POETA ŚLĄSKI
KS. KONSTANTY DAMROT



KONSTANTY DAMROTH
(Czesław Lubiński)

Z NIWY ŚLĄSKIEJ.
WIERSZE.
WYDANIE TRZECIE ZUPEŁNE

NAKŁADEM SPÓŁKI WYD. KAROLA MIARKI W MIKOŁOWIE


KONSTANTY DAMROTH. (Czesław Lubiński).
w mieście Lublińcu na Śląsku Opolskim urodził się dnia 14. września 1841 roku Konstanty Damroth. Ojciec jego, głowa dosyć licznej rodziny, posiadał w Lublińcu gospodarstwo rolne a jednocześnie pełnił służbę kościelnego w miejskim kościele farnym. - Nazwisko Damroth, pozornie niemieckie, pochodzi od staropolskiego imienia Domarad, lecz jak wiele innych nazw, uległo z czasem skróceniu i przekształceniu, a wreszcie i pozornemu zniemczeniu przez końcowe th. - W szóstym roku życia Konstanty Damroth zaczął uczęszczać do szkoły ludowej miejskiej w Lublińcu, gdzie uczono w języku polskim, boć i miasto całe było podówczas prawie zupełnie polskie. Wkrótce atoli wuj Konstantego, ksiądz Juljusz Juettner, zabrał go ze sobą do Paradyża w Poznańskiem, gdzie sam był katechetą w katolickiem seminarjum nauczycielskiem. Tu umieścił malca w sierocińcu, przydzielił go do wzorowej szkoły ludowej przy seminarjum, i w ogóle czuwał nad jego wychowaniem.
Gdy pięć lat później ks. Juettner został ustanowiony dyrektorem seminarjum nauczycielskiego w Głogówku na Śląsku Opolskim, przeniósł ze sobą młodego Damrotha do tegoż miasta; tu chłopak uczęszczał dalej do podobnej szkoły wzorowej przy seminarjum. - W roku 1853 młody Damroth rozpoczął nauki gimnazjalne q Opolu, które q normalnym okresie czasu przebył i ukończył chwalebnie, celując zawsze talentem i dobremi obyczajami. Podczas wakacyj odwiedzał swego stryja, ks. Franciszka Damrota, który był honorowym kanonikiem kollegiaty w Kielcach (w Polsce). W roku 1862 Konstanty Damroth udał się do Wrocławia na uniwersytet, gdzie słuchał wykładów filozofji a później teologji. Tu zapisał się do Towarzystwa literacko-słowiańskiego, do którego należeli przeważnie akademicy polscy z Poznańskiego. Górnośląscy akademicy tworzyli wówczas między sobą jakieś odrębne, nieskrystalizowane jeszcze Koło akademickie, w którem i Damroth się obracał i znaczny w życiu jego brał udział; jako już uświadomiony w kierunku narodowym, pisał pieśni patrjotyczne dla tegóż Koła, a prawdopodobnie i wykłady budzące ducha w Kole wygłaszał. Zresztą Damroth już w owym czasie pilnie pisał wiersze, i już w roku 1867, jeszcze akademikiem będąc, ogłosił drukiem ich zbiór p. t. "Wianek z Górnego Śląska", i to w Chełmnie na Pomorzu, bo wszelkie starania, aby wiersze te wydrukować na Śląsku, okazały się bezskutecznemi.
W czerwcu roku 1867 Damroth otrzymał święcenia kapłańskie i pracował najprzód jako kapelan w Opolu; od kwietnia 1868. posłano go jako nauczyciela do seminarjum nauczycielskiego w Pilchowicach; z początkiem roku 1871 ustanowiono go dyrektorem seminarjum nauczycielskiego w Kościerzynie (w stolicy Kaszub na Pomorzu), i tu pracował przez niespełna 13 lat w zawodzie wychowawczym a jednocześnie pisał i drukował różne rzeczy.. Wracając w roku 1883 na Śląsk Opolski, zamierzał tu objąć jakie probostwo, aby być więcej niezależnym i skuteczniej pracować dla miejscowego ludu, atoli władza szkolna nakłoniła go do dalszej pracy w zawodzie wychowawczym; objął tedy dyrektorstwo seminarjum nauczycielskiego w Opolu; po przeniesieniu tej uczelni w roku 1887 do Proskowa pod Opolem, pracował i tutaj jeszcze do roku 1891; w tymto roku, z powodu rozwijającej się choroby piersiowej, podziękował za wszelkie służby i osiadł jako emeryt w zakładzie Braci Miłosiernych w Pilchowicach, gdzie odtąd stale już mieszkał. I tutaj też dnia 5. marca 1895 życia dokonał i został pogrzebany na cmentarzu klasztornym.
Ksiądz Konstanty Damroth był człowiekiem nader szlachetnym i prawym, pracowitym i sumiennym, skromnym, religijnym, hojnym dla ubogich, i zawsze pogodnego umysłu. Był na wskroś Polakiem, nawet bez cienia partykularyzmu; kochał całą Ojczyznę-Polskę, wierzył w jej zmartwychwstanie, i dla niej w miarę możności pracował. Sprawa odrodzenia ludności polskiej na Śląsku leżała mu zawsze na sercu i bardzo żywo go zajmowała. Ale jako urzędnik pruski był oczywiście skrępowany, i nie mógł pracować dla sprawy polskiej tak, jakby był chciał i jak pragnął. Poza pracą zawodową, która dla społeczeństwa wielce była pożyteczna (pożyteczniejsza bez porównania, niżby była praca jakiego hakatysty i niedowiarka na tem samem stanowisku), Damroth pracował dosyć wiele piórem, pisząc wiersze, dziełka religijne, wychowawcze, historyczne itp., oraz ogłaszając w gazetach różne swoje artykuły. Na tych pracach swoich, które miały charakter wyraźnie polski i mogły być źle widziane u władz podpisywał się zawsze jako C z e s ł a w L u b i ń ski.
- Wykaz jego prac pisarskich przedstawia się jak następuje:
1. Wianek z Górnego Śląska. Poezye Czesława Lubińskiego. Chełmno 1867.
2. Żywot Przebłogosławionej Dziewicy Bogarodzicy Panny Maryi, tudzież cuda i łaski, jakich wierni wszystkich wieków za jej wstawieniem doświadczyli. (Stron 211. Były 3 wydania tej książki, ostatnie: Król. Huta 1870/1).
3. Opis Ziemi Świętej. Do użytku szkolnego i prywatnego nakreślił X. K. Damroth. Gdańsk 1873.
4. Obrazki misyjne z wszystkich krajów i wieków. Nakreślił X. K. Damroth. Poznań 1873.
5. Dzieje Starego i Nowego Testamentu dla szkół katolickich ułożył X. Konstanty Damroth. Pelplin l876.
6. Prosty Wykład Dziejów Starego i Nowego Testamentu. Katechetom, nauczycielom i rodzicom chrześcijańskim ofiaruje X. K. Damroth Pelplin l876. (Obszerna to książka o 720 stronicach)
7. Katechetik oder Methodik des Religionsunterrichts in der katholischen Volksschule. Gdańsk, trzy wydania: 1881, 1883 i 1891.
8. Życioleys Daniela O'Connela, drukowany w "Gazecie Toruńskiej".
9. Szkice z ziemi i historyi Prus Królewskich. Listy z podróży odbytej przez Czesława Lubińskiego. Gdańsk 1886.
10. Z Niwy Śląskiej. Wiersze Czesława Lubińskiego. Wydanie drugie. pomnożone i poprawione. Bytom 1893. (Dwa tomiki).
11. Die aelteren Ortsnamen Schlesiens, ihre Entstehung und Bedeutung von Konstantin Damroth. Bytom 1896.
12. Zbiorek wierszy ostatnich, napisanych po r. 1893. Bytom 1896.
13. Iskry Ignacyańskie (obecnie: Pobożne rozmyślania na każdy dzień roku), przetłumaczone z łacińskiego przez ks. Konstantego Damrotha. Bytom (wydrukowano po zgonie autora).
 
