dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna
Felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005
2005 2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016

Rok 2012



Felieton w Radio Maryja, 6 stycznia 2012

Szczęść Boże!

Współczesnym nam światem rządzi złoty cielec, czyli pieniądz, a ponieważ najbardziej lukratywnym zajęciem jest produkcja i sprzedaż środków leczniczych, to właśnie przemysł farmaceutyczny rządzi światem.

Według informacji opublikowanych w kwietniu 2011r. przez IMS Institute for Healthcare Informatics  wydatki na lekarstwa w roku 2015 mają osiągnąć sumę jednego tryliona stu miliardów dolarów. W stosunku do okresu poprzedniego oznacza to spowolnienie wzrostu o 3 do 6% rocznie z uwzględnieniem różnic kursów walut. Pomimo dynamicznego przyrostu ludności i gwałtownie zwiększającej się siły nabywczej takich kolosów jak Chiny, Indie i Brazylia, to tylko z powodu wygaśnięcia wielu patentów straty wytwórców produktów markowych do roku 2015 sięgną 125 miliardów dolarów.

W obowiązującej doktrynie tempo wzrostu jest podstawowym wskaźnikiem powodzenia każdej przedsiębiorczości. Ponieważ mniej tortu będzie do podziału, jak łatwo się domyśleć, dojdzie do zaostrzenia walki konkurencyjnej pomiędzy głównymi potęgami globalnego przemysłu agrochemicznego, które należą do wiodących producentów i sprzedawców środków leczniczych w skali globalnej.

Z tuzina największych koncernów zaliczanych do Big Pharma, aż 7 ma swoje centrale w USA. Są to: Johnson & Johnson, Pfizer, Abbott Laboratories, Merck & Co., Wyeth, Eli Lilly,  Bristol-Myers Squibb. Na tej liście są też dwa koncerny szwajcarskie: Roche i Novartis, dwa  brytyjskie: AstraZeneca i GlaxoSmithKline oraz francuski Sanofi i niemiecki Bayer. Wprawdzie mówi się, że kapitał nie ma ojczyzny, to jest oczywiste, że koncerny z nazwy ponadnarodowe chętnie i skutecznie posługują się aparatem administracji państwowej krajów macierzystych dla osiągnięcia przyjętych celów handlowych w ramach podziału stref wpływów albo wprost wojny konkurencyjnej. O ile inne produkty przemysłu agrochemicznego,  takie jak organizmy genetycznie modyfikowane, antybiotyki i inne środki chemiczne wykorzystywane w rolnictwie są przedmiotem ożywionych debat publicznych, aktów  obywatelskiego sprzeciwu konsumentów i mieszkańców wobec niesionych przez nie zagrożeń dla zdrowia ludzi, zwierząt i środowiska, o tyle lekarstwa cieszą się zaufaniem pacjentów i ich rodzin jako cudowne środki ratujące zdrowie i życie, bez których nikt nie może się obejść.

Ogromny kredyt zaufania w stosunku do środków leczniczych może być wszak łatwo utracony, kiedy częstość lub intensywność działań niepożądanych jakiejś grupy leków lub konkretnego leku są tak nasilone, że nawet najbardziej kosztowne działania z zakresu zarządzania kryzysowego, włącznie z wynajęciem najbardziej utytułowanych naukowców, najbardziej odpowiedzialnych urzędników państwowych i najbardziej popularnych autorytetów publicznych,  kończą się fiaskiem i koncern ponosi niebotyczne straty na wizerunku własnym i inkryminowanego produktu. Wobec strat wartości marki konkretnego lekarstwa, koszty odszkodowań wypłaconych poszkodowanym pacjentom są zazwyczaj drugorzędne i zwykle zależne od tego, kto prowadzi konkretną sprawę i jaka jest rzetelność i  uczciwość tubylczego wymiaru sprawiedliwości. Rozkaz na telefon i łapówka zamknęły niejedną drogę do odszkodowania za utracone zdrowie, życie, czy  też odcięły od szans przeżycia po utraceniu zdrowia w wyniku działania leku. Dlatego warto wiedzieć, że sądy amerykańskie orzekają w sprawach o działania firm amerykańskich zagranicą. Interesujące byłyby skutki prawne wypowiedzi polskiego ministra zdrowia podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Zdrowia w dniu 30. grudnia 2011r., gdyby poszkodowani w wyniku stosowania leków, którym minister przypisuje działania szkodliwe dla zdrowia, złożyli pozew zbiorowy do sądu amerykańskiego.

Wojna lekowa w naszym kraju nie jest wojną o pietruszkę. A na wojnie , jak to na wojnie, najbardziej ucierpią cywile, czyli pacjenci. Według najbardziej aktualnych i miarodajnych analiz opublikowanych przez w kwietniu br., w roku 2010 na świecie na leki wydano 856 miliardów dolarów, z czego 87% przypadło na 20 państw. W tej dwudziestce na pierwszym miejscu są Stany Zjednoczone, w których wydatki na leki sięgnęły w 2010 roku ponad 307 miliardów dolarów. Przyjmując tę kwotę za 100% autorzy zestawienia na kolejnych pozycjach wymieniają 19 krajów różniących się diametralnie liczbą ludności i zamożnością, a jednak będących w tej samej dwudziestce państw, najwięcej spośród wszystkich na świecie wydających na leki. Wśród nich Polska, z wydatkami na leki na poziomie 2% wydatków USA, wraz z Holandią, Belgią i Grecją zajmuje ex aequo miejsce 17 – 20. Proste przeliczenie surowych danych pozwala przedstawić światowy ranking wydatków na leki na głowę mieszkańca każdego z państw należących do pierwszej dwudziestki krajów najbardziej obciążonych tymi wydatkami. Na pierwszym miejscu USA – 968 dolarów, dalej: Japonia – 799, Australia – 719, Francja -    638, Kanada – 635, Belgia – 575, Grecja – 549, Niemcy – 487, Hiszpania – 475, Włochy – 460, Holandia - 368, Wielka Brytania – 348, Republika Korei – 254, Turcja -162, Polska – 162, Brazylia – 126, Meksyk -111, Federacja Rosyjska – 88, Chiny – 30, Indie     - 10 dolarów na mieszkańca.

Łatwo udowodnić, że pieniądze wydatkowane leki przez narody wyżej wymienionych krajów nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi potrzebami zdrowotnymi mieszkańców a są wypadkową podatności: 1) lekarzy na lobbing, 2) pacjentów na reklamę, 3) władz na korupcję.

Wspomnienie biblijnych Trzech Mędrców podczas Święta Trzech Króli ma wymiar wieloraki, w tym i zachętę do pójścia po rozum do jego źródeł.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 13 stycznia 2012

Szczęść Boże!

Najwcześniejsze wspomnienia z przeszłości nieraz sięgają ważnych w historii  wydarzeń i silnego wrażenia, jakie te wydarzenia wywarły na psychikę małego dziecka. Czy to  wrażenie zostało zapamiętane na całe życie jako radosne czy też przerażające, zależy oczywiście od interpretacji dorosłych. Świat w oczach dziecka jest światem opowiedzianym przez dorosłych. Jak najbardziej dotyczy to też ocen słuszności bądź niesłuszności historycznych wydarzeń. Do moich najwcześniejszych wspomnień należy podziw dla bohaterstwa rozjeżdżanych przez sowieckie czołgi Węgrów podczas powstania 1956r. Niedzielne kazanie poprzedzające zbiórkę pieniędzy na pomoc Węgrom musiało być na tyle przejmujące, że wywołało lawinę pytań, których ani treści, ani udzielonych na nie przez rodziców odpowiedzi nie mogłem zapamiętać, ale na zawsze pozostałem z przekonaniem, iż walczącym o wolność należy pomagać. Jest to więc przekonanie wyniesione dosłownie z kościoła i z domu. W Polsce tamtych czasów powszechne, skoro nasza społeczna pomoc dla węgierskiej rewolucji 1956 (węg.: 1956-os forradalom) doszła do 2 milionów dolarów i była wyższa od udzielonej przez rząd USA. Pomoc popłynęła z Polski obróconej w gruzowisko i doszczętnie obrabowanej przez okupantów w wyniku wojny przegranej  o 6 lat wcześniej niż Węgry, stojące zresztą po stronie Niemiec w zmaganiach z aliantami. Sowiecki terror miał też tam i lepsze usprawiedliwienie niż w Polsce. Jak na każdym obszarze podbitym przez Armię Czerwoną obok sprawujących realną władzę Rosjan, w Polsce i na Węgrzech rządziły pośpiesznie sklecone z miejscowych oraz nawiezionych komunistów i konformistów elity tzw. „władzy ludowej”. Z punktu widzenia tych elit powstanie węgierskie to był bunt faszystów podjudzanych przez niemiecki rewanżyzm i zachodni imperializm. Dzieci wychowywane w atmosferze takich przekonań posiadły zgoła odmienne spojrzenie na rewolucję węgierską niż dzieci  jej bohaterów, entuzjastów i sympatyków.

Będąc już w wieku bardziej dojrzałym, obie grupy mogły skonfrontować swoje poglądy na niepodległość w okolicznościach mniej dramatycznych, lecz równie przełomowych, a to podczas triumfów pierwszej solidarności w Polsce na początku lat 80-tych ub. wieku. Nie do przecenienia zasługi w budzeniu odważnego patriotyzmu wśród młodzieży szkolnej i studenckiej odniosła wtedy Konfederacja Polski Niepodległej, której infiltracja przez służbę bezpieczeństwa była bez porównania mniejsza niż w przypadku aparatu „Solidarności”, co wynika zarówno z porównania głoszonych i realizowanych programów oraz karier i dalszych losów prominentnych działaczy obu formacji.

O ile działacze „Solidarności” zdradzili swoich wyborców, oferując im cienką zupkę – i to na krótki czas – w zamian za miejsca pracy i prawo do Ojczyzny, o tyle Konfederacja Polski Niepodległej swój cel osiągnęła.

Pomiędzy 8 a 12 stycznia 2012 roku pokolenie powojennego wyżu demograficznego mogło skonfrontować swoje wrażenia, także te najwcześniejsze, z realiami dnia codziennego i wydarzeniami relacjonowanymi przez środki masowego przekazu. Co więc odchodzące pokolenie zostawia następnym? Jakie wrażenia dzisiejszych przedszkolaków zapiszą się w ich pamięci na całe życie? Co zapamiętają z komentarzy dorosłych? Polskie dzieci w roku 2012 przejmą  od swoich rodziców przede wszystkim strach. Strach o byt. O możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb, wobec braku w domu pieniędzy na jedzenie, prąd, ciepło i wodę. Przejmą także przekonanie, że karykatura państwa, w której przyszło im żyć charakteryzuje się wrogością w stosunku do zwykłych ludzi, którym za pomocą niebotycznych danin odbiera każdą własność a za to nie daje nic, co należy do jego podstawowych obowiązków. Cierpiąc z powodu ciężkiej, ale w cywilizowanym świecie uleczalnej choroby, polskie dzieci usłyszą, że jednak prawo do życia zostało im odebrane przez elity władzy, przez polityków znanych z imienia i nazwiska, tak żonglujących tworzonymi przez siebie przepisami prawa i ich interpretacją ad hoc, aby za zasłoną skłócenia wszystkich ze wszystkimi ukryć brutalną prawdę o drastycznym ograniczeniu polskim pacjentom prawa do refundacji leków ratujących życie. Perfidia tej kampanii propagandowej jest tak wielka, że zamiast relacjonować tragedie ludzi pozbawionych dostępu do leków, media – nie tylko reżimowe – szczują pacjentów na lekarzy i aptekarzy, którym władze zgotowały pułapki finansowe. Wobec olbrzymiego wzrostu kosztów utrzymania i obok bezrobocia, głodowych emerytur i rent, dyskryminacyjnych dopłat rolnych oraz odwróconych hipotek, pułapki finansowe nastawione na przychodnie, szpitale i apteki wyraźnie wpisują się w system wyzbywania kolejnej, bardzo liczebnej masy polskich rodzin z ich własności. Wywłaszczenia na masową skalę, czyli nowe rugi pruskie, spowodują, że młodzież wygnana na emigrację zarobkową po prostu nie będzie miała dokąd powrócić, bo ich rodzinny dom bank przekaże w obce ręce.

Odebrane  z przedszkola na czas, tzn. przed rozpoczęciem naliczania karnych opłat, przedszkolaki mogły zainteresować się głównym wydarzeniem tygodnia, które rozegrało się w gmachu Sądu Okręgowego w Warszawie. W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej sąd wydał wyroki w związku ze stanem wojennym sprzed trzydziestu laty. Najbardziej realnie został ukarany pan poseł Adam Słomka z Konfederacji Polski Niepodległej – dwa tygodnie pozbawienia wolności za zakłócanie porządku w roku 2012. Pan generał Czesław Kiszczak za czyny z roku 1981 i okresu późniejszego dostał 2 lata w zawieszeniu na lat 5. Pójdzie siedzieć, gdyby w czasie zawieszenia kary znowu wprowadził stan wojenny. Jak to dziecku wytłumaczyć?

Mijający tydzień otworzył strzałem w głowę wojskowy prokurator, pułkownik Mikołaj Przybył. Znaleziony w kałuży krwi i według relacji dziennikarskich reanimowany, na drugi dzień po doznanym urazie twarzoczaszki  pułkownik udzielił długiego wywiadu telefonicznego, nawet nie sepleniąc. Jak to dziecku wytłumaczyć?

Może słowami znanej piosenki – gdy Titanic tonął, to orkiestra grała. No właśnie – grała w niedzielę poprzedzającą mijający tydzień.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 20 stycznia 2012

Szczęść Boże!

Niemałym powodzeniem we współczesnym świecie cieszy się określenie 'konflikt interesów'.

Ów termin wielce elegancki, wymagający chwili zastanowienia i jak gdyby odnoszący się do działań biznesowych w istocie jest eufemizmem starego jak świat  słowa 'zdrada'. Słowa o wydźwięku jednoznacznie pejoratywnym. Pejoratywnym  oczywiście tylko dla strony zdradzonej a nie dla tej, która w czyjąś zdradę inwestuje i na tej zdradzie zyskuje, czerpiąc z niej doraźne i dalekosiężne korzyści.

W świecie polityki znamiona konfliktu interesów nosi każda decyzja uderzająca w interes publiczny, odbierająca ludziom ich prawa, czy nawet szanse na lepsze życie. Wtedy należy wziąć pod lupę uzasadnienie każdego etapu podejmowania decyzji szkodliwej  społecznie. Uzasadnienie podpisane przez konkretną osobę, znaną z imienia, nazwiska, zajmowanego stanowiska. Znaną choćby z listy płac. Wziął/wzięła pieniądze, więc odpowiada. Skoro regulamin pracy szeregowego  pracownika łatwo może być rozliczony pod względem wykonania zadań, tym bardziej powinny być rozliczone tak wyjątkowe akty, jak przysięga prezydencka, ślubowanie poselskie i senatorskie oraz inne deklaracje składane przez osoby, które zobowiązują się przestrzegać zasad jasno zdefiniowanych w Konstytucji RP oraz opartych o nią ustaw i przepisów prawa.

Jeśli ktoś uważa, że jest inaczej, to z wolnych ludzi czyni poddanych lub wprost niewolników, czyli nominalną demokrację obraca w realny feudalizm.
W przypadku wykazania, że deklaracja lojalności w stosunku do konstytucyjnego suwerena, jakim jest naród, została złamana, tenże naród musi domagać się swoich praw, tak jak pracodawca w stosunku do pracownika, który nie wykonał przyjętych na siebie obowiązków i swoim działaniem lub brakiem właściwego działania spowodował pojawienie się strat.

Jeżeli ktoś uważa, że jest inaczej, to opowiada się za systemem kastowym, wprowadzającym podział na nadludzi i podludzi, uznanym przez świat zachodni za zbrodniczy podczas procesu niemieckich ludobójców w Norymberdze. Spośród wielkiej rzeszy zbrodniarzy osądzono i powieszono niewielu, garstkę tych najbardziej odpowiedzialnych za to, czego Niemcy dopuścili się w stosunku do obcych i własnych obywateli. A więc tyle odpowiedzialności, ile uprawnień. Rozkaz zabijania to zbrodnia zwielokrotniona przez liczbę posłusznych wykonawców tego rozkazu, nie zwolnionych wprawdzie z prawa do słusznego buntu.

Za nieporozumienie należy więc uznać przywilej ucieczki czołowych winowajców do azylu odpowiedzialności politycznej. Niby dlaczego sprawcy nieodwracalnych strat życia, zdrowia i majątku dziesiątków milionów osób mieliby być tylko pozbawieni korzyści z rządzenia a nie ukarani surowo i przykładnie dla potencjalnych naśladowców. Kiedy tej kary zabraknie, kiedy dojdzie do przyjęcia racji kata i odrzucenia skarg ofiary, kiedy wreszcie techniką salami zostanie odcięty ostatni plasterek demokracji, nowa dyktatura staje się jeszcze bardziej bezczelna niż jej poprzedniczka, bo umocniona już nie przekonaniem a pewnością bezkarności. Na takim nawozie historii szybko rośnie i przybiera na sile walka z niezależną opinią publiczną, z podstawowym prawem człowieka do dostępu do nieocenzurowanej przez totalitarną władzę wypowiedzi.  Dyktatura to cenzura.

Polityk działający w konflikcie interesów deklarowanych i agenturalnych często  wybiera zdradę stanu, mniej lub bardziej łatwo dostrzegalną przez wyborców i obserwatorów. Da korzyści majątkowych pozyskanych wprost czy pośrednio przez zapewnioną mu i/lub jego bliskim karierę, a także - choć rzadziej - z pobudek ideowych, polityk nie zawaha się doprowadzić do ruiny oddanej mu na czas kadencji wspólnej własności, czy to w skali państwa, czy też gminy, miasta i wsi. Zrujnowanie gospodarki i zadłużenie państwa ma swoje liczne odpowiedniki w decyzjach prezydentów miast, burmistrzów i wójtów, dziwnie podatnych na argumenty   sprzedawców produktów ewidentnie szkodliwych dla zdrowia człowieka, zwierząt i środowiska i takichże technologii i inwestycji.

Aby uniknąć odpowiedzialności, decydenci z reguły zasłaniają się tarczą ekspertyz. W przypadku państwa totalitarnego o wyborze ekspertów decydują ich poglądy polityczne, nawet, jak to się dzieje m. in. w Unii Europejskiej, wyznawana religia. Ekspert niezależny, niepodatny na naciski, sugestie, czy żądania decydentów może nigdy nie zaistnieć w zapleczu decyzyjnym władz rządowych lub samorządowych. Paradoksalnie, aby uniknąć oskarżeń o stronniczość, politycy domagają się od ekspertów deklaracji o braku konfliktu interesów.

Z obserwacji dokonań na polu zdrowia publicznego ze zdrowiem środowiskowym włącznie mam pewność, a w przypadku innych dziedzin – podejrzenie, że deklaracje rządowych ekspertów o braku konfliktu interesów są w sposób oczywisty sfałszowane, co pociąga za sobą decyzje władz skrajnie niekorzystne dla narażonych na ich skutki konsumentów, pacjentów, mieszkańców i pracowników. Odkładając na bok pomysły na lokalizację elektrowni atomowych, farm wiatrowych i im podobnych inwestycji, nie wspominając afer z organizmami genetycznie modyfikowanymi, warto nawiązać do gorącego tematu leków refundowanych. Każdy z lekarzy doskonale zdaje sobie sprawę z istnienia rozbudowanego systemu marketingu firm farmaceutycznych, z kompromitującej podatności autorytetów medycznych na argumenty tych firm, z braku jakiegokolwiek systemu gwarantującego pacjentom bezpieczeństwo stosowania leków w przypadku pojawienia się działań niepożądanych spodziewanych, a tym bardziej - niespodziewanych. Na łamach prestiżowych czasopism lekarskich, jak British Medical Journal, nasila się dyskusja nad skutkami ukrywania badań o szkodliwym działaniu kosztownych leków (British Medical Journal z 3. stycznia 2012: Missing clinical trial data), informacje o sfałszowanych deklaracjach o braku konfliktów interesów dostają się do ważnej prasy codziennej, jak na temat trzech ekspertów opłacanych przez koncern Bayer, których opinia zadecydowała o zarejestrowaniu hormonu drospirenone wchodzącego w skład pigułek antykoncepcyjnych Yaz, Yasmin, Beyaz i Safyral powodującego pojawianie się zakrzepów będących przyczyną śmierci już u dorastających dziewcząt (The Wall Street Journal z 9. grudnia, 2011: Panel Asks Bayer For Label Clarity).  Opublikowany w internecie w  9. stycznia 2012 roku artykuł dotyczący szkodliwego działania leków obniżających poziom cholesterolu oparty o obserwację ponad 150 tysięcy kobiet w wieku od 50 do 79 lat wykazuje, że stosowanie statyn u kobiet w okresie menopauzy zwiększa ryzyko cukrzycy o 48% (Archives of Internal Medicine z 9. stycznia 2012: Statin Use and Risk of Diabetes Mellitus in Postmenopausal Women in the Women's Health Initiative). Poważne prace naukowe przypisują statynom ponad 300 działań niepożądanych, z uszkodzeniem mięśnia sercowego na czele, co opisano w Journal of Clinical Cardiology z grudnia 2009r.: Statin therapy decreases myocardial function as evaluated via strain imaging).  Według ostatniego raportu Instytutu IMS regulatory lipidów i leki na cukrzycę należą do tych pięciu klas terapeutycznych, na które wydaje się najwięcej na świecie, w roku 2010 odpowiednio: 18,7 i 16,9 miliardów dolarów.  W tym samym roku w stosunku do roku poprzedniego przyrost wydatków na regulatory lipidów osiągnął prawie 0,9%, a na leczenie cukrzycy 12,5%.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 27 stycznia 2012

Szczęść Boże!

Traktat ACTA już przed wejściem w życie skutecznie wypełnia swoją rolę jako narzędzie łamania praw człowieka i obywatela. Dla Platformy Obywatelskiej przeciwnicy traktatu to idioci (vide polskieradio.pl - Niesiołowski: przeciwnicy ACTA to idioci) i powinni manifestować przeciwko temu, co im prezydent ustami swojego doradcy  wskaże jako cel ataku. Dokładnie jak w Korei Pólnocnej. A propos kontrowersji w sprawie ACTA prof. Roman Kuźniar ogłosił w telewizji nadającej za przymusowe daniny, że na celowniku młodzieży mają się znaleźć nie ograniczenia wolnosci w internecie a bomby kasetowe i miny przeciwpiechotne. Wypowiedzi wysokich funkcjonariuszy partyjnych i państwowych   mają wartość normatywną dla niższych szczebli aparatu władzy.  Każdy członek Platformy Obywatelskiej i każdy pracownik budżetówki już teraz wie, że, aby nie być idiotą, trzeba kochać ACTA jak Unię Europejską, a warchołom protestującym przeciwko sprawom innym niż wskazane przez Słońce Krakowskiego Przedmieścia i oświeconych jego promieniami doradców należy powiedzieć stanowcze 'nie'. Kto nie tylko jest idiotą, ale do tego jest głuchy na grzeczną perswazję władzy w wykładni elity intelektualnej narodu z tytułami profesorskimi, ten musi się liczyć z tym, że do porządku przywoła go bijące ramię partii. Na ten zabieg korekcyjny trzeba jednak poczekać, aż władza złupi skórę bitym, aby zebrać na podwyżki dla bijących.

Po coś w końcu ta władza jest. Tak sprawiedliwie rozdziela razy i nagrody, jak miejsca na multipleksie. Dlaczego członkom Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i zagranicą odbiera się prawo do oglądania i słuchania tego, czego chcą? Na pytanie skąd się bierze głęboka nienawiść w stosunku do chrześcijan misjonarz o. Bernardo Cervellera odpowiedział: “Chrześcijanie są ludźmi wolnymi: to jest prawdziwa przyczyna okazywanej im nienawiści. Życie, które nie zależy od władzy, oznacza przegraną tych, którym się wydaje, że mogą sprawować kontrolę na wszystkim”.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Młodzież, która nie ma własnych wspomnień z walki PRLu z Radiem Wolna Europa, może się sama przekonać i to ze wszystkimi detalami, jak wygląda stronnicza i twardogłowa totalitarna cenzura.  Od PRLu  wielu rodaków uciekło przez Bałtyk – do Szwecji. W tym kontekście dość złowieszczo jawi się fakt, że o kłamstwach ministra Michała Boniego na temat traktatu ACTA informuje międzynarodową opinię publiczną szwedzki członek Parlamentu Europejskiego Christian Engström. Reprezentowana przez niego Partia Piratów z Unii Europejskiej doczekała się już wiadra pomyj, także po polsku, choć jej wolnościowe przesłanie powinno Polakom być szczególnie bliskie. To Polacy, w tym polscy posłowie  do Parlamentu Europejskiego, kontynuując tradycje powszechnie znanego i podziwianego umiłowania wolności, powinni odgrywać  w świecie rolę wiodącą w walce o wolność internetu i o ochronę internautów przed prześladowaniem. Internautów, czyli wszystkich z nas, którzy, mając dostęp do dostaw  prądu i internetu oraz pieniądze na korzystanie z tych zdobyczy cywilizacji tworzą globalną przestrzeń symbiozy. Świat rzeczywisty i wirtualny razem tworzą przestrzeń symbiotyczą (real + virtual = symbiotic space). Z punktu widzenia epidemiologa wolne podmioty doceniają wartość symbiozy, a pasożyty do symbiozy odnoszą się z nienawiścią. Dla pasożyta wzajemna korzyść jest pojęciem nieznanym, a jeśli znanym – to wrogim. Typowa kasta pasożytnicza skupiona w kręgach władzy finansowej i obsadzająca swoich fagasów na wysokich stołkach w uzależnionych od siebie państwach, właśnie zbiera cięgi krytyki za nieszczęścia sprowadzone na zwykłych ludzi, za narzucenie iluzji niezasłużonej nagrody, za złamaną obietnicę życia na łatwy kredyt. Wielu poszkodowanych uważa, że ogłupić i oskubać do goła setki milionów to autentyczny rekord świata pasożytniczej chciwości. Tu  należałoby wszakże skonsultować ofiary wcześniejszych rabunków na masową skalę, dokonanych nie przez banki a przez armie. Są i takie państwa, które każdym sposobem wychodzą na swoje. Kiedy jeden traci, inny zyskuje. Za przykład może posłużyć obecna sytuacja Grecji z jednej strony i Niemiec po drugiej stronie ssania naczyń połączonych.

W globalnej przestrzeni symbiotycznej synergia świata realnego i wirtualnego w w skali wcześniej nieznanej potęguje potencjał ludzkości i każdego człowieka z dostępem do internetu. Każda informacja, każda myśl może być w każdej sekundzie zweryfikowana i skonfrontowana z opinią miliardów innych ludzi, z zasobami innych  cywilizacji, z historycznym dorobkiem innych narodów i kultur oraz ich współczesnym spojrzeniem na każde zagadnienie. A to już szeroko otwarte wrota do wzajemnego zrozumienia, miłości bliźniego żyjącego nawet na drugim końcu świata i wreszcie twórczości w każdej dziedzinie i w każdym jej przejawie, czy to zupełnie nowatorskiej powstałej po odrzuceniu wszystkich napotkanych pomysłów, czy też czerpiącej z wielu źródeł inspiracji. Kreacje powstałe w  przestrzeni symbiotycznej  nie tylko łatwo wykonać, lecz także można je zaprezentować wielomiliardowej społeczności. Nieocenzurowana przestrzeń symbiotyczna to raj wolnych twórców. Jako katolicy wierzymy, że każdy człowiek jest z natury dobry i gotów do poprawy, gdy zejdzie na złą drogę. Tym większa nasza rola w wyrazistym opowiadaniu się po stronie dobra i eliminowanie zła panoszącego się także wśród internautów, jak  przyzwolenie na ewidentną kradzież własności intelektualnej, na eksploatację seksualną, w szczególności dzieci i młodzieży, na szerzenie nienawiści wszelkiego rodzaju z religijną i antyreligijną na czele, czy wreszcie na reklamę i sprzedaż  narkotyków.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 3 lutego 2012
tylko audio


Felieton w Radio Maryja, 10 lutego 2012

Szczęść Boże!

W naszych dziejach pijaństwo odegrało straszną rolę. Osiemnastowieczne zawołanie „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” można uznać za swoisty slogan reklamowy ówczesnego konsumpcjonizmu. W nie tak dawnej przeszłości jako naród już raz zostaliśmy jak najbardziej surowo ukarani za bezmyślne uleganie modzie na nieumiarkowaną konsumpcję. Ale szlachta i arystokracja, do których w pierwszym rzędzie odnosiło się to powiedzenie, to główni producenci trunków i zakąsek wytwarzanych niejako na własny użytek. Gdyby zamiast pędzonej we własnych majątkach okowity, sprowadzali hektolitry italski czy galijskich win, gdyby  zadaniem biesiadnika zamiast wchłonięcia tuzina półgęsków było o ileż bardziej kłopotliwe rozbrojenie homara celem wyjedzenia jego marnego umięśnienia, na legendarnym pijaństwie i obżarstwie czasów saskich zarobiłaby przede wszystkim zagranica. Tutaj jednak konsumpcjonizm dawał zarobić producentom będącym równocześnie konsumentami.

Samo pojęcie konsumpcjonizmu zdefiniował w 1924r. amerykański dziennikarz -myśliciel Samuel Strauss, który bił na alarm, że USA opanowała etyka konsumpcjonizmu. Według Straussa konsumpcjonizm to nauka o przymuszaniu ludzi do korzystania z coraz to większej ilości różnych rzeczy (Samuel Strauss: Things Are in the Saddle, Atlantic Monthly, November 1924). Uważał, że przez wieki problemem było wyprodukować wystarczającą ilość rzeczy, które ludzie chcieli; obecnie pojawił  się problem jak spowodować, aby ludzie chcieli i używali więcej rzeczy niż potrzebują. Z tej okazji odniósł się do wpływu reklamy na dziennikarstwo. W demokracji wolne media powinny zapewniać obywatelom informację i występować w roli czujnego obserwatora poczynań rządu. Kiedy jednak wolna prasa pozyskuje większość wpływów z reklamy, jak pisał Strauss: „traci zdolność powadzenia obywateli, zamieniając ją na zdolność prowadzenia kupujących”. Uważał też, że tworzenie koncernów medialnych w miejsce lokalnych mediów, czyli konsolidacja mediów, przynosi korzyści reklamodawcom.

I znowu. Kiedy - jak za króla Sasa - producenci i reklamodawcy, a także żyjące z reklam media tworzą nieraz zupełnie zbędne potrzeby konsumpcyjne i je zaspokajają w tym samym kraju, w którym zatrudniają konsumentów i płacą podatki, sprawa wydaje się w miarę czysta w sensie wpływu na całość gospodarki krajowej. Choć przecież już w kilka lat opublikowaniu alarmistycznych opinii Straussa, USA były miejscem dantejskich scen wywołanych kryzysem zapoczątkowanym już w 1927r. nadprodukcją przewyższającą popyt.

