodzi nie tylko w szpitalu, lecz także w każdym innym miejscu, gdzie organ naszego państwa nie wykonuje nałożonego ustawą obowiązku sprawowania zapobiegawczego i bieżącego nadzoru sanitarnego w sposób wystarczająco skuteczny. Innym przykładem lekceważenia zagrożeń ze strony promieniowania rentgenowskiego są przytoczone przez NIK w październiku 2009r. wyniki audytu klinicznego wykonanego przez Centralny i Wojewódzkie Ośrodki Koordynujące program profilaktyki raka piersi w 2007 r., które wykazały, że aż 110 pracowni mammograficznych, spośród 294 ocenianych (37,4%), nie spełniało wymagań technicznych i jakości badań mammograficznych.

Co to za system ochrony zdrowia, który funduje nowe zagrożenia zdrowia ludziom chorym, a nawet zdrowym i zapraszanym do badań przesiewowych? To system ministra zdrowia, w którym kontrola państwowej inspekcji sanitarnej jest kontrolą wewnętrzną, z definicji – bezzębną, a z obsady – opartą o polityczno – kolesiowskie układy.

Bez specjalistycznej aparatury promieniowania rentgenowskiego nikt sam nie zmierzy. Skutki zaniedbań w zakresie ochrony radiologicznej pacjentów i personelu medycznego odezwą się dopiero po wielu latach, choć nie u wszystkich, na szczęście. Ot, taka polska medyczna ruletka rządząca się zasadą “kto ma pecha, ten jest chory”.

Poza zakładami opieki zdrowotnej uwagę publiczną skupiają inne źródła promieniowania elektromagnetycznego, tym razem – niejonizującego. Są to elektroenergetyczne linie napowietrzne wysokiego napięcia i stacje bazowe telefonii komórkowej, czyli BTS (skrót od ang. Base Transceiver Station).

Epidemiologia lekarska dysponuje wieloma dowodami na istnienie bezpośrednich i odległych w czasie następstw narażenia na promieniowanie niejonizujące ze źródeł komunalnych, a więc zagrażających wszystkim, a zwłaszcza dzieciom, również tym w łonie matki. Stąd obowiązujące prawo sanitarne określa ścisłe wymagania dotyczące odległości instalacji emitujących promieniowanie niejonizujące od miejsc pobytu ludzi, a także dopuszczalną moc promieniowania, a także – co oczywiste – sposób udzielania zezwoleń na tego rodzaju inwestycje i zakres niezbędnej kontroli podczas ich eksploatacji.

Nie wolno mieć złudzeń. Również w tym obszarze swoich ustawowych obowiązków nie wypełniają organy państwa polskiego odpowiedzialne za ochronę zdrowia i życia ludzi. Istnieje za to organizacja społeczeństwa obywatelskiego pod nazwą Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przeciwdziałania Elektroskażeniom “Prawo do Życia”, której wybitnym członkiem jest pan Krzysztof Kukliński, redaktor serwisu internetowego Bezpieczne Dzieci. Szereg cennych informacji dotyczących realiów w zakresie nadzoru nad zagrożeniami zdrowia ze strony stacji bazowych telefonii komórkowej można znaleźć na stronach internetowych, które redaguje pan Krzysztof Puzyna. Materiał datowany na 22. lipca 2009r. pan Puzyna rozpoczyna tymi słowami: “Idzie pomiar, wyłączcie stację ! O miernikach co nie mierzą. Afera pomiarowa, 22 miliony oszukanych. Poprawne pomiary promieniowania z masztów telefonii komórkowej. Faktyczna kontrola ekspozycji pól elektromagnetycznych (PEM) na zachowanie polskich norm higienicznych przez stacje bazowe telefonii komórkowej nie jest możliwa!” Dalej tak pisze: “Poprzez pomiary miernikami co nic nie mierzą ( na zasadzie placebo stosowanej z lekarstwami w medycynie) wmawia się mieszkańcom, że promieniowanie jest tak słabe, że niemierzalne. Ci co są zainteresowani oszukanymi pomiarami wychodzą założenia, że według wiedzy medycznej większość ludzi nie ma zmysłu elektromagnetycznego i nie są oni w stanie ocenić zagrożenia. Masowa głupota, nieodpowiedzialność i lenistwo techników pomiarowych spowodowała też bezkrytyczne przyjęcie kanonu pomiarów emisji stacji bazowych telefonii komórkowej miernikami szerokopasmowymi MEH. Niewiedza mieszkańców jest oczywiście usprawiedliwiona to technicy powinni wykonywać swój zawód za który są opłacani, a nie oszukiwać. Oszustwem jest powiadamiać o pomiarach operatorów w przypadku pomiarów miernikiem MEH. Nie ma technicznej potrzeby włączać do orientacyjnych pomiarów operatorów, chyba że chce się im dać sygnał do zmniejszenia mocy nadawczej stacji. Dla pobieżnych pomiarów pola miernikiem szerokopasmowym nie ma i nie było nigdy żadnego istotnego usprawiedliwienia powiadamiać operatorów o terminie pomiarów przed pomiarami. Jak u złodziei, jeden stoi na czatach i krzyczy: idzie pomiar wyłączcie stacje! Te “niemierzalne i nieodczuwalne PEM” według pomiarów miernikami MEH staje się jednak na dłuższą metę pośrednio odczuwalne przez choroby i cierpienia. Gdyż to promieniowanie elektromagnetyczne z masztów telefonii komórkowej GSM czy UMTS, jest przy poprawnych pomiarach odpowiednimi miernikami mierzalne, często przekracza ono też polskie normy. Doświadczają to ludzie na sobie, niestety lekarze od czasu wejścia do Unii Europejskiej nieszkoleni w profilaktyce PEM nie podają prawdziwej przyczyny ich chorób czy dolegliwości. Otrzymuję setki emeilów i listów od mieszkańców w pobliżu masztów telefonii komórkowej z prośbami o pomoc i opisami cierpień ludzkich. Na oszukanych pomiarach są zainteresowani nie tylko operatorzy, ale też służby wojskowe, ubezpieczalnie, sprzedawcy atrap mierników, i inni przestępcy. Bez uczciwych pomiarów nie ma dowodów szkód zdrowotnych i nie można skutecznie dowieść własnej krzywdy dla odpowiedniego odszkodowania.” – pisze pan Krzysztof Puzyna na swojej stronie internetowej. Ciekawe, czy dobrze udokumentowane informacje pana Krzysztofa Kuklińskiego i pana Krzysztofa Puzyny wystarczą prokuratorom do podjęcia dochodzenia, a sejmowi do powołania kolejnej komisji śledczej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 26 lutego 2010

Szczęść Boże!

Dlaczego ludzkość ulega tak potwornemu zwyrodnieniu? I czy proces degeneracji człowieczeństwa jest odwracalny? Ludzie wiary odpowiedź na te pytania znajdą na kartach Pisma Świętego i zamiast popaść w depresję, przystąpią do działań. Każdy na miarę swoich możliwości może modlitwą, słowem, czynem pociągnąć ludzi ku stronie dobra i odwrócić niekorzystne trendy. Jaka jest moc oddziaływania silnej osobowości kierującej się dobrem wspólnym, rodakom Mieszka I i Karola Wojtyły wyjaśniać nie trzeba, a przecież to tylko dwa przykłady, owszem – największe, ale tylko dwa spośród znanych i nieznanych przywódców polskiego ducha w ramach historii Chrześcijaństwa w Polsce. Na mniejszą, domową skalę, takich osób obdarzonych siłą ducha i woli walki o dobro rodziny, było i jest bez liku. Biada rodzinie pozbawionej silnego przywództwa. Biada rodzinie, której przywództwo jest zdegenerowane. Ta rodzina rychło skończy swój byt. Zniknie, a jej miejsce zajmą potomkowie tych, którzy potrafili zadbać o swoje dzieci. Jakie jest wobec tego kryterium właściwej troski o dobro wspólne, od rodzinnego po ogólnoludzkie? Kierując się zdrowym rozsądkiem nikt przecież nie życzy źle swoim najbliższym, a powodowany miłością bliźniego – caritas – idzie jeszcze dalej i kocha bliźniego swego jak siebie samego. Każdego bliźniego, choćby i tego, który słowami i czynami wyraża wrogość i nienawiść, posługuje się kłamstwem, podstępem i obmową, aby nas pozbawić zdrowia, życia, dobrego imienia i własności. Kryterium właściwej troski o dobro wspólne, od rodzinnego po ogólnoludzkie, jest rzetelna ocena skutków podjętych działań, bądź zaniedbań tych działań, które mogły przyczynić się do wspólnego dobra, ale nie zostały podjęte, a to z powodu konformizmu, a to kunktatorstwa, a to korupcji, rozumianej jako zepsucie, rozkład moralny, demoralizacja, zgodnie z łacińskim pochodzeniem tego słowa od czasownika corrumpere – zepsuć, doprowadzić do rozkładu. Jak w: Animum meum nemo potest corrumpere – ducha mojego nikt potrafi doprowadzić do rozkładu.

Rzetelna ocena to taka, która pozostawia wystarczająco dużo czasu na ocenę skutków konkretnego działania, a nadto dotyczy wystarczająco dużej liczby osób składających się na obserwowaną populację, co pozwala odrzucić wnioski wypływające z niedoceniania zmienności będącej wypadkową wzajemnych interakcji genów i środowiska. Te właśnie interakcje genów i środowiska (genes & environment, G&E) doprowadziły każdego z nas do obecnej formy integralności fizycznej, moralnej i psychologicznej osoby ludzkiej. Niszcząc tę integralność, niszczy się osobę ludzką, jej rodzinę, potomstwo w co najmniej dwóch pokoleniach, a w szerszej skali widzenia – nawet cały naród, czy dużą część ludności świata.

Epidemiologia lekarska odnotowuje niewiele zjawisk, które mają tak niepokojący trend wzrostu w skali globalnej, jak choroby zakaźne przenoszone drogą płciową, czyli choroby weneryczne. Kilka dekad rozwoju pandemii AIDS niosącej ludzkości potworne cierpienia w żadnym razie nie przyczyniło się do odwrotu od rozwiązłości płciowej, prowadzącej wprost do zakażeń, zachorowań, niepełnosprawności i przedwczesnych zgonów spadających na chodzące źródła epidemii chorób wenerycznych oraz na ich niewinne ofiary, włącznie z dziećmi zarażanymi już w łonie matki, a także tymi, które podlegają zabiciu w procedurze in vitro zyskującej popyt wśród kobiet, których jajowody uległy zarośnięciu w wyniku zakażenia najczęstszym sprawcą niewirusowych chorób wenerycznych, jakim jest chlamydia. Spośród chorób wirusowych największe spustoszenie czyni wirus brodawczaka ludzkiego z jego bogatą patologią, w tym przebiegająca w postaci raka szyjki macicy, gardła i innych narządów.

Odpowiedź na niebywałe w historii nasilenie promiskuityzmu prowadzącego wprost do pandemii chorób wenerycznych i patologii społecznych władze niektórych krajów znajdują w … propagowaniu promiskuityzmu i to już od przedszkola. Prym w tym obszarze wiedzie rządzona przez tzw. socjalistów Partii Pracy Wielka Brytania, a wyssane z palca pseudonaukowe argumenty z zakresu zdrowia publicznego powodują, że Zjednoczone Królestwo stało się wręcz wylęgarnią przejawów wszelkiego rodzaju pedofilii i co najmniej pośredniego kazirodztwa, które z definicji polega na tym, że rodzice lub prawni opiekunowie zezwalają na atakowanie dziecka przez pedofilów, czy to poprzez przemysł rozrywkowy, system szkolny, czy też wydarzenia w przestrzeni publicznej. Pod przymusem szkolnym małe dzieci dowiadują się o korzyściach z samozaspokojenia swoich potrzeb, nawet jeśli się one jeszcze nie pojawiły, a kiedy już osiągną wiek, w którym dotychczasowe lewackie wychowanie może je doprowadzić do skutków narzuconego wręcz siłą współżycia – brytyjski system szkolny zapewnia im nie tylko środki ochronne, lecz także próby ciążowe i tabletki wczesnoporonne. Bez żadnych ograniczeń. Owszem, konserwatyści pod przywództwem pana Davida Camerona, zapowiadają, że po zdobyciu władzy podejmą walkę z nadmierną seksualizacją dzieci, co może jedynie oznaczać, że “nie nadmierna” – w ich rozumieniu – seksualizacja dzieci będzie obowiązywała nadal jako doktryna państwowa, zgodnie zresztą z głęboko osadzonymi tradycjami.

Za zwyrodniałe pomysły dorosłych zarządzających brytyjskim szkolnictwem najwyższą cenę płacą oczywiście same dzieci. Już w czasie dorastania. Kiedy jest o wiele za późno, jako osoby dorosłe wyrażają żal z powodu utraconego dzieciństwa. Już nie odzyskają na zawsze przepadłych szans na niezakłócony rozwój, pełnię zdrowia i poczucie wolności. Nie trzeba dodawać, że największą cenę za rozpad integralności fizycznej, moralnej i psychologicznej płacą młode kobiety – niewolnice zdegenerowanego człowieczeństwa. Obok prostytucji i pornografii wciągane są w kulturę ladette, niby to chłopczycy, a w istocie żulicy, wiecznie pijanej, zaćpanej, wulgarnej, wyzbytej wszelkich ograniczeń w zakresie kontaktów zwanych dawniej intymnymi.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 5 marca 2010

Szczęść Boże!

W świecie zachodnim totalitarną dyktaturę przyjęło się nazywać faszyzmem. Wszelkie próby narzucenia jakichś ograniczeń lub obowiązków ludzie kwitują stwierdzeniem, że są one dziełem faszystów sprawujących władzę. W szczególności, kiedy sprawa dotyczy ewidentnego gwałcenia praw człowieka, albo choćby tylko obojętności władzy na potrzeby ludzi biednych, słabych, będących w jakiejkolwiek potrzebie, której owa władza może i powinna zaradzić. Nie ma tu miejsca na głębszą dyskusję nad sensownością wszystkich tego rodzaju oskarżeń właśnie o faszyzm, ale trzeba podkreślić, że narzucony przez propagandę sowiecką obraz dwubiegunowego podziału władzy na tę dobrą, czyli komunistyczną, i tę złą – właśnie faszystowską, obowiązuje do dzisiaj w krajach zachodniej Europy, z którymi za sprawą naszych sprzedajnych elit znaleźliśmy się w jednym quasi-państwie. Ponieważ nam z kolei wmówiono, że faszyzm to nic więcej jak niemiecki narodowy-socjalizm, czyli nazizm, a ze słowa “komunista” uczyniono inwektywę, z trudem nam przychodzi zidentyfikować i terminologicznie zakwalifikować gwałtownie nasilające się zagrożenia bytu naszego narodu, poszczególnych rodzin i każdego z nas.

Bądźmy więc Europejczykami i nazywajmy sprawy po imieniu, kiedy rządzący uzurpują sobie prawo do totalitarnej dyktatury o charakterze faszystowskim, realizując przy tym wybrane zadania komunistów z walką z Kościołem i rodziną na czele. Dotychczasowa pamięć historyczna Polaków o napaściach w formie Kulturkampf nie pozostawia złudzeń co do tego, że sprawy prędzej czy później nabierają rozpędu i początkowo ledwo zauważalna presja ludzi jakoby kulturowo niekompetentnych rychło obrasta w jawne wykorzystanie brutalnej siły do osiągnięcia celów założonych wprawdzie od samego początku, ale w pierwszej fazie skrzętnie ukrywanych. Po okresie aksamitnej dyktatury faszyzm coraz bardziej szczerzy kły, coraz szerzej otwiera paszczę.

Ileż w tym obrazie pomieszania gatunków! Gdy nadrzędną władzę sprawuje jeden czy drugi (druga?) Oberkomissar z lewacko-bojówkarskim rodowodem, gdy w sprawach światopoglądowych rozstrzyga jakaś garstka obersędziów przesiąkniętych nie mniejszą wolą walki z Chrześcijaństwem niż ich koledzy z sądów stalinowskich, gdy rząd, który z niczym nie potrafi sobie poradzić, jak władza bolszewików wyrywa dzieci z rąk matek i ojców, aby je narażać na poniewierkę i nadużycia w instytucjach państwowych, to jak zakwalifikować taką totalitarną dyktaturę? Odejdźmy od stereotypów. Nie powtarzajmy sloganów wbitych nam do głowy przez niemieckich i rosyjskich dyktatorów. Jak sami możemy się obecnie przekonać istnieje zjawisko znane w Europie jako faszyzm zarządzany przez komunistów walczących z Chrześcijaństwem i z rodziną.

Zanim jakiś obersąd wyda kolejny wyrok podważający porządek prawny naszego Państwa warto przypomnieć odnoszące się do sprawy fragmenty polskich ustaw z zasadniczą na czele. Oto Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w art. 13. głosi, iż zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania faszyzmu i komunizmu (…), a Kodeks karny w art. 256. wyraźnie stwierdza co następuje: kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Czy jest możliwe zakazanie, tak jak w polskiej konstytucji, istnienia partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania faszyzmu i komunizmu w tych krajach Europy Zachodniej, gdzie marksiści sprawują realną władzę? Po sześciu latach od przystąpienia do Unii Europejskiej czas przestać się dziwić i trzeba zacząć się ratować, między innymi poprzez energiczne, głośne i umiędzynarodowione występowanie przeciwko totalitaryzmowi. Musimy posługiwać się wszelkimi legalnymi narzędziami walki ideologicznej na forum międzynarodowym. Nie jest to łatwe, ale jest konieczne. Oddziaływanie na polską kastę polityczną nie przynosi żadnych owoców i powoduje, że tańczymy, jak oni nam zagrają i to pod batutą obcych dyrygentów. Aby nie wspomnieć o kompozytorach. Etnicznych Francuzach. Na przykład.

Zachodni marksizm, ideologia dobrze rozpoznana i opisana, ma swojego ojca, o którym warto wspomnieć. Jest nim György Lukács alias Georg Bernhard Lukács von Szegedin alias Szegedi Lukács György Bernát urodzony jako Löwinger György Bernát. Podczas ociekającego krwią epizodu Węgierskiej Republiki Sowieckiej w roku 1919 Lukacs pełnił funkcję ludowego komisarza do spraw edukacji i kultury. Nakazał wtedy węgierskim nauczycielom prowadzić obowiązkowe lekcje edukacji seksualnej. W celu wyraźnie określonym. Celem tym było umyślne zdeprawowanie moralności młodych chrześcijan. Metodą “na Lukacza” europejskie lewactwo w XXI wieku osiągnęło już bardzo wiele w krajach 15-tki, czerpiąc zyski polityczne z ludzkiego nieszczęścia w postaci bliskich i odległych następstw niekontrolowanego promiskuityzmu. Tym bardziej solą w oku “czerwonej awangardy ludzkości” staje się Polska, co dosłownie zaczyna przypominać nasze osamotnienie w czasach Cudu nad Wisłą. Wśród ludzi byliśmy sami, ale sam Bóg był z nami. Si Deus nobiscum, quis contra nos? Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 12 marca 2010

Szczęść Boże!

Eksperyment medyczny przeprowadzany na ludziach ma swoją potworną twarz. Jest to twarz Josefa Mengele. Niemiecki lekarz, doktor medycyny i antropologii oraz SS-Hauptsturmfuehrer, zasłużony na froncie wschodnim, za wyciągnięcie pod ostrzałem dwóch rannych żołnierzy z płonącego czołgu i udzielenie im pierwszej pomocy był odznaczony najwyższym odznaczeniem wojskowym Niemiec – Krzyżem Żelaznym. Jednak nie bohaterski ratownik kojarzy się ze słowem Mengele. Pierwsze skojarzenie to zbrodniarz w białym fartuchu. Wszak właśnie lekarski fartuch wyróżniał go spośród innych oprawców niemieckiego obozu zagłady Auschwitz (der Konzentrationslager des Deutschen Reichs, Vernichtungslager Auschwitz). Dokonując wiwisekcji ludzi dla potrzeb eksperymentu medycznego, czy selekcji ludzi na przydatnych i nieprzydatnych państwu niemieckiemu, Mengele wykonywał zawód lekarza. Kierował się tym samym etyką lekarską. Nie była to wcale etyka lokalna, skodyfikowana na potrzeby niemieckiego obozu zagłady Auschwitz, a wyrastała wprost ze społecznego darwinizmu, zgodnie z przekonaniem głoszonym przez Rudolfa Hessa, zastępcę wodza Rzeszy Niemieckiej a zawartym w słowach: “narodowy socjalizm to nic innego jak biologia stosowana”. Mengele ukończył studia lekarskie w 1938r. Już w maju 1935 roku dokonano eutanazji dwunastu pacjentów w szpitalu psychiatrycznym w Hadamar, w Hesji. W 1941 r. załoga szpitala realizująca program eutanazji pod kryptonimem T-4 (od Tiergartenstrasse 4 w Berlinie, gdzie mieściła się kwatera główna programu) piwem i winem podanym do krematorium opijała spalenie okrągłej liczby 10 000 swoich pacjentów. Od 1935r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nakazało rejestrować wszystkie dzieci do lat trzech, u których stwierdzono wrodzoną wadą rozwojową lub niedorozwój umysłowy. Zabierano je z domów rodzinnych na “specjalne leczenie”, które polegało na wstrzyknięciu śmiertelnej dawki trucizny lub zagłodzeniu na śmierć. Nauczycielem akademickim doktora Mengele był Ernst Ruedin, szwajcarski psychiatra. W jednym z przemówień prof. Ruedin powiedział: “Ktokolwiek nie jest zdrowy na ciele lub umyśle, nie powinien przenosić swoich wad na dzieci. Państwo musi zadbać o to, aby tylko zdrowi mieli dzieci.” Szwagier prof. Ruedina, pruski lekarz Alfred Ploetz, entuzjasta dzieł Karola Darwina, pierwszy zaproponował teorię higieny rasowej, publikując w 1895r. “Podstawy Higieny Rasowej” “Grundlinien einer Rassenhygiene”. Już nie tylko choroba, ale i pochodzenie, miały dawać prawo do życia. Argumentował potrzebę sprawowania przez społeczeństwo kontroli nad moralną i intelektualną zdolnością obywateli do podejmowania decyzji o małżeństwie i dozwolonej liczbie dzieci, włącznie z wprowadzeniem zakazu reprodukcji. Według Ploetza niesprawne dzieci należy poddawać aborcji, a chore, słabe, z ciąż bliźniaczych i te, których rodziców Ploetz uzna za zbyt starych lub zbyt młodych należy “eliminować”. Ruedin i Ploetz w 1933r, weszli w skład “eksperckiego komitetu doradczego do spraw polityki ludnościowej i rasowej” kształtującego niemiecką legislację w sprawach rasowych i eugenicznych oraz sposoby jej realizacji. Profesor medycyny Alfred Ploetz w 1936 był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Jak widać doktor Mengele wykonywał to, czego się nauczył od swoich mistrzów i co stanowiło ukształtowaną przez tychże mistrzów doktrynę państwa niemieckiego. Z Auschwitzu Mengele zabrał dokumentację swoich eksperymentów na ludziach.

