WOJCIECH KORFANTY


Pomnik Wojciecha Korfantego w stolicy Śląska Polskiego - Wrocławiu, u zbiegu ulic Powstańców Śląskich i Orlej. Autor: śląski artysta rzeźbiarz Tomasz Wenklar. Inicjator budowy: Fundacja Odbudowy Demokracji im. Ignacego Paderewskiego. Tablica przy pomniku głosi: "Wojciech Korfanty (1873 - 1939), obrońca polskości Śląska, student Uniwersytetu Wrocławskiego (1896 - 1901), polski poseł w parlamencie Niemiec (1903 - 1918, przywódca powstań śląskich, poseł i senator RP, współtwórca i prezes Stronnictwa Pracy."
Fragment pomnika Wojciecha Korfantego w stolicy Śląska Polskiego - Wrocławiu, u zbiegu ulic Powstańców Śląskich i Orlej.
Autor:
śląski artysta rzeźbiarz Tomasz Wenklar. Inicjator budowy: Fundacja Odbudowy Demokracji im. Ignacego Paderewskiego.
Tablica przy pomniku głosi:
"Wojciech Korfanty (1873 - 1939), obrońca polskości Śląska, student Uniwersytetu Wrocławskiego (1896 - 1901),
polski poseł w parlamencie Niemiec (1903 - 1918, przywódca powstań śląskich, poseł i senator RP, współtwórca i prezes Stronnictwa Pracy."


 

Wojciech Korfanty Dobrodziejstwa pruskie w oświetleniu historycznem
 
 
 

Wydawnictw Straży Nr. 14
Czytanek zeszyt VII.
Dobrodziejstwa pruskie w oświetleniu historycznem.
,
Mowa posła Wojciecha Korfantego,
wypowiedziana
w sejmie pruskim dnia 23 kwietnia 1913 r.
(w odpowiedzi na mowę posła v. Kardorffa w obszernem streszczeniu).

POZNAŃ.
Nakładem Wydziału kulturalnego Straży 
Czcionkami Drukarni Dziennika Poznańskiego.
1913.

Przesłanie i wariość argumentacyjna świetnej mowy posła Wojciecha Korfantego wygłoszonej w pruskim Landtagu są niedościgłym wzorem dla tych, którzy obecnie mienią się reprezentantami Polaków i polskiego interesu narodowego w Sejmie i Europarlamencie. Tylko ortografia i interpunkcja zapisu sprzed 100 lat jest już dzisiaj nieaktualna.
Poniżej pełny tekst wart cytowania w XXI w.

Podczas obrad w Sejmie pruskim, dnia 22 i 23 kwietnia 1913 r. oświadczył poseł v. Kardorff, że należałoby nareszcie stwierdzić, czy zarzuty czynione rządowi pruskiemu z powodu obecnej polityki pruskiej wobec Polaków są uzasadnione czy nie. Przytacza poseł v. K. słowa posła Korfantego, jakoby polityka ta "wywoływała nienawiść, zawziętość, zaciętość i pogardę", zaznacza, że poseł Korfanty mówił o "katach i dręczycielach polskiego narodu", że zaś poseł Trąmpczyński twierdził, iż "wszelkie pojęcie moralności przez tę politykę zniweczone zostały"; v. Kardorff uznając wywody te za obrażające - czyta dalej ustęp artykułu z "Gazety Grudziądzkiej", krytykujący w ostry sposób politykę rządu. - Wobec tego uważa poseł v. K. za potrzebne zestawić wszystkie dobrodziejstwa Prus wobec Polaków od czasu okupacyi, tj. od 1815 r.
Wspomniawszy o okropnym stanie, w jakim się znajdowały wówczas Wielkie Księstwo Poznańskie i Prusy Zachodnie - że nie było dotąd tak zaniedbanego państwa - jak państwo polskie - przytacza na dowód tego słowa pewnego Francuza. Polska nie byłaby wstanie stworzyć takiego państwa, jakiem są dzisiaj Prusy. Polacy stali się członkami państwa pruskiego, które zawsze było państwem wolności i sprawiedliwości. W żadnem innem państwie nie byłoby Polakom możliwem takiej rozwijać agitacyi - jak w Prusiech. Tem, czem dziś są Polacy, nie stali się dzięki własnej pracy i pilności, tylko zawdzięczają to państwu pruskiemu, które ziemie dawniejsze polskie podniosło materyalnie i kulturalnie. 41 000 chłopów zostało uwłaszczonych, v. K. porównuje dalej Wielkie Księstwo Poznańskie z Galicyą i Królestwem Polskiem i stwierdza wielką różnicę stosunków tam a tutaj.
W Galicyi ogranicza się działalność Polaków do tego, by uciskać Rusinów. Protestuje dalej przeciwko mieszaniu się sejmu we Lwowie do spraw wewnętrznych pruskich.
Polityka pojednawcza wobec Polaków zrobiła fiasco - dla tego wracać do niej rząd nie może.  .
Nawet katolickie pismo jak "Germania" wystąpiło energicznie przeciwko agitacyi polskiej z powodu ogłoszenia bojkotu katolickiego Kościoła [przypis dolny: prawdopodobnie miał v. K. na myśli postanowienia Polaków w Wilhelmsburgu n. Łabą, żeby nie uczęszczać do kościoła tak długo. dopóki nie zostaną uwzględnione słuszne ich żądania co do nabożeństw w polskim języku]. - Agitacyę wielkopolską uprawiają przeważnie młodzi księża polscy. Niemieckich katolików się upośledza.
v. Kardorff widzi całe niebezpieczeństwo w istnieniu seminaryów w Poznaniu i w Gnieźnie. Rząd prowadzi walkę tylko przeciwko podżegaczom, przeciwko adwokatom i księżom.
Poświęciwszy ostatnią część mowy działalności zbawiennej komisyi kolonizacyjnej. i nowej ustawie, żądającej 230 milionów, zapewnia rząd, że on i jego stronnictwo zawsze rząd popierać będzie tam, gdzie chodzi o wzmocnienie niemczyzny.
(Brawo na prawicy.)
Po przemówieniach posłów Kindlera, Trąmpczyńskiego, Borchardta oraz ministrów barona Schorlemera i Lentzego, zabrał nazajutrz głos poseł Korfanty, aby odpowiedzieć posłowi v. Kardorffowi na część jego mowy, mającej na celu wykazanie dobrodziejstw rządu pruskiego wobec Polaków.