Ale dopiero w sytuacji, kiedy nadprodukcja zostaje wyeksportowana i za pomocą reklam, rozmaitych figur marketingowych, przy zaangażowaniu pozorowanej na bezstronną prasy i przekupnych władz państwowych sprzedana obcokrajowcom, a do tego sprzedana na łatwy kredyt oferowany szeroką ręką przez banki wspierające eksport nadprodukcji, konsumpcjonizm pokazuje swoją najbardziej aktualną obecnie twarz z greckiej tragedii.

Za pomocą wojen opiumowych siłą imperializmu zmuszono Chiny do zaakceptowania palenia importowanego opium. Za pomocą nominalnie demokratycznych sztuczek europeizmu i konsumpcjonizmu zmuszono Grecję i Greków do zadłużenia daleko przekraczającego możliwości spłaty kredytów, tylko po to, aby producenci i bankierzy hegemonów Unii Europejskiej mogli wyeksportować nadprodukcję i zarobić ponownie, obracając w kredyt zyski z tego eksportu. Wobec upokarzających Greków pomysłów windykacyjnych, z propozycją nasłania im niemieckiego gubernatora włącznie, na ulicach stolicy kolebki demokracji płoną flagi Niemiec, co chyba dla nikogo nie jest obojętne. Zanim dojdzie do zastosowania w tych i w wszelkich innych ulicznych rozruchach broni chemicznej masowego rażenia, przed którą ostrzega zajmujący się farmakologią biochemiczną prof. Rod Flower z Towarzystwa Królewskiego (Royal Society) w świeżo opublikowanym raporcie 'Brain Waves Module 3: Neuroscience, conflict, and security', warto zastanowić się nad tym jak nasze decyzje konsumenckie wpływają na naszą kondycję, kondycję własną, kondycję własnej rodziny, czy własnego narodu.

Konsumpcjonizm jako narzędzie kolonizacji okazał się daleko bardziej groźnym zjawiskiem niż to przewidział Samuel Straus.

Pierwszym z brzegu i może najbardziej oklepanym przykładem zgubnych skutków konsumpcjonizmu jest nadużywanie alkoholu.

Według ostatnich danych zawartych w raporcie Światowej Organizacji Zdrowia Alkohol a Zdrowie z 2011r.  w Polsce na głowę pijącej alkohol osoby od 15 roku życia wzwyż płci męskiej przypada 26 litrów czystego alkoholu, a pijącej alkohol osoby od 15 roku życia wzwyż płci żeńskiej  - 9, 5 litra czystego alkoholu na rok; średnio, pijący alkohol dorastający i dorosły Polak wypija 18 litrów czystego alkoholu na rok. Daje nam to godne pożałowania członkostwo w klubie państw najbardziej rozpijaczonych na świecie, rozciągającym się od Władywostoku po zachodni\ kraniec Unii Europejskiej z chlubnymi wyjątkami w postaci Szwecji, Hiszpanii, Włoch  i paru innych, mniejszych państw Starego Kontynentu.

Pijaństwo jako przejaw i równocześnie stymulator konsumpcjonizmu nieraz ma swój początek przed ekranem telewizora emitującego jawne i ukryte reklamy alkoholu sprzedawanego głównie w postaci piwa. Obawa przed ucieczką wielkiej rzeszy telewidzów spod ataku reklam produktów tym telewidzom zupełnie niepotrzebnych a nawet, jak alkohol i narkotyki – niezwykle szkodliwych, może stanowić jedną z głównych przyczyn skandalicznie dyskryminacyjnych decyzji rządu Tuska w sprawie Telewizji TRWAM.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 17 lutego 2012

Szczęść Boże!

Obecnie żyjącym Polakom, żyjącym w kraju i rozsianym po świecie członkom polskiej wspólnoty narodowej wyróżniającej się wśród innych wspólnot lojalnością w stosunku do polskiej kultury i polskich wartości, coraz częściej przychodzi szukać odpowiedzi na pytanie: kiedy i jak doszło do utraty niepodległości Polski po raz ostatni.

Można powiedzieć, że jest to pytanie wiecznie żywe od 300 lat, ze szczególnym wskazaniem na rok 1715, kiedy to niemiecki król na tronie polskim, dla ogłupienia  elektoratu z nagła katolik i autor programu wyborczego pt. „Jak Polskę przekształcić w kraj kwitnący i cieszący się szacunkiem u sąsiadów” (sic!) zaprosił wojska rosyjskie do Polski. Te, oprócz chwalebnego czasu II Rzeczypospolitej, z krótkimi przerwami na działania wojenne Napoleona i Hitlera pozostały u nas do 17. września  1993r. Można by tę – jakże znamienną - datę uznać za dzień kolejnego wyzwolenia narodowego. Można by, gdyby nie formalne i praktyczne symptomy utraty niepodległości Państwa Polskiego, które później nastąpiły.

Już po dwóch dniach, tj.  19. września 1993r. odbyły się wybory parlamentarne, które przywróciły do władzy grupę wasalną w stosunku do Rosji, a reaktywowaną za moskiewską pożyczkę z zasobów KGB. Poczynania rządów Pawlaka, Oleksego i Cimoszewicza okazały się jednak dużo mniej szkodzące Polsce niż następujące po nich rządy Buzka i jego reformatorów ochrony zdrowia, szkolnictwa, systemu emerytalnego i administracji. W efekcie Polacy w stanie wskazującym na zalanie ... kopalń oddali władzę w ręce wiecznie młodego Jerzego Millera Pożyczkobiorcy. Na początku XXI w. kto sprytny, przestał interesować się karierą krajową, a jeśli już, to traktował ją jako trampolinę do skoku na posady w strukturach utrzymywanych w interesie innych państw. Po obu stronach mitycznej linii podziału na lewicę i prawicę namnożyli się prawdziwi europejczycy i prawdziwi obrońcy wartości północno-atlantyckich, którym za darmo nikt przecież pieniędzy by nie dawał. Musieli na nie zasłużyć. Wykorzystując nominalne mechanizmy państwa demokratycznego zdobyć władzę polityczną i w jej ramach doprowadzić do przekazania własności państwowej czy samorządowej, z dochodami budżetowymi włącznie, w ręce osób i firm prywatnych, z reguły zagranicznych. Każda z niewyobrażalnie bezczelnych afer III Rzeczypospolitej rozgrywała się przy głośnym akompaniamencie dogmatu wolnego rynku, rozgrzeszającego złodziei, paraliżującego prokuratorów.

Kolejne zasługi w oczach aktualnych czy potencjalnych pracodawców przynosiło wykonywanie zleceń na niszczenie wizerunku Polaków w oczach własnych i reszty świata. Przed wycofaniem swoich wojsk Związek Sowiecki trzymał w Polsce nuklearną broń masowego rażenia, w liczbie szacowanej na 300 głowic atomowych. Gdyby bohaterski męczennik ś. p. płk Ryszard Kukliński, nie uratował świata przed zagładą atomową, ci, którym udałoby się przeżyć, mówiliby pewnie o polskim ataku atomowym, tak jak mówią o polskich obozach koncentracyjnych, czy o polskich więzieniach CIA. Stale powracający wątek udziału Polaków w dokonanej przez Niemców i ich licznych sojuszników eksterminacji żydów, z punktu widzenia sprawców jest oczywistym przerzucaniem na innych odpowiedzialności za własne zbrodnie. Z naszego punktu widzenia to planowe i konsekwentne oczernianie na miarę kłamstwa katyńskiego.

Jeszcze bardziej szkodliwe od okradzenia Polaków z precjozów przeszłości i teraźniejszości jest jednak okradzenie nas z przyszłości. Pracując zagranicą, młodzi Polacy utrzymują tamtejszych emerytów. Może w ramach dyskusji o pracy aż do śmierci odezwą się ci, którzy świadomie i z premedytacją  wyeksportowali bezrobocie zagranicę. Emigracja młodzieży wypędzanej z kraju brakiem perspektyw, po prostu panoszącą się nędzą i upadkiem cywilizacyjnym była reklamowana już przed referendum unijnym z 2003r., o którym wprawdzie mało kto wiedział, że się odbywa, ale które przeniosło centrum władzy poza granice Polski. Skutki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, pogłębione przez traktat lizboński i dalsze, już zupełnie pozatraktatowe, a przy tym dyskryminujące nas uzgodnienia,   powodują, że wielu Polaków datę 1. maja 2004 r. uznaje za datę utraty niepodległości.  W efekcie  emigracji, w populacji generalnej zmniejszył się wydatnie udział ludzi młodych, stąd zwiększył się udział ludzi starych. Ale nadal daleko jest nam do przeciętnej sytuacji w państwach członkowskich Unii Europejskiej. Według ostatnich danych ONZ mediana wieku, to jest liczba lat życia, która dzieli populacje na dwie równe połowy w Polsce wynosi 38 lat, co stawia nasz kraj na 34. pozycji na świecie. Spośród krajów Unii Europejskiej niższa mediana jest tylko na Słowacji, w Irlandii i na Cyprze. Za to Niemcy z medianą 44 lat zajmują drugą pozycję na świecie, tuż za Japonią.

Możliwość przeżycia ludzi starych określa udział wydatków na opiekę zdrowotną w PKB. Polska z 7% udziałem znajduje się na 72. pozycji na świecie. Spośród stojących przed nami 9 krajów afrykańskich wyprzedzają nas nawet Sudan i Lesotho, a także Afryka Południowa, której rząd potrafił wyśmienicie zorganizować  mistrzostwa świata w piłce nożnej 2010, jak widać, nie rozdając kumplom wszystkich pieniędzy podatników na nienadające się do gry w piłkę stadiony i nieistniejące autostrady. Pacjenci w Niemczech cieszą się 11% udziałem wydatków na opiekę zdrowotną w PKB, co stawia ten kraj na 13. pozycji na świecie, tuż za Belgią i Francją, a nieco przed Szwajcarią, Portugalią, Danią i Austrią.

Wydatki na lecznictwo nie obejmują kosztów ochrony przed skutkami skażenia środowiska. Pewną miarą przydatną do porównań międzynarodowych jest poziom zadowolenia z jakości podstawowych składników naszego środowiska, bez których po prostu nie można żyć. Jeśli chodzi o zadowolenie z jakości powietrza Polacy zajmują 57. pozycję na świecie z odsetkiem równym 80%. Ta reszta pewnie żyje w Krakowie, gdzie magistrat zabrania spacerów przedszkolakom, uznając  powietrze w niewietrzonych salach  za zdrowsze od atmosferycznego, albo są to ludzie skazani na odory fabryk mięsa, czy potworne skutki cięzkiego ruchu drogowego pod oknami. Najbardziej zadowoleni z powietrza, którym oddychają, są Irlandczycy – 95% z nich, 1. miejsce na świecie. Jeśli chodzi o wodę, bez której w ogóle nie ma życia, Polaków zadowolonych z jej jakości jest też 80%, co w tym przypadku stawia nas na pozycji 49.  na świecie. Najbardziej z całego świata zadowoleni są ze swojej wody Duńczycy, Austriacy Islandczycy i Szwedzi – po 97%, a dalej w kolejności mieszkańcy   Szwajcarii – 96%, oraz Norwegii, Finlandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii – po 95%.

Według ostatnich danych krajowych  za rok 2010, wysoki odsetek ludności Polski – 6% kupuje wodę nie odpowiadającą wymaganiom ministra zdrowia. Najbardziej zagrożona, jak zawsze jest ludność zaopatrywana przez wodociągi o wydajności poniżej 1000 m sześciennych./dobę, ale i zaopatrywana w wodę  z wodociągów o bardzo wysokiej i najwyższej wydajności, jak to ma miejsce w woj. mazowieckim z aglomeracją warszawską włącznie, gdzie odpowiednio 53% i 5% mieszkańców kupuje wodę nie odpowiadającą wymaganiom.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 24 lutego 2012

Szczęść Boże!

Kiedy mówimy „komuna”, mamy na myśli powojenne rządy ludzi określających się jako komuniści, a po pomalowaniu w barwy ochronne jako socjaldemokraci czy lewicowcy. Godna uwagi jest tu mimikra muellerowska, której odkrywcą był Mueller, Fritz Mueller, żyjący w XIX jeden z pionierów zastosowań matematyki w naukach biologicznych. Komuna pomalowana na zielono mogłaby przeżyć, tak samo, jak zorientowany prospołecznie gatunek zielonych mógłby się lepiej rozmnażać, gdyby jednym i drugim nie stawał na przeszkodzie typowy dla nich internacjonalizm, swojej istocie - służalczość wobec obcej centrali.

Po upadku Sowietów oraz  międzynarodówki socjalistycznej i jej herosów, takich jak Georgios Papandreu i Dominique Strauss-Kahn, aby nie przywoływać przykładów z naszego podwórka, komuna zaczyna powoli przechodzić do historii, nierozliczona en bloc i w detalu z potwornych zbrodni i krzywd wyrządzonych zwykłym ludziom. Jej miejsce zajęła nowa formacja o niezwykle dynamicznej tendencji do wzrostu. Porzucając stały repertuar komuny o budowaniu lepszej przyszłości mas uciskanych kosztem klas pasożytniczych, nowa władza, miast zaklęć o równości, dla legitymizacji swoich rządów posługuje się wynajdywaniem innych wrogów niż wróg klasowy.

Głównym wrogiem nowej władzy jest każdy, kto mówi prawdę.

Oczywiście, również dla komuny prawda stanowiła śmiertelne zagrożenie,  o czym świadczył rozbudowany aparat cenzury, zagłuszanie fal radiowych Radia Wolna Europa, fabrykowanie informacji i ukrywanie prawdy w mediach reżimowych, czyli to wszystko co obecnie występuje jako cenzura internetu pod pretekstem podobnym do traktatu ACTA, czy też zamach na Radio Maryja i Telewizję Trwam, aby do świadomości publicznej nie dostało się nic innego niż to, co z opisu rzeczywistości pozostanie po przesączeniu przez sito interesów rządzącej partii. Ale komuna miała jeszcze jakieś inne programy, i to rzeczywiście prospołeczne, a nie tylko walkę z prawdą.

Nowej władzy należy się nazwa. Nazwa równie krótka, dosadna i zrozumiała dla każdego, jak nazwa władzy starej – komuny. Nowej władzy za walkę z prawdą należy się nazwa „kłamstwo”, „zakłamanie”, „oszustwo”, łatwo zastępowalne pięknie brzmiącym w uszach młodych - i nie tylko młodych - Polaków słowem „ściema”.

Dla chrześcijan nazywanie oszustwa po imieniu jest zasadą wiary. Anglosascy bibliści znaleźli 200 wersetów Pisma Świętego odnoszących się do pojęcia „oszustwo”. Już w Księdze Rodzaju czytamy o pierwszym sukcesie szatana, wówczas w skórze węża: „Wtedy rzekł wąż do niewiasty: "Na pewno nie umrzecie!” (Rodz. 3:4). Ewa w kłamstwo uwierzyła i tak szatan doprowadził do upadku pierwszych ludzi. W wyprowadzającym nas z tego upadku nauczaniu Jezusa Chrystusa wypowiedzi przeciwko oszustwu, oszustom i obłudnikom można w Nowym Testamencie znaleźć bez liku, każdy przecież jeszcze pamięta Słowa Ewangelii według świętego Mateusza Mt 6,1-6.16-18 czytane w minioną Środę Popielcową. Wspólnota Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce ma to niezwykłe szczęście, że jej hierarchowie niemal bez wyjątku byli i są fascynatami prawdy. Na stronie internetowej 'Serwis Arcybiskupa Józefa Michalika', przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski pod zawołaniem „Prawdę chcę głosić w miłości" można znaleźć liczne dowody zafascynowania Jego Eminencji prawdą, a ostatni z nich – list pasterski Metropolity Przemyskiego na I Niedzielę Wielkiego Postu AD 2012 ma wartość łatwo mierzalną - jak dotychczas - poziomem ataków nienawiści skierowanej przeciwko naszemu duszpasterzowi, czyli nam wszystkim, którzy są członkami Kościoła rzymskokatolickiego.

W ślad za Chrystusem jedyną uprawnioną odpowiedzią chrześcijan na furię szatana jest miłość Boga i bliźniego oraz głoszenie prawdy, nawet gdyby miała nam ona zaszkodzić w realiach tego świata. W imię tej prawdy trzeba wyraźnie podkreślić, że głoszenie prawdy może zaszkodzić ją głoszącym wyłącznie pod władzą dyktatury tłumiącej wolność wypowiedzi, tym samym gwałcącej prawa człowieka. Nie pozwólmy się zniewolić, a jeśli już czujemy się zniewoleni, powstańmy przeciw ciemiężcom i ufajmy, że prawda nas wyzwoli. Wielki Post stwarza wolności człowieka najlepsze szanse umocnienia, a w razie potrzeby i jej odzyskania. Wyzwoleni z niewoli szatana prędzej czy później obalimy wszystkie mury dyktatury.

Tak jak skończyliśmy z dyktaturą komuny, musimy skończyć z dyktaturą ściemy.   Nie mylić z tą dyktaturą ciemniaków, której wojnę wypowiedział 29. lutego 1968r. Stefan Kisielewski. Dla ciemniaków za Tuska ściema jest o wiele lepszym systemem niż komuna dla ciemniaków za Gomułki. Ściema zapewnia kompletny brak odpowiedzialności nawet za najgorsze dla nas wszystkich decyzje, ściema gwarantuje zupełną bezkarność za jawną kradzież naszych pieniędzy, ściema usprawiedliwia tysięczne błędy kompromitujące nas w oczach całego świata.

O ile słowo komuna nie jest trudne, o tyle trudno znaleźć obcokrajowca, który poprawnie wymówi słowo „ściema”. Zatroskanym o reputację Polski cudzoziemcom słowo „ściema” można przetłumaczyć na amerykańskie „baloney”, wywodzące się od nazwy „bologna” – kiełbasy bolońskiej. Bolonia w północnych Włoszech, oprócz nazwy łatwej do pomylenia z Polonia, ma też bardziej sensowny związek z Polską, skoro już w XIII w. dziesięciu rektorów Uniwersytetu Bolońskiego pochodziło z naszej ojczyzny. Słowo „ściema” po angielsku „baloney” jest jak najbardziej w powszechnym użyciu, w 2009 stało się głośne za sprawą sieci restauracji Burger King głoszącej na bilboardach, że „Globalne ocieplenie to ściema” (Global Warming is baloney). W naszym kraju popularyzacji słowa „ściema” w kontekście powyższego felietonu najbardziej przysłużył się najmłodszy poseł i rzecznik Prawa i Sprawiedliwości  - Adam Hofman, tak komentując zapowiedź nasiadówki z Tuskiem ws ACTA: „To jest jedna wielka ściema. Traktowanie internautów jak stado baranków. Teraz premier udaje, że dyskutuje”.

Każdy następny pokaz z serialu pt. 'Jak premier ładnie dyskutuje na każdy temat' to kolejny przejaw ściemy.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 2 marca 2012

Szczęść Boże!

Wielki skandal solny dosadnie ilustruje pożałowania godny dorobek partii i ich nominantów sprawujących w Polsce władzę w okresie mijających dwóch dekad.

Co najmniej połowa tego okresu to czas bezkarnej aktywności szajek wprowadzających do obrotu środkami spożywczymi chlorek sodu powstały jako produkt uboczny w procesie produkcji polichlorku winylu - PCW. Chlorek winylu słusznie uznawany jest za najbardziej szkodliwą substancję wymyśloną przez człowieka, głównie za sprawą dioksyn uwalniających się do powietrza w wyniku nielegalnego spalania przedmiotów z PCW, a także za sprawą niezwiązanego monomeru w polimerze chlorku winylu, który przenikając do wody przepływającej rurami PCW, może w jej jednym litrze pozostawić zgodnie z dyrektywą europejską 0,5 mikrograma. Czy pozostawia więcej niż pozwala na to prawo sanitarne nikt się nie dowie zanim nie zachoruje na raka, gdyż w 1987r. chlorek winylu został wpisany do wykazu 70 czynników bezspornie rakotwórczych dla człowieka. O zagrożeniu chlorkiem winylu pisałem już 1998r. w turkusowej książeczce WODA, której odpowiedni fragment dostępny w internecie, pozwalam tu sobie przytoczyć: „Większość populacji generalnej nie bywa narażona na działanie chlorku winylu w wyniku spożywania wody pitnej. Jednak osoby, które korzystają z tych rur wodociągowych z PCW, które nie były poddane procesom wystarczającym do usunięcia monomeru chlorku winylu, mogą przyjmować z wodą z kranu od 0,06 do 2,8 mikrograma chlorku winylu dziennie. Należy podkreślić, że dopuszczalne spożycie dzienne chlorku winylu jest zasadniczo równe zeru.”

Jedynym producentem polichlorku winylu marki Polanvil®) jest w Polsce ANWIL SA wchodzący w skład grupy ORLEN. Ta firma jest markowym gwarantem jakości wody w rurach wytworzonych z jej PCW, a kontrolę stężenia chlorku winylu w wodzie z kranu sprawuje Państwowa Inspekcja Sanitarna.

Według doniesień medialnych ANWIL sprzedał i dostarczył kilku przedsiębiorcom własnym transportem setki tysięcy ton (?) soli wypadowej NaCl. Sól wypadowa według oferty ANWILU znajduje zastosowanie w przemyśle chemicznym i energetycznym, a także wykorzystywana jest do produkcji barwników i do zimowego utrzymania dróg. Gdyby nie została sprzedana, stałaby się zapewne odpadem i jako odpad przemysłowy podlegałaby kosztownej utylizacji – składowaniu pod ścisłym nadzorem licznych służb państwowych i za rozliczeniem w sprawozdawczości państwowej. A tu za każdą tonę do ANWILU wpływało ponad 100,-zł. ANWIL nie musiał interesować się dalszymi losami sprzedanej soli wypadowej, oczywiście. Ten ciężar miały wziąć na siebie służby sanitarne. Niestety, płynna granica pomiędzy surowcem a odpadem ma w działalności służb sanitarnych niesławną tradycję, którą dokumentuje Najwyższa Izba Kontroli w informacji ze stycznia 2004r:

„do zakończenia kontroli nie rozwiązano kompleksowo problemów związanych z utylizacją odpadów poubojowych i padłych zwierząt. Stwierdzono brak skutecznego nadzoru organów Inspekcji Weterynaryjnej stanowiący zagrożenie dla bezpieczeństwa sanitarnego: w co trzecim skontrolowanym zakładzie mięsnym postępowanie z odpadami poubojowymi i materiałem szczególnego ryzyka [choroby prionowej dla ludzi i zwierząt], czyli SRM (ang. specific risk material) sprzeczne było z przepisami (…) ilość odpadów poubojowych niskiego ryzyka określa się na 566 tys. ton (brutto), a możliwych do zbiórki (netto) na 495 tys. ton. W stosunku do krajowej produkcji mięsa stanowi to ok. 25%, podczas gdy w Niemczech odpady poubojowe to 35% produkcji mięsa, a w Danii – nawet 40%. (...) W krajach UE pada rocznie ok. 10% hodowanych zwierząt, gdy wg danych w Polsce padlina stanowi ok. 1,5% hodowanych zwierząt.”

Odpady poubojowe, padlina, sól przemysłowa po stronie dostawców surowca do przetwórstwa spożywczego. Po drugiej stronie lady konsument żywności coraz więcej płaci i coraz głośniej płacze nad swoją niedolą. Nie płacz tak głośno, brzydzący się wstrętnego jedzenia konsumencie. Im mniej zjesz, tym będziesz zdrowszy. Mięso szkodzi, wędlin z uwagi na saletrę w ogóle nie wolno brać do ust, sól kuchenna w nadmiarze zabija, a jej najważniejszym nośnikiem jest przesolone pieczywo, zaś nasycone tłuszcze zwierzęce w słonych żółtych serach kładą trupem amatorów ich zapachów. To ABC głównego nurtu nauki o żywieniu człowieka, poparte niezliczonymi badaniami epidemiologii lekarskiej, dziesiątkami milionów obserwacji klinicznych na całym świecie, doświadczeniem własnym wielu osób wydających ostatnie pieniądze na leki leczące skutki fatalnego sposobu żywienia, a także wypowiadanymi szeptem uwagami uczestników stypy osoby zmarłej na dietozależne postaci zawału, udaru czy raka.

Ale coś przecież trzeba jeść. Co wybrać, aby ponosić jak najmniejsze ryzyko ostrej choroby w kilka godzin lub nazajutrz po spożyciu. Jak uniknąć zanieczyszczeń żywności, które działając powoli, ale za to systematycznie, za kilkanaście, kilkadziesiąt lat przyniosą cierpienie i przedwczesną śmierć. I co najważniejsze: jak uchronić nasze dzieci przed zagrożeniami ze strony pożywienia.

W 2007r. w felietonie „PAX POLONA” w miesięczniku „Świat Konsumenta” postulowałem zastosowanie przez Państwo Polskie niezawodnych zabezpieczeń opartych na solidarności trzech stron naszej gospodarki. Te trzy strony to:

- producenci udzielający markowych gwarancji jakości, zwłaszcza zdrowotnej,
- konsumenci skutecznie reagujący na każdorazowe naruszenie swoich interesów i
- władze, w szczególności sanitarne, rzetelnie i obiektywnie wypełniające określone prawem obowiązki.

Wyraziłem też wtedy przekonanie, iż „wprowadzanie do obrotu produktów zafałszowanych i/lub szkodliwych, brak głośnego sprzeciwu przeciw takim praktykom oraz bezczynność i niekompetencja inspektorów to główne naruszenia tak pojętej solidarności, które nikomu nie ujdą bezkarnie, gdyż konkurencja nie śpi.”

Po niemal pięciu latach dowiadujemy się od - jakże dbałego o reputację - premiera, że każdy artykuł spożywczy może zawierać składniki modyfikowane genetycznie, jednocześnie słyszymy, że każdy artykuł spożywczy może zawierać też sól drogową, a jeden z wojewódzkich inspektorów sanitarnych usprawiedliwia bezczynność sanepidu słowami: „nie możemy badać wszystkiego na wszystko” i już z wyżyn nadzoru weterynaryjnego słychać zapewnienia o bezkarności dla sprawców „zafałszowania” polskiej żywności na masową skalę. Medyczna i prawna ocena tych i im podobnych wypowiedzi nie pozostawia złudzeń. Samoobrona legła. Czas na samoorganizację. Zanim wybuchnie kolejna elektrownia atomowa. Soli drogowej nie wzbogaca się związkami jodu chroniącymi tarczycę przed wychwytem substancji radioaktywnych, a i przed szeregiem innych skutków niedoboru jodu w pożywieniu. Od wielu lat sanepid ma prawny obowiązek kontroli poziomu jodu w soli kuchennej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 9 marca 2012

Szczęść Boże!

Według szumnych zapowiedzi, referendalnych zapewnień i uroczyście podpisywanych traktatowych deklaracji Polska miała wstąpić do najbardziej ekskluzywnego klubu na  świecie.

Ci którzy już wcześniej bez przeszkód podróżowali po Europie Zachodniej, tam studiowali czy pracowali, zagłosowali na TAK w referendum przedakcesyjnym z przekonaniem o cywilizacyjnej wyższości krajów starej piętnastki nad sierotami po komunizmie. A kto by nie chciał mieszkać w błyszczącym pałacu zamiast w zapleśniałej norze.

Dla osób czerpiących swoją wiedzę o Unii Europejskej tylko z zalewu propagandy było tym bardziej oczywiste, że na Zachodzie będzie nam lepiej, zdrowiej i bezpieczniej i tylko głupi nie chcieliby przyłączyć się do Zachodu.
Ludzie znający realia po obu stronach granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej niekoniecznie podzielali entuzjazm lemingów skaczących w ciemno w przepaść neokolonializmu, ale niektórzy z nich zaufali uparcie głoszonym zapewnieniom, że jak już znajdziemy się przy okrągłym stole jako pełnoprawny członek Unii Europejskiej, to nasz głos będzie uważnie wysłuchany i ochrona naszych interesów będzie zapewniona. Na przykład w takich podstawowych kategoriach praw człowieka i obywatela jak zdrowie publiczne i ochrona zdrowia konsumenta.

Wersje skonsolidowane Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dziennik Urzędowy C 115 , 09/05/2008 P. 0001 – 0388) zawierają następujące passusy:

TYTUŁ XIV ZDROWIE PUBLICZNE Artykuł 168 (dawny artykuł 152 TWE) głosi w pkt. 1. „Przy określaniu i urzeczywistnianiu wszystkich polityk i działań Unii zapewnia się wysoki poziom ochrony zdrowia ludzkiego.

Działanie Unii, które uzupełnia polityki krajowe, nakierowane jest na poprawę zdrowia publicznego, zapobieganie chorobom i dolegliwościom ludzkim oraz usuwanie źródeł zagrożeń dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Działanie to obejmuje zwalczanie epidemii, poprzez wspieranie badań nad ich przyczynami, sposobami ich rozprzestrzeniania się oraz zapobiegania im”
TYTUŁ XV OCHRONA KONSUMENTÓW Artykuł 169 (dawny artykuł 153 TWE) w punkcie1.  Podaje: ”Dążąc do popierania interesów konsumentów i zapewnienia wysokiego poziomu ochrony konsumentów, Unia przyczynia się do ochrony zdrowia, bezpieczeństwa i interesów gospodarczych konsumentów, jak również wspierania ich prawa do informacji, edukacji i organizowania się w celu zachowania ich interesów.”

Oparte na traktatach Rozporządzenie (WE) NR 178/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 28 stycznia 2002 r. ustanawiające ogólne zasady i wymagania prawa żywnościowego, powołujące Europejski Urząd ds. bezpieczeństwa żywności oraz ustanawiające procedury w zakresie bezpiec już w preambule podaje: (8) „wspólnota wybrała wysoki poziom ochrony zdrowia”, a następnie w miejscu ROZDZIAŁ I, ZAKRES I DEFINICJE, Artykuł 1 Cel i zakres: „1. Niniejsze rozporządzenie tworzy podstawy do zapewnienia wysokiego poziomu ochrony zdrowia ludzkiego i interesów konsumentów związanych z żywnością”  i w miejscu SEKCJA 1, ZASADY OGÓLNE PRAWA ŻYWNOŚCIOWEGO, Artykuł 5, Cele ogólne 1. Prawo żywnościowe ma za zadanie realizację jednego lub więcej ogólnych celów dotyczących wysokiego poziomu ochrony zdrowia i życia ludzi oraz ochrony interesów konsumentów.”