Podkreślam: z Auschwitzu a nie z Oświęcimia. Oświęcim to dumne prastare piastowskie miasto śląskiej kolebki Państwa Polskiego.

Brak pewnych informacji co do tego, czy Mengele sprzedał koncernom farmaceutycznym wyniki swoich skrajnie sadystycznych eksperymentów, czy też może wykorzystywał je do dalszych badań, które mógłby prowadzić, przebywając w Argentynie, dokąd zbiegł w 1949r., w czym pomógł mu biskup Alois Hudal, czy póżniej w Paragwaju lub Brazylii, gdzie nigdy nie rozliczony za zbrodnie, zakończył życie w 1979r. Pewne jest za to, że duch Mengele i jego mistrzów unosi się nad światem, nad Unią Europejską, w tym i nad Polską. Przedstawiciele zawodu zaufania społecznego, legitymujący się dyplomami lekarzy, odziani w białe fartuchy, dzień w dzień, godzina po godzinie, minuta po minucie – selekcjonują ludzi, dzielą ich na tych, którym żyć wolno i tych, których wolno zabić pod byle jakim pozorem, dokonują eksperymentów medycznych na ludziach, poddając pacjentów działaniu szkodliwych dla zdrowia i życia produktów leczniczych i procedur medycznych, stosowanych tylko dlatego, że są one zgodne z tzw. wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej. A ta aktualna wiedza medyczna jest w wielu swoich fragmentach katastrofalnie skompromitowana nie tylko mniej lub bardziej jawnym sfałszowaniem leżącej u jej podstaw ewidencji naukowej, lecz także zwyrodniałym marketingiem wprzęgającym w interesy koncernów agrochemicznych dosłownie wszystkich: od profesorów medycyny po dziennikarzy zajmujących się medycyną, od obecnych i byłych ministrów po wójtów i burmistrzów, od działaczy finansowanych przez koncerny stowarzyszeń ochrony pacjentów po wytwórców produktów i usług, których wytwory tychże pacjentów przysparzają.

Jak za czasów Mengele, niektórzy prominentni lekarze, a także politycy, czy też tzw. autorytety moralne, zwykle samozwańcze, narzucają medycynie własne normy etyczne, zmieniają etykę lekarską opartą na fundamencie zasady PRIMUM NON NOCERE, po pierwsze nie szkodzić, na etykę własną, etykę porównywalną z etyką lekarską wymienionych lekarzy niemieckich, przynajmniej w zakresie hessowskiej “biologii stosowanej” wyrosłej na społecznym darwinizmie.

Kiedy usłyszymy zapytanie o to, jaki wybieramy kolor oczu naszego dziecka z próbówki, czy decydujemy się na donoszenie ciąży, czy mamy coś przeciwko korzystaniu przez nasze dziecko w szóstej klasie podstawówki z darmowych środków wczesnoporonnych i szczepień przeciwko rakowi szyjki macicy szczepionką, którą twórczyni ocenia na bardziej groźną niż choroba, której ma ta szczepionka zapobiec, to wiedzmy ta sama etyka nie powstrzyma stawiających powyższe pytania w sprawie zdrowia i życia naszych dzieci przed poinformowaniem nas samych, że jesteśmy zbyt chorzy, zbyt starzy, aby opłacało się nas leczyć.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 19 marca 2010

Szczęść Boże!

IN AQUA SANITAS, w wodzie zdrowie, to dewiza Instytutu Wody założonego w 1997r. “CZYSTA WODA DLA ZDROWEGO ŚWIATA” tak brzmi temat przypadającego na 22. marca Światowego Dnia Wody 2010. W tym roku Światowy Dzień Wody koordynowany jest przez Organizację Narodów Zjednoczonych do Spraw Oświaty, Nauki i Kultury (UNESCO). Korzystając więc z tegorocznej, wyjątkowej okazji, pozwolę sobie przypomnieć pięć podstawowych informacji na temat Instytutu Wody:

1. Instytut jest jednostką naukowo-badawczą

2. Sprawy prawne, organizacyjne i ekonomiczno-finansowe Instytutu prowadzi Medyczne Centrum Konsumenta

3. Zaplecze naukowe Instytutu stanowią krajowi i zagraniczni wybitni specjaliści wielu dyscyplin

4. Do zadań Instytutu należy prowadzenie badań naukowych i prac badawczo-rozwojowych oraz upowszechnianie ich wyników, szkolenie, informacja naukowa, a także opracowywanie analiz i ocen
5. Celem powołania Instytutu jest ochrona zdrowia ludności Polski przed skutkami użytkowania wody zawierającej substancje toksyczne, a zwłaszcza rakotwórcze, która do organizmu człowieka dostaje się głównie w formie
- wody do picia
- wody do gotowania potraw w domu
- wody do gotowania potraw w gastronomii
- wody wchodzącej w skład
- soków owocowych
- napojów bezalkoholowych
- piwa
- produktów mleczarskich
- innych artykułów spożywczych
- kosmetyków
- farmaceutyków

Potrzeba założenia w 1997r. INSTYTUTU WODA 2000 wynikała z braku realizacji przez władze państwowe polityki zdrowotnej przyjętej w 1991r. Europejskie kraje członkowskie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przyjęły w 1991 r. fundamentalny program

ZDROWIE DLA WSZYSTKICH DO ROKU 2000, w którym zapisano 38 celów polityki zdrowotnej na naszym kontynencie
Osiem z nich odnosi się do zdrowia środowiskowego:
(1) polityka zdrowia środowiskowego,
(2) zarządzanie zdrowiem środowiskowym,
(3) jakość powietrza,
(4) jakość i bezpieczeństwo żywności,
(5) gospodarka odpadami
(6) ochrona gleby przed skażeniem
(7) zdrowie pracowników

oraz

(8) dostęp ludzi do wody bezpiecznej dla zdrowia w brzmieniu:

“Do roku 2000 wszyscy ludzie powinni mieć dostęp do odpowiedniego do ich potrzeb zaopatrzenia w bezpieczną wodę do picia, a skażenie zasobów wód podziemnych, rzek, jezior i mórz nie powinno już więcej zagrażać zdrowiu”.

Po upływie roku 2000 dokonaliśmy – z oczywistych powodów – zmiany nazwy Instytutu Woda 2000 na Instytut Wody. Po dziesięciu latach, w ostatnim roku pierwszej dekady XXI wieku warto więc zastanowić się, czy realizacja planów Światowej Organizacji Zdrowia z 1991 r. na terenie Polski powiodła się, czy też nie. Czy Polska, kraj członkowski Unii Europejskiej, elitarnego klubu najbogatszych państw świata, zapewnia ludziom dostęp do odpowiedniego do ich potrzeb zaopatrzenia w bezpieczną wodę do picia, gotowania potraw, wchodzącą w skład napojów i żywności. Czy też może podstawowy problem cywilizacyjny, jakim jest dostęp do wody zdrowej i bezpiecznej jest w Polsce nadal nie rozwiązany. Niestety, nie mam dobrych wiadomości.

Obiecany skok cywilizacyjny nie nastąpił, inwestycje w zaopatrzenie ludności w wodę toczą niemrawo, zmora wszystkich władz lokalnych, od New York City po górską wioskę, hen, wysoko w Alpach Bawarskich, jaką jest rozpad starych instalacji wodociągowych jakoś nie straszy naszych samorządowców. No pewnie. Byle dociągnąć do wyborów. A potem ujść z łupem, bądź też na nowo naobiecywać gruszki na wierzbie. Ludzie to kupią. Bo i tak nie mają żadnego wyboru. Co innego turyści i nabywcy produktów opartych o wodę, zwłaszcza napojów i żywności, spełniających rolę swoistej atrakcji turystycznej, będącej ważnym filarem polskiej oferty dla turystów krajowych i zagranicznych. Ci, kiedy dowiedzą się, że w jakiejś miejscowości woda nie odpowiada wymaganiom sanitarnym, to po prostu do tej miejscowości nie przyjadą i produktów w niej wytworzonych nie kupią.

Pomimo przystąpienia Polski do Unii Europejskiej odsetek ludności zaopatrywanej w wodę wodociągową nie odpowiadającą wymaganiom sanitarnym nie uległ poprawie, a nawet jest wyższy – i to niemal dwukrotnie – niż przed przystąpieniem do Unii. Odsetek ludności zaopatrywanej w wodę wodociągową nie odpowiadającą wymaganiom określonym przez Ministra Zdrowia i opartym o dyrektywę 98/83/EC z dnia 3 listopada 1998 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, w Polsce roku 2003 wynosił 8,4% , w 2008 – 13%. Najgorszą wodę sprzedają zaopatrujące największą liczbę Polaków wodociągi o wydajności do 1000 metrów sześciennych na dobę. Spośród wszystkich płacących za wodę z tych wodociągów aż 15% odbiorców, tj. co siódmy konsument, kupuje wodę nie odpowiadającą wymaganiom. Czy władze naszego państwa wiedzą jakie są następstwa spożywania wody nie odpowiadającej wymaganiom? Jak najbardziej. Oto dosłowny cytat z udostępnionego opinii publicznej przez Głównego Inspektora Sanitarnego w dniu 12 stycznia 2010 dokumentu “Stan Sanitarny Kraju w 2008 roku”: “woda dostarczana przez wodociągi o najmniejszej dobowej wydajności stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia konsumentów.”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 26 marca 2010

Szczęść Boże!

Europejski Sojusz na rzecz Zdrowia Publicznego (European Public Health Alliance – EPHA) to międzynarodowa niezarobkowa organizacja społeczeństwa obywatelskiego zarejestrowana w Belgii, w której skład wchodzi ok. 100 stowarzyszeń działających w Europie na szczeblu lokalnym, regionalnym i krajowym. Według własnej deklaracji misją EPHA jest promować i chronić zdrowie wszystkich ludzi żyjących w Europie i występować na rzecz zwiększenia udziału obywateli w tworzeniu polityki zdrowotnej na szczeblu europejskim. EPHA wykonuje projekty, które otrzymują wsparcie z Komisji Europejskiej. Jest więc oczywiste, że prominentni członkowie EPHA realizują za nasze podatki swoje cele, jak choćby te, które światu narzuca Międzynarodowa Federacja Planowania Rodzicielstwa (The International Planned Parenthood Federation – IPPF), której Sieć Europejska (European Network (IPPF EN) wchodząca w skład EPHA jest po prostu jednym z sześciu regionalnych oddziałów IPPF.

Z tego też powodu Europejski Sojusz na rzecz Zdrowia Publicznego jest niewątpliwym autorytetem dla sporej części profesjonalnej i publicznej opinii europejskiej sprzyjającej selekcji ludzi na tych, którym żyć wolno i tych, których wolno zabić, czy też eugeniki i/lub sadystycznych eksperymentów na ludziach, choćby w postaci stosowania szkodliwych dla zdrowia i życia produktów i procedur leczniczych.

Europejski Sojusz na rzecz Zdrowia Publicznego powinien też być autorytetem dla polskich polityków opowiadających się czy to formalnie, czy też faktycznie po stronie cywilizacji śmierci. Jednak ci, przyzwyczajeni do bezkarnego krętactwa i nagradzanej kolejnymi sukcesami wyborczymi dwulicowości, biją wszelkie rekordy, także właśnie europejskie, politycznej zbrodni polegającej na sprowadzaniu masowego zagrożenia zdrowia i życia na miliony ludzi zależnych od ich decyzji. Za liberalizację prawnych ograniczeń narażenia osób przebywających na terytorium Polski na śmiercionośny dym tytoniowy polscy politycy zostali potępieni przez Europejski Sojusz na rzecz Zdrowia Publicznego. W ten sposób doprowadzili do bezprecedensowej kompromitacji Polski w obszarze zdrowia publicznego na forum międzynarodowym.

Materiał prasowy EPHA z 18. marca 2010 r. dotyczący skutków głosowania sejmowego z 4. marca b. r. jest na całym świecie omawiany w środowiskach zawodowo zajmujących się zdrowiem publicznym, wskazywany jako kuriozum, przyczynek do kolejnej fali szyderstw. Tym razem zawinionych i słusznie obciążających wyborców, czyli nas – Polaków. W swojej infomacji EPHA uzmysławia epidemiologiczne tło głosowania w Sejmie : “Co roku 70 000 ludzi umiera w Polsce w wyniku chorób odtytoniowych. Około 9 milionów polskich obywateli wypala od 15 do 20 papierosów dziennie. Każdego dnia 500 nieletnich dziewcząt i chłopców zaczyna palić tytoń, składając się na przybliżoną liczbę 180 000 dzieci i młodzieży próbujących palić co roku. Zagadnienie biernego palenia jest do dzisiaj w Polsce w znacznym zakresie lekceważone. Co roku umiera w Polsce 2000 osób, które nigdy tytoniu nie paliły, a zachorowały na choroby wywołane przez dym tytoniowy w następstwie narażenia w Polsce na wdychanie cudzego dymu. Groźne skutki cudzego dymu wdychanego przez osoby niepalące zostały udokumentowane w ponad dwudziestu międzynarodowych raportach, włącznie z raportami Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem i Głównego Lekarza USA. Ponadto Międzynarodowa Organizacja Pracy uznaje dym tytoniowy za zagrożenie zawodowe. “

Swojego czasu minister zdrowia, dr Andrzej Wojtyła, pediatra, wykurzał mnie skutecznie z narad kierownictwa ministerstwa zdrowia. Kłęby dymu wypełniały nawet sekretariat ministra, a zaniepokojeni interesanci chcieli wzywać straż pożarną. Dym tytoniowy osobom odpowiedzialnym za zdrowie publiczne w Polsce niezmiennie nie pozwala dostrzec opinii powszechnie szanowanych. Prof. Konrad Jamrozik w 2005 r. na łamach prestiżowego British Medical Journal (BMJ) stwierdził, że dym tytoniowy w środowisku pracy odbiera życie co najmniej dwóm pracownikom na dzień pracy, razem 617 w ciągu roku, w tym 54 pracownikom obsługi gości, a palenie w domu w ciągu roku zabija 2 700 osób w wieku 20-64 lat i 8 000 osób powyżej 64. roku życia. Narażenie na dym tytoniowy w pracy składa się na 1/5 wszystkich zgonów osób narażonych na dym tytoniowy w środowisku i na połowę zgonów pracowników obsługi gości. Wdychanie cudzego dymu tytoniowego miało doprowadzić do 1 372 zgonów na raka płuca, 5 239 zgonów z powodu choroby niedokrwiennej serca i 4 074 zgonów w następstwie udaru mózgu. Warto przenieść te oszacowania na nasze podwórko. W Polsce odsetek palących mężczyzn spadł z 64% w latach 70. ubiegłego wieku do 40% w latach 2000-2004, odsetek palących kobiet w tym czasie wzrósł z 21% do 25%. W Wielkiej Brytanii odsetek palących w latach 2000-2004 szacuje się na 27% wśród mężczyzn i 24% wśród kobiet. Ludność Polski w 2005 r. to 38,2 mln, Wielkiej Brytanii – 60,2 mln. Mając wszystkie dane, każdy z proporcji może sobie wyliczyć, na co umrą Polacy zmuszani do filtrowania cudzego dymu tytoniowego i w razie potrzeby przedstawić swoje oszacowania w sądzie.

Skrajnie kompromitująca lekarza medycyny i obecnego ministra zdrowia telewizyjna reklama palenia tytoniu skierowana do 7-latków dostępna jest w internecie na stronie youtube i nosi tytuł “Kopacz przeciw zakazowi palenia.”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 9 kwietnia 2010

Szczęść Boże!

Czy nie szanując własnego zdrowia i życia, można szanować cudze? I co dowodzi pogardy dla zdrowia i życia własnego, a tym samym i innych ludzi? Już popularne palenie papierosów, czy dopiero elitarne wciąganie kokainy przez nos? Powrót – czyżby na paszporcie dyplomatycznym? – byłego ministra z zasłużonego wypoczynku na plaży do ciężkiej pracy legislacyjnej w niewygodnych ławach sejmowych zmusza do ponowienia postulatu o wprowadzenie obowiązkowych badań lekarskich dla kandydatów do parlamentu i innych ciał wybieralnych. Należy sprawdzić nie tylko czy oddech i ubranie cuchną dymem tytoniowym, a na zębach i palcach nie osadziła się smoła, lecz także, czy kandydat na decydenta aby nie mówi przez nos, a przy tym czy w przegrodzie nosa nie ma dziur. To łatwe, dużo łatwiejsze niż szukanie dziur w mózgu jako skutku większości narkotyków.

Dopuszczając do rządzenia ludzi uzależnionych od narkotyków, z nikotyną i kokainą włącznie, nie powinniśmy się dziwić, że ci – jako posłowie, senatorowie, radni, czy też urzędnicy rządowi i samorządowi – po prostu nie rozumieją o co nam chodzi, kiedy mówimy o zagrożeniach zdrowia i życia. Sami gardzą zdrowiem i narzucają swoje samobójcze tendencje innym ludziom. Narzucają, bo mogą. Mogą, bo oddaliśmy im władzę. Na pytanie, czy tę władzę potrafimy im odebrać, odpowiedzą specjaliści od wyborczych oszustw i nadużyć, o ile starczy im odwagi.

Sztandarowym osiągnięciem aktualnego premiera jest dorobek byłego ministra sportu w zakresie realizacji programu ˝Moje boisko – Orlik 2012˝. Właśnie zbliża się druga rocznica wstępnej informacji, którą przekazałem polskiej opinii publicznej na temat niektórych zagrożeń zdrowia, które przynosi kontakt z fałszywą trawą pokrywającą orliki. W ciągu dwóch lat dokumentacja zagrożeń znacznie się rozrosła i ze względu na wagę sprawy temat wymagałby szerszego omówienia. Ale można postawić pytanie: po co? Po co mówić o zagrożeniach zdrowia, skoro niczego to nie zmienia w działaniach władz decydujących o zdrowiu i życiu ludzi od nich zależnych. Po co alarmować, skoro ludzie przejęli samobójcze tendencje od rządzących nimi polityków nafaszerowanych narkotykami.

Trzeba przyznać, że są jednak w naszym kraju politycy, którzy dotrzymują złożonego wyborcom ślubowania. Panowie posłowie Dariusz Seliga, Krzysztof Sońta i Robert Telus 9 września 2009r. podpisali w Skierniewicach interpelację nr 11476 do ministra sportu i turystyki oraz do ministra zdrowia w sprawie zagrożeń dla zdrowia dzieci i młodzieży wywołanych przez sztuczną murawę boisk (˝Orlików˝). Interpelacji tej z pewnym trudem można się doszukać na stronach internetowych sejmu, dużo łatwiej – na moje stronie www.halat.pl, a warto z nią się zapoznać, aby móc postawić zawarte w niej pytania władzom lokalnym, tym właśnie, które podejmując decyzję o pokryciu boiska fałszywą trawą, powodują zagrożenie zdrowia dzieci i młodzieży. Warto też zapoznać się z odpowiedziami ministra sportu i turystyki i ministra zdrowia na interpelację pana posła Seligi i grupy posłów.