Poseł Korfanty :
Panowie! P. von Kardorff, baron Zedlitz i inni mówcy, szczególnie w tym roku, kilka razy podkreślali niesłychane rzekomo stosunki w Polsce przed rozbiorami, piętnowali brak ładu i porządku w dawnej Polsce, obrażali naszą przeszłość narodową, wychwalając natomiast ojcowskie rządy Prus na ziemiach polskich, a nas ciężko oskarżając o niewdzięczność za tyle dobrodziejstw i wierności, doznanych przez 1 i pól wieku ze strony Prus. Poseł v. Kardarff zwłaszcza od 2 tygodni przechwalał się w sejmie, że przedsięweźmie generalny obrachunek z nami i postawi przed nami lustro, w którem będziemy magli zobaczyć się w całej okropności. Stękająca góra zrodziła jednak śmieszną myszkę. Bo wczoraj p. Kardarff powtórzył tylko stare bajki o rzekomym nieładzie polskim, a ucisku chłopów polskich i o niewdzięczności naszej względem królów i rządów pruskich.
Niepodobna nam wysłuchiwać wciąż spokojnie tych obelg i bajek i nareszcie trzeba tu w aktach sejmu złożyć na wieczne czasy dokumenty tych "ojcowskich rządów pruskich". Zmuszają nas do tego bezustanne prowokacye panów.
P. Kardorff odczytał nam tu wczoraj wrażenia z podróży po Polsce jakiegoś Francuza, opisującego. ucisk chłopa w Polsce. Jeśli poddaństwa w Polsce było ciężkie podobnie jak w całej Europie, to jednak zaznaczyć wypada. że w Niemczech panujący książęta sprzedawali swych poddanych jako pokarm dla armat obcym państwom i brali zapłatę za każdego poległego chłopa. A gorzej świadczy o nich jeszcze ta okoliczność, że swym oficerom ci dobrodzieje gorzkie robili wymówki za ta, że za mało chłopów w tej walce poległo, ponieważ brali wynagrodzenie za każdego poległego. (Wielka prawda! - u Polaków). Takich panów Polska nie miała. (Bardzo słusznie! u Polaków).
P. Kardorffowi jednak przeciwstawiać muszę opis położenia chłopa w Polsce, pochodzący z pod pióra wysokiego urzędnika królewskiego pruskiego p. A. C. v. Holsche, który był pruskim tajnym radcą sprawiedliwości i dyrektorem sądu w Białymstoku. Tenże powiada wyraźnie:
"Krzywdzą szlachtę polską ci, którzy twierdzą, że obchodzi się ona z chłopami jak z niewolnikami (słuchajcie! - u Polaków), że chłopi jej nie mają żadnej własności, że cały swój czas muszą zużywać na odrabianie pańszczyzny, że pan im wszystko może odebrać i robić z nimi, co mu się podoba. Chociaż mógłby to czynić na mocy ustawy, jednak inny porządek rzeczy ukształtował się. Poddani w Niemczech, szczególnie w Westfalii, w tern zrozumieniu są daleko większymi niewolnikami swych panów, niż chłopi polscy. (Słuchajcie! u Polaków). Położenie poddanych w Westfalii jest w rzeczywistości daleko cięższe, niż chłopów polskich a mimo to okrzyczano rzekomą niewolę chłopów w Polsce. (Słuchajcie! - u Polaków)."
Tak pisze wysoki urzędnik pruski, a mam nadzieję, że tak patryotyczny mąż, jak P. Kardorff, większą wagę przykładać będzie do świadectwa pruskiego urzędnika, aniżeli jakiegoś tam Francuza.
P. Kardorff i inni mówcy wciąż zarzucają nam niewdzięczność, chociaż królowie pruscy i rząd pruski okazali nam tyle wierności, tyle ojcowskiego serca i tyle dobrodziejstw. Bezustannie powtarzającego się zarzutu tego znieść nam dłużej nie podobna i dla tego źródłowo tę rzecz muszę rozebrać i bajki te rozproszyć.
Nie przeczymy, że o ile chodzi o słowa, to ze strony królów i rządów pruskich doznawaliśmy bardzo wiele ojcowskiej pieczy i wierności, lecz czyny ich niestety były zawsze inne. Król Fryderyk II zagarniając ziemie polskie pławił się wprost w przyrzeczeniach ojcowskiej opieki, wierności, poszanowania naszych praw i naszej własności. W patencie wydanym do ludności polskiej dnia 13 września 1772 z powodu pierwszego rozbioru ziem polskich między innemi powiada: "Chcemy i mocnośmy postanowili i zaręczamy też to, że stanom i mieszkańcom Prus i Pomorza, które należały dotychczas do korony polskiej oraz i obwodów po tej stronie Noteci, należących dotąd do Wielkopolski, w zupełności pozostawimy ich stan posiadania oraz prawa, tak duchowne jak i świeckie, szczególnie też damy zupełną swobodę i opiekę ludności rzymsko-katolickiej (słuchajcie! - u Polaków), jak w ogóle krajem rządzić będziemy tak, że ludność rozsądna i. dobrze myśląca będzie mogła być szczęśliwą i nie będzie miała przyczyny żałować zmiany rządu. "Takie obietnice dawał Fryderyk, gdy chodziło o słowo, (słuchajcie! - u Polaków). W traktacie zaś zawartym przez niego dnia 18 września 1773 r. z Polską w artykule VI powiada:
"Natomiast Jego król. Mość, król pruski wyrzeka się niniejszym traktatem dla siebie, swoich spadkobierców i potomków obojej płci, jak najwyraźniej i najuroczyściej wszelkich pretensyi, pod jakimkolwiek pozorem by je roszczono do Królestwa i Wielkiego Księstwa Litewskiego (słuchajcie! u Polaków)", a w artykule VIII tego traktatu Fryderyk przejął następujące zobowiązanie: Rzymscy katolicy w prowincyach, tym traktatem odstąpionych, mają zatrzymać wszystkie swe posiadłości tak świeckie jak duchowne i bez ograniczeń ich używać. Mają pozostać w status quo (Słuchajcie! - u Polaków).
Tak mówił Fryderyk w sierpniu 1772 r. i 1773 roku. Ale przygotowując zabór ziem polskich już w roku 1771 a mianowicie 6 października wydał zasady, według których miał być przeprowadzony nowy ustrój w prowincyach zabranych. W tych zasadach rozporządził co następuje:
"Co do starostw i biskupstw, to dobra te zabiorę i wydzierżawię je jako domeny państwowe. a trzeba się będzie potem porozumieć z biskupem i kanonikami co do pewnej sumy, którą im się będzie płaciło miesięcznie lub kwartalnie. Co do starostw, to starostom wypłaci się pewną kwotę".
A więc już w roku 1771 Fryderyk II zamierzał zabrać i skonfiskować starostwa i dobra duchowne, a w 1772 i w 1773 r. uroczyście obiecywał me tykać żadnej posiadłości polskiej, ani świeckiej, ani duchownej (słuchajcie! – u Polaków). Moralny wyrok o takiem postępowaniu pozostawiam każdemu uczciwemu człowiekowi. (Bardzo dobrze! - u Polaków). W marcu 1772 r. w rozkazie gabinetowym Fryderyk II po raz drugi nakazuje zabranie i odebranie w administracyę dóbr duchownych a wypłacenie pewnej sumy ich właścicielom, "aby im odjąć troskę zajmowania się rzeczami świeckimi." (Słuchajcie! - u Polaków).
"Starostwa wszystkie" powiada dalej, mają być administrowane, aby poznać ich dochody a potem na św. Trójcę 1773 r. wydzierżawione. Tak chciano szanować własność i prawa obywateli polskich, którym to publicznie przyrzekano uroczyście. Fryderyk wcale nie przebierał. gdy chodziło o wzbogacenie się. Szczególnie ciekawą jest jego instrukcya dana dnia 6 czerwca 1772 roku jenerał-lejtnantowi v. Stutterheim i prezydentowi izby Domhardtowi, gdy chodziło o zewezwanie stanów polskich do złożenia mu przysięgi hołdowniczej. Ciekawy ten dokument zasługuje na uwiecznienie w aktach tej izby. Fryderyk pisze do wyżej wymienionych urzędników: "W dniu w patencie moim oznaczonym dla hołdowania, w którym stany wszystkie mają przybyć do Malborga, jenerał-lejtnant v. Stutterheim w mojem imieniu każe sobie złożyć hołd a ministrowi Rhodemu nakażę, by zwykłą w takich razach mowę wygłoszono do stanów. Prezydent kamery v. Domhardt przedtem jednak każe namówić wojewodów i starostów (słuchajcie! - u Polaków), by pod pozorem, że Rzeczpospolita nie zezwoliła na odstąpienie ziem, albo do Malborga nie przybyli (słuchajcie! - u Polaków), lub robili trudności w poddaniu się i złożeniu przysięgi hołdowniczej. (Słuchajcie! - u Polaków), ponieważ wtedy będziemy mogli od razu ich województwa i starostwa skonfiskować i nasadzić administratorów. (Słuchajcie! - u Polaków). Przytem hrabia Kayserlingk (słuchajcie! - u Polaków) będzie mógł nam wyświadczyć największą przysługę, jeśli jako pierwszy będzie się wzbraniał poddać i złożyć przysięgę hołdowniczą. (Słuchajcie! - u Polaków). Mimo to ja się już z nim porozumiem, tak, że nic na tern nie straci."
Hr. Kayserlingk, ten nakłaniany przez Fryderyka do haniebnej zdrady polski urzędnik państwowy; ten zdrajca ojczyzny, za tę hańbę od Fryderyka otrzymał potem miesięczną pensyę w wysokości 500 talarów. (Okrzyk: Grosz Judaszowy!). Syn jego zastał kamerjunkrem i szambelanem z pensyą (słuchajcie! - u Polaków) 1200 talarów, a później podarowano mu cztery majątki, dające rocznie 6000 talarów dochodu. Pytam was się, jak oceniacie ten czyn waszego wielkiego króla, podburzającego ludność, by módz ją pozbawić jej mienia, podbechtującego urzędników do haniebnej zbrodni. (Słuchajcie! Bardzo dobrze! - u Polaków).
Tak wyglądają ojcowska wierność i ojcowska opieka królów pruskich względem Polaków. (Bardzo dobrze! - u Polaków).
Gdy Fryderyk II zagarnął ziemie polskie, ustanowił od razu kontrybucyę. Chłopi musieli płacić 33% proc. od czystego dochodu, szlachta 25, a duchowieństwo, które kochał szczególnie (wesołość), 50 proc. Ale szlachcie ewangelickiej opuścił 5 proc., tak, że płaciła tylko 20 proc., samo się to rozumie ukróla, który po zagarnięciu Śląska od razu poodbierał urzędy wszystkim wyższym urzędnikom katolikom.
Mimo, że Fryderyk w traktacie z Rzeczpospolitą polską uroczyście się wyrzekał wszelkich pretensyi do Polski, 2 razy jeszcze posuwał kordony swe w granice Rzeczpospolitej w lutym 1773 i w styczniu 1774 r., a wykonującym jego wolę zalecał tylko, by to wykonywali bez wielkiego rozgłosu. (Słuchajcie! – u Polaków).
Panowie mówicie tu wciąż o nieładzie polskim w owych czasach i wmawiacie nam, że powinniśmy uważać za największe szczęście ten fakt, że dostaliśmy się pod panowanie pruskie. Już kolega Trąmpczyński wykazywał wczoraj, że o ile ten nieład w Polsce istniał, działo się to z winy Prus i ich przyjaciółki Rossyi. Ci dwaj sojuszniicy dokładali wszelkich sił, aby Polska nie zaprowadziła u siebie ładu i porządku. (Wielka prawda! - u Polaków). Przypominam tajny traktat Fryderyka z Rosyą z 11 względnie 31 marca 1764 r. zawarty w tym celu, by w Polsce nie zniesiono liberum veta, nie zaprowadzona tronu dziedzicznego oraz potrzebnych reform. Nieład w Polsce był im potrzebny dla ich interesów. (Słuchajcie! - u Polaków). Kolega Trąmpczyński przytaczał tu wczoraj list Fryderyka, pisany do brata Henryka, w którym król pruski wypowiada, że zabrane polskie prowincye są znakomitym nabytkiem, lecz aby nie wzbudzać podejrzeń Europy już i bez tego powstającej na zachłanność Prus, mówi publicznie wszędzie a piaskach i ziemiach spustoszonych i dzikich. (Słuchajcie! - u Polaków). A ten deklamujący a pustyniach i dzikich prowincyach polskich Fryderyk już dnia 6 października w liście da prezesa kamery królewskiej Damhardta wyliczał, że Prusy królewskie, Pomorze i obwód notecki powinny dać rocznie 580,000 talarów na utrzymanie wojska (słuchajcie! - u Polaków) a czystego. dochodu rocznego ogółem 1,200,000 talarów. (Słuchajcie! – u Polaków.)
W liście z dnia 19 kwietnia 1772 raku, wylicza, że roczny dochód tych krajów wynosić powinien 1,600,000 talarów, a nie oszukam się, przypuszczając to, dodaje w swym liście. (Słuchajcie! - u Polaków.) I nie szukał się. Tak wyglądały w rzeczywistości te spustoszałe i zaniedbane ziemie polskie, a to wyciskanie tych olbrzymich sum z tych biednych krajów świadczy, doskonale o ojcowskiej pieczy króla względem Polaków. Panu te przypamnienia przeszłości są nieprzyjemne, panie Pappenheim.
Wierzę, ale, prowokowani musimy nareszcie stan rzeczy stwierdzić, by więcej nam tych baśni nie powtarzano. Nie dosyć na tem. Fryderyk nowych swych poddanych polskich lżył i oczerniał przed całym światem. Marszałek powołuje mówcę do porządku za ten zarzut uczyniony królowi pruskiemu. Korfanty : To są fakta historyczne, a dotychczas przecież wolno było je przytaczać, a na dowód odczytuję tu dokumenty i listy tego króla.
W liście pisanym 19 czerwca 1775 roku do d'Alemberta król powiada:
"Byli (Montmerency i inni) ze mną w tym kraju, który nazywam naszą Kanadą na Pomorzu. Otworzyłem tam teraz 180 szkół i uważam siebie za Likurga lub Solona tych barbarzyńców. Tylko z biegiem czasu przez wychowanie młodzieży zdołamy ucywilizować tych Irokezów". (Słuchajcie! - u Polaków.)
Takiemi przezwiskami obdarzał król swych nowych poddanych.
Zresztą nieprawdą jest, aby król w tym czasie był utworzył na ziemiach polskich 180 szkól. Albowiem dopiero w rozkazie gabinetowym z dnia 20 stycznia 1776 roku król nakazuje rządom prowincyonalnym powołanie 180 nauczycieli, i na propozycyę Brenkenhoffa jako nauczycieli powołano pozasłużbowych żołnierzy i podoficerów.
Nie wypowiadam tu zdania własnego o moralnej wartości ówczesnych żołnierzy pruskich. Przytaczam jednak zdanie Preussa z jego dzieła: "Życie Fryderyka Wielkiego". Preuss powiada:
"Według ówczesnych pojęć służba wojskowa dla zwyczajnego człowieka nie była honorem. Obcy przybysze, wyrzutki kraju i biedni ludzie przeważnie służyli w wojsku pod rozkazami szlacheckich oficerów. Przysłowie znamienne dla moralnej wartości żołnierzy: "Kto nie chce słuchać ojca i matki, musi iść do wojska" było uzasadnione. Już w roku 1693, gdy w Brandenburgii nakazano wybierać rekrutów, polecono władzom wybierać pod broń szczególnie "szkodliwą hołotę". A za czasów Fryderyka II było tak samo, aż do 1806 r. Wtedy tokarzy bursztynu zwolniono z obowiązku służby wojskowej, z wyjątkiem łajdaków tego cechu. (Słuchajcie! - u Polaków.)
A w rozkazie gabinetowym z dnia 6 listopada 1778 roku, wystosowanym do generała Tauentziena, Fryderyk powiada: "Zamierzam dalej, aby takich więźniów, którzy uważają się za ludzi bez czci i są pachołkami katów i hyclów, odsyłano zawsze do Brzega do nowo tworzącego się batalionu ochotników". (Słuchajcie! - u Polaków.) I ludzi tego pokroju przysyłano na ziemie polskie jako wychowawców młodzieży. (Słuchajcie! - u Polaków.) Płacono im po 10 talarów za nauczanie 12 dzieci języka niemieckiego w pierwszym, po 20 talarów w drugim, a po 30 talarów w trzecim roku. A więc i wasze nagrody dla nauczycieli za skuteczne krzewienie niemczyzny nie są żadną nowością. To wszystko już było.
O ojcowskiem sercu Fryderyka dla Polaków przytaczam jeszcze następujące fakta:
Angielski ambasador przy dworze warszawskim pisze w 1763 roku: "Fryderyk II kazał zabierać cale polskie rodziny i gwałtem je transportować do Brandenburgii i Prus dla zaludnienia tych opustoszonych okolic".
A Janssen powiada w swej rozprawie o rozbiorze Polski: "Kradzież kościołów, klasztorów i dóbr szlacheckich, popełniona wówczas• przez Prusaków na Polsce, obliczają na 3 miliony dukatów". (Słuchajcie! - u Polaków).
Tak wyglądał ten spustoszony i opuszczony kraj polski w rzeczywistości! (Słuchajcie! u Polaków).
Janssen powiada na innem miejscu swej rozprawy: Młodzieńcy polscy w zabranych polskich prowincyach musieli iść do wojska, dorosłym córkom swym lud musiał dawać wyprawę przepisaną w bydle, pieniędzach i sprzętach, Wywożono je potem do Pomorza, i oddawano zamąż tym mężczyznom, którzy ich pożądali. (Słuchajcie! - u Polaków.)
A jak się Fryderyk zapatrywał na rozbiór Polski, który parlament francuski nazwał hańbą, dowodzi list pisany przez niego do brata Henryka 9 kwietnia 1772 r. Fryderyk pisze: "Podział Polski zjednoczy trzy religie: grecką, rzymską i kalwińską. a my będziemy komunikować się tą eucharystyą, jaką jest Polska. Jeżeli zaś to naszym duszom nie przyniesie zbawienia, będzie to jednak poważnym czynnikiem dla dobra państwa naszego". (Słuchajcie! u Polaków.)
Wstrzymuję się od wszelkiej krytyki tych słów, sąd o nich pozostawiam szczególnie tym, którzy żądają od nas wdzięczności za ojcowskie uczucia Fryderyka względem nas.
A czy następcy Fryderyka II obchodzili się lepiej z nami? Ich postępowanie wyświetlę dokumentami i aktami dyplomatycznymi. Nadzwyczajny poseł pruski przy dworze warszawskim, Buchholz, w oświadczeniu, zdanem o rzeczypospolitej polskiej dnia 12 października 1788 r., między innemi powiada:
"Stany i sejm polski mogą być święcie przekonane, że jego król. mość ks. pruski udzieli im jak najskuteczniejszego poparcia, aby utrzymać niezawisłość, wolność i bezpieczeństwo Polski". A w mowie z dnia 19 listopada 1788 roku ten sam poseł pruski donosi rzeczypospolitej: "Król pruski ma niezłomną wolę wobec prześwietnej Rzeczypospolitej spełnić wszystkie obowiązki sojusznika, szczególnie gwarantuje jej niezależność, nie mieszając się w jej sprawy wewnętrzne i nie ścieśniając jej swobody uchwal i postanowień".
Wskutek tych rokowań doszło do traktatu pomiędzy Fryderykiem Wilhelmem II a Polską, podpisanym przez strony dnia 29 marca 1790 r. W artykule 3 tego traktatu sojusznicy zobowiązują się do wzajemnej pomocy wojskowej na wypadek wojny. Wyliczają dokładnie wojskowe posiłki, jakie sojusznicy mają sobie przysłać. W artykule 6 zaś król pruski święcie zobowiązuje się nieść Polsce pomoc zbrojną na wypadek, gdyby jakie trzecie państwo wmięszało się w je sprawy wewnętrzne lub zaatakowało jej granice. W początkach 1791 r. rozeszła się pogłoska, że Prusy zdradzają swego sojusznika polskiego. Fryderyk Wilhelm wobec tego na dniu 23 marca 1791 r. pisze list do swego ówczesnego posła warszawskiego von der Goltza, w którym powiada:
"Moją wolą jest, aby pan natychmiast zaręczył, że wieści te są fałszywe i bezpodstawne. Czyń to pan przy każdej nadarzającej się sposobności, oświadczając jak najuroczyściej, że wieść ta jest złośliwym wymysłem, aby mnie z sejmem polskim poróżnić i wzbudzić nieufność narodu do mnie. Nikt nie może mnie udowodnić, żeby pomiędzy mną a dworem wiedeńskim było co zaszło, coby mogło takie podejrzenie usprawiedliwić. Jego królewska mość król polski i Rzeczpospolita niech będą przekonani, że nigdy nie miałem najmniejszego zamiaru żądać od nich jakichkolwiek ofiar". Wieści te nazywa potem obrazą osobistą.
Mówi się tyle o ówczesnym nieładzie polskim. Ale przypominam, że dnia 3 maja 1791 r. naród polski nadał sobie konstytucyę, która wówczas była wzorem dla Europy, i o której wy jeszcze nie marzyliście. (Słuchajcie! u Polaków.)
Zaprowadzała ona zrównanie stanów i wyznań, oswobadzała chłopów i mieszczan , znosiła liberum veto i zaprowadzała tron dziedziczny, Fryderyk Wilhelm zlecił swemu posłowi warszawskiemu Goltzowi, aby powinszował sejmowi i królowi polskiemu tego znakomitego dzieła. (Słuchajcie! - u Polaków.) Wyrażał sam swoją radość z tak szczęśliwego obrotu rzeczy i z uporządkowania stosunków. Oprócz tego wysłał jeszcze depeszę do sejmu polskiego, w której powiada: Godzę się i pochwalam ten olbrzymi krok, który naród zrobił i który uważam jako istotny warunek jego szczęścia. Posłowi swemu zaleca złożyć życzenia królowi, marszałkom i wszystkim, którzy pracowali nad term wielkiem dziełem.