Co wobec tego oznacza wysoki poziom ochrony zdrowia i życia ludzi, tak często przywoływany w prawie unijnym najwyższej rangi. Jak wiadomo nie ma życia bez ryzyka, a ryzyko, z którym potrafimy się pogodzić do ryzyko znikome. Odnośnie czynników rakotwórczych w pożywieniu „w krajach o wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego arbitralnie przyjęto, że ryzyko znikome dotyczy sytuacji, w której pojawia się jeden dodatkowy zgon  z powodu raka w populacji miliona osób przez 70 lat swojego życia narażonych na określony czynnik rakotwórczy. W krajach o niższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego stosuje się dziesięciokrotnie mniej bezpieczne kryterium Światowej Organizacji Zdrowia - dopuszczające jeden dodatkowy zgon z powodu raka w populacji 100 000 osób. Znajduje tu odzwierciedlenie zasada przyzwolenia na ryzyko większe niż znikome w sytuacji, gdy dalsza jego minimalizacja pociągałaby za sobą zbyt wysokie  koszty lub prowadziłaby do innych - niż finansowe - wyrzeczeń. Trzeba podkreślić, że w krajach rozwiniętych takiego przyzwolenia nie ma. O efekcie społecznym aktualnego stanu wiedzy naukowej na temat konkretnych zagrożeń zdrowia decyduje rzetelna informacja o ryzyku zdrowotnym (health risk communication)  z trudem przebijająca się przez szum informacyjny kreowany przez agencje reklamowe i lobbingowe, nałożoną na media cenzurę reklamodawców, ciche porozumienia polityków z przedsiębiorcami.”

Ten cytat z turkusowej książeczki WODA (str. 35) w końcowym fragmencie opisywał sytuację w roku 1998. Wtedy jeszcze była nie do pomyślenia sytuacja, że będący sędzią we własnej sprawie państwowy wojewódzki inspektor sanitarny w formie wypowiedzi podczas konferencji prasowej, podpierając się argumentami czołowych lobbystów od najbrudniejszej roboty, wydaje ustną decyzję zezwalająca na wprowadzenie nowego składnika żywności,  który dotychczas nie były w znacznym stopniu wykorzystywany we Wspólnocie do spożycia przez ludzi a który został poddany procesowi wytwórczemu obecnie niebędącemu w użyciu. W marcu 2012 roku w Polsce na oczach całego świata nastąpiło pogwałcenie wszystkich zasad i procedur ściśle określonych przez ROZPORZĄDZENIE (WE) NR 258/97 PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY z dnia 27 stycznia 1997 r. dotyczące nowej żywności i nowych składników żywności.

Współsprawcą i bez mała patronem wielkiego skandalu solnego jest premier Donald Tusk, którego rewelacje na temat dopuszczalnych stężeń substancji szkodliwych w pożywieniu są żenujące.

A więc tłumaczę jak dziecku: na 1 kilogram żywności czy wody w jednym jej litrze składa się miliard mikrogramów. Mikrogram to bardzo maleńka jednostka masy – zaledwie jedna miliardowa część kilograma. Tak tycia jak jedna sekunda na tle 34 lat kalendarzowych, bo jedna sekunda to jedna miliardowa część 34 lat kalendarzowych. I ten jeden mikrogram jakiejś substancji stanowiącej  szkodliwą domieszkę wody czy innej żywności jest ważny. Tak samo ważny dla konsumentów zdrowych, chorych, młodych i starych, ich rodzin oraz ich lekarzy, jak dla hobbystów ważny jest wynik meczu. A nawet ważniejszy. Bo po przegranym meczu, nie tracą czasu na głupoty, można ponownie haratnąć w gałę i odnieść sukces na boisku. Co innego z rakiem. Ten mecz przeciw codziennej masie lekceważonych przez polskie władze mikrogramów substancji rakotwórczych wielu z nas przegrywa. Bez szans na powtórkę zmagań.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 16 marca 2012

Szczęść Boże!

Według wyliczeń polityków, którzy powinni ponosić odpowiedzialność karną za swoje decyzje, te podjęte i te wstrzymane, w Polsce co trzy miesiące dochodzi do poważnej katastrofy kolejowej z ofiarami w ludziach.

Trudno o bardziej niepodważalny dowód na opanowanie naszego kraju przez cywilizację śmierci.

Wsiadasz do pociągu i nie wiesz, nie tylko kiedy, ale czy w ogóle, dojedziesz do celu.  Nie wiesz, czy trafisz do szpitala, z którego będziesz wyniesiony i przykuty do wózka na całe życie, bez szans na pracę, która pozwoliłaby zapłacić ciężkie pieniądze za rehabilitację i leki. A może znajdziesz się na cmentarzu żegnany przez rodzinę pozbawioną jakichkolwiek środków do życia. Po drodze modlisz się o bezpieczną podróż, aby Bóg pozwolił dojechać cało i zdrowo. Gwałtowne szarpnięcie, nieoczekiwany odgłos, nagłe hamowanie powoduje panikę. Powraca z całą siłą koszmar relacji z kolejowej rzezi pod Szczekocinami, o wyrwanej nodze, o ostatnim uścisku dłoni osoby, która musiała powoli skonać pod stertą blachy, bo wsiadła do pociągu w środku Europy w XXI wieku. Dotychczas, pozabijani i ciężko poranieni pasażerowie już zostali policzeni, następni czekają w kolejce. Dosłownie jak barany czekające na rzeź. Głośno nawołują o opamiętanie tylko pracownicy kolei, od podszewki znający detale przygotowań do zbrodni na torach. Stają w obronie pasażerów, swoich kolegów zabijanych wraz z pasażerami i poniewieranych po sądach za winy polityków, też tych polityków SLD, którzy wypłacali sobie po kilkaset tysięcy złotych miesięcznie za reformowanie PKP. Mocno i w oparciu o bezsporne fakty wypowiada się pan Leszek Miętek, prezydent Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce i pan Aleksander Motyka przewodniczący Związku Zawodowego Dyżurnych Ruchu PKP. Ale kiedy rządowi propagandyści w połowie zdania przerywają telewizyjną wypowiedź przewodniczącego Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ "Solidarność", pan Henryk Grymel nie może opowiedzieć pasażerom i kolegom dlaczego zginą w podróży.

Knebel nałożony na usta „Solidarności” został już raz skutecznie zerwany przez Polaków masowo uczestniczących w ulicznych protestach, czym chełpią się w kraju i zagranicą te same żulowate typki, które dzisiaj twierdzą, że manifestowanie na ulicach jest objawem słabości, a przy tym swój ukradziony awans społeczny zawdzięczają wyłącznie ograbieniu niegdyś manifestujących z wolności zdobytej z tak wielkim trudem.

Wychodźcie więc Państwo na ulice, manifestujcie głośno swoje przekonania.

Póki możecie jeszcze chodzić i wykrzyczeć swoją krzywdę, jeszcze dla władzy istniejecie jako ludzie a nie tylko maszynki do płacenia podatków i innych danin. Dla zabitych i rannych w wyniku katastrof kolejowych jest już za późno. Nie jest jeszcze za późno dla chorych na raka, którym odmawia się leczenia ratującego życie, tak jak to obecnie z dorosłymi - i to chorymi na raka piersi, tak bardzo interesującego polityków - dzieje się w Poznaniu, a nawet z dziećmi we Wrocławiu. Jeszcze można zdążyć zawalczyć o ich życie, jak o swoje własne i  własnych dzieci. Jak? Trzeba z tym wyjść na ulice i poruszyć sumienia, poinformować międzynarodową opinię publiczną, zaprosić na manifestacje korespondentów zagranicznych, wysyłając im materiały prasowe, używając internetu do alarmowania cywilizowanego świata o tym, co nam tu robią. Tam jeszcze rozumieją logikę postępowania lekarskiego i skutki nieleczenia raka.

W świecie cywilizowanym wiadomo także, że lepiej zapobiegać niż leczyć.  W efekcie petycji Centrum na rzecz Nauki w Interesie publicznym (Center for Science in the Public Interest) z 2011 r. Stan Kalifornia nakazał znakować napoje typu cola zawierające karmel amoniakalno - siarczynowy, czyli E 150 d, ostrzeżeniem przed możliwością ryzyka raka, co powoduje że właściciele najdroższych światowych marek pośpiesznie deklarują zmianę receptur.

Aktualnym przykładem walki konsumentów o bezpieczeństwo własne i przyszłych pokoleń jest akcja amerykańskiej Roboczej Grupy środowiskowej (The Environmental Working Group, petycja do podpisania przez mieszkańców USA) przeciwko ciężkim zagrożeniom zdrowia ze strony substancji chemicznej o nazwie bisphenol A, w skrócie BPA, wykorzystywanej mi. in. do wyrobu poliwęglanów, z których są produkowane 19-litrowe, czyli pięciogalonowe plastikowe butle dla potrzeb dostawy wody do domu, biura i obiektów użyteczności publicznej.

Temat jak najbardziej aktualny w związku z przypadającym na dzień 22 marca Światowym Dniem Wody, a ponieważ cały rok 2012 jest Europejskim Rokiem dla Wody obchodzonym pod hasłem „Zbadaj dogłębnie swoje zaopatrzenie w wodę”, w oryginale „Unearth your water supply” warto się dowiedzieć skąd taką wodę pobierają, zanim nam dowiozą do domu. Jeżeli ktoś ufa, że to sanepid pod obecnym zarządem uchroni nas przed rakiem, zaburzeniami hormonalnymi, bezpłodnością i szeregiem innych nieszczęść wynikających z narażenia na bisphenol A i odcieki z hałd przemysłowych, że Państwowa Inspekcja Sanitarna roku 2012 niejako przefiltruje i zatrzyma szkodliwe domieszki wody zanim one wnikną do naszego organizmu, ten musi koniecznie przeczytać zapis rozmowy z 15. marca br. z zastępcą Głównego Inspektora Sanitarnego  dotyczącej wielkiego skandalu solnego. Wiara w filtr w postaci gnijących struktur państwa jest o wiele, o wiele bardziej złudna i kosztowna niż zaufanie do pseudofiltrów wody do użytku domowego.
Brak narodowi ojca, to pewne. Choć jest przecież najlepszy z najlepszych, uznany przez bojowników cywilizacji śmierci i dlatego przez nich tak znienawidzony. Zbliżający się dzień św. Józefa skłania do refleksji nad rolą ojca w rodzinie i w rodzinie rodzin – w narodzie. W przeddzień, 18. marca, czyli w najbliższą niedzielę, zaproszeniem do udziału mszy świętej w kościele pw. św. Marcina na Ostrowie Tumskim o godzinie 10.00, zasłużony patriota, pan Tadeusz Szczyrbak, prezes Rodziny Rodła rozpoczyna uroczystości 74. rocznicy ogłoszenia  Prawd Polaków spod Znaku Rodła. Jest to dobra okazja spotkania prawych Józefów z Wrocławia i nie tylko z Wrocławia, jest to też okazja oddania należnego hołdu jakże wzorowej ojcowskiej postawie, którą zawsze charakteryzuje się biskup senior archidiecezji wrocławskiej ks. bp Józef Pazdur, nie tak dawno obchodzący jubileusz 60-lecia przyjęcia święceń kapłańskich.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 23 marca 2012

Szczęść Boże!

Nawet największym łgarzom wypsnie się - choć z rzadka - słowo prawdy. To coś jak wożenie łupów z kradzieży. Dopóki nie dojdzie do wypadku, nikt się nie dowie co wiezie kosztowny samochód. Kosztowny na miarę wielkich korzyści czerpanych z dystrybucji kłamstwa. Im wcześniej prawda się wysypie, tym lepiej dla nas.

Takim wypadkiem jest na przykład ujawnienie błędów logicznych i rzeczowych w decyzjach władz dotyczących jakichś reform sprzedawanych opinii publicznej jako niezbędnie konieczne, a przy tym już na etapie przyjmowania założeń pozbawionych jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. Wobec wejścia do portu w Gdyni statku przywożącego z Australii węgiel w ilości ponad 1% naszego rocznego wydobycia oraz wynikającej ze spisu podobno powszechnego kompromitacji założeń do planu likwidacji emerytur, od razu nasuwają się na myśl reformy Buzka i Tuska.

Autorzy i rzecznicy tych pomysłów powołują się na jakieś siły wyższe jako źródło inspiracji. Wcześniej była to budowa światowego imperium komunistycznego wedle wskazań nieomylnych przywódców radzieckich, nieomylnych do kolejnej fali samokrytyki. Obecnie siłą wyższą jest reputacja w Unii Europejskiej, postrzegana jako milczenie albo niewrogie recenzje w prasie niemieckiej, a także opinia rynków finansowych kreowana przez autorytety moralne tej rangi co kawiorowy socjalista Dominique Strauss – Kahn.

W oparciu o wyssane z palca pseudonaukowe doktryny służące zaspokojeniu potrzeb gospodarki sąsiadów, która wyje z braku rąk do czarnej roboty, celowo stwarza się nieznośne warunki życia w Polsce i zmusza młodych do wyjazdu za Odrę i Nysę Łużycką, gdzie mają zastąpić coraz bardziej tam poniewieranych Turków i innych muzułmanów. Pomimo licznych kampanii do wyjazdu na roboty chętnych brak, nad czym biadolą entuzjaści liczącej wiele tysiącleci tradycji uznawania Słowian za niewolników. Polacy jednak wolą wyjechać na Wyspy, do innych krajów angielskojęzycznych, czy do Skandynawii. O odpowiedź na pytanie dlaczego nie chcemy pracować w Niemczech, warto poprosić niemieckie elity polityczne uczestniczące w hecach Eriki Steinbach i tolerujące nawrót publicznych przejawów nienawiści do Polaków – od pamiętnych kartofli po czynne znieważenie przez przyjezdnych bojówkarzy naszych symboli narodowych i nietykalności cielesnej członków grupy rekonstrukcyjnej w Narodowe Święto Niepodległości 2011.

Wielu pokłada nadzieję na skuteczną wreszcie denazyfikację w charyzmie wielebnego Joachima Gaucka, nowomianowanego przez Bundestag prezydentem Niemiec. Dwie trzecie Niemców to chrześcijanie, a wśród nich - po połowie to katolicy i protestanci. Jeśli nie teraz, to kiedy przed Niemcami znowu otworzy się tak wyjątkowa jak obecnie szansa na odcięcie się od przywoływania wyższych celów dla usprawiedliwienia własnego interesu realizowanego w sposób nieraz bestialski, a co najmniej z ciężką krzywdą dla ofiar buty i zaborczości. Już w XII wieku Helmold von Bosau w Chronica Slavorum (Slawenchronik) zdemaskował prawdziwe powody rzezi Słowian w Meklemburgii i na Pomorzu dokonanej przez prących na wschód krzyżowców: "nulla de Christianitate fuit mentio, sed tantum de pecunia" – "nie było mowy o chrześcijaństwie, tylko o pieniądzach". Ostentacyjna przyjaźń tak sławnych wodzów jak Perteikamerad Schroeder i towarzysz Miller zakończyła się instalacją omijającego polski tranzyt gazociągu na dnie Bałtyku z blokadą naszych portów w pakiecie oraz eskalacją ataków lewackich bojówek.

Tak przecież w równoprawnych stosunkach sąsiedzkich być nie musi. Duchowa jedność i chrześcijańska miłość, caritas, obecnego i poprzedniego papieża zaowocowała niedoścignionymi dziełami w skali globalnej, w tym odwzajemnianą miłością Ojca  Świętego Benedykta XVI do Polaków.
Prezydent Niemiec, wielebny Joachim Gauck niewątpliwie zna treść datowanego w Wiedniu 19. marca 2012r. Raportu Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie (www.IntoleranceAgainstChristians.eu), jak  i  przemówienie Jego Świątobliwości Benedykta XVI wygłoszone do biskupów Stanów Zjednoczonych Ameryki przybyłych z wizytą „ad limina” 19 stycznia 2012 (Benedict XVI, Speeches, January 2012), w którym Ojciec Święty podkreślił narastającą w USA wrogość wobec chrześcijaństwa i jej kulturowe następstwa sprzyjające totalitaryzmowi i zredukowanej wizji człowieka. Jest okazja uzyskania przez silne gospodarczo Niemcy chwalebnego statusu obrońców wolności religijnej na świecie. A czegóż to następstwem jest bezdzietność w bogatych krajach? Młodzi Polacy, w olbrzymiej większości katolicy, biją rekordy dzietności zagranicą, gdzie istnieje dobra polityka prorodzinna. Trzeba wierzyć, że brawurowa odwaga prezydenta Gaucka przyczyni się do intensyfikacji dialogu ekumenicznego dla dobra każdej osoby ludzkiej, dla ratowania chrześcijan przed prześladowaniami, dla prawdziwego pojednania Polaków i Niemców uwolnionych od upiorów przeszłości i wspólnie zmieniających świat na lepsze.

A problemów wspólnych, choć powstałych w wyniku odmiennych, wręcz odwrotnych,  mechanizmów, jest więcej niż trzeba. Już od dawna w Niemczech nasila się problem niskich emerytur. W Północnej Nadrenii – Westfalii co trzeci emeryt, aby przeżyć, musi pójść do pracy, o czym pisał DER SPIEGEL już 26. października 2009r. W artykule pod tytułem „Pracujący emeryt. Harować aż do śmierci -„Arbeitende Rentner.  Malochen bis zum Tod”.

Donald Tusk pozwala sobie na inną retorykę w stosunku do osób dopiero co pogardliwie przez niego nazywanych moherowymi beretami. Powiada, że praca przyniesie seniorom szacunek otoczenia, po prostu praca czyni wolnym. Lepiej tego nie tłumaczyć na niemiecki.

Zwłaszcza, że gremia rządowych ekspertów dobrze płatnych za okazywaną niekompetencję albo przemilczanie znanej sobie prawdy nie są w stanie dostrzec w jakim stanie zdrowia Polacy mieli by harować aż do śmierci i kiedy mogła by ona nastąpić.

Z leczenia raka kolejny rząd Tuska czyni narzędzie tortur, tortur psychicznych i fizycznych w stosunku do chorych na raka i ich bliskich. Badania profilaktyczne tylko poszerzają gremia ludzi w beznadziejnej sytuacji wyczekujących na zmiłowanie w postaci leczenia ratującego życie.

Jak wiadomo ryzyko zgonu na raka gwałtownie przyspiesza po sześćdziesiątce. A jak wobec tego wygląda ryzyko zgonu z powodu raka przed 60. rokiem życia w Polsce na tle świata? Według ostatnich dostępnych danych z 81 państw świata, które po roku 2003 dostarczyły informacje do organów ONZ, skumulowane ryzyko zgonu z powodu wszystkich lokalizacji raka, od urodzenia do 59 roku życia, w Polsce dla mężczyzn wynosi 4,6%, a dla kobiet – 3,4%. W globalnym rankingu ryzyka zgonu z powodu raka przed sześćdziesiątką polscy mężczyźni zajmują miejsce 12., kobiety – 9. Rozejrzyjcie się Państwo po rodzinie i znajomych, pomyślcie sobie, że jeśli nie wywalczycie poprawy w zakresie prewencji, profilaktyki i leczenia raka, jedna spośród 21 znanych wam osób płci męskiej i jedna na 33 spośród znanych wam osób płci żeńskiej umrze na raka przed sześćdziesiątką. To ryzyko dotyczy was samych i waszych dzieci.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 30 marca 2012

Szczęść Boże!

Za świetny powód napadu rechotliwej wesołości uznają Szejnfeld i Bury zbrodnię pod Smoleńskiem. Za podły uznaje Tusk sprzeciw opozycji wobec planu zapędzenia Polaków do pracy aż do śmierci.  Za głupie uznaje Pawlak pytanie dziennikarza o prawdziwą przyczynę zaprzestania bajań o trosce o matkę - Polkę. Za naćpaną hołotę uznaje Miller Ruch Palikota, trzecią - niemal 10% - siłę w Sejmie, podczas debaty prowadzonej pod przewodnictwem Nowickiej z Ruchu Palikota.

Uznaniowość władców Polski ma się dobrze, jak nigdy.

Zgodnie z kodem znaczeniowym powszechnie w Polsce zrozumiałym, a przy tym  głęboko zakorzenionym w doktrynie marksistowskiej, można powiedzieć: oto jest poziom dialogu władzy ze społeczeństwem pod koniec marca 2012r. Pod naporem realiów kolejnym ekipom marksistów przychodziło nasłuchać się o tak zwanej uznaniowości (a w istocie – arbitralności) ich decyzji płynącej z arogancji władzy.

Był to dla tych ekip czas oddania steru nawy państwowej w godne ręce następców. Niestety, równie  aroganckich i podejmujących nie mniej arbitralne decyzje niż ich poprzednicy, o czym społeczeństwo dowiadywało się w ramach następnej fali samokrytyki.

Dialog władzy ze społeczeństwem odbywa się nie tylko w telewizji, lecz także na ulicach. Dokładnie jak za komuny, pod Urzędem Rady Ministrów i pod Sejmem robotnicy wyrażają swój sprzeciw przeciwko arogancji władzy. Te same hasła, które wyszydzały Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą wysuwane są przeciwko Platformie Obywatelskiej.

Nota bene: warto zwrócić uwagę na tragicznie smutne podobieństwo kompromitacji określeń 'polska' i 'robotnicza' w przypadku nieboszczki PZPR oraz 'obywatelska' w sytuacji dogorywającej PO.
Największy transparent wywieszony przez SOLIDARNOŚĆ Śląska i Zagłębia w miasteczku namiotowym w Alejach Ujazdowskich, który sfotografowałem 27. marca 2012r. tuż przed 18-tą, głosił: POPIERAJCIE PO CZYNEM, UMIERAJCIE PRZED TERMINEM. Pod spodem widniała niedwuznacznie brzmiąca inwokacja skierowana do jakiegoś bliżej nie kreślonego Donalda, na tyle wyraziście sformułowana, aby mógł ją pojąć i zapamiętać. Robotnicy z SOLIDARNOŚCI w jaskrawo czerwonych  kurtkach stojący pod pomnikiem Szopena w Łazienkach Królewskich w Warszawie w oczekiwaniu na hasło do głośnej akcji obywatelskiego protestu w marcu 2012, to widok niezapomniany, z którym dzielę się na stronie internetowej halat.pl , nie ze względu na roztkliwiającą podróż sentymentalną w czasie, ale z tego powodu, że właśnie ci mężczyźni pokazują wszystkim jak należy walczyć największe dobro doczesne własne i swoich bliskich, czyli jak należy walczyć o życie.
Kilkadziesiąt lat temu  kruszyliśmy komunę, szydząc z rządzącej aroganckiej monopartii:  POPIERAJCIE PARTIĘ CZYNEM, UMIERAJCIE PRZED TERMINEM. Partię, w domyśle – PZPR. Dzisiaj, myślisz partia – mówisz Platforma Obywatelska, w skrócie PO.

Dla lekarza medycyny specjalisty epidemiologa tak specyficznie unikatowe hasło na transparencie wywieszonym w tak kluczowym miejscu i w tak przełomowym czasie to prawdziwe wyzwanie. Pojawia się kwestia słuszności bądź niesłuszności prezentacji w przestrzeni publicznej oskarżenia Platformy Obywatelskiej o celowe dążenie do skrócenia długości życia Polaków, o upatrywanie interesu Platformy Obywatelskiej w tym, że Polacy umrą przed terminem, czyli będą żyć krócej niż im się należy.

Otóż - zdaniem władz - wiele nam się nie należy. Muszę tu przypomnieć dane z felietonu z 11. listopada 2011 roku: „w światowym rankingu długości życia Polska w 1980r. była na pozycji 41., a w roku 2010 SPADŁA O JEDENAŚCIE MIEJSC i znalazła się na pozycji 52. Trzydzieści lat do wykonania ogromu zadań na rzecz wydłużenia życia Polaków zostało bezpowrotnie straconych. W latach 1980 – 2010 przyrost oczekiwanej długości życia w Polsce wyniósł zaledwie 5 lat, co stawia nas na kompromitującej 143. pozycji wśród 194 krajów świata.”. Jak już wielokrotnie informowałem, epidemia AIDS wyniszczająca południe Afryki, w Polsce znajduje swój odpowiednik w epidemii raka. Tzw. „nauka” w służbie propagandy nie tylko snuje opowieści o jakoby wielkim skoku cywilizacyjnym w związku z jakże mizernym na tle świata wydłużeniem życia Polaków, ale do tego uznaje epidemię raka za skutek wydłużenia życia, co zresztą jest zupełnie oczywiste, ale nie w odniesieniu do Polski, gdzie nie tylko krótkie jest życie Polaków, ale i co roku   umiera na raka w wieku od 0 do 59 lat życia 23-tysięczna rzesza ludzi, czyli  średniej wielkości powiatowe miasteczko. I  znowu przypomnę dane z felietonu, tym razem sprzed tygodnia:  prawdopodobieństwo „zgonu z powodu raka, od urodzenia do 59 roku życia, w Polsce dla mężczyzn wynosi 4,6%, a dla kobiet – 3,4%. W globalnym rankingu ryzyka zgonu z powodu raka przed sześćdziesiątką polscy mężczyźni zajmują miejsce 12., kobiety – 9. (…) jeśli nie wywalczycie poprawy w zakresie prewencji, profilaktyki i leczenia raka, jedna spośród 21 znanych wam osób płci męskiej i jedna na 33 spośród znanych wam osób płci żeńskiej umrze na raka przed sześćdziesiątką.” Dla uzupełnienia podaję dokładne liczby z zasobów Światowej Organizacji Zdrowia: w latach 1990 - 2009 zmarło na raka 410 240 mieszkańców Polski w wieku od 0 do 59. roku życia, w tym 236 742 osoby płci męskiej i 173 498 osób płci żeńskiej.

Aby doprowadzić do raka, pojedynczy czynnik rakotwórczy potrzebuje zwykle od 10 do 20 lat. Im więcej kancerogenów, im większe ich stężenie lub natężenie, tym silniejszy efekt ich spotęgowanego, synergistycznego działania.

W roku 1993 rząd przyjął opracowany pod moim kierownictwem NARODOWY PROGRAM ZDROWIA, którego celem było wydobycie Polaków z zapaści demograficznej, wynikającej przede wszystkim z intensywnego narażenia na czynniki rakotwórcze w domu, pracy, szkole, szpitalu, w pomieszczeniach i poza ich obrębem, obecne w powietrzu atmosferycznym i na stanowiskach pracy, w pożywieniu włącznie z wodą z kranu i z butelki, w przedmiotach codziennego użytku, w glebie, kąpieliskach i w wielu innych nośnikach i w wielu innych miejscach, o których bezpieczeństwie dla zdrowia i życia decyduje przyjęte prawo sanitarne i skuteczność jego egzekwowania. Kolejny rząd, rząd Pawlaka, który nastał pod koniec roku 1993, wyrzucił NARODOWY PROGRAM ZDROWIA 1993 do kosza, a dorobek kolejnych rządów w zakresie eliminacji do osiągalnego minimum zagrożenia ze strony czynników rakotwórczych najlepiej obrazuje stosunek Tuska i Pawlaka do wykrycia przez Centralne Biuro Śledcze i nagłośnienia przez media masowego i wieloletniego procederu używania odpadu z fabryki chlorku winylu jako surowca do produkcji spożywczej. Uznanie przez PO i PSL skandalu solnego za nieważny ci poprą czynem, którzy umrą przed terminem.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 13 kwietnia 2012

Szczęść Boże!

Opierając się na doniesieniach rosyjskiej dziennika „Maskovskije Novosti”, można powiedzieć, że z szafy wypadł trup. Trup zaufania Polaków w sprawiedliwe traktowanie nas przez Europę i instytucje przez Europę wyłonione w celu umacniania wartości europejskich. Gdyby Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu rzeczywiście uznał brak odpowiedzialności Rosji za wymordowanie w lesie katyńskim wielu tysięcy polskich oficerów strzałem w tył głowy, natychmiast należałoby przeprowadzić ogólnonarodową debatę Polaków z kraju i zagranicy celem zdefiniowania polskiej racji stanu w gwałtownie zmienionych tym wyrokiem warunkach jej realizacji.

Poszukiwanie sojuszników staje się sprawą coraz bardziej palącą, gdyż już nie tylko władza wykonawcza Unii Europejskiej, w postaci Komisji Europejskiej, nakłada na Polskę rujnujące naszą gospodarkę kontrybucje pod urojonym i wyszydzonym przez niezależną od polityków naukę pretekstem wielkiego udziału Polski w psuciu powietrza na świecie.

Już nie tylko władza ustawodawcza Unii Europejskiej, w postaci Parlamentu Europejskiego, nie potępia partii i rządu Tuska za łamanie unijnych traktatów dotyczących

    * bezpieczeństwa żywności na jednolitym wspólnym rynku europejskim,
    *  zabezpieczenia chorych na raka w leki niezbędne do ratowania życia,
    * ochrony obywateli przed rażącą dyskryminacją w sprawie dostępu Telewizji TRWAM do multiplexu, przed mową nienawiści poniżającą osoby nie popierające rządu, prowokującą do zbrodni na tle politycznym - od zamordowania Marka Rosiaka, działacza PiS w Łodzi po zbrodnię stanu pod Smoleńskiem - i usprawiedliwiającą prześladowania przeciwników establishmentu w pracy, szkole, miejscu zamieszkania i na płaszczyźnie medialnej.

Tych przejawów gwałcenia wartości europejskich w Polsce czujne oczy i uszy europarlamentarzystów nie dostrzegają. Nie reagują oni na niezwykle drastyczne i przypominające praktyki brunatnej i czerwonej dyktatury zachowania o charakterze die brutale Gewalt, brutalnej przemocy zapowiedzianej przez Hitlera w Mein Kampf i już po paru latach obowiązującej jako państwowa doktryna Niemiec.

Wprawdzie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu jest wyłącznie organem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka a nie Unii Europejskiej, tak jak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to jednak jego sędziowie, wraz z wiceprzewodniczącym prof. Lechem Garlickim z Polski, reprezentują ogólnoeuropejskie pojęcie sprawiedliwości, a ich wyroki wyznaczają  ogólnoeuropejskie standardy sprawiedliwości. W Europie jako całości, włącznie z wszystkimi państwami członkowskimi Unii Europejskiej, z Rosją, Gruzją, Islandią, Turcją, Szwajcarią, San Marino i Andorrą. A więc gdyby zgodnie z ogólnoeuropejskim standardem sprawiedliwości uszło Rosji płazem wymordowanie strzałem w tył głowy tysięcy polskich jeńców wojennych, należałoby rozstać się z mrzonkami o wartościach europejskich, jakoby stanowiących dla nas gwarancje, że historia w zakresie ludobójstwa Polaków więcej się nie powtórzy. Niedawne akty ludobójstwa na Bałkanach też nie były wcześniej zapowiadane. A co będzie, jeżeli polityka depopulacyjna Tuska nie wystarczy, aby szybko zaspokoić roszczenia terytorialne do 1/3 Państwa Polskiego ze strony członków partii sprawującej władzę w Niemczech i cele mało już skrywanej kolonizacji pod kryptonimem „Powrót”?

