dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna
Felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005
2005 2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016

Rok 2011


Felieton w Radio Maryja, 7 stycznia 2011


Szczęść Boże!

Powrót święta Objawienia Pańskiego do państwowego kalendarza Rzeczypospolitej i pochodu Trzech Króli na ulice naszych miast to kolejny dowód na starą jak dzieje Chrześcijaństwa prawdę o człowieku, któremu tym bliżej do Boga, im bardziej jest sponiewierany i poniżony przez zło i ludzi oddanych służbie zła. Decyzja o przywróceniu święta Trzech Króli zapadła w tym samym roku, w którym na ziemi polskiej odsłonięto najwyższy na świecie monument Jezusa Chrystusa.

21. listopada 2000 roku ks. biskup Adam Dyczkowski rodem z Kęt, podczas uroczystej intronizacji, zawierzył miasto i gminę Świebodzin pod opiekę Chrystusa Króla. Dziesięć lat później na ziemi śląsko-wielkopolskiej, kolebce polskiej państwowości, w mieście słowiańskiego Świeboda, w którego imieniu kryje się i swoboda i bogactwo, ks. biskup Stefan Regmunt poświęcił najwyższy na świecie Pomnik Chrystusa Króla – Wotum wdzięczności, Figurę Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Główny budowniczy monumentu ks. prałat Sylwester Zawadzki, proboszcz parafii – sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie dobitnie udowodnił wątpiącym, że Królestwo Boże nie z tego świata, co mądrość ludowa parafrazuje w słowach: wiara czyni cuda. Warto dodać, że dzierżący wcześniej światową palmę pierwszeństwa co do wysokości Cristo Redentor, Pomnik Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro w 2007 został ogłoszony jednym z siedmiu nowych cudów świata. Pomnik w Rio de Janeiro odsłonięto w 1931r. po dziesięciu latach od rozpoczęcia zbiórki na ten cel w kościołach. Projektantami obydwu pomników byli Polacy – tego w Rio – Paul Landowski żyjący we Francji, gdzie pomnik zbudowano i skąd przetransportowano do Brazylii, tego w Świebodzinie – rzeźbiarz pan Mirosław Kazimierz Patecki z Przybyszowa i eksperci do spraw konstrukcji budowlanych – dr hab. inż. Jakub Marcinowski i doc. Mikołaj Kłapeć z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Kapłan, artysta, inżynierowie i rzesze tych, którzy im zaufali pozostawią po sobie niezwykłe świadectwo wielkości człowieka w służbie Boga i Ojczyzny, świadectwo, które zaistniało w tym 2010 roku.

W tym samym roku, roku panoszących się nieszczęść, Polacy podjęli wyzwanie walki z ze złem wcielonym w pozornie niewinną zabawę pod nazwą halloween. W ślad za innymi chrześcijanami Europy, stopniowo i coraz powszechniej zaczynamy rozumieć rzeczywiste znaczenie mentalności magicznej i demonicznej oraz jej roli w praniu mózgów młodych ludzi, sprytnie kuszonych przez diabła i jego współpracowników czy to za pomocą serii książkowo-filmowej o Harrym Potterze, czy corocznych orgii naigrawania się z ludzi nieżyjących, tuż przed świętem Wszystkich Świętych i Świętem Zmarłych.

Na demoniczne wypociny o Harrym Potterze kontry światu i Polsce nie zaoferuje współczesna polska literatura, gdyż podobnie jak znaczna część innych gatunków polskiej kultury naszych czasów, nie potrafi wydobyć się z bagna, w które wpadła bądź w które została wepchnięta i w nim przytrzymywana do utraty tchu, co kończy się widocznym niedotleniem mózgu i serca piszących po polsku. Z takimi literatami zaborów byśmy nie przetrwali i II Rzeczypospolitej na pewno nie zbudowali.

Ale na halloween jest rada. Są to imprezy Holly Wins, czyli Święte Zwycięża, czy to w postaci festynów, czy w formie filmowej Nocy Świętych, jaką proponuje od niedawna o. Remigiusz Langer, franciszkanin z Tychów. Warto już na początku roku pomyśleć o tym, jak w każdej miejscowości w Polsce i wszędzie tam, gdzie są Polacy, zaproponować ludziom na koniec października atrakcje pod szyldem Holly Wins – Święte Zwycięża. Od czegoś trzeba zacząć, aby zwyciężyć w sprawach najważniejszych. Jeśli nie my, to kto? Objawienie Pańskie nas i dotyczy i zobowiązuje bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bowiem dzisiaj w Betlejem stoi betonowy mur wysokości 8 metrów.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 14 stycznia 2011

Szczęść Boże!

Mogłoby się wydawać, że chrześcijanie są dobrze obeznani ze znaczeniem słowa podłość. Podłe traktowanie Jezusa Chrystusa przez naród wybrany, a zwłaszcza jego przywódców, zarówno przy narodzinach w Betlejem, jak i w wydarzeniach związanych z męką Syna Bożego, od dwóch tysiącleci budzi niepokój w ludzkim sumieniu. Można powiedzieć, że podłość Heroda, Judasza, Kajfasza, czy wreszcie tłumu żądnego niewinnej krwi jest glebą, z której wyrasta chrześcijańskie sumienie. A ponieważ to siła chrześcijańskiego sumienia ukształtowała znany nam świat, świat którego mechanizmy rozpoznajemy dzięki chrześcijańskim kryteriom dobra i zła, stając obliczu podłości czujemy się zupełnie zagubieni, nie wiemy co powiedzieć, jak się zachować, jak argumentować swoje racje. Mówiąc obrazowo, zderzamy się z nosorożcem, którego zachowań i motywacji postępowania nie rozumiemy, albo uznajemy je za zbyt drastycznie obce, abyśmy mogli podjąć choćby próbę ich analizy, oceny i nowej syntezy detali, tym razem służącej obronie przed atakiem podłości.

Pojęcie podłość ma w języku polskim szereg synonimów. Są to: łajdactwo, niegodziwość, łotrostwo, bezeceństwo, cios poniżej pasa, draństwo, nikczemność, szubrawstwo, a w języku potocznym – mniej precyzyjnie, ale za to dosadnie – złośliwość, chamstwo i świństwo. Podłość to uczynek podły, nikczemny, niegodziwy, niecny, niehonorowy, niegodny, nieszlachetny, łajdacki, haniebny. Podły jest człowiek, który dopuszcza się podłych uczynków. Według Słownika Języka Polskiego podły jest uczynek będący rezultatem wymierzonego przeciw komuś, prowadzonego nieuczciwie, podstępnie działania i podły jest człowiek, który wzbudza odrazę swym podstępnym, płynącym z niskich pobudek postępowaniem.

Inne znaczenie słowa podły, to kiepski, zły, marny, lichy, nędzny, niedobry, byle jaki, słabej jakości, kiepskiego gatunku, niewiele wart.

I w tym rozumieniu słowa podły, a mianowicie, że podły równa się byle jaki, słabej jakości, niewiele wart, kryje się prawdziwa dla Polaków pułapka pojęciowa. Zgodne z chrześcijańskim sumieniem potępienie dla podłości prowadzi nas dalej niż zdrowy rozsądek nakazuje, bowiem przyczynia się do lekceważenia podłości, niedoceniania podłości w polityce, w gospodarce, a nawet w zwykłych stosunkach międzyludzkich, czy nawet rodzinnych. Patrząc z góry na podłość, bujamy w obłokach, tak długo aż wektory podłości spowodują nasz upadek i szok wybudzenia z pięknego snu o tym, że co podłe to byle jakie.

Najwyższy czas zdać sobie sprawę, że podłość to cecha zwycięzców na arenie zmagań tego świata. Do najbardziej podłych należą najbardziej skuteczne działania dyplomatyczne, militarne, finansowe przynoszące władzę i pieniądze prowadzącym je narodom i ludziom stojącym na czele tych narodów, czy też dynastii, rodów, korporacji, grup kapitałowych, mafii, szajek i innych organizacji, nieraz noszących nazwy partii politycznych. Tak było, jest i będzie aż do końca świata. Komu to mówić! Jako ofiary podłości Polacy biją rekordy historii i współczesności. Czy dalej tak będzie, zależy od właściwej oceny – też w sferze nazewnictwa – podłości w każdym jej przejawie. Lekceważąc podłe zachowania i ich narastające prodromy tracimy z dnia na dzień wszystko i dalej tak będzie, o ile nie zaczniemy wyraźnie i jednoznacznie nazywać podłości po imieniu. Nie możemy żyć złudzeniami. Podłość naszych sąsiadów wykreślających paktem Ribbentrop – Mołotow bękarta traktatu wersalskiego z mapy Europy nie została właściwie odczytana w jednostkach Wojska Polskiego składających broń przed Armią Czerwoną, co ułatwiło Sowietom czystkę etniczną, włącznie z ukrywaniem o prawdy o ludobójstwie z arcypodłym objaśnianiem losów polskich oficerów słowami “uciekli do Mandżurii”. Ten przejaw podłości mógł zaistnieć bez globalnego potępienia, gdyż przed wojną zbyt mało polskie władze informowały światową opinię publiczną o terrorze i dywersji komunistów nasyłanych przez Moskwę oraz składających się na piątą kolumnę organizacji niemieckich działających legalnie w Polsce, jak Jungdeutsche Partei fur Polen, Deutsche Vereinigung, Deutscher Volksbund, Deutscher Volksverband, w których to i im podobnych przygotowywała się do czystki etnicznej Polski z Polaków 1 Niemców zamieszkałych w Polsce. Podłość takich sąsiadów niejeden z tych, co przeżyli, pamięta do dzisiaj.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 21 stycznia 2011

Szczęść Boże!

Z czarnych chmur, które tak grubą warstwą spowiły niebo nad Polską, mało kiedy spada na nas coś więcej niż kolejne nieszczęście. Nie są to nieszczęścia osobiste, rodzinne, zakładowe, lokalne, branżowe, czy też ograniczone do jakiejś innej grupy ludzi charakteryzującej się określonymi cechami. Nie są to też nieszczęścia sporadyczne, ujawniane z rzadka przez reżimowe środki masowego rażenia w konwencji Telewizji Nocą Aleksandra Małachowskiego, tak, aby nie kompromitować systemu, ale jednak pozwolić ludziom na kontrolowany upust pretensji i żalów. Nie są to też nieszczęścia bagatelne w rodzaju zgubienia kilku złotych.

Od ponad dwudziestu lat spada na nas grad nieszczęść narodowych, przed którymi niewielu umie się uchronić i to nie dzięki opanowaniu umiejętności uniku a tylko poprzez współudział w ściąganiu tych nieszczęść na głowy innych. Oczywiście do czasu. Kiedy nie będzie już czego kraść, kiedy nie będzie więcej brudnej roboty do wykonania, kiedy pojawią się jeszcze bardziej pozbawieni skrupułów konkurenci, wtedy trzeba będzie przesiąść się z samolotu do samochodu i spróbować przejechać choćby z Poznania do Wrocławia, szlakiem łączącym od ponad tysiąca lat dwie kolebki Państwa Polskiego, a w XXI w. przerwanym z powodu dwóch dekad zaniedbań w zakresie melioracji i ochrony przeciwpowodziowej. Gdyby władze Niderlandów leżących na polderach wyrwanych morzu dopuściły się podobnych zbrodniczych zaniedbań swoich obowiązków i doprowadziły do uszczerbku na mieniu, życiu i zdrowiu mieszkających tam ludzi, zdroworozsądkowa reakcja Holendrów byłaby energiczna i natychmiastowa. Ale Poland to nie Holland. Tu za zalanie polderów pomiędzy Odrą a Oławą nikt nie odpowiada, a zalecenie klasyka "trzeba było się ubezpieczać”, brzmi tu jeszcze bardziej szyderczo, skoro ubezpieczyciel żąda 800 zł od hektara właśnie z uwagi na wysokie ryzyko zalania wynikające z zaniedbań w zakresie melioracji i ochrony przeciwpowodziowej. Podobny, często jeszcze gorszy los, zgotowali rządzący państwem, województwem, powiatem i gminą swoim wyborcom w wielu, bardzo wielu innych miejscach Polski. Część z nich lokowała ciężkie pieniądze zagarnięte w postaci niezasłużonych pensji, nagród, premii i odpraw oraz wprost ukradzione z budżetu krajowego lub funduszy unijnych właśnie w nieruchomości i to nie na Florydzie, ani nie na Lazurowym Wybrzeżu – co jest obecnie trendy wśród nagle wzbogaconych Polaków, dopowiednika Nowych Ruskich – a właśnie w Polsce, na terenach z ich własnej winy pozbawionych ochrony przeciwpowodziowej i dostępu drogowego. Po drogach zdemolowanych w ciągu minionego dwudziestolecia i nie uzupełnionych nowymi, po których dałoby się jeździć, bonzowie dwudziestolecia nie przejadą nawet swoimi najdroższymi zabawkami z napędem na cztery koła. Gdyby zdołali wpakować się na rowery, mogliby na krótkim dystansie pojechać po ścieżce rowerowej, ale nie we Wrocławiu, gdzie wojna Klubu Złośliwych i Niedobrych Cyklistów z prezydentem miasta toczy się w najlepsze, bowiem dla wrocławskiego magistratu europejskość polega na pielęgnowaniu zaledwie dwóch wieków tradycji pruskiej w tysiącletniej śląskiej metropolii Piastów i na wydawaniu milionów na szczepienia dzieci przeciwko chorobom wenerycznym.

Z powodu niewybudowania z własnej winy dróg, niektórzy decydentów, spośród tych pozbawionych już przywileju wożenia samolotami, mogliby przemóc jaśniepański wstręt do podróżowania koleją w towarzystwie obrabowanych wyborców, gdyby wszakże kolej w Polsce nie też została rozkradziona, za co konstytucyjnie odpowiedzialny minister został nagrodzony w Sejmie owacją i pięknym bukietem kwiatów. Wypadałoby podzielić się tym bukietem z równie zasłużonymi dla sprawy swoimi poprzednikami, panie ministrze.

Najbardziej martwić nas wszystkich powinno to gdzie też decydenci minionego dwudziestolecia będą się leczyć. Nie chodzi tu nawet o leczenie w Tworkach, na które skierowania od ręki wystawia naukowiec, intelektualista, autorytet moralny rządzącej partii, a tym samym wszystkich Polaków – wicemarszałek sejmu profesor Stefan Niesiołowski. Ze względu na stan lecznictwa psychiatrycznego w Polsce, w szczególności na zagrożenia zdrowia i życia pacjentów pozbawionych należnej opieki w związku ze stanem kadrowym personelu i technicznym obiektów dobrze byłoby wcześniej poddać się samemu hospitalizacji psychiatrycznej, panie marszałku, w trosce o kierowanych tam konkurentów, oczywiście.

Znaczna część prominentów minionego dwudziestolecia trafiła do instytucji Unii Europejskiej, gdzie w nagrodę za poczynania w rodzimym bantustanie, dostaną wystarczająco dużo euro i różnych innych korzyści w skali niewyobrażalnej dla europejskich podatników. O tych nie musimy się martwić. Ci się wyleczą.
Nam pozostawili reformę. Reformę ochrony zdrowia. Leży przede mną ulotka wydana w grudniu 1998 r. przez Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej oraz Departament Koordynacji Reform Społecznych Kancelarii Prezesa ady Ministrów. Dużymi literami ówcześni decydenci, z obecnym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego na czele, obiecali Polakom, co następuje:
1. Ubezpieczenie zdrowotne będzie powszechne
2. Postawą ubezpieczenia będzie składka
3. Każdy będzie miał zapewnioną opiekę medyczną
4. Każdy będzie mógł wybrać u kogo i gdzie chce się leczyć
5. Za nasze leczenie zapłaci Kasa Chorych

Kolejny decydent, tym razem z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czy jak tam oni wtedy się nazywali, złapał pieniądze z kas chorych w jeden Narodowy Fundusz Zdrowia. Dzisiaj ówczesny minister, kardiolog, profesor nauk medycznych występuje w programach telewizyjnych reklamujących tzw. medycynę niekonwencjonalną, wespół z panią uprawiającą masaż kaukaski. I to dopiero jest rzetelna oferta dla Polaków.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 28 stycznia 2011

Szczęść Boże!

Do najmniej rozsądnych zachowań ludzkich należy wishful thinking, czyli myślenie życzeniowe. Nie jest to przesadny optymizm, ofiarna wola walki o swoje racje, ani nie jest to pozytywny ogląd rzeczywistości z jego samospełniającymi się prognozami. Myślenie życzeniowe nie ma też nic wspólnego z poświęceniem się dla jakiejś idei, religijnej, patriotycznej, która powoduje, że płyniemy pod prąd na wzór naszego mistrza Jezusa Chrystusa i za przykładem niestrudzonej służby ojca Tadeusza.

Tutaj myślenie życzeniowe oznacza przekonanie, że inni zachowają się według naszego wyobrażenia, zgodnego z naszym życzeniem niedopuszczającym możliwości istnienia innych przesłanek do podjęcia działania niż nasze własne. Na przykład przesłanek moralnych. Człowiek przekonany o swojej wyższości moralnej nieraz pada ofiarą niedoceniania zagrożeń ze strony sposobu myślenia kierującego się innym systemem wartości, dla niego samego zgoła niemoralnym. Dla myślenia życzeniowego dotyczącego zachowań innych ludzi charakterystyczne jest wygłaszanie opinii: “nie wierzę, żeby on mógł tak postąpić”"oni nie byliby do tego zdolni”, “oni nie mogliby tego zrobić”. Wygłaszanie tego rodzaju opinii to nasza narodowa specjalność. A to z nadmiaru okazji. I to od dawien dawna.

Usprawiedliwiające ludobójstwo hasła rewolucji francuskiej “wolność, równość i braterstwo” wyniosły do władzy Napoleona. Ten, pomimo zawarcia pokoju z Austrią w 1801r. wykazał czarną niewdzięczność wobec dzielnych wiarusów z Legionów Polskich i zamiast przywrócić im wolną Ojczyznę, wysłał ich na Haiti, gdzie mieli stłumić powstanie niewolników, którzy uwierzyli w hasła rewolucji francuskiej i proklamowali niezależną republikę. Z 6 tysięcy legionistów, czterystu pozostało na wyspie, dając początek polskim rodom na Karaibach, trzystu wróciło do kraju, reszta zginęła w walkach z powstańcami, zapewne pod sztandarem z napisem “Za wolność waszą i naszą”. Do udziału Polaków w tego rodzaju ekspedycjach władcy Zachodu najwyraźniej przywykli, co obecnie jest tak samo sprzeczne z naszym narodowym interesem jak za czasów Napoleona. W kilka dni po obchodach XI Dnia Islamu w Kościele katolickim skupionego na temacie “religie przeciw przemocy” warto po raz kolejny przypomnieć żywiołową aktywność Jana Pawła II na rzecz ratowania ludzi przed wojną w Iraku i odwrotne decyzje tych ówczesnych władców Polski, którzy i z Jana Pawła II szydzili i obiecywali wielkie korzyści z udziału w inwazji. Osobiście sami te korzyści niewątpliwie pozyskali. Kto wtedy oddalał myśl o oszustwie, mówił sobie: “nie wierzę, żeby on mógł tak postąpić”"oni nie byliby do tego zdolni”, “oni nie mogliby tego zrobić” i umacniał się w życzeniowym myśleniu jak legioniści przed wyniszczeniem na San Domingo, jak Wojsko Polskie i ludność cywilna w obliczu najazdu bolszewików, Niemców, Sowietów, jak Polacy wobec zdrady narodowej i zaprzaństwa tych współobywateli, którzy w służbie obcych, odbierali im zdrowie, życie i majątek. Większość z nas pamięta podniosłe nastroje powiewu wolności tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Owszem, co kilka tygodni pojawiały się ostrzeżenia, że pacyfikacja tuż tuż, że należy zwalniać łóżka w spitalach, aby było gdzie położyć rannych. Ale właściwie panowało przekonanie, że “oni nie byliby do tego zdolni”, “oni nie mogliby tego zrobić”. A jednak 13. grudnia okazało się, że “on mógł tak postąpić”, że Polacy byli do tego zdolni…

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy “Solidarność” uzyskał w legendzie narodowej status Legionów, tych od Piłsudskiego. Obok prawdziwych bohaterów, głodni władzy byli działacze “Solidarności” przybierają pozy legionistów, czy też rewolucjonistów narodowo-niepodległościowych z czasów zaborów, kroją się na miarę niezłomnych patriotów, niemal jak ci, którzy kończyli życie dla Polski przed plutonem egzekucyjnym, na szubienicy, w syberyjskiej tajdze lub niemieckim lochu. To dopiero maskarada! Panie i panowie, tylko partyjną nalepką odróżniacie się od towarzyszek i towarzyszy najbardziej spolegliwych wobec obcych, a ze swojej solidarnościowej przeszłości zrobiliście zasłonę dymną dla grabieży Polski. W razie wątpliwości porównajcie dorobek waszego i międzywojennego dwudziestolecia. Myślenie życzeniowe Polaków potrzebujących – jak wszyscy – patriotycznych przywódców, sprzyja wam jak mało komu. Nie zostało udowodnione, że służycie Polsce, a zatem nie jej służycie. Przyznajcie się do winy, naprawcie choć część wyrządzonych krzywd, a może Naród wam odpuści. Już mało kto o was mówi “nie wierzę, żeby on mógł tak postąpić”, “oni nie byliby do tego zdolni”, “oni nie mogliby tego zrobić”.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 4 lutego 2011

Szczęść Boże!

W pewnej mierze wszyscy jesteśmy Egipcjanami. Korzenie kultury europejskiej sięgają przecież nie do Chin a za Morze Śródziemne, do Nilu. Niemal nikomu nieznana najstarsza cywilizacja Europy pokrywająca się z obszarem kultury łużyckiej, z której rozwinęła się kultura autochtonicznych Prasłowian, poza krótkim artykułem w The Independent (tutaj) nie daje światu o sobie znać, bowiem nie pozostawiła po sobie prawie żadnych śladów. Za to kultura egipska co do rangi dotychczas odkopanych zabytków zdecydowanie dzierży palmę światowego pierwszeństwa. Te nadal nieodkopane bodaj nadal kryły się pod ziemią przed ludzkością zbyt mało jeszcze dojrzałą, aby potrafiła zapewnić bezpieczeństwo niepowtarzalnym dziełom sprzed tysięcy lat. Sam miałem okazję w 1972r. podziwiać pyszniące się pełnią barw reliefy pokrywające mury i kolumny świeżo złożone przez ekipę profesora Kazimierza Michałowskiego w świątynię Hatszepsut w Tebach, czyli Deir el Bahari. Po 25 latach ekspozycji na słońce po wspaniałych kolorach sprzed tysięcy lat pozostałt marne ślady, a i same płaskorzeźby za niedługo po prostu znikną. Rozjechanie czołgami Babilonu podczas najazdu tzw. koalicji na Irak, sprowadza odpowiedzialność za tak wielką zbrodnię na wszystkich podejmujących w tej sprawie decyzje i/lub nie podejmujących decyzji wymagających minimum ucywilizowania. Ale obecnie efekty kilkuwiekowej aktywności archeologicznej w Egipcie są jak nigdy wcześniej narażone na rabunek i zniszczenie, co obok możliwych do przewidzenia skutków toczącej się tam rewolucji i kontrrewolucji musi budzić zgrozę wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie.

Podwyżki cen chleba, bezrobocie wśród młodych, korupcja i dyktatura są ogłoszone jako powody wystarczające do pojawienia się burzliwych niepokojów społecznych, a prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama nakłania do podjęcia politycznego dialogu z manifestującymi na ulicach stolicy. Stolicy Egiptu. Bo gdyby ludzie doprowadzeni do rozpaczy galopującą drożyzną, brakiem pracy, możliwości założenia i utrzymania rodziny, korupcją, nepotyzmem, regresem cywilizacji mierzonym brakiem transportu, dostępu do leczenia i sprawiedliwości, wyszli na ulice stolicy Polski, pies z kulawą nogą by się o nich za granicą nie upomniał.