W odpowiedzi na interpelację można przeczytać m. in. : Ministerstwo Sportu i Turystyki jest w posiadaniu opinii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny dotyczącej nawierzchni sztucznej. W opinii tej czytamy: ˝Wierzchnie warstwy traw zawierają zazwyczaj polietylen lub polipropylen (w różny sposób usieciowane) lub kombinację ww. tworzyw z poliestrem – nie stanowiąc praktycznie żadnego zagrożenia dla zdrowia ludzi. Dolna warstwa trawy zazwyczaj wykonana jest z lateksu. W przypadku nawierzchni poliuretanowych, których skład obejmuje polimer o zawartości monomeru nieprzekraczającej 1%, również można stwierdzić, że tego typu nawierzchnia nie stanowi zagrożenia dla zdrowia ludzi. Oceny higieniczne nie obejmują specyficznych reakcji alergicznych, które czasami mogą wystąpić w jednostkowych przypadkach u ludzi w wyniku bezpośredniego kontaktu z nawierzchnią zawierającą śladowe ilości diizocyjanianów. Ocena higieniczna nie uwzględnia przypadku kontaktu uszkodzonej skóry z nawierzchnią˝. …˝Właściwości mechaniczne i techniczne traw (wytrzymałość, ścieralność itp.) nie są oceniane przez Zakład Higieny Komunalnej NIZP – PZH. Potwierdzenie spełnienia wymagań powiązanych z właściwościami technicznymi mogą określać np. aprobaty techniczne wydawane przez inne instytucje˝.

Odrębną sprawą pozostają:

1) samowolne, niedopuszczalne zmiany dokonywane przez inwestorów w stałych punktach specyfikacji istotnych warunków zamówienia dotyczące nawierzchni sztucznych celem szukania oszczędności;

2) zmiany rodzaju układanej nawierzchni sztucznej dokonywane przez wykonawców już po rozstrzygniętym na ich korzyść przetargu.”

Odpowiedzi ministra zdrowia właściwie przytaczać nie warto. Resort odpowiedzialny za zdrowie publiczne wymienia szereg tytułów aktów prawnych, po to, aby uzasadnić swoją bezczynność następującymi słowami: “W treści ww. aktów prawnych nie zostały określone warunki ograniczenia dla substancji, grupy substancji lub preparatu stosowanych w wyrobie takim, jak sztuczna murawa boiska. Z uwagi na powyższe organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej nie dysponują wynikami badań dotyczącymi ewentualnych zagrożeń chemicznych, których źródłem może być sztuczna murawa boiska.”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 16 kwietnia 2010

Szczęść Boże!

Z otchłani dziejów patrzą na nas oczy przodków. Wiedza o tym kim byli, jak żyli i w co wierzyli mieszkańcy ziem na obszarze dzisiejszej Polski jest prawie żadna. A rzecz dotyczy tylko granic Polski dzisiejszej, najlepszych w historii, w ogromnej części naturalnych granic geograficznych i etnologicznych. Te właśnie granice są najbardziej widomym znakiem zasług, które ludzie stojący u sterów władzy minionych pokoleń ponieśli dla Polski. Czy sami? W pojedynkę? W mniejszej lub większej grupie? Czy może stojąc na czele świadomej swojego prawa do Ojczyzny, do własnego terytorium, większości Polaków, Protopolaków, w tym Polan, Ślężan i członków innych plemion złączonych siłą potęgi Piastów, Słowian dorzecza Odry, Prasłowian, i niezliczonych pokoleń ich poprzedników należących wprawdzie do różnych kultur, ale charakteryzujących się jednak ciągłością sztafety i wspaniałym dorobkiem na miarę Biskupina. Nie naszą specjalnością było utrwalanie pamięci wydarzeń w kamieniu, czy na zwoju, a odkopane w Polsce zabytki archeologiczne, a nawet dokumenty historyczne poukrywano w muzeach i archiwach łupieżczych sąsiadów z zachodu i wschodu, z północy i południa. Ileż to ludzi, rodzin, mieszkańców drobnych i większych osad w bezkresie tysiącleci unicestwiono w całości bez śladu, spalono, wrzucono do wody, porzucono na pożarcie dzikim zwierzętom. Kto miałby opisać ich los, okoliczności tragicznej śmierci, krzywdę wołającą o pomstę do nieba. Kto, skoro zginęli wszyscy, a jeżeli nawet nieliczni przeżyli, to i tak nigdzie nie zostali wysłuchani. A jednak przeżyliśmy i jest nas 55 milionów na całym świecie. I mamy swoją Ojczyznę. I mamy swoją żywą pamięć historyczną. I mamy swoje wartości, które budzą silne zainteresowanie, a nawet nieukrywaną zazdrość wielu zwykłych ludzi innych narodów.

Dobra Nowina, którą przyjął dla nas Mieszko I wraz z ręką czeskiej księżniczki, płynie z Polski szerokim i wartkim strumieniem na cały świat. Szerokim, bo nieograniczonym zgniłymi kompromisami i wartkim, bo bijącym z silnego źródła wiary.

Paweł Włodkowic, Paulus Valdimiri, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, potrafił sprzeciwić się okrucieństwom krzyżackim i rzezi Litwinów, tak samo jak Jan Paweł II umiał wystąpić przeciwko wojnie jako sposobowi rozwiązywania międzynarodowych konfliktów. Tuż przed wybuchem II wojny w Zatoce Perskiej powiedział: “Atak na Irak będzie zbrodnią przeciw pokojowi. Najeźdźcy nie działają w imię wartości Zachodu”. Najwięksi z Polaków zawsze wykazywali się bezkompromisową odwagą w głoszeniu swoich przekonań. Woleli oddać życie niż zdradzić swoje ideały. Stąd tak wielkie straty i stąd też tak wielki podziw dla naszego narodu.

Ostatnia ofiara życia wielkich Polaków związana z gotowością do godnego i rzetelnego uczczenia pamięci części ofiar stalinizmu zamordowanych w Katyniu nie może być traktowana inaczej. W odróżnieniu od naszych przodków, dzięki rozwojowi cywilizacji technicznej mamy stałą, bieżącą, trafiającą do każdego domu relację zdarzeń. Relacja ta pada na podatny grunt. Spełniają się słowa zapisane w Ewangelii św. Jana, którymi Jezus wzywa swoich uczniów, aby Go naśladowali w posłuszeństwie Ojcu, aby się nie wycofywali ze służby pod wpływem zagrożenia ze strony przeciwników. Aby wystraszeni nie chcieli ratować swojego życia i wypierać się Jezusa przed światem: “O tak, mówię wam, jeśli ziarno pszenicy, gdy spadnie na ziemię, nie obumrze, samo pozostanie; a jeśli obumrze, wyda obfity plon”

Obfity plon w postaci pojednania Polaków i Rosjan, w postaci zbliżenia katolików i prawosławnych, w postaci wyniesienia w Polsce wartości chrześcijańskich i patriotycznych na należne im, od tysiąca lat zajmowane miejsce, to plon ziarna obumarłego 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.

Jest to na pewno wielki promień pocieszenia dla pogrążonych w rozpaczy członków rodzin i przyjaciół ofiar katastrofy, czyli dla nas wszystkich. Powstaje nowa legenda, pełna patosu, ale przecież opowiadająca o pięknie ludzkiej duszy. Na wskroś sienkiewiczowska. Prezydent Lech Kaczyński sam dla niej dobrał pieśń. Pieśń o Małym Rycerzu. Oto jej słowa i chwyty na gitarę:

W stepie szerokim, którego okiem a C D
Nawet sokolim nie zmierzysz, a C E
Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa a d a
Pieśni o Małym Rycerzu. a E a

II.

Choć mały ciałem, rębacz wspaniały
Wyrósł nad pierwsze szermierze
I wieki całe będą śpiewały
Pieśni o Małym Rycerzu.

III.

Ty, któryś w boju, i ty, coś w znoju,
I ty, co uczysz i mierzysz,
Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa
Pieśni o Małym Rycerzu.

Z otchłani dziejów patrzą na nas oczy przodków. Przygląda się współczesny świat. Sprostajmy wymaganiom przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 23 kwietnia 2010

Szczęść Boże!

Mając w pamięci narodowej, rodzinnej i własnej bezmiar kłamstw, oszustw i manipulacji o charakterze broni psychologicznej wymierzonej bezpośrednio w nasze wspólne i osobiste interesy z integralnością na czele, słusznie okazujemy nieufność w stosunku do tzw. wybrańców narodu.

W końcu nie trzeba być szewcem, ażeby wiedzieć, że buty cisną.
Równocześnie wszyscy toniemy w zwałach błota, którym mniej lub bardziej celnie obrzucają się przedstawiciele rozmaitych grup trzymających władzę. Zajęci planowaniem i przeprowadzaniem kampanii oczerniania przeciwników, nasi politycy nie mają czasu przeciwstawić się postępującej degradacji cywilizacyjnej Polski. Dorobek III Rzeczypospolitej w zakresie polityki zdrowotnej, demograficznej, czy społecznej jest jeszcze gorszy niż w obszarze polityki transportowej, choć mniej oczywisty, bowiem łatwiej podsumować liczbę kilometrów dróg niewybudowanych oraz nowowybudowanych i rozpadających się w proch niż wyliczyć stracone lata życia Polaków w związku
1. z brakiem dostępu do skutecznej prewencji, profilaktyki i terapii,
2. z brakiem dostępu do pomocy rodzinie wychowującej dzieci,
3. z brakiem dostępu do pracy w bezpiecznych warunkach
4. z brakiem dostępu do godziwego wynagrodzenia, zaopatrzenia rentowego i emerytalnego.

Za to Polakom zapewnia się dostęp do narzędzi kłamliwej propagandy płynącej z odbiorników, za których używanie okłamywanym każe się płacić. Czy to sprawiedliwe? Dlaczego kosztów nadawania kłamstw i półprawd nie pokrywają ci, których interesom te fałszerstwa medialne służą? A ileż to roboty przy współczesnej technice zajmie wyliczenie co do sekundy czasu trwania materiału emitowanego z korzyścią dla obcych a bez korzyści dla Polaków płacących abonament i wysłanie faktury do odpowiedniego koncernu, ambasady, czy ich akwizytorów i/lub agentów.

Dzięki temu więcej nam pozostanie w kieszeni na utrzymywanie tych środków masowego przekazu, które nas nigdy nie zawiodły. A trzeba dodać, że ich wpływ na odrodzenie Polaków w sferze patriotyzmu i pamięci narodowej jest nie do przecenienia i jako ewenement w skali międzynarodowej wymaga pilnego zaangażowania utalentowanych patriotów w piękne udokumentowanie dorobku, opatrzenie błyskotliwym komentarzem w jak największej liczbie języków i upowszechnienie w skali globalnej z wykorzystaniem wszystkich form i dostępnych kanałów dystrybucji z Internetem na czele. Świat czeka na przejawy normalnych ludzkich zachowań i Polska ma pełne szanse stać się wyczekiwanym przez wielu, przez miliardy zwykłych ludzi dobrej woli wzorem do naśladowania, źródłem inspiracji dobrem pobudzającym innych do działania ku dobru. W tych dniach mamy prawo przypomnieć przekonanie wieszcza, że “Polska Mesjaszem narodów.” Niechby jednakowoż wszyscy przyznali, i to publicznie – na czele z naszymi politykami, którzy głoszą i mogą głosić swoje racje – komu zawdzięczają wolność niezałganej patriotycznej myśli i wypowiedzi oraz wyjątkowe szanse na wyborcze zwycięstwa. Choćby i narazili się na zmasowany atak kreatorów i egzekutorów poprawności politycznej, to i tak nie mają nic do stracenia, bo tam nie mają na co liczyć, a tu, ich odwaga i prawdomówność nada blasku chwalebnym zamiarom, a niekiedy i czynom. Wtedy może do urn ruszą obywatele tradycyjnie bojkotujący wybory czy to z powodu krzywd doznanych ze strony wrogiego państwa, czy też z niechęci do wybierania mniejszego zła. Jawność intencji i wyrazistość zachowania to coś więcej niż kuglarskie sztuczki politycznych marionetek.

Naturalnie jeszcze ważniejsze są rzeczywiste dokonania.

Tym, którzy są piękni, młodzi, bogaci, a zwłaszcza zdrowi, a także wśród członków rodzin i przyjaciół nie znajdują nikogo w potrzebie niech oczy otworzą bilboardy z wielkim napisem: ŚREDNIA DŁUGOŚĆ ŻYCIA CHORYCH NA MUKOWISCYDOZĘ

W POLSCE: 20 LAT

NA ZACHODZIE: 40 LAT

W ten sposób Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą, które pomaga ponad 1200 chorym, zwraca uwagę społeczeństwa na drastyczne różnice w długości przeżycia chorych na mukowiscydozę w Polsce i w państwach Europy Zachodniej.

Z końcem kwietnia 2010r., u progu kolejnej kampanii wyborczej następującej bezpośrednio i za przyczyną tragicznej śmierci z niewyjaśnionego nadal powodu niemal stu osób zajmujących najwyższe stanowiska państwowe, muszę, jako polski epidemiolog, ponownie, ponownie upomnieć się prawo do życia wszystkich innych Polaków i przywołać własne słowa z lipca 2004r.: “15. maja 1997r. podczas konferencji prasowej pt. “Krótkie życie Polaków” zapoznałem opinię publiczną z prawdziwą, opartą o porównywalne dane międzynarodowe, oceną stanu zdrowia mieszkańców Polski. Niestety, od tamtej pory kolejne rządy te same dane wykorzystują do propagandy nieistniejącego sukcesu, podkreślając coroczny przyrost oczekiwanej długości życia, a przemilczając fakt, że przyrost ten w konkurencji międzynarodowej jest kompromitująco niski. Zawiniony przez rządzące partie i osoby rozpad systemu opieki zdrowotnej oraz bezczynność organów naszego państwa w zakresie zapobiegania i zwalczania chorób służą właściwie eksterminacji narodu.”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 30 kwietnia 2010

Szczęść Boże!

Nadmiar detali zasłania prawdę o całości. Oglądając preparat pod mikroskopem, wybiera się odpowiedni do celu obserwacji obiektyw o powiększeniu, np. cztero-, dziesięcio, czy dwudziestokrotnym. Specjaliści korzystający z mikroskopu w pracy wiedzą czym jest powiększenie użyteczne i powiększenie puste. Kiedy użyjemy obiektywu o powiększeniu zbyt dużym, zdolność rozdzielcza naszego oka nie sprosta zadaniu rozróżnienia detali i uzyskamy zamazany obraz rzeczywistości. To jest właśnie powiększenie puste. Obraz jest rozmyty, a pole obserwacji nie obejmuje ważnych partii preparatu.

W medycynie błędne rozpoznanie postawione na podstawie wadliwie przeprowadzonego badania mikroskopowego może pogorszyć stan zdrowia, kosztować życie pacjenta, a gdy dotyczy wielu groźnych chorób, może przyczynić się do wystąpienia ogniska epidemicznego, a nawet epidemii.

A jak ma się sprawa w bieżącej polityce?

Brak dostępu do istotnych partii obrazu rzeczywistości nie pozwala na dokonanie syntezy rozsypanych, ukrytych, a może i ukrywanych fragmentów obiektywnej prawdy. Zdrowy rozsądek nakazuje więc poddać obecną sytuację analizie od ogółu do szczegółu.

10 kwietnia 2010r. miało miejsce bezprecedensowe w historii ludzkości wydarzenie, które poraziło cały świat swoją złowrogą symboliką. Media na czele z internetem, zapewniły globalny dostęp do obserwacji katastrofy pod Smoleńskiem, jej bezpośrednich śmiertelnych skutków i następującej po niej rozpaczy milionów żałobników. Pamięć zabitego w katastrofie prezydenta mieli uczcić najwyżsi dostojnicy ze wszystkich zakątków świata. Zwyczajowy w sytuacji zgonu urzędującej głowy państwa udział innych głów państw w pogrzebie został jednak storpedowany przez zamknięcie pod fałszywym pretekstem przestrzeni powietrznej nad Europą. No właśnie. Omawiane szeroko w prasie światowej zdjęcia satelitarne po prostu nie wykazały zagrożenia ze strony pyłu wulkanicznego. Sir Richard Branson, właściciel między innymi linii lotniczych Virgin Atlantic, za zawiniony przez agendę rządu brytyjskiego błąd oceny sytuacji domaga się od tegoż rządu rekompensaty poniesionej w ciągu sześciu dni zakazu lotów straty w wysokości 50 milionów funtów.

Dla miliardów ludzi podstawowe pytanie wymagające natychmiastowej odpowiedzi, to pytanie o przyczynę katastrofy. To pytanie stawiane jest od pierwszych chwil po tragicznym wydarzeniu przez każdego, kto prywatnie lub publicznie wypowiada się w tej sprawie. Ponieważ odpowiedzi nie słychać, mnożą się rozmaite podejrzenia. Jak w przypadku każdego nagłego zgonu, nie tylko rodzina zmarłego, nie tylko policja stojąca na straży bezpieczeństwa zdrowia i życia, ale każdy, każdy człowiek, sąsiad bliski czy daleki ma prawo pytać: dlaczego ktoś nagle zginął? I nie słysząc wiarygodnej odpowiedzi każdy ma prawo podjąć zwykłą w każdym dochodzeniu logiczną analizę sytuacji, w pierwszej kolejności zastanawiając się komu ta śmierć przyniosła korzyść. Cui prodest. Kto na tym korzysta? Komu służy ta śmierć? Kto zyskuje na tej stracie? Seneka w swojej tragedii Medea wyraził logiczne przekonanie Cui prodest scelus, is fecit – ten popełnił zbrodnię, komu przyniosła korzyść.

Komu więc zbrodnia pod Smoleńskiem przyniosła korzyść? Diabłu? Tylko diabłu? I dlatego ludzie są bezsilni w wykrywaniu współpracowników diabła – sprawców, pomocników i popleczników tej zbrodni? Kara Boska ich nie minie, lecz ludzka ominie. Będzie to widomy znak rozpaczliwej bezsilności człowieka w walce z imperium zła. Rozpasane zło pożera coraz więcej ofiar. Przyciśnięci do muru, śmiertelnie zagrożeni ludzie zwykli bronić się dzielnie. Ażeby podjąć walkę ze złem, trzeba zło nazwać po imieniu. Niestety, nagle okazuje się, że nadal żyjemy na jednej z wysp archipelagu Gułag. Za poprawność polityczną Polacy mają oddać swoje święte prawo do wolności wypowiedzi.

A kto ma prawo pytać o mechanizm zbrodni pod Smoleńskiem? Tubylcy z wysp Pacyfiku, Amerykanie, nasi bliżsi i dalsi sąsiedzi? Owszem, ci pytają. W internetowych witrynach i rozmowach temat ten jest bardzo aktualny i w miarę bezproduktywnego upływu czasu coraz bardziej gorący. Tym bardziej oburza cuchnąca faszyzmem argumentacja stosowana w celu zakneblowania ust Polakom, przecież najbardziej ze wszystkich i do końca świata zainteresowanym wyjaśnieniem prawdziwych przyczyn oraz rzeczywistych doraźnych i odległych w czasie następstw tragedii pod Smoleńskiem.

Już po dwudziestu dniach każdy widzi, że katastrofa pod Smoleńskiem może się skończyć katastrofą narodu, który – pomimo wyraźnego ostrzeżenia – nie potrafi zapobiec nadchodzącym nieszczęściom.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 7 maja 2010

Szczęść Boże!

Film “Milczenie owiec” (“The Silence of the Lambs”) to okropny horror powstały w Hollywood w 1991r. Spośród innych wytworów chorej wyobraźni, jakże mocno odciskających się na psychice i postępowaniu miliardów ludzi na całym świecie, ten produkt Hollywood ma szczególne znaczenie. Magazyn “Giant” w numerze październik/listopad 2005r. opublikował ranking najbardziej przerażających filmów wszechczasów. W tym rankingu “Milczenie owiec” zajęło drugie miejsce. Wyprzedziło m. in. uznany za jeden z najważniejszych filmów Romana Polańskiego, “Wstręt” (“Repulsion”), który zajął 25. pozycję wśród najbardziej przerażających filmów wszechczasów. Niewątpliwie epatowanie złem, wręcz rozkoszowanie się psychopatologią i skrajnym okrucieństwem osób psychiczne ciężko chorych odpowiada na zapotrzebowanie części widowni, ale też i trafia na podatny grunt wśród tych jej członków, których współczesna psychiatria zalicza do cierpiących co najmniej na zaburzenia osobowości. Jednak nie wpływ produkcji Hollywood na stan, a w szczególności obserwowany właśnie rozkład świata zachodniego, jest tym problemem, który obecnie najbardziej nurtuje Polaków.

Mamy własny, narodowy i rzeczywisty, choć tak straszny jak gdyby zrodzony w przesiąkniętej odrażającym złem wyobraźni, powód do prawdziwego przerażenia. Autor czy autorzy scenariusza najbardziej przerażającego dla nas wydarzenia wszechczasów są nadal nieznani. Nie przesądzając o tym na kogo można rzucić podejrzenie o spowodowanie katastrofy pod Smoleńskiem, nawet nie stawiając hipotez o intencjach sprawców, a więc odkładając dyskusję o winie umyślnej i nieumyślnej do czasu pojawienia się jakichkolwiek niepodważalnych dowodów, trzeba zachowanie widowni tej tragedii rozgrywającej się tu i teraz, w czasie rzeczywistym na oczach całego świata, nazwać milczeniem owiec.

Milczeniem owiec, drżących z przerażenia, niezdolnych do walki o swój los.

Czy Polacy milczą dlatego, że przed kilku laty wybrali swoich przedstawicieli i tych, którzy przeżyli katastrofę pod Smoleńskiem, darzą bezmiernym zaufaniem?