Dla wszystkich na świecie, nawet dla obecnej administracji amerykańskiej, jest jasne, że pępek świata, już dawno stracony przez Europę na rzecz USA, coraz szybciej przesuwa się w kierunku Chin. Być może właśnie Chiny, mocarstwo pod wieloma względami cieszące się największymi sukcesami, z demograficznym - czyli tym najbardziej wyrazistym w kategoriach biologicznych - na czele, silnie związane z nami gospodarczo i politycznie zapewnią Polsce wyższy poziom bezpieczeństwa niż coraz bardziej kompromitujące się wartości europejskie, czy też północnoatlantyckie na poziomie Obamy.

Wartości chińskie przewidują na przykład wyrok śmierci za narażenie konsumentów na  utratę zdrowia i życia w wyniku wprowadzania do obrotu żywności szkodliwej dla zdrowia. Za skandal z melaminą z roku 2008 zapadły trzy wyroki śmierci, jeden zawieszono, trzy – dożywotniego i dwa - 15-letniego więzienia. To wszystko na tle oszacowanej liczby 300 tysięcy ofiar ich zbrodniczej działalności, w tym wielu przypadków zgonów niemowląt z powodu uszkodzenia nerek i niedożywienia.

A jak wygląda zastosowanie w analogicznej - o ile nie groźniejszej - sprawie wartości europejskich przez Tuska oraz jego urzędników i popleczników? Kilkanaście lat wprowadzania do obrotu jako środka spożywczego odpadu z fabryki chlorku winylu laureat nagrody Karola Wielkiego uznał za nieważne, między innymi z powodu niewielkich stężeń domieszek, tych akurat, które spodobało się badać. Na straży wartości europejskich i w obronie konsumentów Unii Europejskiej stanęli Czesi.  W Wielkim Tygodniu 2012 tematem numer jeden mediów Republiki Czeskiej stał się wielki skandal solny w Polsce. Minister Rolnictwa Petr Bendl uznał podejście Polski jako "skandaliczne naruszenie przepisów europejskich" i chce prosić o interwencję Johna Dalli, komisarza europejskiego ds. zdrowia publicznego i ochrony konsumentów, zaś dyrektor Państwowej Służby Weterynaryjnej (SVS) Milan Malena zapowiedział przyjazd do Polski grupy ekspertów, której przewodzi wiceminister rolnictwa, Martin Hlaváček, "aby uzyskać od Polaków informacje o stosowaniu soli technicznej w ich zakładach przetwórczych, które eksportują produkty do krajów członkowskich UE, w tym do Republiki Czeskiej".

Oby ta grupa nie zajechała na Podlasie. Tam bowiem, jak donosi 'Słowo Podlasia', 10-14. kwietnia, 2012 "Z kranów leci woda z robakami": „Kilkumilimetrowe, wijące się robaki pojawiły się w bieżącej wodzie już po raz trzeci. Wstępna ocena specjalistów z Katowic zakłada, że mogą to być larwy meszek. Według bialskiego sanepidu na tyle niegroźne, że wodę można pić nawet bez przegotowania. Kto jednak dobrowolnie chciałby pić wodę z robakami? - pyta 'Słowo Podlasia'.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 20 kwietnia 2012

Szczęść Boże!

Zachód opanowało rozczarowanie. Czarujący politycy stracili swój urok, bo wyborcy nagle doznali wstrząsu w wyniku zderzenia się z twardym murem rzeczywistości wykreowanej przez lichwiarzy i wypielęgnowanej przez marionetki obsadzone według woli władców Zachodu na straży interesów wielkich banków i koncernów. Jedna po drugiej padają doktryny narzucane miliardom ludzi na całym świecie, jak z domki z kart rozsypują się misternie ułożone konstrukcje społeczne, gdzie warunkiem przeżycia jest poprawność polityczna, będąca w istocie przymusem  bezwzględnego posłuszeństwa wobec jaśnie oświeconej i wszechmocnej grupki dyktatorów. Elita elit rozwoju cywilizacyjnego, którą miały tworzyć państwa strefy euro degraduje się do klubu bankrutów, przy czym najcięższe ciosy spadają na obywateli tych krajów, którymi rządzili czarujący jak mało kto socjaliści, najbardziej skorzy do głoszenia doktryny niezasłużonej nagrody, albo tak specyficzni mężowie stanu jak Silvio Berlusconi, przez wiele lat rozpoznawany przez Włochów jako mniejsze zło. Ameryka, w ślad za utratą amerykańskich wartości dawno już straciła swoją rolę arbitra demokracji, a pod rządami Obamy traci ostatni bastion sympatii w Europie – Polskę.

Odwet za potworny atak 19 terrorystów na USA 11. września 2001 roku stał się początkiem końca świata wartości Zachodu, który pod wpływem reakcji szokowej na doznaną traumę, utworzył globalny teatr wojny z terrorem, traktując wszystkich jako podejrzanych o terroryzm, nie oszczędzając własnych, a tym bardziej cudzych obywateli. Jakże przydatne jest tu przywołanie myśli Ojca Świętego Benedykta XVI z medytacji na Anioł Pański 11. marca 2012r. na placu Św. Piotra. Ojciec Święty wtedy powiedział: „(...) przemoc pozostaje w sprzeczności z  Królestwem Bożym, jest narzędziem antychrysta. Przemoc nigdy nie jest przydatna ludzkości, ale ją dehumanizuje.” ["(...) violence is contrary to the Kingdom of God, it is a tool of the antichrist. Violence is never useful to humanity but dehumanizes it."]

Papież Kościoła Rzymskokatolickiego jako przywódca duchowy najbardziej licznej na świecie i najbardziej spoistej wspólnoty religijnej - której zasady wiary we wszystkich językach świata są te same i łatwo osiągalne dla każdego kogo stać na dostęp do współczesnego internetu, czy znane od dwóch tysięcy lat uczestnictwo w mszy świętej - określając przemoc jako narzędzie antychrysta, wypowiedział się jako następca św. Piotra, namiestnik Chrystusa na ziemi. To katolicy rozumieją dobrze. Nie tylko katolicy polscy, gdyż przecież wszędzie co rusz katolicy padają ofiarą stosowania przemocy przez antychrysta. Ważne jest, aby cała ludzkość a nie tylko jej 1/6 należąca do Kościoła rzymskokatolickiego zrozumiała, że przemoc odbiera człowiekowi człowieczeństwo. Człowiek stosujący przemoc traci człowieczeństwo, ulega dehumanizacji.

Nauczanie naszego papieża w tym zakresie znajduje bezpośrednie wsparcie w dość odległych ideowo gremiach intelektualistów parających się np. biologią, z których wielu wprost neguje już nie tylko katolicyzm, ale jakąkolwiek religijność. Podczas dorocznego spotkania Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz postępu nauki (American Association for the Advancement of Science) w lutym 2012 r. dr Frans de Waal, prymatolog, ogłosił że „badania odrzuciły pogląd dominujący od XIX w., charakterystyczny dla argumentacji biologa Tomasza Henryka Huxleya, że moralność nie występuje w naturze i jest czymś co stworzył człowiek...bez empatii moralność człowieka jest nie do pomyślenia” - kontynuował. A przecież, jak pisze dr Jan Szafraniec na stronie Serwisu Arcybiskupa Józefa Michalika :”.. to wszystko, co zawiera w sobie pojecie empatii jest cząstką zaledwie tego, co jest zawarte w pojęciu miłosierdzia, będącego specyficznym gatunkiem miłości. Jest ono nie tylko współodczuwaniem, ale także gotowością posługi potrzebującemu.” Dopiero dzięki Fransowi de Waal niekatolicki Zachód dowiedział się, że Huxleyowska doktryna konkurencji na śmierć i życie, bez  oglądania się na interesy innych ludzi jest wynaturzeniem, degeneracją człowieczeństwa. Wartość miłosierdzia rodakom św. Faustyny jest dobrze znana i nie może być niedoceniona w chwilach próby. Taką chwilą próby jest udział w marszach przeciw złu panoszącemu się obecnie w naszej Ojczyźnie.

Podczas mszy za Ojczyznę, która odbyła się 31. marca 2012r. w kościele Bożego Ciała  we Wrocławiu, ks. Mirosław Drzewiecki zauważył, że liczące 700 lat mury  kościoła Bożego Ciała [wspomnianej już w roku koronacji Władysława Łokietka - 1320 świątyni Corpus Christi szpitalnego zakonu joannitów] nie widziały tak podniosłej eucharystii i apelował, aby wrocławski marsz w obronie Telewizji TRWAM miał charakter katolicki. I rzeczywiście, tysiące które ruszyły spod pomnika Bolesława Chrobrego, największego dobroczyńcy stolicy Śląska, nie miotały przekleństw, nie obrzucały obelgami znanych z imienia, nazwiska i stanowiska oszustów, zdrajców i złodziei. Owszem w obronie wolności słowa, przeciw dyskryminacji Telewizji TRWAM i Radia Maryja niosły się po mieście rymowane hasła i manifestacyjne slogany, dzięki wspaniałym kibicom – katolikom patriotom, skandowane na całe gardło, głośno i rytmicznie, zwykle mądre, nieraz kpiarskie, czasem bardzo zabawne, ale nigdy w rodzaju złorzeczeń: „niech ich piekło pochłonie”. Nie, tego nie było. Na to nie pozwalała nam wynikająca z natury naszego człowieczeństwa empatia poszerzona o miłosierdzie uczniów Chrystusa.

Uczestnikom wrocławskich marszów w obronie TELEWIZJI TRWAM każda pogoda dodaje sił.
Bolesław Chrobry Wielki ma prawo do zasłużonej satysfakcji, kiedy spogląda z pomnika we Wrocławiu na manifestacje polskich patriotów . Uczestnikom wrocławskich marszów w obronie TELEWIZJI TRWAM każda pogoda dodaje sił.
Bolesław Chrobry Wielki ma prawo do zasłużonej satysfakcji, kiedy spogląda z pomnika we Wrocławiu na manifestacje polskich patriotów

W sobotę 21. kwietnia 2012, podczas marszu przeciw dyskryminacji Telewizji TRWAM i Radia Maryja, naśladowcom krzyżackiej przewrotności, sowieckiego zamordyzmu, goebbelsowskiej propagandy oraz zamorskiej pogardy dla innych narodów i religii, nie odpłacajmy się przemocą, także słowną w postaci lustrzanej mowy nienawiści. To narzędzie antychrysta, jak uczy nasz papież. W zamian okażmy im, potrzebującym pomocy większej niż ich  zbrodnie, gotowość posługi. Ufajmy w Boże Miłosierdzie.

Guy Fawkes, a recusant Catholic, an instantly recognisable symbol of resistance to an over reaching government
Guy Fawkes, katolik odmawiający poddania się dyktaturze, natychmiastowo rozpoznawalny symbol oporu przeciw rządowi zgarniającemu zbyt wiele władzy. Guy Fawkes, a recusant Catholic, an instantly recognisable symbol of resistance to an over reaching government

Świat patrzy na nas. Świećmy rozczarowanemu Zachodowi przykładem, stając godnie  w obronie  wolności. Guy Fawkes jako recusant Catholic, katolik odmawiający poddania się dyktaturze, natychmiastowo rozpoznawalny symbol oporu przeciw rządowi zgarniającemu zbyt wiele władzy, już raz odniósł historyczne zwycięstwo na ulicach polskich miast. Cała Europa przyznaje, że tylko dzięki Polakom został powstrzymany atak ACTA na wolność internetu.

To przecież oczywista realizacja przesłania błogosławionego Jana Pawła II z poematu 'Myśląc Ojczyzna':
„Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać.
Przychodzi jako dar,  utrzymuje się poprzez zmaganie.”

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Felieton w Radio Maryja, 27 kwietnia 2012

Szczęść Boże!

'Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791' to monumentalna narodowa alegoria, dzieło najwyższej próby, które namalował w roku 1891 wielki artysta malarz Jan Styka ze Lwowa.  Polski  patriota z ojca Czecha, austriackiego oficera.

Inne dzieło pędzla Jana Styki, 'Panorama Golgoty'  znane jako 'Ukrzyżowanie Chrystusa' ('The Crucifixion of Christ', 'The Crucifixion')  to  największy na świecie obraz malarstwa sztalugowego: ma 59 m długości i 14 m wysokości. Z fascynującą i obfitującą w dramatyczne zwroty historią 'Panoramy Golgoty' można zapoznać się na stronie internetowej, którą prowadzi ks. Stanisław Groń, SJ, tamże dokładne oznaczenie ważniejszych postaci będących na obrazie. Będąc w Kalifornii, konieczne trzeba zajrzeć do Glendale w aglomeracji Los Angeles, gdzie w Forest Lawn Memorial-Park znajduje się specjalny pawilon, w którym obraz jest eksponowany. Powstałą za namową Ignacego Paderewskiego 'Panoramę Golgoty' uratował przed zniszczeniem i udostępnił ją kolejnym pokoleniom admiratorów włącznie z ks. kardynałem Karolem Wojtyłą, dr Hubert Eaton, pobożny fundator i twórca Forest Lawn Memorial – Park, tak zamiłowany koneser sztuki chrześcijańskiej, że – jak głosi anegdota - po 25 latach poszukiwań odnalazł nawet wizerunek uśmiechającego się Chrystusa .

Mniej szczęścia ma wspomniana na wstępie 'Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791'. Jest to największych rozmiarów i najstarszy wiekiem „półkownik” nie tylko PRLu, ale i tego wszystkiego co się za PRLem ciągnie w naszej Ojczyźnie, jak to się kiedyś mawiało: jak odór za krasną armią, przy czym słowo odór jest tu odświętnym zamiennikiem pozostającego w codziennym użyciu słowa smród. W tym przypadku smród antypolonizmu.

Oto 'Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791' Jana Styki znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Zadzwoniłem tam 26. kwietnia 2012r. Pan Marek Pierzchała, dział malarstwa, uprzejmie poinformował mnie, że obraz przechowywany jest w piwnicy i że z powodu dużych rozmiarów NIGDY WE WROCŁAWIU NIE BYŁ  WYSTAWIANY. Owszem, w Brzegu i Kielcach - tak, ale nie we Wrocławiu.

Pozwolę sobie na komentarz do tej wypowiedzi, a pod koniec felietonu podam dane kontaktowe do zarządu Muzeum.

Uważam, że dzieło najwyższej patriotycznej próby światowej sławy polskiego malarza panoramisty, wraz z Wojciechem Kossakiem głównego współtwórcy Panoramy Racławickiej będącej jedną z głównych atrakcji turystycznych Wrocławia, w muzealnej piwnicy nie jest przechowywane a ukrywane przed narodem, jest skazywane na zapomnienie, na zgnicie w lochu aż rozpadnie się w strzępy i zostanie pożarte przez grzyby, pleśnie, a może i szczury, których jeszcze tyle co teraz od wojny we Wrocławiu nie widziano.

I za co  'Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791' Jana Styki tak cierpi? Dlaczego muzeum z nazwy narodowe nigdy jej nie pokazuje publiczności krajowej i zagranicznej? Czym i komu tak zagraża przesłanie sprzed ponad stu lat, że nikt nie ma dostępu do głoszonych przez nie idei, że jest pomijane milczeniem w katalogach i opisach muzealnych?  Na obrazie: Polska w białej szacie bez winy zniewolona, przykuta do skały, ale Matka Boska Królowa Polski nad nami czuwa, nie opuści nas. Pod krzyżem gromadzą się tłumy wszystkich stanów, szlachta, chłopi i mieszczanie składają hołd generałowi  Tadeuszowi Kościuszce wiodącemu lud zbrojny w kosy do walki o wolność. Na kolanach jasnogórski paulin ksiądz Augustyn Kordecki i warszawski szewc Jan Kiliński. Szable unoszą wysoko generał Kazimierz Pułaski książę Józef Poniatowski,  generał Henryk Dąbrowski. Natchniony Adam Mickiewicz na czele twórców i uczonych...

Do sumienia rzetelnych historyków i historyków sztuki wypada apelować o skorygowanie, poszerzenie i uszczegółowienie tej interpretacji, o opisanie sceny pędzącej karocy w ucieczce? zdrajców? ciągnionej przez trójkę koni tratującą stojących na jej drodze mężczyzn w kontuszach.

Kto mógłby wystąpić w roli dra Huberta Eatona, zbawcy 'Panoramy Golgoty' i wydobyć z lochu patriotyczne arcydzieło Jana Styki 'Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791'?

Może pan prezydent Bronisław Komorowski? Już w Noworocznym Orędziu Prezydenta RP powiedział: „To wielki zaszczyt gościć w Państwa domach w dniu tak szczególnym gdy symbolicznie przeszłość STYKA się z przyszłością...”. Warto też odnotować poprawę w zakresie wyboru barw polskiej flagi z okazji świąt narodowych. Jeszcze na Narodowe Święto Niepodległości 2011 w prezydenckich kotylionach obowiązywały barwy japońskiego kręgu słońca Hinomaru. Upłynęło niewiele ponad 5 miesięcy i na oficjalnej stronie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Dla młodych / Zrób biało-czerwony kotylion pojawiła się instrukcja odwrotnego zastosowania kolorów, w której efekcie rozetki nazywane kotylionami nabrały wreszcie barw polskiej flagi i to pomimo że trzeciego maja przypada narodowe święto Japonii - Dzień Pamięci Konstytucji, Kenpo Kinen-bi. Lepiej późno i cichaczem poprawić się niż wcale. A poza tym pamiętamy nauczanie, że: kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Moglibyśmy też wybaczyć kompromitację z pomyleniem barw narodowych na prezydenckich kotylionach, a nawet o niej zapomnieć, jako że nie ma ludzi - nawet prezydentów - nieomylnych,   gdyby na przyszłoroczne święto Konstytucji 3 Maja monumentalna narodowa alegoria 'Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791" została wydobyta z ciemnicy i wystawiona w stałej ekspozycji Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Sprawa jest warta pełnej mobilizacji Polaków z kraju i zagranicy, o którą przecież ostatnio nietrudno, jak widać po udziale 120 000 tysięcy osób w centralnej manifestacji w obronie Telewizji TRWAM 21. kwietnia 2012r.. Podaję więc dane kontaktowe Muzeum Narodowego we Wrocławiu: adres pocztowy: Pl. Powstańców Warszawy 5, 50-153 Wrocław, telefon centrali (+48) 71372 51 50, fax: (+48) 71372-51-59, e-mail: sekretariat@mnwr.art.pl.

Stańmy w obronie Polonii, uczcijmy czynem  Konstytucję 3 Maja 1791.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 4 maja 2012

Szczęść Boże!

Na wstępie powtórzę w tym miejscu ogłoszenie podane do wiadomości publicznej na mojej stronie halat.pl:
„Wiadomość z ostatniej chwili (30. kwietnia, 2012r, godz.13)
Pan Romuald Nowak, Dział Panoramy Racławickiej, Muzeum Narodowego we Wrocławiu 30. kwietnia, 2012r, godz.13 przez telefon przekazał  następującą informację  "Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791" Jana Styki ze względu na duże rozmiary nigdy nie była wystawiana w budynku Muzeum Narodowego we Wrocławiu przy pl. Powstańców Warszawy 5, ale przez 6 lat była pokazywana w ramach patriotycznej wystawy Wrocławskiego Arsenału. Od 12 lat  obraz jest w stałej  ekspozycji Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu (na Śląskim Wawelu), gdzie kosztem wysokich nakładów otrzymał należną oprawę, a dyrekcja Muzeum w celu popularyzacji dzieła  wznowiła w milionowym nakładzie patriotyczną pocztówkę sprzed I wojny światowej.

Powyższa informacja zaprzecza mojemu zrozumieniu słów pana Marka  Pierzchały, Dział Malarstwa Muzeum Narodowego we Wrocławiu, który 26. kwietnia 2012 poinformował mnie, że "obraz przechowywany jest w piwnicy i że z powodu dużych rozmiarów NIGDY WE WROCŁAWIU NIE BYŁ WYSTAWIANY. Owszem, w Brzegu i Kielcach - tak, ale nie we Wrocławiu.", [ felieton wygłoszony w tej sprawie 27. kwietnia 2012 r., można wysłuchać i przeczytać tutaj  ]  a ponieważ prawda jest tylko jedna, przepraszam za spowodowane zamieszanie, w szczególności za podanie w wątpliwość profesjonalnej troski polskich muzealników o dzieła dokumentujące patriotyzm Polaków.  Oby ta sprawa przyczyniła się do popularyzacji przesłania zawartego w dziele Jana Styki i zachęciła turystów do odwiedzin Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu.”

W drugiej dekadzie XXI w. po narodzeniu Chrystusa platformą komunikacji w skali globalnej jest internet, którego główną zaletą jest łatwość wyszukiwania informacji w dowolnym języku i na dowolny temat. Jeszcze ważniejsza jest tu wolność wypowiedzi. Każdy, od okrutnego dyktatora do rodziny torturowanego przez niego więźnia sumienia, od papieża do uczennicy szkółki misyjnej w Zambii, od laureata nagrody Nobla w dziedzinie fizyki do do nikomu nieznanego autora bezcennego wynalazku, dosłownie każdy może w internecie zamieścić swoją wypowiedź. Tego jeszcze nie było. Internet jako narzędzie demokracji i to w skali światowej, nie znajduje w przeszłości żadnych odniesień. Nie wolno przy tym nie zauważyć, że z tego narzędzia mogą korzystać tylko ci, którzy mają do niego dostęp. Na świecie jest ich zdecydowanie mniej niż tych, którzy żyją bez prądu i są analfabetami, a komputera nie widzieli  nawet w sklepie. Stąd pytanie: jak ludzie szczególnie uprzywilejowani dostępem do internetu, a tym bardziej zamieszczający w sieci informacje osiągalne z każdego zakątka świata, nawet ze środka Sahary dzięki telefonii satelitarnej, jak ci ludzie wykorzystują otrzymany dar. Czy dobrze, czy źle? Czy skutecznie, czy nieskutecznie?

Ocena etyczna naturalnie zależy od przyjętych kryteriów. Co dla katolika jest dobre, dla handlarza żywym towarem jest złe i odwrotnie. Co za polskiego patrioty jest dobre dla niemieckiego szowinisty jest złe. I znowu odwrotnie. Co innego skuteczność. Tu wszystko zaczyna się od możliwości wyszukania zamieszczonej w internecie informacji. To wyszukiwalność, ang. searchability, decyduje o wszystkim. Największe dzieło umysłu, najgorętsze porywy serca nie opuszczą przysłowiowej szuflady, jeśli nie przejdą progu wyszukiwalności w internecie. O wyszukiwalności decyduje pozycja strony w wyszukiwarkach internetowych, z Google na czele, stąd i wyszukiwalność w wyniku googlowania zasadniczo różni się od peregrynacji badaczy sprzed ery internetu. Książki, prasa, radio, telewizja jako źródło aktualnej i weryfikowalnej informacji musiały ustąpić internetowi, stąd i powiedzenie, że „czego nie ma w internecie, tego nie ma na świecie”. Chcemy na przykład dowiedzieć się, gdzie można obejrzeć obraz światowej sławy malarza zawierający aktualne rocznicowe patriotyczne przesłanie. Czy wsiadamy do samochodu i ruszamy na przegląd wszystkich muzeów, aby sprawdzić gdzie ten obraz jest eksponowany? To przecież nierealne, zwłaszcza, że Polak nie ma po czym i za co jeździć. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem zaglądamy do internetu i tam dowiadujemy się, że poszukiwane dzieło znajduje się w konkretnym muzeum. Przeglądając strony tegoż muzeum, ze zdziwieniem stwierdzamy, że nie można znaleźć ani fotografii poszukiwanego dzieła, ani informacji, w której sali jest ono wystawione. A jest to przecież uznane arcydzieło, docenione przez pokolenia Polaków, a nie jakiś na siłę lansowany bohomaz ustosunkowanego beztalencia. Dzwonimy więc do tegoż muzeum, aby uzyskać informację z pierwszej ręki. Nie naśladując obrzydliwego dialogu Michnik – Rywin, rozmowy nie nagrywamy, bo to przecież rozmowa ludzi honoru. Dalszy ciąg jest znany ze wstępu felietonu.  Summa summarum okazało się, że 'Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791'  monumentalna narodowa alegoria, dzieło najwyższej próby, które namalował w roku 1891 wielki artysty malarza Jan Styki jest ukrywane przed narodem, skazywane na zapomnienie w INTERNECIE a nie w muzealnej piwnicy, a ponieważ zostało wywiezione do Brzegu - nie zostanie pożarte przez rozplenione we Wrocławiu szczury, nie rozpadnie się też w strzępy i nie zaszkodzą mu grzyby i pleśnie, gdyż wisi w sali na pierwszym piętrze Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu, o czym wszakże z internetu dowiedzieć się nie można nawet w przeddzień rocznicy 3 maja, a poza drobną  i nie wyszukiwalną wzmianką, na stronach tego muzeum nie można znaleźć fotografii obrazu, który powinien dla Brzegu na Śląsku Opolskim stanowić atrakcję turystyczną równej miary co Panorama Racławicka dla Wrocławia. Przypominam, że dzisiaj „czego nie ma w internecie, tego nie ma na świecie”.

Wszystkim, którzy na mój apel wystąpili drogą mailową, telefoniczną i faksową w obronie przed zapomnieniem obrazu "Polonia, Konstytucja 3 Maja 1791" składam serdeczne podziękowanie i proszę o nieustawanie w popularyzacji przesłania zawartego w dziele Jana Styki. Co do największych, czy też najstarszych  „półkowników” PRLu i PRLu bis niechby wypowiedzieli się specjaliści poszukujący każdego z dwóch dzieł Jana Matejki „Carowie Szujscy na sejmie warszawskim" znanego jako „Hołd ruski”.

Na tle tej sprawy pozwolę sobie na refleksję co do własnej specjalności w obszarze medycyny – epidemiologii. Oto żadna z wielu moich wypowiedzi zasadniczo sprzecznych z dominującą  pseudonaukową medycyną reklamową i polityczną nie spotkała się z uzasadnionym zaprzeczeniem. W  układach zero-jedynkowych prawda jest tylko jedna.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 11 maja 2012

Szczęść Boże!

W prastarym miasteczku Sobótka w powiecie wrocławskim stoi pomnik wystawiony Polakom na Ziemiach Odzyskanych - "tym, których los i historia rzuciły na te ziemie w poszukiwaniu domu i ojczyzny".

Wypędzeni bez żadnej winy z Kresów Wschodnich bronią ojcowizny na Kresach Zachodnich. Patriotyzm Polaków żyjących na kresach zawsze był legendarny i doceniany przez ludzi Polsce wiernych, jak i znienawidzony przez jej zaciekłych wrogów. Po wsze czasy do panteonu chwały Państwa Polskiego weszły Orlęta Lwowskie, młodzi i bardzo młodzi ludzie gołymi rękami broniący swojego miasta przed obcą władzą. Moja Babcia po kądzieli, Eugenia Gągola z d. Kociumbas rocznik 1898 jeszcze za Austriaka jako jedna z pierwszych wstąpiła w szeregi polskiego harcerstwa powstającego we Lwowie, a za Niemca uczyła potajemnie na kompletach,  o czym pamiętają do dzisiaj kolejne pokolenia harcerzy stawiających na jej grobie znicz i chorągiewkę z harcerską lilijką na wrocławskim cmentarzu osobowickim. No bo przecież Lwów przewieziono bydlęcymi wagonami do Wrocławia. Kto nie chciał zostać sowieckim grażdaninem, musiał wyjechać. Choć wielu Polaków odmówiło wyjazdu, jak moi pradziadkowie, którzy stwierdzili, że czy to władza austriacka, czy ruska, czy niemiecka, czy ukraińska, to nie ma znaczenia. Lwów, „ta joj, ta Lwów, ta miasto snów” jest ich miastem i go nie opuszczą. W ukochanym mieście pozostali na zawsze, a z nimi siostra mojej babci, przedwojenna farmaceutka.

Pamięci naszych przodków na Kresach Wschodnich i sumieniu rozproszonych po świecie potomków kresowian należy powierzyć gorący sprzeciw wobec dziwacznego bojkotu EURO 2012 we Lwowie i na całej Ukrainie. Trzeba wyraźnie poprzeć jednoznaczne i zgodne z interesem Polaków i Ukraińców stanowisko, które 5. maja 2012r. zajął JE ks. arcybiskup Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski od 2008r., przewodniczący Konferencji Episkopatu Ukrainy obrządku łacińskiego, a wcześniej wieloletni sekretarz naszych obydwu ostatnich papieży.

Kresowianami ze wschodu II Rzeczypospolitej zostały zaludnione Ziemie Odzyskane z łaski Stalina i staraniem polskich patriotów u jego boku działających na rzecz mniejszego zła i dlatego pisanych bez cudzysłowu. Kresowianami zahartowanymi w bojach o Ojczyznę, dla których miłość i ofiara dla Ojczyzny są oczywistą koniecznością. W wielkim tyglu powojennych migracji z różnych stron Polski i z zagranicy pierwiastek kresowy zawsze miał większe niż mniejsze znaczenie w formowaniu ducha osadników zasiedlających wsie, miasteczka i miasta opuszczone przez sieroty po Hitlerze. Stąd i rola, jaką m. in. Region SOLIDARNOŚCI Dolny Śląsk ze stolicą we Wrocławiu odegrał w budzeniu sumienia całego narodu podczas zrywu pierwszej i drugiej solidarności, czyli przed i po stanie wojennym.

Dzisiaj nadszedł czas na trzeci zryw solidarności. Za chwilę podam dane kontaktowe dla tych z Państwa, którzy chcą wziąć udział w tym zrywie. Proszę przygotować coś do pisania.

Antynarodowa polityka depopulacyjna skutecznie pustoszy Ziemie Odzyskane.   Wsie, miasteczka i miasta opuszczane przez sieroty po Wałęsie dobitnie dowodzą bezwzględnej konieczności patrzenia władzy na łapy a nie na klapy. O  teraźniejszości i przyszłości Polaków decydują ustawy, rozporządzenia, zarządzenia i decyzje administracyjne podpisywane przez rządzących  a nie ornamenty, ani nie piękne słowa. Teraz to już nawet i tych zabrakło. Jak leków dla chorych na raka, w aptece władzy nie ma już środków do narkozy, do usypiania czujności wyborców i podatników poprzez manipulację i przemilczanie prawdy. Ciężkie zabiegi amputacji Polakom praw człowieka i obywatela, w tym wolności wypowiedzi i mediów, prawa do wolności religijnej, do ubezpieczeń społecznych, do ochrony zdrowia, do prywatności, do swobodnego poruszania się - odbywają się od pewnego czasu na zasadzie wiwisekcji, po prostu na żywca, bo władza już nie może wykombinować końskich dawek silnie działających komponentów znieczulenia ogólnego zapewniających uspokojenie, obniżenie pobudliwości, spadek aktywności kory mózgowej, utratę świadomości, zniesienie odruchów, amnezję, zwiotczenie mięśni i utratę odczuwania bólu.

Toteż i bólem wybudzeni z uśpienia Polacy masowo ruszyli do walki o Polskę. Każdy powód jest ważny, ale za najważniejsze, jak to zawsze u nas bywało, uznawane są sprawy wartości, wolności i równości. Stąd ich siła wcielona w marsze przeciwko dyskryminacji Telewizji TRWAM, w opór przeciwko harówce aż do śmierci, w głodówki na rzecz ratowania polskiej młodzieży przed wynarodowieniem.

