Wiedza naukowa
zajmująca się czynnikami szkodliwymi, czyli noksologia (od łac. noxa –
czynnik szkodliwy), uwzględnia szereg pomijanych zazwyczaj aspektów
oddziaływania czynnika szkodliwego na człowieka, do których należy
zróżnicowana podatność poszczególnych osób (rodzin) na czynnik
szkodliwy występujący w pojedynkę lub wespół z innymi, wzajemnie
potęgującymi niepożądane oddziaływanie na zdrowie. W noksologii za
punkt wyjścia procesu diagnostycznego przyjmuje się przyczynę zgodnie z
zasadą wyrażoną po łacinie słowami POSITA CAUSA, PONITUR EFFECTUS,
czyli „gdy działa przyczyna, jest i skutek” oraz NIHIL FIT SINE CAUSA - "nic nie
dzieje się bez przyczyny".
DO ZGŁASZANIA SKUPISK
FORMULARZ KONTAKTOWY
NA STRONIE GŁÓWNEJ
SKUPISKA
CHOROBY W POLSCE
DISEASE CLUSTERS IN POLAND
It is Europe that
is sick, all Europe with
the exception of
Poland. Neal Ascherson
Scottish historian Poland
(in English)
MOVE FOR HEALTH
WALK
POLAND GMO FREE LAND NUKES FREE LAND LAND OF THE FREE *** Poles
are fiercely independent and
stand up for their beliefs. US
Ambassador to Poland Victor
Ashe, Sept 24, 2008 ***
Poland
to ban Monsanto’s
genetically
modified maize
by Agence France-Presse
April 4, 2012
Poland will impose
a
complete ban
on growing the MON810
genetically modified strain
of
maize made by US company
Monsanto on its territory,
Agriculture
Minister
Marek Sawicki said Wednesday.
“The decree is in the works.
It
introduces a complete
ban on the MON810 strain
of maize in Poland,"
Sawicki told reporters,
adding that pollen
of this strain could have
a harmful effect on bees. GMO KILLS BEES
real +
virtual =
symbiotic space
the epidemiologist's view
of the ACTA controversy:
free entities appreciate symbiosis,
parasites hate symbiosis
- dr Halat
1. (SBU) Polish Economy Minister and Deputy Prime Minister Waldemar
Pawlak
(PSL) August 6 signaled to Charge that he regarded Poland's hard-line
stance on agricultural biotechnology as a relic of the previous
government's tactic
of deploying conflict and fear - in this case against GMOs.
Quoting
a Russian proverb - "if you keep a low profile, you will get further" -
Pawlak said he is looking for a "soft exit" from that stance. He
acknowledged the damage Poland's policy has done to its farmers and
producers, who face record
high input prices, and suggested that his ministry is prepared to take
small steps toward more openness to GMOs.
2.
(SBU) The current Ministry of Economy has not engaged itself to date in
Poland's biotechnology policy. The PSL-controlled Agriculture
Ministry was important in moving legislation through the Sejm to avert
a Polish ban on GM crops in animal feed in July (reftel), legislation
that finally overruled the Environment Minister's activist approach
against transgender crops. That victory and Pawlak's August 6
signal have generated guarded hope in Embassy Warsaw that Pawlak's
approach of seeking quiet progress may yield more fruit, and not only
in Warsaw.
While we defer to the vote counting expertise of
USEU, we understand that a Polish abstention alone on, for example, new
soybean varieties in the Commission's Standing Committee for Animal
Health and the Food Chain can help open EU markets to U.S. production.
3.
(SBU) Pawlak invited Charge to continue the conversation with him in
the next two weeks - an offer we accepted. Though August is a difficult
time to do business here, Embassy Warsaw's Biotechnology Working Group
(ECON, PAS, FAS, FCS) will reach out in the meantime to other
stakeholders in Warsaw and in the USG to develop what may be a new
opening in Warsaw.
Felieton
25. stycznia 2008r.
Polska – kraj wolny od atomu, kraj wolny od gmo, kraj
dla wolnych. (Poland
– gmo free land, nukes free land, land for the free.) Tak zdefiniowanej
marki naszego kraju nie dziedziczymy po przodkach, ale pożyczamy od
następnych
pokoleń. Moc marki POLSKA już przed tysiącem lat sprowadzała pod opiekę
polskich katolików ludzi uchodzących z innych krajów przed
ograniczeniami
wolności. W naszych czasach moc marki POLSKA przyciągnie turystów,
studentów
i inwestorów szukających azylu od zmartwień o skażenie środowiska
radioaktywnymi
izotopami i organizmami genetycznie modyfikowanymi (gmo). O mocy marki
POLSKA zadecyduje postrzegana przez konsumentów jako wyróżniająca
jakość
zdrowotna płodów naszej ziemi, wolnych od skażeń radioaktywnych i
genetycznych.
Takie były nadzieje. Tak mogło być.
Ale tak nie będzie. Nie będzie dlatego, że zmienił się
rząd.