W świetle postępowania władz tego rodzaju wiernopoddańcze, rabie przyzwolenie to po prostu zaproszenie do eskalacji słownej i czynnej napaści na nas wszystkich.

Dla Bronisława Komorowskiego, marszałka sejmu, ujawnienie przez turystę znalezienia w błocie pod Smoleńskiem polskiego paszportu to błahostka. Będący własnością Rzeczypospolitej Polskiej dokument z godłem naszego państwa dołączył do guzików oficerskich mundurów, ale został jeszcze bardziej niż one sponiewierany. I to przez kogo? Przez kandydata na następcę zabitego prezydenta! Poza tym nasuwa się oczywiste pytanie: co znaleźli, ci którzy swoich znalezisk nie ujawnili, choćby z chęci zysku lub ze strachu?

Według Donalda Tuska, polskiego premiera, znaleziska z miejsca katastrofy mają większe znaczenie dla Polaków niż dla Rosjan. Kiedy od osób dokonujących przypadkowo tych znalezisk dowiadujemy się, że są to niekiedy szczątki ludzkie, fragmenty ciał ludzi zabitych 10 kwietnia 2010 r. i przez prawie miesiąc nie pochowanych, takie stwierdzenie premiera należy uznać za umyślną obrazę przyjaciół Moskali. Zarząd spraw – przynajmniej formalny – związanych z medycyną, od ochrony zdrowia mieszkańców Polski, a pośrednio całej Unii Europejskiej i innych odbiorców naszych produktów nadzorowanych przez inspekcję sanitarną, po identyfikację i zabezpieczenie zwłok ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, premier niezmiennie i niezależnie od efektów oddaje z pełnym zaufaniem w ręce minister zdrowia dr Ewy Kopacz. Oto fragment stenogramu punktu 14. porządku dziennego 65 posiedzenia Sejmu RP 6 kadencji. 29. kwietnia 2010r. Minister Zdrowia Ewa Kopacz powiedziała Sejmowi: “Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie. Dlatego jest ta dzisiejsza informacja i to, co się dzieje na tej sali – szczera rozmowa z państwem. Szczególnie wam, bo wy prosiliście o tę informację, chcielibyśmy przekazać, że z pełną rzetelnością zabezpieczyliśmy wszystkie szczątki, które znaleziono na miejscu wypadku.”

Dobrze, że lokale wyborcze są w zasięgu kopytek większości milczących owiec. Bo dojechać nie byłoby czym, aby podziękować za dorobek. Dróg nie wybudowali. Kolej zlikwidowali.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 14 maja 2010

Szczęść Boże!

Rozkład tzw. cywilizacji Zachodu nabiera tak szybkiego tempa, że zjawiska wcześniej niewyobrażalne, stają się dzisiaj codziennością. Co najgorsze, wartości europejskie, te właśnie, z których wyrasta cywilizacja Zachodu, są bądź to niweczone, wręcz wypalane żelazem rozgrzanym do czerwoności z brunatnym odcieniem, bądź też oddawane walkowerem przez samych Europejczyków. Uderza utrata europejskiej tożsamości wyraźnie przecież w naszych czasach zdefiniowanej i nieustannie przypominanej przez największego spośród Polaków, a tym samym spośród Europejczyków. Jan Paweł II 24. marca 2004 r. w Watykanie przyjął z rąk władz miasta Akwizgran nadzwyczajną edycję międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego. Z tej okazji nakreślił swoją wizję zjednoczonej Europy, która powinna być wolna od samolubnych nacjonalizmów, w której narody są postrzegane jako żywe ośrodki kulturowego bogactwa zasługującego na ochronę i promocję dla dobra wszystkich. Miała to być Europa, w której zdobycze nauki, ekonomii i społecznego dobrobytu nie zostaną zepchnięte do ślepego konsumeryzmu, ale pozostaną na służbie każdego w potrzebie, oferując zintegrowaną pomoc tym krajom, które podejmują wysiłki w celu osiągnięcia stabilizacji społecznej. Jan Paweł II myślał wtedy o Europie, której jedność jest oparta na prawdziwej wolności, której cenne owoce wolności religijnej i wolności społecznych osiągnęły dojrzałość w glebie Chrześcijaństwa. Powiedział: “Bez wolności nie ma odpowiedzialności. Ani przed Bogiem, ani przed ludźmi. Kościół pragnie poszerzać pole wolności. Współczesne państwo zdaje sobie z tego sprawę, że nie może być państwem prawa, jeżeli nie chroni i nie promuje wolności swoich obywateli, zapewniając im wolność wypowiedzi jako jednostkom i grupom.” Jan Paweł II myślał wtedy o Europie, która jest zjednoczona dzięki pracy młodych. Młodzi ludzie porozumiewają się z łatwością, poprzez i ponad granicami geograficznymi. I pytał: “Jednak jak może być zrodzone młode pokolenie otwarte na prawdę, na piękno, na szlachetność i na to co jest warte poświęcenia, jeżeli w Europie rodzina przestała reprezentować instytucję otwartą na życie i bezinteresowną miłość? Rodzina, której seniorzy są integralną częścią, z perspektywą tego co najważniejsze: aktywnego komunikowania wartości i sensu życia.” Jan Paweł II miał na myśli Europę będącą polityczną, a w istocie duchową jednostką, w której chrześcijańscy politycy wszystkich państw działają ze świadomością bogactwa, które ludziom przynosi wiara, poświęcają się temu, aby te wartości przyniosły owoce, oddają się na służbę całej Europy skoncentrowanej na osobie ludzkiej, z której bije blask twarzy Boga. “To jest marzenie, które noszę w moim sercu i które chciałbym z tej okazji powierzyć wam i następnym pokoleniom” powiedział Jan Paweł II, odbierając w Watykanie nadzwyczajną edycję nagrody Karola Wielkiego. Przed sześciu laty. Na kilka tygodni przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

Wśród przyczyn przyznania tej nagrody sformułowano następujące:

“Dla Jana Pawła II kultura jest wspólnym dziedzictwem wyrosłym z wartości etyki i doświadczenia religijnego. Dla Jana Pawła II kultura oznacza także bogactwo życia, wymianę duchowych tradycji i osiągnięć, wzajemnie twórcze ubogacenie. Jan Paweł II rekomenduje państwom i rządom, działającym na własny sposób, aby każdy wnosił własny narodowy i regionalny wkład do specyficznej ekspresji wyjątkowej kultury europejskiej, zachowując przy tym szacunek dla różnorodności. W swoim przesłaniu do narodów Europy z Santiago de Compostela w 1982 r. Ojciec Święty udzielił następującej zachęty Europie: “Znajdź własną drogę dla siebie. Bądź sobą. Odkryj na nowo swoje początki. Przywróć życie swoim korzeniom… Nadal możesz być świetlistym łukiem dla kultury i siłą napędową postępu na świecie”. Papież Jan Paweł II wypromował dialog pomiędzy religiami i dzięki temu poprawił stosunki między ludźmi w zmieniającej się Europie. Naucza nas, że wielokulturowe społeczeństwo nie może działać bez wspólnie szanowanych trwałych elementów, bez punktów odniesienia, bez wartości. Gdybyśmy temu zaprzeczyli, to odrzucilibyśmy tożsamość Europy i nadalibyśmy naszym kulturom naturę świecką (profane nature), która pozbawiłaby je kreatywności.”

Od napisania przez kapitułę nagrody Karola Wielkiego w tym brzmieniu uzasadnienia dla jej przyznania Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II upłynęło zaledwie sześć lat.

Warto zastanowić się, kto ukradł nam naszą Europę. Czym nas omamił. Jak uśpił naszą czujność. Tym bardziej warto starać się odzyskać nasz dom – Europę. Jeżeli nic nie zrobimy w tym kierunku, stracimy nasz dom bezpowrotnie. Już nawet nie jako Polacy, ale właśnie jako Europejczycy. Nabiera przecież błyskawicznego przyspieszenia proces integracji ludzkości.

A teraz kilka słów z obszaru mojej ekspertyzy, z natury rzeczy mającej zastosowanie globalne, tym samym chętnie podejmującej nowe – właśnie globalne – wyzwania. Integracja ludzkości, jak każde zjawisko, wymaga opisu i oceny z punktu widzenia medycyny, naturalnie metodyką wynikającą z definicji epidemiologii, a w szczególności noksologii. Medycyna integracji, europejska medycyna integracji, to badanie, kurowanie i zapobieganie w kontekście rozkładu cywilizacji zachodu i natychmiastowej potrzeby opartej na zdrowych podstawach współpracy z sąsiadami na naszej planecie.

Wszyscy jesteśmy sąsiadami w naszej globalnej wiosce. Pełen szacunku dystans pomiędzy sąsiadami jest receptą dla harmonijnych między nimi stosunków. Jak wspomniałem przed pół rokiem, amerykański filozof i logik Willard Van Orman Quine raz powiedział: “nie ma osoby bez tożsamości”. Z historii naszego narodu i z własnego doświadczenia, ośmielam się dodać: integralność tożsamości determinuje przeżycie. Integracja ludzkości zaczyna się od niezafałszowanego szacunku dla fizycznej, moralnej i psychologicznej integralności każdej osoby ludzkiej. Gdzie człowiek tam i medycyna. W starciu medycyny opartej na dowodach z medycyną reklamową i lobbingową, ignorancją, arogancją i chciwością, fałszowaniem leków i procedur, bezbronnym pacjentom radą i pomocą służy Centrum Europejskiej Medycyny Integracji CEMI – ZEMI.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 21 maja 2010

Szczęść Boże!

Po trzynastu latach jestem zmuszony do powtórzenia niemal w całości kilku informacji z serii RATOWANIE ZDROWIA PO POWODZI, które przekazywałem rodakom podczas narodowej tragedii w Polsce w 1997 r. Już wtedy pierwszymi środkami masowego przekazu, które zwróciły się do mnie o porady lekarza epidemiologa dla osób poszkodowanych przez powódź były media katolickie: Radio Maryja i Tygodnik Niedziela.

Fala powodziowa wnosi do naszych domów niewyobrażalne ilości zanieczyszczeń, z których najgroźniejsze to odchody ludzkie i zwierzęce pochodzące z dołów kloacznych, szamb, gnojowników, obór, chlewni, kanałów, oczyszczalni ścieków oraz substancje chemiczne wypłukane z hałd, magazynów przemysłowych, pól (pestycydy, nawozy sztuczne) i zmyte z jezdni (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, ołów, itd.). Im szybciej pozbędziemy się osadzonych z brudnym szlamem bakterii, wirusów, pleśni, grzybów oraz trucizn i alergenów chemicznych, tym łatwiej przywrócimy naszemu domowi naturalną rolę bezpiecznego schronienia. Zaniedbania w tym zakresie mogą objawić się w dość krótkim czasie zachorowaniami na dur brzuszny, dury rzekome i inne salmonellozy, czerwonkę, biegunki wywołane pałeczkami jelitowymi E. coli. Kontakt ze szlamem, wdychanie uwalniających się z niego substancji stwarza poważne zagrożenie rozmaitymi chorobami alergicznymi (od wyprysku kontaktowego – egzemy, przez zapalenie spojówek, aż do groźnych dla życia ataków astmy) oraz zatruciem chemicznym o przebiegu ostrym i przewlekłym. Nie wolno też lekceważyć zagrożeń wynikających z uszkodzenia domowej instalacji elektrycznej, gazowej, wodociągowej, kanalizacyjnej oraz systemu wentylacyjnego i drenażowego.

ŻYWNOŚĆ PO POWODZI

1. Cała żywność pokryta szlamem naniesionym przez powódź musi być uznana za zagrażającą zdrowiu konsumenta i zniszczona. Władze sanitarne winny dopilnować zniszczenia żywności zalanej wodą w zakładach przetwórczych, hurtowniach, sklepach, kioskach, magazynach zakładów żywienia zbiorowego zamkniętego (szpitale, ośrodki wczasowe i kolonijne) i otwartego (restauracje, bary, zakłady małej gastronomii). Skażoną żywnością nie należy karmić zwierząt domowych i hodowlanych, gdyż, tak jak ludzie, mogą one ulec zatruciu. Sami obywatele (dorośli) ponoszą odpowiedzialność tylko za wykorzystanie skażonych zapasów domowych do żywienia rodziny. Za skutki zdrowotne w pozostałych przypadkach odpowiadają właściciele i kierownicy wyżej wymienionych obiektów, w których dla żywienia ludzi wprowadza się środki spożywcze o niewłaściwej jakości zdrowotnej.

2. Bez wahania należy zniszczyć opakowania, do których wnętrza mogła dostać się brudna woda z zarazkami i truciznami, a zawierające na przykład:

przyprawy
mąkę, cukier, sól, kawę i herbatę
żywność w opakowaniu papierowym, celofanowym, kartonowym (makarony, płatki, krakersy, herbatniki, lody, słodycze, itd.)
słoiki i butelki z zakręcanymi pokrywkami, w tym przetwory domowe

3. Należy zniszczyć zalane wodą świeże warzywa i owoce

4. Należy wyrzucić wszelkie porowate przedmioty (drewniane, plastykowe, gumowe) do kontaktu z żywnością lub które mają kontakt z ustami (smoczki, gryzaki, pojemniki plastykowe, deski do krojenia, drewniane talerze, nakrycia jednorazowego użytku.

5. Można zachować nakrycia szklane i porcelanowe, metalowy i szklany sprzęt kuchenny, szklane butelki i słoiki, czyszcząc je w odpowiedni sposób:

-umyć w silnym roztworze środka dezynfekcyjnego
-usunąć wszelki brud i błoto
-wydezynfekować porcelanę i szkło w ciepłym roztworze środka dezynfekcyjnego przez jedną minutę (łyżka bielinki na cztery litry wody)
-wygotować metalowe garnki, patelnie, narzędzia kuchenne i sztućce przez 10 minut

6. Można uratować żywność z metalowych konserw pod warunkiem, że nie widać w nich wgłębień lub rdzy i przy wykonaniu następujących czynności:

-na ile to możliwe odpisać z etykiet informacje dot. produktu, producenta i terminu przydatności konserwy do spożycia, usunąć etykiety i opisać puszkę niezmywalnym pisakiem
-sprawdzić, czy nic z puszki nie wycieka, ani czy nie ma wybrzuszeń (takie puszki należy wyrzucić, bombaż grozi zatruciem jadem kiełbasianym!)
-umyć puszkę w silnym roztworze środka dezynfekcyjnego
-użyć szczotki w celu dokładnego usunięcia szlamu
-zanurzyć konserwę w ciepłym roztworze środka dezynfekcyjnego przez jedną minutę (łyżka bielinki na cztery litry wody)
-pozwolić na wyschnięcie puszki bez wycierania przed jej otwarciem lub umieszczeniem w czystym, suchym i wydezynfekowanym miejscu.
-zachować listę konserw uwzględniającą dane ze zniszczonych etykiet

7. JEDZ POTRAWY GOTOWANE, A WARZYWA I OWOCE CZYSTĄ RĘKĄ ZE SKÓRKI OBRANE – to łatwa do zapamiętania zasada chroniąca zdrowie i życie ludzi przebywających na terenach zagrożonych durem brzusznym, durami rzekomymi i innymi salmonellozami, czerwonką i cholerą. Zagotowanie potraw nie chroni jednak przed zatruciami chemicznymi.

8. Potrawy trzeba dobrze ugotować, jeść nadal gorące, jeszcze parujące.

9. Należy jeść te dowiezione owoce i warzywa, które można obrać ze skórki po wstępnym opłukaniu czystą wodą. Przed obieraniem koniecznie trzeba umyć ręce czystą wodą z mydłem. Nie wolno zjadać obierek. Inne warzywa i owoce (n. p. sałata, owoce jagodowe) wymagają dużej ilości czystej wody do wielokrotnego opłukania.

10. Należy zwrócić uwagę na stan zdrowia zwierząt hodowlanych: u krów nie dopuszczać do uszkodzeń wymion i ich zakażenia pałeczkami jelitowymi obecnymi w szlamie.

CHOROBY ZAKAŹNE PO POWODZI

Zniszczona odporność ofiar powodzi (w wyniku ciężkich przeżyć, głodu, pragnienia, bezsenności, bezdomności, wychłodzenia lub przegrzania) toruje drogę wszechobecnym zarazkom. Władze sanitarne winny zorganizować system wykrywania, rejestrowania i leczenia tych chorób, które ze względu na wysokie ryzyko zgonu i łatwość szerzenia się najbardziej zagrażają zdrowiu publicznemu. 1. Do ogólnych objawów chorób zakaźnych należą:

-gorączka
-luźne i/lub częste stolce (biegunka) lub zaparcie
-nudności i wymioty, ból brzucha
-osłabienie, ból głowy, zawroty głowy

2. Niekiedy choroba przebiega bez wyraźnych oznak i dolegliwości lub z objawami mało nasilonymi, a mimo to badanie lekarskie i laboratoryjne wykazuje zmiany chorobowe wielu narządów oraz obecność zarazków w krwi, kale i moczu.

3. Obecność osoby chorej i nieleczonej albo osoby, która pomimo braku wyraźnych objawów wydala zarazki z kałem i moczem stanowi bardzo poważne zagrożenie dla otoczenia.

ODKAŻANIE PO POWODZI

1. W nierównej walce bezbronnego człowieka z zarazkami ważnym orężem są chemiczne środki odkażające. Władze sanitarne winny zorganizować sprawny system zaopatrzenia ludności w takie środki dezynfekcyjne, jak wapno chlorowane, chloraminy i podchloryn sodu, których niezbędne zapasy muszą być stale przechowywane w bazach sanitarnych i dostarczone wraz ze szczepionką i sprzętem do wstrzyknięć specjalnym transportem natychmiast na tereny zagrożone epidemiami. Pracownicy stacji sanitarno-epidemiologicznych nie tylko mają obowiązek udzielać szczegółowych instrukcji co do skutecznego i bezpiecznego stosowania środków dezynfekcyjnych, ale też przeprowadzać dezynfekcję różnych obiektów ze studniami włącznie. Innym zadaniem Państwowej Inspekcji Sanitarnej jest urzędowe dopuszczenie do picia i celów gospodarczych wody pobranej w nadzorowanym obiekcie przez pracowników stacji sanitarno-epidemiologicznych i zbadanej w ich laboratoriach. Zadanie to ma zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa zdrowotnego kraju, gdy dotyczy wodociągów, w tym lokalnych i zakładowych, bądź studni zaopatrujących w wodę zakłady produkcji żywności, żywienia zbiorowego, szpitale, przychodnie i inne obiekty użyteczności publicznej. Sami obywatele (dorośli) ponoszą odpowiedzialność tylko za odkażanie swoich domów, sprzętów, obejścia, a zanim zostanie przeprowadzona dezynfekcja studni bądź stacji uzdatniania wody i sieci wodociągowej także tej wody, jaka jest właśnie dostępna.

2. Chemiczne środki odkażające zabijają bakterie lub powstrzymują ich rozwój, są wykorzystywane w niszczeniu wirusów, grzybów, pleśni i wielu przetrwalników zarazków. Służą do odkażania wody pitnej, ścian, podłóg, mebli, naczyń stołowych i kuchennych, pomieszczeń szpitalnych, pojemników do wody i mleka, środków transportu żywności, pomieszczeń dla zwierząt, żłobów, odchodów ludzkich, śmietnisk. Zasadnicze znaczenie ma dobór środka odkażającego do konkretnej potrzeby, ilość tego środka na jednostkę miary odkażanej powierzchni, objętości lub wagi (np. litr roztworu o konkretnym stężeniu na metr kw. podłogi oraz czas działania tego środka (od 3 minut do 3 godzin).

3. Tylko kilka środków odkażających można stosować do dezynfekcji skóry, błon śluzowych, uszkodzonych tkanek bez ryzyka ich działania trującego, uczulającego lub drażniącego na człowieka (są to tzw. środki aseptyczne – groźne dla zarazków, a bezpieczne dla ludzi).

4. Wybór konkretnego środka odkażającego poza jego dostępnością i ceną jest więc podyktowany określoną potrzebą, ale też wygodą i bezpieczeństwem stosowania. Konieczne jest więc dokładne zapoznanie się z treścią etykiety lub dołączonej ulotki już w chwili dokonywania wyboru. Jeśli etykieta nie zawiera precyzyjnych danych, nie należy podejmować ryzyka związanego z pozorowanym unieszkodliwianiem zarazków lub działaniem trującym, drażniącym lub uczulającym środka chemicznego, za którego skuteczność i bezpieczeństwo użycia nawet producent nie chce przyjąć odpowiedzialności.

5. Chemiczne środki odkażające należy stosować wyłącznie zgodnie z precyzyjną instrukcją odczytaną z etykiety. Próba odejścia od tej zasady (zmiana zastosowania, oszczędzanie środka przez większe niż należy rozcieńczenie, skracanie czasu odkażania) grozi szerzeniem się chorób zakaźnych, zaś lekceważenie środków ostrożności (np. stosowanie wapna chlorowanego bez odzieży ochronnej – buty gumowe, rękawice, maska przeciwgazowa) – śmiertelnym zatruciem.