Od czasów Ronalda Reagana miłość prezydentów Ameryki do narodu polskiego niezwykle wyziębła, o co trzeba winić nie tylko kreatorów globalnej polityki USA, defamatorów Polski, czy destruktorów jedności amerykańskiej Polonii, ale przede wszystkim krajowe elity minionego dwudziestolecia, polityków znanych z imienia i nazwiska, którzy doprowadzili do tego, że – jak skonstatował prezes Jarosław Kaczyński – niedoścignionym wzorem dla nas jest Turcja, państwo poważne, z którym wszyscy się liczą. Stany Zjednoczone z Turcją się liczą się i płacą za jej zbrojenia. Podobnie płacą miliardy dolarów na utrzymanie armii egipskiej. Nam za to sprzedają złom, albo wypożyczają zabawkowe rakiety, wycofują się z uzgodnionych gwarancji
bezpieczeństwa dla Polski i Republiki Czeskiej, wysyłają nas na wyniszczające nasz kraj wojny, gdzie za odstępowanie od ataku musimy płacić miejscowym partyzantom
pieniędzmi dosłownie odjętymi od ust naszych dzieci.

Ogromną część dochodu narodowego Egiptu stanowią opłaty tranzytowe, w pierwszym rzędzie za transport morski przez Kanał Sueski i za przesył rurociągami. Dzięki pobieraniu tych opłat 85 milionów ludzi żyjących w państwie jednej rzeki, którego stolica co roku przybiera o milion nowych mieszkańców, miało w zeszłym roku średnio 5 889 dolarów przeliczeniowych na głowę, co wobec przeciętnej długości życia 70,5 roku i ograniczonych
możliwości edukacji, stawiało ten kraj na 101 pozycji wśród 169 sklasyfikowanych państw świata. Należy
zaznaczyć, że w ciągu pięciu lat Egipt wyraźnie awansował w światowej konkurencji rozwoju
cywilizacyjnego, bowiem w 2005 znajdował się na pozycji 112. W tym samym czasie w rozwoju cywilizacyjnym Polska spadła z pozycji 37 na pozycję 41 i od końca czołowej w świecie klasy dzieli nas tylko jedno państwo – Barbados.

Kto był w Egipcie i przyjrzał się bliżej codziennemu życiu jego przyjaznych i utalentowanych mieszkańców, wie dobrze, że znaczna część z nich żyje za mniej niż dwa dolary dziennie.

No to porównajmy. Dwa dolary, to mniej więcej 8 złotych. 8 razy 30 dni w miesiącu daje 240 złotych. Na pięcioosobową rodzinę, której każdy członek żyje za 2 dolary dziennie, przypadałoby więc 1 200 złotych miesięcznie. Polska rodzina składająca się z niepracującej mamy, bezrobotnego taty i trojga dzieci nie buduje drugiej Japonii, nie żyje w drugiej Irlandii sprzed kryzysu, a z uwagi na nieporównywalne wyższe niż nad Nilem koszty utrzymania nad Odrą, Wisłą i Bugiem boryka się z relatywnie większymi problemami niż rodzina ubogich fellachów. Warto zwrócić na to uwagę kandydatom do nadchodzących wyborów, zwłaszcza tym ze sznytem europejskim, ba światowcom, z Davos i Bilderberg, odpowiedzialnym za rezygnację naszego kraju leżącego w środku Europy z opłat za tranzyt i za wymieranie narodu. Z samych opłat można byłoby poprowadzić patriotyczną politykę rodzinną. W stosunku do roku 2010 już za dwadzieścia lat będzie na świecie o 31% więcej Egipcjan i o 5% mniej Polaków.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 11 lutego 2011

Szczęść Boże!

Polska scena polityczna staje się coraz bardziej interesująca. Określenie “interesująca” nie oznacza tu nic innego jak “powodująca uniesienie brwi”, czyli zdziwienie graniczące z politowaniem. Gdyby to była tylko polityka sprzed odzyskania suwerenności, suwerenności dobrowolnie utraconej z chwilą przystąpienia do Unii Europejskiej i ostatecznie dobitej przez podpisanie traktatu lizbońskiego, łatwo byłoby ją ignorować, traktując zachowania obecnie
działających polityków tak, jak dygnitarzy PZPR, czyli jako czysty teatr. Wtedy to nieliczni spiskowali, większość przebywała na politycznej emigracji wewnętrznej, wiedząc swoje z Radia Wolna Europa, Głosu Ameryki i BBC.

Wiadomości spoza Żelaznej Kurtyny umacniały przekonanie każdego o krzywdzie, jaka spotkała Polskę i Polaków i o tym, że życie w wolności i dobrobycie jest możliwe tylko na Zachodzie. Komunistyczni notable podzielali zresztą te opinie ludu pracującego miast i wsi, co przejawiało się w zaskakującym, jak na wrogów kapitalizmu, parciem na zagraniczne placówki i załatwianiem własnym dzieciom szans na lepsze życie w kapitalizmie właśnie.

Kto zaś spośród szarych obywateli nie potrafił wytrzymać ograniczeń i rytuałów komunizmu, zawsze mógł salwować się ucieczką, a nawet oficjalną emigracją za urzędowym zatwierdzeniem w postaci paszportu w jedną stronę. Niekiedy była to też ucieczka przed odpowiedzialnością za zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu, za udział w eksterminacji współobywateli, za nielojalność w chwili próby. Pomijanie tematu lojalności wobec Polski jako kryterium oceny obywatela Państwa Polskiego jest narzuconą nam przez obcych manierą dyskursu publicznego, gdzie indziej nie spotykaną, bo chyba tylko nasze pseudoautorytety moralne mówią, że pada deszcz, kiedy inni plują im w twarz.

W każdym razie jakaś tam szczątkowa emigracja, przez zieloną granicę czy za zgodą Milicji Obywatelskiej, a w stanie wojennym także za jej namową, przyczyniała się do rozładowywania napięć wynikających z mizerii życia w najweselszym baraku obozu socjalistycznego. Pozostała w kraju reszta musiała się jakoś urządzić na miejscu, w systemie nielubianym, ale przecież – na przykład za Gierka – nie znienawidzonym. Poluzowanie śruby ideologicznej, zwłaszcza wycofanie się władców PRLu z otwartej walki z kościołem katolickim na forum publicznym, miało udowodnić Polakom, że tzw. władza socjalistyczna nie jest kulturowo niekompetentna, ponieważ katolików toleruje, choć do współrządzenia ich oczywiście nie zaprasza. Tym samym polski barak był nie tylko najweselszy, ale i najbardziej ureligijniony spośród wszystkich z całego obozu, a prześladowania chrześcijan, które miały miejsce w Sowietach, NRD, Czechosłowacji, Rumunii, Bułgarii i na Węgrzech, nie były do pomyślenia w Polsce Ludowej.

Prześladowania prześladowaniami, ale Angela Merkel, córka luterańskiego pastora sławnego na całe NRD i NRF z posiadania dwóch samochodów i bajecznej na tamte czasy wolności przekraczania w obie strony granicy Wschód – Zachód, robiła karierę naukową w Akademii Nauk DDR i równocześnie polityczną w młodzieżowej przybudówce partii Honeckera, kierując komórką do spraw agitacji i propagandy. Praca w Agiprop i pionierskie umiłowanie Związku Radzieckiego zapewniły przyszłej pani kanclerz państwowe wyróżnienie za znajomość języka rosyjskiego, przydatne w rozmowach n. p. z pracownikami KGB, w tym z prezydentem, czy premierem zaprzyjaźnionego mocarstwa, zaś pochodzenie pani kanclerz z mamy urodzonej w Gdańsku w rodzinie po części z Elbląga jakże ułatwia przyjacielską współpracę kanclerz Merkel i z premierem Donaldem Tuskiem i z przewodniczącą Eriką Steinbach. Jaki ten świat mały i w gruncie mało skomplikowany.

I co tu się dziwić, że pan Henryk Stokłosa powrócił do pracy dla Ojczyzny w senacie RP. Ludzki to pan. Po mordzie nakładzie, ale zginąć z głodu ludziom nie pozwoli. A że zanieczyszcza środowisko? Jest za to swój. Obcy w Kutnie też biją, też trują, a przeżyć nie dają. Po skutecznym sparaliżowaniu wszystkich służb kontroli i nadzoru każdy zanieczyszcza środowisko czym chce i kiedy chce. Gdzie spojrzeć snują się dymy, wiszą pyły, walą w nos odory, na dachach bloków sterczą maszty telefonii komórkowej, tuż za płotami kręcą się turbiny wiatrowe, potoki samochodów osobowych i tych najgroźniejszych – TIRów, dosłownie nie mieszczą się kanionach ulic i wąskich dróżkach, nie dają nawet oddychać, a co dopiero przejść przez ulicę. Wzbogacona dioksynami wieprzowina z Niemiec, kurczaki z Brazylii i Tajlandii hodowane tak tanio, że opłaca się je transportować przez oceany też przecież Polakom nie szkodzą. Komu się nie podoba, może wyjechać. Niekompetentni kulturowo lewacy i tak kradną nam Polskę. Wyjechać może każdy, jak obiecał prezydent Aleksander Kwaśniewski. To nie PRL, droga wolna.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 18 lutego 2011

Szczęść Boże!

Wielu z nas zachodzi w głowę, jak to się stało. Jaki to warunek konieczny i wystarczający musiał być spełniony, aby doprowadzić do obecnej sytuacji.

W celu zapewnienia lapidarności wniosków wyciąganych z wieloletnich rozważań pomnożonych przez dziesiątki milionów rozważających trzeba szukać warunku pojedynczego, jako że zalew danych utopił niejedną słuszną myśl oblepioną szumem informacyjnym. Ów pojedynczy warunek konieczny i wystarczający, który musiał być spełniony, aby doprowadzić do obecnej sytuacji, powinien też być dostrzegalny przez każdego, niezależnie od wieku, płci, stanu zdrowia, miejsca zamieszkania, wykształcenia, przynależności kulturowej i wszelkich innych cech demograficzno-socjologicznych. Od żebraka do króla, każdy jest takim samym człowiekiem, jak wszyscy inni. Wśród nędzarzy, też mundurowych, obecnie manifestujących na ulicach Afryki i Azji niejeden ma szanse stać się królem, o ile w odpowiednim miejscu i czasie zacznie powiewać właściwym sztandarem. I przed właściwą kamerą, jak wielu zechce dodać, wykazując się z jednej strony mądrością, a z drugiej cynizmem. I tu jawi się pierwszy trop przybliżający odpowiedź na pytanie: jak to się stało.

Oto informowanie podlega cenzurze. Cenzurze i manipulacji. Cenzorem i manipulatorem jest właściciel środka masowego przekazu. Konkretne wydarzenie może być całkowicie pominięte, pokazane w postaci migawki, zniekształcone formą przekazu, załgane komentarzem. W zależności od szeroko pojętych interesów właściciela środka masowego przekazu, czy to politycznych, ideologicznych, czy wreszcie tych najzupełniej oczywistych, czyli finansowych, z każdego wydarzenia, także ze specjalnie wyreżyserowanego, powstaje kreacja na zamówienie. Czas antenowy i liczba szpalt są ograniczone. Zamieszcza się tylko to, co jest po linii szefostwa a nie w zgodzie z prawdą. Zdolność percepcji widza, słuchacza i czytelnika też jest ograniczona. Przypomina to starą w świecie producentów napojów orzeźwiających, zwanych do niedawna bezalkoholowymi w celu swoistej legitymizacji ich spożycia, dyskusję na temat pojemności ludzkiego żołądka. Otóż tenże organ nie jest w stanie przyjąć i butelki coca-coli i pepsi-coli i jakiegoś B-brandu i napoju owocowego i nektaru i soku owocowego i wody mineralnej naraz. Już jedna butelka z wyżej wymienionych asortymentów zaspokoi pragnienie i nie da zarobić producentom pozostałych. Trzeba więc tak umiejętnie trafić z przekazem do mózgu konsumenta, ażeby konkretny napój tafił do jego żołądka. Przekaz czy to reklamowy, czy oczerniający konkurencję, musi zaistnieć publicznie, toteż środki masowego przekazu, będąc na utrzymaniu reklamodawców tak relacjonują wydarzenia, jak to najlepiej służy ich klientom. Potrzebna jest nie tylko manipulacja informacją o wydarzeniach, ale i stronniczy komentarz, dobór aktorów obsadzonych w rolach najemnych polityków, ekspertów i z nazwy niezależnych z nazwy naukowców. Ściągnąć uwagę widza, słuchacza i czytelnika to sztuka nie lada, a jeszcze większa – zatrzymać go, umysłowo rozleniwić i na zawsze wciągnąć w bezrozumny odbiór medialnej kreacji, przekładającej się w dalszej kolejności na zachowania i poglądy konsumenckie czy polityczne. W efekcie ten rządzi, kto da więcej. Da więcej mediom, oczywiście.

Mimo to, nie warto tracić czasu na negocjacje z pionkami, kiedy decyzje ważne i wiążące podejmują inni, często dopiero po jakimś czasie wyłaniający się z ukrycia i to nie wprost ujawniając swoją tożsamość a w sposób dużo bardziej przekonujący, a mianowicie pokazując swoje dokonania w postaci zagarnięcia władzy, rynku, własności, terytorium, kultury. W tym nasi duzi sąsiedzi byli i są liderami w skali świata. Ale i oni mają chwile słabości, co można stwierdzić po złożeniu następującej układanki: znienawidzony przez rosyjskich szowinistów za pierestrojkę, głasnost i rozwiązanie Związku Sowieckiego 26 grudnia 1991r. i za to samo kochany przez ludzi miłujących wolność, Michaił Gorbaczow w 1997 r. reklamował restauracje Pizza Hut dla koncernu PepsiCo. Od 2 grudnia 2010r. PepsiCo jako głowny udziałowiec firmy Wimm-Bill-Dann Foods z zarządem w Moskwie, kontroluje ponad 30 procent rynku produktów mleczarskich i 20 procent rynku soków owocowych w Rosji. Za 3 miliardy 800 milionów dolarów PepsiCo zarabia dla swoich akcjonariuszy na tak sławnych w Rosji markach jak “J7″, “100% Gold Premium”, “Lubimyj sad” “Domik w dierewnie”, “Wiesołyj mołocznik” i “Agusza”. Jakieś nasuwające się na myśl analogie z sytuacją w Polsce są jak najbardziej uprawnione jeśli chodzi o opanowywanie takich czy innych rynków krajowych przez obcych inwestorów, ale jeśli chodzi o ceny zakupu tych rynków to jedyne porównanie jakie wchodzi w grę to dokonany na warunkach kolonialnych zakup kopalni złota za szklane paciorki.

Jak więc to się stało, że nie mając na leczenie, czynsz, jedzenie, dorobek przodków zamiast dzieciom i wnukom trzeba oddawać za niewielkie pieniądze firmom oferującym dodatek do emerytury za hipotekę albo im sprzedawać w cudzysłowie “niepotrzebną” złotą biżuterię. Jak to się stało, że wyjazd na roboty do Niemiec, albo żołdactwo w Bundeswehrze to jedyna oferta zatrudnienia? Jak to się stało, że od ponad dwudziestu lat Polacy oddają władzę w ręce tych samych grup ludzi nieprofesjonalnych, nieudolnych i nieuczciwych? Jaki to warunek konieczny i wystarczający musiał być spełniony, aby doprowadzić do obecnej zapaści cywilizacyjnej Polski? Odpowiedź wydaje się oczywista: warunkiem tym jest gnuśne a zgubne zaufanie do zatrutych kłamstwem źródeł informacji.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 25 lutego 2011

Szczęść Boże!

Na ustach premiera Donalda Tuska często gości słowo “reputacja”. W Polsce, w Niemczech i za morzem, za Morzem Śródziemnym, pobrzmiewa troska Tuska o reputację Polski. Należy przez to rozumieć, że premier Tusk na najwyższym szczeblu podjął energiczną interwencję przeciwko defamacji Polski, poprzez którą autorzy i beneficjenci oszczerczych kampanii usiłują przerzucić na Polaków moralną, a w następnej kolejności – prawną i finansową, odpowiedzialność za niemieckie zbrodnie wojenne. Gdyby premier Tusk – w trakcie posiedzeń plenarnych rządu czy też podczas rozmów w cztery oczy z premierem Izraela – zrezygnował ze sposobności pohamowania antypolskiej propagandy opartej na kłamstwach fałszerzy historii, wpisałby się w długą listę tzw. polskich przywódców głośno, bądź też bez protestu, co na jedno wychodzi, te kłamstwa popierających i za to stosownie wynagradzanych, listę, którą w mijającej dekadzie, począwszy od 2001r. otwiera prezydent Aleksander Kwaśniewski i ówczesny premier – Jerzy Buzek.

Czas pokaże, czy obrona reputacji Polski zaważyła na podpisaniu umów międzyrządowych, z których każda, ze względu na doświadczenie, umiejętności i możliwości partnera, wymaga szczególnej uwagi. Zapewne premier Tusk zadbał, aby zwłaszcza odnoszące się do zdrowia publicznego sprawy podaży i popytu na środki odurzające, w tym te z listy narkotyków, na narządy do przeszczepów, na młodzież obu płci będącą przedmiotem handlu żywym towarem, weszły w zakres umów dotyczących przeciwdziałania terroryzmowi, zwalczania najgroźniejszych form przestępczości oraz walki z chorobami i epidemiami.

Zamorskie sukcesy Donalda Tuska w zakresie obrony reputacji Polski muszą,
bezwzględnie muszą, być powtórzone w Polsce, w Warszawie, w Alejach Ujazdowskich 1/3, czyli w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To tu schodzą się ludzie, którzy rozdzielają co czwartą złotówkę wydaną przez nas na jakikolwiek zakup i dziesiątą część naszych dochodów na świadczenia lecznicze. To tu siedzą na wysokich stołkach ludzie, którzy są panami życia i śmierci milionów Polaków, władcami naszego wspólnego i też prywatnego majątku. To tu składane są podpisy powołujące ministrów i oddające tym ministrom do dyspozycji pieniądze odebrane nam w postaci podatków oraz niezliczonej liczby innych obowiązkowych danin. I cóż ci ministrowie z tymi pieniędzmi robią? Wiadomo. Wydają na leczenie, drogi, kolej, szkoły, pomoc niepełnosprawnym, bezrobotnym, powodzianom. Wydają mało, za mało i przy tym mówią, że mają za mało pieniędzy do rozdziału. Pewnie po części mają rację, bo od rozkradzenia PGR-ów do ostatecznej likwidacji Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu upłynęło dość czasu, żeby każdy na własnej skórze mógł się przekonać, że kto sępom na ścierwo oddaje dojną krowę, ten głoduje.

Skoro premier Tusk i jego ministrowie mają mało pieniędzy do wydania, to muszą wydawać tylko na to, co jest naprawdę niezbędnie konieczne. Na przykład, aby najlepiej wypaść w oczach hegemona Unii Europejskiej, czyli w Niemczech. I dlatego dla tamtejszych uczniów rząd Tuska przygotował dzieło poświęcone twórczości jednego z kilku najbardziej rozpoznawalnych i cieszących się najwyższym szacunkiem w historii świata Polaków – Fryderyka Szopena. Prawie 120 000 złotych zapłacił minister Radosław Sikorski wydawnictwu "KULTURA GNIEWU” za obsceniczną i rojącą się od wulgarnych słów publikację pt. "CHOPIN: NEW ROMANTIC” ozdobioną godłem narodowym Polski i wizerunkiem Szopena, którą współtworzący owo wydawnictwo pan Szymon Holcman reklamuje jako wybitne dzieło artystów polskich i niemieckich.

Równie obrzydliwe słownictwo obnażające poziom intelektualny polityków Platformy Obywatelskiej oraz ich klientów, znane dotychczas z upublicznionych podsłuchów, staraniem rządu Tuska jest wprowadzane do przestrzeni publicznej w formie bilboardów na ulice polskich miast. Ile minister Bogdan Zdrojewski zapłacił za wulgarny plakat pani Monice Drożyńskiej, ujawnić nie chce rzecznik ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego, pan Maciej Babczyński.

Ci z Państwa, którzy słyszą od wysoko opłacanych urzędników, że pieniędzy dla ludzi spoza układu nie ma i nie będzie i/lub mają inną niż rząd Tuska wizję kultury i dziedzictwa narodowego, mogą wyrazić troskę o reputację Polski, pisząc do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pod adres pocztowy: 00-583 Warszawa, Al. Ujazdowskie 1/3, a gdy Poczta Polska podzieli los Polskich Kolei Państwowych, Polskich Linii Lotniczych LOT, i innych narodowych instytucji – zanosząc list na Dziennik Podawczy w al. Szucha 14.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 4 marca 2011

Szczęść Boże!

Przez kraje arabskie przetacza się fala społecznego niezadowolenia, wywołanego przede wszystkim przez wzrost cen żywności. Głodującym masom jeszcze nie narzucono wodzów rewolucji, których te masy mogłyby obnosić na barkach oraz oklaskiwać na wiecach i przed ekranami telewizorów. A potem z pełnym zaufaniem oddać im władzę z nadzieją na świetlaną przyszłość zagwarantowaną przez sam fakt nowości elit.

Polscy komentatorzy chętnie szukają analogii z naszym narodowym powstaniem pod sztandarami SOLIDARNOŚCI, a nawet znajdują arabskich rozmówców, którzy twierdzą, że polska SOLIDARNOŚĆ jest dla nich wzorem. Warto więc uzmysłowić arabskim i wszelkim innym rewolucjonistom do czego prowadzi oddanie z trudem zdobytej wolności w ręce oszustów i złodziei. Trzeba ich ostrzec, że korzystając z masowej euforii odbierającej milionom instynkt samozachowawczy, szajki domorosłych i nasłanych przebierańców w ramach kampanii wyborczych będą na przemian pochylać się a to nad ciężkim losem obywateli, a to nad rzeczywistą bądź urojoną brzydotą konkurentów. Arabowie pewnie sami też dobrze wiedzą – bowiem żadna to nowość – iż po rewolucji ludziom żyje się gorzej niż przed rewolucją, Tym ludziom, którym rewolucję uda się przeżyć, naturalnie. Jednak mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, co my, Polacy, wnieśliśmy do wiedzy ludzkości o samozagładzie na własne życzenie, o samozagładzie własnego narodu i państwa, co nie znajduje odpowiednika w historii, choć może wkrótce pojawić się w nowej odsłonie na obszarze Maghrebu i Bliskiego Wschodu, a nawet sięgnąć jeszcze dalej.

Nie podejmując się osądu i oceny stosunku szyitów, sunnitów, czy egipskich sufitów do świata zachodniego, przez nas samych przez wieki po części kształtowanego, bohatersko bronionego, a i – szczególnie ostatnio – naszymi zasobami spasionego, warto w odniesieniu do muzułmanów wybrać opcję wzajemnego zrozumienia, poszanowania religii, tradycji i obyczaju, ni mniej ni więcej – drogę dialogu chrześcijan i muzułmanów wyraźnie wytyczoną przez Jana Pawła II i Benedykta XVI oraz mocno nagłośnioną podczas pielgrzymek obydwu papieży do krajów Islamu. Kto chciał, ten usłyszał wołanie o wzajemne wybaczenie, pokojową koegzystencję i wymianę myśli, oczyszczającą przedpole do poważnych debat na temat problemów religijnych i społecznych współczesnego świata. Kto uznał słowa Jana Pawła II i Benedykta XVI za niewarte zainteresowania i rozwinięcia w swoim zakresie aktywności, ten nadal upatruje w ponadmiliardowej społeczności muzułmańskiej jedynie wylęgarnię al-Qaidy i stały cel kampanii propagandowych poprzedzających wojenne ekspedycje, czy to odwetowe czy też prewencyjne. Jednak, czego nie można nie zauważyć, nigdy nie stających w obronie prześladowanych i mordowanych chrześcijan.