Poprzedni rząd też nie wykazał się spójnym,
jednoznacznym działaniem
na rzecz wspólnego dobra Polaków. Plany, deklaracje i faktyczne
dokonania
w obszarze szerokiego spektrum ochrony zdrowia - od zdrowia
środowiskowego
do opieki zdrowotnej – nie mogły znaleźć uznania w oczach wyborców i
były
ważną przyczyną przegrania ostatnich wyborów z powodu
niewystarczającego
do pokonania konkurencji przyrostu liczby zwolenników. Trudno
się
dziwić. Miliony mieszkańców, konsumentów i pracowników były świadkami
bezczynność
niemrawych inspektorów i nadzorujących ich ministrów. Bezczynności
karygodnej,
ale nie ukaranej. Kara za brak społecznego oporu spadała za
to na
tysiące rodzin nagle zmuszonych do stawienia czoła katastrofie w
postaci
choroby, której politycy i obsadzeni przez nich funkcjonariusze
państwowi
zapobiec nie chcieli i której leczenia zorganizować nie umieli. Nie
chcieli
i nie umieli, ale pieniądze brali. Pomylili wysokie uposażenia i
przywileje
władzy z aktorską gażą za igrzyska oferowane ludowi, który chleba
musiał
szukać zagranicą. Błazenada wielu pozerów sięgnęła bruku, bigoteria i
załganie
wołały o wielkie pióra z czasów złotego wieku polskiej literatury, a
prywata
i egoizm szczurów uciekających z pokładu partii dla nich zbyt ludowej,
obrażały pamięć polskiej inteligencji, tej prawdziwej
awangardy ludu
- narodu, rozwojowi tego ludu poświęcającej swoją wiedzę, umiejętności
i serca. Żaden tytuł zawodowy, żaden tytuł naukowy nie wystarczy, aby
ktoś,
kto gardzi ludem, zaliczał się do polskiej inteligencji. Nawet jeśli
posługuje
się polszczyzną na poziomie niekompromitującym.
A jednak nadchodzą jeszcze gorsze czasy. Za ich motto
można uznać oświadczenie
Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej z 2. stycznia 2008r. :
„to społeczeństwo rządzi regułami wolności jednostek i współżycia” (la
"sociedad la que ordena los principios de libertad individual y de
convivencia").
W myśl tej doktryny osoba ludzka, persona humana, traci przyrodzoną
wolność,
staje się niewolnikiem społeczeństwa. Na śmietnik historii wysyłany
jest
nawet dorobek rewolucji francuskiej w postaci przyjętej w dniu 26
sierpnia
1789 r., Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela,
której art.
4 rozpoczyna się od słów: „Wolno robić wszystko, co nie szkodzi innym”
(Déclaration des Droits de l'homme et du citoyen du 26 ao?t 1789: La
liberté
consiste ? pouvoir faire tout ce qui ne nuit pas ? autrui),
opierając
się o przekonanie, że „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna
wolność
innego człowieka”. O Dekalogu lepiej nie wspominać, bo można wywołać
gwałtowną
reakcję alergiczną zawodowych wrogów Pana Boga. Przecież w myśl
współczesnej
socjalistycznej doktryny rządzącej Unią Europejską człowiekowi wolność
nie należy się dlatego, że otrzymał ją od samego Boga. O wolności
jednostki
decyduje społeczeństwo, a tak naprawdę mający swoje interesy
doktrynerzy,
propagandyści i wodzowie. Dzisiaj społeczeństwo zarządzi zamknięcie ust
protestującym, jutro śmierć słabych i bezbronnych. Dzisiaj masowe
pranie
mózgu, jutro oporne jednostki za kraty, do łagru albo obozu
koncentracyjnego.
Tego rodzaju społeczeństwo, które rządzi regułami wolności jednostek i
współżycia w Unii Europejskiej raz po raz wyciąga łapy i po naszą
wolność.
Zagrożona jest nawet góralska śleboda, ten wzór swobody dla każdego
Polaka.
Według relacji pana Wojciecha Bonowicza ks. Józef Tischner w sierpniu
1981r.
na Polanie Rusnakowej pod Turbaczem w Gorcach, tak powiedział: - „Moi
drodzy,
kiedy się tutaj jest, to się widzi, co znaczy to słowo "śleboda" -
Śleboda,
moi drodzy, to jest coś takiego, co czuje gospodarz w swoim
gospodarstwie.
To jest coś różnego od swawoli. Swawola niszczy, swawola depcze. Nie
patrzy:
trawa, nie trawa, zboże, nie zboże... Śleboda jest mądra. Śleboda umie
po gospodarsku zadbać, po gospodarsku umie tę ziemię uprawić. Las
chroni,
żeby był lasem. A z człowieka ta śleboda potrafi wydobyć to, co w
człowieku
najlepsze.”
Wąskie zagony Podhala i całej Małopolski, różnokolorowe
mozaiki poletek
bez miedzy na Podgórzu Beskidów i Sudetów jak wy sobie poradzicie
z
narzuconą Polsce swawolą? „Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy:
trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Jak uratujecie dobrą markę swoich
płodów, kiedy obcy wprowadzą między was genetyczne mutanty i zasypią
chemią
niszczącą wszystko co żyje z wyjątkiem tych mutantów? Jak wydacie
żywność
ekologiczną, jeżeli pyłek mutantów rozniesie się z wiatrem po całej
okolicy?
Jak będziecie rodzić zboża, owoce i warzywa, kiedy z powodu mutantów
wyginą
pszczoły? Kto zechce przyjechać do gospodarstwa agroturystycznego ze
skażonym
powietrzem i zatrutą wodą, gdzie zamiast miodu z własnej pasieki,
gospodarze
postawią na stole przemysłowy produkt z supermarketu? „Trawa, nie
trawa,
zboże, nie zboże.” Może kapusta z wirusem szczepionkowym, albo sałata z
silnym lekiem na serce? Może kukurydza ze środkiem poronnym? A może
szpinak
z genem świni? A może karp z genem człowieka? A właściwie, to kiedy
zaczyna
się kanibalizm? Ile człowieka musi zawierać istota z pozoru roślinna
albo
zwierzęca, aby uznać ją za na tyle ludzką, że nie wolno jej jeść bez
obawy,
że zjada się człowieka? Hinduiści wygrali proces z McDonald’s-em o
obrazę
uczuć religijnych poprzez ukrywanie dodatku krowiego łoju do
frytek.
Zatajenie składników wieprzowych żywności, mogłoby wywołać gwałtowne
reakcje
wyznawców kilku głównych religii, a nawet doprowadzić do wojen. A
człowieka
to wolno jeść?