Wszystkie te prace są zacnie i zręcznie napisane i są godne nowego przedrukowania. Jednakże do najznakomitszych prac Damrotha trzy jego książki zaliczyć należy:
Z Niwy Śląskiej (wiersze), Szkice z ziemi i historyi Prus Królewskich i Die aelteren Ortsnamen Schlesiens Z tych dwie pierwsze nie znalazły łaski w oczach prokuratorji pruskiej i zostały w pruskich sądach karnych potępione na pokonfiskowanie i zagładę.
W „Szkicach z ziemi i historyi Prus Królewskich" obejmujących 318 stron druku, Damroth opisuje ze stanowiska polskiego we formie listów do przyjaciela pięknie i udatnie wszystkie ważniejsze piękności przyrody i zabytki historji i sztuki rzeczonej dzielnicy: splata przeszłość i teraźniejszość w piękne obrazki, przez które nam daje poznać bliżej tę ziemię i zainteresować się nią szczerze. - Wydawcę tych Szkiców, księgarza Edw. Michałowskiego, pociągnięto przed sąd karny w 8tarogardzie i Elblągu. gdzie go skazano (w r. 1888) 6 tygodni więzienia. ponieważ nie chciał wyjawić autora a sam wydrukował i rozpowszechniał tak zdrożną i niebezpieczną książkę, która rzekomo obrażała i kościół ewangelicki i królewsko-pruską regencję w Kwidzynie oraz podburzała Polaków do nienawidzenia Niemców. Cały nakład książki skonfiskowano i zniszczono. Skazany wydawca zaczął już odsiadywać pokutę, gdy nagle został uwolniony od kary i kosztów z powodu amnestji wydanej w Niemczech przez cesarza Fryderyka przy sposobności jego wstąpienia na tron i objęcia rządów. - Książkę tę należałoby wydać ponownie.
Niektóre wiersze „Z Niwy Śląskiej" - jak np. „Nasz oręż", .,Nasze Hasło" itp. (zobacz je na str. 35 i 36 niniejszego wydania) ~ były również bardzo niebezpieczne i karygodne w rozumieniu prokuratora pruskiego w Bytomiu. Wytoczył przeto proces karny książce i wydawcy (autor wierszy był już wówczas w wieczności i nie można go było ścigać); sąd w Bytomiu przychylił się do zapatrywania prokuratora i skazał książkę na skonfiskowanie i zniszczenie, co też wykonano. Na szczęście prawie cały nakład tej książki był już wtedy rozprzedany. tak iż władze pruskie nie miały już za wielkiej roboty z konfiskowaniem i niszczeniem tego dzieła.
Tyle w krótkości o ks. Damrocie i jego pracach w ogóle.
Kto się chce dowiedzieć bliższych szczegółów o tym mężu, ten niechaj przeczyta dwie broszury o nim, które w r. 1920 - w 25. rocznicę jego śmierci - drukiem ogłoszono:
Ks. Konstanty Damroth, napisał dla ludu ks. Dr. Szramek, nakładem Towarzystwa Oświaty na Śląsku im. św. Jacka drukiem Karola Miarki w Mikołowie, i
Ksiądz Konstanty Damrot. napisał ks. Jan Kudera, nakładem i drukiem „Katolika" w Bytomiu.