Tymczasem szybko postępujący proces upadku dyktatur nagle uwalnia żywioły dotychczas przez te dyktatury ujarzmione i kontrolowane, w znacznym zakresie w ścisłej współpracy i w uzgodnieniu z ośrodkami władzy ekonomiczno-militarnej na Zachodzie. W tej sytuacji walka z terroryzmem, czyli obrona zwykłych niewinnych ludzi przed zamachami na ich życie, zdrowie i mienie, traci swoje filary we władzach krajów muzułmańskich. Szacowane na setki tysięcy, o ile nie miliony, fale emigrantów, które już wkrótce mogą zalać Europę, wniosą więc w nasze życie w najgorszym przypadku strach przed czającym się zewsząd terroryzmem, a co najmniej wrogość w stosunku do kulturowej obcości nowoprzybyłych, wrogość ów terroryzm silnie prowokującą.

Zderzenie muzułmanów z agresją kultury śmierci, w szczególności w tych jej przejawach, których celem ataku jest kształtowana przez islam integralność moralna, psychologiczna i fizyczna osoby ludzkiej, będzie stałym zarzewiem wzajemnych aktów nienawiści. Rodziny i społeczności muzułmańskie będą bronić swoich synów i córek przed zwyrodnialcami, a ci, aby udowodnić kto tu rządzi, za wsparciem zmowy lewackich i pseudoprawicowych mediów i polityków zrobią wszystko, co tylko możliwe, żeby zepchnąć muzułmanów na pozycje wyznaczone wcześniej dla katolików i przez katolików przyjęte za sobie należne. Tyle że, w przypadku wyznawców islamu, kosa kultury śmierci trafia na potężny kamień.

W trosce o chrześcijan żyjących w krajach wyznaniowych, choćby po to, aby nie ulegli zagładzie jak w ostatnich latach w Iraku i Palestynie, warto szukać sprzymierzeńców wśród duchowych przywódców Islamu, którzy wyciągają do nas przyjacielską dłoń. Najbardziej doniosłe oświadczenie na temat jedności religijnej muzułmanów i chrześcijan wygłosił Sheikh Youssef al-Qaradawi w piątek, 18 lutego b. r. na placu Tahrir w Kairze, stolicy Egiptu. Według magazynu Foreign Policy z 2008r. dr Qaradawi to numer 3 na światowej liście 20 udzielających się publicznie intelektualistów, a jest przy tym objęty zakazem wjazdu do USA, Izraela i Wielkiej Brytanii oraz mało popularny w niektórych kręgach akademickich Arabii Saudyjskiej.

Za to dla nas jest ważny głos dr. Qaradawi, podkreślający jedność muzułmanów i koptów w rewolucji egipskiej, wartość wzajemnej obrony i wspólnej modlitwy.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 18 marca 2011

Szczęść Boże!

Wypowiadanie się w sprawach publicznych z nadzieją na osiągnięcie wpływu na decyzje dotyczące losu milionów ludzi w realiach państwa totalitarnego, o cechach faszystowskich, to nic innego, jak walenie głową w mur. Parlamentarna opozycja, związki zawodowe z SOLIDARNOŚCIĄ na czele, izby, stowarzyszenia i poszczególni eksperci mogą sobie pogadać do syta, publikować wnioski i odezwy gdzie tylko się da, krytykować i proponować bez końca w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.

I tak nie będą wysłuchani.

Liczy się tylko zdanie popaprańców, którzy to jakże trafne określenie zdolności do rządzenia państwem zawdzięczają przebłyskowi olśnienia znanego z wizjonerstwa pierwszego prezydenta III Rzeczypospolitej. Władza i tak wie, co ludzie myślą. Wśród studentów prawa panuje przekonanie, że 1 na 100 polskich obywateli obejmuje inwigilacja służb specjalnych podległych premierowi Tuskowi. Przyszli adwokaci, prokuratorzy i sędziowie nie mają wątpliwości, że wizja "Roku 1984" George”a Orwella doskonale realizuje się w Polsce roku 2011. Obok śledzenia ludzi za pomocą kamer, podsłuchów, rejestrowania rozmów telefonicznych, ściągania billingów. łamania tajemnicy korespondencji, w tym internetowej, pojawił się dojrzały program nadużyć władzy w obszarze kontroli władz samorządowych i przedsiębiorstw.

O konkretach krzyczy tytuł na onet.pl z 9. marca 2011 r. "10 najgłupszych celów państwa na 2011 r.

Pan Adam Wójcik tak rozpoczyna swój artykuł:
"Zbierać donosy na samorządowców, kontrolować firmy do upadłego i czasem przestrzegać terminów – trudno w to uwierzyć, ale właśnie tak rząd widzi swoją misję. Wszystko dla obywatela.”

Należy wątpić, czy krytyka prasowa przyniesie jakąś korektę twardych celów rządzącej partii, a także, czy kolejne próby nałożenia knebla na wolność wypowiedzi w internecie nie zakończą się wreszcie wyrwaniem ludziom tego jedynego medium wolnej wymiany opinii. Sama wymiana opinii oczywiście niczego nie zmieni, jeśli nie pojawi się wola działania pokrzywdzonej większości, jeśli ci, którzy sami jeszcze nie odczuli na własnej skórze cięgów wymierzanych ich krewnym, znajomym, współpracownikom, współobywatelom i – wreszcie – bliźnim, nie podniosą się z wygodnego fotela przed telewizorem i nie zaczną walczyć o wspólne dobro, póki jeszcze mogą. Wchodząc przez okno do pociągu, warto wspomnieć rozkradzione dobro narodowe w postaci Fabryki Wagonów PAFAWAG we Wrocławiu, rozsianych po całym kraju zakładów naprawczych taboru kolejowego, dworców i stacyjek w najmniejszych nawet miejscowościach. I ludzi, którzy mieli pracę na kolei. Wydając ciężkie pieniądze na kilogram importowanej ryby, trzeba westchnąć nad z rozmyslem zrujnowanym dobrem narodowym w postaci polskiej gospodarki morskiej. Także kupując kilogram cukru za 5 złotych, nie sposób nie pomyśleć o setkach tysięcy plantatorów buraków cukrowych i pracowników najbardziej nowoczesnych na świecie cukrowni, którym unijni doktrynerzy wyrwali siłą środki utrzymania, do fundamentów niszcząc przemysł cukrowniczy, dumę polskiej gospodarki.

Pani Nowak i pan Kowalski nie mają rodziny, ani znajomych wśród byłych kolejarzy, stoczniowców, czy rolników. Ona pracuje w filii zagranicznego banku, a on w dostał pracę w administracji po znajomości lokalnego partyjnego bonzy. Wysokie pensje, premie za pełne poświęcenia i bezrefleksyjne wykonywanie poleceń przełożonych pozwalają im żyć na godziwym poziomie, choć narzekają na korki i rosnące ceny paliw, jeszcze bardziej podnoszące koszty życia w korkach. Wśród innych zmartwień na pierwsze miejsce wysuwa się kurs franka szwajcarskiego. Wszak korzystne na wstępie kredyty na samochód. mieszkanie, dom, mogą okazać się niespłacalne nawet przy wysokich dochodach. Można sobie urobić w biurze ręce po łokcie, a i tak nad człowiekiem wisi groźba niespłacenia kredytu, zupełnie bez własnej winy. Ci, którzy mają tylko takie zmartwienia, pozostaną lojalni swoim pracodawcom i przez myśl im nie przejdzie żadna wojenka z establishmentem. Ci się boją, tamci milczą, albo klną po cichu. Byle przeżyć. Wąska grupa trzymająca władzę i tak wykona przyjęte na siebie obowiązki i doprowadzi do rozstrzygnięć dramatycznie absurdalnych, pozbawionych jakiegokolwiek uzasadnienia dobrem publicznym, sprawnie posługując się przy tym złożoną z bezmyślnych trybików parlamentarną maszynką do głosowania, dobrze oliwioną eksluzywnymi apanażami i możliwościami urządzenia się na wiele przyszłych pokoleń, możliwościami, o których pani Nowak i pan Kowalski wiedzieć nie mogą i pewnie nigdy się nie dowiedzą.

Nowakowie i Kowalscy mają za to lawinowo narastające okazje złożyć się na dobrobyt elity, której wybitni przedstawiciele są już dostrzegalni na najbardziej snobistycznych salonach światowej arystokracji. I płacąc daniny i odkręcając kurek gazowej kuchenki lud kupuje skrzynki szampana dla swych wybitnych przedstawicieli i ich ustami tego szampana spija.

O konkretach krzyczy tytuł w dzienniku "Polska The Times” z 5 marca 2011r. "Pawlak nie przyszedł do Komorowskiego, bo wolał bal z kochanką. Berlusconiego.”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 25 marca 2011

Szczęść Boże!

Energetyka atomowa była i jest podstawą cywilizacyjnego rozwoju ludzkości w tempie wcześniej nie spotykanym. Pokonując bariery energetyczne, nasz gatunek osiągnął niewyobrażalny sukces w kategoriach biologicznych, takich jak bezprecedensowy przyrost populacji, wydłużenie przeciętnej długości życia, masowe upowszechnienie coraz to nowych narzędzi wprowadzających z dnia na dzień rewolucyjne zmiany w każdej sferze życia człowieka i ludzkich społeczności.

Wchodząc w Afryce do tubylczej kurnej chaty ogrzewanej przy okazji przygotowywania posiłków wątłym ciepłem ogniska, w którym spala się chrust przez cały dzień zbierany i wieczorem znoszony do domu przez stare kobiety dosłownie przygięte do ziemi pod jego ciężarem, zdajemy sobie sprawę z tego, czym w życiu człowieka jest dostęp do energii. Ci z wielu Polaków, którzy przeżyli rozmaite kataklizmy, w tym wojenne, powodziowe, czy też związane z długotrwałym wyłączeniem prądu, sami znają degradujące skutki pierwotnego życia bez dostępu do energii. Na drugim biegunie znajdują się narody państw najbardziej cywilizacyjnie zaawansowanych, które swoją przodującą pozycję zawdzięczają nieprzerwanym dostawom i nieograniczonej dostępności taniej energii.

Do państw tych należy Japonia, która w krótkim czasie, po powstaniu z popiołów zawinionych zniszczeń wojennych i pomimo braku własnych zasobów naturalnych mogących zaspokoić potrzeby energetyczne, osiągnęła szczyt rozwoju gatunku Homo sapiens, w kategoriach biologicznych i cywilizacyjnych. Oczywiście nie obyło się bez błędów, o których warto będzie w przyszłości wspomnieć, dla przestrogi.

Swój sukces Japonia w znacznej mierze zawdzięcza energetyce jądrowej. Trudno byłoby sobie wyobrazić równie skuteczne zaspokojenie zapotrzebowania Japonii poprzez spalanie paliw kopalnych, nawet gazu, czy ropy, nie wspominając o węglu, pod każdym względem najbardziej uciążliwym.

A jednak od 9 marca 2011, godz. 2:45:18 UTC czyli czasu uniwersalnego, kiedy to sejsmografy zarejestrowały w pobliżu wschodniego wybrzeża Wyspy Honshu trzęsienie ziemi o sile 7,2 M na głębokości 14 km oraz w odległości 416 km od Tokio, stolicy Japonii i 169 km od miejscowości Fukushima, w której zlokalizowana była elektrownia atomowa, okazało się, że mówiąc z angielska – nie ma darmowych obiadów. Prędzej czy później za wszystko trzeba zapłacić prawdziwą cenę, nawet wtedy, kiedy aktualna cena wydaje się okazyjna, bo nie uwzględnia kosztów ukrytych, zatajonych, albo mało prawdopodobnych, takich, których możliwość pojawienia się jest znikoma. Tak znikoma. jak możliwość wystąpienia bardzo silnego trzęsienia ziemi w północnej części Rowu Japońskiego, następowej fali tsunami i zrujnowania elektrowni atomowej Fukushima, a zwłaszcza niekontrolowanej emisji plutonu 239 z reaktora nr 3 tejże elektrowni,

O kosztach ukrytych składających się utrzymywanie składowisk odpadów nuklearnych dowiadujemy się z relacji mediów pokazujących gwałtowne protesty towarzyszące transportom zużytego paliwa, co w żadnym przypadku nie oddaje wagi problemu. Tu światowa opinia publiczna, zwłaszcza w krajach, których rządy miewają dziwne pomysły, powinna być szczegółowo poinformowana o świeżo poniesionej spektakularnej klęsce projektu składowiska nuklearnego w Yucca Mountain, w Newadzie, 130 km od Las Vegas. Niemal dziesięć lat po zatwierdzeniu lokalizacji przez Kongres, okazało się, że USA nadal nie mają żadnej alternatywy dla składowania odpadów nuklearnych wokół elektrowni atomowych rozsianych po całym kraju. Chyba, że posuną się do zbrodniczych działań, o które posądzane są inne państwa, niestety, nie bez powodu, a polegających na zrzucaniu odpadów nuklearnych w krajach rządzonych przez zależne od nich szajki chciwe a przekupne, albo tez wprost do oceanu, o czym wspominają somalijscy piraci.

Do kosztów ukrytych, a właściwie ukrywanych, nieraz nie dość skutecznie, należy skażenie radiacyjne środowiska. Eksploatacja każdej elektrowni atomowej to pasmo wycieków, pożarów, awarii, oskarżeń zaniepokojonych obywateli i dementi władz. Wycieki powodujące transgraniczne skażenie radioaktywne doprowadziły do sytuacji, w której Morze Irlandzkie zostało uznane za najbardziej radioaktywne morze świata, a to za sprawą brytyjskiego zakładu przerobu materiałów nuklearnych Sellafield, wcześniej znanego pod nazwą Windscale, w którym od połowy ubiegłego wieku produkowano pluton 239, wchodzący w skład mieszanego paliwa uranowo-plutonowego (Mixed OXide fuel – MOX). Po pożarze w 1957, w którym uległ zniszczeniu rdzeń i doszło do uwolnienia 750 terabekereli materiału radioaktywnego, w tym jodu 131, co spowodowało konieczność zniszczenia mleka z okolicznych hodowli, nazwę Winscale zmieniono na Sellafield. Jakiekolwiek podejrzenie o podobieństwo polskich partii zmieniających nazwę dla zatarcia śladów jest jak najbardziej uzasadnione. Iście głupkowata dyskusja polityków, paradne spory ekspertów kompromitujących naukę i jawny lobbing reżimowych mediów na rzecz energetyki atomowej zmuszają do kontynuowania tej tematyki w kolejnych felietonach.

Tymczasem zachęcam do składania pisemnych zapytań do władz wszystkich szczebli o dostępność energii geotermalnej w konkretnej lokalizacji, a także… jodku potasu w aptekach. Jodek potasu blokuje wychwyt jodu radioaktywnego przez tarczycę. Tylko przed ekspozycją na jod 131, nie po jej wystąpieniu.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 1  kwietnia 2011

Szczęść Boże!

W dniu 18 września 2010r. dziennik The Japan Times, poinformował, że należący do firmy Tokyo Electric Power Co Reaktor Nr 3 elektrowni Fukushima po ostatecznym usunięciu usterek zagrażających bezpieczeństwu, rozpoczął działanie w oparciu o Mixed OXide fuel (MOX), czyli mieszane paliwo uranowo-plutonowe, dwa miliony razy bardziej zabójcze niż wzbogacony uran.

Tak zakończyły się wieloletnie zabiegi przeciwników energii atomowej w Japonii podejmujących od 2002r. działania administracyjne i prawne w celu powstrzymania właściciela elektrowni Fukushima przed stosowaniem MOX.

Wchodzący w skład mieszanego paliwa uranowo-plutonowego pluton 239 (239Pu) to najbardziej śmiercionośny pierwiastek znany ludzkości. Został stworzony w laboratoriach amerykańskich w 1940r., zastosowany w bombie atomowej, która zniszczyła Nagasaki, a w wyniku zintensyfikowania prób broni nuklearnej podczas zimnej wojny rozproszony po całym świecie szczególnie w latach 60.-tych XX w., przyczyniając się do epidemii raka i wad rozwojowych w każdym zakątku naszej globalnej wioski.

Sowieckim próbom broni atomowej należy przypisać udział w pojawieniu się wysokiej fali epidemicznej wad rozwojowych i nowotworów złośliwych o rozmaitej lokalizacji na obszarze samej Rosji oraz krajów przez nią podbitych i z nią sąsiadujących. Lokalizacja raka w obrębie płuc, wątroby, kości, szpiku kostnego mogłaby wskazywać na wniknięcie promieniotwórczego plutonu do organizmu drogą oddechową. Lokalizacja raka w jelicie grubym to z kolei możliwy efekt radioaktywnego skażenia substancjami promieniotwórczymi wód powierzchniowych – a po przemyciu skażonej gleby – również podziemnych. Skażenie radioaktywne powietrza, wody i gleby kumuluje się w oczywiście w żywności pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, a ta wraz z wodą wnosi do organizmu kolejne porcje substancji radioaktywnych. Stąd też tak silne poruszenie opinii publicznej i władz sanitarnych na tyle cywilizowanych, że chcą uchronić swoich obywateli od jakiegokolwiek zagrożenia ze strony skażenia radioaktywnego żywności importowanej, jak obecnie – z Japonii, albo też własnej, jak n. p. w Niemczech. Niemcy, które nieco wcześniej zakazały importu radioaktywnej dziczyzny z okolic Czarnobyla, obecnie same przyznają, że w mięsie z dzików upolowanych na południu kraju można stwierdzić przekroczenie o 30 do 50% dozwolonego poziomu radioaktywności 600 bequereli na kilogram. 17. marca 2011r. przedstawiciel niemieckich myśliwych oświadczył, że żadna sztuka dziczyzny nie trafi do obrotu bez uprzedniego zbadania licznikiem Geigera.

Tak jest u naszych zachodnich sąsiadów. A u nas? Czy po 25 latach od katastrofy w Czarnobylu nasza żywność jest bezpieczna i czy ktoś ją kontroluje? Na stronach dzieła prof. prof. Józefa Lisa i Anny Pasiecznej ATLAS GEOCHEMICZNY POLSKI, wydanego przez Państwowy Instytut Geologiczny w 1995 (Praca wykonana na zamówienie Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa) czytamy, co następuje: “Zmiana warunków meteorologicznych spowodowała zmianę kierunku przesuwania się skażonych mas powietrza na południowo-zachodni. W dniach 30 kwietnia i 1 maja osiągnęła ona południowo-zachodnie obszary Polski, Czech i południowe Niemcy, powodując na całym tym terenie znaczne skażenia cezem. Ich wielkość zależy od lokalnych warunków pogodowych, zwłaszcza opadów. Na Opolszczyźnie wielkość koncentracji cezu osiągnęła 100 kBq/m kw., a w Bawarii 40 kBq/m kw.” A więc na Opolszczyźnie koncentracja cezu 137 w glebie, na której rosną grzyby będące źródłem skażenia dzików, była 2,5 raza wyższa niż w Bawarii, gdzie “ żadna sztuka dziczyzny nie trafi do obrotu bez uprzedniego zbadania licznikiem Geigera”. Toteż jakie są wyniki kontroli żywności w Polsce?

Licznik Geigera potrafi wykryć rozpady cezu 137, czy też jodu 131. Ale jest nieprzydatny w wykrywaniu zagrożenia plutonem. Do wykrycia
 radioaktywności plutonu potrzebne są kosztowne wyspecjalizowane liczniki scyntylacyjne, jak n.p. DP2 Elektra. Aby skutecznie wykryć radiację czujnikiem nastawionym tylko na promieniowanie alfa należy spełnić szereg trudnych do zapewnienia warunków eksploatacyjnych. A jednak warto, gdyż półokres rozpadu plutonu 239 to ponad 24 tysiące lat, w odróżnieniu od jodu 131, którego czas połowicznego rozpadu to zaledwie 8 dni, czy cezu 137 – lat 30.

W skali jednostkowej przed radioaktywnym jodem można zabezpieczyć tarczycę, blokując ją jodkiem potasu zanim dotrą radioaktywne chmury po awarii elektrowni atomowych, na przykład niemieckich, to zamykanych, to otwieranych przez kanclerz Merkel, co świadczy o stanie bezpieczeństwa tych elektrowni, docenionym zresztą 27. marca 2011r. przez wyborców w Badenii-Wirtembergii. 13 spośród 17 niemieckich elektrowni atomowych ma prawo stosować MOX.

W skali krajowej przed radioaktywnym cezem można uchronić się, wybierając do władzy polityków, którzy państwowych stanowisk decydujących o zdrowiu milionów nie obsadzą komikami z kabaretu.

W skali globalnej przed radioaktywnym plutonem można zabezpieczyć się wyłącznie przez zrezygnowanie z jego wszelkich zastosowań, zarówno wojennych, co nie dla wszystkich jest jeszcze oczywiste, jak i pokojowych, w warunkach wysokiego ryzyka zużywających w elektrowniach atomowych materiał nuklearny bomb i głowic, wcześniej niewykorzystany zgodnie z przeznaczeniem. Czyli do sprowadzania na ludzi masowej śmierci w męczarniach, epidemii raka i wad rozwojowych w kolejnych pokoleniach.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 8 kwietnia 2011

Szczęść Boże!

Jak wiadomo, Polacy to naród frustratów. Właśnie słowo “frustracja” najlepiej określa stan ducha Polaków. Polaków pozostałych w Ojczyźnie. A także tych na emigracji. I z tejże emigracji powracających w wyniku frustracji, oczywiście. Frustratio to po łacinie zawód, rozczarowanie. We frustrację Polacy by nie popadali, gdyby wyznaczali sobie cele osiągalne, a potem koncentrowali się na maksymalnym zbliżeniu się do tych celów, krok po kroku realizując zadania rozpisane na kolejne etapy. W organizacji państwa, różniącej się od każdej innej monstrualnym rozmiarem i gąszczem wzajemnie nakładających się, a co gorsza – przeciwstawnych, interesów poszczególnych grup i jednostek, lepiszczem państwowego bytu może być jedynie lojalność narodu wobec własnego państwa. A więc poszanowanie własnej tożsamości narodowej. Jak wspomniałem w felietonie z 13. listopada 2009r. amerykański filozof Willard Van Orman Quine ukuł mądre i ładne powiedzenie “no entity without identity”, po łacinie nullam esse entitatem sine identitate, czyli: nie ma bytu (osoby) bez tożsamości. Z historii naszego narodu i własnego doświadczenia zawodowego ośmielam się dodać: integralność tożsamości decyduje o przetrwaniu.