6. Chemiczne środki odkażające tylko wtedy zniszczą zarazki, kiedy zastosuje się je na bardzo czyste powierzchnie podłóg, ścian, mebli, sprzęty, itd. lub do zaprawienia przefiltrowanej wody (np. kilkakrotnie przez czystą tkaninę, watę, itp.). Odkażanie powierzchni pokrytych szlamem, błotem, odchodami, pyłem i in. substancjami organicznymi mija się z celem. Nieskuteczna będzie dezynfekcji wody, która jest mętna, a w osadzie znajdują się substancje organiczne neutralizujące bez reszty zastosowany środek.

7. Ludzie, którym nie dostarczono chemicznych środków odkażających w ramach działalności przeciwepidemicznej Państwowej Inspekcji Sanitarnej, ani też nie otrzymali ich wśród innych darowanych produktów (naturalnie tak jak w przypadku dokonania zakupu osobiście obowiązują podane wyżej wymogi wyboru i stosowania), a przy tym nie mają ich gdzie lub/i za co kupić, muszą oprzeć swoje zabezpieczenie przed chorobami zakaźnymi na wykorzystaniu innych sposobów:

-ogień – spalić zbędny sprzęt, odchody, odpady, śmieci; opalić przedmioty metalowe
-wygotować co można przez 10 – 30 minut lub kilkakrotnie obficie polać wrzątkiem
-wyprasować żelazkiem wypraną i wilgotną odzież, pościel itd. (dokładnie szwy)
-suszyć długo na słońcu (sposób niepewny, ale czasem jedynie dostępny)
-alkohol etylowy 70% (czysty spirytus z przegotowaną wodą) do przemywania rąk i powierzchni – pozostawić do wyschnięcia
-nadmanganian potasu – kilka kryształków na litr wody do uzyskania bardzo jasnofioletowego koloru (woda do mycia zębów, skóry wrażliwej, naczyń w kuchni)
-woda do picia, mycia zębów, ostatniego płukania w kuchni:
-gotować co najmniej przez 2 minuty
-jodyna – 4 – 6 – 10 kropli na 1 litr wody, pozostawić na v cvilkakrotnie mieszając
-bielinka, czyli 5,25% roztwór podchlorynu sodu (uwaga na ręce, nie wdychać pary!)
-na powierzchnie gładkie – łyżka na 4 l wody, postawić do wyschnięcia
-na powierzchnie porowate – 3 łyżki na 4 l wody, po 2 min spłukać
-do dezynfekcji wody pitnej – 4 krople bielinki (świeżej i bez dodatków) na litr wody, zamieszać, pozostawić na 30 minut, gdy woda nie cuchnie nieco chlorem, zabieg powtórzyć i odczekać 15 min, potem na 15 – 30 min dodać tę samą ilość 3% wody utlenionej lub potrzymać w otwartym naczyniu, aby poprawić smak.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 28 maja 2010

Szczęść Boże!

Polskie Państwo, czy błazeństwo? Woda ma to do siebie, że spływa i daje dobry przykład niewydarzonym politykom, którzy publicznymi wypowiedziami policzkują demokrację. Ci, jako ludzie przezorni i zapobiegliwi, w odróżnieniu od beztroskich wyborców, dobrze wiedzą, że trzeba się ubezpieczać i po spławieniu już to wypływają na powrót na wierzch, już to żyrują własną twarzą zaufanie podobnym sobie powracającym do koryt.

A biedny naród nie tylko nadal po trzynastu latach nie ma za co się ubezpieczać, ale w osobach tylu naszych braci i sióstr, tylu rodzin, stracił resztki mizernego dobytku. Najbardziej oczywistym dorobkiem przeżartych chciwością polskich elit jest rozpiętość dochodów w naszym kraju, szczególnie dotkliwa wtedy, kiedy milionom ludzi za pomocą zabiegów prawno-administracyjnych odmawia się szans na godziwe życie, po to, aby członkowie elitarnej szajki mogli sobie nawzajem poprzyznawać wysokie apanaże z publicznych środków, a przy tym podzielić intratne role najemników.

Jakież to wielkie liczby ludzi, którzy już przed ostatnią klęską potopu, żyli w skrajnej biedzie, musiały złożyć się na wielomilionowe majątki polityków, choćby takich, jak autorzy największego skandalu prywatyzacyjnego III RP,  a przy tym ojcowie założyciele rządzącej obecnie partii. Wielu  najlepiej wychodzi obecność na salonach europeizmu czy globalizmu, gdzie za poklepanie po ramieniu i wysokie wynagrodzenie podpiszą wszystko włącznie z aktem sprzedaży za bezcen, kawałek po kawałku, własnej matki  - Ojczyzny. Ci postrojeni w piórka tzw. bezstronnych naukowców, bądź trzeźwo myślących polityków dziwnym trafem są niezwykle przydatni każdemu kto tylko zechce wyciągnąć rękę po naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a więc okraść nas z polskiej – a co najważniejsze dobrze udokumentowanej – interpretacji historii, pozbawić nas wszelkiej własności i tak zmanipulować młodzież, aby wprost biegiem ruszyła zmywać talerze na obczyźnie.

Troska o własny interes nie pozostawia politykom wolnego czasu na zajmowanie się tak banalnymi sprawami, jak dbałość o zdrowie, życie i mienie obywateli państwa, na którego czele stoją i któremu ślubowali służyć. Znaków o wręcz biblijnej wymowie aż nadto. Jeszcze więcej przekonujących dowodów, których nie mógłby odrzucić żaden rzetelny wymiar sprawiedliwości. 
W 1997r., już po wielkiej powodzi, agendy rządowe dokonały oceny stanu technicznego oraz stanu bezpieczeństwa 655 obiektów hydrotechnicznych piętrzących wodę. Stwierdzono, że:
˙       31,4 % budowli stwarza lub może stworzyć zagrożenie bezpieczeństwa ludzi i mienia (w 1994 – 29%),
˙       87,2% obiektów  jest w złym stanie technicznym
˙       11 obiektów zagraża bezpieczeństwu otoczenia
1.      Zakrzew (zbiornik, zapora, jaz)
2.      Pieniężno (zapora, elektrownia wodna, jaz)
3.      Dzibice (zbiornik, zapora, wieża przelewowo-spustowa
4.      Cedzyna (zbiornik, zapora, jaz)
5.      Łączany (jaz)
6.      Kanał Łączany-Skawina
7.      Krępa (śluza, jaz)
8.      Gerlach (zbiornik, zapora)
9.      Dzikowiec (zbiornik, zapora)
10.   Wrocław I (elektrownia wodna, jaz)
11.   Zalew Wiślany (wał w rej. Grochowo)
˙ 42 obiekty mogą stworzyć zagrożenie bezpieczeństwu otoczenia
˙ na długości 2 050 km  należy dokonać przebudowy wałów przeciwpowodziowych
˙       istnieje potrzeba budowy 1 300 km nowych wałów
˙       wokół 37 zbiorników wodnych wybranych ze względu na znaczenie gospodarcze, wysokość piętrzenia oraz skutki awarii
˙         strefa bezpośredniego zagrożenia katastrofalnymi zatopieniami obejmuje niemal 3 000 km kw. i dotyczy 570 000
osób  (np. wzdłuż koryta Sanu – 42 000 osób, Wisłoka – 8 000 osób)
˙         w przypadku wystąpienia katastrofy budowlanej straty, w tym utrata życia, mogą dotyczyć prawie 100 000 osób, a
ewakuacji może wymagać prawie 500 000 osób

Do tego fragmentu mojej książki p .t . "Woda" wydanej w 1998r. należałoby dodać pozostające w świeżej pamięci czy też właśnie oglądane obrazy z powodzi obecnie niszczącej nasz kraj. Znamienny jest spontaniczny komentarz osoby stojącej u szczytu władzy w Polsce. Marszałek sejmu Bronisław Komorowski – jak sam powiedział – miał przyjemność wizytowania terenów powodziowych. Wcześniej dowiedzieliśmy, że ów kandydat na prezydenta Polski też dla przyjemności strzelał do zwierząt, aby je zabić. Dla nas, zwykłych ludzi, czerpanie przyjemności z masowego nieszczęścia, czy z zabijania, jest po prostu niewyobrażalne. Z pobudek solidaryzmu ogólnoludzkiego, a tym bardziej narodowego, wiemy dobrze, że wszyscy jesteśmy powodzianami. Wszyscy jesteśmy też narażeni na skutki katastrofy budowlanej tamy we Włocławku, czy skażenia terenów wodonośnych Wrocławia truciznami z hałdy w Siechnicy. W odróżnieniu od polityków nie wsiądziemy do samolotu i nie zamieszkamy w kolejnym domu w Szwajcarii, na Florydzie, czy w Monachium. Pozostaniemy w kraju w  imię polskości, o której Donald Tusk zbierający w 2010r, publiczne pochwały od niemieckich ziomków i samej Eriki Steinbach, tak pisał w 1987r. na łamach miesięcznika "Znak":
"(…) Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem." "Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. "Czym jest nasze życie? -  pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!).  -  Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego  -  do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie  -  to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?…"  pisał Tusk w 1987r.

Trzeba przyznać rację autorowi tych słów, a zarazem premierowi rządu, który dwadzieścia lat później, tuż po objęciu władzy, storpedował program ochrony Polski przed katastrofalnymi zatopieniami. Niewątpliwie polskość jest projekcją naszych zbiorowych kompleksów, na czele z paraliżującym samoobronę kompleksem  niższości w stosunku do władzy ewidentnie szkodliwej dla Polski.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 4 czerwca 2010

Szczęść Boże!

Do najbardziej trudnych do rozwiązania problemów każdego człowieka należą zagadnienia związane z płciowością. Niemalże od kolebki aż do łoża śmierci płciowość człowieka pokazuje swoją siłę. Jest to siła twórcza, wiążąca obcych sobie ludzi w jedno ciało owocujące dziećmi, a na skutek sublimacji dająca strzelisty jak gotyckie świątynie rozkwit wszelakich talentów, ale i siła destrukcyjna o mocy żywiołu, który w jednej chwili potrafi zniszczyć wszystko i wszystkich. Jak powódź wnosząca do naszych domów wszelkie nieczystości.

Nic więc dziwnego, że obie strony walki Dobra ze Złem toczącej się na polu bitwy zwanym człowiekiem nadają płciowości wagę najwyższą. Czego Pan Bóg od nas oczekuje, dobrze wiemy ze Starego i Nowego Testamentu, z encyklik papieży, z codziennego nauczania kapłanów. Podobnie precyzyjne oczekiwania nasi muzułmańscy bracia znajdą na stronach Koranu, w Sunnie, szarii i adacie. A czego chce od nas Szatan? Przecież wierząc w Boga, nie można zaprzeczać istnieniu i dziełom Szatana. Szatan w sposób jasny i oczywisty spodziewa się, że za pomocą niekontrolowanej płciowości odbierze człowiekowi Boga, a Bogu – człowieka. I – niestety – osiąga zamierzone efekty. Cóż jak nie sprzeciw wobec zasad normalnych zachowań płciowych stoi na pierwszym miejscu wśród przyczyn odejść od Boga? Pod presją budzącej się płciowości od najmłodszych lat, ci, którym Boże drogowskazy są najbardziej potrzebne, odwracają od nich głowę, schodzą z dobrze wytyczonych dróg i brną w coraz głębszym błocie na dalekie manowce. Nie potrafią sobie poradzić ze sprzecznymi – w ich rozumieniu – cechami fizycznej, psychicznej i moralnej komponenty własnej integralności. Zerwanie z Kościołem z powodu niedotrzymywania wymogów wiary w zakresie płciowości dowodzi, że dziewczyna, chłopiec, kobieta, mężczyzna na czas nie usłyszeli od rodziców i wychowawców, w tym od kapłanów, że Kościół jest dla grzeszników, że Kościół jest dla słabych, dla podatnych na zauroczenie, że Kościół jest też dla szukających przyjemności za wszelką cenę, dla odurzonych miłością, dla zafascynowanych nową zabawką, dla oszukujących najbliższych, dla zwykłych ludzi, żadnych tam niezłomnych bohaterów. Zerwanie z Kościołem z powodu niedotrzymywania wymogów wiary w zakresie płciowości dowodzi też, że dziewczyna, chłopiec, kobieta, mężczyzna na czas nie usłyszeli od rodziców i wychowawców, w tym od kapłanów, że zwykły człowiek nie jest święty z samej istoty człowieczeństwa, wręcz odwrotnie – jest grzeszny i dopiero dąży do świętości. I niewątpliwie ją osiągnie, o ile sam z tego dążenia – pod byle pretekstem – nie zrezygnuje. Jakże szkodliwe dla wszystkich, a przede wszystkim dla samych zainteresowanych, ale i dla ich rodzin i całych narodów, są odejścia od wiary spowodowane płciowością, która została nam dana nie dla destrukcji a dla konstrukcji maksimum szczęścia osiągalnego tu i teraz, ale przede wszystkim – w przypadku sprostania wynikającym z niej próbom wolnej woli – także w nieskończoności.

Niewyobrażalny wcześniej napór Szatana na manipulowanie ludzką płciowością wymaga dostosowania się ludu bożego do nowej sytuacji. Trzeba otworzyć mocno zaciśnięte oczy, należy wyzbyć się obaw przed naruszaniem wyimaginowanego tabu, mieć odwagę głosić swoje przekonania w sposób klarowny i oparty o współczesną wiedzę. O współczesną wiedzę naukową.

O właśnie. Ileż to nieszczęść przyniosły ludziom, całym pokoleniom, i to na całym świecie, a szczególnie w państwach dawniej chrześcijańskich, dane do wierzenia i przyjęte za pewnik urojenia rozmaitych guru, autorytetów wyrosłych na fali walki z Chrześcijaństwem, twórców całych szkół myślenia, nowatorskich kierunków nauki, które wkrótce po zaistnieniu wprowadzały do teorii i praktyki życia społecznego dogmaty tyleż niepodważane, co niekontestowane. Niekontestowane dlatego, że nikt nie odważał się im zaprzeczać, a gdyby nawet taki odważny się znalazł, zostałby przez entuzjastów dogmatu starty w proch i rozsypany na rozstajnych drogach, aby wraz ze swoim protestem zniknął bez śladu.

Zygmunt Freud w napisanej w 1915r. pracy “Instynkty i ich zmienne koleje” twierdził, że życie człowieka zależy od dwóch głównych sił . Pierwszą z nich jest instynkt samozachowawczy, dzięki któremu ludzie zachowują własną egzystencję. Drugą siłą miały być instynkty płciowe, za pomocą których ludzie zapewniają przeżycie gatunku. Jak pisał Freud: “Zaproponowałem rozróżnienie dwóch grup tego rodzaju pierwotnych instynktów (które należy rozróżnić): ego lub instynkty samozachowawcze i instynkty seksualne.

Degradacja osoby ludzkiej to istoty, wręcz zwierzęcia miotanego instynktami utrzymała się i utrzymuje nadal w wielu wypowiedziach naukowców, lekarzy, filozofów, polityków, a więc kreatorów opinii i kowali losu milionów ludzi.

Na szczęście najnowsze badania w zakresie seksualności człowieka podważają dogmat Freuda, o czym opowiem za tydzień.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 11 czerwca 2010

Szczęść Boże!

Dojrzewające w czerwcowym słońcu tuskawki nabierają coraz bardziej czerwonej barwy. Nie trzeba mieć złudzeń. Jako najbliższa w obszarze ideologii i w realnej praktyce rządzenia kawiorowa socjaldemokracja to żadna kompromitacja zarówno dla całości platformy oligarchicznej, jak i jej prominentnych komików ścierających się ku uciesze i otumanieniu gawiedzi, tak świetnie sprawdzonych w odgrywaniu ról dobrego i złego gliny, że po prostu niezastępowalnych. Co dalej? W ślad za brutalną retoryką łatwo wprawić w ruch pałki, armatki wodne, kule z gumy i ołowiu i całą tę przeklętą resztę form przemocy, bezprawia i eksterminacji, z czym nasza część Europy miała się rozstać z końcem XX wieku naznaczonego upiorną symboliką dwóch nazwisk wodzów naszych sąsiadów. Stalin i Hitler budzili strach i przerażenie, bo stali na czele władzy państwowej nie poddawanej żadnej kontroli demokratycznej. Opozycję zniszczono fizycznie. Krytyków sterroryzowano. Brak ostentacyjnego entuzjazmu dla jedynie słusznej partii przykładnie ukarano. Nie od razu. Nie od razu. Na dzień dobry żadna dyktatura nie przedstawia się z najgorszej strony. Krok po kroku cierpliwie, z naruszeniem konstytucji, czy też zgodnie z jej duchem i literą, zdobywa jedną pozycję po drugiej, aż pewnego dnia wódz ogłosi swoim coraz bardziej chciwym pretorianom – bierzcie całą władzę! Pies z kulawą nogą nie upomni się o naszych przeciwników. Zamknęliśmy im usta na zawsze.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na dwa bezprecedensowe zdarzenia, które ostatnio zbulwersowały światową opinię publiczną, a były słabo dostrzeżone i mało komentowane w naszym kraju, zapewne wobec serii nieszczęść, zapoczątkowanych katastrofą 10. kwietnia w Smoleńsku, a które rozlały się powodzią dewastującą byt setek tysięcy ludzi i powinny ponownie zwrócić uwagę Polaków na sens cierpień Hioba. Oto prezydent Republiki Federalnej Niemiec złożył rezygnację, gdyż przyznał publicznie, że półtora miliona żołnierzy Bundeswehry, głównie z poboru, służy ochronie niemieckich interesów gospodarczych, zaś libańskiego pochodzenia Amerykanka red. Helen Thomas straciła akredytację w Białym Domu za wypowiedzenie opinii, iż ludzie z Izraela powinni wrócić do domu, czyli do Niemiec i Polski. Za możliwym rozwojem spraw wyobraźnia wprost nie nadąża.

Z żalem stwierdzam, że pomimo pięknych tradycji, polska inteligencja, elita intelektualna naszego państwa, z małymi wyjątkami, nie daje sobie rady z wyzwaniami współczesności, nie wykorzystuje dostępnych narzędzi obrony demokracji w Polsce, nie sprzeciwia się pełzającej dyktaturze, nie dostrzega śmiertelnych zagrożeń dla suwerenności Państwa Polskiego i praw człowieka jego obywateli w coraz bardziej narastającej fali przemocy politycznej i łamania podstawowych praw obywatelskich z prawem do życia, miru domowego i wolności wypowiedzi na czele.

Od 10. czerwca 2010r. sytuacja stała się jeszcze bardziej krytyczna. Należy zdać sobie sprawę z oczywistego faktu, że ikonami obecnego sojuszu, oprócz dobrze znanych prominentów partii czerwonej tuskawki są takie postaci, jak Katarzyna II, Erika Steinbach, Martin Schulz i José Zapatero.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 18 czerwca 2010

Szczęść Boże!

Dajcie mi władzę, a was urządzę. Spośród nieskończonej liczby zagrożeń zdrowia i życia ludzi na pierwszym miejscu stoi zagrożenie ze strony polityków. Występując w roli przywódcy grupy interesów, czy to dla idei, czy za pieniądze, polityk o tendencjach totalitarnych, w miarę poszerzania pola władzy staje się coraz to większym zagrożeniem dla wyborców własnych, cudzych i zupełnie obcych. Przywódca sfrustrowanych Niemców skuteczną retoryką i narracją uzyskał entuzjastyczne poparcie ogromnej większości swojego narodu, wyraźnie zdefiniował wrogów i z pełną furii zaciekłością przystąpił do ich unicestwiania w kraju i zagranicą. Nie był sam. On stał na czele tych, którzy mu zawierzyli, albo bali się mu sprzeciwić. Od skrytobójczych zamachów i szczucia motłochu na wybrane osoby i grupy ludzi do fali ludobójstwa na skalę potęgi sławnego ze swej reklamowanej doskonałości przemysłu upłynęło zaledwie kilka lat. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Hitler zdobył władzę w wyniku wyborów wygranych w państwie prawa. Nie mógł liczyć na wykluczenie z wyborów zwartych grup obywateli uprawnionych do głosowania. Na przykład na skutek powodzi. Nie mógł też polegać na sfałszowaniu wyników wyborów wobec istnienia świadomej swoich uprawnień i sprawnej organizacyjnie konkurencji politycznej. Dlatego przed wyborami Hitler nie mówił wszystkiego. Wiedział, co mówił a nie mówił, co wiedział.

Donos i zbrodnia sądowa nie były słowami kluczowymi kampanii wyborczej Hitlera.

A potem? A potem każdy przejaw krytyki był bezwzględnie miażdżony. Wykazy wrogów państwa niemieckiego służyły za podstawę zgodnych z prawem postępowań: ująć, osądzić, zabić, a przed śmiercią wykorzystać do budowy III Rzeszy. Także za dowcip. Za cieszący się wielką popularnością w przedwojennej Polsce numer kabaretowy “Ten wąsik, ach ten wąsik” znakomity polski aktor Ludwik Sempoliński był poszukiwany przez gestapo. Na szczęście bezskutecznie.

Publicznie zachęcać do składania donosów na politycznego przeciwnika i zapewniać – będąc przy tym stroną procesu sądowego – że wyrok sądu jest z góry rozstrzygnięty, może tylko ktoś, kto gardzi prawem i sprawiedliwością i szykuje nam dyktaturę przekraczającą ludzkie wyobrażenie. Przed wyborami nawet Hitler nie mówił, że rządzi wymiarem sprawiedliwości.