Kupując jakikolwiek produkt, nabywca zwraca uwagę na
cenę, rozważa ewentualne
zagrożenia zdrowia związane ze zgodnym z przeznaczeniem użytkowaniem
tego
produktu, kieruje się informacją o kraju lub regionie pochodzenia. Na
decyzję
o zakupie bądź odrzuceniu oferty coraz częściej wpływa wiedza klienta o
sposobie produkcji. Sumienie nie pozwala przyczyniać się do epidemii
nieuleczalnych
chorób, katowania zwierząt w fabrykach mięsa przerabiających
genetycznie
modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce, zatruwania
powietrza,
wody i gleby po to, aby kosztem ludzi, zwierząt i środowiska ktoś
obwieścił
zwycięstwo w walce z wolnością.
Według ogłoszonej w maju 2007 r. prognozy Instytutu
Turystyki wpływy
z tytułu przyjazdów cudzoziemców do naszego kraju mają w tym roku
osiągnąć
7,9 miliarda dolarów amerykańskich, na co niemal po połowie złożą się
„odwiedzający
jednodniowi” i turyści. Słychać głosy, tyleż odważne, co niemądre, że
są
to wpływy przewyższające dorobek rolnictwa, przemysłu i
górnictwa
razem wziętych, co mogłoby oznaczać, że przyjeżdżający do Polski
cudzoziemcy
przywożą ze sobą niezbędny do przeżycia prowiant albo też w zachodnich
supermarketach kupują tylko sprowadzane z zagranicy artykuły spożywcze
i pamiątki made in Hong Kong. A jest przecież inaczej, o czym świadczy
poszukiwanie na przygranicznych straganach wyrobów polskiego rolnictwa
i przemysłu przez „odwiedzających jednodniowych” i oblężenie wczasów
pod
gruszą przez turystów.
Zanim pojawią się precyzyjne wyliczenia zysku wszystkich
polskich podmiotów
gospodarczych i grup (terytorialnych, zawodowych, itp.) polskich
obywateli
osiąganego w wyniku przybycia cudzoziemskich konsumentów na nasz obszar
ekonomiczny, warto przypomnieć, że przedsiębiorcy prowadzący sprzedaż w
obiektach wielkopowierzchniowych mają ponad 8% czystego dochodu. Co
dwunasta
złotówka wydana przez konsumentów w hyper- lub supermarkecie trafia
jako
czysty zysk na konto jego właściciela! Dostawcy i załogi niezmiennie
twierdzą,
że jest to zysk z wyzysku. Jedni i drudzy chętnie sprzedaliby swój
produkt
i czas pracy za lepszą cenę, ale jej nie mogą uzyskać, bo skutecznie
rozbuchać
u siebie popyt potrafili tylko właściciele obiektów
wielkopowierzchniowych.
Masowa sprzedaż odbywa się w hyper- i supermarketach, więc kioski,
stragany,
sklepiki i sklepy nie potrzebują towaru i rąk do pracy. Każdy widzi w
tym
szkody dla kraju, a mimo to niedawno w chmurze azbestowego pyłu
obrócono
w gruzy nawet kultowy SUPERSAM na placu Unii Lubelskiej w Warszawie.
Symbol
polskiego handlu podzielił los flagowych okrętów polskiej motoryzacji
(FSO),
elektroniki (ELWRO), chemii gospodarczej (POLLENA) i innych bardzo
bardzo
wielu krajowych przedsiębiorstw, zlikwidowanych za to, że były
dorobkiem
wrażego PRLu.
No cóż, w opinii sprawców, własność państwowa to relikt
komunizmu, a
ponieważ Polacy nie mają własnego kapitału, to musi im wystarczyć praca
najemna. Nieznana jest wysokość dochodów wielkich sieci hotelowych.
Można
jednak przypuszczać, że skoro nie słychać narzekań dostawców i załóg,
nie
jest to zysk z wyzysku i panna Paris Hilton z czystym sumieniem może
kontynuować
chwalebne dzieło swojego ojca. Czy to pochodzący z wyzysku czy też
sprawiedliwie
zdobyty, zarobek zagranicznych inwestorów i tak jest transferowany poza
granice naszego kraju ze stratą dla utrzymanek i utrzymanków budżetu, z
prominentami na czele, których wkrótce – nawet tych najbardziej
wzdętych
– nie uniosą co raz bardziej sfatygowane skrzydła samolotów rządowych i
armie ochroniarzy będą musiały zająć się lektykarstwem
międzypaństwowym.
Ale co z tak ulubionym kierunkiem transaatlantyckim? Wpław lektyką -
amfibią?
Byle nie rejsowym samolotem, bo to obciach dla władzy.
Wstydu z powodu niegodnego latania nie odczuwają turyści
trafiający
do Polski tanimi liniami lotniczymi. Na przykład do labiryntu na
Okęciu.
Już w naszej stolicy mogą przekonać się, że w centrum Europy leży
grzęzawisko
nieprzejezdnych ulic. Wiedza tych, którzy wjechali przez przejścia
drogowe
jest jeszcze bogatsza. Jazda po podziurawionych pseudoszosach
i objętej
wysoką opłatą autostradowej ruinie pomiędzy Katowicami i Krakowem
wymaga
wysokich kwalifikacji wyniesionych ze szkoły przeżycia i biada temu,
kto
zlekceważy ryzyko napotkania w tych miejscach pojazdu prowadzonego
przez
kierowcę odurzonego alkoholem i/lub niewyspaniem. Dalszy postęp na
odcinku,
wicie rozumicie, systemu opieki zdrowotnej napawa zgrozą, więc z pełnym
przekonaniem należy turystom aplikować, ale tym razem przed szkodą,
pamiętne
napomnienie premiera Cimoszewicza do powodzian 1997r.: „trzeba było się
ubezpieczać”. Najlepiej w firmie będącej odpowiednikiem afrykańskiego
FLYING
DOCTOR. Zabierze z bezdroży i dostarczy na czas w sprawne ręce
niestrajkujących
lekarzy.