Wierszowane prace Damrotha które wszystkie umieszczono w niniejszem wydaniu, są następujące:
1. Wianek z Górnego Śląska, wydany w r. 1867 w Chełmnie: zawiera ogółem 64 wiersze. między nimi wiersze z podróży,religijne i opowiadania drobniejsze. Pewną część tych wierszy Damroth później mniej lub więcej przerobił, rozszerzył, lub też tylko nieco lepiej opiłował i ogładził; niektórych innych wierszy jednak już nie zmieniał wcale. Utworzywszy do tego pokaźną ilość wierszy nowych, wydał po raz drugi obszerniejszy zbiór, któremu nadał tytuł
2. Z N i w y Ś lą s k i ej, wydanie drugie, pomnożone i poprawione. Wyszedł ten zbiór w r. 1893 w Bytomiu w dwu tomikach nakładem "Katolika", i jest pięknie i starannie wydrukowany; obejmuje on niemal wszystkie wiersze z "Wianka" w poprawionej i ogładzonej formie (tylko siedem wierszy małowartościowych z „Wianka" Damroth nie przejął do nowego wydania), a prócz tego obfity nowszy dorobek. - Damroth sam nowy ten zbiór rozłożył rzeczowo na 5 działów i umieścił w I. tomiku: 1. Z życia i świata, 2. Z podróży, 3. Baltica - a w II. tomiku: 1. Opowiadania, 2. Wiersze treści religijnej. - Ten też układ zachowano w niniejszem nowem wydaniu, ściągając jednak całość w jeden tom i kładąc dwa wiersze wstępne chronologicznie.
3. W i e r s ze o s t a t n i e w liczbie 13, które Damroth po wydaniu ,.Z Niwy Śląskiej" jeszcze napisał i które po jego śmierci ogłoszono drukiem w r. 1896 w Bytomiu. Wiersze te było można w niniejszem wydaniu bardzo łatwo poprzydzielać do poszczególnych pięciu działów, wymienionych wyżej, jednakże umieszczono je razem z osobna jako dział szósty; nie jest bowiem rzeczą obojętną dla zrozumienia i oceny danych wierszy i autora wiedzieć, w jakim czasie i stanie autor je napisał.
Jako dodatek na samym końcu niniejszego wydania dołączono dla prostej zupełności jeszcze te kilka nieudatnych wierszy, które były wprawdzie we ,.Wianku". ale których Damroth do drugiego wydania nie przejął.
Wiersze Damrotha są utworami przeznaczonemi dla ludu, co wyraźnie podkreślić należy. To też nie ma w ich budowie rytmu i rymie wyszukanego artyzmu, dla którego lud nie ma zrozumienia. Utwory Damrotlm to nie rzadkie i osobliwe kwiaty urodzone w bujnej wyobraźni a wyhodowane starannie przez mistrza zawodowego w cieplarni ogrodowej, tylko proste to i naturalne kwiaty polne z ugoru śląskiego. Ale mimo to nie brak im życia, zdrowia, woni i barwy - czyli prawdziwej poezji. Damroth sam bardzo skromnie oceniał swe płody rymowane, kiedy się np. pytał (zobacz str. 189):
A na koniec - czy to mądrze:
Znów się zrywać do śpiewania,
Bez talentu rymy nizać
Bez dowcipu kleić zdania;
Wznosić się do gwiazd bez skrzydeł,
Hymny piać bez namaszczenia,
Kiedy ledwie do kantyczek
Starczy kunsztu i natchnienia?
Nawet nie znając - o zgrozo!
Gramatyki, estetyki,
Na pociski się wystawia,
Mistrzów pióra i krytyki? –