W liście pisanym do króla polskiego Stanisława Augusta składa mu życzenia i wyraża radość z konstytucyi. Tymczasem zmieniła się sytuacya międzynarodowa. Fryderyk Wilhelm II zdołał się porozumieć z Rosyą co do drugiego podziału Polski. Dotąd wygłasza piękne słowa o przyjaźni i wierności. Teraz nastąpiły czyny. Dnia 25 maja 1792 r. poseł pruski przy dworze warszawskim Lucchesini w odpowiedzi na notę polską przypominającą Prusom traktat z dnia 29 marca 1790 r. powiada:
"Te moje oświadczenia, zgodne z wszystkiemi mojemi deklaracyami od czasu mojego powrotu do Warszawy i od czasu rewolucyi z dnia 3 maja 1791 r., są nowym dowodem znanej rzetelności mojego króla".
Odmawia spełnienia obowiązków sojusznika. Konstytucyę 3 maja, wychwalaną przez Fryderyka Wilhelma II jako wielkie dzieło, nazywa rewolucyą mimo gratulacyi swego króla z powodu "tej rewolucyi", wysłanych do Polski przed rokiem. (Słuchajcie! - u Polaków.) Tak wygląda wierność pruska w czynach Fryderyka Wilhelma H. Potem w liście z dnia 8 czerwca 1792 roku do króla Stanisława Augusta oświadcza, że z powodu konstytucyi 3 maja nie może dotrzymać zobowiązań traktatu z 1790 r. Ale za to razem z Rosyą dokonał drugiego rozbioru Polski.
A znów posypały się do ziem zagarniętych słowa ojcowskiej opieki, obietnice poszanowania praw i własności. W dekrecie okupacyjnym z dnia 25 marca 1793 l'. powiada:
Postanowiliśmy mocno. i uroczyście to przyrzekamy, że stany i mieszkańcy tych nowych prowincyi, bez wyjątku, mają pozostać przy swych prawach i swej własności, w sprawach świeckich i duchownych, szczególnie rzymscy katolicy mają mieć swobodę religijną, będziemy ich bronili a w ogóle w kraj u będziemy rządzili tak, że rozsądni i• dobrze myś1ący mieszkańcy mogą być szczęśliwi i zadowoleni i nie będą mieli przyczyny żałować zmiany rządów. W traktacie zawartym z dnia• 25 września 1793 roku w Grodnie z królem polskim Fryderyk Wilhelm II w art. 5 wyrzeka się dla siebie i dla swoich potomków jakichkolwiek pretensyi do Polski, zobowiązuje się do gwarantowania niezawisłości pozostałych Polsce krajów, swym poddanym polskim zagarniętym przez drugi rozbiór Polski przyrzeka powtórnie nienaruszalność praw mienia i wyznania. Te przyrzeczenia uroczyste były tylko słowami o wierności i ojcowskiej pieczy względem Polaków. Czyny wkrótce wykazały coś innego. Już 25 lutego 1794 r. wydaje król patent o administracyi starostw w zagarniętych prowincyach, który tysiące ludzi zamienił na żebraków, odbierając im mienie i kawałek chleba. Dnia 8 maja 1793 r. wydaje patent o reorganizacyi sądów na ziemiach polskich i ruguje nasz język ojczysty z wszystkich sądów i urzędów. (Słuchajcie! u Polaków.) Powiada on: "Żądamy, aby w naszych rządach i w poddanych im sądach, wogóle w wszystkich sprawach publicznych od tego czasu wszystko załatwiano w języku niemieckim a nie władający tym językiem musi posługiwać się tłumaczem w sądach i gdy otrzyma nakazy i rozporządzenia". (Słuchajcie! - u Polaków.)
Rozporządzeniem królewskim z dnia 28 lipca 1796 r. skonfiskowano starostwa i dobra duchowne. Daremnie minister Hoym przypominał królowi obietnice dane Polakom przy zagarnięciu kraju. Gdyby przynajmniej użyto tych dóbr dla dobra mieszkańców!  Lecz wiadomo powszechnie, że dobra te w najpodlejszy sposób roztrwoniono. Roztrwoniono wówczas według świadectw historyków pruskich 241 dóbr wielkich za cenę 3 1/2 miliona talarów chociaż prawdziwa ich wartość wynosiła 20 milionów talarów. (Słuchajcie! - u Polaków.)  .
O gospodarce wysłanych do tych prowincyi urzędników pruskich ja nie wydaję wyroku, ale przytaczam sąd pruskiego ministra Schoena:
"Wiadomo powszechnie, że administracya Hoyma w południowych Prusach wykazała istnienie najgorszych nadużyć. Wielka liczba nicponiów i ludzi dwuznacznych, którzy gdzieindziej utrzymać się nie mogli, rozlała się po nowych prowincyach i zatruła od razu admnistracyę. Zachodziły najpodlejsze oszustwa". A historyk Prus Mans powiada: "Berlińscy oberżyści, u których zamieszkiwali wszyscy urzędnicy, wystawiali im małe rachunki w nadziei otrzymania nagrody w postaci dóbr w prowincyach polskich". Ani słowa do tej krytyki dodawać nie potrzebuję. Skonfiskowane majątki rozdarowywano pomiędzy zauszników króla a wiadomo, że nawet lokaj króla Rietzen, urzędowy mąż królewskiej kochanki, późniejszy hr. Lichtenau, takie dekrety o darowiznach królewskich wygotowywał i królowi do podpisywania podsuwał. Minister Hoym obłowił się temi dobrami w sposób haniebny; Używał ich nawet jako środka przekupstwa. Prezydent miasta Berlina Eisenberg, otrzymuje zlecenie pojechania do Wrocławia dla zbadania rozruchów wybuchłych tam przeciw Hoymowi, otrzymał od niego za 23,000 talarów cztery wielkie majątki, wartości 40,000 talarów, aby korzystne dla Hoyma wygotował sprawozdania. Jenerał•lejtnant v. Bischofswerder obłowił się wówczas wielką ilością majątków. Otrzymał między innemi cztery majątki w powiatach radziejowskim i brzeskim za cenę 18,000 talarów, które sprzedał natychmiast za 25,000 frydrychsdorów hr. Luettichau. (Słuchajcie! - u Polaków.)
Major v. Huehnerbein otrzymał 10 majątków za cenę 100,000 talarów. Ich wartość rzeczywista wynosiła przeszło 300,000 talarów. Okoliczności, wśród których mu te dobra przyznano, zasługują na upamiętnienie. Pruski wyższy urzędnik Coelin powiada: "Huehnerbein był amantem pięknej Knobelsdorfównej, damy dworskiej żony księcia, Ludwiki. Księżniczka bawiła' razem z królem w Piemoncie. Pewnego razu król był na śniadaniu u księżniczki, gdy Knobelsdorfówna przechodziła przez pokój, Wyrwały mu się słowa: "Piękna dziewczyna, księżniczko!" ;,Tak", odpowiedziała, "ma już nawet narzeczonego". "Kogo?" zapytał król, "p. Huehnerbein", odpowiedziała. "ale to związek prawdziwej miłości, bo oboje nic nie mają". "Niech się pobiorą, podaruję im dobra", odrzekł król. Wysłano natychmiast sztafetę do Huehnerbeina z zawezwaniem, by na ręce księżniczki przysłał prośbę do króla i prosił o majątek. Huehnerbein wybrał sobie majątek klasztoru Obra, wartości 200 000 talarów. I otrzymał go. Tak obchodzono się z majątkami świeckimi i duchownymi zabranymi Polakom. Taki osobnik jak v. Triebenfeld. który jako lokaj oszukiwał swych panów polskich, a później został uszlachcony i piastował wysokie godności państwowe. otrzymał 8 majątków za cenę 51,000 talarów, które w 1797 roku oceniono na 700,000 talarów. Triebenfeld sprzedał te majątki natychmiast za 400,000 talarów (Słuchajcie! u Polaków) księciu Jerzemu Hessen-Darmsztadt a ten je sprzedał dalej za 750,000 talarów. (Słuchajcie! - u Polaków.)
Tak wyglądała ojcowska opieka Prus. Czy sądzicie, że my te zbrodnie zapomnimy? Nasze podręczniki historyczne nie wymażą z naszej pamięci tych zbrodni.
Obecny rząd królewski uważał za swój obowiązek kazać badać, kto pierwszy u nas rozpoczął bojkot. Podczas drugiego czytania etatu minister dowodził nam tu, że Polacy pierwsi rozpoczęli bojkot i przytaczał jako dowód głos
 jakiegoś pisma polskiego z 1840 r. czy 1850 r.
Ale bojkotowanie Polaków przez rząd pruski jest daleko starsze. Rozpoczęło się z zagarnięciem ziem polskich przez Prusy. Istnieje rozkaz ówczesnego ministra Hoyma z 1796 r., który zabrania Polakom kupować i dzierżawić dóbr, przez państwo skonfiskowanych. (Słuchajcie! - u Polaków.)
To pierwszy dokument urzędowego bojkotu (Słuchajcie! - u Polaków.)
Cyrkularz rządowy z 1800 r. opiewa, że nie wolno sprzedawać dóbr w południowych Prusach Polakom. W 1801 r. wydano reskrypt podobny.
Fryderyk II zaś już dawniej wydał cały szereg rozkazów gabinetowych, aby Polakom nie robiono żadnych ułatwień. Pozwalał on nawet w przeciwieństwie do ustaw pruskich, aby na ziemiach polskich nawet mieszczanie niemieccy mogli nabywać majątki, bo powiada:
,.Mieszczanin jest mu o wiele milszy, niż ta cała hołota polska". (Słuchajcie! - u Polaków.)
Rząd królewski zadał sobie teraz pracę i zarządził badania historyczne, by wykazać Polakom, że oni pierwsi rozpoczęli bojkotowanie Niemców. Podczas drugiego czytania etatu minister powoływał się na glosy prasy polskiej i 1840, 48 i 1850 r. Nie wchodzę w prawdziwość wyniku badań rządowych, lecz stwierdzam, że bojkotowanie Polaków przez rząd pruski sięga daleko dawniejszych czasów. Rozpoczął się on z chwilą zajęcia ziem polskich. Mam tu przed sobą reskrypt ministra Hoyma z 1796 L, do kamery domen w Warszawie, który zabrania wydzierżawiania i sprzedawania Polakom skonfiskowanych przez rząd majątków. (Słuchajcie! - u Polaków). Jest to bodaj pierwszy dokument urzędowego bojkotu. (Słuchajcie! u Polaków). W reskrypcie z 1800 r. zabrania się również wydzierżawiania dóbr Polakom. W 1801 r. wydano reskrypt podobny, a Fryderyk II wydał cały szereg podobnych rozporządzeń. Jego nienawiść do Polaków była tak wielka, że na ziemiach polskich pozwalał nawet mieszczanom nabywać majątki szlacheckie, chociaż to w całem państwie było nie dozwolone, ale mieszczanin był mu przyjemniejszy, niż ta cała polska hołota. (Słuchajcie!u Polaków).
Już przed rokiem wskazywaliśmy na to. jak haniebnie postąpiono z przodkami naszymi przy zaprowadzeniu towarzystwa kredytowego ziemskiego na ziemiach polskich. Przez agentów żydowskich i niemieckich namawiano polskich właścicieli do zaciągania licznych długów na swe majątki w powziętym z góry zamiarze, by im je w chwili stosownej wypowiedzieć. Spełniono ten zamiar i zrujnowano setki polskich rodzin. (Słuchajcie! - u Polaków). Tak wygląda ojcowska opieka i wierność Prus względem nas Polaków.
Niemcy pod niebiosa wychwalają działalność kolonizacyjną Fryderyka II i Fryderyka Wilhelma II i mówią zawsze, że monarchowie ci poświęcili olbrzymie sumy na cele kolonizacyjne. Jest to nieprawdą, bo wszystkie te sumy ściągane były z dochodów z zabranych ziem polskich, a z funduszów własnych nic nie dali. Wartość zaś tych na ziemie polskie sprowadzanych kolonistów oceniają najlepiej sami Niemcy. Szczególnie nieliczni uczciwi urzędnicy pruscy. Jeden z nich tak opisuje kolonistów:
"Sprowadzani koloniści są złymi i niepewnymi poddanymi, którzy swem złem usposobieniem psują dobre obyczaje ludności tubylczej". Jeśli zaś nie znajdą poszukiwanych złotych gór, uciekają z kraju, zabierając z sobą co mogą, bo  pracować im się nie chce. Dla władzy zaś natrętni ci ludzie są ciężarem nienawistnym .... Liczba żebraków w ten sposób do kraju ściągniętych była wielka. Nie przynoszą niczego• ze sobą oprócz wielkiej liczby dzieci, zapomogi królewskie im nie wystarczają, bo są przeważnie próżniakami niezręcznymi i niezdolnymi do pracy.
Te słowa przypominają wiele wywodów w czasach dzisiejszych. P. Wentzel w komisyi budżetowej też wywodził, że Polacy są pracowici, oszczędni i zabiegliwi. Niemcy zaś nieraz niezdolni i nie stoją na wysokości zadania. Nie chcę tego porównania dalej rozprowadzać. Wielu teraz operuje hasłem, żądającem gęstszego zaludnienia wschodu i to wyłącznie Niemcami. Hasło to nie nowe, bo znał je już Fryderyk II, mówiący wciąż o zaludnianiu ziem polskich Niemcami, a zalecający w swych rozkazach gabinetowych nawet ułatwiane rozwodów, powiada bowiem, że nie powinno się robić zbyt wielkich trudności przy rozwodach, bo to przeszkadza zaludnieniu. (Słuchajcie! u Polaków i wesołość), jeśli pomiędzy małżonkami nie ma już harmonii.
A jaki los spotkał naszych przodków, którzy dostali się pod panowanie pruskie. Holsche, pruski tajny radca sprawiedliwości i dyrektor kamery, ubolewa nad ich biednem położeniem, podkreślając natomiast zuchwałe i nieuczciwe bogacenie się niemieckich przybyszów. Powiada między innemi: "Dzierżawcy i urzędnicy pragną się tylko wzbogacić na dobrach królewskich, a jeśli już tyle sobie odłożyli, że mogą sobie kupić własne majątki, opuszczają kraj, bo obojętne im jest, gdzie osiądą" ...
Zupełnie jak: w czasach dzisiejszych, nie prawdaż panie Wentzel? (Wesołość - u Polaków). I dziś, jeśli Niemcy u nas doszli do majątku, opuszczają ziemie polskie. Tak wygląda ich patryotyzm. Widać, że nic nowego pod słońcem! Napłynęło do nas wówczas bez liku ludzi złych, którzy w swej ojczyźnie do niczego dojść nie mogli, u nas byli urzędnikami, notaryuszami, sędziami. Urzędnik pruski Coelln tak opisuje kulturalną działalność tych przybyszów: "Rozległy skargi Polaków pozbawionych chleba, zastąpionych przez Niemców. Widziałem pożądliwość zgłodniałych Prusaków, którzy urząd uważali jako środek do, zbogacenia i napchania sobie kieszeni". A łIolsche powiada:
"Nie byli to sędziowie i obrońcy sprawiedliwości, opiekujący się niewinnymi, broniący mienia wdów i sierót... była to zgraja bezwstydnych kreatur i łotrów, którzy ludzi podburzali, sprawy wikłali, a potem resztę majątku, nawet wdów i sierót, dzielili pomiędzy siebie." Voss w "Beitrag zur naheren Geschichte". powiada: „,Że taka zewsząd zebrana hołota odznaczała się bezczelnością i zuchwałością, że obrażała dumę uczciwych Polaków. Że mężom, żonom, synom i córkom nie pozwalała przebywać w tern towarzystwie, chyba zbytecznem jest dowodzić." Tak wygląda ta ojcowska opieka Prus, za którą mamy być wdzięczni. A czy lepiej nam było za czasów Fryderyka Wilhelma III? Znowu rozbrzmiewały do nas piękne słowa o ojcowskiej opiece, o nienaruszalności naszych praw narodowych, obywatelskich i religijnych. "I wy macie ojczyznę!" wolał król ten do nas, zabierając ziemie nasze po kongresie wiedeńskim. Czynów zaś w myśl tych obietnic nie widzieliśmy. Czy staliśmy się niegodnymi ich przez jakie zbrodnie? Przecież niczegośmy nie popełnili. W roku 1848 walczyliśmy w jednych szeregach z Niemcami o wolność i konstytucyę i wiele krwi polskiej popłynęło po to, abyście mogli tu zasiadać w tej Izbie. (Bardzo słusznie! - u Polaków).
A gdzie jest nasze równouprawnienie? (Słuchajcie! - u Polaków).
A w nowszych czasach wydaliście przeszło miliard z kasy państwowej, do której i my płacić musimy, na nasze wytępienie. Podczas walki kulturnej, która u nas najsrożej szalała. podnieśliście rękę przeciw religii naszej. (Wielka prawda! - u Polaków). Polityką kolonizacyjną burzycie kościoły katolickie i niszczycie całe parafie, wznosząc na ich miejsce ewangelickie. (Wielka prawda! - u Polaków). Naruszyliście nawet własność naszą wywłaszczając nas w sposób zbliżony do konfiskaty. Wasze deklamacye, że nie chcecie nas wytępić, umiemy oceniać należycie po naszem półtora wiekowem męczeństwie, którego krótki przegląd wam dałem. (Bardzo dobrze! - u Polaków).
Jak uzasadniacie swoje postępowanie?
Wycinkami z gazet lub opowiadaniem o rewolucyach, których nigdy u nas nie było. Sięgacie do GaIicyi i Królestwa Polskiego po rzekomy materyał obciążający. A gdy to wszystko nie starczy, to powiadacie, jak w tym roku: Polacy są oszczędni, pracowici (słuchajcie! - u Polaków). Niemcy natomiast słabi, nie mogą się utrzymać, mimo pomocy państwowej, mimo, że nieomal wszyscy są już pensyonaryuszami państwa. (Słuchajcie! - u Polaków).
I dla tego ustawy wyjątkowe przeciwko nam! Wypędzacie nas z ziemi, bojkotujecie kupca, przemysłowca polskiego, pozbawiacie chleba naszego robotnika, a Niemcom dajecie zapomogi, by łatwiej mogli nas pokonać w spółzawodnictwie. (Słuchajcie! - u Polaków). Urzędnicy wasi, lekarze, adwokaci, biorą zapomogi państwowe, by mogli uprawiać nieuczciwą konkurencyę. (Słuchajcie! - u Polaków). Ale tak było już za Fryderyka II i później. Odczytałem tu obietnice królów, zapewniające nam prawo do języka ojczystego! A gdzież jest dziś równouprawnienie naszego języka? W sądach? Język polski tam wykluczony, obcy jest dla sędziów, a sądownictwo jest też przeciwko nam, bo sędziowie, wyrokując nie mogą się wyzwolić z pod wpływów hakatystycznych. Bojkot jest teraz głównym argumentem waszym. My nie bojkotujemy (śmiech na prawicy).
Bronimy tylko naszego posiadania, bronimy naszej ojczyzny i naszych praw, a tylko mogę litować się nad panem, panie Pappenheim, jeśli nie masz zrozumienia dla tego, jako konserwatysta. (Bardzo dobrze! - u Polaków).
Wskazujecie wciąż na to, że dobrobyt ziem polskich wzrósł. Nie przeczymy temu, ale stało się to wbrew "opiece" państwa. Czyście wy założyli chociaż jedną szkołę dla potrzeb naszych? (Słuchajcie! - u Polaków). Nie, wy zakładaliście szkoły, aby mieć środek germanizatorski, (wielka prawda! - u Polaków), aby osiągnąć łatwiej swój cel, a tym jest wymazanie imienia polskiego (wielka prawda! - u Polaków). Czyście zbudowali, aby kilometr kolei dla dobra naszego? Nie, czyniliście to, ze względów na Niemców, albo z przyczyn fiskalnych lub militarnych (bardzo słusznie! - u Polaków). A my przyglądać się musimy, jak Niemcy u nas bogacą się, jak pobierają zapomogi od państwa, jak się panoszą u nas.
Nie my was uciskamy, ale wy nas prześladujecie na każdym kroku. Poseł Kardorff zarzucał nam nasz apel do świata cywilizowanego, wskazując na nieład Polski. Do tego apelu do świata cywilizowanego my mamy prawo. Czyż sądzicie, że świat cywilizowany czyny ostatnich 150 lat, których krótki przegląd wam dałem, może pochwalić? Czy są to czyny, które mogą pomnożyć waszą sławę? Czy to jest kultura, czy to owoce waszego chrześcijańskiego poglądu na świat? (Bardzo słusznie! - u Polaków). My nie potrzebujemy apelować do świata cywilizowanego, bo czyny wasze mówią za nas. (Bardzo słusznie! - u Polaków). A czyny te nie są kartą bohaterstwa w dziejach pruskich, nie są one sławą, lecz hańbą. Marszałek powołuje mówcę do porządku (konserwatyści krzyczą: brawo!). Czy sądzicie, że wasze oklaski zdołają te czyny wasze upiększyć? (Bardzo dobrze! - u Polaków). Pozostaną tem czem są. Przegląd ojcowskiej troski i wierności Prus, który wam dałem, a za które od nas żądacie wdzięczności, chyba odbierze wam chęć zarzucania nam znowu tak rychło braku wdzięczności za ojcowską opiekę i wierność Prus. Najpóźniejsze pokolenia nasze będą wspominały ze wstrętem i wzgardą tę wierność i pieczę ojcowską Prus, których doznajemy. (Oklaski u Polaków).