Gdzie są obrońcy praw człowieka? Krajowi i zagraniczni? Na etacie i społecznie wynajdujący rzeczywiste, a często urojone, przykłady łamania praw człowieka w polskiej przeszłości i teraźniejszości. Czy wśród nich są sami agenci wpływów? A jeśli są uczciwi i bezstronni, dlaczego pomijają milczeniem stałe publiczne ataki na tle religijnym, etnicznym i rasowym skierowane przeciwko osobom, które nie poddają się presji poprawności politycznej i po prostu są zwykłymi ludźmi korzystającymi z naturalnego, niezbywalnego prawa wolności wypowiedzi? Łamaniem praw człowieka jest już mniej lub bardziej furiatyczny atak słowny polityka na obywatela. Na obywatela, który sam nie będąc politykiem, wyraża swoją opinię w sprawach publicznych, w tym dokonuje ocen działań i zaniechań polityków sprawujących władzę. Bo to nie obywatel ma w ręku takie narzędzia represji państwa, jak służby specjalne, policja, prokuratura i sądownictwo. Ma je polityk, stanowiąc prawo i to prawo wykonując. Nawet wtedy, kiedy z góry nie zna wyroków sądowych przed ich wydaniem. Prawo i jego egzekwowanie niezgodne z międzynarodowymi standardami jest przedmiotem szerokiej krytyki. Stosowanej jednak wybiórczo, co w rezultacie prowadzi do okradania ludzi z ich przyrodzonych, zgodnych ze zdrowym rozsądkiem, a nawet zapisanych w międzynarodowych konwencjach przywilejów płynących z samej istoty człowieczeństwa.

Na pytanie dlaczego zakres i siła krytyki łamania praw człowieka podporządkowane są doraźnym korzyściom kreatorów poprawności politycznej, niech odpowiedzą znawcy przedmiotu. Intuicyjnie można podejrzewać, że wynika to z uzgodnień pomiędzy pseudoobrońcami praw człowieka a ich mocodawcami, a nawet wprost z zatrudniania przez rządy, firmy, czy inne grupy interesów zawodowych krytykantów strojących się w piórka obrońców ludzkości. Stąd i instalowanie kulturowo niekompetentnych jednostek, a za wsparciem obcych potęg – całych struktur, które Polakom mają wybić z głowy wiarę katolicką, patriotyzm i wartości rodzinne. Instalatorzy słabo znają polską historię. Nie wiedzą, że kiedy dochodzi do podboju Polski poprzez walkę z kulturą – Kulturkampf – skutek jest odwrotny do zamierzeń najeźdźców.

Za partie polityczne mówią ich przywódcy. Są to ludzie obsadzeni na najwyższych stanowiskach państwowych, czyli cieszący się największym zaufaniem swoich partii. Napaść słowna na papieża Benedykta XVI, stały atak na duchownych prowadzony przez najwyżej postawionych przedstawicieli partii, której inni oficjele zapewniają o przywiązaniu do wiary, wszakże wybiórczym, zupełnie przypomina instrumentalne posługiwanie się znakiem krzyża przez Krzyżaków i ludobójców z Luftwaffe. Już bardziej wiarygodnie wygląda podkradanie fragmentów społecznej nauki Kościoła Katolickiego, aby je obrócić w hasła wydobywającej się z kawioru lewicy. Trzeba mieć nadzieję, że nowa lewica przeczyta i przyjmie za swój program cały katechizm, nie tylko jego wygodne fragmenty. Musi się jednak śpieszyć. Może nie zdążyć. Rozgrzani sędziowie czekają.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 25 czerwca 2010

Szczęść Boże!

Wybiera się tego, kto jest najbardziej wiarygodny. Wybiera się tego, kto jest najbardziej godny zaufania. Wybiera się tego, kto nie oszuka a potrafi spełnić wyborcze obietnice. Jakie obietnice? Całkiem proste. Obietnice normalnego życia w spokoju, zarobków nieprzekraczających niezbędnych wydatków, strzeżenia wartości budujących wspólne dobro. Obietnice bezpieczeństwa albo też obietnice przewrotu, radykalnej zmiany na korzyść wszystkich lub też niektórych wyborców. Niekiedy na korzyść bardzo wąskich grup, po prostu mniejszości, którym w demokracji należy się ochrona. Wszak demokracja służy dobru większości, ale i zabezpiecza te interesy mniejszości, które nie szkodzą większości.

Są przecież interesy mniejszości, które bardzo szkodzą dobru wspólnemu. Na przykład interesy mniejszości polityków, którzy na rządzeniu dorobili się pokaźnego majątku. Co reforma, to okazja. A jak głosi stare powiedzenie, okazja czyni złodzieja. W tym przypadku złodzieja wspólnego majątku. Należącego do mniejszości, ale tej, której ochrona w żadnym razie się nie należy, bo reprezentującej interesy jakże szkodliwe dla większości, która rozkradziony przez mniejszość majątek publiczny albo odziedziczyła, albo wypracowała, albo zaoszczędziła, dosłownie odbierając własnym dzieciom chleb od ust, co było na porządku dziennym w rodzinach pracowników polskich zakładów pracy, ze szpitalami na czele. Kwieciste przemówienia na rzecz rzekomo niezbędnych i świetnie przemyślanych reform, tony papieru zapisane przez sowicie opłacanych ekspertów od uzasadniania nawet najbardziej bzdurnych zleceń i już można było ukraść pierwszy milion. Ukraść zwykłym ludziom – wyborcom i podatnikom. Ci zanim się zorientowali o co naprawdę chodzi w tych reformach, już stracili wszystko. Nie ma pracy, nie ma mieszkania, nie ma ochrony zdrowia, nie ma szkoły, nie ma transportu. Są niespłacone kredyty, są nieleczone choroby, są niezaspokojone podstawowe potrzeby rodziny i własne. Jest za to wysoka świadomość. Dyplomami wielu fakultetów i świadectwami ukończenia niezliczonej liczby kursów niejeden ledwo wiążący koniec z końcem może sobie wytapetować ścianę. Wysoka świadomość zdobyta na pospiesznie skleconych uczelniach lub na kursach strzyżenia psów i układania kwiatów jest nie do przecenienia. Wdzięczni absolwenci już nie myślą o zatrudnieniu zgodnym z cenzusem wykształcenia, już nie chcą pracować w Ceglorzu, czy w stoczni, a słuchają, ach słuchają z dziecięcym zaufaniem kolejnych obietnic wyborczych. I biegną radośnie do urn w Wielkiej Brytanii i w Poznaniu, w Irlandii i w Szczecinie, pędzą podziękować swoim dobroczyńcom jeszcze bardziej ochoczo niż górnicy bez kopalń na Śląsku, niż mieszkańcy Mazur bez domów, niż rolnicy bez dochodu na terenach wiejskich (ale nie ci z Marszałkowskiej), niż kolejarze bez pociągów w całym kraju, niż wreszcie marynarze bez polskich statków na morzach i oceanach całego świata. Ciekawe, że mniejszą niż w Londynie i Dublinie wdzięcznością za poniewierkę wykazali się dopiero co polscy wyborcy w Chicago i w Nowym Jorku, gdzie – jak słychać – zanotowano sporo głosów nieważnych.

Jeśli gdziekolwiek udział głosów nieważnych wydaje się nadmierny, dobrze byłoby poznać powody unieważnienia głosów. Puste karty do głosowania, czy np. dodatkowe skreślenia na kartach wypełnionych prawidłowo mają swoją wymowę. Jaką? Niech starsi opowiedzą młodzieży o anatomii reprodukcji władzy w realiach państwa komunistycznego i postkomunistycznego. Można też zaczerpnąć wiedzy u źródła. Niemała część macherów i beneficjentów wiecznie żywego w Polsce realnego leninizmu nie kryje się po kątach, a tokując w telewizji, z nadzieją na zagospodarowanie wpatruje się w nową gwiazdę lewicy. To nic, że on taki młody. Nawet lepiej. Jest zababawowy. Jak jego poprzednik może zatańczyć i zaśpiewać. Za to może nie wiedzieć, kto też na początku mijającej dekady wysłał polskie wojsko do Afganistanu, a potem do Iraku, na wojnę, której najbardziej głośnym krytykiem był Jan Paweł II, największy autorytet świata, autorytet katolików, muzułmanów i mniej liczebnych grup religijnych, a także wielu niewierzących. To, przed czym polski papież przestrzegał, spełniło się aż nadto. Ogrom cierpień ludności cywilnej przytłacza, wołająca o pomstę do nieba krzywda uchodźców nie powinna dawać spokoju nikomu, straty dla kultury, gospodarki i porozumienia między narodami w skali światowej są nieodwracalne. Trzeba mieć nadzieję, że umyślnie i uporczywie prowokowany incydent przedwyborczy nie doda dalszych ofiar – i to po naszej stronie – do niezawinionego przez nas starcia ze światem Islamu.

Niewątpliwą korzyścią z obecnej kampanii wyborczej w Polsce jest podejmowanie prób samookreślenia się polityków, w szczególności kandydatów na prezydenta. Odcinając się od socjaldemokratów miłujących pokój co najmniej od czasów Breżniewa, lider tzw. nowej lewicy ma szanse pociągnąć za sobą skrzywdzonych przez tychże zwykłych ludzi i próbować wydobyć ich z otchłani dziewiętnastowiecznego kapitalizmu, dokąd trafili za sprawą etatowych przywódców robotników i chłopów. Jednak tego nie czyni. Poszukuje celów łatwiejszych do osiągnięcia, a tym samym przynoszącym lody do ukręcenia i konfitury do wylizania tak szybko jak tylko jest to możliwe. I z kim to wchodzi w sojusze? Nie do wiary! Z katolikiem! Naturalnie, takim katolikiem, który publicznie i wielokrotnie oświadcza, że jest za życiem, i dlatego popiera metodę in vitro. Jest to w oczywistej sprzeczności z nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego. Wydaje się, że chodzi to o inny Kościół katolicki...

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 2 lipca 2010

Szczęść Boże!

Ze względu na czas popełnienia oszustwa wyborcze można podzielić na trzy grupy, a to: 1) przedwyborcze, 2) dokonywane w czasie głosowania, 3) związane ze zliczaniem głosów. Oszustwa przedwyborcze polegające na kłamliwych obietnicach nie do spełnienia są łatwe do dostrzeżenia przez każdego i inspirują nawet kultowych artystów.

“Wałęsa, oddaj moje 100 milionów!” nie bał się zaśpiewać w 1992 r. pierwszy polski rapper Kazik Staszewski. Wtedy jeszcze nikt nie bał się niesprawiedliwych wyroków. Oszustwa związane ze zliczaniem głosów są prawdopodobnie już nie do upilnowania, nawet przed zrealizowaniem marzeń dyktatorów o głosowaniu przez internet.

Wobec tego kilka refleksji o oszustwach nad wyborczą urną.

Nie wiemy co się stanie z naszym głosem po wrzuceniu kartki do urny. Ani w jakim towarzystwie ta kartka wyląduje. Mało tego, nie wiemy ile głosów i na kogo oddanych znalazło się w urnie wyborczej zanim zagłosował pierwszy wyborca! Znam losy interwencji kogoś, kto będąc członkiem komisji nie należącym do lokalnej szajki wyborczej, oprotestował wynik wyborów w całym okręgu, gdyż komisja w pełnym składzie nie mogła zajrzeć do wnętrza urny zanim otwarto drzwi, aby wpuścić o 6.00 rano pierwszych głosujących. Urna była już przed sprawdzeniem zamknięta i zapieczętowana, co miałoby zaświadczać, że przed głosowaniem nie podrzucono do niej żadnych kartek wyborczych. Bo gdyby podrzucono, to tylko na korzyść jednego z konkurentów przecież, co mogłoby zadecydować o wyniku wyborów. Sędzia rozpatrujący sprawę uznał wszakże, że to wydarzenie nie miało wpływu na wynik wyborów i protest oddalił. Miało to miejsce dobrych kilka lat temu, na włościach ważnego barona. Ludzki był to pan, a że trzymał władzę wespół z każdym wdzięcznym mu za nominację komendantem, prokuratorem, sędzią, a nawet inspektorem, ręce same składały się do oklasków i nikt nie szczędził daniny na ochronę zwaną z ruska kryszą. Kto by tam się odważył. Baron to tytuł uważany powszechnie za niższy od tytułu hrabiego. Hrabia to dopiero potrafi! I to w skali całej Polski, nie jakiegoś starego województwa. Byle siedział cicho i nie chwalił się swoim tytułem za zasługi dla zaborców. Poza tym w Polsce konstytucja zniosła tytuły arystokratyczne. Konstytucja marcowa. Ta z 1921r. Tak objaśniam, bo nie wiem, czy jeden z dwóch – obok Wojciecha hr. Dzieduszyckiego – najsławniejszych hrabiów szczycących się swoim tytułem w Polsce XXI w., przerabiał dwudziestolecie międzywojenne na lekcjach historii, czy może akurat był na polowaniu. Hrabia hrabiemu nie równy. Taki hr. Dzieduszycki zniewalał kulturą i wykształceniem, tak uwodził lwowskością, że pomimo iż w 2006r. przyznał się do wpółpracy ze służbą bezpieczeństwa, co potwierdza 400 ręcznie pisanych raportów z lat 1949 – 1971, to jego na pogrzeb w 2008r. stawiły się liczne setki wrocławian, w dużej części tych co przywrócili żywioł polski na ziemach odzyskanych, tych ze Lwowi…Nauczonych historii na podstawie podręczników uzwględniających polską rację stanu. Znających wartość wspólnoty narodowej w pozornie pokojowej, a w istocie bezwzględnej konkurencji pomiędzy narodami. Doceniających patriotyzm jako spoiwo fundamentu dobrobytu i bezpieczeństwa własnego narodu. Wspierających rodaków i uzyskująch od nich pomoc w razie potrzeby. Dumnych z polskości i czerpiących z niej bodźce do kariery. Stąd i mogących stanąć w szranki konkurencji nawet na polowaniach tzw. dewizowych. I to nie jako naganiacze, których zadaniem jest spłoszyć dziką zwierzynę, będącą przedmiotem polowania i skierować ją na stanowiska myśliwych. A jako przedni myśliwi, także ci, którzy nie lubią, a nawet nie chcą zabijać i tylko fotografują. Tak, tak. Programy nauczania historii i sposoby nauczania historii wprost decydują o życiu. W słowach HISTORIA MAGISTRA VITAE EST, czyli historia jest nauczycielką życia, Marek Tuliusz Cyceron zawarł niezaprzeczalną mądrość, która po ponad dwóch tysiącach lat znalazła swoje opaczne zastosowanie nie gdzie indziej, jak właśnie w naszym kraju. Platforma Obywatelska z premierem Donaldem Tuskiem i jego totumfackimi na czele poddała pogramy nauczania historii procesowi swoistego `reductio ad absurdum”, co już wkrótce wykorzeni miliony młodych Polaków z ich tożsamości i pozwoli tym wszystkim konkurentom, którzy potrafią zadbać o wychowanie własnej młodzieży, po prostu przejąć bez oporu tubylców sporne – ich zdaniem – terytorium obecnego Państwa Polskiego. Do zatrudnienia w nagance nie trzeba też znajomości literatury ojczystej. Nawet – a zgodnie z tradycją obcych rządów w Polsce - zwłaszcza Mickiewicza i jego przydatnego na polowanie “Natenczasa" Wojskiego. Nie trzeba też Sienkiewicza. “Gdyby było nas tu więcej, mielibyście więcej noblistów” – to warte zapamiętania rasistowskie napomnienie skierowane do Polaków.

Widząc skalę zabiegów i charakter metod zdobywania totalitarnej władzy nad Polakami warto pomysleć, czy suma mniej lub bardziej drobnych oszustw, bądź nawet grubych, a za drobne arbitralnie uznanych – choćby dla świętego spokoju – a więc czy suma ogółem oszustw wyborczych decyduje czy też nie decyduje o ostatecznym wyniku wyborów? To pytanie można uznać za retorycznie jedynie wtedy, kiedy wybory uznaje się za jakiś rytuał, albo dobrą zabawę, finał wielkich wygłupów, że aż boki zrywać.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 22 października 2010

Szczęść Boże!

Pogoda końca roku sprzyja refleksji nad kruchością ludzkiej egzystencji podatnej na efekty wahania natężenia światła, temperatury, ciśnienia atmosferycznego oraz wilgotności i ruchu powietrza. Na szczęście w najczarniejszą z czarnych nocy będzie można dostrzec gwiazdę na Betlejem i za nią podążyć, aby wydobyć się z otchłani.

Rok 2010 to dla Polaków czas wielkiej próby. A do końca roku pozostały jeszcze dwa miesiące z okładem. Co przyniesie listopad i grudzień, skoro minione miesiące 2010 roku zapisały się w kronikach Polski krwią i łzami? Do czego posunie się w teorii i praktyce budowany w Polsce apartheid? Istotą apartheidu jest segregacja, dokonywany siłą rozdział osób uprawnionych do korzystania z praw człowieka od osób tych praw pozbawianych. Kryteria selekcji w pospiesznie budowanym w Polsce systemie apartheidu są znacznie szersze niż stosowane w systemach dotychczas odpowiedzialnych za zbrodnie przeciwko ludzkości popełniane pod szyldem “Nur fuer Deutsche” , czy też “Whites only”. Polski apartheid odbiera prawa człowieka ludziom niespełniającym wymagań co do wieku, majątku i światopoglądu. Wymagania polskiego apartheidu określa władza i komunikuje je za pomocą powiązanych z nią finansowo narzędzi propagandy w formie gróźb, zastraszania, oczerniania, odbierania dobrego imienia i generalnej dehumanizacji ludzi zbyt młodych lub zbyt starych, zbyt chorych lub zbyt niepełnosprawnych, zbyt biednych lub zbyt mało zaradnych, zbyt religijnych lub zbyt wiernych przyjętym zobowiązaniom, zbyt niezależnych lub zbyt wolnych, ogólnie – zbyt innych niż władza tego chce, aby wolno im było korzystać z praw człowieka. Zbyt innych niż władza tego chce w chwili obecnej, na co warto zwrócić uwagę tym, którzy nie zdają sobie sprawy z faktu, że apetyt dyktatury jest niepohamowany.

Luterański pastor Martin Niemoeller w niemieckim obozie śmierci Dachau napisał w 1942 r. wiersz będący ostrzeżeniem przed każdym totalitaryzmem. Sam Niemoeller wielokrotnie zmieniał fragmenty swojego wiersza, inni także dopisywali do tego krótkiego utworu własne frazy odnoszące się do rozmaitych prześladowanych grup oraz zmieniali kolejność ofiar totalitarnej dyktatury. Łatwo zebrać wielojęzyczną i wielowariantową antologię przestrogi zaczynającej się od słów “Als die Nazis die Kommunisten holten…” – popularnie rozpoznawanych w wersji tłumaczenia “Kiedy przyszli po…” . Korzystając z wolności wypowiedzi, którą zapewnia wyłącznie Radio Maryja, katolicki głos w naszym domu, przedstawię P.T. Słuchaczom wiersz Martina Niemoellera w tej wersji, którą miał rozpowszechniać Bertolt Brecht, postać w oczach katolików jeszcze bardziej kontrowersyjna niż sam Niemoeller.

“Kiedy naziści przyszli po komunistów, siedziałem cicho. Żaden był ze mnie komunista.
Kiedy zamykali socjaldemokratów, siedziałem cicho. Żaden był ze mnie socjaldemokrata.
Kiedy przyszli po żydów, siedziałem cicho. Żaden był ze mnie żyd.
Kiedy przyszli po katolików, siedziałem cicho. Żaden był ze mnie katolik.
Kiedy przyszli po mnie, nikogo już nie było, kto mógłby protestować.”

["Als die Nazis die Kommunisten holten, habe ich geschwiegen. Ich war ja kein kommunist.
Als sie die Sozialdemokraten einsperrten, habe ich geschwiegen. Ich war ja kein Sozialdemokrat.
Als sie die Juden holten, habe ich geschwiegen. Ich war ja kein Jude.
Als sie die Katholiken holten, habe ich nicht protestiert.Ich war ja kein Katholik.
Als sie mich holten, gab es keinen mehr, der protestieren konnte."]

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 29 października 2010

Szczęść Boże!

Cywilizacja europejska do niedawna była siła napędową rozwoju ludzkości. Ten przywilej Europa zawdzięczała gwarantowanemu przez Chrześcijaństwo i naukę rozkwitowi wolności osoby ludzkiej. W dziejowej konkurencji z innymi cywilizacjami sukces cywilizacji chrześcijańskiej wynikał wprost z poszanowania osoby ludzkiej, niezależnie od jej cech. Warto przypomnieć, że pierwsza osoba, która – według św. Łukasza (Dz 16, 14-15), apostoła i lekarza, przyjęła chrzest w Europie, była kobietą – businesswoman z powodzeniem sprzedającą w miejscowości Filippi w Macedonii tkaniny wyprodukowane w centrum ówczesnej mody w mieście Tiatyra (dziś: Ak-Hissar), po drugiej stronie Morza Egejskiego, w głąb lądu dzisiejszej Turcji. Późniejsza św. Lidia chrzest przyjęła od samego św. Pawła w połowie I wieku naszej ery, czyli 50 lat po narodzeniu Chrystusa.