Prawdziwy szacunek dla moralnej, psychologicznej i fizycznej integralności każdej osoby ludzkiej jest warunkiem uczciwej integracji ludzkości. Nie inaczej z tożsamością bytu zbiorowego – państwa będącego domem konkretnego narodu. Dezintegracja państwa poprzez wyszukiwanie sposobów na rozbicie integralności tożsamości narodu państwo to tworzącego jest pod każdym względem dla tegoż narodu finałem niekorzystnym, choć dla narodów konkurujących o terytorium, ludność, czy zasoby materialne – najbardziej skuteczną drogą do osiągnięcia ostatecznego rozwiązania, n. p. kwestii polskiej między Odrą i Nysą Łużycką a Wisłą – die Endlösung der Polenfrage. Czego nie załatwi zabór ludności zmuszanej do emigracji zarobkowej i zaspokojenie roszczeń nazistów uciekających przed zasłużoną karą nazwanych w lutym 2011r. przez Bundestag “wysiedlonymi”, to na pewno załatwi wytężona praca nad przekształceniem Śląska w Belfast, a w następnej kolejności w Kosowo. I to dopiero będzie powód do frustracji dla tych z pokolenia SOLIDARNOŚCI, którzy wywalczyli suwerenności Polski, a przynajmniej nie podtrzymywali rządów Sowietów w Polsce, a z normalnej ludzkiej życzliwości i zrozumienia dla potrzeb innych narodów, nie podzielając obaw premier Margaret Thatcher, z sympatią przyglądali się zjednoczeniu Niemiec. Byłoby warto przeprowadzić ankietę wśród działaczy podziemnej SOLIDARNOŚCI na Śląsku. Czy spodziewali się takiego obrotu spraw? Już nie pytać czy walczyli “o take polske”, bo to oczywiste, że nie walczyli o kraj bez zakładów pracy, bez dostępu do lekarza, szkoły, transportu. Kraj, który szybko staje się po prostu niemieszkalny. Przecież nie wiedzieli, że na ich karkach wlezą na najwyższe stołki unijne solidarnościowi działacze – kumple Mira i Zbycha, czystych jak łza, według wymiaru sprawiedliwości pojmowanej inaczej. Siedząc na tych stołkach, w sposób oczywisty zapewniają kryszę, z ruska – ochronę partyjnym towarzyszom i naprawdę mają się czym pochwalić na europejskich salonach, głodnych sensacji odpowiadających stereotypom o Polakach. Ankieta przeprowadzona wśród działaczy podziemnej SOLIDARNOŚCI na Śląsku powinna dać odpowiedź na pytanie: czy już wtedy dostrzegali zapowiedzi powrotu do panowania na Śląsku niesławnych von, zu, albo von und zu oraz oznaki przekształcania się kuców w kutze? Jeśli tak, to czemu nam o tym nie powiedzieli, na czas nie ostrzegli? Czyżby sami uczestniczyli w spisku przeciw integralności tożsamości narodu polskiego, powstałego ze Ślązaków i składającego się w największej mierze ze Ślązaków, tak jak kolebką Państwa Polskiego jest Śląsk, obok Wielkopolski, a nawet przed Wielkopolską, uwzględniając rolę Piastów Śląskich w umacnianiu polskiej państwowości. Czym Kosowo dla Serbów, tym Śląsk dla Polaków, a wśród Polaków – Ślązaków.

Prowadzony obecnie spis powszechny jest nie tylko absurdalny, z tego powodu, że, znając czyjś PESEL, NIP, datę urodzenia, adres, można się podszyć – co wykazała publiczna telewizja – pod każdego, nawet pod premiera Tuska odpowiedzialnego za całość rządzenia państwem, ale też jest nielegalny, ponieważ rządzący państwem sprzeciwiają się wyrokowi sądu i przewidują wpisywanie narodowości zmyślonej w rubryce narodowość. Oni już wkrótce wykonają zobowiązanie wobec producentów broni i dadzą pistolet w ręce każdego, kto zechce ją trzymać w domu, pokazać rodzinie, wydać włamywaczom. Oni już realizują głośno potępiany przez ludzi, którzy zęby zjedli w opiece nad narkomanami, program depenalizacji posiadania narkotyków szeroko otwierający wrota narkotykom najbardziej zabójczym, a i w wyniku działania samej marihuany powiększający rzesze psychotyków pozostających bez pomocy lekarskiej. Oni już ogłosili wojnę domową. Są do niej przygotowani.

Nie dajmy się sprowokować. Zawierzmy przesłaniu męczennika ks. Jerzego Popiełuszki – “Zło dobrem zwyciężaj”.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 15 kwietnia 2011

Szczęść Boże!

Na tle całego świata Europa charakteryzuje się nadzwyczajną różnorodnością. Podstawą tej różnorodności jest już sam rozczłonkowany kształt naszego kontynentu, gdzie poszczególne półwyspy, czy wyspy stały się ostoją wybitnie różniących się od siebie kultur i narodów. Morza ułatwiały obronę, zapewniały dostatek sprzyjającego zdrowiu pożywienia. Swoją rolę spełniły także wyniosłe pasma górskie, otulające inkubatory plemiennych kolebek wielu państw, a także szerokie rzeki, dzięki których wylewom wiele ludów rolniczych zyskiwało podstawę utrzymania i rosło w liczebną siłę. Na rzekach łatwo było wyznaczyć granice. Na przykład do czasów Karola Wielkiego granicę Słowian, Limes Sorabicus, protoplaści dzisiejszych Niemców wyznaczyli na rzece Elbe, po naszemu Łobjo, Łaba. Na wschód od Łaby były terytoria słowiańskie wyrosłe z sięgającego wielu tysiącleci dziedzictwa kultury łużyckiej, graniczne Regio Surbi. Po obu stronach Nysy Łużyckiej i Odry, po Bałtyk liczne plemiona Zachodnich Słowian zwalczały się wzajemnie, nie bez ingerencji sąsiadów zza Łaby. Aż tu nagle okazało się, że po niecałych dwustu latach polityczna granica Słowian przesunęła się na wschód, z Łaby na Odrę i już nie Serbowie a Polanie musieli bronić swoich domów przed germańską nawałą, aby nie podzielić losu autochtonicznych mieszkańców Brandenburgii, krainy słowiańskich mogił. Rzeź Słowian pomiędzy Łabą a Odrą, ludobójstwo, które dzięki sile władzy pierwszych Piastów nie stało się udziałem Polan i Ślężan, dało Niemcom nowe obszary i nowe zasoby ludzkie. Z badań wiadomo, że na pulę genetyczną Niemiec Wschodnich w znacznej mierze składają się geny dawnych tej ziemi właścicieli, uzupełnione zresztą genami słowiańskich, ale i niesłowiańskich pogromców III Rzeszy. To, co ze strony czerwonoarmistów, zdobywców “prokljatoj Germanii”, spotkało większość, a co najmniej dwa miliony, niemieckich kobiet i dziewczynek po ostatniej nieudanej próbie Niemiec narzucenia Europie ich porządków siłą militarną, jest mało znane, choć ma niezwykłą wartość dla antywojennej argumentacji i badań antropologicznych.

Bo przecież to kultura a nie genetyka tworzy narody.

Starotestamentowe przywiązywanie wagi do pochodzenia genów i to tylko po kądzieli, tak taktownie niedawno wypomnianych Muammarowi Kadafiemu przez pana ambasadora Krzysztofa Mroziewicza na antenie Polsatu, to sprawa zasad religijnych, w demokracjach z reguły pozostających poza ingerencją władz państwowych. Chyba, że przyjmie się francuski model demokracji, a la Robespierre czy Sarkozy. A nawet rasistowska Trzecia Rzesza potrafiła docenić wybitne zasługi podludzi, Untermensch dla narodu panów, Herrenvolk. Taki Herbert Hupka był dwukrotnie nagrodzony przez Hitlera. Raz za udział w zbrodniach wojennych na Bałkanach, a drugi raz – niejako na wyrost, kiedy to został z powodów rasowych uznany za niegodnego noszenia broni (wehrunwürdig), wysłany do węzienia i z tego więzienia zwolniony, aby wzmacniać struktury władzy niemieckiej na Śląsku Cieszyńskim. Sześć milionów Żydów Niemcy poddali eksterminacji, ale Hupka życie uratował i po wojnie stał się najwierniejszym z wiernych rewizjonistów naszej granicy zachodniej, podporą i celebrytą niemieckiej chadecji i to w czasach, kiedy to ścisła zależność rządu Polski od Niemiec była poza zasięgiem politycznej wyobraźni. Ale już wtedy pojawiały się zapowiedzi nadchodzącego dla Polski kataklizmu. W 1998r. Hupce nadano honorowe obywatelstwo Raciborza. Premierem był wówczas Jerzy Buzek, oczywiście.

To wszystko krok po kroku zbliżało nas do czasów, które współczesna młodzież może obejrzeć na własne oczy. Aby wiedzieć “co jest grane”, młodzi ludzie nie muszą sięgać do książek, starych gazet, czy nawet do Wikipedii, dowolnie manipulowanego źródła wiedzy prawnej naszej władzy. Polska młodzież pójdzie do sklepu spożywczego i widząc astronomiczne ceny, wyższe od zachodnich, chętnie podejmie się jakiejkolwiek pracy, tylko dla zaspokojenia podstawowych potrzeb. Ale tej pracy w Polsce nie znajdzie, Jakżeby polska młodzież mogła znaleźć w Polsce pracę, a tym bardziej płacę, jeśli rodzice polskiej młodzieży oddali za nic wspólny i prywatny majątek, wszystko co mieli, co odziedziczyli po poprzednich pokoleniach, a jeszcze narobili horrendalnych długów.

I tu pojawia się wyciągnięta dłoń. Zza Odry. W geście zaproszenia tym razem. Z zaproszenia skorzystała już dawno młodzież ze Zgorzelca i okolic, pozostawiając za sobą osierocone rodziny i martwą ciszę w świetnie wyposażonych ogromnych budynkach szkół pogimnazjalnych. Zgodnie z definicją Konwencji Praw Dziecka, dzieckiem jest osoba do 18 roku życia. A tu polskie dzieci utrzymują swoje rodziny ze stypendium, czy kieszonkowego wypłacanego polskim uczniom niemieckich zawodówek. Takie stypendium przekracza dochody całych rodzin, z których te dzieci zostały porwane za pomocą brutalnej siły przymusu ekonomicznego. Dzieci Zamojszczyzny były wyrywane siłą z objęć zrozpaczonych matek. Polska Tuska odda Niemcom swoje dzieci za pocałowaniem ręki. Przez jakiś czas będą przyjeżdżać do domu i przywozić część stypendium, oby jak największą, bo o pracę coraz trudniej, a życie coraz droższe. Po podniosłym dniu 1 maja 2011r., także dorośli mogą dołączyć do rzeszy Gastarbeiterów i zastąpić obywateli tureckich i arabskich, o których autor politycznego bestsellera dekady “Deutschland schafft sich ab” – “Niemcy likwidują się same” – Thilo Sarrazin – były niemiecki minister finansów i członek zarządu Deutsche Bundesbank powiedział, że “nie mają oni produktywnej funkcji poza handlem owocami i warzywami, ciągle produkują dziewczynki z chustami na głowach.” Pan Sarrazin zarzucił Turkom, że “zdobywają Niemcy tak, jak Albańczycy opanowali Kosowo poprzez wysoki wskaźnik płodności. Nie przyczyniają się oni do wzrostu produkcji w Niemczech, a mimo to korzystają z zapomóg dla bezrobotnych i pomocy społecznej.”

Jak widać, dla zadowolenia Niemców trzeba się zniemczyć, bo w przeciwnym razie staje się obiektem rasistowskiej napaści. Jedyna nadzieja w niemieckich Zielonych, czyniących z różnorodności Europy wartość, o którą warto walczyć. Byle tylko docenili wartość różnorodności kulturowej i zrezygnowali z Kulturkampf inaczej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 29 kwietnia 2011

Szczęść Boże!

Każdy Polak jako świadek, a tym bardziej jako aktywny uczestnik pontyfikatu Jana Pawła II, cieszył się wyjątkowym przywilejem czy to biernego, czy też czynnego współtworzenia jednego z najważniejszych okresów w historii wszystkich religii świata, Chrześcijaństwa, Kościoła rzymskokatolickiego, Europy, Słowiańszczyzny i narodu polskiego.

Za ten bezcenny przywilej warto było zapłacić każdą cenę, ponieść każdą ofiarę. I rzeczywiście, rachunki nam wystawiono i zmuszono do natychmiastowej zapłaty. A to dopiero początek. Najwyraźniej w kategoriach zwalczania napastliwego zła nie dajemy sobie rady. Jako naród nie potrafimy wyłonić spośród siebie przywódców zdolnych do skutecznej obrony naszej kultury i naszych interesów, które – choć przyziemne – decydują przecież o przeżyciu każdej rodziny, a tym samym narodu, rodziny rodzin. Można powiedzieć, że pomimo wspaniałych wzorców z przeszłości, z budowniczymi II Rzeczypospolitej na czele, w realiach naszych czasów rady sobie nie dajemy, nie potrafimy upilnować podstawowych elementów polskiej racji stanu. Nad biurkiem kandydata na polskiego męża stanu powinna zawisnąć tabliczka z łacińską sentencją multi multa, nemo omnia novit – wielu wie dużo, nikt wszystkiego.

Pomoże walczyć samouwielbieniem i nadstawianiem ucha na pienia dworskich klakierów, którzy z niewolników i najemników, nazajutrz po zwolnieniu ze służby, stają się najbardziej zaciekłymi wrogami. Poznać pana po cholewach. Poznać wodza po doborze zauszników.

Skoro – pomimo poniesionych i nadchodzących ofiar – w żaden sposób nie potrafimy wykorzystać mechanizmów unijnej karykatury demokracji i globalnej parodii wolnego rynku do obrony naszego stanu posiadania, pozostańmy z pełnym przekonaniem, że jedyną drogą uniknięcia zagłady jest droga Jana Pawła II. Dla Narodu i Państwa Polskiego szansa na harmonijny rozwój pojawi się dopiero wtedy, kiedy uniwersalne przesłanie pontyfikatu Jana Pawła II znajdzie zrozumienie i poparcie wśród innych narodów, wśród wyznawców innych religii, w ramach dialogu i dążenia do prawdy o wolności osoby ludzkiej.

Drogę do Damaszku wypełniają tłumy. Są to zwykli ludzie, z trudem dźwigający brzemiona swojego losu i gotowi przelać niewinną krew każdego, kto będzie im wskazany jako przyczyna ich mizerii. Są też wielcy manipulatorzy tego świata, sławni politycy, byli i obecni prezydenci, premierzy, macherzy finansowi, właściciele środków masowego przekazu, autorytety moralne stworzone i utrzymywane na użytek konkretnej operacji psychologicznej. Mają już na rękach krew męczenników. I tak jak Szaweł przed niemal dwoma tysiącami lat, u bram Damaszku mogą jednak usłyszeć “Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” Mają szanse zostać wybranymi za narzędzie Boga. Może nie aż tak sprawne jak św. Paweł Apostoł, ale wystarczająco skuteczne, aby przekonać choć jedną osobę, że Bóg jest miłością, aby choć jedną osobę ludzką uchronić przed utratą moralnej, psychologicznej i fizycznej integralności, a tym samym umożliwić jej założenie rodziny, której kamieniem węgielnym będą czyste karty tożsamości obojga małżonków. A jedna, druga, setna i milionowa taka rodzina, to już cały naród. Naród, który odziedziczoną tożsamość zachował, a utraconą – odzyskał. Tak więc jako członkowie powszechnego Kościoła rzymskokatolickiego kierujący się miłością bliźniego, jako Polacy strzegący naszych narodowych wartości, zróbmy wszystko, aby jak najwięcej ludzi w naszej globalnej wiosce zapoznawało się z myślą błogosławionego Jana Pawła II. Paradoksalnie, masowa emigracja zarobkowa posyła na świat zastępy polskich misjonarzy, którzy może nawet nie zdają sobie sprawy z wyznaczonych im zadań, że mogą w swoim małym otoczeniu tak oddziaływać na ludzkie sumienia, że jeden po drugim inni ludzie też zaczną patrzeć na świat oczami Jana Pawła II. Własny wysiłek, głównie w formie delikatnej perswazji zaczerpniętej ze źródeł papieskich encyklik i homilii oraz – oczywiście – własnego przykładu, na pewno może liczyć na wsparcie podobne do pytania “Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” zadanego w dowolnej formie, w każdym z języków świata.

Dotyczy to też, a może w szczególności, środowisk medycznych. Za mojego życia zawodowego doszło do odrzucenia liczącego tysiące lat kanonu medycyny, płynącego nawet z przyrzeczenia pogańskiego Hipokratesa a zawartego w maksymie primum non nocere, przede wszystkim nie szkodzić. Bitwa o życie każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci toczy się na co dzień w szpitalach, przychodniach i aptekach. Brytyjski dziennik The Guardian w artykule z 26. sierpnia 2010 r. pt. “Lekarze ateiści bardziej skłonni pośpieszać śmierć” (Atheist doctors “more likely to hasten death”) przytacza wyniki badań, z których wynika, że lekarze ateiści i agnostycy dwa razy łatwiej podejmują decyzje o zakończeniu życia swoich pacjentów. Autor badań, prof. Clive Seale uważa, że warto poznać poglądy religijne swojego lekarza. Lekarzom, pielęgniarkom i wszystkim innym zawodom medycznym i opiekuńczym warto więc polecić lekturę encykliki Jana Pawła Evangelium vitae o  wartości i nienaruszalności życia ludzkiego z 25 marca 1995 r. dostępnej na stronach internetowych Watykanu po
polsku,
angielsku,
francusku,
hiszpańsku,
łacinie,
niemiecku,
portugalsku i
włosku.
“Istnieją oczywiście ogromne dysproporcje między licznymi i potężnymi środkami, w jakie są wyposażone siły działające na rzecz “kultury śmierci”, a tymi, którymi dysponują obrońcy “kultury życia i miłości”. My jednak wiemy, że możemy ufać w pomoc Boga, dla którego nie ma nic niemożliwego (por. Mt 19, 26)” napisał Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 6 maja 2011

Szczęść Boże!

Wyniesiony na ołtarze kościoła powszechnego Jan Paweł II Wielki całym swoim życiem odnowił przymierze Boga z człowiekiem naszych czasów, z każdym z Państwa, z Panią, z Panem, z mówiącym te słowa i z każdym z nas żyjących w dowolnym miejscu na Ziemi, z każdym katolikiem, muzułmaninem, wyznawcą innych, mniej liczebnych religii, wyznawcą czy to prawdziwym, czy też oszukańczym, a nawet z fanatycznym wrogiem wszelkiej religijności, deklarującym otwarcie swoją nienawiść w stosunku do Boga, a tym samym i wobec człowieka. Błogosławiony papież Jan Paweł II nigdy, ale to nigdy nie rezygnował ze swoich przekonań, nie oddawał pola złu, nie pozostawiał bezbronnych miliardów na pastwę garstki uzurpatorów wszechwładzy nad sumieniem, życiem, zdrowiem i własnością innych ludzi. Przede wszystkim troszczył się o ludzkie sumienia. Bo przecież to wartości formują duszę i ciało człowieka. Wartości chrześcijańskie we wszystkich możliwych szczegółach wyłożone i zilustrowane przykładami z codziennego życia przez samego Chrystusa i udostępnione kolejnym pokoleniom w formie Ewangelii, dopiero poprzez Jana Pawła II znalazły szeroką drogę do miliardów ludzi, nawet do tych, którzy nie potrafią przeczytać ani słowa we własnym języku, nawet do tych, którzy nie mieli żadnej możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny, bo tam, gdzie żyją, rządzi przemoc, gwałt i nienawiść do obcych. Dlaczego dyktatury boją się Chrześcijaństwa? Dlaczego stróże rozmaitych monopoli na poprawność polityczną lub światopoglądową kneblują chrześcijan, a nawet chrześcijan w XXI wieku krzyżują? Skąd bierze się nieustająca od dwóch tysięcy lat kampania oszczerstw wymierzonych przeciwko chrześcijanom, za każdym razem roztrąbiona z pełnym wykorzystaniem wszystkich aktualnych możliwości prania mózgu bezkrytycznej gawiedzi?

Na chwilę na bok odkładając trywialne opowiadanie o zmaganiach dobra i zła, gdzie owo zło jest napastnikiem a dobru pozostaje sprawiedliwa wojna obronna, warto zwrócić uwagę na fakt, że w kategoriach przyziemnych, zgodnych z najprostszą zasadą ekonomiki – “tanio kupić, drogo sprzedać”, Chrześcijaństwo stanowi śmiertelne zagrożenie dla systemów zniewolenia człowieka, od wprost niewolniczych, egzekwowanych przymusem bezpośrednim, po przewrotne rządy dusz narzucających ludziom fałszywe wartości moralne. A więc ikoną zniewolenia jest i rzymski cesarz i żydowski król Herod oraz oczywiście kolejne szczeble wykonawców ich woli w szerokim zakresie obowiązków i powierzonych im zadań, jak przybijanie do krzyża i rzeź niewiniątek. Najmocniejsze z przesłań Jana Pawła II do współczesnych i przyszłych pokoleń to wezwanie do zrzucenia kajdan niewolnictwa, możliwe dopiero po wyzbyciu się strachu przed doraźnymi konsekwencjami buntu. Tak jak to ma obecnie miejsce w wielu krajach muzułmańskich. Biblijne źródła takiej postawy są chrześcijanom znane, co nie znaczy, że ta wiedza jest przekuwana w czyn. Wręcz odwrotnie. A szkoda, bo nawet w państwie będącym karykaturą demokracji można wiele osiągnąć, nie wyrzekając się wartości chrześcijańskich w walce o dobro wspólne.

Niekiedy zrządzeniem Opatrzności można odegrać swoją życiową rolę, zapisując się potwornym krzykiem w pamięci telewidzów, jak Jan Rulewski bity 19 marca 1981r. przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. Koniec niejednej dyktatury ma też początek w wyrwaniu pojedynczej cegiełki z systemu, cegiełki niby małej, ale decydującej o runięciu całego muru nieprawości. Taką rolę może odegrać wyrok pani sędzi Jadwigi Wójcikiewicz z Sądu Okręgowego w Świdnicy, który 29. kwietnia 2011r. unieważnił wybory samorządowe w Wałbrzychu z powodu przyjętych dowodów kupowania głosów przez Platformę Obywatelską. Potwierdzenie przez sąd oszustwa wyborczego w Wałbrzychu to ostatnia karta grubej księgi dokumentującej jawną zbrodnię, której na ludności pięknej i przebogatej w zasoby Ziemi Wałbrzyskiej dopuściły się szajki rządzące Polską po 1989r. To też kolejny przykład na to, jak rozstawione we wszystkich miejscach świata rozmaite pajęcze sieci dehumanizacji i bezwzględnej eksploatacji człowieka rwą się bez reszty, jak tylko ktoś nie da się omotać, zadusić i wyssać przez tłustego pająka, jak tylko ktoś odważy się stawić zdecydowany opór złu. Tak, jak nas tego uczył błogosławiony Jan Paweł II. Także zgodnie z nauczaniem naszego papieża należy przestrzec przed fałszywą interpretacją rzeczywistości polegającą na nawoływaniu do zgody zwaśnionych stron bez oglądania się na intencje i faktyczne działania każdej z nich. Relatywizm modo Steinbach – Merkel – Tusk zrównujący niemieckiego kata z polską ofiarą nie powinien być przenoszony na pole walki o władzę w Polsce. W razie wątpliwości wystarczy otworzyć Pismo Św., Katechizm Kościoła Katolickiego, encykliki i homilie błogosławionego Jana Pawła II, Ojca Świętego Benedykta XVI oraz innych autorytetów kościoła i do norm moralnych i społecznych z nich płynących odnieść wypowiedzi i czyny polityków szukających poparcia wyborców. Jakiekolwiek inne podejście do nauczania Jana Pawła II trąci czystą, iście partyjniacką celebracją i manipulacją, w istocie rzeczy obraża pamięć naszego papieża.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 13 maja 2011

Szczęść Boże!

Wśród budzących odrazę niegodziwych zachowań na jedno z pierwszych miejsc wysuwa się postawa strażaka – podpalacza. Strażak – podpalacz wbrew przyjętym na siebie zobowiązaniom, wbrew złożonemu przyrzeczeniu, wrew publicznie deklarowanej gotowości do ochrony przed żywiołem ludzkiego życia, zdrowia i mienia, sam podkłada ogień, sam wywołuje pożary, aby je później gasić. I z gaszenia wywołanych przez samego siebie pożarów chce czerpać korzyści majątkowe, z reguły zupełnie nikłe w stosunku do strat będących następstwem podłożenia ognia, a także chce zyskiwać uznanie za ofiarność i męstwo podczas akcji ratowniczej.

Podkładając ogień, strażak – podpalacz musi mieć przed oczami bezmiar nieszczęść które sprowadza na świat. Ściany ognia, płonących ludzi skaczących z okien, palące się zwierzęta, osmolone kikuty drzew, wypalone uprawy, dymiące zgliszcza budynków zraszane łzami bezdomnych pogorzelców. A mimo tego podpala. Bezwzględnie, cynicznie, z zimnym wyrachowaniem, dla własnych doraźnych korzyści oddaje na pastwę żywiołu wszystko, co zobowiązał się chronić, z życiem ludzkim na czele.