Na szczęście, kiedy turyści cali i zdrowi dotrą już do
miejsc wypoczynku,
nie mogą nacieszyć się oferowanymi im atrakcjami. Wysoko cenioną przez
brytyjskich młodziaków atrakcją Krakowa jest n. p. daleko posunięta
tolerancja
dla ich nieobyczajnych zachowań. Pokazują nie tylko siłę pieniądza,
kupując
przyzwolenie na chuligańskie wybryki za drobne - w skali ich zarobków –
funty. Jak dotychczas, nie mniej magiczny Wrocław potrafi zachować
równowagę
pomiędzy gościnnością a kupioną tolerancją. Dla wielu uciekinierów z
ziem
znaczonych przez Krasną Armię tablicami z napisem „Prakljataja
Giermania”,
atrakcją wartą każdej ceny jest pobyt w pensjonacie z widokiem na
mazurskie
jezioro. W te malownicze strony nie tylko dla odświeżenia wspomnień,
ale
i popieszczenia ciała, zgodnie z teorią holistycznego traktowania
człowieka,
zaprasza głoszący w internecie wierność tej filozofii Hotel SPA Dr
Irena
Eris położony w otulinie zieleni Parku Krajobrazowego Wzgórz
Dylewskich.
Tylko 100 zł kosztuje Dotyk ciepłaSM - zabieg
odprężająco -
relaksujący szyi, ramion i pleców. Dotyk ciepłaSM
ma przynosić
nieocenioną ulgę zmęczonym mięśniom. Może kiedyś skorzystam z
zastrzeżonej
marki usługi Dotyk ciepłaSM, choćby po to, aby
czytelnikom ŚWIATA
KONSUMENTA zdać sprawozdanie z jej przebiegu i skuteczności oraz
zachęcić
innych pomysłowych przedsiębiorców do zastrzegania marek swoich usług.
Jednak po 10 godzinach górskiej wędrówki akurat miewam zakwasy w
mięśniach
tą usługą nie objętych i leczę je pienistym napojem, który i tak jest
reklamowany
bez umiaru z wielką szkodą dla zdrowia publicznego, za to z niebywałym
zyskiem dla zagranicznych właścicieli marek choć brzmiących rodzimie,
to
rozpychających się z globalistyczną arogancją w stosunku do
różnorodności
upodobań. A przecież u nas piwo jest tradycyjnym produktem lokalnym, od
wieków najbardziej wyrazistą wizytówką wielu sławnych grodów,
odpowiednikiem
wina regionów winiarskich Południa. Jakże cieszy wspaniała inicjatywa
Stowarzyszenia
Regionalnych Browarów Polskich, które chce ratować przed bankructwem
resztki
małych i średnich browarów warzących piwa niepasteryzowane,
niezawierające
sztucznych dodatków i konserwantów, a nawet piwo z ekologicznym
certyfikatem
Unii Europejskiej oparte o słód i chmiel z gospodarstw ekologicznych.
Niechby
bogactwo różnorodności piw powiększyło ofertę turystyczną miast i
miasteczek,
wyrwało te śląskie, przez wieki na ziemiach polskich najbogatsze, z
marazmu
wynikłego z utraconej tożsamości mierzonej siłą miejscowych marek.
Miody pitne to kolejny bezkonkurencyjny przebój oferty
turystycznej,
z której zyski pozostaną w całości w kraju, byle tylko skutecznie
zadbać
o reklamę. Biorąc pod uwagę regionalny charakter miodów, ich
zróżnicowanie
zależne od gatunku, można sobie wyobrazić marki miodów, tak jak
francuskie
wina noszące nazwy miejscowe i do tego podzielone nie na kilka tylko
gatunków,
jak wino czerwone, białe, różowe, musujące, słodkie, wytrawne,
półsłodkie
lub półwytrawne, a na znacznie więcej samych podstawowych, jak miód
akacjowy,
bławatkowy, koniczynowy, lipowy, rzepakowy, gryczany, wrzosowy, z drzew
owocowych, spadziowy i ziołowy (górski). A te dopiero dzielone według
sposobu
sporządzania brzeczki, stopnia rozcieńczenia brzeczki wodą oraz sposobu
doprawienia brzeczki. Niechby sycony korzenno-ziołowy koniczynowy
półtorak
ze Zgorzelca konkurował z niesyconym naturalnym lipowym trójniakiem z
Augustowa.
Wbrew pijackiej tradycji alkohol nie musi być
narkotykiem, a może być
regionalnym przysmakiem, spożywanym w umiarkowaniu dostosowanym do
wieku,
płci i stanu konsumentów. Nie trzeba dodawać, że polscy dyplomaci i
przedstawiciele
handlowi, politycy i urzędnicy powinni być zobowiązani do reklamowania
polskich piw i miodów gdzie tylko to możliwe i co najmniej tak
energicznie,
jak ich francuscy odpowiednicy reklamują swoje wina i sery.
Przechodząc w ten zgrabny sposób do przekąsek, można
powiedzieć, że
oscypek jest tym wśród innych serów, kim góral jest wśród innych
Polaków.