*

W odpowiedzi na powyższą mowę wystąpił poseł Winckler - protestując energicznie przeciwko sposobowi, w jaki poseł Korfanty zohydził ojcowską opiekę, której doznało Wielkie Księstwo Poznańskie i Prusy Zachodnie, oraz osobę i politykę króla Fryderyka W. Mowa jego nie zmieni historyi, która wykazała, w jakim stanie ziemie te dawniej się znajdowały i jak je podnieśli pruscy królowie. Działalność kolonizacyjna przedstawia wspaniałą kartę w historyi tego króla i pruskiego państwa. Ówczesna ludność polska uznawała dobrodziejstwo Prus, a Polacy sami prosili o wcielenie ich dóbr do państwa pruskiego. Uwzględniano mowę i zwyczaj Polaków - dopóki byli lojalnymi. Że nimi być przestali - tego dowodem mowa posła Koriantego. W odpowiedzi na ojcowską opiekę rządu stali się Polacy niewdzięcznikami, opornymi i urządzali powstania. Uprawiając dzisiejszą politykę wobec Polaków - idziemy śladami Fryderyka W., - którego imię zohydzają bezskutecznie poseł K. i jego przyjaciele. (Brawo! - na prawicy).

***

W osobistej wzmiance na wywody te stwierdził poseł Korfanty. że przytaczał w swej mowie wyjątki z akt dyplomatycznych, z rozkazów gabinetowych Fryderyka W. i jego prywatnych listów - i zaznaczył, że jeżeli własne wywody Fryderyka W. jego pamięć zohydzają - to to nie jest jego winą.

Wojciech Korfanty Dobrodziejstwa pruskie w oświetleniu historycznem

 

 


 

 
 

Wojciech Korfanty Odezwa do ludu śląskiego
 

Wojciech Korfanty

Odezwa do ludu śląskiego

NAKŁADEM AUTORA 
DRUKOWANO:
ŚLĄSKIE ZAKŁADY GRAFICZNE I WYDAWNICZE
>>POLONIA<< SPÓLKA AKCYJNA
KATOWICE, UL SOBIESKIEGO 11.

1927 






Z życiem moim związany jest nierozłącznie jeden z najważniejszych rozdziałów dziejów ludu górnośląskiego i Polski. Nastały czasy i okoliczności; że muszę zabrać głos publicznie w własnej sprawie. Czytelnicy wybaczą mi, że sięgam w daleką przeszłość, ale nie zaszkodzi przypomnieć stare dzieje.

Moja młodość.

Mam za sobą przeszło 35 lat służby publicznej i pracy dla Polski. Czytania nauczyła mnie matka moja na Żywotach Świętych Skargi, które nieboszczyk mój ojciec otrzymał w upominku opuszczając szkołę ludową. Zasługę mojego uświadomienia narodowego przypisać muszę moim hakatystycznym profesorom w gimnazjum w Katowicach, którzy zohydzaniem wszystkiego co polskie i co katolickie wzbudzili we mnie ciekawość do książki polskiej, z której pragnąłem się . dowiedzieć, czym jest ten lżony i poniżany naród, którego językiem w mojej rodzinie mówiłem. I pokochałem naród mój, przeszłość i dolę jego i poczułem się synem jego. Na ławie szkolnej usiłowałem zaszczepić moim kolegom, jak ja w domu po polsku mówiącym, miłość do Polski i dumę z jej przeszłości. Nie mając żadnej styczności z młodzieżą polską w innych dzielnicach, zakładałem tajne kółka w gimnazjum, w których rozczytywaliśmy sie w dziejach narodu, w arcydziełach naszych poetów, uczyliśmy się poprawnego mówienia i pisania polskiego. Rwąc się do pracy narodowej, pracowałem w towarzystwach polskich pod obcym nazwiskiem. 

Spotkał mnie los nieunikniony. Policja pruska wpadła na trop mej działalności, zaskarżyła mnie i przed sądem i przed dyrektorem gimnazjum. Trzy miesiące przed złożeniem egzaminu dojrzałości zostałem wydalony z gimnazjum za antyniemiecką działalność, obarczony "wilczym paszportem" zabraniającym mi wstępu do jakiegokolwiek gimnazjum w Niemczech i składania egzaminu. Dzięki zabiegom ś. p. Józefa KościeIskego zdjęto ze mnie ten surowy werdykt. Był to cios straszny dla młodego chłopaka; który na swoje kształcenie i utrzymanie udzielaniem lekcji przeważnie sam zarabiał. Nie zapomnę nigdy "ojcowskich" rad, których mi udzielał podczas pożegnalnej wizyty dyrektor gimnazjum katowickiego ś. p. Muller: "Coś sobie chłopcze narobił", powiada: "po co ci to potrzebne! Przy swych zdolnościach możesz się stać wśród Polaków wielkim człowiekiem, ale będziesz miał psie życie. Wróć do nas, wszystko się naprawi i będzie ci dobrze w życiu". Nie wróciłem do nich. mimo bolesnych doświadczeń nigdy nie żałowałem tego postanowienia. Nastały czasy uniwersyteckie. W Berlinie wpadłem w koło młodzieży narodowej, - rozpoczęło się nowe życie. Upojony byłem ideałami narodowymi. Należałem do tajnych organizacji młodzieży pokrywających siecią wszystkie uniwersytety na ziemiach polskich i tam za granicą, gdzie młodzież polska się uczyła. Pracowaliśmy wśród emigrantów, uczyliśmy ich dzieci czytania i pisania polskiego. wygłaszaliśmy odczyty w towarzystwach robotniczych. Taką samą działalność rozwijałem później we Wrocławiu, a podczas wakacji na Górnym Śląsku. Należałem wnet do najwyższych władz Ligi Narodowej, której zasługą jest, że na nowo wzbudziła w sercach polskich wiarę w naszą niepodległość, zwalczała trójlojalizm i wzmacniała poczucie niepodzielności i nieśmiertelności narodu polskiego. Policję pruską wciąż miałem na piętach, ścigała mnie jak psa.

Pierwszy poseł polski ze Śląska w Reichstagu.