W tej ostatniej sprawie w ramach działań Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej (vide http://ehistoria.org.pl/, nie mylić z pułapkami zastawianymi w internecie w postaci podobnego brzmienia adresu), zdrowie i życie narażają na szwank działacze pierwszej solidarności dolnośląskiej. Dobrze jeszcze przez wielu pamiętana i jakże droga atmosfera patriotycznego zrywu zagościła ponownie w siedzibie Regionu Dolny Śląsk NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" we Wrocławiu przy Placu Solidarności 1/3/5. W pok. 105 na I piętrze można odwiedzić głodujących patriotów, podpisać wyłożone tam listy poparcia i zabrać ulotki do rozniesienia.

Byłoby to poparcie idące w dziesiątki,  jeśli nie setki tysięcy, gdyby zgłosił się każdy z uczestników wrocławskiego, świdnickiego, legnickiego, czy jeleniogórskiego marszu przeciw dyskryminacji Telewizji TRWAM. Gdyby każdy z uczestników poświęconego Pamięci Żołnierzy Wyklętych III Wrocławskiego Marszu Patriotów - kibiców WKS Śląsk Wrocław i ich znajomych obok żywiołowej radości z faktu, że po 35 latach piastowski WKS Śląsk Wrocław znowu mistrzem Polski, wykazał  aktywną solidarność z głodującymi patriotami.

Niezwykle ważna jest organiczna praca u podstaw. Pan Tadeusz Szczyrbak z Rodziny Rodła – Wrocław prowadzi autorski projekt multimedialnych lekcji historyczno-edukacyjnych spod Znaku Rodła, które przedstawia w szkołach i parafiach, a na pilny kontakt od zainteresowanych oczekuje  pod numerem telefonu komórkowego 604 145 481.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 18 maja 2012

Szczęść Boże!

Co jest szczytem kompromitacji tego nie wiemy zanim jak grom z jasnego nieba nie spadnie na nas najnowszy rekord wystawienia się na pośmiewisko, okrycia hańbą,  utraty wiarygodności.

Kompromitacją żywią się media brukowe i gadzinowe, z rzadka i na krótko kompromitujące się same w oczach opinii publicznej na podstawie twardych dowodów rządzącej nimi ohydy, choć przecież całą ich działalność można nazwać jedną wielką kompromitacją. W końcu to pracujący dla nich paparazzi i spin doktorzy są zawodowcami w zakresie produkcji kompromitujących newsów bądź przykrywania tychże jeszcze bardziej kompromitującymi, przynajmniej w ich własnym mniemaniu.

Do kompromitacji dochodzi zazwyczaj w atmosferze skandalu, czyli wydarzenia wywołującego zgorszenie i oburzenie. Od poziomu cywilizacyjnego konkretnej społeczności, od stanu kultury i norm w niej obowiązujących, wreszcie od poziomu rozwoju umysłowego i osobistych doświadczeń każdej jednostki wchodzącej w skład tej społeczności zależy czy kompromitacja kogoś lub czegoś wywoła zgorszenie i oburzenie na tyle silne, aby uniemożliwić powtórkę kompromitacji w wykonaniu  tego samego sprawcy.

Z uwagi na liczebność wiernych Kościoła rzymskokatolickiego najbardziej uniwersalne w skali globalnej rozumienie słowa skandal w znaczeniu zgorszenia definiuje Katechizm  Kościoła Katolickiego. Znamienne jest, że definicję zgorszenia zawiera Część trzecia (1691-2557) ŻYCIE W CHRYSTUSIE, Rozdział drugi "BĘDZIESZ MIŁOWAŁ SWEGO BLIŹNIEGO JAK SIEBIE SAMEGO" Jezus powiedział do swoich uczniów: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem" (J 13, 34), Artykuł piąty PIĄTE PRZYKAZANIE Nie będziesz zabijał (Wj 20,13). Punkt I. tego artykułu  nosi nazwę Poszanowanie życia ludzkiego a punkt II. Poszanowanie godności człowieka. W tym ostatnim punkcie Katechizm udziela precyzyjnych wyjaśnień co do poszanowania duszy drugiego człowieka i omawia zgorszenie, dalej odnosi się do poszanowania zdrowia, poszanowania osoby i badań naukowych, poszanowania integralności cielesnej i szacunku dla zmarłych.

2284 Zgorszenie jest postawą lub zachowaniem, które prowadzi drugiego człowieka do popełnienia zła. Ten, kto dopuszcza się zgorszenia, staje się kusicielem swego bliźniego. Narusza cnotę i prawość; może doprowadzić swego brata do śmierci duchowej. Zgorszenie jest poważnym wykroczeniem, jeśli uczynkiem lub zaniedbaniem dobrowolnie doprowadza drugiego człowieka do poważnego wykroczenia.

2285 Zgorszenie nabiera szczególnego ciężaru ze względu na autorytet tych, którzy je powodują, lub słabość tych, którzy go doznają. Nasz Pan wypowiedział takie przekleństwo: "Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych... temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza" (Mt 18, 6) . Zgorszenie jest szczególnie ciężkie, gdy szerzą je ci, którzy, z natury bądź z racji pełnionych funkcji, obowiązani są uczyć i wychowywać innych. Takie zgorszenie Jezus zarzuca uczonym w Piśmie i faryzeuszom, porównując ich do wilków przebranych za owce.

2286 Zgorszenie może być spowodowane przez prawo lub instytucje, przez modę lub opinię publiczną.
W ten sposób winni zgorszenia są ci, którzy ustanawiają prawa lub struktury społeczne prowadzące do degradacji obyczajów i rozkładu życia religijnego lub do "warunków społecznych, które, w sposób zamierzony czy nie, utrudniają albo praktycznie uniemożliwiają życie chrześcijańskie, zgodne z przykazaniami". To samo dotyczy dyrektorów przedsiębiorstw, którzy wydają przepisy zachęcające do oszustwa, nauczycieli, którzy "pobudzają do gniewu... swoich... uczniów", lub tych, którzy manipulują opinią publiczną, odciągając ją od wartości moralnych.

2287 Ten, kto używa władzy, którą rozporządza w sposób prowadzący do czynienia zła, jest winny zgorszenia i odpowiedzialny za zło, któremu bezpośrednio lub pośrednio sprzyjał. "Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą" (Łk 17,1).
Koniec cytatów z Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Mając za sobą przyswojenie obowiązującej normy rozumienia słowa skandal – zgorszenie, można zastanowić się jakie są najcięższe następstwa skandali, którymi raczą nas po kilka razy dziennie negatywni bohaterowie naszych czasów. Po pierwsze rozczarowanie co do autorytetów i w efekcie upadek - przynajmniej tymczasowy - wszelkich autorytetów. Oczarowani urokiem legendarnego i rozpoznawalnego na całym świecie przywódcy SOLIDARNOŚCI martwieją na na dźwięk jego słów szczujących do pałowania robotników walczących o prawo do życia. Przeżywają  emocje bez porównania gorsze niż zawód wobec dalszej kariery aktora obsadzonego w roli papieża. Aktor wiarygodnie wcielający się w powierzoną mu rolę świętego jest po prostu dobrym aktorem i nie ma sensu spodziewać się po nim świętości. Laureat pokojowej nagrody Nobla nawołujący do przemocy, która zgodnie z niedawnym nauczaniem Benedykta XVI jest narzędziem antychrysta, zrzuca z siebie i ze swoich popleczników wszelkie maski i zasłony misternie tkane od dziesięcioleci. Dla rozczarowanych patriotów sprawa jest jasna, dla polakożerców to  woda na młyn.

Właśnie obojętność wobec utraty reputacji, dobrej - a przynajmniej nie podejrzanej - opinii, jest kolejnym następstwem skandali wydobywających na światło dzienne kompromitujące w oczach niewtajemniczonych panią Dulską w jej obecnym wcieleniu. „Moralność pani Dulskiej – tragifarsa kołtuńska” Gabrieli Zapolskiej  dla ekipy Tuska, Pawlaka i tego trzeciego, obsadzonego w roli dysydenta, stanowi zapewne główne źródło inspiracji do pozorowanego rozwiązywania problemów, którym w żadnym razie nie potrafią sprostać.

Dulszczyzna to nieludzkie traktowanie słabych i pogardliwy stosunek do ich potrzeb, to pranie tych brudów we własnym domu, byle się inni o nich nie dowiedzieli. Czy w Europie  XXI wieku jest to możliwe? Czego inni nie zobaczą w telewizorze, tego będą mogli doświadczyć na własnej skórze, wjeżdżając do Polski. Epoka zamiatania pod dywan i chowania głowy w piasek zamyka się słowami Donalda Tuska, który 16. maja 2012r. zapowiedział, że „nadchodzące dni i tygodnie będą nerwowe, a może nawet dramatyczne". W Polsce? Skąd! To było o Grecji! Chyba władza stoi za końcu kolejki do okulisty w Poznaniu. Może za trzy lata  okulista zaświadczy, że ślepota polityczna upośledzająca zdolność oceny rzeczywistości była skutkiem przedawkowania odpadów przemysłowych z ANWILu przez trzynaście lat używanych do solenia specjałów reklamowanych jako dobre, bo polskie.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 25 maja 2012

Szczęść Boże!

Treść, forma, uzasadnienie, sposób prezentacji i wprowadzania w życie niemal każdej z decyzji obecnej władzy nie znajdują sobie równych w czasie i przestrzeni. Ten fenomen wymaga wręcz powołania instytutu naukowego, który byłby dzień po dniu archiwizował i analizował wypowiedzi, czyny i zaniedbania wodza oraz  pretorianów tuskizmu, odnosił je do norm krajowych i międzynarodowych, dokonywał bezstronnej oceny skutków, porównując stan przed i po na tle innych państw. Dorobek tych badań mógłby posłużyć do rozwoju polskiej kultury z intensywnością nie mniejszą niż za zaborów, kiedy to niedola Polski i Polaków była inspiracją niedoścignionej do dziś twórczości talentów prawdziwych a nie wymyślonych na doraźny użytek. Wtedy też powstawały horrendalne kicze na zamówienie obcych, traktowane do dziś z odrazą ku przestrodze luminarzy sfajdanej narracji prawdy.

Piłkarskie mistrzostwa Europy stwarzają rządzącym nową okazję otworzenia kolejnego rozdziału księgi narodowej smuty XXI wieku pod tytułem 'Ściema w służbie UEFA'. Do wiadomości publicznej przesącza się zatrważająca wiedza o kolonialnych warunkach, na których polskie władze przyjęły na siebie eksterytorialne w wielu aspektach, a przy tym dla samego przedsiębiorcy nadzwyczaj dochodowe przedsięwzięcie Unii Europejskich Związków Piłkarskich  (ang. Union of European Football Associations – UEFA) zrzeszającej obecnie 53 federacje narodowe, w tym Polski Związek Piłki Nożnej – PZPN. W 2007 r. UEFA  zdecydowała przeprowadzić Polsce i na Ukrainie finałowy turniej mistrzostw Europy w piłce nożnej, a potem zleciła PZPN-owi powołanie Euro 2012 Polska Spółki z o. o., czyli z ograniczoną odpowiedzialnością.

Należy przez to rozumieć, że zgodnie z podstawową zasadą kapitalizmu niebotyczne  dochody tego podmiotu gospodarczego muszą wynikać z ogromu ryzyka przedsięwzięcia i ewentualnych kosztów pokrycia roszczeń osób i instytucji poszkodowanych w wyniku działalności Euro 2012 Polska Spółki z o. o.

Spośród świadczeń, jakie należą się poszkodowanemu za wyrządzenie szkody od osoby, która tę szkodę wyrządziła lub ponosi za nią odpowiedzialność do najwyższych należą te, które dotyczą utraty zdrowia i życia. Posiadaczom paszportów państw, których narody wywalczyły już sobie prawo i sprawiedliwość wypłacane są wielomilionowe odszkodowania za samo narażenie na ryzyko i  związany z tym stress oraz jego bezpośrednie i odległe  następstwa.

Trudno sobie wyobrazić, aby napływ prognozowanych dwóch milionów kibiców na imprezę trwające trzy tygodnie nie pociągnął za sobą żadnych zdarzeń kończących się śmiercią, chorobą lub trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Kto i czyjej kieszeni zapłaci za błędy organizatorów? Na tzw. Zachodzie w niemal każdym przypadku zaniedbań rządu w zakresie ochrony zdrowia i życia rychło dochodzi do dymisji ministra odpowiedzialnego za ludzką krzywdę, skrzętnie rozliczanego za to co zrobił i czego nie zrobił w ramach swoich konstytucyjnych obowiązków.  To co dzieje się w Polsce przekracza wszelkie wyobrażenia zwykłych ludzi z Zachodu, a tym samym zderzenie się tej części kibiców z realiami naszego tutaj życia, pociągnie za sobą uzasadnione żądania wypłaty świadczeń poszkodowanym i ich rodzinom.
Jak dotychczas - według zasłyszanych oszacowań - każdy Polak od niemowlęcia po sędziwego starca średnio wyłożył 12 000 złotych na imprezę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Polska Euro 2012. Za te pieniądze i za nieopłaconą  dotychczas pracę polskich firm i ich pracowników wybudowano kilka najdroższych w świecie stadionów, które podobno mają się zwrócić, choć stadion dziesięciolecia, aby się zwrócić, musiał się w Jarmark EUROPA obrócić, a i tak się nie zwrócił, zbudowano kilkaset kilometrów odcinków dróg, które się nie stykają i spróbowano uratować rozkawałkowanego trupa PKP, niestety – w opinii kolejarzy – bez powodzenia. Resztę pieniędzy rozkradziono, pod dowolnym pretekstem rozdając je jak ciepłe bułeczki dobrym kumplom, często z zagranicy. Czy za poklepanie po plecach, czy za odpaloną dolę, czy też za posadę? Tego JESZCZE  nie wiemy.

Oprócz pieniędzy Polacy dołożyli do Euro 2012 nieodwracalnie stracone lata życia w zdrowiu, czy też życia w ogóle. Co z podatków ukradziono pod pretekstem potrzeb zorganizowania imprezy, to mogło być wydane na prewencję, profilaktykę i terapię dziesiątkujących nas chorób. Ostatnio dopuszczone do opinii publicznej głosy wybitnych onkologów ponownie przypominają, że każdy dzień opóźnienia diagnostyki i właściwej terapii raka, to zapowiedź wyroku śmierci wydanego w imieniu Rzeczypospolitej na chorych. Z rozpędzania zespołów chirurgicznych obronną ręką wyszła tylko kardiochirurgia, co jest kolejnym dowodem na rozpanoszoną w naszym kraju prywatę przypisaną do każdej partii sprawującej władzę. Reszta szpitalnictwa, o ile istnieje, ledwie zipie i nie ma za co leczyć.

A tu ministra od sportu w atmosferze międzynarodowego skandalu, niby to sama z siebie, prowokuje do agresji kibiców drużyny Federacji Rosyjskiej, która na dwa tygodnie przed rozgrywkami ma znaleźć sobie nowy hotel, bo z okien Bristolu będzie można zobaczyć procesję w miesięcznicę Smoleńska.

Procesja przejdzie ulicami Warszawy, ale wielu, może większość kibiców rosyjskich, ugości Wrocław. Kto pomoże poszkodowanym w wyniku walk ulicznych wywołanych przez rząd Tuska? Tu pojawia się różnica zdań dyrektorów szpitali wyznaczonych do zabezpieczenia największej dotychczas imprezy w Polsce i ratowania zdrowia kibiców o zgoła odmiennych zachowaniach niż uczestnicy mszy świętych podczas pielgrzymek papieży. Jeden dyrektor składa premierowi wiekopomny meldunek, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik, drugi zaś  narzeka, że szpital, ku zadowoleniu Narodowego Funduszu Zdrowia, nie dostał ani grosza na dodatkowe zadania. Skoro nie NFZ, nie budżet państwa, to pewnie Euro 2012 Polska Spółka z o. o. wyrówna szpitalom straty i pokryje liczne zapewne roszczenia ofiar swojej imprezy. Gdy i do tego nie dojdzie, za igrzyska zapłacą zdrowiem i życiem pacjenci okradzeni ze szpitali.

W imię pamięci kilkunastu tysięcy sowieckich żołnierzy, którzy zginęli w oblężeniu Festung Breslau, trzeba apelować do gości z Rosji o niedemolowanie w odpowiedzi  na prowokację mistry sportu zdobytego przez ich dziadków i pradziadków miasta pięknie odbudowanego z morza gruzów. Tak dla Rosjan, jak i dla Polaków ważna jest informacja, że przedwojenny Wrocław był szańcem niemieckiego narodowego socjalizmu; w wyborach 1932 na Hitlera głosowało tu aż 44% mieszkańców, co postawiło ówczesny Breslau na trzecim miejscu w całej Rzeszy. Tutaj też w 1941r.  członkowie polskiej mniejszości w Niemczech - Polacy spod Znaku Rodła, robotnicy przymusowi i uciekinierzy z obozów koncentracyjnych założyli antynazistowską organizację OLIMP. Już w następnym roku w łapy gestapo wpadło 400 jej członków. Za polski Wrocław zginęli męczeńską śmiercią po strasznych torturach, w Auschwitz-Birkenau, Gross-Rosen i Mauthausen. W siedemdziesiątą rocznicę ich aresztowania, w środę 30 maja o godz. 10.00 przy pomniku Polskiego Ruchu Oporu OLIMP u zbiegu ulic Sokolniczej i Zelwerowicza obok Placu Jana Pawła II na Osiedlu Szczepin rozpocznie się uroczystość poświęcona ich pamięci. Obecność wrocławian – moralnie obowiązkowa, gości – niezwykle mile widziana.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 1 czerwca 2012

Szczęść Boże!

Pieczone prosię w akcie pierwszym wkracza na scenę gastronomii witane podziwem restauracyjnych gości, których stać na to, aby zasiąść do kolacji przy stole pełnym wykwintnych potraw. W akcie końcowym pozostałości prosięcia podlegają zmieleniu i trafiają na lunch pod nazwą dowolną, acz zgodną z profilem lokalu. W tawernie greckiej może to być na przykład musaka. Niestety, na domową zasadę “w dobrej kuchni nic się nie marnuje” nie ma miejsca w uczciwej gastronomii, nawet w przypadku potraw świeżych. Nie ma też mowy o krzyżowaniu się dróg potraw do i ze stołu konsumenta, ani o podawaniu produktów organoleptycznie zmienionych. Jednak przy obecnych niebotycznych cenach żywności, gdy charakterystyczny dla rozkładającego się mięsa “gazik” nie daje się zamaskować przyprawami, resztki wspomnianego na wstępie prosiaka mogą skończyć w przydrożnej budzie lub w jakimś ulicznym kiosku z orientalną kuchnią, niemal tak sprawnie przetwarzającą surowce niejadalne w smakowite dania, jak ponadnarodowy koncern przemysłu spożywczego. Od czasu wprowadzenia zakazu przekazywania odpadów kuchennych (zlewek) na potrzeby zwierząt hodowlanych surowca jest w bród. Człowiek nie świnia, zje wszystko.

Zje i może się pochorować a nawet umrzeć w wyniku zatrucia czy zakażenia pokarmowego. Rozdział higieny żywności i żywienia w historii nadzoru sanitarnego w Polsce zawiera opisy wielu sensacyjnych wydarzeń, wśród których dotychczas na czołowe miejsce w rankingu żałosnej śmieszności wybijało się żądanie podpisywania deklaracji o zrzeczeniu się roszczeń w stosunku do właściciela restauracji, w której konsument zamówił tatara z surowym żółtkiem. Działo się to w czasie niekontrolowanej epizoocji salmoneloz na kurzych fermach i następującej po niej fali zachorowań u ludzi. Ręka rynku – mimo że z nazwy niewidzialna – skutecznie zakrywała oczy inspektorom i nie pozwalała naruszyć interesów partii rządzącej gospodarką żywnościową w Polsce, toteż konsument tylko na własną odpowiedzialność mógł w zjeść w stołecznej restauracji surowe jajeczko mocno obciążone podejrzeniem o zakażenie pałeczkami Salmonella.

Na dwa tygodnie przed spędzającą zasłużony sen z powiek władzy mega imprezą pod nazwą EURO 2012, na którą według rządu Polska jest świetnie przygotowana, pojawiło się zbiorowe ognisko epidemiczne, wyśledzone przez Gazetę Polską Codzienną i w ciekawym sojuszu nagłośnione i przeanalizowane na wylot na portalu Tomasza Lisa tymi oto słowami na wstępie: “Wedle relacji dziennika, Mirosław Drzewiecki, Grzegorz Schetyna, członek zarządu Polsatu mecenas Józef Birka oraz szef Polsatu Sport Marian Kmita spotkali się w jednej z warszawskich restauracji, na Saskiej Kępie”. Zainteresowanych całością obydwu artykułów odsyłam do odpowiednich stron internetowych, które naprawdę warto przeczytać, sam zajmę się apektami santarno-epidemiologicznymi tego sławnego wydarzenia ze styku polityki, mediów i bezpieczeństwa konsumenta.

Wśród 6 komentarzy na stronie pana Lisa pan Andrzeja Kepa apeluje: “jak nie podacie nazwy knajpy-trucicielki, to wszystkie restauracje na Saskiej Kępie będą miały przechlapane”, a pan Dariusz Królikowski zachęca: “może wreszcie wezmą się za ten san-epid. Czepiają się koszy na śmieci, a jak dostanie w łapę to nie wiedzą, gdzie znajduje się knajpa, którą kontrolował.”

To wypisz wymaluj odpowiednik wielokrotnie ponawianych ze strony polskiej opinii publicznej i ministra rolnictwa Republiki Czeskiej żądań ujawnienia nazw tych przedsiębiorców, którzy do solenia swoich specjałów używali odpadów z fabryki chlorku winylu ANWIL. Tym żądaniom władza dała stanowczy odpór, choć zagrożenie dotyczyło i dotyczy nadal milionów konsumentów a nie czterech prominentów.

W ich przypadku, z artykułów “Tajne spotkanie ze Schetyną na koszt Polsatu” oraz “Grzegorz Schetyna zatruł się, jedząc w knajpie. Sprawdzamy, jak się uchronić przed podobnym losem” jasno wynika, że owa knajpa to należąca do państwa Agnieszki i Marcina Kręglickich grecka tawerna SANTORINI przy Egipskiej 7 w Warszawie, wprawdzie nie na Saskiej Kępie a na terenie Osiedla im. Mikołaja Kopernika przemianowanego na Osiedle “Ateńska”, być może proroczo w związku z rozlewającym się po Europie powstałym z winy lichwiarzy greckim kryzysem. Na stronie internetowej SANTORINI widnieje ogłoszenie “W dniach 26.05.2012r. – 1.06.2012r. Restauracja Santorini będzie nieczynna z powodu remontu. Za wszelkie utrudnienia przepraszamy. Zapraszamy do naszych pozostałych restauracji.” Do zatrucia zbiorowego doszło tam 24. maja, rano dnia następnego G. Schetyna musiał ratować się kroplówką w szpitalu, którego lekarze powiadomili san-epid. Tygodniowy remont może świadczyć o wydaniu decyzji spełnienia wymagań sanitarno-technicznych, znacznie bardziej poważnych niż łatwe do usunięcia naruszenia prawa sanitarnego w zakresie porządku i czystości. Trudno uwierzyć, żeby wcześniejsze kontrole nie wykazywały potrzeby remontu restauracji, który rozpoczął się na drugi dzień po ujawnieniu zatrucia VIP-ów Platformy Obywatelskiej i goszczących ich VIP-ów POLSATU.

Portal pana Lisa namawia konsumentów do zliczania karaluchów i much w restauracjach, bo jeśli jest “zbyt dużo much, to można być prawie pewnym, że gdzieś leży zgniłe jedzenie lub jest po prostu brudno”. Pan Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego zamiast poinformować o zabraniu się przez san-epid do roboty u progu masowego napływu klientów zakładów żywienia zbiorowego, umywa ręce, głosząc wiekopomną tezę pod hasłem “im drożej, tym gorzej”: Oto ta teza: ”Jeśli lokal nie wygląda zbyt estetycznie i efektownie, ale siedzi w nim wielu klientów, to śmiało można założyć, że podawane tam jedzenie będzie świeże i dobre. Tak działają, na przykład, bary mleczne, które wystrojem nie muszą zachęcać, ale z powodu dużej rotacji klientów posiadają świeże produkty – w przeciwieństwie do drogich i eleganckich restauracji świecących pustkami. W takich “ekskluzywnych” miejscach właścicielom zdarza się oszczędzać na produktach. Trzymają rzeczy do granicy świeżości i potem podają to klientom i dalej informuje, że “w lecie “granica świeżości” znacznie się skraca, na co restauratorom zdarza się przymykać oko. Na szczęście, takie jedzenie często można poznać po zapachu – szczególnie w przypadku mięs i ryb.”

Ta wypowiedź rzuca urzędowe oskarżenie na właścicieli drogich restauracji, gdzie konsument płaci ciężkie pieniądze nie tylko za arcydzieła sztuki kulinarnej, ale i za bezpieczeństwo. Równocześnie rozgrzesza bezczynność Państwowej Inspekcji Sanitarnej, która – skoro wie, że w drogich restauracjach na co dzień łamane jest prawo konsumenta do bezpieczeństwa żywności – powinna za pomocą kontroli, grzywien i decyzji wymusić przestrzeganie przepisów sanitarnych bez oglądania się na kryszę, którą tym restauracjom zapewniają najwyższej rangi politycy i medialni giganci. Marszałek Schetyna, minister Drzewiecki, mecenas Birka i redaktor Kmita już wiedzą, że “Polska to dziki kraj”. Do Euro 2012 pozostał tydzień.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 8 czerwca 2012

Szczęść Boże!

Przypadający na ósmy dzień czerwca 2012 roku początek mistrzostw Europy w piłce nożnej niektórym jawi się jako wydarzenie przełomowe, można powiedzieć – równe synodowi gnieźnieńskiemu, który rozpoczął się siódmego marca AD 1000. Po upływie tysiąca lat z okładem mamy udowodnić liczącej się dla nas opinii publicznej, że Polska przynależy do świata cywilizowanego i – co za tym idzie – należy się jej szacunek, a przynajmniej równouprawnienie w stosunkach międzynarodowych. Trzecia na świecie co do wielkości impreza sportowa skupi uwagę miliardów ludzi na goszczącym ją kraju i pozwoli każdemu w każdym miejscu świata na podstawie informacji przekazywanych w czasie rzeczywistym sekunda po sekundzie wyrobić sobie opinię o tym kim jesteśmy, a nawet co jesteśmy warci. Tak to już jest, że na podstawie pierwszych kilku sekund kształtuje się przekonanie o nowo poznanych ludziach, z reguły trwałe i decydujące o przyszłej do nich miłości albo awersji. Życząc sobie najgoręcej i najszczerzej świetnej reputacji, dzięki której będziemy mogli zdobyć w oczach świata uznanie dla naszych wartości i sprzedać za godziwą cenę dzieła naszych umysłów i rąk, nie możemy pomijać oczywistej prawdy o tym, że oparta o prawa dżungli walka konkurencyjna uznaje wszystkie chwyty za dozwolone. Co za czasów Bolesławów – od Chrobrego do Krzywoustego – mieściło się w jednej linijce spisanej przez nieprzychylnego nam kronikarza, dzisiaj – na postawie jednego sfabrykowanego materiału medialnego może uderzyć jako medialne tsunami i na długo pogrzebać nasze zbiorowe i osobiste szanse na lepsze życie. Jeszcze trudniej będzie sprzedać produkty, usługi i pracę. Jeszcze łatwiej będzie stracić własność, zdrowie i życie. Jeszcze częściej przyjdzie stulić uszy na obelgi, impertynencje i oskarżenia o niepopełnione zbrodnie.

Zanim padnie komenda “ognia”, nie wiemy co nam szykuje główny nurt medialnego ścieku i czy jego dysponentów wystarcająco zadowolił impakt słów Obamy o polskim obozie śmierci, materiału BBC przestrzegającego przed przyjazdem do Polski, aby nie wrócić w trumnie, czy też przyjęcie przez urzędującego polskiego premiera nagrody imienia Walthera Rathenaua, który był zajadłym wrogiem naszej niepodległości. Wiemy natomiast jak wygląda na co dzień Polska Tuska 2012 i truchlejemy na myśl o zderzeniu tej rzeczywistości ze zwykłym, wcale nie wrogim a po prostu przyjaznym zaciekawieniem zagranicy tym, co dzieje się w kraju gospodarza wielkiej imprezy sportowej. Wyobraźnia ukształtowana przez żałosne i często tragiczne wydarzenia, którymi rząd raczy nas co chwila, nasuwa na myśl jak najgorsze scenariusze. Lepiej nie wymieniać przykładów, aby nie wywołać wilka z lasu. Nie mając żadnego politycznego wpływu na przeszłe, bieżące i zapewne – jak tak dalej pójdzie – przyszłe poczynania władz, nie możemy opuszczać rąk, a powinniśmy składać je do modlitwy za Kościół, Ojczyznę i Polaków. Tego zwycięskiego oręża nikt nam jeszcze nigdy nie odebrał ani krwawym podbojem, ani sfałszowanymi wyborami, ani też huraganową propagandą.

Nie ma żadnego powodu, aby w chwili obecnej próby, wołając “przed Twe ołtarze zanosim błaganie”, Polacy roku 2012 zamiast chleba otrzymali kamień. (Polonia na mojej stronie www.halat.pl/poland.html znajdzie tekst tej wspaniałej pieśni po angielsku). Jak uczą nas duszpasterze, zasada jest prosta: ludzie proszą, a Pan Bóg decyduje czy, kiedy i jak odpowie na ich prośby. Nie prosząc, zwykle nie dostają czego im potrzeba. Prosząc, mogą mieć pewność, że prędzej czy później otrzymają to, co im jest naprawdę potrzebne a nie to, co za takie chwilowo uznają. Dzięki tej Bożej logice dotrwaliśmy do dnia dzisiejszego i zgodnie z nią przebrniemy nie tylko przez EURO 2012, ale i przez zapowiadany rychły upadek wykoncypowanej waluty euro, rozpadu emanacji władzy aroganckiego i tradycyjnie wrogiego demokracji hegemona w postaci Unii Europejskiej i gwałtownie przyspieszających zasadniczych zmian w światowej geopolityce.

Dla Pana Boga modlitwa, a dla ludzi uśmiech.