Wyrazistość popłaca i owocuje rozpoznawalnością po obu stronach
Atlantyku
Wysoka samoocena górali przenosi się na powszechne uznanie dla ich
tradycji,
też kulinarnej. Ceprom trzeba życzyć udanego naśladownictwa metod
budowania
popytu. Nie wszędzie za oknem widać Giewont, ale przecież każda ziemia
ma swoją tradycję. Warto ją odkryć, odkurzyć, a wobec braku źródeł –
wręcz
stworzyć i czerpać z niej korzyści, sprzedając turystom to, czego gdzie
indziej nie dostaną. Począwszy od plejady serów krowich, kozich i
owczych
po rozmaitość wyrobów mięsnych, rybnych i innych pyszności. Na początku
2007r. weszło w życie Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju
Wsi
z dnia 15 grudnia 2006r. w sprawie szczegółowych warunków uznania
działalności
marginalnej, lokalnej i ograniczonej, który to przepis prawny dopuszcza
idącą w nawet w tony tygodniowo produkcję mlecznych, mięsnych i rybnych
wyrobów polskiej wsi do międzynarodowej konkurencji o klientów
szukających
radości z dobrego jedzenia, oczywiście charakteryzującego się
bezwzględnie
gwarantowanym siłą Państwa Polskiego bezpieczeństwem dla zdrowia i
życia
konsumentów. Za bardzo poważne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy chcą
zarobić z ominięciem procedur sanitarnych niech posłuży ostatnie
z
wielkich ognisk epidemicznych włośnicy regularnie nękających nasz kraj.
Produkt Zakładów Przetwórstwa Mięsnego "Rol-Banc" Sp. z o.o. w
Świerznie
w woj. zachodniopomorskim o nazwie kiełbasa polska do końca drugiej
dekady
czerwca b. r. stał się przyczyną rozpoznania włośnicy u co najmniej 123
osób, w tym podobno u kogoś, kto zjadł kiełbasę w Irlandii. Firma
"Rol-Banc"
wini rzeźnię w Stuchowie, zatrudniony w niej lekarz weterynarii
oskarżany
jest o zaniedbanie obowiązków. Podejrzanych wielu, a gatunek kiełbasy
nazywanej
polską skompromitował się na zawsze w opinii wielu konsumentów w kraju
i zagranicą. Winni zarobaczywienia produktów z określnikiem „polski,
polska,
polskie” wymagają szczególnie surowego potraktowania, gdyż psują nam
wszystkim
opinię. I tak winowajca ustalony w wyniku dochodzenia
epidemiologicznego
będzie musiał pokryć monstrualne koszty swojego zaniedbania.
W sezonie letnim 2007 właścicielom obiektów
turystyczno-wypoczynkowych,
gastronomicznych i handlowych życzmy przebicia najbardziej
optymistycznych
prognoz sprzedaży, a turystom krajowym i zagranicznym zadowolenia z
bogactwa
doznanych wrażeń. Cieszmy się pięknem krajobrazu i bioróżnorodnością
przyrody.
Wprowadźmy do turystycznego wizerunku Polski i ogłośmy światu
rewelacyjne
fakty, że należymy do nielicznej grupy wyjątkowo uprzywilejowanych
krajów,
w których nie ma elektrowni atomowych i upraw roślin genetycznie
modyfikowanych,
a nasze zwierzęta hodowlane już wkrótce, zgodnie z obowiązującą ustawą,
nie będą karmione paszami opartymi o organizmy genetycznie
modyfikowane.
Biesiadujmy do syta, a nadmiar kalorii spalajmy w ruchu na świeżym
powietrzu.
RUCH TO ZDROWIE – W POLSKĘ IDZIEMY. MOVE FOR HEALTH,
WALK POLAND.
dr
Zbigniew Hałat, lekarz
specjalista epidemiolog
w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny
i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych
Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów
„Sprawa dla Reportera” należy od lat do najbardziej
popularnych programów
publicznej Telewizji Polskiej. Pani redaktor Elżbieta Jaworowicz
przedstawia
poruszającą dokumentację filmową ludzkich nieszczęść, docieka
ich
przyczyn i wreszcie stawia winowajców pod pręgierz opinii
publicznej.
Zadaniem tego programu jest zderzyć wypowiedź ofiary i
jej kata. Zwykły
szary człowiek: mieszkaniec, pracownik, przedsiębiorca to z reguły
osoba
pokrzywdzona, a przedstawicielowi administracji państwowej czy
samorządowej
pisana jest rola winowajcy. Na sali nie może też zabraknąć szczerych
obrońców
ludu: posłów, senatorów, działaczy społecznych, autorytetów naukowych,
prawnych i moralnych. To oni rozsądzają spory, wyjaśniają i
doprowadzają
do sytuacji, w której red. Jaworowicz może postawić kropkę nad i w
postaci
potwierdzenia tezy zawartej w wyjściowym materiale filmowym.
Na arenie studia telewizyjnego dochodzi do ostrej
wymiany słów, kłótni
i niekontrolowanych wybuchów emocji. Na szczęście - nieszczęście
program
jest nagrywany z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i do emisji pozostaje
sporo
czasu na zgrabne poszatkowanie i poklejenie materiału, który nawet po
ocenzurowaniu
zapiera dech w piersiach widzów TVP.
Dyskusja telewizyjna, której nagranie odbyło się w
połowie maja 2007r.
miała na celu potwierdzić wyjściową tezę o tym, że wbrew nadziejom
Polska
nadal nie jest Polską naszych oczekiwań, a to z powodu krzywdzącego
ludzi
prawa i bezduszności urzędników.
Główne miejsce po stronie oskarżycieli zajmował pan
prezes Roman Kluska,
zaś miejsca zarezerwowane dla oskarżanych osób i instytucji
przydzielono
przedstawicielkom urzędu wojewódzkiego i państwowej inspekcji
sanitarnej.
Mając zaszczyt być ulokowanym obok reprezentującej Główny Inspektorat
Sanitarny
wybitnej znawczyni prawa sanitarnego w zakresie bezpieczeństwa
żywności,
z przykrością wysłuchiwałem bojowych okrzyków pani red, Jaworowicz,
głoszącej
publicznie - choć poza mikrofonem - jaką to niechęć żywi do sanepidu z
powodu nieżyciowych wymagań sanitarnych, które niszczą drobną
przedsiębiorczość
i nie pozwalają w naszym kraju na rozwój produkcji całego szeregu
atrakcyjnych
wyrobów, takich samych, jakimi chlubi się wieś grecka, włoska, czy
francuska
– od plejady serów krowich, kozich i owczych po rozmaitość wyrobów
mięsnych
i innych pyszności. No po prostu sanepid kładzie się kłodą na drodze do
dobrobytu polskiej wsi.