Zbliżały się wybory do Reichstagu w 1903 r. Na Górnym Śląsku wówczas niepodzielnie panowała niemiecka partia centrowa, a Górnoślązacy uchodzili wtedy powszechnie za Prusaków po "wasserpolsku" mówiących. Trzeba było rzucić hasła narodowe w wyborach do Reichstagu, wybrać z Górnego Śląska posłów polskich, którzyby wstępując do Koła Polskiego w Reichstagu zamanifestowali przynależność Górnoślązaków do narodu polskiego i podzielanie jego ideałów. Rzucam w świat broszurę "Precz z centrum z Górnego Śląska". Biegam z wiecu na wiec, z zgromadzenia na zgromadzenie. Rozpętała się walka na całej linii w kraju, w parlamentach berlińskich głośnym odzywała się echem, lojalistyczni i ugodowi posłowie Koła Polskiego wypierali się nas a ugodowa prasa polska traktowała nas jako prowokatorów. Szczególnie ciężką trzeba było staczać walkę z własnymi rodakami, którzy stali w niemieckim obozie centrowym i politykę młodych uważali za szaleństwo. Zaraz na początku tej pracy spotyka mnie twarda ręka "sprawiedliwości" pruskiej. Za artykuły zamieszczone w "Pracy" poznańskiej z wyroku sądu pruskiego więziono mnie przez blisko 5 miesięcy w centralnym więzieniu we Wronkach, gdzie mnie zakutego jak zbrodniarza w kajdany, odtransportowano, głowę mi jak złoczyńcy ogolono i ubrano w mundur więzienny. Gdym opuścił więzienie pruskie, wróciłem do Katowic dozorowany na każdym kroku przez policję. Zostałem jednym z redaktorów "Górnoślązaka", założonego podczas mego pobytu w więzieniu. Walka polityczna i narodowa, walka wyborcza wrzała w całej pełni. Pisywanie artykułów, bieganie z wiecu na wiec, z posiedzenia na posiedzenie, organizowanie ludu, udzielanie porad wypełniało mi jeden dzień po drugim. Szykany policji, procesy nie ustają, dość powiedzieć, że pod rządami pruskimi byłem coś 70 razy karany za przestępstwa polityczne. Ile godzin spędziłem na przesłuchaniach, ile razy były za mną wysyłane listy gończe, ile grzywien się napłaciłem. Walka była ciężka. W Siemianowicach polała się krew. Pod kulami żandarmów pruskich legli 'nasi zwolennicy, ponosząc śmierć i rany. Potem dziesiątki lat więzienia na naszych demonstrantów. Ojciec i brat znaleźli się w więzieniu pruskim. Zarabiałem coś 200 marek miesięcznie, które biedne wydawnictwo wypłacało mnie jak i innym współpracownikom, ratami po kilka marek. Do nadchodzących wyborów nasz komitet wyborczy zamianował mnie kandydatem w okręgu Katowicko-zabrskim, bez nadziei zwycięstwa, tylko dla policzenia głosów polskich. Wskutek rozbicia głosów niemieckich dostaję się do wyborów ścisłych z centrowcem Letochą i przy poparciu socjalistów wychodzę z walki zwycięsko jako pierwszy narodowy poseł polski ze Śląska. W dzień zwycięstwa masy polskie opanowały ulice Katowic i po raz pierwszy zabrzmiała melodia "Jeszcze Polska, nie zginęła". Odbiło się to głośnym echem po całej Polsce, która dowiedziała się dopiero, że na Górnym Śląsku żyje lud polski czujący po polsku. Głośniejsze bodaj jeszcze echo wypadków było w Niemczech, w prasie i w opinii publicznej iw parlamentach berlińskich.

Posłowanie w Berlinie.

Rozpoczął się dla mnie okres walki z Rządem niemieckim i pruskim, który miał potrwać lat 15, aż do klęski Niemiec w wojnie światowej. Było to dla mnie życie pełne emocji, chwilki nie zaznałem spokoju, ani razu nie miałem wakacji i wytchnienia, na setkach wieców i zgromadzeń byłem, dziesiątki mów wygłaszałem w parlamencie, zacięte staczałem boje, które głośnym odbijały się echem w kraju. Wszystko com miał i zarabiał, wydawałem na utrzymanie gazety. A starsi wiedzą, co znaczyło wówczas wydawanie gazety narodowej na Górnym Śląsku  z jakimi ofiarami, kosztami i stratami to było połączone. Wyklinali mnie księża niemieccy z ambon, odmówili mi ślubu, by mnie skompromitować. Jednakże wnet po pierwszym zwycięstwie w okręgu Katowicko-zabrskim niemal wszystkie okręgi górnośląskie zostały zdobyte przez posłów polskich, którzy wstąpili do koła polskiego. Tyle tylko mogę powiedzieć, że gdyby nie nasza praca, gdybyśmy nie zdobyli byli mandatów górnośląskich dla Koła Polskiego i gdyby nie nasze, a przede wszystkim moje reklamowanie Górnego Śląska dla Polski z trybun parlamentarnych w Berlinie, podczas rokowań pokojowych w Wersalu nie byłoby mowy o prawach Polski do Górnego Śląska i jęczelibyśmy byli dziś jeszcze pod jarzmem pruskim.

Lata wojny światowej.

A potem lata wojny światowej! Com przeżył i com przecierpiał! Niemcy wszczynając pożar światowy, nie spodziewali się, że Anglia stanie przeciwko nim. Wypowiedzenie wojny przez Anglię nastąpiło podczas pierwszego posiedzenia parlamentu po wybuchu wojny światowej. W rządzie niemieckim krok Anglii wywołał popłoch. Szukano w pierwszej chwili sojuszników wszędzie. Polaków sobie przypomniano. Posłano i po mnie i ubolewano nad dotychczasową polityką antypolską, obiecywano poprawę i wskrzeszenie Polski w razie zwycięstwa. 
Łudzono nas i ja się łudziłem przez kilka miesięcy wierząc niemieckim obietnicom. Gdy doszedłem do przekonania, że mnie łudzono i oszukiwano, listownie rządowi niemieckiemu zapowiedziałem swe przejście do opozycji i potem publicznie z trybuny sejmowej otwarcie wyznałem. że byłem zbyt łatwowierny, że się łudziłem, że pozwoliłem się oszukać Komitetowi Narodowemu w Krakowie, którego referentem byłem, doniosłem, że ufanie obietnicom niemieckim jest szkodliwe, że przy pomocy Niemiec naród polski nigdy nie może spodziewać się odzyskania swej niepodległości.  - I rozpocząłem na terenie berlińskim walkę o odwieczne prawa narodu naszego, którą wszyscy jeszcze mają w pamięci. I z trybuny sejmowej i przez wpływanie na prasę i w kołach pacyfistycznych i w szeregach socjalistów. Przemówienia moje przypomniały zagranicy, że pod panowaniem pruskim żyją Polacy, którzy pragną złączenia z narodem polskim w niepodległym państwie polskim. W kraju zaś mój głos w chwilach najcięższych krzepił serca rodaków i podtrzymywał wiarę w lepszą przyszłość. Stale byłem przez lata pod dozorem policji, przedmiotem dochodzeń i szykan na każdym kroku . Mogę powiedzieć, że życia nie byłem pewien. Gdy tak walczyłem o przyłączenie b. zaboru pruskiego do niepodległej Polski, ci, którzy mnie dziś usiłują zdeptać i zmarnować moralnie i materialnie przybywali do Berlina zapewniać rząd niemiecki, że wyrzekają się Górnego Śląska, Poznańskiego i Pomorza. A inni w pisemkach wydawanych w Szwajcarii denuncjowali mnie i innych Polaków u rządu niemieckiego, że służę entencie.

Zmartwychwstanie Polski.

Po klęsce Niemiec wracam da Poznania. Biorę udział W organizowaniu Sejmu dzielnicowego w Poznaniu, krzątam się w Warszawie około przekształcenia socjalistycznego rządu Daszyńskiego, a po jego dymisji Moraczewskiego, na rząd narodowy, niestety bez skutku. 
Wracam do Poznania i tu jako jeden z komisarzy Naczelnej Rady Ludowej jadę do Gdańska po wracającego do kraju p. Paderewskiego i przywożę go do Poznania. Przyjazd jego stał się hasłem do powstania wielkopolskiego. Jako komisarz dla spraw wojskowych mam pewne zasługi około zorganizowania walki z Niemcami i utworzenia armii wielkopolskiej, która wypędziła nie tylko Niemców z większej części Wielkopolski, ale uratowała Lwów i Wschodnią Małopolskę od opresji rusińskiej. Z Poznania wysyłam ludzi na Śląsk dla tworzenia organizacji wojskowych i zaopatruję ich w potrzebne środki pieniężne. Dzięki mej znajomości obcych języków prowadzę rokowania z aliantami, prowadzę również polecone mi rokowania z Niemcami. W Bydgoszczy będącej wówczas jeszcze w ręku grencszucu, ledwo unikamy śmierci z rąk rozjuszonych band niemieckich. Z ramienia rządu polskiego razem z ministrem Władysławem Wróblewskim i posłem Diamandem prowadzimy rokowania z rządem niemieckim nad wykonaniem Traktatu wersalskiego. Wybucha wtedy lekkomyślnie wywołane pierwsze powstanie górnośląskie. Naszych biednych ludzi Niemcy katują i setkami więżą i uprowadzają w głąb Niemiec. Spowodowaliśmy wysłanie na Śląsk komisji międzysojuszniczej, któraby zapobiegła pastwieniu się Niemców nad naszą biedną ludnością: Zawieramy z rządem niemieckim układ amnestyjny, który setkom biedaków wraca wolność i chroni ich przed sądami i karami niemieckimi. 

Plebiscyt i powstania górnośląskie.

Przychodzi narzucony nam plebiscyt na Górnym Śląsku. Mej pracy, jako komisarz plebiscytowy nie potrzebuję się wstydzić. Gdym przyjechał do Bytomia, nie zastałem nieomal nic. Zorganizowałem cały aparat komisariacki celowo i planowo, zajmując się nie tylko propagandą, ale przygotowując już przyszłą administrację. Armia kilku tysięcy pracowników zależała ad mych rozkazów. Nie potrzebuję się o tej pracy rozpisywać, bo jest jeszcze w świeżej pamięci. Przypomnę  tylko, że przez całe miesiące życie moje było zagrożone, ile zamachów na mnie urządzali Niemcy, ile razy kule świstały mi około uszu, jak tysiączne tłuszcze napadły na mnie w Lomnicu. oblegały mnie przez pół nocy, jak ostatecznie podpalili Lomnic, zapalając beczki z benzyną. Cudem uratowałem życie z garstką dzielnych obrońców. Milionowe nagrody Niemcy wyznaczali za moją głowę. milionami złota byliby mnie kupili. 
Wbrew opinii przywódców partii, po zamordowaniu śp. dr. Mielęckiego w Katowicach, ja dałem rozkaz do wszczęcia generalnego strajku i drugiego powstania, wskutek czego zdołaliśmy usunąć niemiecką policję z terenu plebiscytowego i uzyskać pewną kontrolę nad administracją. A gdy po plebiscycie groziła nam utrata obwodu przemysłowego, nikt inny tylko ja dałem hasło do wybuchu trzeciego powstania w przeddzień konferencji Rady ambasadorów w Londynie, gdzie miano przyznać nam tylko Pszczynę i część powiatu rybnickiego. Przeszkodziłem temu na czas przez wywołanie powstania. Bez dostatecznych środków pieniężnych. bez wystarczającej aprowizacji, mimo nacisku ze strony rządu polskiego, by powstanie natychmiast likwidować, zdołałem je podtrzymać przez kilka miesięcy, a co nie mniej ważne, zdołałem utrzymać w ruchu wszystkie warsztaty pracy i mimo toczących się walk zapewnić ludności pracę i chleb. Gdy niedołężni wojskowi przywódcy powstania przegrali bitwę pod Górą św. Anny i linie powstania się załamywały, gdy dobrze zorganizowani Niemcy pod wodzą doświadczonych generałów tak na szeregi powstańców napierali, że w 48 godzinach mogliby byli stanąć w Mysłowicach, ja robotą dyplomatyczną wobec Komisji Międzysojuszniczej doprowadziłem do zawieszenia broni i rozejmu i uratowałem nie tylko powstańców, lecz całą sytuację. Fałszerze historii dziś śmią twierdzić, że przez to zaprzepaściłem Opole i Odrę. Gdyby nie te moje zabiegi dyplomatyczne. toby dziś Katowice nie były polskimi. 
Gdyśmy tu walczyli o każdą piędź ziemi polskiej, która więcej jest warta, niż całe powiaty na Rusi. odpowiedzialni sternicy naszego państwa szukali szczęścia i sławy pod Kijowem, by później bronić Polski przed bolszewikami aż pod bramami Warszawy. Niemcy zaś ludności Górnośląskiej co dzień obwieszczali o upadku Warszawy, ryczeli nam pod oknami: "Finis Poloniae” (koniec Polski) a setkami i tysiączkami marek polskich oblepiali narożniki ulic i dyskretne lokale w restauracjach. W takich warunkach zdobywaliśmy Górny Śląsk dla Polski. 
Zdobyliśmy najcenniejszą część jego i poszliśmy do Polski dobrowolnie, przynosząc jej w darze bogate wiano i dając państwu naszemu podstawę do jego mocarstwowego stanowiska. Gdy Polska Śląsk odebrała, z oficjalnych jej czynników nikt mi ani słówkiem za moja pracę nie podziękował. ani jednego wyrazu uznania pod moim adresem nie wypowiedział. 

Po przyłączeniu Śląska do Polski.