My jednakże inne mamy wyobrażenie i możemy śmiało powiedzieć, że Damroth jest wybitnym poetą ludowym. Usterki gramatyczne w jego wierszach nie są liczne; inne usterki formalne również nie są wielkiej wagi. Treść wierszy jest na ogół szlachetna, zdrowa, piękna, i ma wielkie znaczenie wychowawcze. Ogólnem znamieniem tych wierszy jest tęsknota, lekka melancholja; słowa silne i dobitne znajduje Damroth tylko we wierszach patrjotycznych, społecznych, gdy chodzi o potępienie złego lub o pobudkę do dobrego. Wesołych i humorystycznych wierszy, jak np. ,.Flisaka opis Wrocławia", „Wizyta doktorska", napisał Damroth mało.
Oczywiście nie wszystkie te wiersze mają wartość jednakową: obok całkiem udatnych i pięknych są i mniej udatne, z czego Damroth sam dobrze sobie zdawał sprawę. Polecając swe wiersze w drugiem wydaniu pisał:

Przyjmijcie je z sercem prostem,
Choć niektóre mniej dobrane
Między niemi, przecie z ostem
I pokrzywą nie zmieszane.

Do tych .,mniej dobranych", a można powiedzieć "chybionych", należy jedyny jego dłuższy poemacik "Piotr Dunin" (str. 88. i nast.). Gdyby Damroth był poszedł za historją a nie za legendą, byłby stworzył rzecz pewnie wartościowszą. Legenda bowiem sama jest w tym przypadku dosyć niepoetyczna i niedorzeczna.
Wiersze Damrotha jako całość mają jednakże znaczenie bardzo dodatnie, i życzyćby tylko należalo, aby się one znalazły w każdym domu polskim na Śląsku i aby także poza obrębem Śląska społeczeństwo polskie z nimi się zaznajomiło. Warte są tego w każdym razie.

Mikołów, 20. listopada l922.

Konstanty Prus


NASZ ORĘŻ

Dalej, bracia, do oręża, Który nigdy nie zawodzi;
Nie zaczepia, a zwycięża,
Rani, chociaż w krwi nie brodzi!

My ubodzy - dział nie mamy,
Ani broni i pieniędzy;
My bez sprzymierzeńców – sami
Radźmy tedy o swej nędzy!

Ale bo nas dziś armaty
Nie wybawią i warownie:
Nam twierdzami dziś warsztaty,
Dwory, szkoły i pracownie.
 
Nam wojenną sztuką - praca,
Bronią - wiedza lub narzędzie:
Co kto umie, to popłaca,
Byle robić - zawsze - wszędzie.

Sierpy - kosy - piły - młoty
Naszą ulubioną bronią,
Gdy nam wśród skrzętnej roboty
W polu lub warsztacie dzwonią.

Naszą bronią - słowo dzielne,
Prawem i męstwem natchnione;
Bronią - pieśni nieśmiertelne,
Bo nadzieją namaszczone.

Naszą bronią - pacierz rzewny,
Korny, zbożny, pełen skruchy;
A że szczery, skutku pewny,
Przeto pełen też otuchy.

Naszem hasłem: Bóg i wiara!
Naszem godłem: miłość, zgoda!
Naszzą siłą: to ofiara!
A wygraną: to swoboda!
Pod takiemi znaki wrogów
Zwyciężymy i wyprzemy
Daleko z ojczystych progów,
Lecz oręża nie. złożymy!

Bo choć wroga zewnętrznego
Z kraju swego wypędzimy,
Dopiero gdy domowego
Zniszczym, przyszłość utrwalimy.

A tym wrogiem - to próżniactwo
I wygódki niepochlebne,
Niedołęstwo i partactwo
I potrzeby niepotrzebne.
 
Hej więc, bracia, do oręża,
Który każdy dźwigać może:
Kmiecie, rzemieślnicy, księża.
I niewiasty - w imię Boże!