Mając w pamięci nieraz formułowane przez partyjnych
bonzów PRLu oskarżenie,
że sanepid przeszkadza, bo nie pozwala, aby Polska rosła siłę, a ludzie
żyli dostatniej, zacząłem nie na żarty przymierzać się do publicznego
starcia
o dobre imię państwowej inspekcji sanitarnej, której w obecnym czasie
można
wiele zarzucić, ale na pewno nie nadgorliwość w działaniach na rzecz
ochrony
zdrowia publicznego. Niedoczyszczona ze starych i opanowana przez
nowych
partyjnych nominatów, od lat wykrwawiana przez redukcję kadr,
zagrażającą
reductio ad absurdum jeśli chodzi o osiąganie ustawowych zadań, i co
rusz
to paraliżowana przez rozmaite wcielenia Wielkiego Brata, służba
sanitarno-epidemiologiczna
wymaga ze strony Polaków silnego wsparcia za profesjonalizm kierujący
się
kodeksem etyki lekarskiej i bezkompromisowe egzekwowanie prawa
sanitarnego.
Oczywiście, usytuowanie Państwowej Inspekcji Sanitarnej w podległości
do
ministra zdrowia w praktyce czyni tę służbę kontrolą wewnętrzną resortu
zdrowia, np. w obszarze nadzoru nad jednostkami podległymi ministrowi
zdrowia
albo polityki zdrowotnej, za którą odpowiada minister zdrowia. Tu
trzeba
szukać przyczyn ludzkich dramatów na masową skalę, których można byłoby
uniknąć, gdyby w obronie zdrowia publicznego mógł stanąć inspektor
podległy
nie ministrowi zdrowia, a tym samym nie radzie ministrów rządzących się
rozmaitymi interesami a Sejmowi, tak jak podległa Sejmowi jest
Państwowa
Inspekcja Pracy. Warto zauważyć, że zakres zadań Państwowej Inspekcji
Pracy
jest nieporównywalnie mniejszy i mniej skomplikowany od zakresu zadań
Państwowej
Inspekcji Sanitarnej. Skoro Państwowa Inspekcja Sanitarna w znaczącym
zakresie
swojej działalności jest kontrolą wewnętrzną ministra zdrowia, to
Inspekcja
Weterynaryjna jest w całości kontrolą wewnętrzną ministra rolnictwa i
rozwoju
wsi. A jak wiadomo, pies nie gryzie własnego ogona, nawet, jeżeli za
nim
goni.
Wymieniłem dopiero dwie instytucje zajmujące się
urzędową kontrolą żywności,
a przecież jest ich znacznie więcej, łącznie co najmniej osiem.
Wszystkie
inspekcje mają swoje ustawowe obowiązki do wykonania, swoich
przełożonych
na szczeblu centralnym i terenowym, siedziby, transport, obsługę prawną
i każdą inną. I wszystkie razem rozpoznawane są jako sanepid!.
Naprawdę!
Nawet przez samą panią redaktor Jaworowicz i samego pana prezesa
Kluskę!
Czy to nie zadziwia, że osoby tak dobrze poinformowane i tak
opiniotwórcze
nawet nie wyobrażają sobie, do jakiego rozproszenia doszło w zakresie
urzędowej
kontroli żywności, nie wiedzą, za co odpowiadają poszczególne inspekcje
i jakie są aktualnie obowiązujące przepisy sanitarne. A co wobec tego
mają
powiedzieć właściciele drobnych gospodarstw rodzinnych? Ciężko
pracujący
od rana do nocy rolnicy, którzy nie mają żadnego dostępu do informacji
prawnej i nie mieli żadnych szans dowiedzieć się o wejściu w życie na
początku
2007r. Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia
15
grudnia 2006r. w sprawie szczegółowych warunków uznania działalności
marginalnej,
lokalnej i ograniczonej, który to przepis prawny dopuszcza idącą w
nawet
w tony tygodniowo produkcję mlecznych, mięsnych i rybnych wyrobów
polskiej
wsi do międzynarodowej konkurencji o klientów szukających radości z
dobrego
jedzenia, oczywiście charakteryzującego się bezwzględnie gwarantowanym
siłą Państwa Polskiego bezpieczeństwem dla zdrowia i życia
konsumentów.
Objaśnienie w tej sprawie pan prezes Roman Kluska
otrzymał już po nagraniu.
Publicznego starcia o sanepid nie było. Podkreślić wypada wspaniałe
przesłanie
innych wątków dyskusji kierowanej przez panią red. Elżbietę
Jaworowicz.
Ta „Sprawa dla Reportera” ma ukazać się 29. maja 2007r.
i powinna być
dedykowana wszystkim odpowiedzialnym i za niezrozumiałe prawo i za brak
popularyzacji prawa, kiedy może ono dobrze służyć ludziom. Wyczulonym
na
próby zniewolenia Polakom łatwo dostrzec, że obok totalitaryzmu
czerwonego
i brunatnego istnieje także totalitaryzm złoty, od koloru złota, które
niszczy wszystko co dobre na tym świecie. Jednym z celów totalitaryzmu
złota – pieniądza jest zagłada gospodarstw rodzinnych i
zmonopolizowanie
produkcji żywności za pomocą narzucania narodom tak skomplikowanego
prawa,
że ani nie da się go wykonać, ani wyegzekwować.
dr Zbigniew Hałat
Rozporządzenie
Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi1)
z dnia 15 grudnia 2006 r.
w sprawie szczegółowych warunków uznania działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej
(Dz. U. nr 5 poz. 36 z dnia 12 stycznia
2007 r.)