Dożyliśmy nareszcie wielkiej dziejowej chwili, gdy żołnierz polski wkraczał na nasz kochany, z jarzma pruskiego wyzwolony Górny Śląsk. Ogarnął nas wszystkich szal entuzjazmu. Spełniło się, o cośmy walczyli i krew przelewali. Dla mnie był to najpiękniejszy dzień życia, kiedy wojska polskie wkraczały do Katowic, kiedy na rynku stolicy nowego województwa odbywały się wspaniałe uroczystości przejmowania Śląska przez Polskę. Było to spełnieniem marzeń mego życia i najpiękniejsza nagrodą za mą pracę.
Po przejęciu Śląska żyliśmy przez długi czas w szale patriotycznym, jedna uroczystość goniła drugą i jedna parada następowała po drugiej. Szerokim masom zdawało się, że teraz już nastał raj u nas. 
Z lękiem w sercu patrzałem w przyszłość, zdawałem sobie sprawę z tego, że Polska jest krajem wyniszczonym przez wojny, że jej warsztaty pracy po miastach i wsiach znajdują się w ruinach, że mozolnie wznosi dopiero swój gmach państwowy, w dodatku z materiału nieprzygotowanego i nieudolnego, że jej sytuacja finansowa jest opłakana, że jej brak kapitału do rozbudzenia życia gospodarczego. że przyjdzie gorzki czas otrzeźwienia i rozczarowania, zacznie rodzić się niezadowolenie wśród naszej głodnej ludności. 
Pociągnięcie nowych granic, bynajmniej nie oznaczało jeszcze wcielenia Górnego Śląska do Polski. Najważniejszem zadaniem było gospodarcze połączenie Śląska z Polską. Podczas plebiscytu Niemcy wojowali głównie argumentem, że Polska zniweczy ten trzeci co do wielkości obwód przemysłowy na kontynencie, ten kolosalny organizm gospodarczy jakim jest przemysł górnośląski, że zamkną się warsztaty pracy, że zapanuje nędza, niezadowolenie mas, które może się wyładować w sposób szkodliwy dla państwa polskiego. Powiedział podczas plebiscytu stary nasz wróg Lloyd George o nas: "Małpie nie trzeba dawać zegarka, bo go zepsuje". Sytuacja Górnego Śląska była niezmiernie trudna. Włączenie Śląska do Polski stanowiło istną rewolucję, bo zrywało wiekowe więzy gospodarcze, handlowe i finansowe z Niemcami, zmuszając do nawiązania stosunków nowych z Polską, gospodarczo i politycznie nieznaną, a co najważniejsze stanowiącą rynki zbytu dla naszego węgla i żelaza nie dosyć pojemne. Państwo polskie było wówczas wyniszczone, finansowo słabe. O zdolności konsumpcyjnej niesłychanie małej. Zdawałem sobie sprawę z tego, że gdy nastaną ciężkie czasy, gdy rzesze bezrobotnych wylegną na ulice. gdy bieda zajrzy do chat naszego ludu, to całą odpowiedzialność zrzucać będą na mnie, bo za moim głosem ten lud szedł, bo mnie wierzył, gdym go prowadził przez ćwierć wieku do Polski. Wiedziałem, że niesumienni agitatorzy rzucą się na mnie i będą masy podburzać przeciwko mnie. Lecz, nie w swej obronie, a dla dobra Polski, wszystkie swe siły poświęciłem zabiegom o utrzymanie naszych warsztatów pracy. 
Po przejęciu Śląska nie brakło takich, którzy od razu chcieli w sposób gwałtowny zmienić całą administrację w przemyśle, ponieważ była niemiecką. Kandydatów na dyrektorów było bez liku, ludzi nieznających naszych stosunków, naszego ludu, przybywających nieraz z daleka, którzy zgłaszali swoje kandydatury, poczytując sobie nieraz za jedyną zasługę i rekomendację fakt, że urodzili się Polakami. Sprzeciwiałem się temu, uważałem, że takie nagłe, brutalne nieoparte na rzeczywistych kwalifikacjach zmiany musiałyby zdezorganizować delikatną maszynę ustroju naszego przemysłu i doprowadzić do katastrofalnego upadku warsztatów pracy ludu naszego. Stan rzeczy w przemyśle, wytworzony w długoletnim rozwoju, zdaniem moim, tylko powoli i przez systematyczną celową politykę, mógł ulec zmianie. Administracja przemysłu tylko powoli mogła przejść w polskie ręce. Wiem, że sobie narobiłem wrogów bez liku, wśród tych zawiedzionych kandydatów na dyrektorów, którzy tu napływali z całej Polski, z Rosji, Austrii i Bóg wie skąd. Mój system powolnej i roztropnej polityki miał rezultaty daleko pomyślniejsze od tych, którymi mogą się poszczycić zwolennicy zmian gwałtownych. Dzięki moim zabiegom dziesiątki, jeśli nie setki Polaków dostało się do przemysłu i to często na kierownicze stanowiska. Dzięki moim zabiegom w władzach Związku Górniczo-Hutniczego zasiada dziś taka liczba uczciwych Polaków, że tylko nieuczciwi i zaślepieni demagodzy mogą posądzać Zw. Górn.Hutn. o usposobienie wrogie dla państwa polskiego. 
Z jakiego tytułu mieszałem się do spraw Zw. Górniczego? Z obowiązku obywatelskiego i w charakterze prezesa Rady nadzorczej Spółki Dzierżawnej Państwowych Kopalń Skarbowych, która jest członkiem tego związku. 
Po pierwszej fazie inflacyjnej i pozornym dobrobycie nastąpiło w Polsce ciężkie przesilenie gospodarcze, które szczególnie odbiło się na Górnym Śląsku. W całej pełni przesilenie rozwinęło się za rządów p. Grabskiego Władysława w Ministerstwie Skarbu. Ten Minister Skarbu nie znał Górnego Śląska, nie zrozumiał i lekceważył jego znaczenie dla Polski, nie zdawał sobie sprawy z międzynarodowej doniosłości Górnego Śląska, nie rozumiał duszy ludu górnośląskiego. Traktował on Śląsk jako kolonię eksploatacyjną. 
Przedsiębiorstwa przemysłowe Górnego Śląska przyszły do Polski niemal bez długów. Za rządów Wł. Grabskiego zadłużyły się na przeszło 120 mil. fr. zł. A wszyscy mają w świeżej pamięci, w jaki sposób nakładano na Górny Śląsk podatek majątkowy i jak wymierzano podatek dochodowy. Podatek dochodowy wymierzano tak, że niektórym towarzystwom za jeden rok wymierzono tyle podatku dochodowego, ile wynosił cały ich kapitał zakładowy. Nadzwyczajne komisje trapiły przedsiębiorstwa nasze, a pod wpływem Związku Przemysłowców b. zaboru rosyjskiego prasa stołeczna jak również i prasa lewicowa krzyczały o oszustwach podatkowych na Śląsku. Tymczasem Skarb większą część procesów podatkowych przegrał przed Trybunałem Administracyjnym, lub wolał się ugodzić przed wyrokiem z podatnikami. Władze skarbowe na kopalniach i hutach zajmowały maszyny, zwały węgla, samochody, wszystko co było pod ręką. Miejscami robotnicy czynnie się sprzeciwiali licytacjom zajętych przedmiotów. Niektórym przedsiębiorstwom jak n. p. Katowickiej Spółce Akcyjnej, zatrudniającej kilka tysięcy robotników, władze skarbowe groziły ogłoszeniem bankructwa i pięknego dnia p. Grabski nie mogąc wyciągnąć żądanych sum zakazał dyrekcji kolejowej w Katowicach podstawiać wagony na kopalnie. Słowem, była to rozpaczliwa sytuacja. Mieliśmy przeszło 80 000 bezrobotnych. Liczba robotników zatrudnionych w przemyśle śląskim zmalała o 40 proc. Rynki zbytu bezustannie się kurczyły. Niektóre przedsiębiorstwa, szczególnie w hutnictwie żelaznym, można było dostać za darmo, byle przejąć ich długi, ale nawet na to amatorów nie było. 

Bezrobotni przymierali z głodu. Użyłem wówczas całego swego wpływu, aby im dostarczyć pomocy i z mojej inicjatywy przedsiębiorstwa dały im przynajmniej węgiel i kartofle na zimę. Później władze skarbowe wymierzyły Od tych darowizn podatek dochodowy przedsiębiorstwom tak, że nie można się dziwić, iż tej akcji dobroczynnej zaniechały w latach następnych. Ile razy zarobki robotnicze malały i były niewystarczające, interweniowałem u pracodawców o ich podwyżkę. Mimo ciężkiej sytuacji zdołałem nakłonić najróżniejsze przedsiębiorstwa do poważnych ofiar na oświatę, robotę społeczną, popieranie sportu i ćwiczeń cielesnych. Jako prezes Rady Nadzorczej "Skarbofermu" miałem obowiązek współpracowania z przemysłem, a jako ten, dzięki którego pracy, w bardzo znacznym stopniu, Śląsk dostał się Polsce, musiałem czuwać nad tym, by warsztaty pracy ludu naszego nie zamarły i nie zamieniły się w ruinę, by przepowiednie Niemców z czasów plebiscytu się nie sprawdziły. 

A przy tym ten sam p. Władysław Grabski korzystał nieraz z moich starań. Pięknego dnia przysłał do mnie wysokiego urzędnika Ministerstwa, bym mu się wystarał o kilka milionów dolarów z przemysłu, bo zapas dewiz był zupełnie wyczerpany. Postarałem się o co mogłem. Przemysłowcy częściowo ostatnie resztki pozbierali, częściowo szli pożyczać i oddali rządowi co mogli, a wtedy nie było jeszcze obowiązku oddawania dewiz. Zaproponowałem p. Grabskiemu zawarcie umowy, na mocy której przemysł górnośląski zobowiązał się dobrowolnie do oddawania dewiz skarbowi. A gdy chodziło o pozyskanie funduszów, by wprowadzić złotego zamiast zamierającej marki polskiej, dzięki mej interwencji przemysł górnośląski dobrowolnie jako pierwsza z grup gospodarczych złożył największą z wszystkich zaliczek na poczet podatku majątkowego, wprawdzie w postaci weksli opiewających na franki złote, gdyż był wyczerpany już z wszelkiej gotówki. A gdy chodziło o założenie Banku Polskiego znowu ja ten przemysł zdołałem nakłonić do rozebrania wielkiego pakietu akcji, tak, że przed ostatnim podwyższeniem kapitału Banku, Górny Śląsk razem z Poznańskiem miewał na walnych zebraniach zawsze większość. Słowem. czyniłem co mogłem, aby powoli administracja tego przemysłu przechodziła w ręce polskie. aby przemysł ten zaprząc do rydwanu polskiej polityki państwowej, aby utrzymać w ruchu warsztaty pracy i niedopuszczać do wzrostu liczby bezrobotnych. Demagodzy z prawa i z lewa, którzy pracę patriotyczną upatrują tylko w wymyślaniu Niemcom dlatego jedynie, że się urodzili Niemcami i nie badają, czy przynoszą przez to szkodę lub korzyść, którzy cel swej działalności widzą tylko w sianiu nienawiści społecznej i podjudzaniu klas społecznych, by sobie w ten sposób zdobyć popularność i zapewnić mandaty, lub inne stanowiska, tę moją pracę wybitnie społeczną i państwową nazywają wysługiwaniem się Niemcom. Albowiem uporczywie przemysł górnośląski nazywają przemysłem niemieckim, chociaż jest on w Polsce i skarby polskiej ziemi wydobywa i przerabia rękami polskiego pracownika. Dobry obywatel polski na przemysł górnośląski może się tylko zapatrywać jako na warsztaty pracy ludu naszego, na źródło dochodów państwowych i podstawę mocarstwowego stanowiska państwa naszego. Demagodzy nie mówią nigdy nic o tym, że żaden większy przemysł w Polsce, jeśli chodzi o inwestowany w nim kapitał, nie zasługuje na nazwę przemysłu rdzennie polskiego. W Zagłębiu Dąbrowskim pracuje kapitał francuski, belgijski, niemiecki itd., w przemyśle włókienniczym tak samo kapitał jest francuskim, angielskim, belgijskim, niemieckim, w przemyśle naftowym również przeważa kapitał zagraniczny. Nie nasza to zresztą wina, że Polska jest krajem bez kapitału. Na długi czas przed strajkiem angielskim i przed wygaśnięciem prawa wywozu naszego węgla do Niemiec spowodowałem wysłanie specjalisty węglowego do Anglii, brata znanego posła socjalistycznego, by zbadał stosunki węglowe w Anglii i stwierdził, czy możliwa jest konkurencja naszego węgla z węglem angielskim. Sam, w towarzystwie specjalistów jeździłem. do Włoch, na Węgry, do Rumunii, by badać możliwości zbytu naszego węgla w tych krajach, a przez to przysporzenia pracy naszemu ludowi. Nie wiem, kto lepiej służy ludowi, czy ten co na zgromadzeniach uprawia demagogię i ludowi nieziszczalne robi obietnice, czy też ten, który rzetelnie stara mu się o pracę, jak to ja uczyniłem. Pyskaty demagog chlubi się swą walką z kapitalistami, którą ani dnia pracy robotnikowi i ani grosza zarobku mu nie przysporzy, a o mnie mówi, że się wysługuję kapitalistom. 

Polska nie jest w stanie zużyć produktów naszego przemysłu. Musimy zawsze wielką część ich sprzedawać zagranicę i dlatego musimy być zwolennikami wolnego handlu, względniee ceł umiarkowanych. Przemysł b. Królestwa Polskiego wychuchany w cieple rosyjskich wysokich ceł protekcyjnych, zgrupowany w tak zwanym "Lewiatanie", używa wszelkich godziwych i niegodziwych środków, by i Polska prowadziła politykę wysokich ceł i by państwo pomagało mu subwencjami. Jest to sztuczne popieranie przemysłu kosztem ogółu obywateli i to jest źródłem drożyzny. "Lewiatan" umiał obsadzić wszystkie ważne placówki ludźmi, którzy może nieświadomie, a jednak ze szkodą dla Śląska popierają jego politykę. "Lewiatan" też głównie judził przeciwko przemysłowi śląskiemu i w czasach, gdyśmy mieli dziesiątki tysięcy bezrobotnych, gdy nasze huty świętowały, wojował przeciwko oddawaniu zamówień hutom śląskim, bo "nie wolno poopierać Niemców". A tymczasem nasz hutnik z głodu umierał, do państwa się zniechęcał, do niemieckich organizacji wstępował, bo tam otrzymywał wsparcie, dzieci do niemieckich szkół posyłał i na złość rządowi przy wszelkich wyborach na Niemców głosował. 