Dawno temu, podczas pierwszego w życiu pobytu we Wiedniu byłem mocno zaskoczony miłym fenomenem nad pięknym i modrym Dunajem, jakim było uśmiechanie się wiedeńczyków do nieznajomych mijanych na ulicy, spotkanych w sklepie, kawiarni, autobusie, w niemal każdym miejscu publicznym. Miły uśmiech nic nie kosztuje, a gwarantuje wywarcie świetnego wrażenia od pierwszego spotkania i same korzyści z tego płynące. Skierowany do nas uśmiech nieodmiennie rozpoznajemy jako archetypowy, uniwersalny i nieomylny znak przyjaźni, a w przypadku chrześcijan – znak miłości bliźniego. Czego więc mogą się spodziewać przybywający do ojczyzny błogosławionego Jana Pawła II sportowcy, kibice, osoby im towarzyszące i dziennikarze, jeśli nie skierowanych do ich serc uśmiechów. Uśmiechajmy się. Uśmiechajmy z wiarą, że każdy człowiek jest dobry. Oczywiście, mowa ciała może prowokować, a błędnie zrozumiany przyjazny uśmiech – wprost zachęcać do ataku uczestników pijackich orgii, na których tak bardzo chcą zarobić handlarze piwem i potęgujących jego działanie narkotyków. W sytuacji zagrożenia rozum nakazuje na całe gardło wołać o pomoc a nie z przylepionym grymasem podobnym do uśmiechu poddawać się paraliżującemu strachowi. Słysząc, że ofiara prowokowała uśmiechem i nie broniła się krzykiem, sąd gotów jest przyjąć linię obrony napastnika. To żadna nowość w naszym kraju.

Uśmiechajmy się także wtedy, kiedy, korzystając z niezbywalnego prawa do wolności wypowiedzi i głośnego protestu, mówimy o sprawach trudnych, nawet gdy relacjonujemy nasze krzywdy i tragedie. W ramach mimiki oddającej ból, smutek, a nawet rozpacz jest miejsce także na uśmiech jako odpowiedź na życzliwe zainteresowanie i współczucie rozmówcy. Gorszy od buzi skrzywionej w podkówkę jest tylko uśmiech szyderczy, pogardliwy, uśmiech z wyższością, przyklejony do twarzy, a najgorszy – fałszywy. Ale przecież katolikom taki uśmiech nie przystoi. Nasz Ojciec Święty uśmiechał się bardzo często, uśmiechem potrafił rozbroić największe napięcie, przerzucić most nad najgłębszą przepaścią, pozyskać szacunek i miłość zupełnie obcych sobie ludzi. Chcąc innym dać szanse zrozumienia naszego stanowiska, a nawet przyjęcia przez innych słusznej – naszym zdaniem – racji, uśmiechajmy się Korzystając z okazji do specyficznego treningu, uśmiechajmy się serdecznie i szczerze do każdego spośród gości i rodaków spotkanych podczas EURO 2012. Uśmiechajmy się tak chętnie i często, aż nam to wejdzie w stały nawyk, a nawet stanie się miłym i nieodłącznym atrybutem Polek i Polaków na najbliższą możliwą do przewidzenia przyszłość. Po prostu: keep smiling cordially like a Pole. Uśmiechaj się serdecznie jak Polak.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 15 czerwca 2012

Szczęść Boże!

Jak słychać i widać EURO 2012 ściąga wielkie tłumy przybyszów, podobno z całego świata, a na pewno z krajów ościennych i innych europejskich. Dla większości Polaków pojawiła się wyjątkowa okazja przyjrzenia się zachowaniom gości, charakterystycznym dla reprezentowanych przez nich grup demograficznych i żywiołowo wyrażanych zainteresowań. Jest to okazja rzadka nawet nie z powodu napływu tłumów, ale dlatego, że ze względu na specyficzny ich skład, wielu Polaków może zetknąć się, ba, zderzyć się, z europejskim, w rzeczy samej “wyluzowanym” stylem życia, takim jak ze strasznej bajki – legendy o złym palikocie, Polacy, którzy nigdy nie uczestniczyli w Oktoberfest, nie wyjeżdżali na Ibizę, nie potykali się o leżące dosłownie w rynsztoku pijane młode kobiety w Londynie, nie przemykali przez rewiry sutenerów w Neapolu, mogą obecnie we własnym kraju na własne oczy przekonać się jak wygląda mroczna twarz europejskiej kultury masowej.

Na pytanie jaka w tej “kulturze” rola przypada Polakom, a właściwie jakie zadanie zostało nam w niej wyznaczone, trzeba szukać odpowiedzi w tabelach rankingowych siły nabywczej obywateli poszczególnych krajów. Z punktu widzenia epidemiologii lekarskiej, która – w odróżnieniu od epidemiologii znachorskiej i amatorskiej – nie jest na służbie propagandy i reklamy a stoi na fundamencie krytycznego racjonalizmu, fakt, ŻE ILOŚĆ PRODUKTÓW I USŁUG, KTÓRĄ MIESZKANIEC WARSZAWY MOŻE KUPIĆ ZA DZIEŃ CZY ZA ROK PRACY STAWIA STOLICĘ NASZEGO KRAJU W OGONIE METROPOLII EUROPEJSKICH I ŚWIATOWYCH ma decydujące znaczenie dla nasilenia niekorzystnej sytuacji epidemiologicznej kraju wynikającej z zaprowadzenia w polskiej kolonii XIX-wiecznego kapitalizmu. Zdolność nabywczą mieszkańców mniejszych miast, miasteczek i całych regionów, które od Warszawy oddziela coraz to bardziej pogłębiana przepaść finansowa, można sobie wyliczyć z proporcji na podstawie danych o regionach Europy i łatwo dojść do wniosku, że znacznie bardziej od Warszawy ucierpi Polska B, C i D. Trzeba więc się przygotować się na życie w Trzecim Świecie. I to w bezpośredniej bliskości z państwem, które najwięcej zyskało na obecnym kryzysie europejskim. Im większa różnica potencjałów ekonomicznych pomiędzy sąsiadami, tym cięższe następstwa wielu patologii społecznych z prostytucją na czele. Zapisane w annałach pandemii AIDS skutki eksploatacji mieszkańców Haiti przez obywateli USA, mierzone są niezwykle wysoką umieralnością z powodu AIDS na Haiti z jednej strony, a z drugiej – wysoką zapadalnością na zakażenia HIV w USA, łagodzoną w przebiegu i zwalnianą w postępie niezwykle drogimi kuracjami od czasu, gdy stało się to możliwe. W odróżnieniu od Haitańczyków, Amerykanie żyją, bo mają gdzie i za co się leczyć lub ograniczać skutki zarażenia. Poziom zagrożenia obrazuje informacja, że co piąty Amerykanin przyznaje się do eksploatacji osób zmuszonych do prostytucji i że co czwarty żyje z nieuleczalną chorobą weneryczną, co już przed dziesięciu laty oszacowały rządowe Ośrodki Zwalczania Chorób i Zapobiegania (Centers for Desease Control and Prevention – CDC, Atlanta, Georgia), a było to opublikowane 5 lat po niesławnych wyczynach prezydenta Billa Clintona. Obecnie Amerykański Narodowy Instytut Raka przy Narodowych Instytutach Zdrowia (The National Cancer Institute – NCI at the National Institutes of Health – NIH), stwierdza, że w USA okresie minionego dwudziestolecia zwłaszcza wśród mężczyzn, wzrosła zapadalność na związanego z HPV, t. j. z wirusem brodawczaka ludzkiego, raka jamy ustnej i gardła oraz podziela przekonanie, że do roku 2020 HPV będzie przyczyną większej liczby przypadków raka jamy ustnej i gardła niż szyjki macicy.

Mając za sobą doświadczenie pracy dla rządu przeciętej przez równik afrykańskiej Republiki Kenii, śpieszę zapewnić, że głównym problemem epidemiologii w krajach rozwijających się są choroby weneryczne. W krajach zamożniejszych, które kierują się minimum rozsądku i wykładają odpowiednie do potrzeb pieniądze ze swoich budżetów na profilaktykę i leczenie chorób zaraźliwych, znaczna część ciężaru choroby wynikającej z zarażenia jest przerzucana na wszystkich podatników broniących się w ten sposób przed rozprzestrzenianiem się zarazy. Szybka i sprawna diagnostyka, skuteczne różnicowanie, efektywne leczenie, aktywne poszukiwanie i wykrywanie kontaktów celem poddania ich badaniu i leczeniu profilaktycznemu lub wynikającemu z ujawnionych zakażeń – to zestaw podstawowych zadań sieci przychodni skórno-wenerologicznych, którym wielu z żyjących dziś Polek i Polaków zawdzięcza życie, zdrowie, zdolność płodzenia i zdrowe dzieci. Także tych, którzy przez całe życie pozostawali we wzajemnie wiernym związku małżeńskim z jedną jedyną osobą, a zostali zarażeni chorobą przenoszoną między innymi drogą płciową w szpitalu, w gabinecie lekarskim, w zakładzie fryzjerskim lub kosmetycznym, podczas kąpieli w basenie, czy korzystając z toalety. Z luksusem posiadania sprawnej służby przeciwepidemicznej pożegnaliśmy się już w połowie lat 90-tych XX wieku, stąd musimy się pogodzić ze skutkami mody na niczym nie ograniczą rozwiązłość seksualną ostro napędzaną przez kampanie polityczne skierowane na dezintegrację społeczeństwa, w znacznej części wspierane przez przemysł gumowy, a właściwie lateksowy, farmaceutyczny i pornograficzny także tę jego część, która przypisuje sobie nazwę sztuki, zwłaszcza filmowej.

Patrząc z perspektywy dna finansowego, kiedy to wszystko już nam odbiorą lawinowo rosnące ceny i podatki doprowadzone do katastralnego topora, powinniśmy wiedzieć, że czerpanie korzyści z cudzego nierządu jest legalne w dziewięciu państwach świata. Są to: Bangladesz, Ekwador, Indonezja, Nikaragua, Nowa Zelandia, Wenezuela, ale też Grecja, Holandia i Niemcy. Aby nie trafić w sieci okrutnego pająka – sutenera, znacznie bezpieczniej jest szukać pracy tam, gdzie sutenerstwo jest nielegalne i choć istnieje, to można jakoś szukać ratunku na policji. A najlepiej dążyć do powszechnego poszanowania uniwersalnych praw człowieka i nawoływać o to, aby za przykładem Szwecji wszystkie kraje zaczęły zwalczać niewolnictwo i handel ludźmi poprzez wprowadzenie karalności osób płacących za usługi seksualne.

Lansowane przez UEFA rozdawnictwo prezerwatyw, jak wynika z oficjalnych wypowiedzi – zakupionych w liczbie 100 000 sztuk ze środków budżetu państwa, jest postępowaniem klasycznym, ale w świetle danych wynikających z badań spełniających ostre kryteria epidemiologii lekarskiej – przestarzałym i nieskutecznym pozorowanym działaniem przeciwepidemicznym. Osoby najbardziej rozwiązłe, faktyczni sprawcy epidemii rozlicznych chorób przenoszonych drogą płciową, świadomie i uparcie nie chcą korzystać z tego zabezpieczenia w warunkach kontaktów nieodpłatnych, a tym bardziej za pieniądze. Pozostałym użytkownikom należy życzyć, aby znaleźli się po dobrej stronie statystyk dotyczących skuteczności prezerwatyw w profilaktyce ogólnej i specyficznej w odniesieniu do poszczególnych zakażeń. A wszystkim, aby nabrali rozumu, zanim będzie za późno. Zarażający wyjadą, zarażeni pozostaną i będą zarażać innych. I to w kraju bez dostępu do lekarza. Bo gdyby ten dostęp był, to by oznaczało, że chorym wenerycznie przysługują większe prawa niż chorym na raka.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 22 czerwca 2012

Szczęść Boże!

Powody do radości są liczne i ważkie. Umiemy kibicować, oj, umiemy! Zwłaszcza drużynie naszej, narodowej. No i dzięki temu kibicowaniu nasza dzielna drużyna zdobyła jednego całego gola w nie byle jakich okolicznościach, bo na mistrzostwach Europy. Jest to sukces na miarę milenium, uwzględniając bardzo odległą od mistrzów pozycję Polski w światowym rankingu kopania piłki do bramki. Będąc daleko za drużynami wyłonionymi z narodowych strategii sportów masowych, musimy przyznać, nie bez bólu, iż gdyby nie to, że Polska jest współgospodarzem, nikt by naszej ekipy nie wpuścił na boisko EURO 2012 i nie byłoby nawet tego jednego gola. A ponieważ jesteśmy, to wodzowi tysiąckrotnie fetowanej w telewizji rzeszy kibiców, przypadnie w udziale wieczna sława i przyćmi takie tam bagatelne sukcesy Jan III Sobieskiego i jemu podobnych nacjonalistów broniących ciemnogrodu. Już o to zadba przebiegły pałacowy dworzanin, dla kariery schlebiający władzy wprost koncertowo ustami swoich propagandystów poprzebieranych za dziennikarzy. Ale nie ma niczego za darmo. Za koncert w niezapomnianym “stylu łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje wódz naszego klubu” …[parlamentarnego] widownia musi zapłacić. I królowie nakładali dodatkowe podatki na utrzymanie wojska, kiedy to decydował się los Polski i Polaków. Nie zapłacisz, to wszystko stracisz: ludzi wygubią, albo wezmą w niewolę, miasta, wsie i całe powiaty ze szczętem poniszczą, świadków nie pozostawią. Chcesz żyć, to płać.

Wszystko ma swoją cenę. Cena gola też jest to wyliczenia. Składowe tej ceny można wynotować z publicznych wypowiedzi i odpowiedzialnych za nią decydentów na szczeblu centralnym i samorządowym i beneficjentów narodowej składki. Ponieważ padają jakieś astronomiczne kwoty po stronie wydatków finansowanych z budżetu i zaciągniętych pożyczek z jednej strony, a z drugiej – zarobków poszczególnych osób fizycznych i prawnych znajdujących się na końcu grubej rury przepływu środków finansowych idących w miliardy, temat ceny jednego jedynego polskiego gola na EURO 2012 nie może być pominięty w żadnej, ale to żadnej debacie publicznej. Każda z partii biorących z budżetu dotacje na analizy i uczone raporty musi przedstawić wyborcom i podatnikom szczegółowy bilans EURO 2012 w Polsce, z pokazaniem jego wszystkich składowych z podziałem na dane wiarygodnie udokumentowane, prawdopodobnie ukryte, możliwie zafałszowane, a także te, co do których brak szans na odpowiedzialne oszacowanie w najbliższej przyszłości. Ta ostatnia kategoria danych będąca jedynym produktem myślenia życzeniowego dominuje w służalczej publicystyce i oficjalnych wypowiedziach ludzi wodza, a wraz z całością gigantycznego dorobku oddaje mu palmę pierwszeństwa w konkursie Mister World Wishful Thinking.

Dotyczące EURO bilanse poszczególnych partii nie mogą być zbliżone, ani nawet do siebie podobne, bowiem w przypadku każdej z nich zasadniczo odmienna jest odpowiedzialność za wydatki i diametralnie różny udział w ich zawłaszczeniu. Zróżnicowana jest też wrażliwość społeczna partii utrzymywanych przez podatników i zleceniodawców. Czym ją mierzyć? Hałaśliwością walki o prawo wymyślanych na poczekaniu mniejszości do zniewalania większości? Bezwzględnością praw i praktyk odbierających wszystko milionom, ażeby nielicznym żyło się jeszcze lepiej? Czy może stosunkiem do faktu jednoznacznego i nieodwracalnie ostatecznego jakim jest pomnożona przez setki tysięcy śmierć jednego człowieka z braku dostępu do prewencji, profilaktyki i leczenia? Dla pewnej partii to dwa w jednym – przesunięta w czasie aborcja i eutanazja bez krzyku opinii publicznej. Dla innej – przejaw praw dżungli – przeżyją silniejsi i będzie im lepiej bez bagażu problemów słabszych. Dla jeszcze innej powinna być – a niestety nie jest – dowodem na masowe pogwałcenie praw człowieka głoszonych przez samego Jezusa Chrystusa i uszczegółowionych na nasze czasy w nauce społecznej Kościoła rzymskokatolickiego. Partia, która w całościowym rozliczeniu EURO 2012 pominie szeroko rozumiane i dalekosiężne skutki odebrania Polakom szans na życie w zdrowiu, utraci wszelkie prawa do reprezentowania polskich wyborców. Co do reprezentowania wyborców innych – sprawa staje się coraz bardziej jasna w miarę nasilania się zgodnego, jak na razie, chóru roszczeń w stosunku do nieruchomości na obszarze Polski energicznie czyszczonej z Polaków.

Niektórym to dobrze. W głębokiej narkozie oparów imprezy nawet nie wiedzą, kiedy i jak swoimi pieniędzmi dokładają się do własnej ruiny na wieki. Żywiołowa radość z fajnej zabawy w podniosłym nastroju i w przyjaźni ze wszystkimi jest bezcenna… Chyba że po zakończeniu igrzysk okaże się, że chleba nie ma i nie będzie. Wtedy głodne masy, którym zabrano chleb w zamian za kilkudniowe – jak we Wrocławiu i Poznaniu – igrzyska, przypomną sobie, że nikt ich nie pytał o zgodę na taką zamianę. EURO to opium dla mas. Ale osoby publiczne, które jeszcze nie utraciły wiarygodności, a nawet spodziewają się ją umocnić, muszą z siebie wykrzesać minimum odwagi, popłynąć pod prąd EUROentuzjazmu i poprzeć głośno i wyraźnie przed światową widownią słuszne wołania Polaków o zapłatę za wykonaną pracę, o wolność słowa, o wolność religii, o niezałganą historię własnego narodu, o prawo do życia dzieci w łonie matki i prawo do życia pracowników, emerytów, pacjentów, konsumentów żywności, pasażerów kolei i użytkowników dróg, o Polskę bez atomu, bez gmo, bez łamania prawa człowieka i obywatela.

Korzystajmy z obecności kamer i dziennikarzy z całego świata. Dał nam przykład Ignacy Jan Paderewski jak skutecznie uwrażliwiać sumienia innych narodów na to, co dzieje się z Polakami. Dzięki temu Walther Rathenau i Władimir Lenin, pomimo usilnych starań, musieli pogodzić się z istnieniem Polski pomiędzy Rosją a Niemcami, a ich idea ponownego wymazania Polski z mapy musiała doczekać się realizacji paktu, który podpisali pupilek Stalina, Wiaczesław Mołotow i kolejny minister spraw zagranicznych Niemiec, Joachim von Ribbentrop, po rozprawie w Norymberdze powieszony za zbrodnie wojenne. Obydwaj następcy prawni państw – agresorów uznali tajny protokół paktu Mołotow-Ribbentrop za nieważny od chwili podpisania: Republika Federalna Niemiec 1. września 1989r., a Związek Sowiecki 24 grudnia 1989r. W 2009 r. pełniący wówczas funkcję premiera Federacji Rosyjskiej Władimir Putin potępił pakt Mołotow-Ribbentrop i uznał go za niemoralny. Być może kanclerz Niemiec Angela Merkel, skorzysta z częstych wizyt w Gdańsku z okazji EURO 2012 i z własnej inicjatywy lub o to poproszona również raczy potępić pakt Mołotow-Ribbentrop i uznać go za niemoralny. Byłby to gest wiele wyjaśniający po laudacji, którą kanclerz Merkel wygłosiła 31. maja 2012r., kiedy to w Belinie Donald Tusk odbierał nagrodę im. Walthera Rathenaua za zasługi na rzecz pogłębienia integracji europejskiej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 29 czerwca 2012

Szczęść Boże!

Kto wierzy w Boga, ten nie może zaprzeczać istnieniu szatana. Kto ma nadzieję na zbawienie, ten musi znać drogowskaz wyraźnie pokazujący drogę ku zbawieniu. W przeciwnym razie wybierze trasę fałszywą, zrazu autostradę, która pod koniec życia skończy się na manowcach. Szatan, mistrz stwarzania pozorów prawdy, jak diabeł święconej wody unika konfrontacji swoich obietnic z dowodami na zawarty w nich fałsz. Prawdę zagaduje, mnoży narracyjne sztuczki, odwraca uwagę, chaotyczną argumentacją gwałci porządek i logikę wywodu, walczy o każdą chwilę swojej dominacji. Ale tylko wtedy, kiedy oszukany człowiek może jeszcze zawrócić z drogi wskazanej przez szatana. Kiedy jest już za późno, szatan powie “no cóż, trudno, tak wyszło, okoliczności się zmieniły, nic się nie stało, człowieku, nic się nie stało, a w końcu to był twój wybór, sam tego chciałeś, człowieku”.

Szatan nie musi się już wysilać, kiedy człowiekowi nie pozostaje nic więcej niż zapłakać nad swoją nędzą spowodowaną bezrefleksyjnym zaufaniem do szatana. Na szczęście, królestwo Chrystusowe nie z tego świata i nawet dobremu łotrowi w ostatniej chwili udało się uciec spod władzy zła. Pewnie ów łotr wolałby uniknąć hańbiącej męki za grzeszne, karalne uczynki, zawrócić z drogi, która go doprowadziła na miejsce kaźni, ale było już za późno. Szatan zawiódł go na tej ziemi, ale ukrzyżowany Chrystus w ostatniej chwili uratował łotra na wieczność. Można by stąd wysnuć przekonanie, że będąc łotrem posłusznym szatanowi przez całe życie, człowiek i tak uniknie zasłużonej kary o ile, zanim wyda ostatnie tchnienie, zdąży poprosić Boga litość. Tego rodzaju strategia życiowa wcale nie jest rzadkością skoro znalazła swoje odzwierciedlenie w mądrości ludowej “jak trwoga, to do Boga”. Ograniczony terminem pobytu ciężar czyśćca w zderzeniu z nieskończonym w czasie potępieniem w piekle wydaje się karą zbyt małą za wygody życia wprawdzie zgodnego z wolą szatana, ale zakończonego wyrachowanym wykorzystaniem Boskiego miłosierdzia. Bóg chrześcijan wolnej woli niczym nie ogranicza, rozlicza ich sprawiedliwie dopiero po śmierci. Samoobronę przed ziemskimi skutkami czyjegoś grzechu pozostawia ludziom.

Ponieważ grzech śmiertelny z reguły uderza w otoczenie grzesznika, niszczy życie innych ludzi w każdej skali, od najbliższych w rodzinie czy sąsiedztwie, po każdego z mieszkańców globalnej wioski, to w żadnym przypadku nie jest sprawą prywatną kogoś, kto twierdzi, że grzeszy na własny rachunek, a w rzeczywistości zabija, okrada, krzywdzi innego człowieka lub wiele, bardzo wiele innych osób. To rozumieją muzułmanie i z tego powodu sury Koranu dla ponad miliarda wyznawców stanowią drogowskaz dosłowny i niepodważalny nie tylko w życiu religijnym, ale i społecznym. Pomiędzy tym co jest dozwolone – halal, a zakazane – haram, nie ma miejsca na szarą strefę dowolnej interpretacji zależnej od okoliczności, indywidualnych lub nawet zbiorowych pomysłów wynikających z doraźnych potrzeb czy aktualnych nastrojów. Dzięki temu społeczeństwa muzułmańskie wykazują się wysokim poziomem religijności i wynikającym z niej przestrzeganiem norm moralnych, a jeśli te zostały skodyfikowane – także prawnych określonych przez posłańca Boga, Mahometa (pokój z Nim). Dzięki temu muzułmanie mogą żyć i przeżyć w skrajnie trudnych warunkach klimatycznych, na jałowej, jeśli nie pustynnej ziemi, bez wody, w niszczącym wszystko upale. Potrafią modlić się pięć razy dziennie w niełatwych pozycjach modlitewnych, przestrzegać uciążliwego postu, z wielkim poświęceniem pielgrzymować do Mekki, zapamiętywać wersety Koranu, nawet nie znając arabskiego, płodzić i wychowywać bardzo liczne potomstwo, a na starość korzystać z jego opieki. Potrafią ochronić słabych przed krzywdą, otoczyć potrzebujących opieką, lichwa jest zakazana, a jałmużna jest dla nich jednym z podstawowych nakazów religijnych. W obronie swoich wartości są tak silnie zdeterminowani, że przywiązanie do islamu częściej nazywane jest fanatyzmem niż fundamentalizmem, co w zastosowaniu do spraw narodowych, np. polskich, jest taką samą pułapką semantyczną jak nazywanie szowinizmem nacjonalizmu. Muzułmanom oczernianie nie przeszkadza, ziemię zaludniają zgodnie z nakazem Księgi Rodzaju, a w tym samym czasie Polacy obrzucani błotem za rzekomy katolicki fanatyzm i polski szowinizm są narodem wymierającym, pomimo zajmowania sporego kawałka ziemi o najlepszych do wyobrażenia warunkach geograficznych. Geopolitykę pomijam, bywają gorsze. Katolicki fundamentalizm zamiast być naszą ostoją i szansą na przetrwanie, jako katolicki ornamentalizm staje się przysłowiową matką boską w klapie, kwiatkiem do kożucha przykrywającego prawdę o dzietności Polaków na tle innych narodów europejskich, o odwadze w obronie swoich wartości i podstawowych wolności. W imię Allaha muzułmanie dokonali wielkich podbojów terytorialnych, które w przełomowym momencie historii zastopowali pod Wiedniem polscy katolicy pod wodzą Jana III Sobieskiego. W imię Boga teutońscy Krzyżacy, nie poradziwszy sobie z podbojem Polski, tak długo wyrzynali Bałtów, aż polscy katolicy argumentacją Pawła Włodkowica, poświęceniem naszej młodziutkiej królowej i siłą miecza naszego rycerstwa położyli temu kres. Z perspektywy przykazania miłości bliźniego zarówno historyczny, jak i obecny dżihad, a także pseudochrześcijańskie podboje kulturowe w wykonaniu choćby europejskiej chadecji zdominowanej przez Niemców trzeba uznać za przemoc wołającą o pomstę do nieba. A mimo to trwają, przynoszą coraz to nowe ofiary ciał i dusz, w liczbach bezwzględnych przekraczające straty sprzed zapoczątkowanej w XIX wieku rewolucji higienicznej, która dała gwałtowny przyrost ludności świata. Reżyserowane i nagłaśniane przez szatana antyludzkie i samej istocie bezbożne przejawy fałszywego chrześcijaństwa i fałszyweg islamu nie mogą przysłonić dobra, jakie religia wnosi w życie każdego człowieka, jego rodziny i narodu. Jak to więc się dzieje, że Polacy od tysiąca lat niezmiennie i skutecznie przekonywani przez Opatrzność, iż katolicki fundamentalizm im się po postu opłaca, dlatego że pozwala przeżyć, ulegają szatańskim namowom i manipulacjom, tchórzą, rejterują z pola walki o Polskę, nie bronią pospołu wspólnych interesów, wolności wypowiedzi i religii oraz innych warunków życia na poziomie minimum cywilizacji, którą budowaliśmy sami.

Może przyspieszający gwałtownie program wywłaszczenia narodowego uruchomi patriotyczną solidarność tych, którzy tak niedawno przyglądali się obojętnie rujnowaniu kredytobiorców poprzez ruchome stopy procentowe, likwidacji milionów miejsc pracy, a obecnie biadolą, że za pomocą iście okupacyjnej legislacji wprowadzane są drakońskie kary za banalne naruszenia przepisów tak skonstruowanych, aby każdy nolens volens wpadł w nastawione sidła i wykupił się z więzienia za ciężkie pieniądze, bądź oddał cały majątek. Czas na refleksję. Sprzyja jej okres kanikuły. Podczas wakacyjnych peregrynacji warto przyjrzeć się prostym regułom, które innym pozwoliły uniknąć losu wykorzenionych drzew. Życzę wszystkim, aby po wakacjach mieli dokąd wrócić.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca w Warszawie, znany jako Seminaryjny, Pokarmelicki. Po mszy świętej  10. października 2012r. dla uczczenia ofiar zbrodni stanu w Smoleńsku, 10. kwietnia 2010r.
Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca
w Warszawie, znany jako Seminaryjny, Pokarmelicki.
 Po mszy świętej  10. października 2012r. dla uczczenia ofiar
zbrodni stanu w Smoleńsku, 10. kwietnia 2010r.


Felieton w Radio Maryja, 19 października 2012

Szczęść Boże!

Trójpodział władz na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, znany jako monteskiuszowski, znalazł mocne uzasadnienie w wypowiedzi autora z 1748r.: “Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczwą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela”.

Walcząc słowem z feudalizmem i bizantyjskim stylem sprawowania władzy, baron de La Brede et de Montesquieu, który utorował drogę wielu jak najbardziej ludowym rewolucjom z amerykańską i francuską na czele, dzisiaj zapewne przewraca się w grobie, zważywszy na sposoby i skutki despotycznego sprawowania władzy przez tyranów rządzących w XXI wieku pod szyldem demokracji.

Nawet nie warto wspominać w tym miejscu dorobku ostatniej ekipy dyktatury ciemniaków w kraju ze wszystkich innych nam najbliższym i najlepiej znanym. Jawi się zresztą pytanie, czy niszczy nas przypadkowa głupota czy też zamierzona destrukcja na zamówienie, wobec której przypisywanie samej głupocie ujawnionych absurdów miażdżącej wszystko jak walec władzy jednolitej w obszarze ustawodawczym, wykonawczym i sądowniczym, jest niczym innym jak naiwnym usprawiedliwianiem wyrachowanego złoczyńcy kryjącego się pod maską głupiego Jasia.

Sprawa dyktatury przebranej za demokrację, tzw. zachodnią demokrację, jest oczywiście problemem ogólnoświatowym, choć szczególnie łatwo dostrzegalnym w państwach skolonizowanych przez hegemona Unii Europejskiej. Warto tu skorzystać z pełni doświadczenia naszych zachodnich sąsiadów w ocenie odpowiedzialności wszystkich i każdego z osobna za poddanie się dyktaturze jak najbardziej zachodniej. Wśród niezapomnianych cytatów z filmu ‘Upadek’ (‘Der Untergang’) znajduje się wypowiedź znawcy przedmiotu – Goebbelsa: “Niemcy wybrali swój los. To może niektórych zaskoczyć. Nie oszukujcie się. Nie zmuszaliśmy narodu niemieckiego. Dali nam taki mandat, a teraz płacą za to gardłem”. (“Ich fühle kein Mitleid. Ich wiederhole, ich fühle kein Mitleid! Das deutsche Volk wählte ihr Schicksal. Das mag überraschen, einige Leute. Mach dir nichts vor. Wir haben nicht zwingen, das deutsche Volk. Sie gaben uns ein Mandat, und jetzt Ihre kleinen Kehlen werden gekürzt!”). Z mandatu danego narodowym socjalistom w demokratycznych wyborach w marcu 1933r., szczególnie chętnie udzielonego im na wschodzie ówczesnych Prus, ci szybko skorzystali, otwierając już 28. kwietnia 1933r. pierwszy obóz koncentracyjny Konzentrationslager Dürrgoy, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Wzgórze Gajowe na osiedlu Tarnogaj we Wrocławiu przy ul. Bardzkiej. Znamienne jest, że naziści wymordowali 49% księży katolickich przedwojennego Wrocławia. W drugim co do kolejności założenia niemieckim obozie koncentracyjnym – KZ Dachau pod Monachium powstał specjalny “blok dla kapłanów”. Spośród 2 720 kapłanów (wśród nich było 2 579 księży katolickich) katowanych w Dachau, 1 034 nie przeżyło obozu. W większości byli to Polacy (1 780), spośród których 868 zmarło. Demokratycznie wybrana władza w pierwszej kolejności rozprawiła się z wolnością słowa i z tymi, którzy w obronie najsłabszych posługiwali się słowem. Wśród nieco ponad 200 tysięcy uwięzionych w KZ Dachau, średnia liczba Niemców w czasie wojny wynosiła 3 000. Wśród nich był ksiądz Gerhard Hirschfelder, z Czermnej k/Kudowy w Czeskim Zakątku ówczesnego Hrabstwa Kłodzkiego, który odważył się przestrzegać młodzież przed wstępowaniem do Hitlerjugend i poddawaniem się hitlerowskiej propagandzie. Podczas kazania w lipcu 1941r. potępił profanację krzyża dokonaną przez nieznanych sprawców i powiedział: ”Ten, kto wydziera z serc młodych ludzi ich wiarę w Chrystusa, jest zbrodniarzem”.