Na podstawie art. 11 ust. 2 i art.
13 ust. 3 ustawy z dnia
16 grudnia 2005 r. o produktach pochodzenia zwierzęcego
(Dz. U. z 2006 r. Nr 17, poz. 127 i Nr 171, poz. 1225) zarządza się,
co następuje:
§1.
Rozporządzenie określa:
1)
szczegółowe warunki pozwalające na
uznanie działalności, o której mowa w art. 1 ust. 5 lit. b (ii)
rozporządzenia
(WE) nr 853/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia
2004 r. ustanawiającego szczególne przepisy dotyczące higieny w
odniesieniu
do żywności pochodzenia zwierzęcego (Dz. Urz. UE L 139 z 30.04.2004,
str.
55, z późn. zm.; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 3, t.
45,
str. 14), zwanego dalej "rozporządzeniem nr 853/2004", za działalność
marginalną,
lokalną i ograniczoną, w tym zakres i wielkość produkcji produktów
pochodzenia
zwierzęcego prowadzonej w ramach tej działalności oraz obszar, na
którym
może być prowadzona taka działalność;
2)
wymagania weterynaryjne, jakie powinny
spełniać świeże mięso przeznaczone do rozbioru oraz inne produkty
pochodzenia
zwierzęcego przeznaczone do przetwarzania, w ramach działalności
marginalnej,
lokalnej i ograniczonej.
§2.
Działalność, o której mowa w art. 1
ust. 5 lit. b (ii) rozporządzenia nr 853/2004, uznaje się za
działalność
marginalną, lokalną i ograniczoną, jeżeli:
1)
zakład prowadzi:
a)
rozbiór
i sprzedaż świeżego mięsa wołowego, wieprzowego, baraniego, koziego,
końskiego,
drobiowego lub zajęczaków lub
b)
rozbiór
i sprzedaż świeżego mięsa zwierząt łownych, lub
c)
rozbiór
i sprzedaż świeżego mięsa zwierząt dzikich utrzymywanych przez
człowieka,
lub
d)
produkcję
i sprzedaż mięsa mielonego, surowych wyrobów mięsnych, lub
e)
produkcję
i sprzedaż produktów mięsnych, w tym gotowych posiłków (potraw)
wyprodukowanych
z mięsa, lub
f)
produkcję
i sprzedaż porcjowanych, odskórzonych produktów rybołówstwa, filetów
rybnych,
a także wędzonych i grillowanych oraz poddanych innym rodzajom obróbki
cieplnej produktów rybołówstwa, lub
g)
produkcję
i sprzedaż produktów mlecznych wyprodukowanych w gospodarstwie z mleka
pozyskanego w tym gospodarstwie lub pozyskanego w gospodarstwie, w
którym
jest prowadzona działalność w zakresie produkcji mleka surowego lub
surowej
śmietany, przeznaczonych do sprzedaży bezpośredniej;
2)
wielkość produkcji nie przekracza
dla:
a)
rozbioru
mięsa wołowego, wieprzowego, baraniego, koziego, końskiego lub
produkowanych
z tego mięsa surowych wyrobów mięsnych lub mięsa mielonego - 3,5 tony
tygodniowo,
b)
rozbioru
mięsa drobiowego lub zajęczaków lub produkowanych z tego mięsa surowych
wyrobów mięsnych lub mięsa mielonego - 1,5 tony tygodniowo,
c)
produktów
mięsnych - 4,5 tony tygodniowo,
d)
rozbioru
mięsa zwierząt dzikich utrzymywanych przez człowieka - 0,8 tony
miesięcznie,
e)
rozbioru
mięsa pozyskanego ze zwierząt łownych, odstrzelonych zgodnie z
przepisami
prawa łowieckiego, w ramach rocznego planu łowieckiego, w ilości
nieprzekraczającej
30 % liczby zwierząt łownych zaplanowanych do odstrzału w obwodzie
łowieckim,
f)
produktów
rybołówstwa - 0,5 tony tygodniowo,
g)
produktów
mlecznych - tony tygodniowo;
3)
zakład prowadzi sprzedaż produktów
pochodzenia zwierzęcego określonych w pkt 1 konsumentowi końcowemu, a
dostawy
tych produktów do innych zakładów prowadzących handel detaliczny z
przeznaczeniem
dla konsumenta końcowego nie przekraczają wagowo 30 % ogólnej wielkości
produkcji, o której mowa w pkt 2;
4) w
zakładzie system analizy zagrożeń
i krytycznych punktów kontroli (system HACCP) jest realizowany co
najmniej
przez stosowanie wytycznych dobrej praktyki, o których mowa w art. 8
rozporządzenia
(WE) nr 852/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia
2004
r. w sprawie higieny środków spożywczych (Dz. Urz. UE L 139 z
30.04.2004,
str. 1; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 13, t. 34, str.
319),
zwanego dalej "rozporządzeniem nr 852/2004";
5)
miejsca produkcji lub miejsca sprzedaży
produktów pochodzenia zwierzęcego, o których mowa w pkt 1, oraz zakłady
prowadzące handel detaliczny, do których następuje dostawa, znajdują
się
na obszarze jednego województwa lub na obszarze sąsiadujących z nim
województw.
§3.