Wszelkie podatki "Lewiatan" przez swoich ludzi w Sejmie umiał tak uchwalać, że niesłusznie duża ich część spadała na Śląsk, Poznańskie i Pomorze. Zachodnie Województwa są chlubą Polski, najwięcej w stosunku do swej ludności płacą podatków, najwięcej dostarczają dewiz, najwięcej pracują, mają ludność najwięcej państwowo uświadomioną, lecz mimo to - ich wpływ w państwie jest jeszcze minimalny, tak w rządzie, jak i w Sejmie. Tam rządzą niepodzielnie wpływy Wschodu. Dla ratowania Śląska i celem uniemożliwienia "Lewiatanowi" szkodzenia mu hasłami demagogiczno-nacjonalistycznymi, oraz dla poddania polityki gospodarczej przemysłu śląskiego kontroli czynników polskich, poddałem myśl stworzenia organizacji gospodarczej obejmującej Śląsk, Poznańskie i Pomorze. Po długich pertraktacjach myśl moja została zrealizowana, a dziś ta organizacja uzyskała już pewne wpływy i poważnie się z nią liczą w Warszawie. 
W czasach najrozpaczliwszego położenia na Górnym Śląsku ministrowie koledzy p. Wł. Grabskiego uradzili, by niedoceniany w swej wartości przez społeczeństwo polskie innych zaborów przemysł górnośląski, szukał zbliżenia do prasy tak na prowincji, jak przede wszystkim w stolicy. 

Na G. Śląsku przed 4 laty była taka sytuacja, że prasa polska zamierała. Nie przesadzę twierdząc, że gazety polskie najwyżej miały 17-18 000 czytelników, a prasa niemiecka ta krajowa. jak nadchodząca z zagranicy co najmniej 50 000. Ludność zarabiająca marnie, dziesiątki tysięcy bezrobotnych, dziesiątki tysięcy inwalidów zamierających z głodu, coraz więcej zniechęcali się do Polski i dla protestu przeciwko tym stosunkom przechodzili do obozu niemieckiego. Redaktorzy polskich pisemek, stojących na niesłychanie niskim poziomie, bez powodzenia zwalczali grożące państwu niebezpieczeństwo. Przeważnie młodzieńcy przybyli z innych dzielnic, pozbawieni znajomości zagadnień gospodarczych, kraju i ludzi sądzili że codziennym podjudzaniem nacjonalistycznym i społecznym zwalczają grożące państwu niebezpieczeństwo, przez co tylko jeszcze sytuację pogarszali. Głównie bili we mnie przedstawiając moją pracę wybitnie państwową, jaką wysługiwanie się kapitalistom obcym. 

W tej ciężkiej sytuacji założyłem "Polonię" jako pismo poważne, które miało roztrząsać zagadnienia gospodarcze i ułatwiać ich zrozumienie szerokim masom, być wyrazem potrzeb Górnego Śląska, a równocześnie przeciwdziałać szkodliwemu szerzeniu nienawiści społecznej i nacjonalistycznej. Pismo stanęło na gruncie chrześcjańsko-społecznym i uwypukla wspólne interesy kapitału i pracy, albowiem nasze warsztaty pracy mogłyby być uratowane i utrzymane tylko wspólnym wysiłkiem pracodawców i robotników, tylko ten wspólny wysiłek mógł dać pracę bez'robotnym i lepszy byt wynędzniałym masom robotniczym. 

Twierdzę, że .,Polonia" w znacznym stopniu cel ten osiągnęła. Jest dziś najpoważniejszym i największym pismem na Górnym Śląsku. Widocznie tendencje jej odpowiadają potrzebom ludności. Na założenie "Polonii" poświęciłem wszystkie moje oszczędności, zaciągnąłem bardzo poważne kredyty i do dnia dzisiejszego nie wziąłem z niej ani grosza zysku, zużywając cały jej dochód na spłacanie długów inwestycyjnych. 

Nieco później nadarzyła się sposobność nabycia "Drukarni Polskiej" i "Rzeczypospolitej" w Warszawie, które były własnością p. Paderewskiego. Przemysł nasz, w myśl rad udzielanych przez wysokich dostojników, chciał nabyć pismo w Warszawie, aby opinię publiczną i rząd stale informować o znaczeniu Górnego Śląska dla Polski i jego potrzebach. Ponieważ Zw. Górn.-Hutniczy, jako związek zarejestrowany nie może nabywać przedsiębiorstw zarobkujących, musiał ktoś kupić i "Drukarnię Polską" i "Rzeczpospolitą"' na swoje nazwisko. W charakterze prezesa Rady Nadzorczej "Skarbofermu" musiałem współpracować z tym związkiem i w tym charakterze, jako pełnomocnik związku, kupiłem kamienicę w śródmieściu Warszawy, "Drukarnię Polską" i "Rzeczpospolitą" na moje nazwisko. Udowodniłem książkami kupieckimi i zeznaniami świadków, że osobiście nie miałem żadnych korzyści z roli pełnomocnika, nie brałem żadnego wynagrodzenia, a za to miałem bardzo wiele kłopotów i pracy z tym wszystkim. Pod względem politycznym jedno i drugie pismo było i jest zupełnie niezależne od nikogo, na redaktorów nikt nacisku nie wywierał, a jedyną wskazówką było, by redagowali pisma w kierunku chrześcijańskim i umiarkowanym, wysuwając na pierwszy plan potrzeby Górnego Śląska. Jeśli dziś rząd większe okazuje zrozumienie dla potrzeb Górnego Śląska, to zawdzięczać to należy w głównej mierze pracy "Polonii" i "Rzeczypospolitej". Oczywiście, że nie mogłem i nie byłem w stanie pokrywać z własnej kieszeni wszystkich wydatków na założenie i wydawanie tych pism. Musieli część kosztów ponosić ci, którzy przede wszystkim mieli obowiązek, by opinię publiczną informować o Śląsku i jego potrzebach. 

Ja się tej mojej pracy w interesie utrzymania przemysłu górnośląskiego nie wstydzę, przeciwnie, poczytuję ją sobie za zasługę, boć ratowałem przez to warsztaty pracy ludu naszego i walczyłem o to, by nasi sąsiedzi zachodni nie mogli powiedzieć, że sprawdziła się ich przepowiednia, że Polacy zmarnowali wielki przemysł górnośląski, który rzekomo oni stworzyli, Nie działałem ani jako poseł, ani jako publicysta, lecz jako człowiek zajmujący odpowiedzialne stanowisko w tym przemyśle, jako człowiek poczuwający się do ciężkiej odpowiedzialności za losy tego Śląska, który w znacznej części dzięki mojej wieloletniej pracy połączył się z Polską, zresztą jako Ślązak, który z troską patrzył na to, jak wskutek nieznajomości znaczenia Śląska i jego potrzeb przez sfery rządzące kraj ten upadał i dziesiątki tysięcy moich braci popadało w nędzę, pozbawionych chleba i pracy. 

I za tę moją pracę bezinteresowną nierozumni młodzieńcy i zawodowi oszczercy śmieli mnie nazwać jurgieltnikiem niemieckim. Po mojej 35-letniej pełnej mozołów i ofiarności pracy dla Polski mieli sromotną odwagę posądzić mnie publicznie o to, że sprzedaję Polskę ościennemu państwu, wrogiemu Polsce, a ludzie nieznający Śląska, nierozumiejący mej roli, pozbawieni znajomości życia potrafili nazwać mą pracę nielicującą z godnością posła i publicysty polskiego. 

Udowodniono zeznaniami świadków cywilnych i wysokich urzędników państwowych, że Związek Górn.-Hutn. nie prowadzi żadnej polityki wrogiej państwu polskiemu, że zasiadają w nim obok Niemców - obywateli polskich, Francuzów, Amerykanów uczciwi Polacy w pokaźnej liczbie. Udowodniono, że nie ma on żadnych stosunków z niemieckim Związkiem Górniczo-Hutniczym z Gliwic, z którym raczej walczy. Udowodniono, że, oszczerstwem jest twierdzenie, jakoby miał jakąś styczność z rządem Rzeszy niemieckiej. Dyrektor departamentu górnictwa i hutnictwa w Ministerstwie Przemysłu i Handlu podkreślił w swych zeznaniach, że górnośląski Związek Górniczo-Hutniczy okazuje bardzo często większe zrozumienie dla potrzeb rządu i państwa, niż jakakolwiek inna organizacja gospodarcza w Polsce. 

Faktem jest, że przemysł górnośląski daje poważne subwencje na nasze potrzeby narodowe i społeczne i tak n. p. na Instytut Chemiczny w Warszawie, powołany do życia przez p. Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego, na budowę Akademii Rolniczej w Krakowie, na Czytelnie Ludowe, na Wystawę Krajową itd. Czyżby która z tych instytucji brała te pieniądze, gdyby przemysł ten uprawiał politykę wrogą państwu? Pisma rządowe, jak wychodzący w Warszawie organ Ministerstwa Spraw Zagranicznych lub organ Ministerstwa Przemysłu i Handlu, biorą od Górnośląskiego Przemysłu stałe subwencje, a inne pisma, nie wyłączając pism sanatorskich, jak "Polska Zachodnia" ubiegają o zapomogi u tego przemysłu w postaci dobrze płatnych całoostronnych ogłoszeń. 
Pisemka, jak "Polska Zachodnia" otrzymują te ogłoszenia jedynie dlatego, by nie prowadziły oszczerczej kampanii przeciwko temu przemysłowi, który niema poza tym żadnej uzasadnionej potrzeby ogłaszania się w takich "organach". 
W tych warunkach napaści na mnie kwalifikują się jako podłe oszczerstwa podyktowane jedynie i wyłącznie nienawiścią partyjną i chęcią ubicia niewygodnego przeciwnika politycznego. 

Bezwstydność tej oszczerczej kampanii, przeciwko mnie przez ostatnie lata prowadzonej, która doszła teraz do punktu kulminacyjnego przynosi hańbę zacietrzewionym partyjnikom sanacyjnym i lewicowym, nawet w oczach Niemców, którzy upatrują w tym upadek i rozkład obyczajów politycznych w Polsce. 

Sam muszę wyznać szczerze, że o innej Polsce wolnej i niepodległej śniłem, że ani na chwilę nie przypuszczałem, że, taki mnie w niej los spotka. Nie należę do ludzi, którzy orientują się według wskazówki chorągiewki na dachu, skąd wiatr wieje. Gdy jestem przekonany, że mam słuszność, nieugięcie z całą zaciętością śląską walczę o swój pogląd i w tej walce ryzykuję wszystko. Wiedzą to moi przeciwnicy, dlatego mnie się boją i nie przebierają w środkach. Podnieca ich w dodatku zazdrość, że o własnych siłach i dzięki własnej pracy zdołałem się wybić na to stanowisko, które zajmuję. Jak każdy śmiertelnik nie jestem bez błędów i ułomności, ale przeciwnicy moi wady i niedomagania moje wydymają od razu do rozmiaru zbrodni. Jakich obłudnych środków się nie chwytano w walce ze mną? Gdy sobie przypominam szczegóły tej obłudnej i perfidnej kampanii, bierze mnie uczucie obrzydzenia i pogardy bezbrzeżnej. 

Nasamprzód świadomie łgano, przedstawiając mnie jako najbogatszego człowieka w Polsce, który zarobił liczne miliony! Z bezczelnością niebywałą rozszerzano wiadomości na łamach pism, że jestem właścicielem kopalń, że zakupiłem w Poznańskiem 100 000 morgowy majątek krotoszyński, że nabyłem w Krakowie "Grand Hotel", że posiadam w Zakopanem kilkanaście willi, że mam jakieś pałace w Szwajcarii, a w bankach zagranicznych miliony dolarów. Wszystko to okazało się wierutnym kłamstwem i oszczerstwem, by podjudzić przeciwko mnie. W raportach urzędowych i w interpelacjach sejmowych twierdzono, że jestem członkiem rad nadzorczych wszystkich towarzystw przemysłowych na Śląsku, urzędowo musiano potem stwierdzić, że jest to pospolite kłamstwo. Zarzucono mi, że pomagałem przemysłowi śląskiemu do ukrywania dochodów i ukracania podatku dochodowego. Śledcze komisje ministerialne wykazały całą bezpodstawność tego zarzutu. Przeciwnie musiano stwierdzić, że pod tym względem oddałem państwu wielkie usługi. Dopóki byłem prezesem Rady Nadzorczej Skarbofermu, wszystkie prawdziwe i zmyślone braki w kopalniach skarbowych, wszelkie prawdziwe i urojone krzywdy robotników kładziono na mój karb, z bezceremonialnością niebywałą mówiono o rzekomych mych nadużyciach w Skarbofermie, przewrócono wszystkie wnętrzności Skarbofermowi i żadnego zarzutu przeciw memu urzędowaniu nie można było podnieść. Usunięto mnie z Skarbofermu osobnym dekretem Prezydenta Państwa z mocą ustawy, usunięto z niego innych Ślązaków i ludzi zasłużonych około odzyskania Śląska przez Polskę. Nasze stanowiska zajęli ludzie ze wschodu, którzy dla Śląska nic nie zrobili, którzy go przed końcem wojny światowej nie znali, ale za to byli ludźmi swoimi, i nastała cisza. Już nikt o brakach Skarbofermu nie mówi, ani o krzywdach robotniczych. Chodziło tylko o to, by mnie usunąć i by inni moje stanowisko zajęli. Zaciągałem kredyty w Banku Śląskim na moje wydawnictwa, a po kontroli, przeprowadzonej przez urzędnika Ministerstwa Skarbu moje konto znalazło się na łamach pism stołecznych. By mi podciąć kredyt, nieuszanowano tajemnicy bankowej. Zaciągałem te kredyty z wiedzą Rady Nadzorczej Banku i spłaciłem je rzetelnie, a to poczytano mi za zbrodnię i postępowanie moje określono jako niezgodne z dobrymi obyczajami kupieckimi. Wszystko - byle przeciwnika politycznego ubić. Od dochodów, których nie miałem, i które nie były moimi chciano ze mnie ściągnąć podatek olbrzymi i oskarżono mnie o utajenie dochodów, które nie istniały i chciano mi wymierzyć karę milionową. Przez blisko rok piętnowano mnie jako złodzieja i oszusta podatkowego, w sanacyjnych pismach nakładano mi już kajdanki na ręce, osadzano w więzieniu, donoszono o mej ucieczce zagranicę, a tymczasem wszystko to było oszczerstwem nikczemnym i podłym. Na wniosek prezesa Rady Ministrów Piłsudskiego zajmowała się tymi zarzutami Komisja nadzwyczajna do walki z nadużyciami naruszającymi interesy państwa i doszła do wniosku, że nie popełniłem żadnego oszustwa, ani nie miałem zamiaru tego uczynić, że nie dopuściłem się żadnego czynu karygodnego. Ta sama komisja zajmowała się zarzutami dotyczącymi rzekomych. mych nadużyć w Banku Śląskim i tak samo doszła do wniosku, że nie dopuściłem się żadnego czynu karygodnego. Pretensje podatkowe Skarbu do mnie zostały przez komisję odwoławczą dla wymiaru podatku dochodowego odrzucone, jako nieuzasadnione i nieusprawiedliwione, co jednakże nie przeszkadzało pismom sanacyjnym miotać na mnie w dalszym ciągu oszczerstwa. Dekret prasowy nie potwala mi powtórzyć, jak nazwali wybitni eksperci podatkowi postępowanie władz skarbowych ze mną. 