Objęty stałą inwigilacją, tego samego wieczora został zatrzymany przez funkcjonariuszy służby specjalnej. Zamęczony w Dachau 1. sierpnia 1942r. w wieku 35 lat ks. Gerhard Hirschfelder dekretem Ojca Świętego Benedykta XVI z 27. marca 2010 został ogłoszony męczennikiem. Jest pierwszym błogosławionym Rzymsko Katolickiej Diecezji w Świdnicy i – jak podkreślił JE ks. biskup Ignacy Dec – “błogosławiony ks. Hirschfelder jest nowym pomostem między Czechami, Polakami i Niemcami”. Wiele lat przed beatyfikacją diakon Johannes Nitsche z Nottuln pisał, że ks. Hirschfelder z profetyczną pewnością, z głęboką wiarą dostrzegł na świecie aktywność szatana i rozpoznał anty-chrześcijańskie cechy totalitarnej ideologii nazistowskiej (Er hatte mit jener prophetischen Sicherheit, mit der ein tiefer Glaube die Züge des Satanischen in der Welt wahrnimmt, die antichristlichen Züge der totalitären NS-Ideologie erkannt).

W obozach koncentracyjnych ówczesna ideologia totalitarna pozbywała się wszystkich niechcianych przez jednolitą władzę, rozprawiała się z każdym przeciwnikiem, od prawa do lewa. Podziały spoza drutów kończyły się wspólnym losem na obozowej pryczy i w krematoryjnym piecu.

Tej nauki historii zapomnieć nie wolno

W drugą rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Hirschfeldera wybuchło Powstanie Warszawskie, w którym życie oddało ponad 150 000 męczenników w obronie przed brunatną i czerwoną dyktaturą. Trudno sądzić, aby postać ks. Hirschfeldera była im znana, a tym bardziej przez nich czczona. Był przecież Niemcem. Dzisiejsza rocznica okrutnego zamęczenia błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki przez funkcjonariuszy służb specjalnych – Polaków. niechby stała się dniem przełomu w myśleniu wielu ludzi, którzy szatanowi dają się podzielić, aby dać mu się pożreć.

Osoby nie znające etymologii słowa ‘katolicki’, spieszę poinformować, że pochodzi ono z greki i oznacza ‘powszechny’, ‘całościowy’, ‘uniwersalny’, ‘o szerokich horyzontach’, a także ‘liberalny’. Dlatego katolik, uznając wolność jako dar Boży, nigdy z niej nie rezygnuje i na wzór świętych zawsze sprzeciwia się dyktaturze.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 26 października 2012

Szczęść Boże!

W publicznych wypowiedziach wielu – na szczęście nie wszystkich – członków Parlamentu Europejskiego pobrzmiewa bardzo często nuta wyższości wynikająca z głoszonej wszem i wobec doktryny o nieomylności funkcjonariuszy Komisji Europejskiej oraz jej rozlicznych agend. Cokolwiek wymyślą unijni urzędnicy, to ludy imperium mają za zadanie wykonać bez szemrania.

Na straży implementacji i egzekucji nałożonych obowiązków stoją rządy krajów członkowskich, z których każdy ma do dyspozycji niezliczone zastępy biurokratów obciążonych zajęciem wagi wiekopomnej: tak przetworzyć ukazy samowładcy, aby mniej więcej pasowały do lokalnych realiów i możliwości realizacyjnych. Gdy pasują mniej niż Komisja Europejska sobie życzy, sprawa nabiera charakteru jawnego nieposłuszeństwa, a takiego żadna dyktatura tolerować nie może.

W interesie mocodawców i własnym musi poskromić każdy przejaw buntu, bo co by to było, gdyby Komisja Europejska straciła posłuch i naraziła się na postępującą erozję autorytetu. Mogło by skończyć się tak fatalnie jak z imperium sowieckim, gdzie różni tacy z odchyleniem nacjonalistycznym niezbyt starannie trzymali ruki pa szwam i według miarodajnej oceny wybitnego fachowca od pilnowania dyscypliny, doprowadzili do największej katastrofy politycznej XX wieku.

W imperium unijno-europejskim to, że Befehl ist Befehl każdy szybko zrozumie, kiedy przyjdzie mu oddać swoje pieniądze w podatkach zbieranych na kary za opieszałość rządu w wykonaniu unijnego prawa. Ponieważ z braku pracy oszczędności już poszły na coraz to droższe podstawowe potrzeby życiowe, także te, które dotychczas były fundowane z danin, szczęśliwi bezrobotni Europejczycy, chętnie sprzedadzą co tam jeszcze posiadają, przeniosą się pod most i pełni wdzięczności za mądre rządy cesarzycy, chętnie zapłacą zasądzone kary.

Wiedzą przecież, że nieposłuszeństwo musi kosztować. Nie po to głosowali za przyjęciem do Unii Europejskiej, żeby wyłamywać się z unijnego porządku. Ordnung muss sein. Skoro Komisja Europejska tak świetnie sobie radzi z wymuszaniem wykonania swoich rozkazów, ma zapewne niepodważalne podstawy uzasadniające ich wydawanie. Jakież to one mogą być? Zważywszy na estymę, jaką w pewnych kręgach cieszy się rewolucja francuska, jakże by mogło zabraknąć jej sztandarowych haseł w ideologii leżącej u podstaw decyzji Komisji Europejskiej.

Wolność, Równość i Braterstwo wprost emanują ze stosunku Komisji i poszczególnych komisarzy do wolności słowa, do równości subsydiów i do poczucia braterstwa z okradzionymi z opieki zdrowotnej. Kolejny filar, na którym wspiera się unijna ideologia to racjonalizm. Racjonalizm naukowy, oczywiście. Dzięki niemu, całe prawo europejskie, nawet to, które niezwykle ostro rozprawia się z realiami krajów członkowskich, w tym z kulturą i interesami gospodarczymi ich mieszkańców, nabiera niezwykłej wartości – jest najbardziej optymalnym spełnieniem wymagań określonych dla naszych czasów przez naukę, Naukę przez duże N.

Kto tego nie rozumie, ten kiep. Zacofany wstecznik z ciemnogrodu, z którym nowocześni świetnie wykształceni prędzej czy później sobie poradzą. Elita intelektualna nie pozwoli rzucać kłód pod nogi Europejczyków kroczących drogą postępu. Na przykład w obszarze energetyki, czy też rolnictwa. Za dosłownie żywe wcielenie postępu rolniczego Komisja Europejska uznaje uprawy roślin genetycznie modyfikowanych i czyni wszystko, aby jak najwięcej ich odmian na obszarze Unii Europejskiej zarejestrować i tym samym legalnie uprawiać.

Także wbrew woli zacofanych wsteczników z ciemnogrodu, którzy nie rozumieją korzyści z postępowych zdobyczy nauki. Ponieważ decyzje biurokratów, jakimi są w istocie komisarze, wymagają podkładek podpisanych przez niezależnych ekspertów, w 2002 roku powołano Europejski Urząd do spraw Bezpieczeństwa Żywności (European Food Safety Authority – EFSA). Tu właśnie powstawały i nadal powstają niezależne ekspertyzy uzasadniające entuzjazm Komisji Europejskiej wobec gmo.

Jednak już po dekadzie działalności tej agencji Unii Europejskiej okazało się, że jest ona opanowana przez agentów wpływu głównego w świecie machera od gmo notorycznie obsadzanych w roli niezależnych ekspertów właśnie przez Komisję Europejską. Nawet w oczach euroentuzjastów skompromitowana tym dobrze udokumentowanym skandalem Komisja Europejska straciła wszelkie prawa do podpierania nauką swoich absurdalnych i szkodliwych decyzji. Ich prawne szkielety obdarte z naukowego uzasadnienia świecą brutalną przemocą i cuchną rozkładem korupcji.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 9 listopada 2012

Szczęść Boże!

Narodowe Święto Niepodległości AD 2012 jak nigdy dotychczas stwarza okazję do narodowej debaty nad niepodległością właśnie. Wyjątkowość tego dnia wynika z natłoku niezwykłych wydarzeń i ich skutków, jakich doświadczyli Polacy podczas ostatnich obchodów Dnia Niepodległości oraz w ciągu minionego roku. Na wstępie trzeba podkreślić, że do samego pojęcia narodu narzucana nam doktryna odnosi się niechętnie, o ile dotyczy to narodów innych niż obydwa przez siebie same proklamowane jako lepsze, mądrzejsze, bardziej utalentowane, bardziej pracowite i lepiej zorganizowane, z racji samej swojej wyjątkowej wartości predestynowane do kreowania moralnych autorytetów i wreszcie do rządzenia innymi za pomocą terroru.

Podział na ludzi lepszych i tych gorszych, bo obciążonych cechami z definicji arbitralnie przyjętej przez lepszych za dyskwalifikujące, jest nie tylko podstawą selekcyjnej eugeniki, jak w przypadku procedur aborcji i in vitro, gdzie ktoś w lekarskim fartuchu stoi na rampie i decyduje komu wolno a komu nie wolno żyć, lecz także rozciąga się na tradycyjne rasistowskie stosowanie eksterminacyjnych doktryn gospodarczych i społecznych w skali makro, tym samym dąży do zagłady narodów gorszych, bo akurat obciążonych cechami z definicji arbitralnie przyjętej przez samowładnych lepszych za dyskwalifikujące. Nadludziom łatwo przychodzi przypisywać wszelkie wady rasom uznawanym za niższe i tym samym usprawiedliwiać agresję w celu bezczelnego ograbienia podludzi z wszelkiej nagromadzonej przez tysiąclecia własności. Za wadę uzasadniającą agresję może być na przykład obwołana religia jako zwarty system wartości cementujący naród skazany na eksterminację. Skoro konkretny naród nagromadził swój dorobek materialny i duchowy w oparciu o religię, np. rzymskokatolicką, która szczególnie umacnia ludzkie poczucie wolności i chroni niepodległość osoby ludzkiej w dążeniu ku dobru, stopniowe kruszenie religijności tegoż narodu i cykliczne organizowanie huraganowych ataków na kościół, czyli wspólnotę wiernych, daje agresorom łatwą okazję do osiągnięcia strategicznych celów poprzez dosłowne wydarcie narodu z korzeniami.

Polacy mają wyjątkowe wśród innych narodów doświadczenia w tym obszarze. Niestety, kolejnym pokoleniom historia nie szczędzi dokładnie tych samych przeżyć. Antypolski jazgot propagandy Republiki Wiemarskiej i III Rzeszy, w XXI w. w stare formy wkłada nowe treści a to kampanii szyderstw pod kryptonimem „polskie kartofle”, a to nasyłania na Warszawę skrajnie brutalnych, a przy tym bezkarnych bojówek faszystowskich samo określających się jako antyfaszystowskie. Trudno sobie wyobrazić, aby atak niemieckich bojówkarzy na uroczystą paradę francuskich czy brytyjskich patriotów w historycznych mundurach zakończył się wyrokami uniewinniającymi dla bezpośrednich sprawców i bezkarnością popleczników, których nawet nie postawiono przed sądem. Pewni siebie, szczują dalej, posługując się przekazem telewizji z logo TVP, gdzie „P”, w tej sytuacji może być skrótem słowa „Partyjna”, w żadnym przypadku polska, skoro jest de facto antypolska. Na pytanie z jakiego szczebla politycznego otrzymali list żelazny organizatorzy i wykonawcy napadu w biały dzień 11. listopada 2011r. odpowiedź padła o już 31. maja 2012r. Kanclerz Niemiec tymi oto słowy zwróciła się do polskiego premiera podczas uroczystości wręczenia w Berlinie Donaldowi Tuskowi nagrody upamiętniającej myśl Walthera Rathenaua, dla którego to istnienie niepodległej Polski było niewyobrażalne: „Drogi Donaldzie, pozwól, że dokonam tutaj porównania. Również twoje polityczne działanie wyrasta z woli zwalczania bezprawia, utorowania drogi postępowi społecznemu oraz przeforsowania i wdrażania odpowiednich reform politycznych”.

Wśród berlińskich wypowiedzi postępowych w oczach Niemców polityków i ich wysłanników trzeba też odnotować opinię, którą kuratorka otwartej 21. października 2011 niesławnej wystawy w berlińskim Martin-Gropius-Bau ‘Obok. Polska – Niemcy. Tysiąc lat historii w sztuce’, wygłosiła na pytanie Der Taggespiegel: ‘To co jest wspólnego, jednoczącego w kulturze i historii obydwu narodów?’ Działająca w imieniu u ministra kultury i dziedzictwa narodowego Anda Rottenberg odpowiedziała: ‘W czasie 800 z 1000 lat niemiecko-polskiej historii, Europa była miejscem, gdzie nie mówiono o Narodach: okazuje się, że taki model jest znowu pożądany’. Pomijając ahistoryczne potraktowanie pruskiego militaryzmu, według słów Konrada Adenauera – owego złego ducha Europy, jakoś trudno dostrzec gotowość krzykliwych grup agresorów do rezygnacji z narodowych interesów upatrywanych w roszczeniach do terytorium naszego kraju. Odwrotnie, właśnie te grupy wszczynają coraz to bardziej napastliwe działania zaczepne o charakterze wojny religijnej. Ich ulokowanie jest rozmaite, od drobnych ale decydujących węzłów decyzyjnych, coś w rodzaju jaczejek w aparacie administracyjnym i propagandowym po taki superrząd jak Komisja Europejska. Czy mowa nienawiści skierowana przeciwko katolikom, bezczeszczenie naszych symboli religijnych i drastyczne ograniczanie wolności wyznania i wolności słowa jest przejawem zorganizowanej religii szatanistycznej, czy też pod jej przykrywką innych wyznań, np. judaistycznej Kabały, jak to ma miejsce w przypadku piosenkarki Madonny, która przy okazji ostatniego występu w Moskwie wyraźnie powiedziała, że kultura zawsze była i jest ściśle związana z polityką, czy też jest efektem zharmonizowanych działań z innych antykatolickich inspiracji z masońskimi na czele – nie łatwo jest dociec. A poza tym nie warto.

Lepiej pozostać przy swoim, czyli przy miłości Boga i Ojczyzny. Oraz miłości bliźnich. Wszystkich bliźnich, z nieprzyjaciółmi na czele. Z Kazania na Górze płynie fundamentalne odróżnienie i wyposażenie chrześcijan: „Jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Nawet skorumpowani poborcy podatków tak czynią. Jeśli jesteście mili tylko dla waszych przyjaciół, na ile odróżniacie się od innych? Nawet poganie tak czynią.” Tak się składa, że na Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym w tym roku przypada nasze Narodowe Święto Niepodległości. Niewątpliwie nigdy nie było łatwo być żywą pochodnią, czy to za czasów Nerona czy podczas Powstania Warszawskiego. Ale przymusu nie ma. Jest za to wiara. Jej moc pokona każdy terror. Sola fides invicta. Sama wiara zwycięży.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 16 listopada 2012

Szczęść Boże!

Entuzjastycznej pochwały i bezwarunkowego poparcia wymaga bunt polskiej młodzieży przeciwko poniewieraniu Ojczyzny. Z powodów oczywistych ludzie młodzi mają lepsze rozeznanie w aktualnej rzeczywistości, nie wloką za sobą doświadczeń minionej historii, nie dadzą się nabrać na kombatanckie zasługi już zdemaskowanych i jeszcze nie ujawnionych agentów wpływu rozmaitych central decyzyjnych kolonizujących nasz kraj. Młodzież polska nie bez przyczyny stała się głównym celem ataku koordynowanego bardzo sprawnie, pomimo pewnych różnic interesów.

Bo przecież w celu wyczyszczenia Polski z Polaków nikt nie będzie zabierać się za moherowe berety. Te wystarczy ustawić w kolejce na zapisy do lekarza za dwa lata, albo ogłosić, że ludzi po sześćdziesiątce nie warto leczyć i problem sam szybko się rozwiąże. Można jeszcze na tym dobrze zarobić. Są tacy mężowie stanu, którzy dla siebie i swoich partyjnych towarzyszy potrafią wycisnąć pieniądze nawet z kamienia, nie oglądając się przy tym na powodowane szkody, choćby miały one charakter kataklizmu. Pamiętając o kursach strzyżenia psów dla stoczniowców, można sobie wyobrazić, kto zarabia na ubezpieczeniach od kosztów leczenia szpitalnego czy zachorowania na raka. Doprowadzanie zakładów opieki zdrowotnej do upadku to lukratywne zajęcie zawłaszczających w majestacie prawa publiczny majątek, a to w postaci budynków i działek, a to niewyobrażalnie kosztownego sprzętu, nieraz dopiero co zakupionego za ciężkie miliony. No, ale zostają jeszcze ludzie. Lekarze i pielęgniarki oraz pozostały personel fachowy jako tako potrafią znaleźć pracę zagranicą, a nawet w kraju. Pozostali idą na zasiłek, a kiedy i on się skończy setkom tysięcy wyrzuconych na bruk pracowników ochrony zdrowia – tak samo jako innych bezlitośnie likwidowanych sektorów – zagląda w oczy śmierć głodowa. Gdzie stress, tam i choroby: wieńcówka, zawał, wylew, rak. Gdzie się leczyć? Za co się leczyć? Reklamy ubezpieczeń na pokrycie kosztów leczenia szpitalnego jedynie zwiększają poczucie lęku przed wykluczeniem z dostępu do szpitala i paniczny strach przed śmiercią w razie zachorowania na chorobę, która jest wprawdzie uleczalna, ale nie dla wszystkich, a tylko dla tych, którzy kupią sobie polisę ubezpieczeniową. Im szybszy i bardziej spektakularny rozpad lecznictwa, tym więcej kupionych polis na pokrycie leczenie szpitalnego. W przypadku nowotworu, im dłuższy okres oczekiwania na specjalistyczną diagnostykę i terapię, tym mniejsze szanse na przeżycie nawet osoby ubezpieczającej się od zachorowania na raka. I znowu czysty zysk firm ubezpieczeniowych, wprost proporcjonalny do tempa upadku lecznictwa. Kolejny zarobek przynoszą ubezpieczenia od wysokich kosztów pogrzebu. Wobec obcięcia zasiłków pogrzebowych, reklamujący się firmy ubezpieczeniowe apelują do sumienia jeszcze żywych, aby ci nie obciążali wysokimi kosztami pogrzebu pogrążonej w nadchodzącym bólu rodziny, a sami sobie kupili polisę pogrzebową. Tak więc w obszarze objętym działalnością zawodową od lekarza do stolarza, rolę władzy publicznej przejmują firmy ubezpieczeniowe. A dotyczy to spraw ostatecznych i jednoznacznie oczywistych, jak akt zgonu, gdy stwierdzenie śmierci jest bezsporne.

Żaden sprawca i beneficjent cudzych nieszczęść PR-em, czy mową nienawiści nie przywróci życia zmarłym. Może jedynie cieszyć się, że szybko wymierające moherowe berety nie będą młodym mącić w głowie.

Starzy i chorzy do piachu, młodzi zagranicę.

Jeszcze w latach poprzedzających totalny rozpad naszego Państwa do głównych zadań rządzących należało wypędzenie młodych Polaków z Ojczyzny. Stary to i sprawdzony sposób na pozbycie się części narodu najbardziej radykalnej, a przy dysponującej najwyższym potencjałem prokreacyjnym. Potencjałem możliwym do wykorzystania dla dobra narodu albo przy wsparciu wielopokoleniowych rodzin, które na to stać, albo poprzez dobrze przemyślane programy rządów, dla których harmonijny rozwój ludności jest priorytetem. Posługując się nachalną propagandą na rzecz masowych wyjazdów i tworząc w kraju warunki uwłaczające godności człowieka, rządy handlarzy żywym towarem wygnały Polaków z Ojczyzny, dając innym tanią i pokorną siłę roboczą. W imieniu młodych ludzi w kraju pozostałych, przemawiają współczynniki i wskaźniki demograficzne, które lokują Polskę na dramatycznie złych pozycjach w skali całego świata.

Obok uwarunkowań gospodarczych, coraz większego znaczenia dla wymierania narodu nabiera zagrożenie następstwami energicznie przez sprawujących władzę lansowanej narkomanii i rozwiązłości, a także rozpadu nadzoru sanitarnego. Ofiary wypadków drogowych spowodowanych przez kierowców odurzonych narkotykami, są wprawdzie bardziej widoczne, ale znacznie mniej liczne niż ofiary niszczącej płodność epidemii chlamydiozy i innych chorób wenerycznych, czy dopuszczenia do obrotu środków spożywczych skażonych substancjami chemicznymi uniemożliwiającymi zapłodnienie, zajście w ciążę i prawidłowy rozwój dziecka w łonie matki i po urodzeniu. Ujawniony ostatnio wieloletni skandal z mlekiem wytwarzanym przez krowy karmione sianem skażonym nieoczyszczanymi ściekami z Wrocławia, wykazuje dobitnie słabość i nieskuteczność bizantyjskich procedur unijnych, po raz kolejny skompromitowanych w konfrontacji z realiami życia, gdzie dla zapewnienia bezpieczeństwa konsumentom potrzebny jest zdrowy rozsądek inspektorów a nie sprzeczna z nim brukselska dyrektywa.

Szczęść Boże młodym Polakom i Polkom, dla których w Ojczyźnie pozostać i tutaj cieszyć się szczęściem rodzinnym jest celem doczesnego życia. Skompromitowanych do cna polityków starego rozdania prosimy: nie przeszkadzać.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 23 listopada 2012

Szczęść Boże!

Obserwatorom naszej rzeczywistości, a zwłaszcza osobom nolens volens aktywnie w niej uczestniczącym z racji wypełniania rozmaitych ról społecznych, nieraz przychodzi na myśl przekonanie, że Polacy, jak mało który naród, dysponują wyjątkowym doświadczeniem w obszarze odróżniania ziarna od plew. Z ideologiczną młócką mamy do czynienia od niepamiętnych czasów i to doświadczenie, najczęściej okupione okropnymi ofiarami, daje nam niezwykłą biegłość rozeznania czyjeż to mocarne ramiona okładają naszą świadomość cepem propagandy. Rozumieją to dobrze współcześni Polacy jako ostatnie ogniwo kulturowej ewolucji narodu dającej szanse na przeżycie tylko tym nacjom, które są najlepiej potrafią się dostosować do stale zmieniających się warunków środowiska. W tym przypadku środowiska politycznego. To proste jak budowa cepa.

Produkcje propagandowe mają ostatnio charakter numerów kabaretowych dla pijanej widowni w koszarach ZOMO lub wręcz dla zaćpanej hołoty, stąd ich twórcom warto zadedykować recenzję Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który tak oto ocenił podobne przedstawienie tych samych reżyserów sprzed aż czterdziestu lat: „Czechowicz był najmniej szkodliwy ze wszystkich, bo był tak prymitywny i reprezentował tak niski poziom, że bardziej szkodził bezpiece aniżeli nam swymi wystąpieniami”. Na wypadek sądu na telefon, zastrzegam, że w przywołaniu tego cytatu nie ma nic osobistego w stosunku do funkcjonariusza w stanie spoczynku, który w strukturze instytucji państwa totalitarnego zwanej „firmą” wykonywał otrzymany rozkaz publicznie i w taki sposób, jaki mu polecono, aby uzyskać najwyższą skuteczność akcji pt. „Jędruś Czechowicz odsłania całą prawdę o Wolnej Europie”. Inni z „firmy” też wykonywali rozkazy posłusznie i skutecznie, jak choćby ten: „Uciszcie tego księdza, przecież wiecie jak to się robi”, za co po krótkotrwałych przykrościach cieszą się zasłużoną nagrodą do dzisiaj. Najbardziej bolesna lekcja historii wynika z właśnie z porównania sposobu, w jaki rozkazodawcy w „firmie” traktowali Polaków w 1971 r. i w jaki traktują obecnie, co wprost prowadzi do postawienia pytania czy w 2012 r. aby na pewno prymitywni i reprezentujący niski poziom funkcjonariusze bardziej szkodzą decydentom aniżeli nam swymi wystąpieniami.

Najczęstszym przedmiotem sporu jest ocena zmyśleń prezentowanych jako prawda przekazywana do wierzenia. Jednym z kilku architektów popadającego właśnie w ruinę światowego porządku, a dla jego beneficjentów – autorytetem w zakresie definiowania prawdy, jest Henry Kissinger, w czerwcu 2012r. przyjęty na czerwonym dywanie Polsce jako wyrocznia dla rządzących. Dla niego „Nie liczy się to, co jest prawdą, ale to, co jest postrzegane jako prawda” (“It’s not a matter of what is true that counts but a matter of what is perceived to be true.”). Ten cytat z Kissingera musi być rozpatrywany łącznie z drugą jego wypowiedzią, wyjaśniającą cel fabrykowania pseudo- i półprawdy: „Kto kontroluje zaopatrzenie w żywność, ten kontroluje ludzi, kto kontroluje energię, ten może kontrolować całe kontynenty, kto kontrolule pieniądz, ten może kontrolować świat” („Who controls the food supply controls the people; who controls the energy can control whole continents; who controls money can control the world.”). Chyba nie trzeba szczegółowo i na bezspornych przykładach objaśniać jak zakłamanie służy sprawującym niczym nie ograniczoną władzę nad ludźmi, całymi kontynentami i światem.

Jednak kłamstwo ma krótkie nogi. Porządek zaprowadzony przez Kissingera i spółkę z nieograniczoną nieodpowiedzialnością właśnie rozpada się na naszych oczach. Młode i najmłodsze pokolenia narodów, które dotychczas żyły w dostatku, na własnej skórze odczuwają skutki życia w oparach kłamstwa lansowanego jako prawda. Z tak wysokiego konia jak inni, Polacy wprawdzie nie spadli, ale zanim doszło do obrabowania nas z majątku narodowego i ludności, z rynków zbytu z krajowym na czele, jakoś ludzie dawali sobie radę, dosiadając post-peerelowskiego kuca. Teraz każdy widzi, że gwałtownie mnożą się powody uczestniczenia w marszach i manifestacjach skupiających w jednym miejscu setki tysięcy ludzi, choćby po to, aby się policzyć i przekonać, że tych, którym brakuje wolności słowa, pracy, płacy, szpitala, szkoły i transportu jest wielokrotnie więcej niż żerujących na cudzym nieszczęściu, bezwzględnie zarabiających na unijnym i globalnym systemie naczyń połączonych, w którym wewnętrzna kasta obsługująca Wielkiego Brata nie spocznie zanim nie puści z torbami już nie tylko bezwolne masy prolów, ale i gwałtownie kurczącą się kastę zewnętrzną. Nawet George Orwell nie przewidział, że spektakularna katastrofa systemu grupy Bilderberg odbierze rewolucyjną chwałę przeciwnikom załganych dyktatur. Pisał przecież: „Mówienie prawdy w czasach uniwersalnego fałszu jest czynem rewolucyjnym” (“In times of universal deceit, telling the truth will be a revolutionary act.”). Wyeksploatowane masy biorące udział w buntach społecznych ostatnich lat też myślały, że zło nazwane po imieniu czym prędzej czmychnie albo spali się ze wstydu. Nic podobnego. Nawet gdyby OWS było skrótem nie od Okupuj Wall Street a od Okupuj Wiejska Street, i tak samo głoszenie prawdy niczego nie zmieni. Demaskatorów kłamstwa jest garstka i łatwo ich uciszyć. Innym, daje się do zrozumienia, że albo powtórzą lojalkę „w Polsce sprawy idą w dobrym kierunku i gospodarka kwitnie”, albo zostaną wpisani na listę terrorystów podejrzanych o gromadzenie trotylu tonami, a właściwie podejrzanych o chęć gromadzenia trotylu tonami. Nawet tysiącom rodzin małych pacjentów Centrum Zdrowia Dziecka oraz Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, rodziców maleństw skazanych na cierpienie i zagrożonych śmiercią w wyniku nieludzki decyzji urzędników, którym to pieniędzy na pensje, premie i stadiony jednak nie brakuje, wiedza o tym, jaka ta władza jest naprawdę jest zbyt dobrze znana i ma charakter bólu nie do zniesienia. A przecież, słyszymy: Prawda was wyzwoli. Owszem, Veritas vos liberabit. Ale wyzwoli nas nie tylko i nie przede wszystkim prawda o zamachach dokonanych i fabrykowanych lub o innych coraz to bardziej podłych czynach grupy niemal nieprzerwanie trzymającej władzę. Jak zostało wykazane, stosowanie jako bon mot stwierdzenia „prawda was wyzwoli” po wyrwaniu z kontekstu Ewangelii według św. Jana traci wszelki sens w zderzeniu z rzeczywistością. Trzeba więc sięgnąć do źródła Pisma Świętego: Jan 8: 12-36 [ http://www.nonpossumus.pl/ps/J/8.php ].

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 30 listopada 2012

Szczęść Boże!

Wśród diabelskich sztuczek na czołowym miejscu lokuje się oszustwo. Jest to pojęcie prawne, na tyle ostro zdefiniowane w kodeksach, że niekiedy oszust przyłapany na gorącym uczynku bywa ścigany, a nawet zostaje skazany za doprowadzenie innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania jej błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, w celu osiągnięcia korzyści. Np. korzyści majątkowej. Wprowadzenie w błąd polega na podjęciu przez sprawcę zabiegów mających na celu wytworzenie w świadomości pokrzywdzonego nieprawdziwego obrazu rzeczywistości.

Błąd może przejawiać się w postaci urojenia nieistniejącego faktu lub nieświadomości prawdziwego stanu rzeczy. W rozumieniu prawa przedmiot błędu musi obiektywnie stanowić przyczynę dokonania rozporządzenia i powinien ściśle wiązać się z jego niekorzystnością. Zachowanie sprawcy może polegać na działaniu – jest to nieprawdziwe zapewnienie o pewnych okolicznościach lub zaniechaniu – to zaś zatajenie pewnych okoliczności. Sprawca wyzyskuje błąd, gdy wie o błędnym przekonaniu pokrzywdzonego co do określonego fragmentu rzeczywistości, ale nie czyni nic, by go z tego błędu wyprowadzić.