Wzywany do pożaru strażak – podpalacz nie uczestniczy w akcji gaśniczej w pojedynkę. Obok niego stają w obronie życia ludzkiego i mienia inni członkowie straży pożarnej. Zgodnie z przyrzeczeniem ryzykują życie i zdrowie w walce z ogniem podłożonym przez ich kolegę, współbohatera niejednej akcji gaśniczej, przez nikogo nie podejrzewanego sprawcę potwornie ciężkiej zbrodni.

Może też się tak zdarzyć, że przypadkowo, a nawet w wyniku zmowy kilku strażaków – podpalaczy, dochodzi do podłożenia ognia w wielu miejscach przez każdego z nich.

Na wschodnich obrzeżach rozległego obszaru leśnego tli się z wolna trawa i podszyt, masowo giną drobne zwierzęta, których śmierci i tak się nie dostrzega. Jednak duże zwierzęta – jelenie, sarny i dziki zaczynają oddalać się ku zachodnim granicom lasu, z początku powoli, potem coraz szybciej, aż wreszcie ich wędrówka przybiera charakter panicznej ucieczki, w miarę jak wschodni wiatr coraz bardziej podsyca ogień podłożony przez strażaka – podpalacza na wschodniej rubieży lasu. Ten strażak – podpalacz jest znany z telewizji. To elokwentny oraz charakteryzujący się “niekłamaną charyzmą” i “wrażliwością na ludzką krzywdę” ulubieniec publiczności, dzielnie reprezentujący poglądy swoich przyjaciół, odważny krytyk poczynań samego komendanta. Taki, co to wypełnia ludowe zalecenie, według którego ma być “kot łowny, a chłop mowny”. Niezależnie od tego, ile sensu jest w tym, co mówi.

Wiatr od wschodu nie pozwala uciekającej zwierzynie zwietrzyć niebezpieczeństwa związanego z kierunkiem ucieczki. Oto na zachodzie kompleksu leśnego szaleje ogień podłożony przez innego strażaka – podpalacza, tym razem nie szeregowego a samego komendanta. Tu już za późno na ucieczkę. Po pięknym kompleksie leśnym nie pozostało ani śladu. Ogień podkładany przez kilka lat przez strażaka – podpalacza wybranego na komendanta. strawił miejsca pracy, domy, szpitale, nawet drogi. Ogień zniszczył dorobek wielu pokoleń mieszkańców lasu i terenów przyległych, a następne pokolenia oddał w niewolę długów nie do spłacenia. Kto zdążył ten uciekł dalej na zachód, z dala od ognia pożerającego zwykłe ludzkie marzenia o normalnym życiu.

Ale przecież nie każdy kto mógłby uciec przed życiem na pogorzelisku, tego chciał albo mógł sobie na to pozwolić. I to nie tylko dlatego, że pożar lasu spowodował zaczadzenie umysłów jego ofiar, do tego stopnia zatrutych, że stracili oni instynkt samozachowawczy i nie wyciągali logicznych wniosków ze znanych im ze wszystkimi detalami losów ich własnych sąsiadów, których miejsca pracy i domy spłonęły wcześniej, niekiedy dużo wcześniej. Teraz jest już jest za późno na ochronę przed ogniem. Trzeba dołączyć do armii pogorzelców.

Ponieważ ogromna rzesza ofiar podpaleń kompromituje podpalaczy, strażak – podpalacz w randze komendanta zatrudnia na lukratywnym stanowisku w komendzie, wyzutego w podzięce za to ze wszelkich poglądów, szeregowego strażaka – podpalacza, aby ten mu pomógł gasić pożar. Pogorzelcom same ręce składają się do oklasków. Kiedy przestaną klaskać, zaczną pisać. Dobrze byłoby zbierać kopie tych listów. Ale gdzie je pomieścić?

Ubodzy, dzieci, bezrobotni, członkowie rodzin wielodzietnych, niepełnosprawni i starsi nareszcie mają swojego urzędowego obrońcę na wysokim stołku. Jest nim pełnomocnik premiera ds. koordynacji współpracy organizacji pozarządowych i administracji w przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu (w randze Sekretarza Stanu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów).

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 20 maja 2011

Szczęść Boże!

Swojego czasu, nie tak dawno, bo przed niespełna pięcioma laty, pewien kandydat do rządzenia, swój gość pod każdym względem, zapisał się w pamięci potomnych programem wyborczym, który po części brzmiał następująco: “żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”. To ostatnie miało zapewne brzmieć “żeby nie było niczego złego”, ale w znaczeniu dosłownym programowe “żeby nie było niczego” zostało przejęte przez gości rządzących Polską. Ich szef sam mówi o sobie “taki gość jak ja”, notorycznie puszczając oko w stronę równych gości, z którymi chce się skumplować, w których tłum chciałby się wtopić, z nadzieją, graniczącą z pewnością, że jako gość najrówniejszy z równych na barkach przez tłumy owych równych gości będzie noszony, a nawet zanoszony na pół tygodnia do domu, co pozwoli dokonać kolejnych ostrych cięć w wydatkach na administrację rządową, dla której samoloty są tańsze od taksówek. Tańsze, bo opłacane przez podatników.

Swoją drogą, trudno oczekiwać podróżowania samochodem od kogoś, kto wie dlaczego drogi wcale nie są budowane, a te które są budowane, kosztują tak drogo, pomimo że się rozpadają w oczach. Taki gość jak on, pomacha nam z góry, przelatując nad głowami przesiadujących godzinami w korkach na drogach do śmierci, stłoczonych w zdezelowanych wagonach na torach do katastrofy, wlokących się poboczami bez chodników prosto na cmentarz.

W słowie “gość” kryje się znaczeniowa pułapka. Owszem, swój, czy równy gość, w autoprezentacji dyktatora brzmi korzystnie dla pi aru. Pozornie skraca dystans, obniża próg obcości władzy wobec wyborców. Ale przecież według Słownika Języka Polskiego pierwsze znaczenie słowa “gość” to “osoba składająca komuś wizytę, odwiedzająca kogoś”. Na pewno nie domownik, raczej ktoś z zewnątrz. A właściwie ktoś obcy na naszym terenie. Obcy, bo wrogi, a przynajmniej nielojalny wobec domowników.

Na przykład ojciec Frau Steinbach też był swojego rodzaju gościem: złożył Polakom wizytę, odwiedził Polskę w 1941 r., dołączając do swoich kamratów z Luftwaffe. Był gościem nieproszonym, a do tego zasiedziałym, niby bardzo krótko, ale wystarczająco długo, aby obszar swojej gościny zrabować, ustami swojego fuehrera ogłosić jako Heimat, z którego to powodu Frau Steinbach po ucieczce przed sprawiedliwą karą spadającą na Niemców za ich zbrodnie wojenne uznała siebie za wypędzoną i stała się czołową rzeczniczką niemieckiego rewizjonizmu coraz bardziej jawnie wspieranego przez obecne władze Bundesrepubliki. Inni goście przybyli do Polski na przestrzeni dziejów wtopili się w Polski Naród, budowali Polskę, stawali w jej obronie, byli lojalnymi obywatelami naszego kraju, gorącymi patriotami, nieraz wybitnymi postaciami życia publicznego, świecącymi blaskiem polskości na cały świat. Oczywiście nie wszyscy. Niektórzy czuli się się i do dzisiaj się czują obco. Podkreślają swoją odrębność, czasem zgłaszają pretensje zrodzone z jednostronnej interpretacji przeszłości, otwarcie przedstawiają roszczenia majątkowe czy terytorialne wsparte oszczerczą kampanią propagandową. Po tamtej stronie rozpasany nacjonalizm i jawny szowinizm, po naszej stronie – potulne merdanie ogonem. A nuż przestaną pisać o polskich obozach koncentracyjnych, jeżeli tylko nie będziemy się stawiać. Złudne to nadzieje. Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.

Czy prześmiewcy proroczej zapowiedzi sprzed pięciu lat o tym, że “niczego nie będzie”, mogli przewidzieć stan naszego kraju w 2011r.? Na każdym z nas wywiera największe wrażenie jakaś jedna czy kilka poszczególnych klęsk narodowych. Oczywiście brak możliwości przeżycia w sytuacji niebotycznych kosztów utrzymania dotyczy niemal wszystkich, dla ogromnej większości brak transportu stwarza życiową barierę nie do pokonania, dla chorych na raka i ich bliskich powolne konanie w beznadziejnym oczekiwaniu na należną diagnostykę i terapię jest najcięższym oskarżeniem ministra zdrowia i całego rządu o zbrodniczą bezczynność. To już nie nowość, to już rutyna na drodze do depopulacji Polski. Dopuścić do narażania się na czynniki rakotwórcze w dzisiejszej Polsce może tylko samobójca.

W ostatnich dniach do najbardziej bulwersujących powodów do ogłoszenia stanu klęski narodowej dołączyły się dwa: Po pierwsze są to policyjne represje za krytykę polityków odpowiedzialnych za szkodliwe decyzje, co jest kolejnym przejawem walki z wolnością wypowiedzi i wymaga interwencji na forum międzynarodowym, ponieważ nigdzie w cywilizowanym świecie, a tym bardziej w Polsce, ostoi wolności, slogany w rodzaju “donald matole, twój rząd obalą kibole” nie mogłyby spowodować interwencji organów ścigania. Po drugie jest to zagrożenie zamknięciem turystycznych szlaków Tatr i Pienin z powodu doprowadzenia naszych parków narodowych do ruiny finansowej. Niczego nie będzie. Nawet wolności słowa i dostępu do Tatr.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 27 maja 2011

Szczęść Boże!

Po obu stronach Wielkiej Wody panuje ciężki kryzys. Jest to kryzys wartości. Kryzys wartości amerykańskich stał się przedmiotem ożywionej debaty publicznej trwającej w USA od kilku dekad i stale wzbogacanej przez publikacje książkowe autorstwa wybitnych autorytetów moralnych, jak były prezydent Jimmy Carter, który w 2005r. opublikował książkę p. t. “Nasze zagrożone wartości: kryzys moralny Ameryki” (“Our Endangered Values: America”s Moral Crisis.”), gdzie przeprowadził ostry atak na administrację George”a Busha m. in. za czynienie z Ameryki światowego zbira i całkowitą inwigilację własnych obywateli.

O kryzysie wartości europejskich mówią głównie przywódcy religijni, szczególnie donośne głosy dobiegają z Watykanu upominającego się o poszanowanie chrześcijańskich korzeni Europy. Za to europejscy politycy bardzo chętnie odwołują się do pojęcia postępu, postępu na dowolnym polu, najczęściej jednak społecznym i obyczajowym, co wobec bankructwa ekonomicznych podstaw europejskiego socjalu zawęża się – niestety – do pośpiesznej implementacji kultury śmierci i nienawiści w obowiązującej wszystkie kraje członkowskie legislacji. Postępowość w teorii i praktyce europejskich polityków to nic innego jak walka z europejskimi wartościami, tymi, które zbudowały Europę, tak samo, jak wartości amerykańskie zbudowały Amerykę. Co więcej, wyrosłe ze chrześcijańskich korzeni Europy tradycyjne wartości europejskie dały początek wartościom i amerykańskim i globalnym.

Odrzucając ahistoryczne oskarżenia i widząc rozwój cywilizacji chrześcijańskiej jako continuum w otoczeniu innych cywilizacji, z reguły konkurencyjnych, zwykle wrogich, a nadto wprost agresywnych, łatwo dostrzec który to światopogląd zwyciężył i stał się punktem odniesienia dla idei i czynów poszczególnych ludzi i całych narodów. To przecież światopogląd chrześcijański. I to ten prawdziwy, nie krzyżacki, czy też podporządkowany imperialnym interesom. Gdyby było inaczej, świat nie widziałby niczego nagannego w masakrowaniu ludności cywilnej, w zamachach terrorystycznych wymierzonych przeciwko przypadkowym ludziom, w pozyskiwaniu narządów do przeszczepów od skazańców, w przymusowych aborcjach, w masowych gwałtach i grabieży, w handlu żywym towarem, niewolnictwie i machinacjach finansowych puszczających z torbami miliony ludzi, a ostatnio prowadzących do bankructwa tak starożytne demokracje jak grecka.

To, że w świecie panuje potępienie dla ludobójstwa, terroryzmu, eksploatacji i kradzieży w białych rękawiczkach, jest przejawem zwycięstwa światopoglądu chrześcijańskiego nad innymi.

Dość wspomnieć słowa Hitlera na odprawie dowódców formacji Wehrmacht w Obersalzberg, 22. sierpnia 1939r. ” Naszą siłą jest nasza szybkość i brutalność. Dżyngis Chan rzucił na śmierć miliony kobiet i dzieci świadomie i z lekkim sercem – historia widzi w nim tylko wielkiego założyciela państw. Nie ma znaczenia, co o mnie sądzi słaba cywilizacja zachodnioeuropejska. Wydałem rozkaz – i zastrzelę każdego, kto wyrazi choć jedno słowo krytyki – że celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf (Z TRUPIĄ GŁÓWKĄ), dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową. Kto w naszych czasach jeszcze mówi o eksterminacji Ormian?” – powiedział Hitler do dowódców rzekomo rycerskiego Wermachtu. Niszczycielską furię wnuków Dżingis Chana zatrzymała w ich pochodzie na zachód ofiara życia polskiego władcy, Henryka II Pobożnego, Piasta Śląskiego, który stojąc na czele naszych wojsk, zginął w bitwie pod Legnicą 9 kwietnia 1241r. Rozwinięty przez Tatarów Chanatu Krymskiego czarnomorski handel niewolnikami porywanymi przez wieki z terenów ówczesnej Polski i obszarów przyległych pochłonął co najmniej 3 miliony osób, w tym 1 milion z samej Polski. Dla porównania liczbę ofiar transatlantyckiego handlu niewolnikami szacuje się na 11 do 13 milionów. Choć nie domagamy się odszkodowań, jak potomkowie ofiar transatlantyckiego handlu niewolnikami, to niewątpliwie mamy prawo podkreślać dosłownie życiowe dla nas znaczenie ostatecznego zwycięstwa wartości chrześcijańskich nad tymi, którymi kierowali się zagrażający nam ludobójcy od Dżingis Chana po Hitlera.

Kryzys wartości amerykańskich, tak samo jak kryzys wartości europejskich jest wielkim zagrożeniem dla Polaków. Wyobraźmy sobie, że uzurpatorzy wszechwładzy w Unii Europejskiej będą w imię postępu kontynuować myśl i czyn Róży Luksemburg i José Zapatero oraz nasilać Kulturkampf i rugi pruskie, tak skutecznie, jak Otto von Bismarck i wiadomi politycy, których nazwisk strach wymieniać. Gdzie wówczas będziemy szukać azylu, jeżeli nie będzie już Ameryki? Patrz, Kościuszko, na nas z nieba!

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 3 czerwca 2011

Szczęść Boże!

Postępująca epidemia zakażeń, zachorowań i zgonów wywołanych pałeczkami jelitowymi Escherichia coli stanowi najbardziej poważny, jak dotychczas, problem zdrowia publicznego Unii Europejskiej.

Jako obywatele kraju członkowskiego Unii Europejskiej mamy prawo spodziewać się wysokiego poziomu ochrony zdrowia konsumentów, co jest zawarowane w europejskich traktatach, dyrektywach i rozporządzeniach, a także stanowi częsty temat chełpliwych wypowiedzi funkcjonariuszy Unii Europejskiej.

W dążeniu do wyjątkowego w skali globalnej i ponadprzeciętnego wśród krajów wysokorozwiniętych świata poziomu ochrony zdrowia konsumenta żywności wspomaga nas umiarkowany klimat, rozbudowana infrastruktura sanitarna i medyczna, własna uprawa, hodowla i rybołówstwo oraz zamożność konsumentów pozwalająca na wybór produktów, na których wysoką cenę składa się zarówno nieskazitelna jakość zdrowotna surowców, jak i wszystko to, co z surowcami pochodzenia roślinnego, zwierzęcego i podstawowym składnikiem żywności – jakim jest woda – się dzieje zanim dostaną się do przewodu pokarmowego konsumenta.

Im kraj bardziej zamożny, im lepiej zorganizowany, tym mniejsze zagrożenie zdrowia konsumenta ze strony żywności, zwłaszcza ze strony wody do spożycia przez ludzi. Podstawowa rola przypada tu służbom kontroli i nadzoru, które, wypełniając swoje ustawowe obowiązki, stoją na straży zdrowia publicznego i bronią zdrowia i życia ludzi, w codziennych starciach z wrogiem w postaci czynników biologicznych, chemicznych, fizycznych i społecznych. Dobre rozpoznanie wroga zapewnia nam rozwój nauk podstawowych i stosowanych w praktyce epidemiologii lekarskiej. Jest to proces ciągły z nieraz zaskakującymi zwrotami akcji, przetykany od czasu do czasu rewelacjami na temat nowo odkrytych czynników chorobotwórczych. Każdy nowy czynnik uznany chorobotwórczy otwiera szerokie pole do interpretacji zarejestrowanych wcześniej zachorowań, zgonów i niepełnosprawności, bądź też rozmaitych zjawisk zdrowotnych szacowanych na podstawie badań epidemiologicznych. Oczywiście w przypadku sytuacji nadzwyczajnej w postaci epidemii w poszukiwaniu czynnika sprawczego, dróg jego szerzenia się, cech osób, które przez ten czynnik zostały zaatakowane, epidemiolodzy posługują się wiedzą płynącą z doświadczenia, zapisaną w podręcznikach, czy w doniesieniach naukowych. Od chwili zarejestrowania pierwszych zachorowań i zgonów, które w jakiś sposób można ze sobą powiązać, liczy się każdy dzień, każda godzina nakłada na ramiona osób decydujących o ochronie zdrowia publicznego nowe brzemię odpowiedzialności za zdrowie i życie każdego chorego i zmarłego spośród tych milionów ludzi, którzy z pełnym zaufaniem liczą na to, że władze dadzą sobie radę z każdą epidemią. Kolejne badania przybliżają rzeczywistość, powodują odrzucenie wcześniej postawionych hipotez i wycofanie opartych o nie decyzji.

Epidemiologia lekarska rządzi się żelazną logiką, wiedzą lekarską i odpowiedzialnością za dobro wspólne w postaci zdrowia publicznego. Wróżenie z fusów, fałszywe oskarżenia, zagłaskiwanie rzeczywistości lub sianie paniki w celu wykorzystania epidemii do swoich interesów to zajęcie polityków, nie epidemiologów.

Od 2 maja do 1 czerwca 2011r. na obszarze Unii Europejskiej epidemia, którą wywołał szczep O104:H4 enterokrwotocznej pałeczki okrężnicy (EHEC), spowodowała 17 zarejestrowanych zgonów wśród 499 osób, które padły ofiarą zespołu hemolityczno-mocznicowego rozwijającego się u co trzeciej osoby cierpiącej na biegunkę krwotoczną w wyniku zakażenia prawdopodobnie nowym, opornym na antybiotyki, w tym aminoglikozydy, szczepem pałeczki okrężnicy wytwarzającej toksynę typu Shiga/werotoksynę (STEC/VTEC). Proponowany przez badaczy chińskich nowy szczep jest chimerą, w której wykryto sekwencje genów typowo występujących w dwóch odmiennych szczepach pałeczki okrężnicy: enteroagregatywnym i enterokrwotocznym. Zakażenia wyjątkowo agresywnym nowym mutantem pałeczki okrężnicy o cechach broni biologicznej można wiązać z jego przypadkowym uwolnieniem z pozbawionego należnych zabezpieczeń laboratorium wytwarzającego organizmy genetycznie modyfikowane, bądź z obecnością uwolnionych organizmów genetycznie modyfikowanych w postaci upraw polowych czy eksperymentalnych, a wreszcie z przypadkową mutacją, może przyspieszoną przez opad radioaktywny z elektrowni atomowej w Fukushima.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 10 czerwca 2011

Szczęść Boże!

Berliński Instytut Roberta Kocha (Das Robert Koch-Institut – RKI) wraz z Federalnym Instytutem Szacowania Ryzyka (Das Bundesinstitut für Risikobewertung – BfR) stanowią zaplecze eksperckie i decyzyjne władz Republiki Federalnej Niemiec i poszczególnych landów m. in. w obszarze zapobiegania chorobom zakaźnym i zwalczania chorób zakaźnych.

Niemieccy eksperci ds. zdrowia publicznego obecną epidemię zachorowań i zgonów z powodu wytwarzającej toksynę typu Shiga eneterokrwotocznej pałeczki okrężnicy / zespołu hemolityczno-mocznicowego (Shiga toxin-producing Escherichia coli / haemolytic-uraemic syndrome – STEC/HUS) określają jako jedną z największych dotychczas opisanych na świecie i największą w Niemczech, zwracają przy tym uwagę na nietypowy rozkład zachorowań pod względem płci i wieku. W rejestrach Instytutu Roberta Kocha za cały rok 2010 znalazło się 65 przypadków zespołu hemolityczno-mocznicowego, bez szczególnej przewagi jednej płci, w tym tylko 6 dotyczyło osób powyżej 18 roku życia. W obecnej epidemii dwie trzecie przypadków to kobiety, a ogromna większość to dorośli.

Od 2 maja do 9 czerwca 2011r. Europejskie Centrum Zapobiegania i Zwalczania Chorób przyjęło z krajów członkowskich Unii Europejskiej zgłoszenia 757 przypadków zespołu hemolityczno-mocznicowego i 2142 przypadki nie rozwiniętych w zespół hemolityczno-mocznicowy zachorowań wywołanych przez wytwarzającą toksynę typu Shiga eneterokrwotoczną pałeczkę okrężnicy, w tym w samych Niemczech odpowiednio 722 przypadki zespołu hemolityczno- mocznicowego i 2086 przypadków nie rozwiniętych w zespół hemolityczno-mocznicowy zachorowań wywołanych przez wytwarzającą toksynę typu Shiga eneterokrwotoczną pałeczkę okrężnicy. Wśród chorych na zespół hemolityczno-mocznicowy zarejestrowano 19 zgonów, z czego w 18 Niemczech i 1 w Szwecji, zaś wśród chorych, których zespół ten się nie rozwinął zmarło 8 osób, wszystkie w Niemczech.

Trzy czwarte wszystkich zachorowań pochodzi z północnych Niemiec, najwięcej z landu Szlezwik-Holsztyn (niemal 30% wszystkich), z Hamburga , Dolnej Saksonii i Północnej Nadrenii – Westfalii. W dotychczasowym przebiegu epidemii w całych Niemczech najwyższą liczbę – 59 przypadków zespołu hemolityczno-mocznicowego zarejestrowano 21 maja, dotychczasowe maksimum zachorowań wywołanych przez wytwarzającą toksynę typu Shiga eneterokrwotoczną pałeczkę okrężnicy w liczbie 138, przypada na 22 maja.

W ramach dochodzenia epidemiologicznego Instytut Roberta Kocha prowadzi retrospektywne badania porównawcze przypadków. Z badań tych wynika, że sałatę spożywało 84% chorych i 47% osób z grupy kontrolnej, ogórki spożywało 75% chorych i 50 % osób z grupy kontrolnej, a pomidory spożywało 80% chorych i 63% osób z grupy kontrolnej. Ogółem 95% przypadków spożywało co najmniej jedno z tych warzyw. Analiza statystyczna wykazała, że spożywanie surowych pomidorów, ogórków i sałaty jest istotnie związane z zachorowaniem na zespół hemolityczno-mocznicowy. Jak w łącznym oświadczeniu twierdzą eksperci Instytutu Roberta Kocha i Federalnego Instytutu Szacowania Ryzyka, z perspektywy epidemiologicznej spożywanie sałaty, pomidorów i/lub ogórków zakupionych w północnych Niemczech musi być uznane za wykazujące najwyższe dla zakażenia ryzyko względne w porównaniu z innymi środkami spożywczymi. Stąd też aktualna jest rekomendacja: nie jeść pomidorów, ogórków i sałaty, jeżeli są w stanie surowym, zwłaszcza, kiedy są zakupione w północnych Niemczech.