Pod karą więzienia nie wolno zdradzać spraw podatkowych obywateli, a jednak wyrwane części mych akt podatkowych zostały ogłoszone w pismach uchodzących za półurzędowe. Gdy mnie nie można było zrobić oszustem i złodziejem, zrobiono ze mnie jurgieltnika niemieckiego i zdrajcę narodu, z całą świadomością kłamano, by mnie uśmiercić moralnie i zniszczyć materialnie. 

To jest zapłata za moje 35 lat ofiarnej pracy dla Polski, za me życie wypełnione pracą dla dobra publicznego. 

Demagodzy przedstawiali mnie jako człowieka wszechmocnego, który ma tylko skinąć palcem, aby rząd i wojewodowie śląscy jego wolę spełniali. I to było świadomym oszczerstwem mającym na celu wyłącznie tylko dyskredytowanie mnie w oczach ludu. Albowiem wiedziano dokładnie, że właśnie z powodu Śląska i jego potrzeb staczałem namiętne walki z p. Władysławem Grabskim, który ich nie chciał zrozumieć wojowałem z innymi rządami, wojowałem nawet, 
gdy sam byłem wicepremierem, z ministrem Kucharskim, którego uważałem za jednego z największych szkodników Polski. Uczyniłem więc wszystko, co było w moich silach, by położeniu ludu Śląskiego ulżyć. Nie mam sobie do zarzucenia, że więcej nie osiągnąłem, bo jeden człowiek więcej osiągnąć nie mógł, a wszechmocnym jak mnie przedstawiają demagodzy nie byłem. W każdym razie ryzykowałem wszystko i mój dobrobyt i moje dochody z Skarbofermu, które byłbym mógł utrzymać, gdybym się stosował do każdego kursu politycznego, który w Polsce zapanował. Wolałem je stracić, niż odstąpić od sprawiedliwych żądań Śląska i obrony interesów państwa, które uważałem za słuszne. 

Posunięto się nawet do tak nikczemnych oszczerstw, że nadużyłem funduszów plebiscytowych, aczkolwiek każdy pracownik plebiscytowy wie, że funduszami tymi w olbrzymim aparacie Komisariatu Plebiscytowego zawiadywał osobny wydział gospodarczo-finansowy. Posunięto się do tego, że mnie publicznie posądzano o zamiar uśmiercenia Ś. p. ks. Pośpiecha, aczkolwiek wiedziano, że jest to pospolitym oszczerstwem. . 

Proces przeciwko zbrodniarzom, wynajętym, w celu wykonania zamachu dynamitowego na "Polonię" wykazał, że chciano wysadzić w powietrze mój dom mieszkalny, a więc uśmiercić moją rodzinę i mnie! Ze wszech stron mi donoszą, że czyha się na moje życie i niczego się tak nie pragnie, w pewnych kołach, jak mojej śmierci. Atoli mniejsza o mnie! Mam dziś blisko 54 lata życia za sobą, życia pełnego pracy dla Śląska i Polski, życia, którego się wstydzić nie potrzebuję, i nad którym żaden dziejopis nie przejdzie do porządku dziennego. Nie oszczędzano mnie w walce partyjnej, ale gorsza, że nie oszczędzano mej staruszki matki, którą zbeszczeszczono na łamach prasy sanacyjnej, nie oszczędzono mej żony, nie oszczędzano mych dzieci. Pfe! Pfe! wyrazem wstrętu i obrzydzenia na to odpowiadam. Uczucia te dziś nie są mi obce, ale wzgląd na interes publiczny nie pozwala mi, aby dać należyty wyraz tym uczuciom, pod właściwym adresem. Bezdenna jest podłość ludzka! Iluż ludziom w mym życiu pomogłem, iluż dałem chleb i świetne stanowiska! 

Iluż kłaniało mi się jak najniżej i uważało sobie za honor, gdy im rękę podałem. Cała ta kanalia dziś schodzi mi z drogi i szarpie mą cześć, by się przypodobać chwilowym władcom Polski. 

Pozostały mi wierne wielkie masy ludowe, które okazują dużo hartu i przywiązania. Toczy się o mnie zacięta walka w szerokich masach ludowych. Wiem, że w każdym okręgu śląskim otrzymałbym mandat przy wyborach do Sejmu. Ale po co mi to! Używałem tej przyjemności przez blisko 25 lat. W czerwcu 1928 r. obchodziłbym swój srebrny jubileusz poselski. Nie chcę odgrywać niepoważnej roli, jaką odgrywali posłowie ostatniego sejmu. Wiem, że rola posłów do przyszłego Sejmu nie wiele będzie zaszczytniejsza. Na odgrywanie tej roli ja się nie nadaję, do wymagań obecnych władców Polski się nie nagnę i kompromisu z nimi nie zawrę. 

Dlatego też o mandat do Sejmu nie będę się ubiegał. 

Jedną tylko wypowiadam prośbę gorącą do ludu śląskiego a mianowicie, by został wierny swym zasadom chrześcijańskim i swemu przywiązaniu do Polski i by oddał swe głosy na kandydatów szczerze katolickich, polskich, mających zrozumienie dla interesów Górnego Śląska. 

Nie okazała się Polska taką, o jakiej marzyliśmy. ale nie ustajmy w pracy i poświęceniu, aby z niej zrobić Polskę, godną naszych marzeń. Polskę wielką. mocarstwową. Polskę katolicką, praworządną i zawsze sprawiedliwą. 

Katowice na Polskim Śląsku, w grudniu 1927 roku. 

Wojciech Korfanty
Wojciech Korfanty Odezwa do ludu śląskiego

 
 
Wojciech Korfanty
Wojciech Korfanty

20. kwietnia 1873 - 17. sierpnia 1939
Rodowity Ślązak
syn górnika
Wojciech Korfanty, 
należy do Panteonu Chwały
Państwa  Polskiego
jako polski bohaterski patriota, 
który  polskość na Śląsku umocnił 
i część Śląska dla Polski odzyskał. 
 Od 1901 r. redaktor naczelny Górnoślązaka. 
W latach 1903-1912 i 1918 poseł do Reichstagu 
oraz pruskiego Landtagu (1903-1918), 
gdzie reprezentował Koło Polskie. 
25 października 1918 zażądał w Reichstagu 
przyłączenia do państwa polskiego 
wszystkich ziem polskich zaboru pruskiego. 
W 1918-1919 wchodził w skład rządu Wielkopolski
 podczas zwycięskiego powstania.
W 1920 r. byl Polskim Komisarzem Plebiscytowym, 
a w 1921r.  - dyktatorem  III powstania śląskiego.
Jego losy w II RP budzą grozę.

 

Wrocław,  Śląsk Polski - Wroclaw, Polish Silesia - Vratislav, Polské Slezsko - Вроцлав Польская Силезия - Breslau, Polnisch Schlesien

 Wojciech Korfanty belongs to the Hall of Fame of the Polish State as a defender Polish identity of Silesia. Monument by Tomasz Wenklar, Wroclaw, Poland. Fine art photography by Zbigniew Halat. Wrocław,  Śląsk Polski - Wroclaw, Polish Silesia - Vratislav, Polské Slezsko - Вроцлав Польская Силезия - Breslau, Polnisch Schlesien
Wojciech Korfanty belongs to the Hall of Fame of the Polish State as a defender Polish identity of Silesia. Monument by Tomasz Wenklar, Wroclaw, Poland.
Fine art photography by Zbigniew Halat.

 
Towarzystwo Ślężańskie

Towarzystwo Ślężańskie

Sulistrowiczki - Sobótka - Wrocław-Warszawa




Strony po polsku


Śląsk #1: Ślęża - korzeń Śląsk
od zamierzchłej przeszłości do teraźniejszości

Śląsk #2: Śląsk kolebką Polski

Śląsk #3: Dwieście lat prusactwa na Śląsku

Śląsk #4: Mapy

Źródło*Anna*Dzika*Przyroda*Góra*Ślęża*Śląsk*Polski

Ślęża

Towarzystwo Ślężańskie

Grupa Ślęży - fragment starej mapy i mapa turystyczna

Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady w Sulistrowiczkach

Ziemia Ślężańska w internecie


BYLICA

SOBÓTKA - OBRZĘD PRASŁOWAŃSKI

PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE

SZTUKA
ŚLĘŻAŃSKA 
SLEZA 
ART
sztuka światła
the art of light
sztuka słowa
the art of word
SZTUKA  ŚLĘŻAŃSKA



Strony po angielsku


The Art and Spirit of Wroclaw, Poland


The Art and Spirit of Wroclaw, Poland

***

The Multiannual Wroclaw Festival of Integrity of the Human Person. dedicated to St John Paul II
Motto: Time for Enlightenment in Europe

Love Wroclaw's culture. Wroclaw, Poland, along with San Sebastián (Donostia in Basque), Spain, will be the European Capital of Culture in 2016. Wrocław wraz z San Sebastian (Donostia po baskijsku), Hiszpania, będzie Europejską Stolicą Kultury 2016 San Sebastián será Capital Europea de la Cultura en 2016 junto con Breslavia, Polonia 2016an Donostia hiria Polonia Wrocław hiriburuarekin bateria Europako Kultura Hiriburu izango dira.
Wroclaw, Poland, along with  San Sebastián (Donostia in Basque), Spain, the European Capital of Culture 2016
Wrocław wraz z San Sebastian (Donostia po baskijsku), Hiszpania, będzie Europejską Stolicą Kultury 2016
San Sebastián será Capital Europea de la Cultura en 2016 junto con Breslavia, Polonia
2016an Donostia hiria Polonia Wroclaw hiriburuarekin bateria Europako Kultura Hiriburu izango dira.

***

The art of virginal charm - an irrepressible and an irresistible grace of virginity

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

Miss Love of Wroclaw, Poland, World Virginity until Marriage Capital,
European Capital of Culture 2016


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

The Wroclaw Virgins are Us!


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit



***

WROCLAW POLAND 2016
European Capital of Culture Europejska Stolica Kultury 2016 Capital Europea de la Cultura
Europako Kultura Hiriburu


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

 Wroclaw Silesian Capital

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

 Wroclaw close-ups

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Wroclaw, Poland, the capital of Polish Silesia proud of its Roman Catholic past, present and future

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

Saint Teresa Benedicta of the Cross, O.C.D. Roman Catholic nun, Virgin and Martyr
-
How Edith Stein, a rebellious Jewish girl raised in Wroclaw
became a saint patroness of Europe and of World Youth Day


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***


SEDES SAPIENTIAE WRATISLAVIENSIS

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

 How to love the Germans? Jak pokochać Niemców?
Jak milovat Němců? Wie man die Deutschen lieben?


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Vocazione di san Matteo - Powołanie św. Mateusza  - The Calling of St. Matthew

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***


Mt Sleza  Silesian Sleza Mountain

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

MARCH OF VIRGINS UP TO THE MOUNT SLEZA
POCHOD PANICŮ A PANEN NA HORU SLEZU
MARSCH DER JUNGFRAUEN ZUM DEN BERG SLEZA


Góra Ślęża - punkt spotkań ludzi maszerujących w czystości ku małżeńskiej płodności
click the full colour icon above to visit

***

Ślęża - Maryjna Góra Pokoju
Sleza - The Marian Mountain of Peace
Sleza - La Montagna Mariana della Pace
Sleza - Mariánská Hora Míru
Sleza - Die Marian Berg des Friedens
Слеза - Марийная Гора Мира


k
click the full colour icon above to visit
***

Stations of the Cross Droga Krzyżowa Křížová cesta Kreuzweg
Przełęcz Tąpadła - Szczyt Ślęży


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Nature, Wildlife, Landscape, Ecology of Silesia, Poland

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

The Odra River, Mother of Western Poland

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***


silesian.eu Main Page

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit



halat.pl http://halat.pl/
również na stronie lustrzanej  halat.pl on exile

halat.pl dr Zbigniew Hałat, lekarz medycyny specjalista epidemiolog   kontakt z Polski tel. 536 608 999, sieć w Naszej Rodzinie; pod ten sam numer smsy i pliki z Polski i zagranicy całkowicie za darmo na platformie Telegram
kontakt z Polski tel. 536 608 999, sieć w Naszej Rodzinie; pod ten sam numer
smsy i pliki z Polski i zagranicy całkowicie za darmo na platformie Telegram



dr Zbigniew Hałat Felietony w Radio Maryja 2005 -2015
dr Zbigniew Hałat Felietony w Radio Maryja 2005 -2015