NASZE HASŁO

[We „Wianku" tytuł ten brzmiał: „Kochajmy się. (Pieśń ułożona dla Koła Górnoślązaków akademików” - W drugiem wydaniu wierszy zmieniono tytuł główny na „Nasze hasło” a co ważniejsza: opuszczono dodatkowe objaśnienie. aby snać nie narażać na szykany pruskie akademików we Wrocławiu]

Pędzą jak na skrzydłach lata,
Z niemi jak w odmętach wody
Przepadają państwa świata,
Ale nie giną narody,
W których sercach nie wygasło
Wielkich ojców wielkie hasło:
Kochajmy się! Kochajmy się!

Sześć już wieków, jak od matki
Łona Śląsk nasz oderwano,
Odkąd na łup obcym dziatki
Wspólnej ojczyzny wydano;
Bo nas starsi nie bronili,
Choć nas hasła nauczyli:
Kochajmy się! Kochajmy się!

Wróg zagarnął, rwąc ogniwa,
Jakie z bracią nas łączyły;
Ślepa zazdrość, żądza chciwa
Dzieło ojców nam zniszczyły;
Tylko pamięć nam została,
Która hasło przechowała:
Kochajmy się! Kochajmy się!

Naszą młódź na łonie matek
Gardzić Polską, wróg naucza;
Zniemczył zamki, miasta, - z chatek
Mowę ojców dziś wyklucza;
Ale póki siły stanie,
Śląsk się bronić nie przestanie:
Kochajmy się! Kochajmy się!

Nigdy nie wygaśnie polska
Cnota w wiernych sercach naszych;
Nie zapomni młódź opolska
I gliwicka zalet laszych,
Hasła też, co w spadku wzięła,
Jakiem Polska zasłynęła:
Kochajmy się! Kochajmy się!

Niechaj cnoty więc ojczyste
Znowu, bracia, w nas ożyją,
Zabrzmi hasło święte, czyste
Tam, gdzie się Ślązacy biją,
Cierpią, pracują za sławę
I za wszelką polską sprawę:
Kochajmy się! Kochajmy się!


PIEŚŃ TOWARZYSKA

Bracia, nuż do koła,
Gdzie radość nas woła;
Do wina, do piwa
Siadajmy wraz!
Niech "serdecznych" rzesza złośliwa
[We "Wianku" wiersz ten brzmiał: „Niechaj zgraja Niemców złośliwa".]
Z gniewu się unosi,
Śmielej radość naszą niech głosi
Dziś każdy z nas!

Na pojdemy do dom, az rano,
Az bude switano;
Na pojdemy do dom, az rano,
Az bude den!
[Refren ten morawsko-polski miał pewnie nadać pieśni więcej humoru a jednocześnie może podkreślić solidarność słowiańską]

Niech tedy przy szklance
I przy pogadance,
W zgodzie i szczerości
Brzmi polski śpiew!
Niechaj sarka, kto chce, z zazdrości,
Nas zmieszać nie zdoła:
Zgoda, wino, piosnka wesoła
Ogłuszą gniew!

Na pojdemy do dom, az rano,
Az bude switano;
Na pojdemy do dom, az rano,
Az bude den!


Co wino, nie woda,
Gdzie przyjaźń, tam zgoda,
Kto z nami, niech pije
I poda dłoń!
Niechaj drogi Górny Śląsk żyje
I język ojczysty,
Talu zawsze śpiew nasz ognisty:
Tu na to dłoń!

Na pojdemy do dom, az rano,
Az bude switano;
Na pojdemy do dom, az rano,
Az bude den!



DO JÓZEFA LOMPY

Nie chcę Cię, panie Józefie, wychwalać
Podnosząc w niebo w poetycznym locie,
Ani kadzideł próżnych Ci zapalać,
By nie ubliżyć Twej skromnej prostocie.
Ale hołd złożyć, jaki Ci należy,
Uczcić Twą pamięć, jest to obowiązkiem
Oraz przyjemnością dla nas młodzieży,
I jak myślimy, pokazać przed Śląskiem.

Bo Ty, wieszczu śląski, śmiały a skromny,
Sam najpiękniejszy sobie wystawiłeś,
Trwalszy nad kruszec pomnik wiekopomny,
A swoje imię cnotą uświetniłeś.

Boś nie wystąpił dla zysku i sławy,
Lecz w ojczystego języka obronie
Mężnieś się ujął zaniedbanej sprawy
Z ogniem młodzieńczym, jaki w wieszczu płonie.

W domowem zaciszu jak ogrodowy
Swe proste, polne hodowałeś, kwiatki,
A miłość własną do ojczystej mowy
Z nauką wszczepiał w zlecone Ci dziatki.

Takeś nam przykład zostawił stałości,
Zapału i męstwa niezachwianego,
I wzniecił iskrę drzemiącą miłości
Znów do języka, od ojców wziętego.