Od samego początku siłą europejskiego Chrześcijaństwa był więc taki sam szacunek dla każdej osoby ludzkiej, bez względu na różnicę płci. Jakże żałośnie przy tym wyglądają tradycje antychrześcijańskiego lewactwa. Już podczas tzw. Wielkiej Rewolucji Francuskiej jakobini zawlekli na gilotynę Olimpię de Gouges. Pierwsza sławna abolicjonistka i feministka, autorka “Deklaracji praw kobiety i obywatelki”, w 1793r. straciła głowę za to, że odważyła się sprzeciwić dyktaturze masowych morderców – i to wcale nie z pobudek religijnych. Domagając się tych samych praw dla każdego człowieka bez względu na kolor skóry, czy płeć, Olimpia de Gouges dzisiaj tym bardziej mogłaby zostać zabita za swój światopogląd, gdyby stanęła w obronie praw ludzi skazywanych na zagładę od pierwszych chwil zaistnienia, dla których wynik badania selekcyjnego, np. dotyczącego koloru oczu, włosów lub płci staje się wyrokiem śmierci. I to w Europie, nie w Indiach, ani nie w Chinach, gdzie ofiary badania USG dziecka w łonie matki idą w dziesiątki, jeśli nie setki milionów. Dwa tysiące lat po chrzcie św. Lidii, w obronie europejskich kobiet, niewolnic antychrześcijańskiego lewactwa, staje nawet prezydent państwa o oficjalnej nazwie Wielka Arabska Libijska Dżamahirijja Ludowo-Socjalistyczna, pułkownik Muammar al-Kaddafi. Tak, tak, ten sam, którego ręce całuje premier Włoch Sylvio Berlusconi. Całuje przez pomyłkę, certamente!

Niezrównaną konkurencyjność cywilizacji europejskiej zapewniała do niedawna również nauka. Większość badaczy rozwoju cywilizacji świata podkreśla tu rolę rewolucji naukowej, którą zapoczątkowało opublikowanie w 1543r. dwóch dzieł. Autorem pierwszego pt. “O obrotach ciał niebieskich”, był astronom i lekarz ks. kanonik Mikołaj Kopernik. Autorem drugiego, pt. “O budowie ciała ludzkiego”, był również lekarz – Andreas Vesalius z Brukseli. Należy zaznaczyć, że obydwaj wybitni ojcowie założyciele fundamentów zwycięskiej nauki Europy nie byli żadnej mierze w takim konflikcie z hierarchią Kościoła Katolickiego, jakby tego chcieli wrogowie Chrześcijaństwa i jedności chrześcijan. W przypadku ks. Kopernika, po mieczu i po kądzieli wywodzącego się z niezwykle Polsce oddanych katolickich rodzin osiadłych w polskich miastach Nysa i Świdnica na Śląsku sprawa jest zupełnie oczywista, a rzekome prześladowania dr. Vesaliusa – lekarza z dziada pradziada – przez organa inkwizycji, okazały się być zamierzonym fałszerstwem rzeczywistości.

W tym momencie muszę przejść do smutnej prawdy o czasach obecnych. W oparciu o publiczne wypowiedzi wielu naukowców, w szczególności lekarzy, na podstawie ostatniej decyzji komitetu przyznającego nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny, w wyniku obserwacji stanu spraw w ochronie zdrowia i innych kluczowych dziedzinach życia w Polsce, w Europie i na całym świecie należy wyrazić głębokie zaniepokojenie skutkami rozpadu cywilizacji europejskiej, która przestała gwarantować wolność osobie ludzkiej, bowiem wyrzekła się i Chrześcijaństwa i nauki. Sir Peter B. Medawar, arabskiego pochodzenia laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny z 1960r., już wtedy uznał teorię i doktrynę psychoanalizy za największy intelektualne nadużycie zaufania XX w. A przecież oparte o naukowe fałszerstwo urojenia Zygmunta Freuda zniszczyły i niszczą nadal cywilizację europejską. Już w pierwszej dekadzie obecnego wieku tzw. globalne ocieplenie zostało uznane za największe finansowe oszustwo XXI wieku. A przecież oparta o naukowe fałszerstwo propaganda, którą szerzy Albert Arnolda Gore i jego propagandysta, wyrzucony za stronniczość z Wikipedii, William Connolley, nadal jest podstawą decyzji polityczno – gospodarczych.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 5  listopada 2010

Szczęść Boże!

Kultura życia, która broni człowieka przed kulturą śmierci, powinna być w Polsce wyjątkowo dobrze znana, ceniona i uznawana za filar kultury narodowej.

Historia Polski i czasy obecne niezwykle wyraźnie i bardzo wieloma przykładami ilustrują pojęcie kultury śmierci, o której Jan Paweł II tak pisał w encyklice EWANGELIA ŻYCIA [EVANGELIUM VITAE], z 25. marca 1995r. : “..jest również prawdą, że stoimy tu wobec rzeczywistości bardziej rozległej, którą można uznać za prawdziwą strukturę grzechu: jej cechą charakterystyczną jest ekspansja kultury , która jest zaprzeczeniem solidarności z wszystkimi ludźmi i w wielu przypadkach przybiera formę autentycznej “kultury śmierci” (adversus omnem hominum solidarietatem, crebrius congruentem cum germana
"mortis cultura”). Szerzy się ona wskutek oddziaływania silnych tendencji kulturowych, gospodarczych i politycznych, wyrażających określoną koncepcję społeczeństwa, w której najważniejszym kryterium jest sukces.

Rozpatrując całą sytuację z tego punktu widzenia, można mówić w pewnym sensie o wojnie silnych przeciw bezsilnym: życie, które domaga się większej życzliwości, miłości i opieki, jest uznawane za bezużyteczne lub traktowane jako nieznośny ciężar, a w konsekwencji odrzucane na różne sposoby. Człowiek, który swoją chorobą, niepełnosprawnością lub – po prostu – samą swoją obecnością zagraża dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom osób bardziej uprzywilejowanych, bywa postrzegany jako wróg, przed którym należy się bronić albo którego należy wyeliminować. Powstaje w ten sposób swoisty “spisek przeciw życiu”. Wciąga on nie tylko pojedyncze osoby w ich relacjach indywidualnych, rodzinnych i społecznych, ale sięga daleko szerzej i zyskuje wymiar globalny, naruszając i niszcząc relacje łączące narody i państwa.”

W kolejnych artykułach Encykliki Jan Paweł II w sposób perfekcyjnie klarowny i dosadny odniósł się do przejawów spisku przeciw życiu w obszarze nauk medycznych i zastosowań ich zbrodniczego dorobku w zakresie aborcji, antykoncepcji, technik sztucznej reprodukcji, badań prenatalnych i eutanazji. Jest oczywiste, że Benedykt XVI wytrwale wzmacnia naukę swojego poprzednika o wartości i nienaruszalności życia ludzkiego, przesłanie skierowane przecież nie tylko do osób duchownych, lecz także katolików świeckich oraz do wszystkich ludzi dobrej woli.

Głęboki niepokój musi więc budzić pozostawienie obrony bezsilnych niemal wyłącznie osobom duchownym, skoro od 15 lat nie tylko kapłan, nie tylko katolik, ale każdy człowiek dobrej woli może przeczytać w encyklice EWANGELIA ŻYCIA dostępnej w wielu językach, – też po polsku – na stronach internetowych Watykanu, że: “Także różne techniki sztucznej reprodukcji, które wydają się służyć życiu i często są stosowane z tą intencją, w rzeczywistości stwarzają możliwość nowych zamachów na życie. Są one nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego, ponieważ oddzielają prokreację od prawdziwie ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego, a ponadto stosujący te techniki do dziś notują wysoki procent niepowodzeń: dotyczy to nie tyle samego momentu zapłodnienia, ile następnej fazy rozwoju embrionu wystawionego na ryzyko rychłej śmierci. Ponadto w wielu przypadkach wytwarza się większą liczbę embrionów, niż to jest konieczne dla przeniesienia któregoś z nich do łona matki, a następnie te tak zwane “embriony nadliczbowe” są zabijane lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które mają rzekomo służyć postępowi nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukują życie ludzkie jedynie do roli “materiału biologicznego”, którym można swobodnie dysponować.”

W 1995 czas obserwacji ludzi, którzy przeżyli selekcję na rampie mikroskopu, był za krótki, aby konkluzywnie ocenić ryzyko chorób związanych z techniką sztucznej reprodukcji a ujawniających się w kolejnych latach życia. Obecnie niezależni badacze zaczynają stopniowo ujawniać przerażająca prawdę. Prestiżowe czasopismo medyczne PEDIATRICS, w lipcu 2005 r. zamieściło artykuł pt. Ryzyko raka u dzieci i młodych dorosłych poczętych poprzez zapłodnienie in vitro (Cancer Risk in Children and Young Adults Conceived by In Vitro Fertilization). Prof. Bengt Källén wraz z zespołem zbadał losy 26 692 urodzonych po poczęciu in vitro w latach 1982-2005, posługując się Szwedzkim Rejestrem Raka i porównując liczbę dzieci, które zachorowały na raka i były poczęte in vitro z dziećmi, które nie były poczęte in vitro. Ustalono 53 przypadki chorych na raka wśród dzieci urodzonych w wyniku poczęcia in vitro, co wobec oczekiwanej liczby 38 chorych na raka pozwala określić ryzyko raka związane z zapłodnieniem in vitro na 42%, mieszczące się przy tym w 95% przedziale ufności od 9 do 87%. Wśród 53 przypadków raka u dzieci urodzonych w wyniku poczęcia in vitro najwięcej zarejestrowano przypadków raka krwi – 18 (w tym 15 przypadków ostrej białaczki limfoblastycznej), u podobnej liczby stwierdzono guzy oka i centralnego układu nerwowego – 17. Na trzecim miejscu znalazły się guzy lite o innej lokalizacji. Poza tym u dzieci poczętych in vitro stwierdzono 6 przypadków histiocytozy Langerhansa, sześciokrotnie więcej niż można było się spodziewać. Artykuł jest w całości dostępny w Internecie na stronie miesięcznika Pediatrics [PEDIATRICS Vol. 126 No. 2 August 2010, pp. 270-276 (doi:10.1542/peds.2009-3225)

Wbrew oszustwom sprzedajnych naukowców wspieranych przez toczących wojny religijne polityków epidemiologia lekarska odkrywa prawdę o in vitro. Eppur si muove!

Felieton ten dedykuję dyrekcji i radzie programowej Centrum Nauki Kopernik przy ul. Mokotowskiej 17 w Warszawie.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 12 listopada 2010

Szczęść Boże!

Niepodległość z definicji ma zapewnić ochronę i rozkwit tożsamości narodowej. Czym charakteryzuje się narodowa tożsamość najłatwiej dostrzec w przejawach solidarności z wszystkimi członkami narodu, zwłaszcza z tymi w potrzebie. Kto nie jest solidarny z chorymi, z ubogimi, z ofiarami zbrodni i klęsk żywiołowych, z oczernianymi przez zachowujących się jak faszyści i pozbawianymi podstawowych praw człowieka i obywatela, w tym prawa do pokojowej manifestacji miłości Ojczyzny, ten sam wyklucza się z narodowej wspólnoty. Kto nie jest solidarny z narodem, który wyniósł go do władzy, ten nie jest tej władzy godny i powinien być od niej odsunięty. Odsunięty i zastąpiony przez tego, kto chce i potrafi rządzić w interesie narodu. Wbrew próbom fałszywego definiowania interesu narodowego zdrowa wspólnota narodowa bez najmniejszego trudu potrafi odróżnić ziarno od plew, nawet jeżeli na obfity plon trzeba poczekać, a pomalowane w narodowe barwy plewy biją rekordy w sztuczkach mimikry.

Jednak nie każda wspólnota narodowa jest zdrowa i odporna na kolejne fale ataku na froncie niewypowiedzianej przeciwko niej wojny.

Jak tonący brzytwy się chwyta, tak niejeden życiową koniecznością uzasadnia swój udział w inscenizacjach na rzecz mętnie definiowanego interesu narodowego. Po krótkim czasie i tak sam utonie w otchłani niepamięci po tych narodach, które nie potrafiły zapewnić sobie ochrony i rozkwitu tożsamości narodowej. Samobójcza w istocie swoich następstw naiwność i łatwowierność mas wiedzionych na zagładę przez agentów wpływu, sprzedawczyków i oportunistów, w pierwszym pokoleniu ofiar napotyka jeszcze pewien opór, tłumiony siłą propagandy i tępiony przemocą, w tym bolszewicką interpretacją zasad demokracji. Kolejne pokolenia skutecznie wyzute z tożsamości narodowej już nie widzą potrzeby jej ochrony i rozkwitu, uznają propagandowe obelgi i oskarżenia rzucane na własnych ojców, dziadów i pradziadów za uzasadnione i warte poparcia. Tym bardziej warte poparcia, im większe zdrada narodowa przynosi doraźne profity: od działki narkotyku po dobrze płatne i prestiżowe stanowisko.

Charakterystyczny jest sposób przekształcania świadomego swojej tożsamości narodu w bezrefleksyjne i bezideowe masy przeznaczone na wyniszczenie lub roztopienie w otoczeniu. Za niezwykle skuteczne w kategoriach stosunku nakładów do zysku należy uznać pozbawianie ludzi środków utrzymania, odbieranie ludziom finansowych możliwości zaspokojenia ich podstawowych potrzeb, w tym jedzenia, leczenia, mieszkania, transportu. Proste bariery finansowe uczynią niewolnikiem z każdego głodnego, chorego, bezdomnego i wlokącego się poboczem drogi. Likwidacja miejsc pracy, kolonizacja rynków zbytu, amputacja przedsiębiorczości są na tyle zawinione przez rządzących, na ile rządzonym to osobiście nie przeszkadza. Bo to nie ja tracę pracę a tylko brat, bo to nie ja nie mogę sprzedać a tylko szwagier, bo to nie ja zostawiam za sobą eurosieroty a tylko siostra. Zacznie mi przeszkadzać dopiero wtedy, kiedy to ja przestanę zarabiać, wyczyszczę konto, nie zdołam od nikogo pożyczyć nawet na chleb i lekarstwa, oddam za grosze wszystko co mam – telewizor, obrączkę, dom, ziemię tylko po to, aby mieć na ogrzewanie, jedzenie, leczenie…

W dniu 17. października 2010r., Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem Wykluczeniem Społecznym, podczas konferencji pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz Parlamentu Europejskiego ujawniono, że 2 100 000 osób żyje w Polsce w skrajnym ubóstwie. Narastające wyniszczenie gospodarcze rodzin to wstęp do zaboru własności, już nie tylko skazanej na obłędną “prywatyzację” własności publicznej, lecz także tej osobistej, należącej do każdego z nas i do naszych dzieci. Jest oczywiste, że młodzież walcząca o swoją tożsamość narodową walczy o prawo do godnego życia w Ojczyźnie.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 19 listopada 2010
tylko audio

Felieton w Radio Maryja, 26 listopada 2010

Szczęść Boże!

Mądry Polak po szkodzie. Mądry, o ile przeżyje. Wartość życia Polaka jest zdumiewająco niska w porównaniu z wartością życia ludzi wielu innych narodowości. Świadczy o tym stosunek władz i opinii publicznej innych krajów do zagłady Polaków, zwłaszcza przez władze i ludność tych krajów zawinionej. Kryterium rasowe stosowane do podziału ofiar na warte i nie warte upamiętnienia jest kolejnym jaskrawym dowodem klęski programu denazyfikacji Niemców i współpracujących z nimi zbrodniarzy. Jest wręcz przeniesieniem z XIX w XXI wiek rdzenia nienawiści i pogardy dla innych, za Fryderykiem Nietzsche uznawanych za podludzi, bądź za Karolem Marksem i Fryderykiem Engelsem za niegodnych przeżycia. Nota bene, wobec ponawianego zawłaszczania przestrzeni publicznej Krakowskiego Przedmieścia przez marksistowskich bojówkarzy i ich polityczno-ideowe zaplecze, za pilne zadanie należy uznać przeprowadzenie kampanii informacyjnej na temat przepojonych rasizmem twierdzeń kompromitujących Marksa i Engelsa i wpływu tych twierdzeń na wydarzenia w przeszłości i we współczesnym świecie. Tym bardziej, że staraniem prezydenckiego marksisty pomnik wystawiony najeźdźcom spod czerwonej gwiazdy zdobi krzyż prawosławny. Czerwonoarmiści niosący rewolucję po trupie Polski równie ochoczo rozpruwali bagnetami brzuchy prawosławnych popów, jak palili żywcem katolickich księży, więc obok krzyża prawosławnego, musi stanąć krzyż upamiętniający inne niż prawosławne ofiary bolszewickiego ludobójstwa. Upamiętniający ofiary a nie katów. Na mogile katów powinna stanąć czerwona gwiazda. W odróżnieniu od swastyki czerwona gwiazda nie jest przecież zakazana, bowiem próby desowietyzacji nawet jeszcze nie podjęto, a Sowiety nawet odzyskują swój blask i wpływy.

Charakterystyczne dla marksistów odwracanie kota ogonem przyczynia się do dewaluacji nauki płynącej z przekonania, iż mądry Polak po szkodzie, o ile tę szkodę przeżyje. Realizacja cudzej polityki historycznej, takiej, która notorycznie i bez wyjątku Polaków dyskryminuje i poniża, a pamięć o Polakach zamordowanych, okradzionych i sponiewieranych uznaje za niewartą wspomnienia jest pod każdym względem haniebne i szkodliwe dla naszych obecnych i przyszłych interesów.

Mądry Polak po szkodzie, o ile potrafi przekuć w czyn mądrość nabytą za cenę poniesionych szkód. Za cenę utraty zdrowia. Za cenę utraty własności. Za cenę utraty pracy. Za cenę utraty szans. Za cenę rozpadu rodziny. Za cenę straconego czasu, który już nigdy nie wróci. Za cenę rozczarowań.

Mądry Polak po szkodzie, o ile potrafi przekuć w czyn mądrość nabytą za cenę poniesionych szkód. Przekuć w czyn mądrość nabytą za cenę rozczarowań kłamliwymi obietnicami polityków, Polak, ten Polak mądry po szkodzie, może biorąc udział w wyborach.

W wyborach samorządowych Polak mądry po szkodzie może rozliczyć partyjnych bonzów, którzy tyle nałgali w poprzednich kampaniach wyborczych, że w obecnej siedzieliby cicho, gdyby zachowali resztki przyzwoitości. Narzucanie partyjnych namiestników wsi, gminie, powiatowi i samorządowi wojewódzkiemu tylko wtedy może przynieść korzyść wyborcom, kiedy sołtys, wójt, burmistrz, prezydent miasta, starosta, marszałek województwa i radni poszczególnych szczebli uznają się za przedstawicieli wyborców, za nieugiętych reprezentantów wsi, gminy, miasta, powiatu i województwa przed władzami swojej partii. Wtedy partyjni mogą nas uczciwie reprezentować, kiedy są naszymi ludźmi w tej ich partii. Oczywiście z należnym szacunkiem dla naszego interesu narodowego i zapisów Konstytucji gwarantujących Polakom równość, a Polsce integralność. Mądry powinien być Polak po szkodzie, kiedy od eurodeputowanego, czy innego partyjniaka, którego zrobiono dygnitarzem Unii Europejskiej, co jakoby miało przynieść korzyść wszystkim Polakom, usłyszał, że “ę ą, ja już nie reprezentuję Polski, ja reprezentuję całą Unię Europejską”. Co oczywiście oznacza, że wykonuje polecenia unijnego hegemona.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 3 grudnia 2010

Szczęść Boże!

Obserwując przebieg najgroźniejszej, a przy tym najlepiej opisanej epidemii, która w krótkim czasie ogarnęła cały świat – pandemii AIDS, każdy lekarz zawodowo zajmujący się epidemiologią lekarską musi podjąć ważne zadanie prognozowania dalszego rozwoju tej selekcji masową skalę.

Ostatni raport Wspólnego Programu Narodów Zjednoczonych ds. HIV/AIDS (UNAIDS) opublikowany jesienią 2010r., u progu czwartej dekady pandemii, przedstawia aktualne dane dotyczące poszczególnych regionów świata, porównywalne w czasie i przestrzeni, opracowane na podstawie raportów krajowych, rejestrów, badań epidemiologicznych, modeli matematycznych i szeregu oszacowań dokonanych profesjonalnie i według szczegółowo opisanych metodologii. Tym samym Raport UNAIDS jest wiarygodnym i miarodajnym źródłem informacji, tym bardziej wiarygodnym i miarodajnym, im mniej jawne są informacje z poszczególnych krajów, n. p . z Polski. Pomimo przynależności do Unii Europejskiej i teatralnych ról odgrywanych na jej scenie przez polskich polityków, nasz kraj nie potrafił dostarczyć informacji składających się na całość Raportu ONZ, w tym dotyczący programów HIV/AIDS, leczenia osób zakażonych HIV i przy tym chorych na gruźlicę, badań kobiet ciężarnych w kierunku HIV, danych dotyczących rozwiązłości mierzonej odsetkiem osób od 15 do 49 roku życia, które podjęły współżycie z więcej niż z jedną osobą w ciągu minionych 12 miesięcy, występowania zakażenia HIV w grupach ryzyka (do których ONZ zalicza osoby przyjmujące dożylnie narkotyki, trudniące się nierządem i homoseksualistów) oraz badań serologicznych tych osób.