Dotychczas nie ma żadnych wskazań na surowe mięso lub mleko jako typowy nośnik enterokrwotocznej pałeczki okrężnicy.

Ustalono okres wylęgania – od zakażenia do pojawienia się pierwszych objawów biegunki upływa od 3 do 4 dni. Zespół hemolityczno-mocznicowy może wystąpić po tygodniu od początku biegunki u 1/3 chorych.

Niemiecka pałeczka okrężnicy, czyli wytwarzająca toksynę typu Shiga Escherichia coli serotyp O104:H4 (Stx2-positve, eae-negative, hly-negative, ESBL, aat, aggR, aap) wykazuje wyjątkową zjadliwość i oporność na antybiotyki.

Dotychczas nie podano do wiadomości publicznej informacji o pochodzeniu nowej mutacji pałeczki okrężnicy, ani też o źródle epidemii i wiarygodnie udokumentowanych drogach szerzenia się śmiercionośnych zakażeń. Szczególne zagrożenie zdrowia publicznego w skali globalnej wiąże się zakażeniami wtórnymi, w których źródłem zakażenia w kolejnych ogniskach będą nosiciele, chorzy skąpoobjawowi lub chorzy podejmujący obciążone niezwykłym ryzykiem samoleczenie biegunek, za pomocą n. p. intensywnie reklamowanego w polskiej telewizji publicznej Stoperanu.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 17 czerwca 2011

Szczęść Boże!

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nadchodzą nowe czasy. Tak nowe, że mało kto jest na nie przygotowany. La revuelta de los indignados – hiszpańska rewolta rozwścieczonych,
Ελληνική διαμαρτυρίες – greckie protesty, czy الصحوة العربية – arabskie przebudzenie mają pewien wspólny mianownik. Wszędzie zrozpaczeni ludzie na ulicach domagają się pracy i płacy, wszędzie w kierunku rządzących padają te same oskarżenia o zawłaszczenie wspólnego majątku i wszędzie – z małymi wyjątkami – winę ponoszą partie socjalistyczne i ich bonzowie, ewidentnie oderwani od prospołecznych ideałów nieokiełznaną mocą czy to pychy, czy też wprost prywatnego, rodzinnego interesu.

Oto w klubie najbogatszych państw świata, który o mało co nie został siłą zamieniony w czwartą rzeszę, Jose Luis Zapatero, wzór osobowy światowego lewactwa, w tym uzależnionych od lsd, doprowadził do dynamicznego przyrostu pokolenia młodych pomiędzy 16 a 35 rokiem życia, znanych jako ni-ni. Ni estudian, ni trabajan – ani się nie uczą, ani nie pracują. Zapatero to przywódca Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE). Jak i jego polscy sojusznicy, jest najbardziej pochłonięty walką z Kościołem Katolickim, zabijaniem nienarodzonych i ograbianiem dzieci i młodzieży z ich chronionych międzynarodowymi konwencjami praw do rozwoju niezakłóconego agresją zwyrodnialców.

Ostatnim władcą z ramienia rządzącej Grecją poprzez Ogólnogrecki Ruch Socjalistyczny (PASOK) dynastii Papandreu jest Georgios Papandreu, aktualny przewodniczący światowej Międzynarodówki Socjalistycznej (The Socialist International). Noblesse oblige. Krach ekonomiczny Grecji ma również wymiar światowy i nie wykluczone, że pociągnie na dno unijne kraje strefy euro i te, które Opatrzność jak dotychczas uchroniła od przyjęcia wspólnej waluty. Dumnymi członkami Międzynarodówki Socjalistycznej są dwie partie z Polski: Sojusz Lewicy Demokratycznej i Unia Pracy. Mają skąd czerpać wzory.

Na ulice greckich miast przeciwko protestującym socjaliści wysyłają tamtejsze ZOMO, starają się poskromić żądanie prawa do normalnego życia gazem łzawiącym, wodą z armatek, a nawet kulami. Pewnie zasięgali porad towarzyszy zasłużonych w PRLu.

Znacznie dalej posunął się panujący już wiele dekad dyktator Libii, państwa o oficjalnej nazwie Wielka Arabska Libijska Dżamahirijja Ludowo-Socjalistyczna. Kto pracował w Libii, ten wie, przeciwko czemu wybuchło powstanie ludowe w tym ludowo-socjalistycznym kraju. Kto obserwował niedawną kampanię pułkownika Muammara Kadaffiego na rzecz wyzwolenia Francuzek i Włoszek z opresji europejskiej cywilizacji okradającej kobiety z ich przyrodzonych praw, ten może zderzyć te skądinąd po części uzasadnione akcje z potwornościami, których podczas wojny domowej w Libii dopuszczają się żołdacy Kadafiego wyposażeni w nową broń – viagrę. Oprócz nieopisanych cierpień bezpośrednich ofiar wysoko na liście zbrodni przeciwko ludzkości pojawia się tu umyślne i na masową skalę zarażanie wirusem wywołującym AIDS, co nie może pozostać bez wpływu na sytuację epidemiologiczną HIV/AIDS w Północnej Afryce, w Europie i na całym świecie. Wbrew bajaniom sytych i wpływowych, HIV/AIDS to straszna choroba, której objawy można zaleczyć, jeśli ktoś zapłaci za leczenie, a i to może okazać się nieskuteczne.

Kadafi jako stróż bramy do Europy już nie powstrzymuje wędrówki afrykańskich ludów sposobami sobie znanymi, a przy tym dyskretnie przemilczanymi na salonach. Tym samym ciężar ochrony obszaru Unii Europejskiej przed inwazją ludzi skrajnie biednych, głodnych i zakażonych w skali niemożliwej do przewidzenia spada na unijne kraje basenu Morza Śródziemnego, a zwłaszcza na Włochy.

Partia Partia Socjalistycznego Odrodzenia Arabskiego (BAAS) przez półwiecze rządziła znaczną częścią świata Arabów. Jej rządy w Iraku pod Saddamem Husseinem przerwała interwencja USA i koalicjantów. Baasism, czyli narodowy socjalizm z elementami marksizmu obecnie rozprawia się z przebudzeniem arabskim w Syrii. Ostatni socjalistyczny tyran Syrii z dynastii Assadów prowadzi bezwzględną, pełną okrucieństwa akcję pacyfikacyjną przeciwko ludności cywilnej. Należy przy tym pamiętać, że właśnie w Syrii znalazła schronienie wielka liczba uchodźców z Iraku, w tym chrześcijan starożytnych obrządków, którzy przetrwali wszystko, ale nie skutki inwazji, przeciwko której gorąco protestował Jan Paweł II.

Jak widać, nowe czasy to czasy kompromitacji niezwykle kosztownego eksperymentu pod nazwą realny socjalizm, który od czasów rewolucji francuskiej oddaje władzę chciwym tyranom z gębami pełnymi komunałów prowadzącym narody do fizycznej zagłady, ekonomicznej zapaści, rozpadu więzi międzyludzkich opartych o naturalne normy moralne. Zdobywając władzę, czy też trzymając władzę, socjaliści zawsze i wszędzie i w odniesieniu do każdego aspektu życia człowieka posługują się tym samym kłamstwem – zapewnieniem ludziom niezasłużonej nagrody. Antidotum na tę truciznę jest nauka Kościoła Katolickiego i Islamu, czy to osobno, czy też razem, zgodnie z zachętą naszych papieży.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 24 czerwca 2011

Szczęść Boże!

Kanikuła 2011 znalazła swój godny uwagi początek na Dworcu Centralnym w Warszawie. Wielogodzinny paraliż głównego węzła kolejowego Polski w szczycie przewozów przypadającym na zakończenie roku szkolnego i w przeddzień długiego weekendu rozpoczynającego się od święta Bożego Ciała to wydarzenie warte odnotowania. Zwłaszcza w relacjach poszkodowanych skazanych na niekończące się wyczekiwanie na pomoc w ciemnej otchłani tuneli i peronów.

A wśród nich byli nie tylko godzący się na wszystko tubylcy, lecz także obcokrajowcy, m. in. zmierzający do Warszawy, miasta-kandydata stolicy kultury europejskiej 2016, na koncert legendarnego gitarzysty wszechczasów – Carlosa Santany. Bilety na tę kultową dla wielu pokoleń miłośników rocka imprezę pojawiły się w sprzedaży już na początku kwietnia b.r. w cenie od 135 do 365 zł. Zapowiadano przekazanie 3 zł z każdego biletu fundacji charytatywnej Milagro, założonej przez Carlosa Santanę i jego żonę. W dniu koncertu pokazał się komunikat organizatora: “Z przykrością informujemy, że w związku z brakiem zgody Urzędu m. st. Warszawy na organizację imprezy masowej w dniu 22 czerwca 2011, Andromeda – ART Group jest zmuszona do odwołania koncertu “Santana Guitar Heaven 2011″ na stadionie Legii w Warszawie. Artysta bardzo oczekiwał występu w Warszawie i żałuje, że nie będzie mógł zaprezentować się przed polską publicznością. Bardzo przepraszamy Państwa za zaistniałą sytuację i związane z nią komplikacje. Zwrot biletów będzie możliwy w miejscu zakupu (wraz z dowodem zakupu, np. paragon)”. Ten komunikat dokumentuje kolejny sukces obecnego zarządu Warszawy w budowanie wizerunku polskiej kultury na świecie. Jest to kultura agresywnego narkomana za przyzwoleniem policji i straży miejskiej katującego bezbronnych ludzi i niemniej agresywnego prywatnego ZOMOwca pałującego kupców broniących swoich miejsc pracy.

Stolicą kultury europejskiej 2016 obwołano Wrocław. Trwają przygotowania, przy których gasną takie antypolskie akcje, jak przemianowanie Hali Ludowej na Halę Stulecia zwycięstwa Prusaków nad Polakami pod Napoleonem i obrzydzanie pomnika największego dobroczyńcy Wrocławia – króla Bolesława Chrobrego Wielkiego, W przeddzień wspólnego posiedzenia rządów Polski i Niemiec, w ramach obchodów dwudziestolecia podpisania Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, gwarantującego nienaruszalność granic i równe traktowanie mniejszości narodowych, kanał TVP INFO publicznej telewizji późną nocą zaznajomił polską opinię publiczną z dorobkiem kultury niemieckiej odnoszącym się właśnie do Wrocławia. Oto tekst utworu zespołu Weisse Woelfe podany przez TVP INFO 19. czerwca 2011r. “Kiedy polska flota zatonie pod Gdańskiem i niemiecka piosenka zabrzmi w Malborku, wtedy do Wrocławia wkroczy Wermacht z oddziałami pancernymi. I wtedy w końcu wschodnie Niemcy wrócą do ojczyzny.” Co nam zrobią po wkroczeniu do Wrocławia zapowiadał widok bramy niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, zaplanowanego przecież głównie dla Polaków. Wszelkie nasze słuszne skargi będą oddalane, zresztą jak zawsze, słowami “Du luegst du Polacke”, czyli “kłamiesz Polaczku”, które w naszej telewizji można było zobaczyć nad postaciami dwóch SS-manów z bronią gotową do strzału. W tym materiale spiker polskiej telewizji powiedział “Niedawno w Internecie pojawiła się piosenka jednego z neofaszystowskich zespołów” i zapewnił, że “Sprawą zajęła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego Dziś piosenka została usunięta.” Siła Traktatu nie wystarczyła do zajęcia się sprawą wcześniej i nie przez polską Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego a przez Bundesamt fuer Verfassungsschutz, BfV, czyli Federalny Urząd Ochrony Konstytucji. Pytanie do władz polskich, niemieckich, unijnych i wszelkich światowych: dlaczego jaskrawy antypolonizm nie jest ścigany tak skutecznie, jak antysemityzm.

Prawdziwy obraz wywiązywania się obu stron z postanowień Traktatu jest najbardziej wyrazisty w odniesieniu do spraw mniejszości niemieckiej w Polsce i mniejszości polskiej w Niemczech. Po dwudziestu latach rząd niemiecki i polski wyciągają jak królika z kapelusza pojęcie Polonii, co na modłę ss-mańskiego stwierdzenia “kłamiesz Polaczku” ma zaprzeczyć istnieniu polskiej mniejszości w Niemczech i oddalić nasze nadzieje na wywiązanie się Niemców z zapisanej w traktacie ochrony Polaków i języka polskiego w Niemczech oraz przywrócenia im stanu posiadania sprzed rabunku dokonanego przez Hitlera i jego wyborców.

Czy to znaczy, że w ramach odwetu powinniśmy domagać się odebrania osobom określającym się jako mniejszość niemiecka w Polsce licznych i rozdętych do granic przyzwoitości przywilejów? Nie sądzę. W moim rozumieniu Rzeczypospolitej każdy, kto jest lojalnym obywatelem naszego kraju zasługuje na ochronę budującą od wieków różnorodność etniczną, będącą wartością dodaną Polski, kraju ludzi wolnych, nawet jeśli są potomkami kolonizatorów nasłanych przez zdeklarowanych polakożerców, począwszy od strasznych Fryców, którzy wydarli Śląsk Habsburgom, przez Bismarka, po Hitlera. W imię wkładu, jaki w chwałę Polski wnieśli w chwili najcięższej próby lojalności tacy polscy patrioci, jak prof. Rudolf Weigl, gen. Franciszek Kleeberg, czy pisarz Ferdynand Goetel, należy apelować do niemieckiej mniejszości w Polsce o aktywne występowanie przeciwko urzędowej dyskryminacji polskiej mniejszości w Niemczech.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 1 lipca 2011

Szczęść Boże!

Główny Inspektor Sanitarny Federacji Rosyjskiej, dr Gienadij Oniszczenko w roku 1973 ukończył wydział sanitarno-higieniczny Państwowego Instytutu Medycznego w Doniecku ze specjalnością lekarza sanitarnego. Po studiach pracował jako lekarz epidemiolog, a w 1982r. objął stanowisko głównego lekarza sanitarnego moskiewskiej sieci metra, po tokijskiej – drugiej na świecie pod względem liczby przewożonych pasażerów, idącej w miliardy osób rocznie. W 1993r. dr Oniszczenko został powołany na stanowisko zastępcy Głównego Lekarza Sanitarnego Federacji Rosyjskiej, a od października 1996r. jest pierwszym zastępcą Ministra Zdrowia Federacji Rosyjskiej – Głównym Lekarzem Sanitarnym Federacji Rosyjskiej.

Wspólnota pokoleniowa i zawodowa każe mi patrzeć na działania dr Oniszczenko przez pryzmat choćby tych samych przeczytanych fachowych lektur, z pomnikowym dziełem prof. Lwa Gromaszewskiego dotyczącym epidemiologii chorób zakaźnych. Doświadczenie lekarzy byłego Związku Sowieckiego jest w tym obszarze nie do przecenienia.

Tempora mutantur… Czasy się zmieniają a my z nimi. Coraz to nowsze metody badawcze poszerzają horyzonty, ułatwiają zrozumienie przyczyn masowych zachorowań i zgonów. Jednak wiedza podstawowa dotycząca odpowiedzialności epidemiologa za skutki podejmowanych decyzji jest stała od niepamiętnych czasów, kiedy tę niezbędną w każdej społeczności funkcję pełnił plemienny szaman czy nadworny lekarz. W obliczu śmierci spadającej na ludzkie rodziny nagle i często, nawet najbardziej drastyczne środki zapobiegawcze czy profilaktyczne zawsze znajdowały zrozumienie.

Stąd też z całą mocą muszę podkreślić, że każdy odpowiedzialny epidemiolog, albo podjąłby te same co dr Oniszczenko środki zapobiegające zawleczeniu niemieckiej Escherichii coli, albo podałby się do dymisji.

Niestety, w Unii Europejskiej zasada fachowości i zawodowej odpowiedzialności w ochronie zdrowia publicznego do tego stopnia przestała istnieć jako wartość wymagająca troskliwej pielęgnacji i poszanowania opartych o nią decyzji, że Głównego Inspektora Sanitarnego Federacji Rosyjskiej publicznie oskarża się o umyślne utrudnianie wolnego handlu. Tymczasem całkowity zakaz wwozu na obszar celny Federacji Rosyjskiej warzyw, którym to służby sanitarne Republiki Federalnej Niemiec przypisały rolę w szerzeniu się największej na świecie epidemii nowego mutanta enterokorwotocznej pałeczki okrężnicy, został zastąpiony zezwoleniami importu z państw – członków Unii Europejskiej będących w stanie zapewnić bezpieczeństwo konsumentom.

Polska do tych krajów nie należy z powodu praktyk reeksportu.

Re-eksport polega na tym, że przywiezione do Polski produkty uzyskują polskie dokumenty oraz opakowania i jako pochodzące z Polski są wywożone do innych krajów. Państwa, które na to stać, nie muszą godzić się na takie praktyki. Dzięki temu konsumenci zyskują na bezpieczeństwie, a władze na uznaniu obywateli i wdzięczności wyborców. Do tych państw należy nasz ważny partner handlowy – Federacja Rosyjska.

Jeśli chodzi o polskich konsumentów, to ich sytuacja nie jest do pozazdroszczenia. Są karmieni zwożonymi ze wszystkich stron świata produktami podejrzanej jakości, a przy tym propagandą, że to co jedzą, pochodzi wyłącznie z Polski. Handel płodami rolnymi i polonizujące je zabiegi z gatunku public relations od wielu lat pozostają w garści tych samych grup trzymających władzę, stanowią stałe zaplecze finansowania partii i prominentnych polityków. W jednej ręce smakowita “swojska” kiełbasa, a w drugiej – czego już nie widać na ekranie telewizora – portfel wypchany pieniędzmi ze sprzedaży izolatu białka soi genetycznie modyfikowanej, który posłużył wyprodukowaniu tejże kiełbasy obok surowca z fabryki mięsa przetwarzającej organizmy genetycznie modyfikowane w tkankę kury, świni i krowy przysmaczoną chemiczną kompozycją mieszanki peklująco-przyprawowej. Dopuszczanie do obrotu środków spożywczych stwarzających tradycyjne, czy domniemane zagrożenia zdrowia nie wymagałoby obsadzania na stanowiskach kluczowych w nadzorze sanitarnym osób bez jakiegokolwiek przygotowania, dosłownie wziętych z ulicy. Taka marionetka z wdzięczności zrobi wszystko, co partia każe, co partii w każdej chwili może się przydać, kiedy to rzeczywiste zagrożenie zdrowia trzeba będzie zaprezentować jako urojone. Od czasu afery nitrofenowej z 2002r. każdy inspektor wie, że za wykrycie trucizny w importowanej żywności można stracić pracę. Forsowane od dwudziestu lat wyrywanie nadzoru nad żywnością z kompetencji ministerstwa zdrowia celem przekształcenia tego nadzoru w kontrolę wewnętrzną resortu rolnictwa i związanych z nim przedsiębiorstw, oddaje polskich konsumentów w chciwe i nie zawsze czyste łapy wielkiego biznesu chronionego polityczną kryszą. Prędzej niż później ucierpią jeszcze bardziej na tym wszyscy. Polscy wytwórcy płodów rolnych nie sprostają nieuczciwej konkurencji ogromnego wolumenu niekontrolowanego importu prezentowanego jako pochodzący z Polski. Wobec rozpadu lecznictwa polscy konsumenci niech nawet nie marzą o otrzymaniu skutecznej pomocy w razie epidemii. A ta ostatnia, znana jako niemiecka, nie odpuszcza. Po zgłoszeniu liczącego 9 osób ogniska w okolicach Bordeaux we Francji, właśnie zamknięto szkołę w zachodnich Niemczech, zarejestrowano przypadek w Szwecji bez kontaktu z Niemcami i 2 zawleczenia do Brazylii.

29. czerwca b. r. dwie agencje Unii Europejskiej wydały wspólne aktualizowane stanowisko zawierające przekonanie, że możliwym źródłem ognisk epidemicznych O104:H4 w Niemczech i Francji były… kiełki kozieradki pospolitej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 11 listopada 2011

Szczęść Boże!

Dzień Niepodległości to doroczne obchody upamiętniające rocznicę uzyskania przez naród niepodległego państwa, zazwyczaj po ustaniu niewoli kolonialnej lub przynależności do zewnętrznego hegemona, okupacji. W większości krajów świata święto niepodległości ma status święta państwowego, dnia wolnego od pracy. Dzięki temu każdy suwerenny naród może spokojnie cieszyć się swoją niepodległością, wspominać ofiary walki o wyzwolenie narodowe, czcić jej bohaterów. Nasze święto przypada w listopadzie, bowiem  11 listopada 1918 polscy nacjonaliści rozbroili niemiecki garnizon stacjonujący w Warszawie.

Ci polscy nacjonaliści dla Niemców byli zapewne  polskimi bandytami zgodnie z plugawym nazewnictwem  powszechnie stosowanym wobec powstańców śląskich, wielkopolskich, partyzantów II wojny światowej, a właściwie wszystkich, którzy bronili prawa do życia Polaków.

W dniu święta narodowego warto przypomnieć pojęcie nacjonalisty, dla którego interes wszystkich osób przynależących do własnego narodu jest najważniejszy. Interesy narodowe zazwyczaj bywają sprzeczne, a spór toczy się głównie o terytorium i jego zasoby. Tu rządzi prawo dżungli - silniejszy pożera słabszego. W ramach operacji wynaradawiania realizowane bywają rozbudowane programy wywłaszczeniowe - współczesne rugi pruskie - oraz szeroko zakrojone kampanie propagandowe mające na celu zniszczenie narodowej tożsamości, a przez to lojalności narodu w stosunku do własnego państwa. Kto się przeciwstawia neokolonialnej agresji, tego propaganda agresora okrzyknie wrogiem publicznym numer jeden.  Choćby był najbardziej przyjaźnie nastawiony do innych narodów, nacjonaliście skutecznemu w obronie interesów napadniętego narodu bywa przyprawiana gęba szowinisty. Tymczasem trudno sobie wyobrazić przywódcę silnego państwa, który byłby przyłapany na służeniu przede wszystkim interesom narodu obcego a nie własnego. Kto bowiem ma dbać o dobro własnego narodu, jeśli nie jego najbardziej uprzywilejowani przedstawiciele. O czyje interesy dbają  Putin, Merkel, Sarkozy czy Netanyahu?  Oczywiście dbają o interesy swoich narodów, są więc nacjonalistami. O tym czy w kierowanych przez nich państwach panuje szowinizm mają święte prawo wypowiadać się wszystkie jego ofiary. Warto tych głosów wysłuchać i zapytać czego na ulicach Warszawy a nie Moskwy, Berlina, Paryża i Tel Avivu szukają  tak zwani obrońcy praw człowieka.

Polakom prawo do uroczystych obchodów święta niepodległości gwarantuje ustawa z dnia 15 lutego 1989 r. o ustanowieniu Narodowego Święta Niepodległości ogłoszona w Dzienniku Ustaw z 1989 Nr 6 poz 34 w następującym brzmieniu:
„Dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego oraz walk pokoleń Polaków o wolność i niepodległość stanowi się, co następuje:
 Art. 1. Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości.
Art. 2. Dzień 11 listopada jest dniem wolnym od pracy.
Art. 3. Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.
Przewodniczący Rady Państwa: w z. K. Barcikowski
Sekretarz Rady Państwa: Z. Surowiec

Cztery miesiące po przyjęciu ustawy o ustanowieniu Narodowego Święta Niepodległości w wyniku pierwszych częściowo wolnych wyborów w powojennej historii Polski rządy z rąk panów Barcikowskiego i Surowca oraz części ich mocodawców przejęła silna grupa sprawująca władzę. Grupa silna i zwarta na tyle, że jej władza staje się coraz bardziej absolutna. Do tego stopnia, że ustami swojego prominenta nie waha się publicznie ogłosić, że w tym typie „demokracji”, którą on tworzy i reprezentuje jest wiele prawd, gdyż tylko w państwie totalitarnym jest jedna prawda. Nawet w układzie zero-jedynkowym - jak w przypadku kłamstwa smoleńskiego – jednocześnie i zero i jedynka mogą być prawdą. Ta myśl to wielki wkład załogi dużego pałacu  w światowy postęp na polu logiki i polityki w jednym.