MOJA OJCZYZNA

{na melodię Boże, coś Polskę}

Znasz-li tę ziemię, co z swych kruszców słynie,
A lud z ubóstwa i rzadkiej prostoty?
Gdzie drogi kruszec w obcych ręce płynie,
A ludek w sercu kosztowniejsze cnoty
Przed cudzem okiem i światem ukrywa,
By nie sięgnęła po nie ręka chciwa?
Znasz, ty tę ziemię, znasz ten lud poczciwy,
Znasz, przyjacielu, naszych chłopków serca?
Och, znasz je może, jak ci je kłamliwy,
Jak cudzoziemczy opisał oszczerca! -
Lecz spojrzyj i poznaj okiem życzliwem,
A przejmiesz się dla nich czcią i podziwem.
 
Śląsku mój! - Słowo cudnego uroku.
-Ojczyzno! - Węźle uczuć tajemniczy.
Nie zdołam wezbranych myśli już toku,
Ni z rzewnych uczuć czerpanej słodyczy
W milczeniu stłumić! Więc niech się łzy leją,
Myśli swobodnie sobie pobujają,
Słodycz i gorycz niech serce koleją
Karmią, aż w rozkosz cierpienia roztają.
Ojczyzno śląska, nad wszystko ceniona,
Od cudzoziemczej głupoty wzgardzona,
Wzgardę niesłuszną niweczą twe syny
Kochając i ceniąc nad wsze krainy.
Gdzie Odra poważna toczy swe wody
Śród ciemnych lasów i łanów kłosistych;
Gdzie schludne domki, spokojne zagrody
W dolinach i na wybrzeżach spadzistych,
Jak na kobiercu kwiaty rozsypane;

Gdzie się po polach pieśni rozlegają
W drogim po ojcach języku śpiewane;
Gdzie; w kniejach dziki i łanie bujają,
I gdzie z kominów nieba tycznych chmury
Dymu się wiją, płomiene buchają,
A młoty w kruszec jakby taran w mury
Z trzaskiem piorunu stale uderzają;
Gdzie skarby dobywa ukryte w ziemi
Ludność potulna, z uczciwości znana,
Przebiegłych przybyszów bogacąc niemi:
Ta moja śląska ojczyzna kochana!

Gdzie w duszy ludu jędrne czucie żyje
Dla polskiej niegdyś matki i ojczyzny,
Na jej wspomnienie serce żywiej bije,
Gdy patrzą - wyzuci z swej ojcowizny
Na dawne czasy jak na senne mary;
Gdzie miłość bratnia sąsiadów kojarzy
I kmieciów falanga stoi na straży
Swej mowy ojcowskiej i świętej wiary,
Chociaż od obcych wzgardzona, od braci
Starszej nie wsparta, nawet źle widziana,
Jednak nadziei i ducha nie traci:
Ta moja śląska ojczyzna kochana!

Tam gdzie góra chełmska w dziedzinie Piasta
Jakby olbrzymi dom boży wyrasta;
Gdzie Panna najświętsza laskami słynie
W Piekarach, Pszowie, Lubecku, Ostrogu,
Dokąd pobożny lud powodzią płynie
Z dalekich krain pokłonić się Bogu
I mu polecić w tej doczesnej doli,
Co kogo cieszy, zatrważa lub boli:
Gdzie ziemia płodna i w kruszce i zboże,
Lecz w cnoty płodniejsza i sługi boże,  -
Bo to ojczyzna Jacka i Czesława
I Bronisławy i Sarkandra Jana,
Błogosławionego ojca Germana,
Jadwigi z synem, która wciąż dodawa
Blasku tej krainie, - niegdyś jej księżna,
A dzisiaj jej opiekunka potężna:
Gdzie taka rzesza ludności przewodzi,
Która śladami jej od wieków chodzi
Chrześcijańską drogą pracy i cnoty,
Cierpienia i staropolskiej prostoty, -
Ta dzielna ziemia, niecnie spotwarzana:
To moja śląska ojczyzna kochana!


STARA ŻEBRACZKA

Moi państwo, o kawałek
O kawałek proszę chleba!
Jutro złożą mnie do grobu,
Jutro już mi nic nie trzeba.

Niegdyś zwano mię szczęśliwą,
Dom opływał mi w dostatki,
Kiedy jeszcze siedm synów
Pracowało dla swej matki.
Lecz gdy wkroczył wróg do kraju,
Poszli wszyscy w imię Boga;
Za ojczyznę wszystkich siedmiu
Radam wysłała, nieboga.
Wojska nasze dzielne, bitne
Nową sławą się okryły,
I zwycięsko do rodzinnych
Wiosek dawno powróciły.
I szczęśliwe matki z dumą
Uścisnęły dzielne syny, -
Lecz z tych siedmiu, com wysłała,
Nie powrócił mi jedyny.