I za to bywa ścigany i może zostać ukarany.

O ile nie jest politykiem.

Na całym świecie, a tym bardziej w Polsce, dla milionów ludzi doprowadzonych do nędzy i cierpień nie do zniesienia, synonimem oszusta jest konkretny polityk, który wykorzystując mechanizmy tylko z nazwy demokratyczne, za pomocą kłamstwa przekonał do siebie wyborców, za pomocą kłamstwa utrzymuje się u władzy, a w sytuacji kiedy jego władza zakorzeniona na kłamstwie zaczyna się chwiać – sięga po jawny terror. Wszak już Józef Stalin powiedział: „Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam.” Strachem chętnie posługuje się każdy współczesny nam rządowy Stalin i Hitler lub samorządowy stalinek czy hitlerek jako zamiennikiem zaspokojenia zwykłych potrzeb zdesperowanej ludności. Ponieważ nie wszystkich uda się zastraszyć, a każda osoba ludzka wolna od strachu stanowi zarzewie wolności dla innych, terrorowi zawsze towarzyszy karykaturalna w swym charakterze propaganda niszcząca wizerunek niepokornych. Ta nieraz sięga do pozornie pozapolitycznych argumentów, znajdujących jednak akceptację wśród zastraszanych mas. Zręcznie podsuwane samousprawiedliwienie na wypadek wyrzutów sumienia za brak oporu przeciw tyranii z reguły wiąże się z narzucaną siłą podmianą Dziesięciu Przykazań Bożych na siedem grzechów głównych.

Tych, którzy już takowej zamiany dokonali, a zapoznają się z treścią tego felietonu służbowo lub po prostu przypadkowo, zachęcam do odwiedzenia stron autoryzowanych przez Kościół Katolicki i porównania dekalogu z listą grzechów głównych celem odpowiedzi na pytanie jak najbardziej aktualne w Światowym Dniu Walki z AIDS, który od 1998r. jest obchodzony 1. grudnia, a w roku 2012 stał się przedmiotem papieskiego apelu w sprawie epidemii AIDS. To pytanie brzmi: na ile walka z Kościołem Katolickim w Polsce, Unii Europejskiej i na świecie przyczynia się do szerzenia się pandemii AIDS, towarzyszących jej zakażeń wielolekoopornymi szczepami prątków gruźlicy oraz epidemii innych chorób wenerycznych, w tym przechodzącej w pandemię zarazy rzeżączki opornej na dostępne antybiotyki, chlamydiozy niszczącej płodność i szeregu innych zakażeń w ogromnej większości bez- lub skąpo-objawowych, często rozpoznawanych dopiero w wyniku stwierdzenia nieuleczalnych powikłań i późnych następstw z bezpłodnością na czele?

Z terapii przedłużającej życie ludziom zakażonym wirusem wywołującym AIDS czy z leczenia profilaktycznego zakażonych kobiet w ciąży w ochronie ich nienarodzonych dzieci przed przeniesieniem HIV, powstał dobrze prosperujący przemysł, którego kołem zamachowym jest propaganda rozwiązłości. Ta sama, która okazała się niezrównanie skutecznym narzędziem walki z chrześcijaństwem. Ukierunkowana przede wszystkim na najbardziej na nią podatne, a przy tym z najbardziej bezbronne młode pokolenie, daje dobrze zarobić producentom kosztownych farmaceutyków, które – tak samo jak leki przeciwgruźlicze – niemal nigdy nie są pozbawione działań niepożądanych, o ciężkim nieraz nasileniu. Nierzadko, są one potrzebne tym, którzy sami agresywnie propagowali rozwiązłość i atakowali kościół stający w obronie ofiar ich nienasyconej żądzy. U kresu życia, doprowadzeni do wyniszczenia fizycznego i psychicznego słusznie szukają pomocy w kościele, czyli tam gdzie mogą ją znaleźć, a nie tam gdzie w osobom cierpiącym na zaburzenie świadomości zwane splątaniem proponuje się zastrzyk śmierci w ramach tzw. eutanazji. Z samej swojej istoty bezwarunkowej miłości bliźniego Kościół Katolicki niesie pomoc w potrzebie ofiarom HIV/AIDS, w tym także ludziom, którzy przez całe swoje życie, jak długo mogli, aktywnie występowali przeciw nauczaniu Chrystusa i Jego Kościołowi. Rozsądek jednak nie pozwala ograniczyć roli kościoła do opieki nad umierającymi na AIDS ofiarami oszustwa polegającego na tym, że wmawia się ludziom przekonanie, że mogą robić co chcą bez oglądania się na konsekwencje. Ojciec Święty Benedykt XVI 28. listopada 2012 r. powiedział „zapewniam o mym wsparciu dla licznych inicjatyw, które w ramach misji Kościoła walczą z tą plagą”. Tym samym papież zachęcił katolików do odważnego występowania na rzecz ograniczenia w życiu publicznym podstawowej przyczyny szerzenia się AIDS, jaką jest propagowanie rozwiązłości seksualnej.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 7 grudnia 2012

Szczęść Boże!

Nad wejściem do zabytkowego Gimnazjum Realnego we Wrocławiu przy pl. Teatralnym widnieje paremia Aequitas sequitur legem, a pod nią – z uprzejmości dla przechodnia – jej przekład na polski: Sprawiedliwość idzie za prawem.

Starożytny Rzym w słowie Aequitas pomieścił takie pojęcia, jak sprawiedliwość, równość, przestrzeganie zasad, symetrię i uczciwość w stosunkach między jednostkami. W naszych czasach niektóre kraje anglosaskie mają system prawa ‘equity’, tłumaczony na polski jako ‘słuszność’, kierujący się zasadą conscience – sumienia, fairness – uczciwości i justness – sprawiedliwości. Łacińską aequitas – słuszność symbolizował róg obfitości i waga jako symbol uczciwej miary, co wyraźnie wskazuje na ścisły związek dobrobytu z uczciwością. Z kolebki naszej cywilizacji w starożytnej Grecji wywodzi się inne piękne w swej treści i zwięzłości motto: Veritas Aequitas, które podkreśla takie wartości jak kierowanie się honorem i prawdą w podejmowanych działaniach, a także sprawiedliwością niezależnie od okoliczności. Znana w starożytności, logiczna i intuicyjnie rozpoznawana jako słuszna sekwencja Prawda – Prawo – Sprawiedliwość znajduje praktyczne zastosowanie w tworzeniu prawa. Gdy prawodawca, kierując się prawdą, stworzy uczciwe prawo, to i sprawiedliwość, która za tym prawem podąża, nie ucierpi. W przeciwnym razie, legislator jednym pociągnięciem pióra może zgotować ludziom piekło na ziemi i na tamtym świecie.

Stąd każdy, kto nie jest niewolnikiem, a poczuwa się do odpowiedzialności za los własny, swoich bliskich i wszystkich bliźnich, musi – na ile potrafi – czujnie przyglądać się przyczynom stanowienia prawa, czy aby na pewno powstaje ono w oparciu o przesłanki spełniające kryterium rozpoznawalnej prawdy. Bowiem gdy nie prawda a kłamstwo jest źródłem prawa, jest ono na tyle chore, że podążająca za nim parodia sprawiedliwości prędzej czy później spowoduje, że krzywda załomocze do naszych drzwi. W imieniu prawa odbierze nam wszystko, pozbawi wszelkich złudzeń co do rzeczywistych intencji załganych prawodawców. Wtedy jednak już będzie za późno.

Dotychczas wydawało się, że dyktatury XX w., zdefiniowane jako zbrodnicze totalitaryzmy nie znajdą sobie równych w tworzeniu legislacji opartej na kłamstwie polegającym na zaprzeczeniu kanonom prawa naturalnego znanego ludzkości jako dekalog. Milcząca większość dała się zmanipulować, uległa propagandzie i brutalnemu praniu mózgów. W oceanach trupów i gruzów zatopiło się życie i majątek tych, którzy, kierując się obojętnością, ugodowością, czy lękliwością pozwolili sobie narzucić prawo początkowo obrócone przeciw innym, a nawet gorliwie uczestniczyli w jego wykonaniu. O ile dobro zawsze wraca zwielokrotnione, o tyle wyrządzone zło na tym padole często uchodzi płazem. Liczni złoczyńcy przeżyli, mieli się i mają się dobrze, a wykorzystując zbyt ryzykowne doświadczenia przeszłości, pozostawili godnym siebie następcom, nieraz wręcz potomkom, cyniczne przekonanie, iż jak to powiadają Rosjanie: tише едешь, дальше будешь.

W najnowszej historii Polski tę zasadę praktykuje wytrwale i z oddaniem Waldemar Pawlak, jej najsławniejszy rzecznik, czego nie omieszkała odnotować dyplomacja USA w wyciekłej depeszy z 7. sierpnia 2008r. (cable 08WARSAW940). A sprawa dotyczyła stosunku rządu Tuska i Pawlaka do upraw GMO, co do których wprowadzenia w Polsce cichaczem wicepremier i minister gospodarki zapewniał swoich amerykańskich rozmówców.

Cichaczem Pawlakowi tym razem się nie udało, więc trzeba było sięgnąć do argumentów wagi najwyższej, jakimi są rozkazy Brukseli. Broniąc unijnego neokolonializmu jak źrenicy oka, władza legalizuje bezprawie i pozwala na nieodwracalne skażenie naszego środowiska organizmami genetycznie modyfikowanymi oraz towarzyszącą im zabójczą dla innych organizmów substancją o nazwie glifosat, wywołującą m.in. ciężkie postaci raka gruczołu sutkowego u zwierząt laboratoryjnych typowo stosowanych w badaniach nad rakotwórczością rozmaitych czynników u człowieka. Od września b. r. wiadomo, że glifosat, składnik herbicydu Roundup wykazuje rakotwórczość już w stężeniach dopuszczalnych według prawa europejskiego w wodzie do spożycia przez ludzi. Już od maja b. r. wiadomo, że legislatorzy Unii Europejskiej opierają się na ekspertyzach podpisanych przez skorumpowane kierownictwo Europejskiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Żywności (European Food Safety Authority – EFSA). W dziesiątym roku działania EFSA Parlament Europejski odmówił przyjęcia rozliczenia budżetu tej instytucji za rok 2010. Powodem był raport Komitetu ds Kontroli Budżetowej Parlamentu Europejskiego, ostro krytykujący EFSA za konflikty interesów i przypadki zatrudniania w trybie drzwi obrotowych kręcących się pomiędzy EFSA i przemysłem agrochemicznym.

Powstałych z naruszeniem prawa, bo w oparciu o poświadczenie nieprawdy, przepisów unijnych nie uchylono, podjętych decyzji nie wycofano, a w przypadku rządu Tuska i Pawlaka doprowadzono do skrajnej kompromitacji tworzenia prawa w Polsce, opartego nie na aktualnym stanie wiedzy naukowej z zakresu medycyny i ekologii a na mitach tworzonych przez lobbistów na zlecenie koncernów agrochemicznych.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 14 grudnia 2012

Szczęść Boże!

Większość z żyjących jeszcze dobrze pamięta, że we wprowadzonym do naszej historii przez Jana Pietrzaka hymnie SOLIDARNOŚCI najważniejszy był zawarty w trzech słowach program „żeby była Polską”. Ciekawe ilu porwałby do czynu apel w rodzaju „żeby Polska nazywała się Polską”.

Wszak „mapa to nie terytorium” jak słusznie głosił błyskotliwy i wysoko ceniony w szerokim świecie polsko-amerykański filozof Alfred Korzybski. Rozmaicie ponazywane przez zaborców i okupantów kawałki Polski – jakiś Kraj Przywislański, Marchlewszczyna, Generalne Gubernatorstwo czy Warthegau tak długo były Polską, jak długo przytłaczająca większość czuła się Polakami, nie tylko z nazwy wynikającej z zasiedlonego miejsca na ziemi a z tytułu przynależności do polskiej kultury i z racji lojalności w stosunku do Polski i innych Polaków.

Żadna miara nie powie więcej o losie narodu niż rozkwit lub zanik kultury tegoż narodu na określonym terytorium.

U zarania naszej państwowości zakończone fiaskiem wyprawy wojenne Niemcy zamienili na jak najbardziej pokojową acz podstępną infiltrację Śląska ze skutkiem podobnym – choć bardziej długotrwałym – niż wojenna germanizacja Zamojszczyny. Oba podboje zakończone zbrojną interwencją drugiego z naszych mocarnych sąsiadów pokazują, że duża dynamika procesów pozornie pokojowych może przynieść równie gorzkie owoce, co działania wojenne.

Tegoroczne refleksje nad 13. grudnia 1981r. mają w tle szczególną atmosferę podobieństwa poczucia zagrożenia wśród różnych pokoleń Polaków rozdzielonych wprawdzie aż trzydziestoleciem to jednak nasyconym dekadami pełnymi procesów o dynamice nadzwyczajnej, porównywalnej w skutkach tylko z wojną.

Opisując sytuację językiem epidemiologii lekarskiej, można powiedzieć, że na terytorium Polski doprowadzono do katastrofalnego w skutkach wyludnienia i zadbano o brak perspektyw na odbudowę populacji należącej do kultury polskiej. Realizując program kulturowej eradykacji, nominanci dobierali do rządzenia i zarządzania takich swoich nominatów, których główną kompetencją była zdolność do bez- lub skąpoobjawowego działania na szkodę Polaków rugowanych z własnego kraju. W tak fundamentalnych sprawach przypadków nie ma, jak i też trudno uznać tylko za głupotę rekordowe przejawy dyktatury ciemniaków. Sami na stołkach się nie posadzili. Ktoś ich tam posadził, aby skutecznie zrealizować zamierzony cel. Żałośnie prymitywna propaganda mogłaby przeczyć tezie umyślnego a przy tym wymyślnego sprawstwa i podważać przekonanie o wysokich kompetencjach sprawcy, gdyby nie ogrom, wielomodułowość i tempo zadań do wykonania. Przy realizacji tak złożonego programu musi pojawić się chęć ekonomizacji wysiłku i pójścia na skróty. Jak udowodniono, skutki podboju w warunkach pokoju mogą być bardziej opłakane niż wojny, czy stanu wojennego. Po owocach poznają Polacy i zainteresowana reszta świata reżyserów i głównych aktorów wydarzeń sprzed trzydziestu laty. Cała reszta to ściema, krótko mówiąc.

Mimo wszystko przeznaczone na zagładę dziesiątki milionów będących indywidualnym i zbiorowym celem napaści z powodu wyznania i zamieszkania nie mogą ani na krok odejść od Ewangelii i nauczania naszych duszpasterzy z papieżami na czele. Gdyby odeszli, to dopiero byłaby gratka dla agresorów i prawdziwe ich zwycięstwo nad Polską i Polakami.

Chrześcijański światopogląd wielokrotnie uratował Polaków przed szykowaną nam zagładą. I teraz inaczej być nie może. Potrzebna jest jednak rozumna rotropność. Poszukując sojuszników bliskich i dalekich warto wziąć pod lupę każde wydarzenie i każde stanowisko, które mogłoby być albo zapowiedzią przyspieszenia procesów depolonizacji Polski albo też otworzyć nowe dla nas szanse na przeżycie.

Najwyraźniej drugim po katolikach celem kampanii nienawiści z pobudek religijnych stają się prawosławni. W szczególności akcje wrogie Prawosławiu Federacji Rosyjskiej są zbieżne z aktami prześladowania Kościoła Katolickiego w Polsce. Ułatwia to przejście z platformy porozumienia religijnego wyznaczonego przez Jego Eminencję Arcybiskupa Józefa Michalika oraz Jego Świątobliwość Patriarchę Moskwy i Wszechrusi Cyryla I na płaszczyznę wspólnoty interesów wyznawców Chrytusa – Христа.

Tak oto w 31. rocznicę wprowadzenia przez bezbożne imperium sowieckie stanu wojennego w Polsce warto zacytować fragment orędzia prezydenta Władimira Putina do Zgromadzenia Federalnego Federacji Rosyjskiej. Paradoksalnie KGB-owska przeszłość w Rosji oznacza co innego niż w Polsce, co chyba wynika z o wiele niższego szczebla służby w kraju wasalnym, którego to nawet najznamienitszy agent jak głodny pies zawsze szuka pana.

12. grudnia 2012 r. Prezydent Federacji Rosyjskiej powiedział co następuje: „Musimy odradzać wartości moralne, rezygnować z egoizmu, który przekracza wszelkie granice” i dalej „Obecnie naszym zadaniem jest budowa prosperującej, zamożnej Rosji. Przy tym wszyscy powinni zdawać sobie sprawę z tego, że najbliższe lata będą miały decydujące, a może nawet przełomowe znaczenie. Nie tylko dla nas, lecz również dla całego świata. Rozwój w skali globalnej staje się coraz bardziej nierównomierny. Dojrzewają warunki dla nowych konfliktów na tle gospodarczym, geopolitycznym i etnicznym. Ktoś wyrwie się do przodu, a ktoś pozostanie autsajderem i nieuchronnie straci samodzielność. Zależeć to będzie nie tylko od potencjału gospodarczego, lecz również od woli każdego narodu, jego energii wewnętrznej, jego zdecydowania i zdolności do ruchu w kierunku zmian.” Powiedział Putin do Rosjan, dając i nam wiele do myślenia.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 21 grudnia 2012

Szczęść Boże!

Wigilia Bożego Narodzenia AD 2012 przypada na poniedziałek, co z punktu widzenia psychologii społecznej odnoszącej się do więzi łączących Polaków stwarza szczególną sytuację wartą chwili refleksji. Bezrefleksyjne podejście do otaczającej rzeczywistości i powodujących ją zjawisk wpędziło nas wszystkich w pułapkę prawie bez wyjścia i coraz bardziej staje się oczywiste, że mechanizmy destrukcji w żaden sposób nie dadzą się przestawić na program konstrukcji a tym bardziej rekonstrukcji.

To tak jakby żądać zdania egzaminu z filozofii innej niż marksistowsko-leninowska od najemnika walącego policyjną pałką jak maczugą. Mocodawcy tegoż funcjonariusza potrafili przedefiniować marksim-leninizm na modniejsze -izmy, nie tracąc niczego pozbyli się balastu tzw. kontroli społecznej i jak pączki w maśle opływają w dostatki w wykreowanej przez siebie rzeczywistości. Już nie Białoruś a Korea Północna przychodzi na myśl, kiedy zderzy się warunki życia choćby eurodeputowanych i biurokracji unijnej z pożałowania godną egzystencją narodów krajów członkowskich Unii Europejskiej z wyjątkiem tego, któremu ta Unia służy i służyć ma, bo po to jest tak urządzona.

Eurodyktatura poszerzona o elementy rasizmu i jego pochodną jaką jest jawna dyskryminacja z powodu przynależności narodowej, kulturowej i religijnej, postępuje coraz bardziej bezczelnie i czuje się coraz bardziej bezkarna. Rozzuchwalona brakiem skutecznego oporu pośpiesznie i po trupach realizuje swoje cele nie dlatego, że ludzie są głupsi niż intelektualne elity na poziomie Tomasza Lisa o nich myślą, ale dlatego, że są bardziej łatwowierni i naiwni, co przecież nie jest dowodem na głupotę a dowodzi mierzenia złoczyńców własną miarą zwykłych dobrych ludzi. Od Tomasza z Akwinu wiemy przecież, że „jest w człowieku skłonność do dobra” („inest homini inclinatio ad bonum”, vide Corpus Thomisticum, Summa Theologiae, Lex naturalis, Quaestio 94, Articulus 2). Nic dziwnego więc, że masy dobrych ludzi notorycznie dają się oszukiwać. Nie przez zdeklarowanych wrogów a przez fałszywych przyjaciół bądź nieporadnych reprezentantów. Już ograbieni ze swej wolności i własności, wychodząc na ulice, narażając się na brutalne pałowanie, gazowanie czy rażenie inną bronią służącą umocnieniu demokracji wśród szczęśliwych laureatów pokojowej nagrody Nobla, obywatele państw członkowskich Unii Europejskiej dają wyraz uzasadnionej frustracji. Frustracji uzasadnionej zderzeniem pompatycznych obietnic polityków i budzących śmiech zamiast entuzjazmu marszów Róży von Thun und Hohensteinz całą prawdą o skutkach rządów chciwej i bezwględnej eurokracji – karykatury przedrewolucyjnych arystokracji pozbawionej jakichkolwiek zalet a tym bardziej zasług.

Nierówne traktowanie ludzi w Unii Europejskiej ma swój algorytm w postaci jawnie niesprawiedliwych dopłat do rolnictwa oraz swoje haniebne i nieodwracalne skutki, które najłatwiej dostrzec Polsce, pilnie degradowanej do skrajnie niskiego poziomu w kontraście ze skrajnie wysokim poziomem u sąsiada. Jak w modelu Haiti – USA. Mieszkańcom Haiti oprócz współczucia, modlitwy i pomocy humanitarnej niewiele możemy zaoferować dla poprawy ich losu. Dla siebie jeszcze możemy z siebie samych wykrzesać iskierki nadziei na lepsze jutro. Oby stały się one zarzewiem światła, które potrafi rozświetlić ciemność. Nawet jedno światło potrafi stanąć twardo naprzeciw ciemności. Przecież taka właśnie jest uniwersalna idea gwiazdy betlejemskiej, idea zrozumiała nawet przez tych, do których jeszcze Dobra Nowina nie dotarła .

Jest więc o czym pomyśleć od piątkowego popołudnia poprzedzającego weekend przechodzący w Wigilię i następujące dwa dni Świąt Bożego Narodzenia. Będzie na to dość czasu w dziwnie długiej podróży, chyba że emocje związane z atakiem pluskiew w pociągu, awarią nowej i kosztownej floty LOTu, bądź nieprzejezdnością dróg znowu przygną nasze karki do ziemi i spowodują, że zamiast na przyczynach będziemy skupiać się na objawach niewydolności systemu. Czyli wrócimy do PRLu, gdzie problemy z kupnem papieru toaletowego przesłaniały całą prawdę o ówczesnym zniewoleniu.

Jest też o czym pogadać w rodzinnym gronie, także przez internet z tymi na obczyźnie czy wręcz na wygnaniu, którzy nie mogli dojechać na święta. W tym roku jest dość czasu, aby oprócz omówienia różnic poziomów cen, płac i warunków życia w kraju i zagranicą, poświęć uwagę sprawie nieruchomego majątku będącego jeszcze w polskich rękach. Jak tu skutecznie złagodzić siłami całej rodziny, także tej części, która żyje zagranicą ów najbardziej dostrzegalny skutek włączenia Polski do Unii Europejskiej, jakim jest wywłaszczenie Polaków za pomocą mało skomplikowanych narzędzi ekonomicznych jak drastyczne podniesienie kosztów życia z równoczesnym odebraniem wszelkich źródeł utrzymania.

Uratowanie każdego domu, każdej nieruchomości przed utratą staje się nakazem chwili, można by powiedzieć – obowiązkiem narodowym na miarę wysiłku polskich patriotów, którzy w XIX wieku potrafili nieraz storpedować rugi pruskie. Można by powiedzieć, gdyby nie to, że już nie szczytny patriotyczny obowiązek a zwykły strach przed bezdomnością musi przyświecać tym, którzy tracąc pracę zagranicą mogą nagle znależć się bez dachu nad głową, o ile nie dołożą wszelkich starań, aby uratować to co się da w Polsce przed sprzedażą za grosze lub zrabowaniem przez rozmaite oszukańcze programy bankowe w rodzaju odwróconej hipoteki oferowanej głodującym emerytom i rencistom.

Boże Narodzenie, radosne święto wszystkich chrześcijan witających w podniosłej religijnej atmosferze nadejście Zbawiciela, który przybył, aby dzielić los człowieka w całej jego wspaniałości i mizerii, co roku daje nam nowe szanse na zbliżenie do Boga, ale przecież z pozycji aż i tylko człowieka, któremu sprawy świata doczesnego mogą zagrażać wieczną degradacją, o ile zostaną zaniedbane.

Życzę Państwu wesołych, zdrowych i pełnych mądrej refleksji Świąt Bożego Narodzenia.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

Felieton w Radio Maryja, 28 grudnia 2012

Szczęść Boże!

Rok 2012 przechodzi do historii. Nareszcie! Mówią ci, którzy widząc co dzieje się na świecie, a zwłaszcza w Unii Europejskiej i w Polsce, są przekonani, że opadliśmy już całkiem na dno. To są optymiści. Od dna można się odbić, resztką sił wypłynąć na powierzchnię, zaczerpnąć powietrza i uniknąć śmierci w topieli. Niestety, brak pewności, że dno zostało osiągnięte, powoduje, że w w przewadze liczbowej są pesymiści, dla których rok 2013 ma nosić cechy charakterystyczne dla pechowej trzynastki.

Tu światli katolicy powinni zaprotestować. Należy bowiem zauważyć, że tak zwane magiczne myślenie, wiara w jakieś energie, przesądy i zabobony to typowe dla zacofanego ciemnogrodu przejawy przedchrześcijańskiego wstecznictwa. Pal sześć jeżeli mają tylko charakter pewnego rodzaju przypisanych do konkretnej kultury odruchowych zachowań sytuacyjnych, jak łapanie się za guzik na widok kominiarza lub odczynianie klątwy czarnego kota przebiegającego drogę słowami „tfu tfu na psa urok”. To zabawne przypomnienie ludowych zwyczajów z mroków przeszłości. Co innego, kiedy do obiegu w przestrzeni publicznej wprowadzane są nowe pomysły na skuteczność magii, jak te, które wymyśliła Joanne Murray pseudo J. K. Rawling, zanim z literatury dziecięco-młodzieżowej przeszła na literaturę pornograficzną. Harry Potter przed dziesięciu laty wylansowany w Polsce przez pierwszą damę pseudolewicowej oligarchii już odegrał swoją rolę w kształtowaniu nowego człowieka, któremu w głowie wszystko się miesza, myli i przekręca, tak długo aż Ktoś Lepszy wskaże proste rozwiązanie i za dotknięciem magicznej różdżki rozwiąże wszystkie problemy Gorszych, udowadniając przy tym swoją niepowtarzalną wyjątkowość na tle ich bezwartościowości. Dzielenie ludzi na kasty, zabetonowanie nierówności szans od urodzenia aż do śmierci, pogarda dla mniej uprzywilejowanych, wzgardliwa mowa nienawiści poniżająca tych, którzy czegoś nie mają, albo czegoś nie potrafią – to cechy systemu niewolniczego, do którego seria o Harrym Potterze gładko wprowadziła jego entuzjastów w Trzecie Milenium.

Przyciągający uwagę bełkot o magii miał pewnie za zadanie wypchnąć z ludzkiej świadomości Chrześcijaństwo, a powstałą pustkę wypełnić neopogaństwem. Unikatowa wartość każdego człowieka i bezwarunkowa miłość bliźniego, wolna wola ściśle powiązana z niepodatnym na korupcję wyrokiem sądu ostatecznego w postaci nagrody za dobre uczynki i kary za grzechy, nie mieszczą się w wykazie pojęć speców od inżynierii społecznej, którzy rewelacyjnie urządzili się na koszt wszystkich. Wypierając wartości chrześcijańskie wartościami neopogańskimi, mogli uzyskać katastrofalne w skutkach przyzwolenie setek milionów na woluntaryzm kilkudziesięcioosobowej Komisji Europejskiej, która bezprawnie i pozornie według swego widzimisię w istocie wykonuje polecenia czy to rządu Niemiec dla wyeksploatowania Unii z czego tylko się da pod dowolnym pretekstem, czy też służy interesom korporacji jak w przypadku koncernów agrochemicznych wpychających ludziom do gardeł niechcianą żywność z modyfikowanych genetycznie surowców nasączonych zabójczym glifosatem.

Polska, jak mało które państwo członkowskie Unii Europejskiej ponosi nadzwyczaj ciężkie straty, jakie spowodował Blitzkriegu przeciwko nauce społecznej Kościoła Katolickiego.

Przykładem neopogańskiego zmącenia umysłu – może pod wpływem środków odurzających reklamowanych przez polityków, którzy żyją z niewolnictwa – jest przywiązywanie większej wagi do wskaźników makroekonomicznych niż do rzeczywistych danych epidemiologicznych, gdzie w liczniku powinny znaleźć się niekorzystne zjawiska zdrowotne, a w mianowniku gwałtownie kurcząca się populacja w poszczególnych kategoriach płci, wieku i miejsca zamieszkania.

Co bowiem kogoś obchodzi dynamika PKB, komu umiera dziecko z winy systemu. Tak więc trzynastka w nadchodzącym nowym roku 2013 może mieć wpływ na los tylko tych, którzy trzymając się przesądów, zostaną przez nie zniewoleni na własne życzenie. Katolikom nie przystoi być po stronie ciemnogrodu i szerzyć zacofanie zamiast postępu. Dlatego też czas najwyższy, ażeby w nowym roku 2013 przestać tańczyć jak nam zagrają neopoganie czy też za nich poprzebierani inni wrogowie Chrześcijaństwa. Skoro w systemie niewolniczym nie ma miejsca na żadną wolność: ani wypowiedzi, ani religii, ani gospodarki, nie udawajmy, że jest inaczej. Róbmy swoje. Twórzmy niezbędne do przetrwania byty społeczne obok zarządzanych przez tych, którzy do nas zieją nienawiścią. Jasne i wyraźne stawianie spraw osłabi napór propagandy, a zgodne z nauką Chrystusa przesłanie miłości i odpuszczenia win naszym winowajcom będzie jednocześnie naszym i ich triumfem nad siłami ciemności.

Dobrą okazję do powitania Nowego Roku stanowi sylwester na Ślęży, Olimpie Środkowej Europy. Świętowanie Nowego Roku rozpocznie się Mszą św. sprawowaną na szczycie góry, 31 grudnia o godz. 23.00. Jak na swojej stronie internetowej zapewnia proboszcz parafii w Sulistrowicach, ks. prałat dr Ryszard Staszak, na przybyłych gości będą czekać liczne atrakcje, m.in. pochodnie, grochówka i pasterskie ognisko. To pierwsza tego typu inicjatywa na górze Ślęży, której uwagę jako ośrodkowi pogaństwa poświęcił przed tysiącem lat kronikarz i biskup Thietmar z Merseburga , pisząc w swojej kronice: „…w kraju śląskim, który nazwę tę otrzymał niegdyś od pewnej wielkiej i bardzo wysokiej góry. Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich mieszkańców z powodu swego ogromu oraz przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy.”

Szczęśliwego Nowego Roku!

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat


dr Zbigniew Hałat Felietony w Radio Maryja 2005 -2016 halat.pl
dr Zbigniew Hałat, fotografia artystyczna, felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005.
Rok:
 
2005 2006 2007 2008 2009 2010
 2011 2012 2013 2014 2015 2016



ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
ALFABETYCZNY SPIS ZAWARTOŚCI
STRON INTERNETOWYCH DOMENY HALAT.PL

DOTYCZĄCYCH OCHRONY ZDROWIA
http://halat.pl/spis.html
tel. kom. / mobile: +48 536 608 999