Inny wkład wart odnotowania to zrealizowanie obietnicy Lecha Wałęsy z 1980 roku. Tak, tak: w pałacu już drugi rok trwa niestrudzony wyrób czerwono-białych japońskich kotylionów. Koło słońca, po japońsku 日の丸 (czytaj hinomaru) pięknie będzie wyglądać na piersi tych, którzy uwierzyli, że „zbudujemy drugą Japonię”, a nawet  ją  sobie zbudowali. Karykatura biało-czerwonej polskiej rozetki jest nie mniej bulwersująca niż karykatura polskiego godła na piłkarskim kostiumie z plastikowych odpadów.

No cóż. „Państwo podziemne jest dla nas wszystkich wzorem tego, jak powinno wyglądać państwo polskie” zdekonspirował się Grzegorz Schetyna  podczas obchodów 66. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Marszałek Sejmu, druga osoba państwie, wie co mówi. Kiedy mówi.

W ciągu tych 30 lat, które minęły od 1980 roku wydarzyło się wiele, ale w kategoriach epidemiologii lekarskiej wszystko można przedstawić w zaskakująco prosty sposób za pomocą dynamiki rankingu oczekiwanej długości życia osób urodzonych w roku 1980 i w roku 2010. Modelowa Japonia zajmowała co roku czołowe miejsca w światowym rankingu długości życia. Polska w 1980r. była na pozycji 41., a w roku 2010 spadła o jedenaście miejsc i znalazła się na pozycji 52.  Trzydzieści lat do wykonania  ogromu zadań na rzecz wydłużenia życia Polaków zostało bezpowrotnie straconych.  W latach 1980 – 2010 przyrost oczekiwanej długości życia w Polsce wyniósł zaledwie 5 lat, co stawia nas na kompromitującej 143. pozycji wśród 194 krajów świata. Więcej na stronie internetowej halat.pl.

W dniu Narodowego Święta Niepodległości zaśpiewajmy gromko w grupie Polaków, najlepiej w jak największym zgromadzeniu: Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy!

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 18. listopada 2011

Szczęść Boże!'
'
„Prawowita władza z Boga jest, a kto się sprzeciwia zwierzchności, sprzeciwia się postanowieniu Bożemu” nauczał w 1888 r. papież Leon XIII w encyklice ‘Libertas – O wolności człowieka’. I zalecał sobie współczesnym i potomnym takie oto rozumienie  Listu św. Pawła do Rzymian (Rzym. 13:1):  „Lecz tam, gdzie brak prawa do rozkazywania lub gdzie nakazuje się cokolwiek, co przeciwnym jest rozumowi, prawu wiecznemu, przykazaniu Boga, jest godziwą rzeczą nie słuchać, rozumie się ludzi, aby Bogu być posłusznym. Tak więc wobec zamkniętych dróg dla tyranii, niech nie wszystko przelewa na siebie zwierzchność: niech prawa pojedynczych obywateli nie będą nienaruszone, i również i społeczności domowej i wszystkich członków rzeczpospolitej, niech wszystkim będzie dany zasób prawdziwej wolności, która, jak wykazaliśmy, na tym polega, aby każdy mógł żyć według praw i zdrowego rozumu.”

Dobitna obrona praw osoby ludzkiej i miru domowego  przed  atakami dyktatorów popłynęła spod pióra następcy św. Piotra już z końcem XIX w., u progu wieku XX – stulecia ludobójczych tyranów. Z prawa do buntu przeciwko władzy nieprawowitej i / lub rządzącej wbrew Bożym przykazaniom i zdrowemu rozsądkowi Polacy byli zmuszeni korzystać częściej niż inni. Bez trudu też potrafili rozpoznać przebierańców strojących się w patriotyczne piórka. Cóż lepiej potrafi oddać pogardę dla fałszywego patriotyzm niż geniusz Henryka Sienkiewicza w relacji radziwiłłowskiej zdrady:
„- Mości panowie!... Wielu spomiędzy was... zdziwi... albo zgoła przestraszy ten toast... ale... kto mi ufa i wierzy... kto prawdziwie chce dobra ojczyzny... kto wiernym mojego domu przyjacielem... ten go wzniesie ochotnie... i powtórzy za mną:
- Vivat Carolus Gustavus rex... od dziś dnia łaskawie nam panujący!
- Vivat! - powtórzyli dwaj posłowie Loewenhaupt i Shitte oraz kilkunastu oficerów cudzoziemskiego autoramentu.
Lecz w sali zapanowało głuche milczenie. Pułkownicy i szlachta spoglądali na  siebie przerażonym wzrokiem, jakby pytając się wzajem, czy książę zmysłów nie utracił.
Potem Radziwiłł zwrócił się do pana Komorowskiego i rzekł:
- Czas promulgować ugodę, którąśmy dziś podpisali, aby ichmościowie wiedzieli, czego się mają trzymać. Czytaj wasza miłość! (…) I (…)  czytał pan Komorowski wśród ciszy i zgrozy, aż gdy doszedł do ustępu: "...Akt ów stwierdzamy podpisami naszymi za nas i potomków naszych, przyrzekamy i warujemy"

…A co dalej? Kto nie pamięta, co było dalej niech sięgnie po Trylogie, pisaną przecież ku pokrzepieniu polskich serc i nadal niezwykle w tym samym zastosowaniu potrzebną. Potrzebną szczególnie młodzieży ponoszącej najgorsze skutki bezprzykładnego prania mózgów za pomocą arcydzieł  twórców narzędzi do ogłupiania, okradania i ośmieszania, a więc ‘strategii trzech O’.  Strategia trzech O, która wcześniej skutecznie rozprawiła się z Polską,  teraz już święci tryumfy w szerokim świecie wyniszczonym przez nigdy nienasyconych lichwiarzy.  Niezamierzony - a może zamierzony - rozpad starego porządku budzi demony internacjonalizmu, dobrze nam znanego z najgorszych jego przejawów w postaci  terroru i ludobójstwa dla dobra ludzkości. Przewodniczący Rady Europejskiej Herman  Van Rompuy w przeddzień naszego Narodowego Święta Niepodległości roku 2010 obwieścił w stolicy Niemiec koniec państw narodowych. Berlińska mowa Rompuya już na drugi dzień zagrzała internacjonalistów do boju na ulicach Warszawy, a rok później spowodowała niespotykane tam od upadku Powstania Warszawskiego furiatyczne przejawy wrogości Niemców do Polaków. Po raz kolejny pod maską internacjonalizmu wyszczerzył zęby szowinizm narodu wybranego przez samego siebie do rządzenia innymi. Już tyle razy monstrualna buta i nienawiść  sprowadziła nieszczęście na nas i na ich samych. A przecież jest tam - jak wszędzie - wielu ludzi sprawiedliwych, rozsądnych i jeszcze niezaszczutych przez strażników poprawności politycznej. Może potrzebują niezależnej platformy komunikowania. Takiej jak Radio Maryja w Polsce.  Warto o tym pomyśleć i to na szerszą skalę  w świetle smutnego faktu, że zarówno my, jak i  sąsiednie narody na wschodzie i na zachodzie, zostaliśmy doprowadzeni do skrajnego zagrożenia wymarciem.

W tej sytuacji nienawiść do Polaków i rzymskich katolików powinna wylądować na śmietniku historii, bowiem rychło jeszcze inni zatańczą na naszych mogiłach.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 25 listopada 2011

Szczęść Boże!

Najwyższym funkcjonariuszom gatunku należącego do grupy trzymającej władzę żyje się dobrze, a kiedy już zwolnią zajmowane fotele, mają za co kupić sobie  długie życie w zdrowiu. Potrafią przecież sprytnie się urządzić, lokując kapitał uzyskany w wyniku ciężkiej pracy dla dobra bliżej nieokreślonej ojczyzny czy to w gwarantowanych przez zleceniodawców nominacjach na wysokie stołki w Unii Europejskiej i jej podobnych systemach, czy też bezpośrednio w gotówce złożonej w bankach Szwajcarii, Liechtensteinu, Cypru, a więc krajów, które do niedawna miały dobrą opinię wśród złodziei cudzego, zwłaszcza publicznego, dobra. Dla rozwoju gatunku obiecujące jest też przekazanie potomstwu umiejętności wskoczenia na dowolny urząd, z ministerialnym na czele, bez posiadania jakichkolwiek kompetencji  do jego sprawowania. Czego jak czego, ale nowej arystokracji dorobiliśmy się w III RP.  Niestety, jest to arystokracja powstała w wyniku selekcji negatywnej i nic dziwnego, że jej osiągnięcia ograniczają się do efektów kręcenia lodów na zagarnięciu własności państwowej, własności Państwa Polskiego, czyli każdego z nas.

Uczestniczyłem kiedyś w wiecu przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie, zwołanym przez zasłużonego patriotę pana Gabriela Janowskiego dla wyrażenia sprzeciwu wobec planów prywatyzacji STOENu. Każdy z argumentów wówczas wytoczonych, znajduje dzisiaj pełne potwierdzenie, a dopiero co ujawniony mechanizm prywatyzacji pozwala postawić postulat jej unieważnienia, skoro była dokonana w sposób przestępczy.  Udział służb specjalnych w tego rodzaju prywatyzacjach rzuca nowe światło na czysto SB-ckie sposoby walki z przeciwnikami grabieży wspólnego majątku, od oczerniających kampanii rozpisanych na medialną partyturę, po ataki fizyczne, podobne do otrucia Litwinienki.

Rzeczywistych obrońców praw człowieka, z panem senatorem Zbigniewem Romaszewskim na czele, można poprosić w tej sytuacji o nacisk na rozwikłanie tajemnicy zatrucia pana Gabriela Janowskiego 16 stycznia 2000r. W końcu na terytorium Rzeczypospolitej nie tylko zagranicznym terrorystom przetrzymywanym w Starych Kiejkutach należy się ochrona praw człowieka.

Kręcenie lodów w obszarze zagarniania szpitali wespół z zaufanymi ludźmi z Ministerstwa Zdrowia, co na parkowej ławce ujawniła poseł na sejm RP,  choć od samego początku ukazane opinii publicznej w formie filmu operacyjnego i tak zakończyło się pełnym sukcesem. Podobno obecnie więcej jest w Polsce szpitali prywatnych niż państwowych. Ale nie dostają kontraktów  Może dlatego, że przypadki trudne i kosztochłonne nie mają dostępu do prywatnego lecznictwa, a te, które się ujawnią podczas pobytu w szpitalu prywatnym, w trybie pilnym przekazywane są do szpitali państwowych.

Choroba, czy wypadek nie wybiera, więc i w szpitalach państwowych nowa arystokracja znajdzie zawsze ratunek i pomoc na najwyższy poziomie osiągalnym w Polsce. Nieraz takie leczenie osób, którym się nie odmawia, rujnuje szpitalny budżet do tego stopnia, że już nie ma za co badać i leczyć szarych płatników składki zdrowotnej i podatków. Stąd i w samej rejestracji czarno od tłumu zrozpaczonych ludzi w potrzebie. Nie wszyscy chorzy, nieraz ciężko chorzy, mogą czekać po kilkanaście godzin na zarejestrowanie się do lekarza za pół roku. Tu ktoś osunie się na podłogę, tam ktoś rzuci przekleństwo, gdzie indziej zaszlocha matka szukająca ratunku dla chorego dziecka. Zwinięta w pięść niewidzialna ręka rynku spada na głowy najbardziej poszkodowanych.

I tym ludziom, którym odbiera się konstytucyjne prawo dostępu do opieki zdrowotnej, nowa arystokracja każe pracować aż do śmierci. Już od dawna znane są statystyki dotyczące zawodów wykonywanych w warunkach szkodliwych dla zdrowia, których przedstawiciele z rzadka dożywają emerytury. W zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy w wielu zakładach nastąpił regres wynikający przede wszystkim z zaniedbań państwowych służb kontroli i nadzoru paraliżowanych politycznie, wykrwawianych finansowo i obsadzanych przez przypadkowych ludzi z wprost z ulicy. Do tego dochodzi praca na czarno, np. w budownictwie, w wyrobach z plastiku itp.. W szarej strefie składającej się na 30% polskiej gospodarki, pracownik nie ma żadnej ochrony pracy - nie chce ryzykować, to wylatuje. Na jego zarobek z narażeniem zdrowia i życia czeka wielu bezrobotnych.

Chorzy, wyniszczeni nędznymi warunkami zatrudnienia i życia mają według planów obecnej koalicji umierać w pracy. Powoływanie się na przyrost długości życia Polaków jest manipulacją czysto propagandową. Spośród 12 państw europejskich, w których oczekiwana liczba lat życia osób urodzonych w 1980 roku mieściła się pomiędzy 70 a 72,  w ciągu trzydziestu lat, tj. do roku 2010, przyrost długości życia w Polsce stawia nasz kraj daleko za Portugalią, Słowenią, tez Czechami i Chorwacją, która przeżyła przecież wojny i nieco przed Bośnią i Hercegowiną oraz Serbią, też ofiarami wojen. A więc z punktu widzenia demografii Polski warunki życia w minionym trzydziestoleciu są w skutkach porównywalne z wojnami na Bałkanach.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 2 grudnia 2011

Szczęść Boże!

Świat ukształtowany przez ideologię Festiwalu Woodstock z 1969r. szybko dorobił się swojej sztandarowej choroby. Tą chorobą jest AIDS. W roku 2011 przypada trzydziesta rocznica opublikowania pierwszego raportu dotyczącego AIDS.

4 czerwca 1981 r. w biuletynie amerykańskich Ośrodków Zwalczania Chorób ukazał się raport na temat zapalenia płuc wywołanego pierwotniakiem Pneumocystis carinii u homoseksualistów zamieszkałych w Los Angeles w Kalifornii. Pomiędzy październikiem 1980 a majem 1981, pięciu młodych mężczyzn - określanych jako aktywni homoseksualiści - było leczonych w 3 różnych szpitalach Los Angeles z powodu potwierdzonego biopsją zapalenia płuc wywołanego przez Pnemocystis carinii. U każdego z nich wykryto przebyte lub współistniejące  zakażenie wirusem cytomegalii oraz drożdżycę błon śluzowych wywołaną przez Candida albicans. Pacjenci ci nigdy się nie spotkali, ani też nic nie wiedzieli o wspólnych kontaktach, bądź też o tym, że mężczyźni, z którymi podejmowali kontakty, mieli podobną chorobę. Wywiad w kierunku przebytych  chorób wenerycznych nie wykazał podobieństw. U czterech stwierdzono serologiczne dowody na przebyte zakażenie wirusem zapalenia wątroby typu B. Dwaj z pięciu ujawnili częste kontakty homoseksualne z rozmaitymi mężczyznami. Wszyscy używali środków wziewnych, jeden przyjmował środki odurzające dożylnie.

Dzięki profesjonalnemu podejściu do swoich obowiązków już w następnym roku amerykańscy epidemiolodzy mogli przedstawić światu nowy zespół chorobowy – AIDS – zespół nabytego upośledzenia odporności. Ze zgrozą stwierdzili, że  liczba przypadków szybko narasta. Do końca 1982r. ustalono, że AIDS jest wywoływany przez czynnik przenoszony przez kontakty seksualne pomiędzy mężczyznami, z mężczyzn na kobiety, przez krew wśród osób przyjmujących narkotyki dożylnie i wśród biorców krwi i preparatów krwi. W celu zapobiegania przenoszeniu się AIDS amerykańska Publiczna Służba Zdrowia w 1983 wykorzystywała dane epidemiologiczne na temat  tego schorzenia, zalecając unikanie kontaktów seksualnych z osobami, o których wiadomo, że mają AIDS lub są podejrzane o to, że mają AIDS, a  także informowała, iż osoby o zwiększonym ryzyku AIDS, powinny powstrzymać się od oddawania osocza lub krwi.

Szacuje się, że od początku śmiercionośnej pandemii, która pojawiła się na świecie przed trzydziestu laty, zakażeniu wirusem wywołującym AIDS uległo 60 milionów ludzi, a obecnie - w roku 2011 – żyją ponad 33 miliony zakażonych HIV.  Z punktu widzenia epidemiologii lekarskiej nie są już ważne liczby bezwzględne, jak ta piątka homoseksualistów z Los Angeles, czy też pojedynczy siewca śmierci,  niesławny pacjent zero – Gaetan Dugas, ale należy analizować liczby względne – współczynniki oddające nie tylko stan zagrożenia śmiertelnymi chorobami osób zakażonych HIV  i obciążających podatników wydatków na ich leczenie, lecz także ryzyko zarażenia, jakie ponoszą amatorzy kontaktów seksualnych innych niż podejmowane w ramach wzajemnie wiernych związków małżeńskich dwojga osób, które przed ślubem nie naraziły się na zarażenie żadną chorobą weneryczną  z AIDS na czele.

Tutaj, jak to zwykle bywa, dobrze widać straszne skutki zabawy czyimś kosztem. Wyluzowany styl życia, narzucany jako moda, wręcz przymus środowiskowy kolejnym pokoleniom dzieci i młodzieży przez propagatorów ideologii Festiwalu Woodstock, zabija nawet celebrytów, których jednak stać na kosmiczne, nieosiągalne dla zwykłych ludzi koszty leczenia w najdroższych klinikach. Setki, tysiące piosenkarzy, reżyserów, aktorów, polityków i tym podobnych autorytetów publicznych, świadomie i z zimnym okrucieństwem pchają miliony w otchłań śmierci z powodu AIDS i narkotyków.

Z końcem trzeciej dekady selekcyjnej pandemii AIDS dokładnie widać, na czyj koszt grała i gra dalej ta ponura orkiestra. Według najnowszych dostępnych danych ONZ w 2009 r. w 36 krajach nasilenie zakażenia wirusem wywołującym AIDS tylko wśród dorastającej młodzieży i młodych dorosłych w wieku lat 15 – 24 płci żeńskiej i/lub męskiej przekraczało 1%. Na czele tabeli znajdują się państwa południa Afryki. W wieku 15- 24 w Swazilandzie wśród osób płci żeńskiej zakażonych HIV jest 16%, płci męskiej – 7%. W dół tabeli odsetki stopniowo maleją, ale z zachowaniem proporcji płci w Lesoto, Południowej Afryce, Botswanie, Zambii, Mozambiku, Zimbabwe, Malawi, Namibii, Gwinei Równikowej, Ugandzie, Kenii, Tanzanii, Kamerunie,Gabonie, na Bahamach, w Nigerii i innych państwach Afryki i Karaibów.

Z okazji Światowego Dnia Walki z AIDS 2011 administracja USA po raz kolejny podjęła zobowiązania pomocy krajom najbardziej poszkodowanym przez pandemię. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i niepodważalnym zasadom epidemiologii lekarskiej w zakresie zapobiegania AIDS i innym chorobom wenerycznym, zasadom wynikającym ze strategii ABC, opartej przede wszystkim o wystrzeganie się kontaktów seksualnych przedmałżeńskich i wzajemną wierność obojga małżonków, prezydent Obama zamiast zapobiegać, chce leczyć skutki promiskuityzmu, czyli rozwiązłości seksualnej i obiecuje przelać kolejne olbrzymie fundusze na konto koncernów produkujących leki powstrzymujące  rozwój AIDS. Do tego w ciągu najbliższych dwóch lat planuje zapłacić za obrzezanie 4 700 tys. ochotników na wschodzie i południu Afryki, aby tym sposobem doprowadzić do ograniczenia ryzyka zarażenia mężczyzn od kobiet. Tego rodzaju profilaktyka nie tylko nie ma dobrych podstaw naukowych, może są jakieś religijne, ale w świetle danych z Afryki, łatwo dostrzec  seksistowską obojętność na  los  dziewcząt i kobiet – ofiar niczym tam niekontrolowanej przemocy seksualnej. Na koniec typowa oferta Ameryki dla krajów rozwijających się – rozdanie ponad miliarda darmowych prezerwatyw. Jakże odmienny program pięknego rozwoju osoby ludzkiej i nadziei ogłosił Ojciec Święty Benedykt XVI podczas swojej pielgrzymki do Beninu, starożytnego Dahomeju.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 9 grudnia 2011

Szczęść Boże!

Macierzysty kościół zakonu jezuitów w Rzymie - Kościół Najświętszego Imienia Jezus (La chiesa del Santissimo Nome di Gesù), znany jako Kościół Jezusa (Chiesa del Gesù), lub Jezus (Il Gesù)  przy Piazza del Gesù, Via degli Astalli 16,   wyróżnia się pięknem barokowego wystroju. W kaplicy poświęconej założycielowi  Zgromadzenia Ojców Jezuitów można podziwiać arcydzieło sztuki rzeźbiarskiej autorstwa Piotra Le Gros Młodszego (Pierre Le Gros, też Legros), spod którego dłuta pochodzi także niesamowita rzeźba dostępna pielgrzymom i turystom w kościele Sant Andrea al Quirinale. Tam, w salce dawnego nowicjatu jezuitów, realistycznie wyryty w marmurze z pozoru śpiący, a w istocie leżący na łożu śmierci człowiek to św. Stanisław Kostka. Święty młodzieniec dokładnie po czterdziestu latach od chwili zgonu - w nocy z 14/15 sierpnia 1568r, miał być widziany w Neapolu przez o. Juliusza Mancinelli'ego SJ, na kolanach przed Najświętszą Marią Panną Wniebowziętą i od Niej usłyszeć: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie.” Objawieniom ojca  Mancinelli'ego, od samego początku znanym Jego współbraciom z ks. Piotrem Skargą na czele, przypisywane są wielkie zasługi dla kultu Maryi Królowej Polski i tegoż kultu niezliczonych zwycięstw.

Po wykluczeniu tzw. korzystnych zbiegów okoliczności, szczęśliwego losu, wyjątkowych umiejętności przywódców,  głupoty  wrogów i plejady wielu, wielu innych objaśnień cudownych zdarzeń z naszej przeszłości, wychodzi na jaw stała i niezmienna prawda: jedynym źródłem tych zwycięstw jest religia. O tym, że szczera wiara czyni cuda Polacy przekonali się już podczas nawały tatarskiej. Zanim 9 kwietnia 1241r. w bitwie z Tatarami pod Legnicą zginął kwiat rycerstwa polskiego z Henrykiem II Pobożnym na czele, dominikanin Czesław Odrowąż zasłynął jako cudowny obrońca piastowskiego Wrocławia. Błogosławiony Czesław nawracający Mongołów atakujących Wrocław do dzisiaj patrzy na nas z płaskorzeźby w kościele dominikanów p. w. św. Wojciecha we Wrocławiu. Kaplica błogosławionego z sarkofagiem zawierającym Jego relikwie ocalała  pomimo zniszczenia kościoła podczas Festung Breslau w 1945r.

Rodowity Ślązak Czesław Odrowąż OP, przyszedł na świat w Kamieniu Śląskim, (obecnie gmina Gogolin, woj. opolskie), - od XII wieku siedzibie polskiego rodu Odrowążów, z którego wywodzi się św. Jacek Odrowąż i błogosławiona Bronisława. Ogłoszony błogosławionym w 1713, a patronem Wrocławia w 1963, Czesław Odrowąż OP należy do Panteonu Chwały Państwa  Polskiego jako trwała i oporna na najbardziej skrajne zagrożenia wcielona opoka katolickiej wiary i polskości we Wrocławiu - stolicy Śląska Polskiego.  Warto uruchomić wyobraźnię i uzmysłowić sobie bezmierną potęgę dzikich i okrutnych armii synów Dżingis Chana pustoszących Azję i Europę do korzeni traw, których krwawy pochód na ziemie Słowian Połabskich i dalej na Niemcy, zatrzymała modlitwa śląskiego dominikanina i ofiara rycerstwa Śląska i innych dzielnic Polski. Gotowość do nawracania Mongołów atakujących Wrocław musi być uznana przez niewierzących w Boga za pomysł utopijny, pozbawiony jakichkolwiek szans powodzenia. Dla ludzi wierzących losy błogosławionego i jego grobowca są potwierdzeniem zasady, iż SZCZERA WIARA CZYNI CUDA.