Dni czekałam i miesiące.
Przeczekałam już rok cały,
Gdym do skrzyni po ostatni
Chleb sięgnęła, chleb spleśniały,
Nie wrócili... W skrzyni nie ma
Suchej odrobiny chleba ...
Łzy się leją - głód dokucza
I po domach żebrać trzeba…

Moi państwo, o kawałek
O kawałek proszę chleba!
Jutro złożą mnie do grobu,
Jutro już mi nic nie trzeba.


DWÓCH WĘDROWNYCH

Pod Krakowem, na górze Wawela
Stoi dwóch; jeden z nich smutny, płacze,
Drugi nie tając w oku wesela,
Jak dziecko niemal z radości skacze,
A co im mroczy, krasi powieki.
Odgadnie ten, co umie czuć z nimi:
Wygnaniec - idzie ów, w świat daleki,
Ten do ojczystej powraca ziemi,
 


KARKONOSZE

[Karkonosze to nazwa słowiańska tej części gór (na granicy śląskoczeskiej), którą Niemcy nazywają Riesengebirge, co znów niektórzy Polacy przetłumaczyli sobie na Góry Olbrzymie lub nawet na Góry Olbrzymów. Używać należy nazwy Karkonosze, która jest prastara.]

Karkonosze śląskie, góry prastare,
Oj niegdyś nasze sławiańskie, prześliczne;
Czemuście, czemu złamały nam wiarę,
Hej, dziś giermańsko-kosmopolityczne?

Ogłady wprawdzie więcej i wygody
Dziś między wami, jak było przed laty:
Za tao było dawniej więcej swobody
I serca, gdy tu gościły Sarmaty.

Gęsto od zwierza grubego roiły
Się knieje, rozdoły i skał wertepy;
Surmy myśliwskie postrach roznosiły
W te roje, a śmierć żelazne oszczepy.

Albo na ptastwo i drobną zwierzynę
Puszczano sokoły jak dla igrzyska,
A patem piosnka i miodek drużynę
Myśliwską łączyły wkoło ogniska.

To pasterz za trzodą, to kmieć za pługiem
Nucili sobie swe dumki słowiańskie,
W dzień zaś Sobótek zajaśniały długiem
Pasmem po górach ognie świętojańskie.

Jeśli nie u stóp, to na góry szczycie
Błyszczał klasztorek, skąd się rozlewały
Wiara, nauka, chrześcijańskie życie,
Opieka i rada na kraik cały.

Dzisiaj ta wszystko pod strychulec wzięto:
Zbory zamknięto, lasy popisano,
Sarny, zajączki w rejestra wciągnięto,
Na ryby, grzyby ustawy wydano.

Zniknęła szczera gościnność klasztorna,
Przycichła ludu wesołość swobodna;
Ich miejsce zajęły grzeczność pozorna,
Płatna uprzejmość i kultura modna...



 
WIEZE PIASTOWSKIE NA ŚLĄSKU

Wymarli nasi tak liczni Piastowie,
Sława ich czynów poszła w zapomnienie,
Dziedziny posiedli obcy panowie,
A pyszne zamki toczy spustoszenie.
Zgasła ich pamięć, bo nikt na ich grobie
Nie stawił pomnika, wyrył imiona;
Za to w świątyniach wystawili sobie
Swej pobożności pomnik, a znamiona
Wielkiego ducha wyryli we wieżach,
Które ich grodów ozdobnie broniły.
Jak dąb samotny na morskich wybrzeżach
Zdobi i strzeże olbrzymiej mogiły,
Sam jeden śmiało stawia burzy czoło,
Sam się i czasom i ludziom opiera,
Gdy słabsze i młodsze drzewa wokoło
Niego pożarła burza lub siekiera:
Tak sterczą nad piastowskimi grodami,
Jak nad ogromną, acz próżną mogiłą,
Okrągłe wieże, zębate z czubami,
Niegdyś obroną, dziś ozdobą miłą
Dla oka, milszą dla serca śląskiego.
Do stare te baszty przypominają
Nie tylko chwile nam wieku złotego,
Lecz i nadziei wygasnąć nie dają,
Że godło Piastów zaświeci z tych wieży
Znów i nad Śląskiem zaświta swoboda,
Gdy anioł biały swe skrzydła rozszerzy
I będzie jeden pasterz, jedna trzoda.

[Zamiast "anioł biały" należy czytać Orzeł Biały, bo to jedynie miał Damroth na myśli i pierwotnie nawet na papierze, lecz musiał to zmienić i użyć wyrażenia "anioł biały”, aby nie narazić swych wierszy na niechybną konfiskatę pruską. - W następnym wierszu wyrazy "jeden pasterz i jedna trzoda" oznaczają złączenie Śląska z Polską pod jednym panującym.]