Z raportu UNAIDS wynika, że szacowana liczba osób żyjących z HIV w Polsce w roku 2009, mieszcząc się w granicach od 20 000 do 34 000, wynosiła 27 000, w tym 18 800 mężczyzn i 8 200 kobiet. Dane dotyczące leczenia antyretrowirusowego wykazują, że w grudniu 2008 roku leczeniem obejmowano 3 822 pacjentów, a w grudniu 2009 już 4 329, czyli w ciągu jednego roku przybyło 507 osób leczonych, co stanowi przyrost o 13%. W grudniu 2009 leczono 3 130 mężczyzn i 1 199 kobiet, co oznacza, że – przyjmując średnie oszacowanie liczby żyjących z HIV w Polsce za 100% – nie obejmowano leczeniem 83% mężczyzn i 85% kobiet zakażonych HIV. W tym samym czasie, w krajach o niskim i średnim dochodzie ludności, do których zaliczono też Polskę, odsetek osób nie otrzymujących wymaganego leczenia antyretrowirusowego wynosił 64 % (9 800 000 spośród 15 000 000).

Jak widać szanse na leczenie, owszem niezwykle obciążające finansowo, ciężkie do zniesienia, komplikowane narastającą opornością i pojawianiem się nowych szczepów wirusa wywołującego AIDS, ale jednak przedłużające życie zakażonym, a do tego będące potężnym orężem w prewencji i profilaktyce HIV/AIDS, są w Polsce niższe niż przeciętnie w najuboższych państwach świata.

Tym bardziej więc należy zdawać sobie sprawę nie tylko z ryzyka ponoszonego w wyniku wyboru takiego czy innego zachowania sprowadzającego bezpośrednie zagrożenie HIV lub innego zakażenia wenerycznego, lecz przede wszystkim ze skutków zaniedbań sanitarno-higienicznych w zakładach opieki zdrowotnej w Polsce. Zarażenie pacjentów i personelu medycznego poprzez krew i inne nośniki wirusa pacjenta zakażonego HIV-em, który sam nie zna swojego stanu, jest tym bardziej prawdopodobne im większe oszczędności na zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń zakładowych, im większa dezorganizacja systemu opieki zdrowotnej, im szybsze tempo likwidacji Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Wobec gwałtownie narastającego ubóstwa wpychającego ludzi w tryby szybko rozwijającego się tzw. przemysłu rozrywkowego, dla którego zagłębiem żywego towaru są miliony rodzin doprowadzonych do nędzy przez pogrobowców dziewiętnastowiecznego kapitalizmu i w połączeniu z lewacką propagandą na złość ludziom religijnym lansującą zwyrodniałe zachowania już wśród przedszkolaków, należy się liczyć z tym, że bardziej prędzej niż później Polska podzieli los Federacji Rosyjskiej i Ukrainy, w których to państwach rozwój epidemii AIDS budzi coraz to większy niepokój. W krajach tych więcej niż jedna osoba na sto jest zakażona wirusem wywołującym AIDS.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 10 grudnia 2010

Szczęść Boże!

Po upadku PRL-u do katalogu cnót narodowych dołączono wszelką bezpartyjność. “Do żadnej partii nie należałem i nie należę” brzmi credo wielu szukających poklasku wśród przekonanych o tym, że największe zło wyrządzone Polsce i Polakom dokonało się za sprawą członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz wszystkich jej mutantów i krótkotrwałych zamienników u steru władzy po zakończeniu II wojny światowej. Tymczasem partyjniactwo święci coraz większe tryumfy, zagarnia coraz to większe pola władzy każdego szczebla i każdego rodzaju. Ostatnie wybory samorządowe to przecież tryumf partyjniactwa pogardzanego słowem, lecz nie czynem, nie czynem wyborczym. Do płatników składek partyjnych wyznaczanych proporcjonalnie do zarobków na rządowych posadach zdobytych dzięki partii dochodzi rzesza samorządowców i zależnych od nich zakładów i instytucji, którzy – na miarę możliwości – albo pieniądzem, albo spolegliwością, wywdzięczą się partii za okazane zaufanie i szanse życia dostatniej. Od szefa po portiera każdy będzie dzieckiem partii matki i nie pozwoli odciąć się od piersi karmicielki, bo zginie z głodu w gospodarce rzekomo wolnej i rynkowej. Wichrzycielom na pohybel powie “nie” ich własna rodzina, będąca zakładnikiem bankowych kredytów i gwałtownie rosnących kosztów utrzymania, a fiskus, sanepid i cała reszta państwowego aparatu egzekucji woli partii szybko wykaże buntownikom, że racja jest tam, gdzie jest siła.

Za komuny kwitła przynajmniej satyra. Dzisiaj wystarczy obejrzeć telewizyjne występy niedoszłego prezydenta miejscowości Hindenburg, od końca trzynastego wieku znanej jako Zabrze, aby współczuć satyrykom, dla których fakt, iż życie przerosło wyobraźnię, jest pod każdym względem rujnującym doświadczeniem. Nie sposób porównywać dwóch etapów naszej powojennej historii poprzez pryzmat satyry szydzącej z ułomności sposobów i efektów sprawowania władzy przed i po formalnym jej zrzeczeniu się przez PZPR. Przede wszystkim dlatego, że rozmiar i ranga wyszydzanych błędów, wypaczeń i krzywd jest zupełnie nieporównywalna. Może dlatego w mediach publicznych nie ma miejsca dla satyryków, a ostatnio i dla odważnych dziennikarzy.

Jednak w dobie internetu coraz bardziej zaciskająca się pętla cenzury i poprawności politycznej nie ma szans na zaciemnianie prawdziwego obrazu rzeczywistości, pod warunkiem wszakże, że zwykli jego użytkownicy zrozumieją, że to co ukazuje się na listach dyskusyjnych, forach internetowych i tym podobnych platformach wymiany poglądów i prezentacji faktów jest w znacznej części emanacją działalności ośrodków propagandy i manipulacji opinią publiczną. Uwiarygodnić wypowiedzi funkcjonariuszy tych ośrodków mają za zadanie ordynarne sformułowania obficie kraszone wulgarnym słownictwem i ataki poniżej jakiegokolwiek poziomu cywilizacyjnego. Zalewające internet wypowiedzi to nieraz zwykłe formy ataku PSYOP, operacji psychologicznych, powtarzane wielokrotnie w różnych odcieniach agresywnego chamstwa i zamieszczane na licznych stronach internetowych przez tego samego autora lub małą grupkę zadaniową, osobę lub kilka osób występujących pod dowolnymi pseudonimami, z użyciem skradzionych adresów nadawców czy też z licznych komputerów. Stwarza to wrażenie, że duża, ogromna, przeważająca część opinii publicznej ma wyrobione zdanie w konkretnej sprawie, że siła wyrażanego przekonania jest wielka, że podziela ją większość i to ta bliska sercu i rozumowi odbiorcy komunikatu przynajmniej w sferze języka. Wspólny język to słowo na “k” i jemu podobne oraz rok “dwa dwanaście”, zamiast dwa tysiące dwunasty, na przykład.

Nie trzeba mieć wątpliwości, że w szczycąc się bezpartyjnością w kraju skolonizowanym przez monopartię, stajemy się coraz bardziej bezbronnymi ofiarami wąskiego grona decydentów dysponującego wszechwładzą wolną od jakiejkolwiek kontroli intencji i skutków swoich działań. Szczycąc się bezpartyjnością w kraju, w którym władza nie ma z kim przegrać, a przy tym spokojnie czekając w kolejce na kres własnej stabilizacji, w istocie stajemy się członkami w Polsce partii najbardziej licznej, choć nie zarejestrowanej PPPPPP: Polskiej Partii Prokrastynatorów Pokornie Przyjmujących Poniżenia.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 17 grudnia 2010

Szczęść Boże!

W ostatnich latach główny inspektor sanitarny intensywnie zajmował się – zapewne dla zabicia czasu i z braku lepszych zajęć – reklamowaniem szczepień przeciwko grypie. W roku ubiegłym pod presją dramatycznych wydarzeń związanych z szerzeniem się w świecie zabójczego szczepu wirusa 2009 H1N1 nie zawierająca tego wirusa szczepionka na sezon grypy 2009/2010 była przez minister Ewę Kopacz i jej dwór prezentowana nie tylko jako środek profilaktyczny, który każdy musi koniecznie sobie kupić, aby uchronić się przed zwykłą grypą, lecz także jako doskonały zamiennik szczepionki przeciwko grypie świńskiej. Pomimo furiatycznych ataków sejmowej opozycji, której przedstawiciele w roli akwizytorów medycznych prowadzili jawny lobbistyczny nacisk na władze państwowe, minister Kopacz szczepionki przeciwko świńskiej grypie Polakom nie kupiła, co jest przedstawiane przez nią samą i premiera Donalda Tuska jako fantastyczne osiągnięcie. Można dodać, że – jak dotychczas – jedyne.

Jednak już w czasie wygłaszania opinii przez polską minister zdrowia o wysokiej skuteczności szczepionki na sezon grypowy 2009/2010 w profilaktyce grypy świńskiej, amerykańskie Ośrodki Zwalczania Chorób (CDC, Atlanta, Georgia) wyraźnie informowały, że szczepionka przeciwko grypie sezonowej przed grypą świńską nie chroni, a dokładne badania epidemiologiczne, prowadzone m.in. przez dr Danutę Skowronski z Kanady, wykazały, że szczepienia reklamowane przez minister Kopacz zamiast zapobiegać zakażeniom szczepem 2009H1N1 wręcz zwiększały ryzyko zachorowania na grypę świńską i to od 1,5 do 2,5 x.

Tej jesieni aktywność minister zdrowia i głównego inspektora sanitarnego na polu reklamy szczepień przeciwko grypie jest niedostrzegalna. Zapewne wynika to z faktu, że obecna trójwalentna szczepionka na sezon grypy 2010/2011 jest właściwie uzupełnioną o 2 antygeny szczepionką przeciwko grypie świńskiej, tą samą, którą tak niedawno minister Kopacz podejrzewała o działania szkodliwe. Głoszone przez polski rząd przekonanie o szkodliwości szczepionki przeciwko 2009H1N1 było podstawą nieugiętego odparcia ataku opozycyjnych lobbistów, chwalebnej rezygnacji z jej zakupu i tym samym w partyjniackiej Polsce stało się ważnym argumentem na rzecz przyrostu słupków popularności rządzącej partii.

Obecnie Amerykańskie Ośrodki Zwalczania Chorób, CDC zalecają stosować w sezonie 2010/2011 szczepionkę triwalentną, w które skład wchodzą dwa wirusy grypy A – obok H3N3 właśnie 2009H1N1 wywołujący grypę zwaną świńską oraz jeden wirus grypy B. Setki milionów osób, które – pomimo niepokojów polskich władz – zaszczepiły się wcześniej szczepionką przeciwko grypie świńskiej, powinny według CDC zaszczepić się ponownie, gdyż obok wirusa 2009H1N1 w aktualnej szczepionce sezonowej są zawarte wspomniane dwa inne wirusy.

CDC zaleca szczepić przeciwko grypie wszystkich powyżej 6 miesiąca życia. Przeciwwskazaniem do szczepień przeciwko grypie jest mocno nasilona alergia na jajko kurze, ciężki odczyn na szczepienie przeciwko grypie w przeszłości oraz przebyty zespół Guillaina-Barrégo który wystąpił w ciągu 6 tygodni po szczepieniu przeciwko grypie. W zespole Guillaina-Barrégo procesy autoimmunologiczne prowadzą do narastającego od kilku dni do kilkunastu tygodni uszkodzenia nerwów z takimi objawami, jak mrowienie, drętwienie, bóle stóp, niedowład kończyn dolnych a w połowie przypadków obustronny niedowład mięśni twarzy, niedowłady mięśni gałki ocznej, zaburzenia rytmu serca, wahania ciśnienia krwi i niewydolność oddechowa.

Przeciwwskazaniem tymczasowym do szczepień przeciwko grypie jest umiarkowana lub ciężka choroba gorączkowa, po której ustaniu CDC zaleca grypę szczepić. Według CDC żaden inny stan chorobowy, ani też ciąża nie stanowią przeciwwskazań do corocznych szczepień przeciwko grypie.

Wszelkie zalecenia dotyczące interwencji medycznych, zwłaszcza szczepień, wymagają weryfikacji zgodnej z zasadami epidemiologii lekarskiej. O tym, które z spośród dwóch wiarygodnych źródeł informacji, czy to minister Kopacz czy też wiodące w świecie amerykańskie ośrodki epidemiologiczne wypowiadają się odpowiedzialnie w sprawach szczepień przeciwko grypie, powiem Państwu za tydzień.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 24 grudnia 2010

Szczęść Boże!

W Piśmie Świętym można odnaleźć całą prawdę o Bogu i Jego stworzeniu. Zalety i przywary ludzkiego charakteru jakie były w czasach biblijnych, takie są i dzisiaj. Podobnie z losem człowieka: czy to w czepku urodzony i nie znający smaku porażki, czy też przez większość życia uginający się pod ciężarem budzących grozę nieszczęść, człowiek, ten z kart Pisma Świętego i ten nam współczesny – czyli każdy z nas – reaguje tak samo na to, co mu się przydarzy.

Gdzie wobec tego jest postęp? Ile kroków człowiek uczynił w swoim rozwoju od czasów biblijnych?

Jest może mniej okrutny? Mniej krwiożerczy? Ależ skąd! Mordowanie na skalę przemysłową to wynalazek rewolucji francuskiej udoskonalony w strasznym XX wieku, a obecnie coraz silniej wiązany z zawodem lekarza, pomimo wyraźnie sformułowanego zakazu z zawartego w przyrzeczeniu Hipokratesa: “nie podam nigdy niewieście środka poronnego.”

Czy może człowiek XXI wieku jest mniej zniewolony niż przed dwoma tysiącami lat? Otóż nie. Świat nie widział jeszcze tak wielkiej liczby niewolników jak obecnie, tak bezwzględnej eksploatacji ludzi bezbronnych, młodych, starych, biednych. Już nie tylko praca w straszliwych warunkach i za głodowe wynagrodzenie, ale traktowanie ludzi jako żywe zabawki erotyczne albo chodzące źródła narządów do przeszczepów, to żałosny dorobek naszych czasów, w których rozkwita handel żywym towarem i narządami.

No to może jesteśmy bardziej otwarci na innych, przyjaźniej nastawieni do ludzi inaczej myślących? Też przecież nie. Eskalacja wojny religijnej przyspiesza. Kto by nie zawinił, to chrześcijan, w szczególności rzymskich katolików, obarcza się winą za kolonialne ekspedycje i okupacje i, jak za Nerona, poddaje bezwzględnej eksterminacji. Albo też na zasadzie nienawiści sprawcy do przez siebie samego skrzywdzonych, poniżonych i prześladowanych, drogą bezkrwawą, po cichu i tym bardziej skutecznie wypiera się katolików z miejsc, w których żyli od zarania kościoła, bądź też wykorzenia wszelką religijność, aby wyeliminować wszelkie poczucie wolności osobistej opartej na wierze w Boga, nie napotykając oporu, samemu wykreować się na bożka.

Może w takim razie jesteśmy lepiej zorganizowani, nasze demokratyczne instytucje może lepiej chronią nasze interesy niż systemy panujące w zamierzchłych czasach. Hm. Tu same przychodzą na myśl przykłady z naszego kraju a odnoszące się do nieszczęść, które spadły na nasz naród w mijającym roku 2010. Los ogromnej rzeszy ofiar klęsk żywiołowych to przecież los Hioba. Doświadczenia milionów ludzi z kradzieżą ich ciężko zarobionych pieniędzy poprzez sztuczki nigdy nie nasyconych finansistów to świadectwo ułudy obecnych doktryn gospodarczych. Starcie z codziennymi w Polsce sytuacjami o katastrofalnym, tragicznym przebiegu to cena, którą uboga większość płaci za pomyłki, oszustwa i chciwość mniejszości. Cywilizacyjna degradacja a nie demokracja jest dorobkiem naszych czasów.

I co by z nami było, gdybyśmy byli sami? Ale sami nie jesteśmy.

Bracia, patrzcie jeno, jak niebo goreje!

Bóg się rodzi, moc truchleje!


Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 31 grudnia 2010

Szczęść Boże!

Pokoleniom Polaków idących na swoje w drugiej dekadzie XXI w. po narodzeniu Chrystusa należałoby dedykować ostatni felieton roku 2010.

Ale przecież ich powodzenie jest warunkiem przetrwania także ich rodziców, dziadków i pradziadków. Stąd oczywista dla każdego prosta zależność własnego przeżycia od sposobu wychowania i wkładu pracy w wychowanie własnych dzieci. Wychowasz łajdaka, będziesz ofiarą łajdaka. Powiadasz, że nie dajesz rady wychować, bo telewizja demoralizuje, koledzy psują, programy szkolne piszą lewacy? Nie jesteś sama, matko. Nie jesteś sam, ojcze. Wszyscy mają podobne problemy. Niektórzy większe, bo sami dają zły przykład własnym dzieciom, a potem obwiniają cały świat za lawinę nieszczęść spadającą na całą rodzinę. Inni, choć świecą dobrym przykładem, to nie potrafią sprostać konkurencji przykładów złych. Nie umieją przedstawić swoich wartości w sposób zrozumiały i pociągający. Tchórzą nieraz przed ostrą wymianą poglądów i bez jednego wystrzału ustępują pola sprytnym i bezczelnym złodziejom własnych dzieci. Niepewni swoich racji i z natury nieśmiali biorą przykład z konformistów, a ci jak w obraz wpatrują się w wilcze oczy Wodza, aby na czas odczytać co wolno robić, mówić, myśleć…

I tak oto dzisiejsi dwudziestolatkowie zamiast w Polsce ich pradziadów sławnej z siły ducha wolności promieniującej na cały świat – choćby i z podziemia – witają Nowy Rok na pogorzelisku demokracji. Indeks demokracji wyliczony przez brytyjskiego giganta medialnego The Economist pokazuje Polsce jej miejsce wśród 167 państw świata. Jest to miejsce 48. W stosunku do roku 2008 nasza sytuacja uległa pogorszeniu o 3 punkty, a spośród 27 państw członkowskich Unii Europejskiej za nami są tylko 3 państwa: Łotwa, Bułgaria i Rumunia. Grupa państw, do której zakwalifikowano Polskę, to flawed democracies – demokracje zepsute, skorumpowane, wadliwe, w najbardziej eufemistycznej wersji przekładu są to demokracje ułomne. Otóż w tej grupie, grupie demokracji ułomnych, mniej ułomną niż w Polsce demokracją szczycą się m. in. Wyspy Zielonego Przylądka, Południowa Afryka, Botswana, Izrael, Indie i Panama. Kto zna realia tych państw, przynajmniej ma jakąś wiedzę na ich temat ze środków masowego przekazu, musi popaść w zadumę nad kryteriami rankingu, w szczególności zastanowić się nad przyczynami, dla których nasza demokracja w 2010 roku zasłużyła na ocenę gorszą niż na przykład indyjska, konserwująca system kastowy i tolerująca potworne prześladowania religijne, w tym masowe zbrodnie, których ofiarą padają chrześcijanie.

Mimo tego w kategorii klasyfikacyjnej pod nazwą “Wolności obywatelskie” Indie otrzymały ocenę 9,41, tak jak Szwajcaria, a Polska: 9,12. W kategorii “Proces wyborczy i pluralizm” Indie i Polska otrzymały te same oceny, po 9,58. Zapewne i w Indiach udział głosów nieważnych spośród oddanych bije wszelkie rekordy, a jednak mieści się w ramach tolerancji obywateli na jawne oznaki wyborczych oszustw.

Również kulturę polityczną w Indiach i Polsce oceniono na tym samym, wszakże niskim poziomie: 4,38. Identycznym – uwaga, uwaga! – jak w Czadzie. Powtarzam: kultura polityczna w Polsce jest na takim samym poziomie jak w Czadzie, a także w Swazilandzie, Gabonie, Angoli, na Białorusi, na Kubie i w Pakistanie.

A teraz kategoria oceny demokracji, która najbardziej wpłynęła na niską pozycję Polski. Jest to funkcjonowanie rządu, za które wystawiono nam ocenę 6,07 na 10,00 możliwych. Na taką samą ocenę jak Polski zasłużył rząd Kambodży, Lesoto, a na wyższą nawet Beninu i Mali. Pomiędzy oceną funkcjonowania rządu Polski i Indii jest przepaść 2,5 punktu na 10 możliwych. Na korzyść rządu Indii, oczywiście. Oczywiście niestety.

Młodym Polakom życzmy, aby odzyskali dom z którego mogliby być dumni, aby na przekór przekleństwu rzuconemu na naszą ojczyznę w słowach “Polska to dziki kraj”, w nowym roku nasza demokracja odrodziła się jak Feniks z popiołów.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


dr Zbigniew Hałat Felietony w Radio Maryja 2005 -2016 halat.pl
dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna, felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005.
Rok:
 
2005 2006 2007 2008 2009 2010
 2011 2012 2013 2014 2015 2016



ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL

DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
http://halat.pl/spis.html
tel. kom. / mobile: +48 536 608 999