Najbardziej dorodne owoce szczera wiara przynosi w starannie uprawianym ogrodzie religii, gdzie uprawniony i mądry ogrodnik, pozwala na wiele, zanim przystąpi do oczyszczania szczerej wiary z cech jej przeciwnych, a więc z nienawiści, pychy, czy też żądzy przynoszącej nieszczęście. I tu pojawia się, wręcz jak na zamówienie, wspomniane na wstępie arcydzieło Piotra Le Gros Młodszego  z ołtarza w kościele Jezusa, il Gesu, w Rzymie. Jest to rzeźba z końca XVIIw. La religione scaccia l'eresia e l'odio – Religia wypędza herezję i nienawiść. Religia przedstawiona jest jako ponadnaturalnych rozmiarów okryta piękną szatą młoda kobieta dzierżąca krzyż, ma wprawdzie łagodną twarz, ale stanowczo odnosi się do spersonifikowanych przejawów zła w postaci a to nienawiści o odpychających, ostrych rysach wstrętnej Baby Jagi, a to herezji, uformowanej jako mężczyzna, który choć już spada w przepaść, to nadal trzyma za ogon rozwcieczonego węża, sprawcę i towarzysza swojego upadku.
 
Datowane w Watykanie 1. grudnia 2011r. Przesłanie Ojca Świętego Benedykta XVI na 20-tą Rocznicę powstania Radia Maryja, rozumiejących język polski, a żyjących w Polsce i na całym świecie wierzących, wątpiących i niewierzących umacnia w przekonaniu, że religia wypędza herezję i nienawiść. Dla dobra tych, którzy polskiego nie znają, warto przesłanie następcy św. Piotra przetłumaczyć i rozpowszechnić jak najszerzej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 16 grudnia 2011

Szczęść Boże!

My i oni. My znamy swój system wartości zawarty w trzech świętych słowach Bóg – Honor - Ojczyzna,  nie ukrywamy prawdy, jest dla nas zaszczytem, że możemy głosić naukę społeczną Kościoła rzymskokatolickiego. Protestujemy, kiedy chcą nas zakneblować, odbrać jedno z najbardziej podstawowych praw człowieka, jakim jest prawo do publicznej wypowiedzi. Prawo do manifestacji swoich przekonań z trudem i ogromnymi ofiarami właśnie zdobywane przez liczne narody, które choć nigdy tego prawa nie miały, ale doceniając jego wartość, nie ustają w walce, aby je wyrwać  tyranom.

Co myślą oni, tego nie wiemy. Kluczą, ściemniają, z dnia na dzień zmieniają poglądy, dzisiaj wyprą się tego, co mówili wczoraj, kłamią w żywe oczy, a za świadków swojej rzekomej prawdomówności przywołują sobie podobnych. Kiedy po przygotowaniu do zagarnięcia władzy za pomocą kampanii medialnych wspartych zmyślonymi wynikami badań opinii publicznej, osadzą się na stołkach, odkrywają swoje prawdziwe cele. Wcześniejsze deklaracje nie mają nic wspólnego z czynami.

Mimo wszystko walczcie z niechęcią, słuchajcie cierpliwie tego, co oni mają do powiedzenia. Nie usłyszycie prawdy, ale poznacie ich sposób myślenia, ich wiedzę, doświadczenie, kluczowe słowa, którymi się posługują. Zwłaszcza w przemówieniach. Przy dłuższej wypowiedzi, mówionej z głowy, a nawet czytanej z kartki, nawet najlepiej wytresowane zwierzę polityczne nie uniknie wizerunkowej katastrofy w postaci kompromitującego odejścia od tekstu napisanego przez tzw.   pisarza widmo, czyli kogoś, kto za pieniądze pisze przemówienia, artykuły, bądź książki, publikowane potem pod nazwiskiem zleceniodawcy. Wytężona i pełna poświęcena praca anonimowych bohaterów sztabu public relations idzie na marne, kiedy to pryncypał palnie coś od siebie samego, obnażając swoje prawdziwe intencje, tym razem nie na zimno, czyli bez zakłamania i niedomówień.

W dobie internetu niezwykle łatwo można przekazywać w dół, do wykonawców, główne założenia tych operacji psychologicznych, które pomyślnie przeszły studium wykonalności, ale także rozpisane na głosy wypowiedzi osób publicznych obsadzonych w takiej czy innej aktualnej roli aparatu władzy. Z oddziału krajowego, czy bezpośrednio z centrali, od samego rana płynie fala e-maili z detalami publicznych wystąpień, odpowiedzi na najczęściej stawiane pytania, ocen sytuacji i szczegółowych instrukcji jak się do nich odnieść przed kamerą lub tylko do mikrofonu. Inscenizacje na deskach teatru telewizji i audycje radiowych słuchowisk
ciągną się przez całą dobę, obficie wzmacnianie przez powódź komentarzy i dyskusji w wykonaniu proreżimowych ekspertów i dziennikarzy na służbie. W praniu mózgów dyktatura osiągnęła mistrzostwo świata.

Po trzydziestu latach od wybuchu wojny jaruzelsko- polskiej każdy Polak musi zdać sobie sprawę z  realiów końca roku 2011 i do nich dostosować swoje myślenie na temat egzystencji własnej, swojej rodziny i wreszcie rodziny rodzin, czyli narodu.

Do narzucanej nam siłą obcej interpretacji Realpolitik nie możemy mieć stosunku objętnego. To nie jest kolejny odcinek głupawego serialu. Nie wystarczy przełączyć odbiornik na inny program. Mamy do czynienia z ponurą rzeczywistością, której  każdy musi stawić czoła, póki jeszcze może się ruszać i krzyczeć. Już za chwilę odetną prąd, potem zapuka komornik w asyście policji, a na koniec okaże się, że pod mostem czy w kanale wszystkie suche miejsca zajęte i trzeba będzie konać na mrozie.

Realne zagrożenia egzystencji dotyczą każdego, kto ma pracę a nie ma płacy wystarczającej do pokrycia lawiny kosztów utrzymania. Kto już pracę stracił, jak tonący brzytwy, łapie się zajęć dorywczych,  na czarno, a kiedy ich nie znajdzie, musi iść na wygnanie i tam szukać możliwości przeżycia nieraz w warunkach skrajnej degradacji, ale przynajmniej bez liczących się świadków swojego upadku. Jak głosi stare porzekadło, syty głodnego nie zrozumie, ale głodny głodnego już tak, gwałtownie więc narasta w Polsce szansa na lepsze zrozumienie, a nawet pełne poczucie solidarności z tymi, którzy wchodzili w skład pierwszej z wielkich grup społecznych z dnia na dzień pozbawionych środków do życia – pracowników rolnych i przemysłowych  którym po roku 1989 zamiast wypłat, niskich, ale jednak mniej więcej regularnych, nagle na pożegnanie pomachano niewidzialną ręką rynku.  Wielu z tej ręki jadło, więc pod wpływem zaklęć neoliberalnych doktrynerów mało kto stawał w obronie pokrzywdzonych. Dzisiaj armię wypędzonych z pracy robotników PGRów i fabryk zasila kolejne pokolenie bezrobotnych, tym razem wykształconych dla bezrobocia. Nieraz prawdziwych entuzjastów wolnego rynku, gorliwych funkcjonariuszy bezdusznych porządków, beneficjentów grabieży wspólnego majątku. W jednej chwili popadają w niespłacalne kredyty, tracą majątek i dochody. Tracą też wiarę w wolny rynek, skoro interpretując po swojemu neoliberalną doktrynę “tym większy zysk, im większe ryzyko” duo Merkel i Sarkozy zyski zatrzymuje dla siebie, ale do pokrycia kosztów ryzyka zmusza najuboższych w Unii Europejskiej, ograbionych już niemal ze wszystkiego, nawet z transportu i ochrony zdrowia na poziomie minimalnym. Według wcześniejszego pomysłu to Chinom unijni wodzowie usiłowali narzucić wykup obligacji na pokrycie kosztów katastrofalnego ryzyka eksportu z Niemiec i Francji. Ale zapomnieli Chiny przedtem zbombardować i dlatego nam w konsekwencji wojny przegranej w 1939r.  każą płacić kontrybucje, a nadto grożą odebraniem suwerenności.  W podzięce od  prominentów władających landem słyszą wypowiedziane w charakterystycznym Polish English: senkju, łan egejn i utyskiwania na splendid izolejszyn premiera Camerona, dla którego obrona  interesów narodowych jest oczywistą powinnością.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 23 grudnia 2011

Szczęść Boże!

Boże Narodzenie 2011 to święto ponad 2,7 miliardów chrześcijan. Wprawdzie ostatnie dane opublikowane przez Stolicę Apostolską dotyczą roku 2009, ale i tak są przecież bardzo świeże, zwłaszcza na tle statystyk zbieranych i przekazywanych do świeckich organizacji międzynarodowych przez leniwych a gnuśnych przestawicieli rządów licznych państw, dla których rzetelne  zebranie danych jest ponad siły, a nawet kiedy się je już zbierze na jakim takim poziomie, to lepiej je utajnić, aby się nie skompromitować.

Watykan nie ma czego się wstydzić, bowiem w roku 2009 przyrost katolików na całym świecie – o 1,3%, był szybszy niż przyrost ludności świata – 1,1%. I dzięki temu rok 2009 zamknął się szacunkową liczbą 1,181miliarda katolików, o 15 milionów więcej niż w roku 2008.

W Polsce dobrze wiemy, jaką czcią wiernych prawosławnych kościołów wschodnich otoczona jest Bogurodzica – Theotokos. Liczbę wszystkich prawosławnych na świecie szacuje się na 300 milionów, co wśród kościołów chrześcijańskich stawia Prawosławie na drugim miejscu za Kościołem rzymskokatolickim.  Liczba członków Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i powiązanych z nią Kościołów Autokefalicznych szacowana jest na całym świecie na 150 milionów.

Druga po chrześcijaństwie co do liczby wyznawców religia świata to islam. Szacuje się, że w 2009r. na całym świecie było 1,57 miliarda wyznawców islamu. Boże Narodzenie to też święto muzułmanów, nie tak ważne jak dla chrześcijan, bowiem Jesus w islamie ʿīsā) to Boży Posłaniec, a nie sam Bóg. Według Koranu, Jezus narodził się w cudowny sposób z woli Boga bez ojca. Jego matka jest uważana za kobietę czystą i pełną cnót.

Koran nie poświęca więcej uwagi żadnej innej kobiecie niż Marii,  a Sura Al-Imran - Rodzina Imrana 3:42 – 3. 47 głosi:
'I oto powiedzieli aniołowie: "O Mario! Zaprawdę, Bóg wybrał ciebie i uczynił cię czystą, i wybrał ciebie ponad kobietami światów.
O Mario! Poddaj się pokornie twemu Panu, wybijaj pokłony i skłaniaj się wraz z tymi, którzy się skłaniają!"
To należy do opowiadań o tym, co skryte, które tobie objawiamy. Ty nie byłeś wśród nich, kiedy oni rzucali swoje trzciny, aby rozstrzygnąć, który z nich ma się opiekować Marią; i nie byłeś wśród nich, kiedy się sprzeczali.
Oto powiedzieli aniołowie: "O Mario! Bóg zwiastuje ci radosną wieść o Słowie pochodzącym od Niego, którego imię Mesjasz, Jezus, syn Marii. On będzie wspaniały na tym świecie i w życiu ostatecznym, i będzie jednym z przybliżonych.
I będzie przemawiał do ludzi już w kołysce, a także jako mąż dojrzały; i będzie wśród sprawiedliwych."
Ona powiedziała: "O Panie mój ! Jakże będę miała syna, skoro nie dotknął mnie żaden mężczyzna?" Powiedział: "Tak będzie! Bóg stwarza to, co chce! Kiedy On decyduje o istnieniu jakiejś rzeczy, to tylko mówi: Bądź! - i to się staje."'

XIX rozdział Koranu jest nazwany imieniem Marii i w pewnym zakresie mówi o jej życiu. Spośród 113 rozdziałów Koranu, zaledwie 8 nosi nazwę osoby, której ta sura dotyczy. Jedną z tych ośmiu osób jest Maria. Maria odgrywa ważną rolę w kulturze  i religijnej tradycji Islamu, jest wzorem dla muzułmanek, a wersety Koranu odnoszące się do Marii są często wypisywane na mirhabach różnych meczetów, włącznie z Hagia Sophia w Konstantynopolu, stolicy Cesarstwa Bizancjum, czyli od 1453r. - w Stambule.

Kult maryjny tak charakterystyczny dla Polaków, co z uznaniem podkreśla Ojciec Święty Benedykt XVI, jest kultem niemal połowy ludzi na świecie, jak wynika z prostej arytmetyki opartej o dane przedstawione wcześniej.

Najstarszym przykładem zdecydowanie bizantyjskiego wzorca ikonografii zachowanego w sztuce europejskiej jest, według prof. Teresy Mroczko, jedyna pozostałość po romańskim kościele Najświętszej Marii Panny na Piasku we Wrocławiu, jaką jest tympanon fundacyjny z lat 1150 -1160. Tympanon przedstawia Tronującą Madonnę z Dzieciątkiem Jezus – Tron Mądrości, po prawej stronie Matki Bożej stoi wdowa po Piotrze Włastowicu prezentująca model kościoła, po lewej – przyklęka do modlitwy młodzieniec. Łaciński napis głosi: “TĘ [ŚWIĄTYNIĘ] DAJĘ TOBIE, MATCE ŁASKI, MARIA MARII. TĘ ŚWIĄTYNIĘ DAROWUJE ŚWIĘTOSŁAW, MOJE DZIECKO". Romański kościół, obok wielu innych wspaniałych budowli, ufundował największy spośród Ślązaków - Piotr Włastowic z rodu Łabędziów plemienia Ślężan. Jego żona, Maria Włastowicowa była córką wielkiego księcia kijowskiego, praprawnuczką św. Włodzimierza Chrzciciela Rusi Kijowskiej i prapraprawnuczką cesarza Bizancjum Romana II Porfirogenety.

Sedes Sapientiae Wratislaviensis to jeden z licznych pomników natchnionej kultury Śląska. Nie sposób tu nie wspomnieć najstarszej drewnianej rzeźby romańskiej zachowanej Śląsku, którą jest Cudowna Figura Matki Bożej Strażniczki Wiary z 1100 r. z Barda nad Nysą Kłodzką. Ta Matka Boża Tronująca jest znana jako Madonna Uśmiechnięta.

Zachęcam do odwiedzenia strony internetowej www.silesian.eu, kórej celem jest przybliżenie światu duchowego piękna naszych kresów południowo-zachodnich.

Wrocław, stolica Śląska Polskiego, szczyci się swoją rzymskokatolicką przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Dotychczas trwającą ponad tysiąc lat i jak najbardziej światową.

Z Wrocławia życzenia wspólnej z Panną Marią radości z narodzin Jej Bożego Syna proszę przyjąć i przekazać dalej każdemu, kto ich nie odrzuci.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 30 grudnia 2011

Szczęść Boże!

Niepoliczalna liczba podziałów ludzi według niezmierzonej liczby kryteriów podziału od zawsze stanowiła nierozwiązywalny bez Bożej pomocy problem całej ludzkości.

Wśród charakterystyk decydujących o podziałach na plan pierwszy wybijają się naturalne cechy biologiczne: płeć, wiek, stan zdrowia, to minimum danych o każdym pacjencie w skali gabinetu lekarskiego, a o każdej populacji w epidemiologicznej skali makro. Cechy te stanowią podstawę dla dalszych podziałów, w pierwszej kolejności dotyczących odpowiedzi na pytanie: kto tu rządzi - a o gorsza - kto tu rządzi i decyduje o przeżyciu innych.  Dziecko płci żeńskiej w łonie matki, u którego badaniem USG wykryto wadę wrodzoną jest pod względem obrony swoich praw naturalnych, z prawem do życia na czele, całkowicie bezbronne wobec zdrowego jak byk i niemniej silnego osiłka, ojca tegoż dziecka, który z odwagą damskiego boksera terroryzuje ciężarną żonę i zmusza ją do współudziału w zbrodni dzieciobójstwa. Zabić kogoś, za to, że jest płci żeńskiej, jak to ma miejsce w Indiach lub zabić kogoś za to, że jest chory, jak to dzieje się w Polsce, mogą ci, dla których oś podziału na mających prawo do życia i tego prawa niemających, przebiega według wieku i płci lub wieku i stanu zdrowia. Ale w wielu krajach, ze światowymi mocarstwami na czele wystarczy sam wiek człowieka, aby został zabity, tylko dlatego, że jeszcze nie osiągnął przeżytej liczby dni, tygodni, czy miesięcy. Liczby wyznaczonej arbitralnie, czyli według widzimisię decydentów. Matka podejmująca decyzję o zabiciu człowieka – własnego dziecka rozwijającego się w jej brzuchu, podejmująca tę decyzję samodzielnie, czy też pod brutalną nieraz presją otoczenia, w szczególności ojca dziecka, najczęściej powołuje się na złą sytuację materialną, nie tylko na wygodę. Nie chce się podzielić z dzieckiem tym co posiada, więc woli je zabić. Skoro matka zabija własne dziecko dla pieniędzy, nie trzeba się dziwić, że dla pieniędzy ludzie są gotowi zabić innych ludzi, nawet najbliższych, nie mówiąc już o nieznajomych.

W szczególności łatwo ludziom przychodzi zabijanie ludzi całkiem obcych. Tu jako uzasadnienie zabijania w miejsce kryterium naturalnych cech biologicznych płci, wieku i stanu zdrowia, wchodzi kryterium obcości. Obcy to ci, którzy nie są do nas podobni, a więc inaczej wyglądają, mają inne zachowania, tradycje, wierzenia, polityczne poglądy. Czarny, czerwony, żółty, biały? - zabić. Nie ma niebieskich oczu? – zabić, wcześniej zamrozić w ramach procedur zapłodnienia in vitro. Nie wywodzi się od jasnowłosych Germanów a jest Słowianinem? – zabić, wcześniej uznać za podczłowieka, Untermensch. Zakłada jarmułkę i chałat, albo turban i galabiję, albo zamiast schować włosy pod hidżabem nosi je rozpuszczone, albo ubiera moherowy beret – zabić, choćby słowem, tez zabić za to, że nosi hidżab, albo przynajmniej wtrącić do więzienia. Wierzy w Jezusa Chrystusa, Najświętszą Marię Pannę, Proroka Mahometa (pokój z nim), Jehowę, Buddę, Konfucjusza – zabić, a przynajmniej okazać nienawiść, na oczach widowni drąc na strzępy Biblię, Koran, Talmud lub bezczeszcząc inną świętość wierzących, nie zapomnieć nazwać wierzących oszołomami i zakazać ich zatrudniania w ramach Berufsverbot.  Krytykuje rząd, jest w opozycji, domaga się szacunku dla podstawowych praw człowieka, dla demokracji i prawdy w życiu publicznym? - zabić, zabić i wypatroszyć, dorżnąć, bo należy do watahy.

Kiedy już się pozabija wszystkich obcych, można zagarnąć ich ziemię, domy, skarby i cały majątek. Niekiedy jednak obcych zabijać nie warto, bo przecież zanim zginą z wycieńczenia, są ideałem siły roboczej, na miejscu lub na wywóz. Na niewolniczej pracy wyrosły i rosną dalej całe cywilizacje, a w XXI wieku po narodzeniu Chrystusa w liczbach bezwzględnych jest wielokrotnie więcej niewolników niż kiedykolwiek w przeszłości, co jest oczywiste z uwagi rekordową jak dotychczas liczbę ludności świata przekraczającą 7 miliardów, ale też dlatego, że udział niewolników w wielu krajach rośnie zamiast spadać. Patrząc z naszego podwórka, należy wspomnieć Chrzest Polski, który położył tamę wywozowi niewolników sprzedawanych przez  pogańską starszyznę plemienną. Tak jak ludom podbitym przez starożytnych Rzymian, tak samo naszym przodkom chrześcijaństwo przyniosło wyzwolenie od niewolnictwa. Oczywiście Chrześcijaństwo Chrystusowe a nie krzyżackie, tak posługujące się znakiem krzyża jak Lutfwaffe. O ile formalna deklaracja przynależności do Chrześcijaństwa miała i nadal ma, nie tylko w Polsce, tyle wspólnego z nauką Chrystusa, co napis „Gott mit uns” na klamrze pasa żołnierza Wermachtu, to jednak, głównie w Kościele rzymskokatolickim jest dość silnej wiary, aby przeciwstawiać się zabijaniu i zniewalaniu innych ludzi. Niestety,  w młodszej o sześćset lat religii muzułmańskiej podtrzymywane są tradycje otwartej wrogości wobec obcych, za których powszechnie uznaje się wszystkich, którzy nie tylko nie są muzułmanami, ale nawet nie należą do konkretnego odłamu Islamu i dlatego wolno ich zabić lub wziąć do niewoli. Pomimo że Koran w wielu miejscach nawołuje do szacunku dla innych ludzi, w tym obcych sąsiadów, vide sura 4. an-Nisaa, Kobiety,  to spośród ponad miliona chrześcijańskich  męczenników nowego milenium ogromna większość poniosła śmierć z rąk muzułmanów. Ostatnia fala zbrodni sekt powołujących się na islam dała Chrześcijaństwu kolejnych męczenników, których już wcześniej przybywało 270 dziennie. Bez Boskiej interwencji problem będzie narastał, gdyż 3 państwa, w których najczęściej dochodzi do masowych zbrodni to te,  w których przyrost ludności do roku 2030 będzie najwyższy na świecie. Populacja Indii wzrośnie o 282 miliony, Nigerii – o 95 mln, a Pakistanu – o 58 mln.

Wszyscy pamiętamy, jakimi słowami błogosławiony Jan Paweł II wyzwolił narody okupowane przez Związek Sowiecki. Od 2 czerwca 1979 roku do wyborów do sejmu kontraktowego minęło zaledwie 10 lat, dopiero co obchodziliśmy dwudziestą rocznicę rozpadu sowieckiego imperium, a proces upadku bezbożnego komunizmu jeszcze przecież się nie zakończył, a nawet tu i ówdzie bojówkarze spod czerwonej gwiazdy potrafią jeszcze zaatakować, zabijając czynem lub słowem. Jako Polacy głośmy prawdę innym, że skoro Bóg wysłuchał Jana Pawła II, to wysłucha i Benedykta XVI, który podczas pasterki 2011 r.  zwrócił się do nowonarodzonego Dzieciątka Jezus z pełnym dramatyzmu błaganiem „Kochamy to, że jesteś Dzieckiem, Twoją rezygnację z przemocy, ale cierpimy z faktu, że przemoc utrzymuje się w świecie, i dlatego prosimy Ciebie także: Boże, okaż Swoją moc. W tym czasie i w tym świecie spraw, aby zostały spalone  pręty ciemięzcy, płaszcze zbroczone krwią i stukające buty żołnierzy, tak aby Twój pokój zwyciężył w tym naszym świecie.”

Za Ojcem Świętym Benedyktem XVI życzmy swoim, obcym i nieprzyjaciołom, których powinniśmy kochać jak siebie samych, 'aby pokój Boży zwyciężył w tym naszym świecie' już w roku 2012.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


dr Zbigniew Hałat Felietony w Radio Maryja 2005 -2016 halat.pl
dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna, felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005.
Rok:
 
2005 2006 2007 2008 2009 2010
 2011 2012 2013 2014 2015 2016



ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL

DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
http://halat.pl/spis.html
tel. kom. / mobile: +48 536 608 999