Świeże mięso przeznaczone do rozbioru
lub produkcji surowych wyrobów mięsnych, mięsa mielonego, produktów
mięsnych,
a także surowe mleko oraz produkty rybołówstwa przeznaczone do
przetwarzania,
w ramach działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej powinny w
przypadku:
1)
świeżego mięsa wołowego, wieprzowego,
baraniego, koziego oraz końskiego, zostać pozyskane ze zwierząt
poddanych
ubojowi w rzeźni;
2)
świeżego mięsa drobiowego lub zajęczaków,
zostać pozyskane ze zwierząt poddanych ubojowi w:
a)
rzeźni
albo
b)
gospodarstwie
- w sposób określony w rozporządzeniu nr 853/2004 w załączniku III w
sekcji
II w rozdziale VI oraz poddanych badaniu poubojowemu przez urzędowego
lekarza
weterynarii w sposób określony w rozporządzeniu (WE) nr 854/2004
Parlamentu
Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia 2004 r. ustanawiającym
szczególne
przepisy dotyczące organizacji urzędowych kontroli w odniesieniu do
produktów
pochodzenia zwierzęcego przeznaczonych do spożycia przez ludzi (Dz.
Urz.
UE L 139 z 30.04.2004, str. 206, z późn. zm.; Dz. Urz. UE Polskie
wydanie
specjalne, rozdz. 3, t. 45, str. 75), zwanym dalej "rozporządzeniem nr
854/2004", w załączniku I w sekcji IV w rozdziale V w części B lub w
rozdziale
VI;
3)
świeżego mięsa zwierząt dzikich utrzymywanych
przez człowieka, zostać pozyskane ze zwierząt poddanych ubojowi w:
a)
rzeźni
albo
b)
gospodarstwie
- w sposób określony w rozporządzeniu nr 853/2004 w załączniku III w
sekcji
III oraz poddanych badaniu poubojowemu przez urzędowego lekarza
weterynarii
w sposób określony w rozporządzeniu nr 854/2004 w załączniku I w sekcji
IV w rozdziale VII w części B;
4)
świeżego mięsa zwierząt łownych,
zostać pozyskane ze zwierząt łownych, których tusze zostały poddane:
a) w
sposób określony w rozporządzeniu nr 853/2004 w załączniku III w sekcji
IV w rozdziale II i III:
–
oględzinom
przez osobę przeszkoloną zgodnie z przepisami rozporządzenia nr
853/2004,
–
wytrzewieniu
na łowisku - w przypadku grubej zwierzyny łownej,
b)
badaniu
przez urzędowego lekarza weterynarii w sposób określony w
rozporządzeniu
nr 854/2004 w załączniku I w sekcji IV w rozdziale VIII;
5)
świeżego mięsa świń domowych, dzików,
zwierząt jednokopytnych oraz nutrii, zostać poddane badaniu na
włosienie
przeprowadzonemu w sposób określony w przepisach rozporządzenia Komisji
(WE) nr 2075/2005 z dnia 5 grudnia 2005 r. ustanawiającego szczególne
przepisy
dotyczące urzędowych kontroli w odniesieniu do włosieni (Trichinella) w
mięsie (Dz. Urz. UE L 338 z 22.12.2005, str. 60);
a)
rozporządzeniu
nr 853/2004 w załączniku III w sekcji VIII w rozdziale III w części A i
D oraz w rozdziale IV i V,
b)
rozporządzeniu
Komisji (WE) nr 2074/2005 z dnia 5 grudnia 2005 r. ustanawiającym
środki
wykonawcze w odniesieniu do niektórych produktów objętych
rozporządzeniem
(WE) nr 853/2004 i do organizacji urzędowych kontroli na mocy
rozporządzeń
(WE) nr 854/2004 oraz (WE) nr 882/2004, ustanawiającym odstępstwa od
rozporządzenia
(WE) nr 852/2004 i zmieniającym rozporządzenia (WE) nr 853/2004 oraz
(WE)
nr 854/2004 (Dz. Urz. UE L 338 z 22.12.2005, str. 27) w załączniku II;
7)
surowego mleka, spełniać wymagania
określone w rozporządzeniu nr 853/2004 w załączniku III w sekcji IX w
rozdziale
I.
§4.
Jeżeli zakład prowadzi więcej niż jeden
z rodzajów działalności, o których mowa w § 2 pkt 1, suma wielkości
produkcji
wszystkich rodzajów produktów określonych w § 2 pkt 2 nie może
przekroczyć
najwyższego limitu przewidzianego dla jednego z rodzajów produktów
produkowanych
w tym zakładzie.
§5.
Podmioty zamierzające prowadzić działalność
marginalną, lokalną i ograniczoną powiadamiają powiatowego lekarza
weterynarii
właściwego ze względu na miejsce planowanej produkcji, zgodnie z art. 6
ust. 2 rozporządzenia nr 852/2004, o zakresie i wielkości produkcji
oraz
rodzaju produktów pochodzenia zwierzęcego, które mają być produkowane w
zakładzie, co najmniej na 30 dni przed dniem rozpoczęcia prowadzenia
tej
działalności.
§6.
Obowiązek powiadamiania, o którym mowa
w art. 6 ust. 2 rozporządzenia nr 852/2004, nie dotyczy zakładów, które
zostały zakwalifikowane do sprzedaży bezpośredniej decyzją wydaną na
podstawie
art. 10 ust. 5 pkt 1 ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. o wymaganiach
weterynaryjnych
dla produktów pochodzenia zwierzęcego (Dz. U. Nr 33, poz. 288 oraz z
2005
r. Nr 10, poz. 68 i Nr 23 poz. 188), prowadzących działalność w
zakresie
określonym w § 2 pkt 1 rozporządzenia.
§7.
Rozporządzenie wchodzi w życie po upływie
14 dni od dnia ogłoszenia.
______
1)
Minister Rolnictwa i Rozwoju
Wsi kieruje działem administracji rządowej - rolnictwo, na podstawie §
1 ust. 2 pkt 1 rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 18 lipca
2006
r. w sprawie szczegółowego zakresu działania Ministra Rolnictwa i
Rozwoju
Wsi (Dz. U. Nr 131, poz. 915).