NAD GROBAMI PIASTOW ŚLĄSKICH

Dzielnego Piasta dzielni potomkowie
I śląskiej ziemi troskliwi ojcowie,
Nad waszym grobem stawam rozrzewniony.
Nie ciekawością, lecz sercem wiedziony.
Nie by wam mącić spokój grobu miły
I świętokradzko przewracać mogiły;
Lecz by śladami waszymi pogonić,
Z wspomnieniem się pieszcząc, łezkę uronić.

Smutny los, smutny spotkał wasze plemię
I wasze dziedzictwo, tę śląską ziemię!
Jak dąb wspaniały, wiekiem przygnieciony
Zwolna usycha, tracąc swej korony
Świeżość i kształty, aż runie spróchniały,
Tak wygasł ród wasz, syty prac i chwały.
Dziedzictwa waszego zaś spadkobiercy,
To nasi i wasi serdeczni -:
[Tu dodać należy wyraz "mordercy", który musiał być opuszczony ze względu na prokuratora pruskiego.]
Zimnego serca, a na duchu mali,
Zbierają dumni, coście wy zasiali;
Stawiają gmachy, których podwaliny
Przez was rzucone; którzy własne czyny
Wynosząc nad miarę, z przeszłości szydzą,
Źdźbło w waszem, tramu w swem oku nie widzą.
Źeście błądzili, wykazały dzieje.
Ale gdzież człowiek, co się nie zachwieje,
Nie potknie czasem i mylnie postąpi?
Więc pobłażania nikt wam nie poskąpi,
Chyba złośliwiec lub zarozumiały,
Którego jeszcze nie wypróbowały
Pokusy ani chwile doświadczenia. -
Także słabostki, zdrożne nawyknienia,
Ba! wadne bziki jednych z was szpeciły,
Drugich w dziwactwa płaszczyk przystroiły.
Lecz z tego niejedno, co dziś zgorszeniem,
Było tylko waszych czasów znamieniem,
Było li cząstką i posagiem wziętym
Z krwi wspólnej Piastom, zatem spadkiem świętym.
Były to wady słowiańskie i lasze,
Przeto ta same, co i dzisiaj nasze:
Skorzy do korda, w potyczce waleczni,
A przy kielichu weseli, serdeczni;
Pobożni, hojni i wszystko gotowi
Poświęcić Bogu, sławie i krajowi.
A więc zaprawdę, te wady rzekome
Były to cnoty, prawie nieznajome
Dzisiejszym; a że jeszcze mniej cenione,
Więc za zdrożności przez nich osądzone.
Ale daremnie ciasne uprzedzenie,
Zawistna niechęć albo złe sumienie
Wrogów, dzieje wasze i imię czerni:
Bo my, wasze dzieci po duchu, wierni
I wdzięczni na zawsze pozostaniemy
Waszej pamięci - wierze - mowie - ziemi!


NA GÓRZE ŚW. ANNY

[Góra świętej Anny, pierwotnie właściwie Góra Chełmska, położona mniej więcej w środku Śląska Opolskiego, wznosi się 432 metry ponad poziom morza i ma na szczycie klasztor OO. Franciszkanów z kościołem odpustowym i kalwarją. Na to ulubione miejsce odpustowe przybywa co roku mnóstwo procesyj z całego Śląska Opolskiego i nawet z dalszych okolic]
 

W sercu zraniony,
W duszy zgnębiony
Przyszedłem tu znów po pociechę,
Tak jak stroskane
Ptaszę zbłąkane
Do gniazdka się tuli pod strzechę.

Krocie pątników,
Kalek, grzeszników
Przede mną już tu się modliły,
Przez matkę Annę
I Matkę-Pannę
Zyskały tu spokój i siły.
Bo prośby wiary
Z duchem ofiary
I łzami pokuty serdecznej
Zawsze zyskają,
Czego szukają:
Pociechy doczesnej i wiecznej.

Łzy i westchnienia
Niebios sklepienia
Cudowną drabiną sięgają;

Po niej ku ziemi
Z czary złotemi
Anioły się boże spuszczają.
Jednych kroplami,
Drugich strugami
Niebieskiej słodyczy częstują,
Biorąc za miarę
Miłość i wiarę
Tych, którzy ku górze wstępują.

Śród bożych dzieci
Stawam raz trzeci
I ja na tej górze znękany
Bolem złudzenia,
Niepowodzenia,
By w duszy wygoić znów rany.

Patronki tego
Miejsca świętego,
Przed wami upadam w ufności,
Że duszne zdrowie
Całkiem odnowię,
Wykraśnieję w światłej młodości.

O matko Anno,
I Matko-Panno,
Co nad ludem śląskim czuwacie
Już całe wieki,
Wszak swej opieki
Mnie darmo wyglądać nie dacie?